szpagietka
02.08.09, 20:25
Sluchajcie, pomozcie mi, bo meczy mnie to juz ponad rok.
To taka historia o-malo-co milosna w ktorej nic sie niby nie dzieje,
a jednak cos sie dzieje.
Pracuje z pewnym gosciem, nazwijmy go Kazio, z ktorym czujemy do
siebie miete. Jakies nieporadne kroki w tym kierunku robilismy na
poczatku, ale z powodu obustronnej koszmarnej niesmialosci nic z
tego nie wyszlo, raz ja ucieklam, raz on uciekl, wiecie jak to jest,
wiec dalismy sobie spokoj. Z facetem nie moge po ludzku porozmawiac,
bo albo sie peszy i nic nie mowi albo gada bzdury. Generalnie
komunikacja z nim jest na poziomie niemowlaka, tylko poprzez wyrazy
twarzy, a nawet gorzej, bo niemowlaki chociaz sygnalizuja swoje
potrzeby. Wiec przestalam sie do niego odzywac wcale, bo co ma sie
chlopak stresowac, tym bardziej i dla mnie to tez nie bylo wcale
latwe (tez nie jestem normalna, ciezko mi nawet powiedziec „czesc”
ludziom dobrze znanym, obcych sie panicznie boje.). On sie do mnie
sam prawie nigdy nie odzywa, chyba ze musi isc na lancz z jakas
nieznana kobieta goszczaca u nas w pracy, to wtedy panicznie szuka
kogos jeszcze do towarzystwa, i pyta wszystkich, nawet mnie :). I
tak siebie nawzajem ignorowalismy, a ze pracowalismy w tym samym
pokoju wiec meczace to bylo. Potem Kazio wyjechal do innego miasta
na pol roku i po powrocie juz bylo troche oznak normalnosci miedzy
nami. Pracujemy w innych pokojach, udaje sie tak raz- dwa na tydzien
zamienic z nim pare zdawkowych zdan na korytarzu, chociaz to zawsze
ja inicjuje rozmowe. Minelo z pol roku, ja juz sobie Kazia
wyperswadowalam z glowy i bylam pewna ze cala sprawa rozeszla sie po
kosciach i juz mnie ( i Kazia) ani ziebi ani grzeje.
No i pare dni temu zdarzylo sie ze pojechalam sobie jak zwykle o
zachodzie slonca rowerkiem nad morze- bo mieszkamy nad samym morzem.
Pusta plaza, tylko ja i jakas para, poplywalam sobie tu i tam,
wychodze, a tu sie okazuje ze owa para to Kazio z jakas dziewucha.
Nigdy go na plazy dotad nie spotkalam, a tu prosze. Nawet mnie to
rozbawilo troche, bo Kaziu sie speszyl jak by bylo czemu. W dodatku
nie wygladali wcale na romantyczna pare, cokolwiek ta moja
obserwacja jest warta.
A nastepnego dnia Kazio zachowywal sie wrecz histerycznie – w skali
zachowan Kazia oczywiscie. Tak jakos uporczywie wpatrywal sie we
mnie, jakby chcial wejsc mi w twarz. Wydawalo mi sie tez ze chodzi
za mna, a w koncu przyszedl i powiedzial ze cos dla mnie ma: byla to
plyta z muzyka z filmu Fortepian. Spytalam sie, dlaczego mi ja daje –
„ a bo tak wlasnie sciagnalem z netu”. Zagladam, a tam takie tytuly
jak „The heart asks pleasure”, „The scent of love”...
No i zabil mi tym cwieka calkowicie. No bo co to ma niby znaczyc?
Mysli ze rozpaczam widzac go z nieznajoma i dal mi nieprzemyslany
prezent na pocieszenie? Czy wrecz przeciwnie, to takie Kaziowe
wyznanie milosne?
Od tamtej pory pelny regres w stosunkach miedzy nami, Kazio unika
mnie jak ognia i spuszcza wzrok jak przechodzi.
No i co ja mam qrna zrobic?
Dzieki dla wszystkich ktorzy przebrneli do konca tej nudnej
historii, pozdrawiam fobikow i niefobikow.