soskobiety
20.07.09, 22:16
Wywaliłam sie i wyje. Myslalam ze bedzie juz lepiej ze juz znalazlam
sposob by sie odbic a tu co ..doopa.
Dzis mam dzien kiedy brak mi sil i sensu do zycia. No niech mi
wierzacej Bóg wybaczy ale nie mam sil. Gdyby dzis mnie zapytal czy
mam dosc. To jedynei ze wzgledu na dzieci nie powiedzialabym tak mam
dosc. Nie dam rady, nie daje rady.
Ubegły tydzien był wspanialy.LIczyłam ze ruszy sie cos z praca ze
moze chociaz jedna malenka iskierka sie zapali i uda sie. Ale zeby
cos robic codziennie jezdzilam z dziecmi na jagody.NIe duzo ale
zawsze cos zarobilam.Syn powiedzial .:"mamo teraz Ty tez masz swoja
kase".Wracalismy zmeczeni ale dzieci sie wybiegaly ja czulam ze cos
robie. Byłam szczesliwa. Zdala od domu w ktorym czasami tak mi zle,
ktory byl przezemnie tak przeplakany. .Było fajnie. Ale było..
Na weekend wrocil moj maz. I pierwsze rozmowy.:Kupilem slupki na
plot.Musisimy zamowiz zwir do wylewki(murku) pod płot .Przyslala
skarbowka juz kase?..
Mialam ochote zygnac. Kiedy pozniej za zartowalam "o o czyms innym
niz dom tez umiesz ze mna rozmawiac" obrazil sie.Wyszydzilam go
podobno i zranilam. Ale ja tak czulam .Jedyne co go wciaga to temat
pracy dla mnie kasy i domu.
A ja lubie ta dzialke ale chyba nie chce budowac tego domu.Nigdy mu
tego nie powiem bo jak kiedys wspomnialam to powiedzial ze depcze
nasze marzenia, ze tez chcialam tego domu a teraz co? Ale to jego
dom, tak jak dzialka na ktorej ma stanac.
Chcialabym uciec od niego, od tego domu.Zaczac zyc spokojnie.
Zeszla ze mnie, para , uciekla nadzieja.Boje sie ze przez ten dom
znienawidze go i przestane kochac.On sie w nim zatraca caly a ja
nie.
Jestem stara z meczona i samotna.Sorki ze zalalam was na forum moim
lzami sle nie mam komu tego powiedziec a od piatku we mnie sie
kotlowalo. czuje sie troche jak zaszczuta. Gdzie znalesc sily by sie
nie poddac a dalej walczyc o siebie? Juz nawet dbac o siebie
zaczelam tylko tak zeszla mi ta para..i placze.