singapurkaa
03.05.09, 21:16
nieważne ilu lat - równie dobrze może byc to rok. W każdym razie chodzi mi o
przyszłośc... Od kilku dni tak siedzę i myślę... zastanawiam się co to będzie
ze mną, z moją osobowością, z moim zdrowiem psychicznym za te ileś lat...
Może niektórzy odbiorą to jako niepotrzebne zastanawianie się, gdybanie itd.
ale ogólnie to jestem przerażona. Stopniowo wychodzę (tak mi się przynajmniej
wydaje) z depresji mającej swój początek w styczniu. Już nawet nie pamiętam
który to był epizod. Po każdym rzucie choroby jestem coraz smutniejsza, coraz
bardziej zdegustowana życiem, sobą. Wszystko wydaje mi się strasznie męczące.
Mam wrażenie, że po mijającej depresji zmieniła mi się osobowośc - gdzieś
zanikła żywiołowośc, radośc. Czuję jakąś szarzyznę, ta choroba jakby stępiła
moje emocje tzn. zdolnosc do ich odczuwania - ostrożnie się cieszę z
czegokolwiek bo wiem kto rządzi - jaśnie pani depresja... wraca kiedy chce,
zostaje ze mną tak długo jak chce, muszę coraz dłużej czekac na działanie
antydepresantów, każdy nawrót powoduje coś w rodzaju stłumienia emocji,
przytępienia intelektu (cholera wie jak to nazwac) Mam wrażenie, że w moim
mózgu każda depresja pozostawia jakieś nieodwracalne ślady.
Aż boję się pomyślec co będzie w przyszłości. Będę chyba smutną, smętną,
zmęczoną życiem osobą. Oczywiście nie zakładam tego ale takie mam odczucie.
Jak Wy widzicie siebie w kontekście roku czy kilku lat w przyszłości?
A może to tylko ja się nad tym zastanawiam...