Moje refleksje

08.08.09, 20:09
Biorąc pod uwagę odkrycia z zakresu medycyny, fizyki, potwierdzone
fakty historyczne coraz częściej skłaniam się ku przekonaniu
graniczącemu z pewnością, że człowiek jest niczym innym jak maszyną.
Nie wierzę w cudowne rozmnożenia chleba, bieganie po wodzie i mannę
spadającą z nieba. Nie wierzę w inny lepszy świat, wizję kreowaną
przez katolików, muzułmanów, zielonoświątkowców, buddystów czy
jakikolwiek inny tłumacz acy sens istnienia i uzasadniający problemy
doczesne. Czynne uczestnictwo w takim czy innym kulcie religijnym,
podobnie jak zaangażowanie w dowolnej inicjatywie społecznej, ruchu
czy grupie zainteresowań podnosi poziom serotoniny. I tylko o to w
tym wszystkim chodzi, cała reszta tłumacząca sens udziału, bez
względu czy chodzi o konkretną ideologię jak w przypadku parti
politycznych czy spotkania wyznawców UFO, jest nieuświadomionym
pretekstem do naprodukowania sobie neuroprzekaźnika. I tyle. Jest
faktem powszechnie znanym, że jednostka izolowana popada w depresję,
traci motywację i chęć do życia. Wystarczy zdrowego człowieka
umieścić w odosobnionym pomieszczeniu, pozbawić kontaktów z
otoczeniem, aby w krótkim czasie wyhodować potencjalnego samobójcę.
Organy represji byłego ZSRR z powodzeniem wykorzystywały tą wiedzę
do łamania osób represjonowanych. Z zachowanych przekazów osób
poddawanych różnym formą nacisków w więzieniach byłego ZSRR wynika,
że właśnie metoda izolacji oraz pozbawienie snu były najgorszą
torturą. Snu pozbawiano instalując w pomieszczeniach lampy o
specjalnie dobranej długości światła i zmuszając do niekończących
się przesłuchań. Brutalna prawda, prawda której kiedyś przyjdzie
spojrzeć naszej cywilizacji technicznej prosto w oczy jest taka, że
jednostka ludzka, człowiek jakkolwiek dumnie by to zabrzmiało jest
jedynie niewolnikiem, platformą realizującą cele i założenia
replikatorów. Kilka miliardów lat temu gdy na ziemi pojawiły się
pierwsze formy życia, zaistniały także mechanizmy powielania i
udoskonalania oganizmów. Optymalne i genialne rozwiązanie. Pomysł
był prosty - skoro materia ożywiona narażona jest na niszczące
czynniki zewnętrzne takie jak temperatura, ciśnienie, czynniki
atmosferyczne, to aby w tych niekorzystnych warunkach przetrwać
należy wprowadzić procesy stymulujące rozwój organizmów o
maksymalnej zdolności przetrwania przy skutecznym wykorzystaniu
zasobów otoczenia. W tym ujęciu każda kolejna, wyższa fora życia
wykorzystuje w większym zakresie możliwość dostępu do zasobów
przyrody przy jednoczesnej, zwiększonej zdolności ochrony przed
czynnikami zewnętrznymi. Rośliny nie potrafią ochronić się przed
wietrem czy deszczem, nie urosną na nieodpowiedniej glebie, zbyt
piaszczystej czy w obszarach o niewystarczającej ilości opadów.
Zwierzęta są doskonalsze, mobilne, mogą przenosić się z miejsca na
miejsce szukając terenów zapewniających kontynuację egzystencji,
mogą również niwelować niekorzystne warunki zewnętrzne, np. schronić
się przed deszczem w grocie czy dziupli. Człowiek stoi na szczycie
tej drabiny ewolucji, potrfi wyprodukować żywność, zapewnić sobie
ogrzewanie, leczenie. Ciężko jest zrozumieć, że jesteśmy
marionrtkami procesu powielania i udoskonalania, i niczym więcej.
Gdyby jutro w wyniku jakiegoś kataklizmu na tej planecie pozostała
jedynie kępa trawy, to prawdopodobnie za następne kilka miliardów
lat znowu rozwiną się różnorodne formy życia łącznie z organizmami
obdarzonymi świadomością. Właśnie dlatego, że ta kępa trawy ma
zaszczepiony pierwotny mechanizm realizowania założeń zdefiniowanych
przez replikatory miliardy lat temu kiedy na ziemi pojawiła się
pierwsza forma życia, mechanizm powielania i udoskonalania. W tym
sensie, w swej podstawowej istocie, człowiek nie różni się niczym od
trawy, podobnie jak trawa realizuje plan replikatorów. Całe życie to
procesy chemiczne, narzucone przez te za przeproszeniem xxxxxx z
którymi nie można porozmawiać ani spojrzeć w oczy, a które jak
pasożyt żywią się nami. Złota klatka. Jesteśmy tylko jedną z miliona
form tej samej myśli, reguły, może najdoskonalszą. Poradzą sobie
świetnie bez nas, przecież gdy zasypiamy serce nadal pracuje, krew
krąży, oddychamy i nie my o tym decydyjemy, to one/oni decydują,
regulują wszystkie nasze procesy życiowe, nie jesteśmy niezbędni w
razie potrzeby znajdą inne rozwiązanie. Niektórym się wydaje że jak
skończą 18 lat i dostaną dowód osobisty mogą robić co chcą, a prawda
jest taka że procesy na poziomie komórkowym od urodzenia robią z
nimi co chcą. Kiedyś zapytano mnie jak wyobrażam sobie śmierć.
Odpowiedziałem że umieramy codziennie idąc spać, różnica jest taka
że umierając nie budzimy się, nie ma dalszego ciągu. Śmierć wygląda
w ten sposób że człowiek zasypia ale się nie budzi. Nie ma
następnego dnia. Dla nas ludzi życie kiedyś się kończy, dla
replikatorów jest to jedynie kolejny etap przekazywania materiału
genetycznego. Powiedziałbym że one bliższe są ideą kultywowanym w
III Rzeszy niż duchowi humanitaryzmu.

A teraz oddalam się wyregulować poziom neuroprzekaźników aby śpiewć
i tańczyć, cieszyć się życiem, czerpać sens z bezsensu.
    • nadia1970 Re: Moje refleksje 08.08.09, 20:24
      No tak... zgadza sie.
      Prawdziwe zycie jest tu i teraz, nic poza tym.
Pełna wersja