Co było powodem mojej nerwicy.

27.05.09, 14:18
Cześć.
Moją nerwicę spowodował zwykły perfekcji\onizm, zakompleksienie, niskie
poczucie wartości. Swoje braki chciałam uzupełniać uczeniem się na maksa. I to
zaszkodziło najbardziej. Próbowałam nauką wypełnić braki w sobie, jakbym
chciała wypełnić worek, który nie ma dna. Teraz już ssię nie uczę. Ale nawyk
nauki ciągle we mnie jesy\t. Może nie nawyk, dziwna potrzeba, jakbym chciała
sobie tym udowodnić, że jestem coś warta. I nie uczę się. Nie będe się uczyła
tylko dlatego, aby coś udowodnić. Albo, żeby zasypywać jakieś braki,
kompleksy. Nie wiem, czy jeszcze potrafię się uczyć z innych powodów. Czy jest
jeszcze we mnie intelektualna ciekawośc, zwykła cuiekawość, która nie ma na
celu udowadniuania czegokolwiek.
    • poranne1 Re: Co było powodem mojej nerwicy. 27.05.09, 14:31
      Uczyłam się, aby poczuć się ekspertem w jakiejś dziedzinie. Aby przestać być
      gułą, fatalną kobuietą, tylko ekspertem w czymś, aby w końcu być w czymś dobra,
      mieć coś swojego, swoją dziedzinę, w której będę dobra,. Czułam się fatalną
      kobietą, nie umiałam gotować, nie interesowały mnie stroje, w kwestii ubierania
      nie miałam żadnego zmysłu estetycznego, w przeciwieństwie do mojej mamy. Nie
      interesowały mnie ciucg\hy, makijaż, chłopacy, fryzury, nic z tych rzeczy,
      którymi standardowo powinny interesować się kobietym, aby w przyszłości moc być
      dobrymi matkami, podobającymi się żonami i atrakcyjnymi sympatiami. Nie czułam
      się kobieca. Nawet miałam wątpliwości, czy byłam kobietą. Raz mamie
      powiedziałam, że czuję się jak "ono".Nijako, jakby bezpłuciowo. Czułam się
      wypłukana z kobiecości. Ciągle porównywałam się z moją bardzo kobiecą matką.
      Miałam wtedy naście lat. Dziewczyny w tym wieku przecież dbają o to, aby być
      bardzokobiecie. Przecież z dziewczynek stają się kobietami. A ja nie czułam się
      seksowna, jakby bycie atrakcyjną i seksowną nie było mi dane. I chyba dlatego
      braki rekompensowałam nauką. Wytedy, ucząc się, miałam kontrolę nad swoim
      życiem. Podobnie zachowują się anorektyczki, nie jedzą, stosują mordercze
      ćwiczenia, aby mieć kontrolę nad swoim małym, prywatnym życiem, na które składa
      się liczenie kilogramów i utrzymywanie "prawidłowej" wagi..
      • poranne1 Re: Co było powodem mojej nerwicy. 27.05.09, 14:48
        Cieszyłam się, że mam kontrolę nad sobą, że mogę zrobić, co chcę, skatować się
        nauką jak chcę i jestem w tym niezawodna. Ale wtedy nie miałam świadomości, że
        robię sobie krzywdę. Nie miałam kolegów, ani koleżanek. Może nawet chciałam je
        mieć, ale potem już nie chciałam. Czułam się od nich lepsza, bo się dużo
        uczyłam, a one nie. Ci "głupi" ludzie chodzili na dyskoteki,ale ja nie. Bo ja
        byłam "lepsza" od nich, bardziej pracowita, niezawodna. I podobało mi się czucie
        się lepszą. Czułam się wtedy bardzo silna, jak nigdy, że moge bardzo dużo.
        myślałam, że wszystko w życiu można osiągnąć dzięki systematycznej, wytrwałej
        nauce. Myślałam, że nawet osoby z upośledzeniem umysłowym mogłyby stać się
        "mądre", gdyby tylko się trochę prz\yłożyły. Myślałam, że dzięki nauce wszystko
        jest możliwe i wszystko jest w zasięgu mojej ręki. Teraz już nie myślę tak o
        osobach upośledzonych. Wiem, że każdy z nas ma swoją poprzeczkę, której nie da
        rady przeskoczyć, nawet gdyby bardzo chciał. Ale wtedy tak myślałąm. Nawet
        dzieliłam ludzi na nadludzi i podludzi, jak Hitler. Nadludzie to ci, którzy się
        hiper uczą, jak ja, a podludzie, ta cała reszta "nieuków". Na szcz
      • poranne1 Re: Co było powodem mojej nerwicy. 27.05.09, 14:53
        Teraz już się nie uczę, I nie dzielę tak ludzi. Jeżeli ktoś chodzi na dyskotekę,
        nie robi nic złego, ani niegodnego. Każdy ma prawo się bawić. Dyskoteki są
        fajne, sama lubię potańcówy teraz I tylko, gdy jest szansa na jakąś potacowkę,
        to zaraz jadę. Ale musiałam sama do tego dojść. Nie ma obowiązku ciągle się
        uczyć. Uczyć powinno si.ę z ciekawości. Gdy się człowiek uczy, przedewszystkiim
        powinien myśleć. Myślenie, to klucz do wiedzy, a wiedza nam tylko po to, aby
        wykorzystywać ją w praktyce. I tylko po to. nie po to, aby coś komus, a już tym
        bardziej sobie udowadniać.
    • poranne1 Re: Co było powodem mojej nerwicy. 27.05.09, 15:16
      Nauka o mało nie doprowadziła mnie dosamobójstwa. Kiedyś, na studiach miałam
      wykładowę, który bardzoi gnębił. i też był chyba perfekcjonista na puinkcie
      nauki i fascynat. CViągle nam powtarzał, że nie mamy ambicji, że naszą jedyną
      ambicją jest picie piwa, a na studia przyszliśmy jedynie dla "papieru". Wszyscy
      się go bali. Nie powiem, był kompetentny, poprostu facsynat, Boże strzeż od
      takich. Pewnego dnia szłam, na zajęcia, znowu byłam nieprzygotowana. Już nie
      wytrrzymywałam karbów nauki, w które się wprzęgłam, i nie mogłam się skupić na
      nauce chociaż przez godzinę. Organi8zm się buntował, był przemęczony. a ja
      traciłam wiarę, że jeszcze potrafię się czegokolwiek nauczyć, a tym samym wiarę
      w siebie, w swoją wartość, jako człowieka. W dodatku, jeśli mnie pamięć nie
      myli, nie miałam zrobionego referatu. Bałam się, co on powie, jak mnioe poniży,
      co postawi. Miałam już wszystkiego dosyć, najbardziej chyba siebie, swojej
      zawodności. Porównywałam siebie z osobą z dawnych lat, niezawodną, zawsze
      przygotowaną dziewczyną z podstawówki i przez pierwsze półtora roku liceum
      (potem już zaczęłam powoli wysiadać). I miałam już dosyć siebie takiej.
      Zobaczyłam auto, jechało powo9li chodnikiem , a ja szxłam powoli tym chodnikiem.
      I pomyślałam sobie :A gdyby się nie zatrzymać, nie zejść z tej drogi i pozwolić
      się przejechać". I szłaM NA TO AUTO Z MYŚLĄ, " A GDYBY SIĘ NIE ZATRZYMAĆ". AUTO
      JECHAŁO POWOLI I WIEDZIAŁAM, ŻE NAPRAWDĘ NIC MI SIĘ NIE STANIE, ŻE W KAŻDEJ
      CHWILI ZDOŁAM UMKNĄĆ W BOJK. i KIEROWCA TEŻ TO WIEDZIAŁ. mOŻE SIĘ TYLKO DZIWIŁ,
      DLACZEGO POWOLI, ACZ NIEPEWNIE ZMIERZAM PROSTO W JEGO STRONĘ, NA MASKĘ. Ale tego
      nie wiem. w KOŃCU JEDNAk pomyślałam "ajednak nie". I cofnęlam się w bok i nic mi
      się nie stało, ale po tym zdarzeniu miałam wielkie poczucie winy, bo, pomimo,
      żre nic mi się faktycznie nie stało(bo nie mogło się stać, za wolno jechał),
      czułam, że przekroczyłam grano\icę, której się nie przekracza. Wiedziałam, że
      bedę musiała iść z tym do spowiedzi. Myślałam, aj powiem to księdzu. Przecież
      podjęłam bąź co bądź, próbę samobójczą. Jak o tym powiedzieć, co powie ksiądz?
      Niby nic się nie stało, a jednak się stało. Wiedziałam, że postąpiłam bardzo
      głupio. Nauka nie jest powodem, dla którego9 powinno się zabijać.
Pełna wersja