czy i jak przyznac sie otoczeniu

07.09.09, 15:37
jeszcze raz ja - wreszcie poszlam do psychologa, wytlumaczyl mi co mi dolega,
ze depresja to choroba, ze trzeba ja leczyc. Na razie chce wytrzymac jeszcze
miesiac bez lekow bo karmie piersia synka, ktory lada dzien bedzie mial
operacje wiec leki sa niewskazane, ale od pazdziernika zaczne sie leczyc
rowniez farmakologicznie. Tylko moje pytanie do Was- czy przyznac sie
rodzinie, najblizszemu otoczeniu do choroby? Mam taka sytuacje ze mieszkam w
jednym domu z rodzicami i siostra i ciezko bedzie sie ukrywac. Poza tym oni sa
glownymi napedzaczami mojej depresji - ciagle slysze ze jestem nieudacznikiem,
ze nic w zyciu nie osiagnelam - moze jak zdadza sobie sprawe z mojej choroby
spuszcza troche z tonu, zaczna wspierac a nie dolowac...
    • lucyna_n Re: czy i jak przyznac sie otoczeniu 07.09.09, 16:40
      możesz powiedzieć jeżeli męczy Cię ukrywanie, ale nie licz na to że zrozumieją,
      że zaprzestaną swoich toksycznych działań. Lepiej kombinuj jak się od nichg
      wyprowadzić.
    • bertrada Re: czy i jak przyznac sie otoczeniu 07.09.09, 16:51
      Co to znaczy, że ciężko będzie się ukrywać?

      Jak zaczniesz zażywać leki, to Twój stan się nie pogorszy tylko zacznie
      poprawiać. Skoro do teraz niczego nie zauważyli, to potem tym bardziej nie
      zauważą. A co do farmakoterapii, to ja bym nie czekała. Zwłaszcza jak masz chore
      dziecko. Bardziej mu się przyda zdrowa niekarmiąca matka, niż chora karmiąca.

      No i jak się nie dogadujesz z rodziną, to czas pomyśleć o wyprowadzce. Ale
      dopóki się nie wyleczysz, to szanse na samodzielne stanięcie na nogi masz nikłe.
      To też przemawia za jak najszybszym podjęciem leczenia.
    • olga_w_ogrodzie Re: czy i jak przyznac sie otoczeniu 07.09.09, 16:53
      wierzę, że można ukryć przed współmieszkającymi, obojętnie kim są,
      dół.
      czasem wiele wysiłku to kosztuje.
      nie wierzę, że można ukryć depresję.
      • ichnia Re: czy i jak przyznac sie otoczeniu 07.09.09, 19:22
        olga_w_ogrodzie napisała:
        > wierzę, że można ukryć przed współmieszkającymi, obojętnie kim są,
        > dół.
        > czasem wiele wysiłku to kosztuje.
        > nie wierzę, że można ukryć depresję.

        Zapytaj tych, co ukrywali.
    • rupiowa Re: czy i jak przyznac sie otoczeniu 07.09.09, 17:03
      przez 3 lata nikt nie mial pojecia ze cos jest ze mna nie tak. Moze wlasnie
      dlatego zaczelam szukac teraz pomocy, bo nagle rodzine olsnilo. Zauwazyli ze
      ciagle jestem agresywna, ze wszystko co mowia biore do siebie, ze traktuje
      wszystko powaznie. Ale 3 lata poza moim mezem wszyscy mi tlumaczyli jakie to ja
      mam piekne zycie, cudne dzieci, wspanialego meza. To tym bardziej mnie bolalo,
      bo nikt nie zdawal sobie sprawy z tego ile wysilku mnie kosztuje stwarzanie
      takiego obrazu na zewnatrz. Z wyprowadzeniem sie jest spory problem, myslimy o
      tym juz od bardzo dawna ale mamy klopoty finansowe. Na razie nie ma takiej
      opcji, bo musialabym isc do pracy a do pracy nie pojde bo boje sie ludzi.
      Zreszta psycholog powiedziala, ze nie ma sensu teraz szukac pracy a jesli juz to
      u kogos z rodziny, znajomych gdzie bede sie czula w miare bezpiecznie. Przeraza
      mnie nadal to, ze musze wrocic na studia, zostal mi ostatni semestr. Dla
      pobudzenia swojej odwagi poszlam teraz na kursy instruktorskie i jest to dla
      mnie straszna meczarnia ale tez po takim weekendzie jestem z siebie dumna,
      ciesze sie, ze poradzilam sobie, dotarlam na zajecia, wysiadzialam caly dzien,
      bralam CZYNNY udzial w rozmowach. Banalne? Nie dla mnie... Dziekuje Wam na tym
      forum za to ze jestescie. Dzieki Wam zdalam sobie sprawe z tego, ze to choroba.
      Jesli pozwolicie zagoszcze tu na dluzej zeby zmagac sie dzielnie z tym potworem
      tak, zebym mogla byc jeszcze lepsza zona, matka, corka, siostra.
      • olga_w_ogrodzie Re: czy i jak przyznac sie otoczeniu 07.09.09, 17:34
        dla mnie nie jest to depresja.
        tego nie można nie zauważyć.
        neurotyzm, fobie - nie wiem co to jest u Ciebie.

        ukryć poczucie rozpaczy i beznadziei depresyjne - na dzień, tydzień -
        ok.
        na miesiące całe - nie.
        no nie da rady.

        nie wiem ile wizyt u psychologa było - jeśli jedna tylko, to to
        wręcz bzdurne wyrokować o depresji.
        • lucyna_n Re: czy i jak przyznac sie otoczeniu 07.09.09, 21:18
          dlaczego nie?
          na mniejsze rzeczy ludzie tutaj tabletki łykają, patrz "eksperta" berettę np.
      • ilquad Re: czy i jak przyznac sie otoczeniu 07.09.09, 18:56
        Jezeli bedziesz chcial przekazac im, ze jestes chora, (moze sie
        wydac, bo ktos znajdzie leki), to zrob to bez emocji, bo sie tylko
        niepotrzebnie zdenerwujesz. Mozesz przeciwczyc taka sytuacje z
        psychologiem, albo z kims, komu ufasz.
      • lucyna_n Re: czy i jak przyznac sie otoczeniu 07.09.09, 21:25
        Na Twoim miejscu nie brałabym teraz na głowę niczego ponad minimum, odpoczynek,
        sen, relaks, to nie są wcale takie banalne środki lecznicze jak mogłoby się
        wydawać. Dbaj o siebie, wysypiaj się, jedz regularnie posiłki i zacznij brać
        leki, a jest szansa że szybko wrócisz do sił, jak staniesz na nogi to przy
        pomocy psychologa ( z Twojego opisu przebija nawet dość sensony obraz tej do
        której trafilaś) zmierzysz się z problemami które zdaje się od dawna narastały.
        karmienie nie powinno Cię powstrzymywać, raczej z niego zrezygnuj i zacznij brać
        jak najszybciej leki, bo szkoda dla dziecka nei będzie żadna,a dla Ciebie to
        może być dramatyczny miesiąc. Operacja, dodatkowy stres, nie wiem czy jest sens
        stawiać temu czoło bez wspomożenia się farmakologią, skoro już teraz ledwo sie
        trzymasz.
        leczenie depresji jest długi i trudne, nei licz na to że łykniesz proszki i za
        dwa dni wszystko będzie git, to może potrwać całe miesiące. Nie chcę Cię
        straszyć, ale to nie jest łatwa w leczeniu choroba i im dłużej zwlekasz tym gorzej.
      • grosik68 Re: czy i jak przyznac sie otoczeniu 11.09.09, 13:38
        Depresja to bardzo powazna choroba - niestety wiem to niestety z doswiadczenia. Wymaga tez dlugotrwalego leczenia zarowno psychoterapeutycznego jak i farmakologicznego.
        Czy powiedziec rodzinie i przyjaciolom? To trudna decyzja, zwlaszcza, ze jak pisalas nie masz najlepszych stosunkow z rodzina. Musisz rozwazyc, czy mozesz liczyc na ich wsparcie i zrozumienie czy raczej obawiac sie kpin i dalszych zlozeczen. Zeby depresje zrozumiec i trafnie ocenic powage tej choroby, trzeba sie o niej jak najwiecej dowiedziec. Jesli Twoi bliscy nie beda gotowi wczytac sie w temat, a tylko tkwic w stereotypach, ze to sa fanaberie znudzonych kobiet, to raczej jeszcze Ci zaszkodza niz pomoga.
        Ja mojej rodzine piwiedzialam i otrzymalam bardzo wiele wsparcia z ich strony.
        Mysle tez, ze jesli do tej pory nikt z rodziny "nie zdiagnozowal" depresji u Ciebie to i nadal nie beda zbyt wiele widzieli. Leki mozesz miec u siebie w pokoju i nikomu nie musisz tlumaczyc, co to jest, jezeli ktos zauwazy.
        Ja polecalabym Ci jak najszybsze rozpoczecie leczenia farmakologicznego, szczesliwa mama lepiej robi malenstwu niz nieszczesliwa.
        Gratuluje Ci malych kroczkow, mozesz byc z siebie dumna! To nie sa banaly, to sa osiagniecia, ktore powinny Cie cieszyc.
        Ja takze uwazam, ze wlasne mieszkanie, chocby najskromniejsze jest lepsze niz wygoda z wroga atmosfera. Ale krok po kroku. Najpierw musisz byc gotowa do podjecia pracy, gdy to sie stanie, mozecie zaczac szukac mieszkania.
        Depresja nie jest stanem, w ktorym powinno sie podejmowac wazne decyzej. Z reszta i tak nie masz na to sily, a zwykly dzien kosztuje Cie wystarczajaco duzo wysilku.
        Zycze powodzenia!!!

        PS
        Wybacz brak polskich znakow, nie mam ich na mojej klawiaturze i od lat juz tak pisze.
      • yoko0202 jak dla mnie to jesteś mistrz 18.09.09, 11:04
        rupiowa napisała:

        Dla pobudzenia swojej odwagi poszlam teraz na kursy instruktorskie i jest to dla
        mnie straszna meczarnia ale tez po takim weekendzie jestem z siebie dumna,
        ciesze sie, ze poradzilam sobie, dotarlam na zajecia, wysiadzialam caly dzien,
        bralam CZYNNY udzial w rozmowach. Banalne? Nie dla mnie...

        ja swego czasu dostawałam trzęsawki jak telefon dzwonił a co dopiero wyjść do
        ludzi...
        i wtedy już brałam leki, a ty przecież na razie nie bierzesz...

        powiem ci dziewczyno, że dasz sobie radę!
        • lucyna_n Re: jak dla mnie to jesteś mistrz 18.09.09, 13:16
          albo się zajedzie na śmierć pod haslem "dam radę!"
    • ichnia Re: czy i jak przyznac sie otoczeniu 07.09.09, 19:21
      rupiowa napisała:
      > moje pytanie do Was- czy przyznac sie
      > rodzinie, najblizszemu otoczeniu do choroby? Mam taka sytuacje ze
      mieszkam w
      > jednym domu z rodzicami i siostra i ciezko bedzie sie ukrywac.
      Poza tym oni sa
      > glownymi napedzaczami mojej depresji - ciagle slysze ze jestem
      nieudacznikiem,
      > ze nic w zyciu nie osiagnelam - moze jak zdadza sobie sprawe z
      mojej choroby
      > spuszcza troche z tonu, zaczna wspierac a nie dolowac...
      >
      Słuchaj Lucyny, a w żadnym wypadku bertrandy.
      • agnieliza Re: czy i jak przyznac sie otoczeniu 08.09.09, 13:04
        Moj malz sam wpadl na to,ze mam depresje i wyslal do leakrza;-) rodzice i reszta
        rodziny wiedza dopiero od niedawna,mieszkaja 700 km ode mnie. rodzicom sie
        ´´przyznalam´´ wlasnie niedawno,strasznie panikuja:/wygadali mojemu bratu (on
        mieszka w Anglii). reszta rodziny nie wie.
        Mialam silna potrzebe powiedzenia o tym przyjaciolom i tak tez zrobilam,nie wiem
        czemu,ale troche mi sie lzej zrobilo.
        • wojakpl Re: czy i jak przyznac sie otoczeniu 08.09.09, 20:58
          Powiedz im. Leki te maja czesto to do siebie, ze walisz prawde prosto z
          mostu i tak, wiec i tak bedziesz wyjatkowo szczera pewnie.
    • 1jasmina.only Re: czy i jak przyznac sie otoczeniu 10.09.09, 16:36
      Nikomu poza lekarką nie przyznałam się, że mam depresję. Trwam tak
      już od 5 lat. Było bardzo źle a ja nie powiedziałam nikomu. Co
      dałoby mi informowanie kogoś o moim zdrowiu. Nie jestem
      ekshibicjonistką i nigdy nią nie byłam. Nie mam potrzeby opowiadania
      o sobie i jest mi z tym dobrze.
    • finibilo Re: czy i jak przyznac sie otoczeniu 10.09.09, 21:09
      Po pierwsze, jeżeli kontakty nie są jednorazowe, sporadyczne, a w
      tym przypadku nie są, to niczego nie ukryjesz, prędzej czy później
      zorientują się, że z Tobą jest coś nie tak, jesteś troszkę dziwna
      chociaż prawdopodobnie nie będą zdawali sobie sprawy z faktu, że
      chorujesz i wymagasz leczenia. Mogą uznać taki stan za normę a nawet
      więcej, wykorzystają okazję, znajdą się w wygodnej dla siebie
      sytuacji ponieważ dasz im powód usprawiedliwiający wszystkie zarzuty
      oraz pretensje kierowane pod Twoim adresem. Będą się czuli
      rozgrzeszeni. Po drugie, sedno problemu jak ustaliłaś stanowią
      właśnie relacje z najbliższą rodziną które są przyczyną depresji.
      Wybacz, ale w takim razie nie pojmuję dlaczego uważasz, że obnażenie
      się coś zmieni. Oczywiście nie chcę o niczym przesądzć, ale skoro
      osoby o których tu pisałaś charakteryzuje patologiczne zachowanie i
      które z niewyjaśnionych przyczyn (może zupełnie nieświadomie, może w
      ten sposób rekompensują własne niepowodzenia życiowe) zaspokajają
      własne potrzeby poprzez dołowanie Ciebie i umniejszanie Twojej
      wartości, to nie masz co liczyć na spektakularną zmianę z ich
      strony, z dnia na dzień. Nie jest pewne czy w ogóle będzie im
      zależało na jakimkolwiek współczuciu i zrozumieniu. I nie ma
      znaczenia ile seansów psycho zaliczsz czy jakie tabletki w
      przyszłości połkniesz, bo i tak wrócisz do domu w którym powitają
      Cię wrogowie. Już na wejściu będziesz mokra. Wizyty u lekarzy
      niewiele tu zmienią dopóki wszyscy nie poddacie się leczeniu, cała
      rodzina. W tej chwili wygląda na to, że oni są chorzy a Ty się
      leczysz. Kompletny nonsens, cała sytuacja zakrawa na obłęd, na
      totalne nieporozumienie. Sensownym wyjściem, w przypadku gdybyś nie
      miała wpływu na bliskie osoby, byłaby przeprowadzka do własnego
      mieszkania. Mówię poważnie, pakuj się i znikaj póki jeszcze czas.
      Inaczej czeka Cię stałe pogłębianie depresji, nerwica, stany lękowe,
      palpitacje serca, takie historie od których czytania samego opisu
      byłabyś już blada.

      PS.
      Przedstawiłem jedynie własną opinię, mogę się mylić, nie jestem
      jeszcze doskonały.
      • lucyna_n Re: czy i jak przyznac sie otoczeniu 11.09.09, 11:55
        muszę przyznać że bardzo ładnie epicko opisałeś to co i ja myślę na temat tej
        sytuacji
        • finibilo Re: czy i jak przyznac sie otoczeniu 11.09.09, 20:05
          Mało optymistycznie widzę sytuację autorki wątku, każdy z
          forumowiczów udzielających się w temacie może wrzucić coś od siebie,
          mądrego albo i nie, podzielić własną wiedzą, odczuciami i nic
          ponadto. Tyle lub aż tyle może dla niej zrobić. Z problemami które
          na nią spadły będzie musiała zmierzyć się sama i nie jest pewne czy
          udźwignie ten ciężar. Wyłączy komputer i przed oczami nie zobaczy
          już nicka anonimowego forumowicza klepiącego pocieszająco po
          ramieniu tylko zupełnie realny świat i koszmary rzeczywistości. W
          tej chwili zjeżdża ostro windą w dół i nie wiadomo na którym piętrze
          się zatrzyma. Ona naprawdę jest pozostawiona samej sobie, bez
          fachowej pomocy może skończyć o wiele gorzej od tej dziewczyny w
          sklepie:

          www.youtube.com/watch?v=ZVhlX7jobRc&NR=1

          Ciągłe doświadczanie bólu ze strony rodziny, osób od których
          należałoby oczekiwać bezwarunkowej akceptacji jest bardzo przykrym
          uczuciem. I wcale nie dziwię się, że nie potrfi nikomu zaufać i
          przychodzi tu z pytaniem, czy o chorobie powinna poinformować
          bliskich. W zasadzie to ona pyta czy może powiedzieć katowi, że
          siekiera jest tempa bo jeszcze żyje. Przykro patrzeć jak ludzie
          wykańczają się nawzajem. Siedząc dzisiaj przed klawiaturą i klecąc
          posta powracam pamięcią do wydarzeń z przed kilku lat. Pamiętam
          wyraźnie ten dzień, słoneczny i upalny, ale nie tak męcząco upalny
          jak czasami bywają dni lipcowe. W niczym nie przypominający dnia
          dzisiejszego - zimnego, z zachmurzonym niebem i straszącego
          deszczem. Koniec lata w najlepszym wydaniu. Ulice mojego miasta
          tętniły radością życia, wyczuwało się wokół intuicyjnie entuzjazm i
          zadowolenie. Ludzie sprawiali wrażenie naładowanych pozytywną
          energią jakby im ktoś baterie doładował. Wyrwałem się z kolegami za
          miasto testować nasze nowe zabawki, rowery górskie. Frajdę mieliśmy
          niesamowitą, do dzisiaj pamiętam szaleńczą jazdę bez opamiętania
          przez parki i osiedla, w trakcie której jeden z kolegów o mały włos
          nie został potrącony przez samochód. Kiedy wieczorem wróciłem do
          domu wszystkie stacje telewizyjne i radiowe podawały tą samą
          wiadomość. Z każdej strony brzmiała ta sama nuta - szok i
          niedowierzanie. To był jedenasty września 2001 roku. Zobaczyłem w tv
          cywilne samoloty wykorzystane do przeprowadzenia samobójczych
          ataków. Wtedy jeszcze nie potrafiłem właściwie ocenić całego
          zdarzenia. Wszystko było jakieś odległe, poza tym w najmniejszym
          stopniu mnie nie dotyczyło, nie wpływało w żaden sposób na moje
          życie. Wstyd się przyznać ale odbierałem tragedię w taki sposób w
          jaki odbiera się film, to chyba będzie trafne porównanie, myślę że
          osoba czytająca mój post zrozumie o co chodzi. Dzisiaj już patrzę na
          zamachy innymi oczami, inaczej odbieram świat i ludzi, coś się we
          mnie zmieniło. Z każdym kolejnym zdjęciem, z każdym kolejnym
          artykułem napisanym przez świadka tamtych wydarzeń lub osobę w jakiś
          sosób z nimi związaną, dociara do mnie przerażający realizm. Nie
          potrafię sobie wyobrazić co czuł facet, który przyszedł rano do
          pracy z głową zajętą myślami o spłacie kredytu czy zakupie nowego
          garnituru, w chwili gdy podejmował decyzję o soku z wieżowca. Gdy
          patrzył w dół i decydował się na desperacki gest. A przecież skakali
          zwykli ludzie, tacy jak każdy z nas, żadni bohaterowie, tam nie było
          bohaterów, prawdopodobnie wielu z nich nie weszłoby nocą do ciemnego
          lasu. Zgroza. Czy ktoś chciałby wypełniać ankietę z pytaniami typu:
          za plecami masz 400 C a przed sobą widok z 250 m, co robisz, idziesz
          się topić czy lecisz na beton? Nie znam takiej osoby. Na obecnym
          poziomie rozwoju, człowiek może niszczyć i maltretować człowieka na
          różne sposoby i przy użyciu rozmaitych środków.

          Jestem dzisiaj smutny.
          • lucyna_n Re: czy i jak przyznac sie otoczeniu 11.09.09, 22:28
            nie katuj się 11 września, ani innym tragediami ogólnoludzkimi, takie rzeczy to
            nei dla depresyjnych. Nikomu Twoje zmartwienie, przeżywanie czy smutek życia nie
            wróci. Mówię zupełnie serio, wróć myślami do tego dnia tej szalonej rowerowej
            eskapady i to sobei zostaw w pamięci , a 11 września hmm, gdyby nie było radia
            telewizji nei wiedzielibyśmy nawet o 1/1000 zła co się na świecie dzieje i też
            nic by to światu nei zaszkodziło a nam raczej by było lepiej. Depresiaki mają
            tendencję do poczucia winy, zwłaszcza za nie swoje i nadmiernej empatii
            wyobrażania sobie co czula ofiara itd.
            Kolekcjonuj dobre wspomnienia, przydadzą Ci się

            a tak btw, dziś są moje "osiemnsate" urodziny i co mam do końca życia przeżywać
            kwestię ludzi z wtc?
            Zresztą kto tam pracował, same szefy szefów, ci co w wyścigu szczurow wygryźli
            całą konkurencję często bez żadnych skrupułów, jakbyś im przyniosł papiery od
            psychii to może by ci np pokazali drzwi, lubisz swojego szefa? Nie ma co tak
            znowu wszystkich żałować. Zresztą śmierć każdego dopadnie, może lepiej tak nagle
            niż w upodleniu zdychać na raka w szpitalu. Kto to wie co lepsze i kogo powinno
            się żałować, może samego siebie?
Pełna wersja