Dodaj do ulubionych

Do fanek/fanów Pottera.

20.11.10, 14:04
Był ktoś na filmie? Ja wyszłam z kina WRESZCIE oczarowana i zadowolona. Wreszcie nie ominięto nic istotnego, wreszcie poczułam się zaspokojona, że zobaczyłam na ekranie prawie to samo, co sobie wyobrażałam czytając książkę. Muszę się z kimś podzielić wrażeniami, większość znajomych nawet jeśli HP lubi, to nie ma takiej szajby jak ja;)

Brakowało mi jedynie momentu, w którym Harry czytał list Lily i zdecydowanie za mało Bellatrix:)
Obserwuj wątek
    • aadrianka Re: Do fanek/fanów Pottera. 20.11.10, 14:35
      Zachęciłaś mnie:) Do tej pory filmy zawsze pozostawiały niedosyt, szczególnie szósta część. Zastrzeżeń nie miałam tylko do obsady. Zwłaszcza Ron ma dla mnie twarz Ruperta Grinta, a Snape Alana Rickmana:)
      • ginestra Re: Do fanek/fanów Pottera. 21.11.10, 01:24
        Ja dziś obejrzałam ten film i jestem nim zachwycona! Uważam, że warto się wybrać.

        Moje ulubione sceny i fragmenty z książki też nie zawiodły mnie w ekranizacji. Harry, Ron, a zwłaszcza Hermiona - cudowni. Wszystko bardzo pięknie i (przynajmniej dla mnie) bardzo prawdziwie przedstawione. Efekty specjalne też super.

        Film jest też momentami bardzo wzruszający, wyciska łzy, ale - przynajmniej jeśli chodzi o mnie - to nie mam wrażenia, że jakieś sceny były specjalnie zrobione po to, aby wzruszać, a po prostu myślę, że pewne rzeczy rezonują z tym, co widz może mieć "w środku" na podstawie swoich doświadczeń życiowych czy też na podstawie tego co wie o czasach II wojny światowej czy o prześladowaniu ludzi ogólnie czy o innych sprawach. Przynajmniej we mnie te rzeczy rezonowały.

        Ogólnie porusza mnie prawdziwość tego, co widziałam.
        Trudno mi pisać w szczegółach i nawet dawać spojlery. :)

        Jestem ogólnie owładnięta chęcią zobaczenia drugiej części i zajrzenia znów do książki, bo nie zaglądałam do niej od czasu, gdy ją przeczytałam wtedy, kiedy ukazała się. Miało to jednak i ten plus, że dzięki temu oglądało mi się film jeszcze lepiej, bo wiele zapomniałam i ciekawiło mnie co zaraz będzie, a nie miałam poczucia, że pamiętam na sto procent, co będzie. Ale przed obejrzeniem części nr II chcę zajrzeć do książki i znów się w niej zanurzyć.
        Zwłaszcza, że będzie tam więcej o Snape'ie. ;)
        Pozdrawiam

        PS. Acha, uważam też, że dla dzieci film może jednak być zbyt straszny. Trudno mi jest się wczuć, bo jestem dorosła, ale uczulałabym na to tych, którzy chcą na ten film iść z dziećmi. Niech jakoś sami się zorientują (dopytają tych, co byli) lub wyślą najpierw wysłannika rodzinnego na film, niech oceni.
          • verdana Re: Do fanek/fanów Pottera. 21.11.10, 11:19
            Chyba nie pójdę. Starsi już byli, dziś mąż idzie z synem, a nie się jakoś nie chce ruszać wieczorem z domu - mam trochę pracy, teoretycznie mogę zrobic kiedy indziej, ale się nastawiłam, ze dzis.
            A samej pewnie nie bedzie mi się chciało.
          • ginny22 Re: Do fanek/fanów Pottera. 21.11.10, 11:39
            Kiedy czytałam w pociągu scenę pogrzebu Zgredka (i to w polskim tłumaczeniu, czyli od paru miesięcy znałam już tekst oryginału), ryczałam tak strasznie, że współtowarzysze podrózy patrzyli na mnie wzrokiem mocno podejrzanym. Na filmie pewnie będzie jeszcze trudniej...
      • retro-story Re: Do fanek/fanów Pottera. 12.12.10, 15:29
        nessie-jp napisała:
        Ekranizacje pierwszych części średnio mi się podobały, gł
        > ównie ze względu na zamordowaną postać Rona (zrobiono z niego klauna ćwierćidio
        > tę)
        >
        Miałam takie same odczucia, ale w tej części to sie poprawiło - Rupert gra świetnie!

        U nas widownia rżała w niezamierzonych (chyba) przez rezysera momentach, np kiedy Ron mówi:
        "I've got a wand! 10 inches, not too thick. Nothing special, really".

        I innych tego typu. Ale dzieci na widowni byo mało, fakt :)
    • ginny22 Moje refleksje po 25.11.10, 10:06
      Film wyszedł cudnie!
      Decyzja o podzieleniu go na dwie części mogła sobie być komercyjna, ale wyszła całości na dobre. Nareszcie nie trzeba było się z niczym spieszyć, można było pokazać relacje między bohaterami i to wszystko, co może nie być istotne dla kogoś, kto nie zna książek – ale dla fana jest świętością. To spokojne prowadzenie akcji wydaje mi się największą zaletą filmu.

      Jako dla gorącej fanki Rona równie ważne jest to, że jego postać w końcu stała się taka, jak ją opisywała JKR. Tzn. przestał robić za element komediowy. Ujęło mnie, że np. pokazano, jak Ron troszczy się o swoją „żonę” w Ministerstwie. To było urocze (i może dobrze, że patos tej chwili został szybko przełamany). Ron jest w tym filmie w całej swej złożoności i to jest super. Zwłaszcza że Rupert naprawdę umie grać i radzi sobie ze wszystkim. Scena kłótni w namiocie czy spowiedzi po powrocie – naprawdę imponująco wykonane. Od razu dodam, że podobały mi się wszystkie smaczki na linii Ron-Hermiona i to nieznośne napięcie między całą trójką. Acz pan reżyser musi być fanem pairingu Harry-Hermiona ;)

      Podobali mi się Malfoyowie, zwłaszcza Lucjusz. Zwłaszcza w Malfoy Manor. Obraz, który mówi więcej niż tysiąc słów.

      Na sekwencji w Ministerstwie aż mlaskałam z zachwytu. Taki ładny reżim im wyszedł! Po prostu cudo. Ten dział propagandy, z ludźmi jednostajnymi ruchami obsługującymi maszyny! Te hitlerowskie płaszcze! Smaczek na smaczku.

      Bardzo lubię humor w tej części. Dobrze rozładowuje zbyt ciężkie chwile (btw – czy u was też widownia ryknęła z lekka histerycznym śmiechem na widok Zgredka na żyrandolu?).

      Przepiękna baśń o trzech braciach. Animacja jest tu czymś tak zaskakującym… Bardzo ciekawy pomysł.

      Podobało mi się, jak zresztą widać, bardzo wiele, ale spośród miliona detali wspomnę jeszcze o dwóch. O „krótkiej liście” ofiar w radiu – która się ciągnie, ciągnie, ciągnie… I o tym, że Harry, walcząc z Nagini, wpada do tego pokoju dziecięcego. Trudno o bardziej znaczący chwyt filmowy w takim momencie.

      Za tydzień pójdę raz jeszcze, wtedy pewniej uchwycę jeszcze więcej. Jestem zachwycona.
      • aadrianka Re: Moje refleksje po 27.11.10, 13:18
        Widziałam wczoraj, ale ponieważ napisałaś, Ginny, wszystko to co sama chciałam wyrazić, więc po prostu się pod Twoim postem podpiszę:)
        Od siebie dodam tylko, że niedosyt pozostawił właściwie jedynie wątek Stworka - jego opowieść zdecydowanie lepiej wyjaśniłaby całą sprawę medalionu.
    • rozdzial43 Re: Do fanek/fanów Pottera. 29.11.10, 20:06
      Byłam w sobotę i bardzo mi się podobało.

      Oczywiście nie bez zastrzeżeń. O ile uważam za całkiem nieźle trafione decyzje obsadowe co do Hermiony i Rona, to cały czas nie mogę się pogodzić z obsadą głównej roli. Mam nadzieję, że nie zranię niczyich uczuć kiedy wyznam, że odtwórca głównej roli gra jak drewno, ewentualnie nieszlachetny metal bez połysku. I ten sztuczny uśmiech...no nie udał się Harry od początku i zbyt nieznacznie się poprawił.

      Natomiast zakochałam się w Severusie Snape. Jaki piękny, smutny i mroczny. Zagadkowy i z głębią. Inteligentny i przebiegły, dwuznaczny, wierny mmmm. Nie liczyłam na to zakochanie, więc jestem po prostu zachwycona.
      • ginny22 Re: Do fanek/fanów Pottera. 29.11.10, 20:29
        > Oczywiście nie bez zastrzeżeń. O ile uważam za całkiem nieźle trafione decyzje
        > obsadowe co do Hermiony i Rona, to cały czas nie mogę się pogodzić z obsadą głó
        > wnej roli

        Moich nie zranisz :) Pogodziłam się z tym już kilka filmów temu - Radcliffe jest drewniany. Ale ponieważ dla mnie te filmy to przede wszystkim "Ron, Hermiona i reszta świata", to mogę przełknąć nawet beztalencie w roli teoretycznie głównej ;)
        BTW bo tym filmie zauważyłam niepokojący wzrost ilości fanek niejakiego Scrabiora.
        • ananke666 Re: Do fanek/fanów Pottera. 30.11.10, 14:44
          > Moich nie zranisz :) Pogodziłam się z tym już kilka filmów temu - Radcliffe jes
          > t drewniany.

          A szkoda, bo z wyglądu nieźle pasuje. Wyjąwszy kolor oczu, do dziś nie rozumiem, czemu nie dali mu zwykłych kolorowych kontaktów. No i za mało rozczochrany, ale to szczegół.
        • doratos Re: Do fanek/fanów Pottera. 30.11.10, 14:45
          Strasznie Wam zazdroszczę,ja niestety mieszkam daleko od kin,i trochę sobie poczekam.
          Muszę się zgodzić z Tobą rozdziale,zawsze coś mi brakowało w filmowej wersji Harrego,
          Ty to wyraziłaś jasno!
          Na szczęście moje dzieci tego nie przeczytają,bo by mi się dostało!
          Też kocham Snape i to od pierwszej o nim wzmianki w książce,widać taka skrzywiona jestem,
          to opinia moich dzieci,dopiero po przeczytaniu ostatniego tomu,stwierdziły że Snape był jednak Kimś!!
          • jota-40 Re: Do fanek/fanów Pottera. 08.12.10, 22:24
            Eee, co do mnie, to poszłam niegdyś na Harry'ego TYLKO dlatego, że grał tam Rickman ;).

            Najnowszy film obejrzałam sobie po pierwszych atakach tłumów na kina i uważam podobnie, jak Wy - jest dużo lepszy od poprzednich ekranizacji. Co do tego nie ma wątpliwości. Ale - w moim mniemaniu - to nie znaczy jeszcze, że mamy do czynienia z arcydziełem. Po prostu poprzednie H.P. były w większości tak denerwujące i kiepskie, że ten musiał okazać się wyjątkowy.
            Jestem zagorzałą fanką książek, z filmami mam podstawowy problem - nie jestem w stanie znieść nieszczęsnego, przylizanego prymusa, grającego Harry'ego. Nigdy nie zrozumiem, co skłoniło ludzi, odpowiedzialnych za casting, że wybrali go niegdyś do tej roli??
            Fantastycznie zrobiono film animowany o trzech braciach. To fragment, który chyba najbardziej mi się podobał! Świetne też były sceny w ministerstwie i w lesie - bardzo skromnymi w sumie środkami doskonale oddano klimat osamotnienia i zagrożenia.

            • nessie-jp Re: Do fanek/fanów Pottera. 08.12.10, 22:43
              jota-40 napisała:

              > Eee, co do mnie, to poszłam niegdyś na Harry'ego TYLKO dlatego, że grał tam Ric
              > kman ;).

              Ha, ja też :) W ogóle Rickman jako Snape jest największą atrakcją filmów. Książkowy Snape jest postacią świetną, ale Snape Rickmana jest po prostu niesamowity :)
            • nikadaw1 Re: Do fanek/fanów Pottera. 08.12.10, 22:53
              jak dla mnie ta część jest druga najlepsza z całego cyklu, po Więżniu Azkabanu. wreszcie widać jakiś cień indywidualizmu reżysera, który trochę wniósł od siebie do filmu (dwie poprzednie części były mocno niemrawe)

              scena końcowa z Ksenofiliuszem zapada naprawdę w pamięć. poza tym wszystko to co pisałyście wcześniej. też kocham Snape'a i nie mogę doczekać się finału. Hermiona mi się ogromnie podobała, Ron też, Harry też uważam że drewniany. żałuję tylko, że nie było tego fragmentu na weselu, jak torebka Hermiony upada z hukiem :) cały czas się zastanawiałam, czy ona coś zrobiła, żeby torebka nie była ciężka - czy zaklęcie zmniejszająco- zwiększające to uwzględnia?

              muszę też tu powiedzieć, że dla mnie najlepsza scena z całego cyklu HP to ta we Wrzeszczącej Chacie w trzeciej częsci, kiedy poznajemy prawdę o dawnych przyjaciołach. wszystko jest w tej scenie - ból, szaleństwo, rozpacz, małość i ten odtrącony kiedyś Snape. jakie są wasze ulubione momenty?
              • ginny22 Re: Do fanek/fanów Pottera. 12.12.10, 23:35
                Kurczę, myślę i myślę nad ulubionymi scenami i... nie wiem. Lubię całego WA, o ile udam, że nie widzę wilkołaka oraz pomyłki obsadowej przy Peterze. Jedna scena? Dobra, Lupin uczący obrony przed boginem. I z siódmego filmu, Ron tłumaczący się Hermionie po powrocie.
                I przyznam się, że - już w inny sposób - uwielbiam scenę z WA, jak Harry leci nad jeziorem na hipogryfie. Ja wiem, że kanon przy ten scenie wyzionął ducha, ale zawsze wtedy dostaję głupawki.
                A na przyszłość - ciekawa jestem, jak wyjdzie scena Harry'ego idącego na śmierć. To jeden z najbardziej przejmujących kawałków cyklu, a mam dziwne wrażenie, że Radcliffe tego nie uniesie.
                • ginestra Re: Do fanek/fanów Pottera. 03.01.11, 22:26
                  Właśnie się dowiedziałam, że w II części wątek Snape'a (jak by tu powiedzieć, żeby nie spojlować za bardzo ...) będzie pokazany nie całkiem tak, jak jest on jest opisany w książce.

                  Czy coś Wam też takiego obiło się o uszy?

                  I w ogóle czy coś "wiadomo" o II części?

                  Nie wiedziałam, że to aż tak ze mną będzie, ale strasznie umieram z tęsknoty za tą drugą częścią i obejrzałam już na youtube ileś filmików, tworzonych przez fanów, które obiecywały jakieś sceny z tej części albo, że jakaś scena z poprzednich części jest "rozszerzona", ale ogólnie zawiodłam się, bo to nie było nic ciekawego i żadne tam "rozszerzone" sceny. :(
                  Natomiast podobały mi się pod tymi filmikami komentarze ludzi, niesamowicie przeżywających świat Rowling i ciekawie analizujących bohaterów. :) (Bratnie dusze :) ).

                  Oficjalny zwiastun części II jest bardzo fajny i pokazuje fragment sceny z Harrym idącym na śmierć, która to scena (w wersji zwiastunowej) podoba mi się i myślę, że film dobrze odda atmosferę tego momentu. W przeciwieństwie do paru osób tutaj, mnie nie zraża gra Radcliffe'a, może dlatego, że wchłonęłam jego fizyczne podobieństwo do Harrego i innego Harrego sobie nie wyobrażam.

                  Gdybyście coś wiedzieli (nie za bardzo spojlującego) lub mieli jakiś fajny link w zanadrzu, to polecam się. :)
                    • ginestra Re: Do fanek/fanów Pottera. 04.01.11, 15:57
                      Hej!

                      Bardzo chętnie. :)
                      Tylko nie wiem czy nie rozczarujesz się, bo być może widziałaś już te materiały, które chcę zalinkować.

                      Otóż miałam generalnie na myśli wszystkie filmiki, które oglądałam na oficjalnej stronie Harrego Pottera na Facebooku.

                      Wśród nich jest oficjalny zwiastun w kilku wersjach - są tam sceny mieszane, z obydwu części, ale wiele scen pochodzi właśnie z części II, m.in. jest tam scena, w której Harry idzie na śmierć i staje przed Lordem Voldemortem, który mówi do niego: "Szykuj się na śmierć" (Come to die).

                      Już linkuję zatem. :)
                      Najpierw oficjalna strona Harrego z Facebooka (tak ogólnie):
                      www.facebook.com/home.php#!/HarryPotterUK?v=info
                      I na tej właśnie stronie trzeba wejść w zakładkę "Home" i tam powinny pojawić się wszystkie filmiki.

                      Niektóre mają charakter zwiastunów, a inne to np. takie niby wywiady z aktorami lub twórcami filmu i wmieszane są tam też scenki.

                      Mówiąc "oficjalny zwiastun cz. II" miałam na myśli np. taki filmik wśród nich z napisem "HP and the Deathly Hallows - Official Teaser Trailer" (jest tam m.in. scena gdy Harry idzie na śmierć, są sceny z włamania się Harrego i Spółki do banku Gringotts, jest ucieczka na smoku, bitwa w Hogwarcie, scena z ogniem w tym pomieszczeniu, gdzie była ukryta tiara, taka wymyślona scena, że podczas bitwy Ginny całuje Harrego, jest pojedynek Harrego i Lorda V. i wiele innych). Podczas oglądania tego zwiastuna pojawia się informacja, że część II będzie w lipcu w kinach itp.

                      Ciężko go zalinkować z Facebooka, ale znalazłam na youtube chyba ten sam (zaczyna się sceną, w której Harry idzie na śmierć):
                      www.youtube.com/watch?v=_EC2tmFVNNE
                      A tu oficjalna strona filmu (z tym, że jak się otworzy, to pojawia się na niej zwiastun jedynki i nie wiem za bardzo jak z niego przejść do innych elementów):
                      harrypotter.warnerbros.co.uk/hp7a/index.html
                      Pozdrawiam! :)


    • ginestra Re: Do fanek/fanów Pottera. 04.01.11, 18:21
      Apropos zwiastunów i filmików, to mam takie refleksje i od razu temat na ewentualną rozmowę tutaj o Snapie, jeśli chcecie. :)

      Otóż, jak wspomniałam, obejrzałam parę filmików na youtube zrobionych przez fanów. Były one i mniej i bardziej udane, niektóre całkiem fajne, jednakże po oglądaniu pozostawiały we mnie nieodmiennie wielki niedosyt. [wzdycha]

      Oczywiście były tam też montaże różnych scenek przedstawiające wątek Snape'a (młodego głównie :)). Śmiesznie, bo często ludzie montowali te filmiki ze scen nie tylko z filmów o Harrym, ale z innych w ogóle filmów, z innymi aktorami. :) Rozczulające niektóre były.

      No i pomyślałam, że fajnie by było, gdyby, już po pokazie dwójki prawdziwa ekipa, przy współpracy z Rowling, zrobiła taki mini film, nawet i 10 minut, w którym byłby pokazane scenki z "alternatywnych losów Snape'a", tzn. scenki, w których Lily odwzajemniła jego miłość (kiedy byli młodzi). Tak bezinteresownie, po prostu dla fanów. Bez implikacji, że teraz trzeba zrobić film o całych dalszych losach bohaterów w tej wersji, że Lily nie wyszła za James'a i na świecie nie pojawił się Harry itp. Nie. Po prostu, byłoby to tylko takie mrugnięcie okiem do fanów (a przede wszystkim do fanek Snape'a :) ). Mnie by się to podobało. Nie wiem jak Wam? Wiem, że można sobie takie sceny samemu wyobrazić, ale taki materialny filmik to byłoby coś innego - taka jakby odpowiedź na te wszystkie emocje, które Rowling wzbudziła w ludziach tworząc postać Snape'a. Takie jej jakby powiedzenie "Wiem, wiem, że fajnie by było, gdyby Lily odwzajemniła uczucia Snape'a. Rozumiem Was. Oto taki mały prezent ode mnie dla Was." :) A więc to jest jeden pomysł. Co o tym sądzicie?

      I teraz, gdy mam w wyobraźni taki filmik, tak sobie myślę dalej o Snapie. Mam też w pamięci scenę (z tej retrospekcji wspomnień Snape'a, którą ogląda Harry przed pójściem na śmierć), w której dorosły Snape rozmawia z Dumbledorem o Lily i między innymi pokazuje mu, że jego Patronus to łania (tak jak Patronus Lily). I Dumbledore, mocno poruszony, mówi: "Po tylu latach?...", a Snape mu na to odpowiada: "Zawsze". (W oryginale ta rozmowa brzmi naprawdę przejmująco). Czyli Snape wyznaje, że zawsze kocha Lily, cały czas.

      I teraz, z tym, co wiem o życiu, nie ulega dla mnie wątpliwości, że niektórzy tak mają, że jak się na kimś zafiksują, to latami po prostu nie przechodzi im to. Dokładnie jak u Snape'a. Tak po prostu czasem jest i to jest realne. Z drugiej strony, kiedy patrzymy z boku na takiego kogoś, to chciałoby się jakoś sprawić, żeby jednak "odfiksował" się i przeżył miłość z kimś innym. Niekiedy sama taka osoba rozumie, że coś ją omija, że chciałaby jeszcze przeżyć miłość w realnym życiu, a nie tylko trzymać się wspomnień, ale nie potrafi się odfiksować. Zastanawiam się czy byłoby to możliwe u Snape'a i co by musiało się stać, aby tak było. Co o tym sądzicie?
      Czy Snape, tak jak go znacie, mógłby pogodzić się z tym, że Lily wybrała James'a i odkochać się i odpowiedzieć na miłość innej osoby (oczywiście pozostawiamy na boku całą "konieczność fabularną" i to, co wiemy o wydarzeniach z tych książek).

      Pytanie drugie - jak myślicie, czy to "zafiksowanie się" Snape'a na Lily jest takie silne przede wszystkim dlatego, że jest tam element niespełnienia? No bo nigdy nie byli razem (nie przeżył pocałunku z nią, nie usłyszał, że go kocha, nie byli blisko fizycznie, nie założyli rodziny, choć bardzo tego wszystkiego pragnął). Może skoro od dzieciństwa marzył o tym i czekał na to, żeby te konkretne zielone oczy spojrzały na niego jak na kogoś jedynego i kochanego, bo czuł, że jest to możliwe (byli sobie bliscy przecież), to potem już tylko ich pragnął i żadne inne nie były w stanie go pociągać?

      Teraz pytanie trzecie. Gdybyśmy uznali, że to właśnie niespełnienie odgrywało ogromną rolę w tej wierności Snape'a, którą latami okazywał, to wydawałoby się, że łatwiej by się pozbierał, gdyby na przykład byli parą i przeżyłby z Lily i pierwszy pocałunek i miłość i seks i bycie razem na życie, a potem dopiero ona by go zostawiła dla Jamesa. Czy wydaje Wam się, że wtedy byłoby mu się łatwiej pogodzić z tym, że nie zawsze jest tak, jak się chce i czasem ktoś nas może nas opuścić, takie życie i tak dalej? Czy wtedy by mógł odpowiedzieć łatwiej na miłość innej osoby, czy może, przeciwnie, jeszcze bardziej by był skupiony na Lily, na zawsze?

      Nie wiem czy odpowiedzieć na te pytania jest łatwo czy trudno i czy w ogóle chcecie się nad tym zastanawiać. Zadając je chciałam jak gdyby (o ile to możliwe) odłożyć też na bok ten kolejny przemożny czynnik, jakim było poczucie winy Snape'a za śmierć Lily i sama w sobie śmierć Lily, która sprawiła, że może ją jeszcze bardziej wyidealizował (skoro nie żyje, to w jakiś sposób stała się dla niego postacią z marzeń i wspomnień, nieco odrealnioną).
      A więc, o ile to możliwe, to prosiłabym, aby ten czynnik jakoś wyłączyć.

      Chodzi mi o to czy, w sytuacji, gdyby po prostu, jak to w życiu bywa, byli przyjaciółmi, ale Lily wolała Jamesa, a nie Snape'a, mogłaby istnieć dla Snape'a jakaś nadzieja na to, że sobie z kimś innym ułoży życie, czy też wydaje Wam się to niemożliwe?

      Oraz chciałam spytać o to czy w ogóle widzielibyście tę parę Snape i Lily "na życie", gdyby to oni mieli być razem? Pasowaliby do siebie?

      W ogóle wszystkie inne refleksje mile widziane. :)
      Pozdrawiam



      • rozdzial43 Re: Do fanek/fanów Pottera. 04.01.11, 20:05
        ginestra napisała:

        > I teraz, z tym, co wiem o życiu, nie ulega dla mnie wątpliwości, że niektórzy t
        > ak mają, że jak się na kimś zafiksują, to latami po prostu nie przechodzi im to
        > . Dokładnie jak u Snape'a.

        A ja w sumie nie rozumiem, dlaczego im to zafiksowanie nie przechodzi. Myślę, że osoba tak zafiksowana ma jakieś głębsze problemy i zadania do przepracowania. No bo co to znaczy, żeby się na całe życie uprzeć przy jednej opcji; toż to nie tylko unieszczęśliwiające na zbyt długo jest, ale i głupie z punktu widzenia mnożenia własnych genów. Może to jest tak, że tym zafiksowaniem zatyka sobie i przyklepuje jakieś lęki przed zaangażowaniem, zranieniem i dorabia uduchowioną ideologię dla nieopanowanego lęku przed wzięciem się z realnym życiem za bary. Show must go on, panie tego, życie kołem się toczy, trzeba się toczyć się wraz z nim itd.

        Co do Snape'a - mnie się wydaje, że on miał u Lilly szansę i ta miłość mogła się spełnić, ale poróżniły ich - jeszcze przed skłonieniem się ku Jamesowi - priorytety. Wiadomo, że Lilly nie akceptowała zuych znajomych Snape'a, który wbrew jej wyraźnym przestrogom stał się śmierciożercą. Zlekce sobie chłopak ważył życzenia potencjalnej narzeczonej w sprawach zasadniczych, to i na co liczył?

        A potem - wydawa mnie się - że on nie miał czasu na związki, tj. znalezienie, poznanie, oswojenie jakiejś fajnej dziewczyny. Knuł bidak na dwa fronty, zmagał się z poczuciem winy, a i czasy - panie tego - niespokojne były, nie sprzyjały stabilizacji :) Gdyby nie Lord Voldemort i jego wpływ na życie Snape, myślę, że miałby szansę stać się łagodnym pantoflarzem, wpatrzonym w ukochaną, przeciętną żonę i wychowującym dzieci.

        • ginestra Re: Do fanek/fanów Pottera. 04.01.11, 22:30
          Dzięki Rozdziałku za ciekawe refleksje. :)

          Pozwól, że się odniosę do Twoich słów:

          "> A ja w sumie nie rozumiem, dlaczego im to zafiksowanie nie przechodzi. Myślę, ż
          > e osoba tak zafiksowana ma jakieś głębsze problemy i zadania do przepracowania. (...)

          > Może to jest tak, że tym zafiksowaniem zatyka sobie i
          > przyklepuje jakieś lęki przed zaangażowaniem, zranieniem i dorabia uduchowioną
          > ideologię dla nieopanowanego lęku przed wzięciem się z realnym życiem za bary.
          > Show must go on, panie tego, życie kołem się toczy, trzeba się toczyć się wraz
          > z nim itd."

          Tak, tak, z boku to właśnie tak wygląda i zgadzam się, że może coś w tym jest.
          Z drugiej strony wiem, że może być też tak, że taki stan zafiksowania może istnieć i być naprawdę trudno wytłumaczalny również dla samej zainteresowanej osoby. Ktoś robi rzeczy naprawdę duże na co dzień w swoim życiu i pracuje nad sobą i jest otwarty i nie stroni od ludzi i z perspektywy czasu widzi ile przepracował i zmienił i jaki jest postęp, a mimo to wszystko co związane z miłością kojarzy mu się z tą jedną jedyną osobą i ta osoba jakoś jest obecna w jego sercu cały czas i jak myśli, że już nie jest, to pojawiają się zaraz sytuacje, w których łapie się na tym, że jednak jest. I tak rok za rokiem, ciągle to samo. Mnie się wydaje, że po prostu coś takiego jest związane z osobowością. Jedni tak mają, a inni nie. Wierzę jednak, że da się to jakoś odczarować.

          Kiedyś rozmawiałam o Snapie z pewną osobą i zapytała mnie czy bym umiała mu coś poradzić na ten właśnie stan zafiksowania na Lily. I przyznam się, że jak tylko zaczynałam myśleć co by mu można poradzić (gdyby się o taką radę zwrócił) albo co by się miało stać, żeby otworzył się na nową miłość, to ogarniało mnie wielkie poczucie daremności. I dalej mnie ogarnia. Po prostu nie umiałabym chyba mu niczego poradzić ani odpowiedzieć na pytanie co by miało się stać, żeby to przełamał. Dlatego ciekawiło mnie, żeby spytać o to Was.

          "Co do Snape'a - mnie się wydaje, że on miał u Lilly szansę i ta miłość mogła si
          > ę spełnić, ale poróżniły ich - jeszcze przed skłonieniem się ku Jamesowi - prio
          > rytety."

          Też się zgadzam, choć nie do końca. :) Jest w książce scena, w której Lily mówi do Snape'a, że ma złych przyjaciół i prosi go, żeby się z nimi nie zadawał, a on w odwecie jej mówi, że jej koledzy (zwłaszcza James) też nie są święci i wychodzi z niego wtedy cała zazdrość o Jamesa i wielki niepokój o utratę Lily, a po chwili, kiedy ona przyznaje mu rację i mówi coś obraźliwego o Jamesie, to on już jej dalej nie słucha, tylko jego ciało rozluźnia się i widać jak schodzi z niego całe napięcie i jak dosłownie w oczach nasyca się nadzieją. Po tej scenie widzę, że gdyby ona jakoś okazała mu, że ma u niej szanse, gdyby odwzajemniła jego uczucia, to wówczas on by chętnie zostawił tych swoich niefajnych kolegów. Mam wrażenie, że do tej grupki zajmującej się czarną magią Snape przystąpił z takiej potrzeby, żeby w ogóle mieć jakichś kolegów, należeć do jakiejś grupy. Wcześniej był cały czas sam i wyśmiewani itp. A tamci przyjęli go i poznali się na nim. Mógł tam okazać, że jest zdolnym czarodziejem i w ogóle. A więc to chyba z tej potrzeby do niej przystąpił.

          [Dygresyjnie powiem, że do stanu ducha nastoletniego Snape'a pasuje mi (z grubsza) poniższy opis (z pewnego bloga). Wpis mówi o nastolatkach, którzy wchodzą na "złą drogę" właśnie z potrzeby przynależności i akceptacji.

          Oto ten cytat:
          "Wyobraź sobie, że nikt cię nie kocha. Masz wrażenie, że przyszedłeś na świat przez przypadek. W rodzinnym domu czujesz się intruzem. Nikt nie pyta dokąd wychodzisz, ani kiedy wrócisz. Nikt nie pamięta o twoich imieninach, urodzinach. Wciąż słyszysz o tym czego nie powinieneś robić, a nigdy o tym, że jesteś ważny. W szkole spotykasz się z krytyką, nie spełniasz oczekiwań nauczycieli, rówieśników w swojej klasie. Wszędzie nie pasujesz. Twoja nienawiść do ludzi i świata, poczucie niezrozumienia i rozgoryczenie wzrasta z dnia na dzień.

          Zaczynasz robić wszystko, aby cię zauważono, by choć na chwilę zaistnieć. Szukasz przynależności, miejsca, w których by cię zaakceptowano, gdzie mógłbyś w końcu poczuć się sobą. Nierzadko takim miejscem staje się środowisko przestępcze. Wchodzisz na równię pochyłą, a to śliski grunt." (Zacytowałam dosłownie, więc nie jest to opis taki stuprocentowy tego, co przeżywał Snape, ale myślę, że o tej potrzebie, żeby gdzieś należeć, to jest trafne. Źródło w postaci linka podam na koniec).

          Kontynuując o Snapie:
          Mam też wrażenie, że Lily trzymała go w jakiejś ambiwalencji. Niby byli przyjaciółmi, ale nie takimi przecież jak np. Harry i Hermiona. Lily była chyba bardziej na dystans, była w Gryfindorze i w jakimś sensie podobały jej się też te końskie zaloty Jamesa i spółki. Takie mam wrażenie. Mam też wrażenie, że udzielało jej się to, co mówili o Snapie, że taka sierota sakramencka, brzydki itp. Nie miała może tyle odwagi, żeby o tę przyjaźń z nim powalczyć. No i może faktycznie nie czuła do niego takiej wielkiej przyjaźni, ani tym bardziej miłości. No, ale rozumiem, serce nie sługa. Jak nie zaiskrzyło wobec Snape'a, to trudno.

          Natomiast, myślę,mimo wszystko, że gdyby właśnie Lily i on byli choćby parą przyjaciół takich jak Hermiona i Harry czy Hermiona i Ron, to życie Snape'a w Hogwarcie i dalsze jego losy byłyby zupełnie inne. Jestem w stanie wyobrazić sobie Snape'a mającego w Lily taką przyjaciółkę jak Hermiona i poprzez tę przyjaźń odkrywającego siebie; spokojniejszego, o zdrowym poczuciu wartości i okazującego swoją dobrą stronę, sprawdzonego przyjaciela, który potrafi wraz z Lily i innymi przyjaciółmi śmiać się i płakać i przeżywać najróżniejsze sytuacje.

          " > A potem - wydawa mnie się - że on nie miał czasu na związki, tj. znalezienie, p
          > oznanie, oswojenie jakiejś fajnej dziewczyny."

          Tak, mnie też tak się wydaje. Nie miał czasu i jakby też przestrzeni psychicznej, bo to poczucie winy to raz, a po drugie, po śmierci Lily i Jamesa i nieudanym zabójstwie Harrego, wiadome było, że Lord Voldemort powróci i trzeba było różne kroki przedsięwziąć itp. A więc nie był to czas sprzyjający. Natomiast, tak sobie myślę fantazjując, że szkoda, że mimo wszytko, nie pojawiła się sama z siebie taka osoba pasująca do Snape'a w jego otoczeniu, coś na zasadzie jak Nimphadora Tonks pojawiła się w życiu Lupina. Lupin nie bardzo na nią zwracał uwagę, ale udział we wspólnych zadaniach sprawił, że mimo wszystko zbliżyli się do siebie, no i doświadczał jej miłości, która jakby skruszyła jego wszelkie opory. Szkoda może, że coś podobnego nie zdarzyło się w życiu Snape'a. I znów pytanie - czy to z powodu jego osobowości to mu się nie przydarzyło (bo odstraszał kobiety, był zamknięty itp.), czy po prostu tak wyszło, przypadkiem. Ciekawe.

          Dzięki za podzielenie się refleksjami, raz jeszcze. :)

          A tu źródło cytatu:
          dominikanie.pl/blogi/krzysztof_palys_op_opowiesci_z_betonowego_lasu/wpis,936,gdzie_narodzilby_sie_jezus.html
      • marajka Re: Do fanek/fanów Pottera. 04.01.11, 22:57
        I znów żałuję, ze ponad 100 stron moich fanfików poszło w niepamięć wraz z zepsutym komputerem:(

        > No i pomyślałam, że fajnie by było, gdyby, już po pokazie dwójki prawdziwa ekip
        > a, przy współpracy z Rowling, zrobiła taki mini film, nawet i 10 minut, w który
        > m byłby pokazane scenki z "alternatywnych losów Snape'a", tzn. scenki, w któryc
        > h Lily odwzajemniła jego miłość (kiedy byli młodzi).

        Tak, to byłoby coś fajnego, ale dla mnie Snape jako szanowny Pan Mąż straciłby cały urok. Bo cały jego urok, to ta mroczna samotność i przepełnienie bólem. I mimo wszystko, wygląda na to, że Lily była kobietą z jajami i nie wyszłaby za gościa, który nazwał ją szlamą, nawet jeśli miał 15 lat i broniąc go uraziła jego męską dumę.

        > Czy Snape, tak jak go znacie, mógłby pogodzić się z tym, że Lily wybrała James'
        > a i odkochać się i odpowiedzieć na miłość innej osoby (oczywiście pozostawiamy
        > na boku całą "konieczność fabularną" i to, co wiemy o wydarzeniach z tych książ
        > ek).

        Nie. Lily to była jedyna osoba, która okazała mu serce i on by tego nigdy nie zapomniał. Snape to nie ten typ. Pokochał raz, ale na wieki wieków. Trochę tu trąci Bohunem. Czy Bohun mógłby mieć kobietę poza Heleną?(On by z żalu świat podpaliiiiiiiiiił....Myślę, że Snape po śmierci Lily też chciał cały świat podpalić)

        Czy wtedy by mógł odpowiedzieć łatwiej na mił
        > ość innej osoby, czy może, przeciwnie, jeszcze bardziej by był skupiony na Lily
        > , na zawsze?

        Coś w tym jest, ale choć jestem zupełnie nieromantyczna to mam romantyczne przebłyski i w tym wypadku, nie chcę sobie tego wyobrażać. Lily to niespełniona miłość Snape`a i niech tak zostanie. Snape, który godzi się z jej utratą i znajduje sobie inną, to już nie Snape.

        Swoją drogą, Lily zostaje przedstawiona jako miła, kochana i serdeczna dziewczyna, przy czym twarda i odważna(no ideał), jaki związek by stworzyli? On potrafiący działać na zimno, surowy, towarzysko odpychający i ona, która z pewnością miała wielu przyjaciół?

        > Chodzi mi o to czy, w sytuacji, gdyby po prostu, jak to w życiu bywa, byli przy
        > jaciółmi, ale Lily wolała Jamesa, a nie Snape'a, mogłaby istnieć dla Snape'a ja
        > kaś nadzieja na to, że sobie z kimś innym ułoży życie, czy też wydaje Wam się t
        > o niemożliwe?

        Nie, nie. Snape to typ "po grób", taki bohater tragiczny trochę.

        > Oraz chciałam spytać o to czy w ogóle widzielibyście tę parę Snape i Lily "na ż
        > ycie", gdyby to oni mieli być razem? Pasowaliby do siebie?

        Jakoś nie...Chociaż może by go trochę ociepliła, wyjęla sopel lodu z serca? Ale czy wyobrażasz sobie Snape`a jako tatusia bawiącego się z dzieckiem, mieszkającego w uroczej chatce w Dolinie Godryka? No toż nie on!
        • ginestra Re: Do fanek/fanów Pottera. 05.01.11, 09:50
          Marajko, bardzo mi się podobają Twoje wrażenia z odbioru tej postaci. :)

          Jaka szkoda, że zniknęły fanfiki. :(

          marajka napisała:

          > dla mnie Snape jako szanowny Pan Mąż straciłby
          > cały urok. Bo cały jego urok, to ta mroczna samotność i przepełnienie bólem.

          O tak, zgadzam się. Jak patrzeć od strony "co konstytuuje Snape'a jakiego znamy", to faktycznie ta postać literacka musi być tragiczna i mroczna i samotna.

          Tak ogólnie to ja jestem sobie w stanie wyobrazić sobie Snape'a jako żywego człowieka (w świecie magii oczywiście) i szczęśliwego męża i ojca (chyba dlatego, że tak bardzo mu życzę szczęścia w miłości), ale faktycznie to już by nie był ten sam Snape...

          > Lily to była jedyna osoba, która okazała mu serce i on by tego nigdy nie z
          > apomniał. Snape to nie ten typ. Pokochał raz, ale na wieki wieków. Trochę tu tr
          > ąci Bohunem. Czy Bohun mógłby mieć kobietę poza Heleną?(On by z żalu świat p
          > odpaliiiiiiiiiił
          ....Myślę, że Snape po śmierci Lily też chciał cały świat p
          > odpalić)
          >

          Oj tak, ja też tak odczuwam tę postać. Z jego losów widać, że Lily była faktycznie jedyną osobą, która okazała mu serce (poza matką może, ale myślę, że matka, uwikłana w dysfunkcyjny związek, po prostu nie była w stanie okazać mu tyle miłości i uwagi i akceptacji ile potrzebował, bo sama była i w cierpieniu i w chaosie i na pewno też nerwowa z powodu tych spraw, może też i odpychająca go jakoś, bo efektem ubocznym toksycznych związków jest też problem z bliskością i chwiejność wobec dzieci (raz przytuli, raz odepchnie bez powodu, co sprawia, że dziecko zamraża się i nie podchodzi tak ufnie po przytulenie czy kontakt)). A więc faktycznie Lily była jedyną osobą, która jakoś go przyjęła całego, z tym, co ze sobą niesie, zainteresowała się nim, okazała akceptację, ciepło, zaufanie, przyjaźń. Myślę, że to przyciągnęło go do niej na zawsze i totalnie. Stąd to moje poczucie daremności w doradzaniu mu czegokolwiek w związku z tym uczuciem do niej. Może też i coś ma na rzeczy ta cecha Snape'a, którą w psychologii nazywa się sekundalnością. To się przekłada na tę totalną wierność właśnie. Myślę, że Bohun też taki był.

          Tak sobie myślę, że mimo tego, co napisałaś, że "Lily była babką z jajami" i mocno wzięła sobie do serca tę urazę (nazwanie szlamą), to jednak (co tragiczne dla Snape'a) Lily nie była (tak uważam) jednak jakąś nieprzeciętną osobą, odważną, o wielkiej inteligencji emocjonalnej, przenikliwą, pełną dobrej woli, jeśli chodzi o zrozumienie drugiej osoby - kimś takim jak Hermiona chociażby czy Luna. Myślę sobie, że mimo tego dziecięcego zainteresowania, jakie okazała Snape'owi, a potem broniła go niekiedy przed dokuczającą mu (lecz jednocześnie adorującą ją!) bandą, to jednak nie wykazała się wobec Snape'a jakimiś wielkimi przymiotami ducha. Snape trochę ją wyidealizował, tak myślę, (jak Wokulski Izabelę), a tak naprawdę była dość przeciętną osobą.
          To, że zasłoniła potem sobą swoje dziecko i broniła go przed Voldemortem, to owszem, jest jak najbardziej wspaniałe, ale jest to czyn jakby z innej dziedziny niż, nazwijmy to, inteligencja emocjonalna, wrażliwość czy odwaga w przyjaźni, umiejętność zrozumienia kontekstu spraw. Tak po prostu myślę, że była dość przeciętną osobą. No i bardzo młodą, to też prawda (w czasie bytności w Hogwarcie). A więc nie chcę jej zbyt surowo oceniać, chcę po prostu powiedzieć, że chyba Snape ją bardzo wyidealizował. Może nie nazwałabym jej "pustą panienką", ale nie aż tak wiele jej do tego określenia brakuje.

          Stąd też moje wyobrażenie wątku ich obojga, jako ewentualnej pary, jest takie, że mogliby być parą (widzę ich razem), ale musieliby oboje dojrzeć. Przede wszystkim Lily musiałaby trochę lepiej poznać Snape'a. Zawsze jest trudniej poznać introwertyka niż ekstrawertyka i wymaga to więcej cierpliwości, więcej wytwarzania bezpieczeństwa, stałości, zaufania, intymności, niż w przypadku innej osoby. Z kolei on musiałby pokonywać w sobie to wszystko, co ma do pokonania w związku z dzieciństwem i w ogóle z różnymi przeszkodami w sobie (również w związku z tym introwertyzmem i ucieczką w naukę/ pracę, bo to mogłoby być jego stałym mechanizmem w dalszym życiu). Miałby dużo do przepracowania.
          I to prawda, że Lily była towarzyską i ciepłą osobą, więc musieliby tak się dotrzeć, żeby on nie hamował jej w tej towarzyskości, żeby nie był zaborczy.
          Na pewno trudny to byłby związek (na początku zwłaszcza, a co dalej, to zależałoby od tego czy by dojrzeli do tych wszystkich spraw).

          Dziękuję Wam za ciekawe spojrzenia na Snape'a i Lily. :)
          Myślę o tym wszystkim nadal.
          Pozdrawiam!

          • marajka Re: Do fanek/fanów Pottera. 05.01.11, 12:31
            Lily nie była (tak uważam) jednak jakąś nieprzeciętną osobą, odważn
            > ą, o wielkiej inteligencji emocjonalnej, przenikliwą, pełną dobrej woli, jeśli
            > chodzi o zrozumienie drugiej osoby - kimś takim jak Hermiona chociażby czy Luna
            > . Myślę sobie, że mimo tego dziecięcego zainteresowania, jakie okazała Snape'ow
            > i, a potem broniła go niekiedy przed dokuczającą mu (lecz jednocześnie adorując
            > ą ją!) bandą, to jednak nie wykazała się wobec Snape'a jakimiś wielkimi przymio
            > tami ducha. Snape trochę ją wyidealizował, tak myślę, (jak Wokulski Izabelę), a
            > tak naprawdę była dość przeciętną osobą.

            > A więc nie chcę jej zbyt surowo oceniać, chcę po prostu powiedzieć, że chyba S
            > nape ją bardzo wyidealizował. Może nie nazwałabym jej "pustą panienką", ale nie
            > aż tak wiele jej do tego określenia brakuje.

            Na pewno ją idealizował, ale myślę, że do określenia "pusta panienka" brakuje jej wiele. Może nie była jak Luna i Hermiona, ale była tez innym typem człowieka. Luna i Hermiona to były początkowo samotniczki: dziwaczka i przemądrzała kujonka. Doznały odrzucenia i na pewno były na odrzucenie bardziej wrażliwe. Lily raczej odrzucona i samotna nie była. Nie była też Matką Teresą, może nie miała chęci pochylać się nad Snape`m. Czy nie była odważna? Myślę, że była, nie tylko dlatego, że broniła dziecięcia, zamiast wiać gdzie pieprz rośnie. Slughorn, Dumbledore i Voldemort wspominali o tym, że była "dzielna".

            Weźmy też pod uwagę, że poznali się jako dzieci. On był jedyną istotą z pociągającego świata magii, ona była jedyną osobą, która go lubiła. Z czasem Lily poznała świat magii, innych czarodziejów, magia przestała być egzotyką, Snape też pewnie stracił trochę swojego uroku. A ona wciąż została jedyną osobą, która go lubiła. Myślę, ze zwyczajnie, jak to przyjaciele z dzieciństwa, oddalili się od siebie. Dojrzali, zmienili się, każde z nich miało inne priorytety, znajomych. Jasne, że Lily mogła mu poświęcić więcej uwagi, ale w sposób naturalny, on przestał być tak ważny w jej zyciu i nie ma to nic wspólnego z brakiem inteligencji emocjonalnej czy empatii, tak myślę.

            ale jest to czyn jakby z innej dziedziny
            > niż, nazwijmy to, inteligencja emocjonalna, wrażliwość czy odwaga w przyjaźni,
            > umiejętność zrozumienia kontekstu spraw.

            No tak, oczywiście. Ale mimo wszystko czy nie wykazała się odwagą w przyjaźni? Przecież była przy tym Sevie, nie tak jak Harry przy Hermionie, ale była i z pewnością narażała się na kpiny. Może nie rozumiała, jak ona jest ważna dla niego? Też miałam sytuację, że zakochał się we mnie kolega, którego znałam kilka lat i on te lata był zakochany. Ja tam nic nie zauważyłam, do czasu, kiedy stało się, powiedzmy, nieciekawie.

            Ich przyjaźń była na pewno inna niż trójcy, ale trójca razem ryzykowała zycie i ratowała swiat, na pewno to zacieśnia więzy międzyludzkie bardziej niż gra w gargulki i rozmowy na błoniach;)
            • ginestra Re: Do fanek/fanów Pottera. 05.01.11, 13:05
              Marajko,

              bardzo mi się podoba Twoja analiza i osobowości Lily i pokazanie spraw z dwóch perspektyw: z perspektywy Lily (dla której Snape stał się potem jednym z wielu kolegów i jednym z wielu elementów jej bogatego świata) i perspektywy Snape'a (dla którego Lily była jedyna na całym świecie).

              W ogóle cały Twój post jest bardzo fajny i bardzo prawdziwy i ze wszystkim się zgadzam.

              Lily za bardzo nie mogła faktycznie poradzić na to co czuła do Snape'a, a czego nie czuła i ja bym wcale nie była zadowolona, gdyby ona była tą Matką Teresą i z litości weszła w związek ze Snapem. Każdy musi być prawdziwy w tym co czuje.

              Faktycznie, mnie też tak się wydaje, że tak można by to określić, jak napisałaś, tj. że:

              > zwyczajnie, jak to przyjaciele z dzieciństwa, oddalili się od
              > siebie. Dojrzali, zmienili się, każde z nich miało inne priorytety, znajomych.
              > Jasne, że Lily mogła mu poświęcić więcej uwagi, ale w sposób naturalny, on prz
              > estał być tak ważny w jej zyciu i nie ma to nic wspólnego z brakiem inteligencj
              > i emocjonalnej czy empatii, tak myślę.

              Ja chyba byłam dla Lily zbyt surowa (to przez stronniczość, bo chyba chciałam temu młodemu Snape'owi nieba przychylić, ale przecież nie może to być kosztem Lily!).

              O Hermionie i Lunie też ciekawie i też się zgadzam.

              W ogóle, jak czytam o przygodach trójki Harry, Ron i Hermiona to niesamowicie bym chciała być z przyjaciółmi aż tak blisko i tak bardzo czuć tę ich przyjaźń. Rozumiem też to, co piszesz, że ważny jest kontekst (zbawianie razem świata bardziej łączy, to na pewno. :) ).

              Pozdrawiam serdecznie!

              • marajka Re: Do fanek/fanów Pottera. 05.01.11, 14:37
                Miło mi, ze się podoba:) Może moja wizja Lily czerpie nieco z filmów, jedną z moich ulubionych scen jest ta z WA, w której Lupin mówi do Harry`ego, że tylko Lily była przy nim, koedy wszyscy się odwrócili (tutaj też istnieje pole do popisu, bo z książek i filmów nie da się wywnioskować o kogo chodziło). No i w filmie twarz ma bardzo miłą.

                Istnieje też możliwość, że Lily wiedziała, że Snape coś do niej czuje i nie chciała mu swoją postawą dawać żadnych nadziei, nie chciała się do niego zbliżać bardziej, bo to mogłoby go bardziej skrzywdzić.
                • ginestra Re: Do fanek/fanów Pottera. 05.01.11, 15:37
                  O, przyznam się, że nie pamiętam tego fragmentu-aluzji do Lily z książki Więzień Azkabanu.

                  W ogóle mało jakby wyrazista jest dla mnie Lily z tych książek. Trzeba by je przeczytać raz jeszcze pod jej kątem. Ale jeśli była właśnie taka wobec Lupina i ogólnie miała dobre serce i nonkonformistyczną naturę, to bardzo jest to na plus. :)

                  Co do Twojej hipotezy, że Lily wiedziała, że Snape do niej coś czuje oraz co do tego, o czym wspomniałaś poprzednio, że byłaś w podobnej sytuacji z zakochanym kolegą, do którego jednak nic nie iskrzyło, to wyznam, że faktycznie ja też tę sytuację dobrze znam i rozumiem to (i to poczucie ciężaru, że nie można odwzajemnić czyjegoś uczucia i poczucie, że trzeba koniecznie coś zrobić, żeby nie robić mu nadziei i nie skrzywdzić go).
                  Ja też byłam w podobnych sytuacjach i sobie to teraz wszystko przypomniałam. Trochę się wstydzę, bo mam też na swoim koncie niezbyt empatyczne sposoby okazywania komuś, że nie ma co liczyć na wzajemność (siebie z tamtych czasów już bezlitośnie nazywam teraz pustą panienką, może z chwilowego nadmiaru krytycyzmu i wyrzutów sumienia, ale tak teraz czuję.) Natomiast pamiętam dobrze również to poczucie, że się rozumie położenie tego drugiego, zakochanego, a nic nie można na to poradzić, bo serce nie sługa.

                  Przypomniałam sobie, że ja w czasach licealnych miałam taki właśnie rys, że kręciło się wokół mnie sporo chłopców bardzo nieśmiałych, wycofanych, z problemami ze sobą, którzy przy mnie jakoś otwierali się i odżywali, a jak odpowiedziałam jakoś bardziej na ich przyjaźń albo po prostu sam upływ czasu i bycia z nimi w kontakcie coś takiego sprawiał, to zakochiwali się we mnie. (Moja mama kiedyś wyraziła się o tym dosadnie pytaniem czy ja nie mogę mieć normalnych kolegów, a nie same dziwadła, tak ich nazwała, pamiętam). Zdarzyło mi się parę razy jakoś dawać im do zrozumienia, że niestety nie zostaniemy parą, ale było to bardzo ciężkie i myślę, że co najmniej dwa razy mogłam to zrobić taktowniej. No cóż. Mam nadzieję, że zapomnieli jak to było (oby).

                  Z jednym kolegą, takim naprawdę bardzo serdecznym, ale właśnie takim trochę z osobowości jak Snape, z którym miałam potem jeszcze długo, długo kontakt, przez wiele lat, do niedawna w sumie, to czułam, że muszę przeprowadzić po prostu rozmowę i to wszytko nazwać wprost, co jest niewypowiedziane między nami i to jakoś uporządkować i z dzisiejszej perspektywy widzę, że żadna rozmowa w całym moim życiu dla mnie nie była taka ciężka jak tamta. Nawet te wszystkie rozmowy później, związane z moim rozwodem czy z czymkolwiek innym w życiu nie były takie trudne.

                  A więc, jakby rozumiem Lily.

                  I jednocześnie, po tej naszej wymianie tu opinii, jeszcze bardziej szkoda mi Snape'a. Ale widzę, że po prostu sytuacja w jakiej się znalazł (dzieciństwo, te wszystkie deficyty i te wszystkie upokorzenia i osamotnienie w Hogwarcie i to zakochanie się totalne w Lily) po prostu mogła być dla niego też szansą na jakieś szukanie sposobów na poskładanie siebie, odnalezienie swojej siły i przepracowanie tych wszystkich spraw. Pewnie z czyjąś pomocą to by musiało być, ale myślę, że było możliwe. Tak się nie stało jednak. Biedny Snape....

                  Pozdrawiam!
                  .
                  • marajka Re: Do fanek/fanów Pottera. 05.01.11, 16:04
                    > O, przyznam się, że nie pamiętam tego fragmentu-aluzji do Lily z książki Więzie
                    > ń Azkabanu.

                    Z filmu:) (Chodziło mi o to, ze film i ksiażka zaczęły stanowić z czasem jedność, jeśli idzie o moje wyobrażenie sobie bohaterów.)Tak mnie to łapie za serducho, chociaż ja to zimna jestem i mało co mnie łapie w książkach i filmach. Może zbyt się tu wczuwam w Harry`ego, który matki nie znał, a tu usłyszał coś tak miłego. I Lupin, który też jest taki fajny i taki samotny...

                    www.youtube.com/watch?v=9hwI7SXIOXM
                    Proszsz.

                    Snape`a też mi żal, bardzo. Ale ta mroczność, tajemnica, to życie poza światem Zakonu i światem Voldemorta...Chyba nie chciałabym czytać o tym jak się zmienił, dlatego nigdy nie czytałam fanfików Spane+Lily.
                    • ginestra Re: Do fanek/fanów Pottera. 06.01.11, 01:09
                      Marajko, dzięki!

                      Bardzo piękna scena!

                      Ja ten film oglądałam chyba w 2005 roku, jeden raz, w kinie, więc nie pamiętałam jej.
                      Faktycznie scena wzruszająca i Lily wspominana jest w niej jako naprawdę wspaniała osoba. Pewnie taka była. :)

                      Ja też nie czytam fanfików o Snapie i Lily i innych produkcji na temat ich wymyślonych przeżyć. Czuję, że byłabym strasznie zażenowana. Potem trudno jest takich rzeczy pozbyć się z pamięci, więc omijam szerokim łukiem.

                      Ten jakby filmik, parominutowy, co mi się zamarzył o nich, to by była taka po prostu kompletnie nadprogramowa scenka. Typu właśnie rozmowa Lily i Snape,a, w której Lily mówi mu, żeby zerwał z podejrzanym towarzystwem, a w efekcie on jej wyznaje swoje uczucie i Lily odwzajemnia je. I raz jeden te zielone oczy patrzą na niego tak, że jest w siódmym niebie. Taka po prostu scenka, na pociechę fanom, którzy rozumieją, że Snape książkowy musiał być do końca pełen bólu i niespełnienia i nie domagają się alternatywnej fabuły, a tylko takiej chwili, właśnie na pociechę.

                      Nie umiem tego wyjaśnić inaczej niż odwołując się do innego pięknego filmu, pt. Forever Lulu (z Patrickiem Swazye), w którym, pod koniec takiej bardzo szczególnej historii dwojga bohaterów jest jedna scena (na lotnisku chyba), która właśnie jest właśnie czymś takim o czym myślę wyobrażając sobie ten wspomniany wyżej filmik o Lily i Snapie. Nie chcę za dużo spojlować, ale ten film polecam. A jeśli widziałaś go, Marajko, to pewnie zrozumiesz co mam na myśli.

                      A co do szczęśliwego Snape'a, to przypomniał mi się jeszcze jeden film, z Alanem Rickmanem właśnie :), pod tytułem Tort ze śniegu (Snow Cake). Można to potraktować jako wariację na temat Snape'a, dorosłego, który właśnie, już taki dorosły, jakim go znamy po śmierci Lily i tych wszystkich przeżyciach, jakoś topnieje i zaczyna żyć. Też nie będę zdradzać wiele i też polecam. :)

                      No, ale ja też nie wyobrażam sobie innego Snape'a tak naprawdę, mimo potrzeby przeżywania tych jego potencjalnych lepszych losów.

                      Pozdrawiam!
                      • marajka Re: Do fanek/fanów Pottera. 06.01.11, 01:41
                        Ginestro, spania nie masz;)?

                        Mi się jeszcze przypomniał Sweeney Todd (też z Rickmanem, niestety nie w roli głównej[a może stety, bo w roli głównej Depp...]). W sumie Sweeney kochał i był kochany ale jest w nim coś z tragizmu i miłości po grób.

                        Słowa palą, więc pali się słowa...
                      • dakota77 Re: Do fanek/fanów Pottera. 06.01.11, 15:13
                        ginestra napisała:

                        > Ja też nie czytam fanfików o Snapie i Lily i innych produkcji na temat ich wymy
                        > ślonych przeżyć. Czuję, że byłabym strasznie zażenowana. Potem trudno jest taki
                        > ch rzeczy pozbyć się z pamięci, więc omijam szerokim łukiem.

                        Czemu zazenowana? Z ciekowsci pytam. Bo sama piszesz, ze fimik o alternatywnych ich losach chetnie obejrzalabys.
                        • ginestra Re: Do fanek/fanów Pottera. 06.01.11, 22:49
                          Marajko, dzięki za polecenie filmu - już rozglądam się za nim, a Depp'a też uwielbiam. :)
                          (Posty piszę czasem w nocy, bo ja czasami o takich porach pracuję (na kompie) i w ramach odskoczni zaglądam na forum czy coś. :) )

                          Dakoto,
                          z tymi fanfikami i filmikami to jest tak. Mnie się marzy filmik taki 10-cio minutowy, taka jedna scena, w której właśnie Snape wyznaje miłość Lily, a ona tę miłość przyjmuje. Ma to dla mnie taki wymiar, jak pisałam, że to byłby taki zapis "niemożliwej fabularnie", jednej chwili. Coś kompletnie obok tych książek o Harrym i po prostu taki bonus dla widza. Musiałoby to być nakręcone (tak sobie wyobrażam), bardzo naturalnie, z polotem, na pewno nie w stylu Emo i taka scenka nie budziłaby mojego zażenowania. (Jest to, oczywiście, subiektywne). Byłaby to scenka, która jest na tyle ulotna i na tyle nie naszpikowana jakimiś szczegółami, że można by ją było albo przechować w pamięci albo pozwolić z niej ulecieć, a tak czy inaczej nie przeszkadzałaby w odbiorze prawdziwych postaci, tak jak przedstawiła je Rowling.

                          Natomiast nie czytam i nie oglądam takich fanfików, które z tytułu czy przebiegnięcia wzrokiem czy z kadru widocznego na youtube sugerują jakąś nachalność. Sugerują, na przykład, że będzie to opis/ oglądanie wręcz erotycznych scen z udziałem tych bohaterów, że będzie forsowana pewna skończoność ich losów (np. Lily definitywnie wybiera Snape'a i Jamesowi każe spadać na bambus) i już te wydarzenia, szczegóły itp. mogą zapaść w pamięć i interferować z prawdziwymi losami tych postaci w (mojej) głowie. Mam wrażenie, że to są jakby karykatury tych postaci, a nie one same. I myślę, że oglądałabym to z pewnym właśnie zawstydzeniem, że coś takiego oglądam i jakby pozwalam umysłowi śledzić tę akcję tak, jakbym wierzyła, że to są naprawdę Snape i Lily (bo oglądając jakby "wierzy się"). A potem jest powrót do rzeczywistości, tj. do świata Rowling i obawiam się, że byłoby mi głupio "spojrzeć w oczy" Snape'owi z książki po obejrzeniu takich produkcji.

                          A ta moja scenka miałaby być na tyle subtelna, żeby nie naruszać spójności tych prawdziwych postaci, tylko właśnie pokazać taki jeden błysk, jedną potencjalność wydarzeń, jedną chwilę. Byłoby tam mało szczegółów, tak, żeby nie wnosiły nic do tej prawdziwej akcji siedmiu książek (np. żeby nie była to scena, w której np. Lily i James całują się, a potem pojawia się James i Snape go rozkłada na obie łopatki jakimś zaklęciem, bo to by mogło potem interferować z fabułą, tzn. gdybyśmy czytali te książki raz jeszcze, to by nam majaczył taki fakt, że jednak Snape umiał się odegrać i byśmy go widzieli innym. A w mojej scenie to by chodziło o taką tylko, na przykład, rozmowę, w której po prostu Snape wyznaje miłość Lily i ona na niego patrzy też z miłością i on coś mówi o tych jej zielonych oczach czy coś. Mógłby temu towarzyszyć jakiś czuły gest czy nawet pocałunek, ale z wielkim umiarem i wyczuciem. Coś zupełnie takiego, co moglibyśmy uznać (lub byłoby to tak przedstawione) jak marzenie Snape'a, ale dane nam było je zobaczyć jako właśnie tę potencjalność).

                          Trudno mi to jakoś oddać.
                          Najbliższa nastrojem tej scence byłaby właśnie scena z filmu Forever Lulu, która jest przedstawiona pod koniec filmu i jest jakby takim czymś niemożliwym, czymś co prawdopodobnie nie powinno się w filmie zdarzyć i co nie zmienia losów bohaterów, ale jednak widz po prostu jest wdzięczny, że to zobaczył i może dalej już spokojnie żyć, po tym, jak to zobaczył, a gdyby nie zobaczył, to by mu było kogoś bardzo, bardzo szkoda cały czas, tak jak mnie jest cały czas szkoda Snape'a, bo nie widziałam takiej scenki. :) (Tzn. ja tak to odbieram).

                          Pozdrawiam!
                          • ginestra Re: Do fanek/fanów Pottera. 06.01.11, 23:37
                            PS.
                            Gdyby ktoś chciał obejrzeć film "Forever Lulu", to polecam go, bo i mnie i kilku jeszcze osobom podobał się bardzo, więc uważam, że warto, jednakże zaklinam Was, nie oglądajcie na youtube trailera, bo pokazuje dosłownie wszystko co dzieje się w filmie i to jeszcze w konwencji "misz-masz", gdy tymczasem cały sens tego akurat filmu jest w tym, że po kolei odsłania on przed widzem różne wydarzenia i protagonistów. W tym jego cała wartość i wszystkie zalety! Widz musi być w niepewności, bo inaczej film nie zrobi na nim żadnego wrażenia. Film pokazuje w pewnym sensie podróż i cały jej sens w tym, że razem z głównym bohaterem (granym przez Patricka Swayze) tę podróż odbywamy i dowiadujemy się po kolei różnych rzeczy i mierzymy się z różnymi rzeczami. Jest tam też bohaterka (grana przez Melanie Griffith) i jej też towarzyszymy.
                            Ten akurat film ma to do siebie, że jak zobaczy się misz-masz scen, to tracimy 90% siły oddziaływania tego filmu.

                            To tak chciałam dopowiedzieć.
                            Pozdrawiam!
                          • szprota Re: Do fanek/fanów Pottera. 07.01.11, 13:12
                            Problem z fanfic'ami potterowskimi jest taki, że faktycznie trudno znaleźć takie, w których jest zachowana kanoniczność postaci i obywa się bez dopowiadania skończonych historii o innym parowaniu bohaterów niż w książkach (o slashach typu Harry + Snape chyba nawet nie ma co wspominać).
                            Pod wpływem tej dyskusji obejrzałam jeszcze raz przedostatnie dwie części - Zakon Feniksa i Księcia Półkrwi (ta ostatnia ekranizacja jest, imho, irytująco słaba). I tak: nie mogę zgodzić się z tym, co tu zasugerowano, że Lily nie była osobą odważną i wielkiego serca. Przypominam, że oddała życie za Harry'ego. Przypominam też, że Slughornowi podarowała czarodziejską rybkę, ot tak, bo był lubianym z wzajemnością nauczycielem. To takie pierwsze z brzegu przykłady, że matka Harry'ego była osobą dobrą i odważną, choć pewnie miała i swoje wady - idę o zakład, że gdyby Snape jako młodzieniaszek był równie wysportowanym gwiazdorem co James, ich losy mogłyby się potoczyć inaczej. Ale która z nas nie patrzy, choć odrobinę, na prezencję!
                            Snape (tak, ja też uwielbiam Rickmana) jest dla mnie ewidentnie osobą, która po zawodzie miłosnym nie układa sobie życia, tylko doświadcza wspomnianej tu fiksacji, uciekając w pracę i podwójną agenturę. Brakuje mi zresztą dopowiedzenia tej postaci właśnie w aspekcie współpracy z ZF i śmierciożercami - fanficki niestety raczej koncentrują się na relacjach osobistych (pewnie dlatego, że bardziej to poczytne), a i pani Rowling nie pokusiła się o bardziej szczegółowy szkic. Odbieram go jako człowieka, który lękając się kolejnego zranienia zamyka się w skorupie i nie ujawnia uczuć. W scenie z Harrym, gdy ten ostatni niechcący wdziera się w bolesne wspomnienia Severusa, Snape reaguje nieracjonalnie, wyrzucając Harry'ego z pracowni, mimo że lekcje oklumencji mają przecież żywotne znaczenie w walce z Czarnym Panem, co zimno kalkulujący podwójny agent powinien mieć na uwadze.
                            • ginestra Re: Do fanek/fanów Pottera. 07.01.11, 14:22
                              Cieszę się, że dyskusja jest wciąż żywa. :)

                              Zgadzam się co do fanfików.

                              Ja nie oglądałam ekranizacji dalszych części niż Więzień Azkabanu (poza tą wspomnianą cudowną siódemką), tzn. jakieś fragmenty tylko widziałam tych ostatnich filmów, bez skupienia i oglądania od początku do końca.

                              Czytałam książki, ale wiele szczegółów o Lily zatarło mi się w pamięci.

                              Lily jest ewidentnie pozytywną postacią i fajną osobą, co przyznaję. Ja wspomniałam tylko o młodej 15-letniej (?), niedojrzałej jeszcze Lily, nie mającej takich przejść jak np. Hermiona i Luna, które wypadły jako przyjaciółki nieco lepiej (w ukazaniu przez Rowling), więc też nie oceniam jej źle i nie wymagam od niej (z realizmu) większego zaangażowania w przyjaźń z młodym Snape'm czy też w bardziej stanowcze postawienie do pionu kolegów z Gryfindoru dokuczających mu. Po prostu trochę żałowałam, że w tamtym okresie nie nawiązała się przyjaźń między Snapem i Lily typu przyjaźń Hermiony i Harrego (taka naprawdę pełna bezgranicznej akceptacji, oddania i poświęcenia i potwierdzana ciągle czynami), ale na pewno nie można nic Lily zarzucać, bo serce nie sługa, też jeśli chodzi o przyjaźń, a nie tylko miłość.

                              Lily oddała życie za swoje dziecko, to prawda i nie umniejszając absolutnie wartości tego czynu, dla mnie jednak podchodzi on pod inną kategorię, bo chodzi o miłość macierzyńską i to dorosłej kobiety, więc mowa tu o innej Lily niż ta młodziutka Lily z Hogwartu, która (moim zdaniem) mogłaby bardziej stanowczo sprzeciwiać się ohydnemu zachowaniu Jamesa i Syriusza. Ona akurat ze wszystkich osób w Hogwarcie mogłaby najskuteczniej poskromić Jamesa, który zachowywał się po prostu strasznie, gorzej niż Dudley, no, ale to było bardzo skomplikowane (bo np. działały na Lily podświadomie awanse Jamesa, Lily nie była aż tak dojrzała, kto zresztą nie popełniał błędów w tym wieku itp.), więc nie oceniam jej źle. Tylko taki żal trochę wyrażam, wobec faktów. A tak w ogóle to Lily była fajną dziewczyną i kobietą.

                              Jeszcze tylko o tej scenie z wyrzuceniem Harrego z pracowni. Mnie też nie spodobało się to zachowanie Snape'a. Myślę jednak, że to było coś co faktycznie przerosło Snape'a i ja go doskonale rozumiem. Dumbledore, pamiętam, wyraził się o tym (chyba o tym właśnie konkretnym zachowaniu Snape'a), że nie przewidział takiej prawdy o życiu, że "niektóre rany są zbyt głębokie, aby się zagoiły" i przyznał, że nie powinien był właśnie jemu powierzać tego zadania. W przypadku Snape'a to było po prostu ponad jego siły znów spojrzeć w oczy Harrego, po tym jak widział te wspomnienia i po tym jak nie uszanował w ogóle intymności Snape'a, tylko wsadził łeb do Myślodsiewni (Pensieve) i zaczął to wszystko oglądać. Myślę, że w tym zachowaniu wydał się Snape'owi podobny do maksymalnego prymitywa Jamesa, który wykorzystałby każdą okazję, żeby się pośmiać ze swojej ofiary. Myślę, że chociaż my znamy Harrego i wiemy, że zajrzał do wspomnień Snape'a z innych pobudek i nie był taki jak James, to z perspektywy Snape'a był taki jak James, który też nie wahał się ciągle naruszać intymności Snape'a, na przykład zawieszać go do góry nogami i pokazywać wszystkim jakie ma majtki i co ma pod nimi. :(
                              Myślę, że po czymś takim po prostu te podświadome sprawy są przekraczające możliwości człowieka zapanowania nad nimi i po prostu to przeniesienie emocji z Jamesa na Harrego (bo kontekst był podobny) było silniejsze niż wszystkie inne względy.

                              Tak to sobie tłumaczę, w każdym razie.

                              Jestem ciekawa wątku Snape'a w II części siódemki (filmu) i tego jak będą jego wspomnienia pokazane. :)
                              • ginestra Re: Do fanek/fanów Pottera. 07.01.11, 15:00
                                Jeszcze chciałam dodać, o tej scenie, w której James upokorzył młodego Snape'a przy wszystkich, a Snape nazwał Lily szlamą.

                                Otóż, nie wiem jak Wy, ale ja, jeśli wyobrażam sobie identyczną scenę, tylko, że zamiast Lily występuje Hermiona, to jestem praktycznie pewna (tak jak znam Hermionę), że widząc Harrego, Rona lub (kogokolwiek innego, nawet Malfoya) tak dręczonego, bez zastanowienia odpaliłaby na agresora jakieś zaklęcie albo rzuciłaby się na niego z pięściami.
                                Co więcej, odpaliłaby na agresora zaklęcie lub rzuciłaby się na niego z pięściami, gdyby nawet tym agresorem był Ron czy Harry. Myślę, że Hermiona nie mówiłaby (jak Lily) "Zooostaw go, co on Ci zrobił?", tylko właśnie by to załatwiła instynktownie i skutecznie.

                                Myślę, że gdyby Lily tak się zachowała, to Snape na sto procent nie nazwałby jej wtedy szlamą. Myślę, że nazwał ją tak, bo po prostu przemówiła w tym jego podświadomość. Świadomie nie chciałby na pewno nigdy jej tak nazwać, ale teraz to się wyrwało mu dlatego, że jego podświadomość przekonała się, że dla Lily nie jest on kimś ważnym. Gdyby był kimś ważnym, to okazałaby to - jeśli nie rzuceniem się na agresora, to chociaż jakimś wybuchem furii, płaczu, rozpaczy. Byłoby to czymś prawdziwym. Czymś stanowczym. Czymś instynktownym. Natomiast w tej scenie mamy (o ile dobrze pamiętam, bo nie wiem) jakieś pogaduszki Lily i Jamesa, żeby go zostawił i James rozbawiony, trzymając tak Snape'a jeszcze rozwichrza sobie włosy drugą ręką i sprawdza jakie wrażenie robi na Lily.
                                A Snape wtedy nazwał ją tak z rozpaczy, bo coś w nim zdało sobie sprawę, że po prostu ona do niego niewiele czuje, a przecież prawdziwych przyjaciół poznajemy w biedzie. Trudno o przykład większej biedy w tym kontekście (nastoletni zakochany Snape, ofiara ciągłego upokarzania, odrzucony, wrażliwy, samotny, a tu na oczach wszystkich i ukochanej dziewczyny coś takiego). :(

                                To tak chciałam dodać.

                                Mam tu coś takiego, że jakby i mam żal do Lily i nie mam. Mam żal, bo wiadomo, wolałabym, aby zareagowała inaczej i okazała się prawdziwą przyjaciółką. A nie mam, bo wiem, że po prostu nie da się wymagać od kogoś niemożliwego, a tu, jak się okazało, na tamtą chwilę inna reakcja była dla niej niemożliwa (z wielu powodów). Sama, jak pisałam, zachowywałam się różnie, jako nastolatka i niedojrzała osoba i mogłam na pewno kogoś zranić (i pewnie zraniłam). Nie robiłam wprawdzie takich upokarzających rzeczy czy innych tego typu, ale inne, jakieś głupie, nieprzemyślane, niewrażliwe tak i dlatego po prostu wiem, że nie przeskoczy się siebie, na daną chwilę, jak się jest niedojrzałym. :(

                                Pozdrawiam
                                • marajka Re: Do fanek/fanów Pottera. 07.01.11, 17:27
                                  Ginestro, cudownie się czyta Twoje posty, czuję jak budzi się uśpiona nieco potteromania:)

                                  > Co więcej, odpaliłaby na agresora zaklęcie lub rzuciłaby się na niego z pięścia
                                  > mi, gdyby nawet tym agresorem był Ron czy Harry. Myślę, że Hermiona nie mówiłab
                                  > y (jak Lily) "Zooostaw go, co on Ci zrobił?", tylko właśnie by to załatwiła ins
                                  > tynktownie i skutecznie.

                                  Pewnie tak. Ale nie wiemy, czy nie broniła go wcześniej, a on jej nie poprosił by przestała. Facet, w którego obronie dziewczyna rzuca się na kogoś z pięściami, na pewno czuje się bardzo niemęsko.

                                  Z drugiej strony, jak zachowywała się trójca w stosunku do Luny? Ona ich uważała za przyjaciół, oni mimo wszystko mieli ją za lekko świrniętą panienkę. Czy trójca kiedykolwiek przejmowala się Nevillem? Tak, nie byli w wielkiej przyjaźni, ale kto z nimi walczył w ministerstwie? Luna i Neville.

                                  > Myślę, że gdyby Lily tak się zachowała, to Snape na sto procent nie nazwałby je
                                  > j wtedy szlamą

                                  A ja mam wrażenie, że on ją tak nazwał właśnie dlatego, że mu pomogła. Musiał jakoś pokazać, że nie jest mięczakiem, któremu pomaga dziewczyna, że jest "twardy" i wcale jej nie potrzebuje.
                              • aadrianka Re: Do fanek/fanów Pottera. 07.01.11, 15:09
                                Lily jest ewidentnie pozytywną postacią i fajną osobą, co przyznaję. Ja wspomni
                                > ałam tylko o młodej 15-letniej (?), niedojrzałej jeszcze Lily, nie mającej taki
                                > ch przejść jak np. Hermiona i Luna, (...)
                                > Lily oddała życie za swoje dziecko, to prawda i nie umniejszając absolutnie war
                                > tości tego czynu, dla mnie jednak podchodzi on pod inną kategorię, bo chodzi o
                                > miłość macierzyńską i to dorosłej kobiety, więc mowa tu o innej Lily niż ta mło
                                > dziutka Lily z Hogwartu, która (moim zdaniem) mogłaby bardziej stanowczo sprzec
                                > iwiać się ohydnemu zachowaniu Jamesa i Syriusza.

                                Lily w chwili śmierci miała trochę ponad 21 lat - to wciąż była młodziutka dziewczyna. Oczywiście, że piętnastolatkę od 21-latki dzieli często przepaść, ale też znowu sześć lat to nie jest wieczność. Jak zauważyłaś, Ginestro, przyjaźń Luny czy Hermiony bardzo wcześnie doświadczona została śmiertelnie niebezpiecznymi przygodami. Lily tego zagrożenia doznała po prostu później.
                              • szprota Re: Do fanek/fanów Pottera. 07.01.11, 16:41
                                To ja może dodam, że nie oceniam negatywnie zachowania Snape'a, jeśli chodzi o wyrzucenie Harry'ego z pracowni (nawiasem mówiąc, wspomnienia Severusa nie były zczytane z Myślodsiewni, tylko w trakcie lekcji oklumencji, gdy Snape wdzierał się w myśli Harry'ego, Potterowi udało się za którymś razem obronić i wedrzeć w myśli Snape'a; jako że chwilę wcześniej rozmawiali o Jamesie, Harry ujrzał wspomnienie o tym, jak James z koleżkami zabawia się kosztem Severusa i w żadnym wypadku nie usprawiedliwiam tu Jamesa - zachowanie bardzo gimnazjalne i wstrętne). Emocjonalnie jest ono doskonale uzasadnione i dokładnie rozumiem, czemu tak zareagował. Raczej chciałam wskazać, jak bardzo wrażliwą osobą jest Snape, skoro - na co dzień naprawdę dość racjonalny i z zimną głową, zwłaszcza wobec działań "agenturalnych" - tym razem dał się ponieść emocjom.

                                Inna sprawa, że Snape faktycznie jest uprzedzony do Harry'ego ze względu na jego podobieństwo do ojca (stalowooki Tygrysek mi się przyplątywa natychmiast) - cóż, umówmy się, że Harry, jakkolwiek nie tak arogancki i pyszałkowaty jak jego papa, zdradza podobny brak zamiłowania do dyscypliny, więc można po trosze Severusa zrozumieć w tym uprzedzeniu.
                                • aadrianka Re: Do fanek/fanów Pottera. 07.01.11, 16:51
                                  To ja może dodam, że nie oceniam negatywnie zachowania Snape'a, jeśli chodzi o
                                  > wyrzucenie Harry'ego z pracowni (nawiasem mówiąc, wspomnienia Severusa nie były
                                  > zczytane z Myślodsiewni, tylko w trakcie lekcji oklumencji, gdy Snape wdzierał
                                  > się w myśli Harry'ego, Potterowi udało się za którymś razem obronić i wedrzeć
                                  > w myśli Snape'a; jako że chwilę wcześniej rozmawiali o Jamesie, Harry ujrzał ws
                                  > pomnienie o tym, jak James z koleżkami zabawia się kosztem Severusa

                                  Tak było w wersji filmowej (chyba) - w książce Harry zajrzał do Myśloodsiewni, kiedy Snape na chwilę wyszedł wywołany z pokoju.
                                • aadrianka Re: Do fanek/fanów Pottera. 07.01.11, 17:04
                                  Ja z kolei dodam, że doskonale rozumiem uprzedzenie Snape'a do Harry'ego, spowodowane podobieństwem chłopca do ojca. Snape miał wszelkie powody, by nie znosić lub nawet nienawidzić Jamesa - James prześladował go i znęcał się nad nim w szkole, a na koniec ożenił się z dziewczyną, którą Snape kochał od dzieciństwa. Wcale mnie nie dziwi zachowanie Severusa wobec Harry'ego. Potajemnie chroni syna Lily, publicznie może się wyżywać na synu Jamesa. Podwójna gra podwójnego agenta.
                                  • ginestra Re: Do fanek/fanów Pottera. 07.01.11, 21:25
                                    Cieszę się, że moje refleksje potterowe podobają się. :)

                                    Ja ostatnio, po obejrzeniu filmu, dużo myślę o tych bohaterach.

                                    Co do tych poruszanych spraw, to faktycznie (co pisała Marajka i Aadrianka), że Lily nie miała takich dramatycznych przeżyć (oraz doświadczenia wyobcowania wśród kolegów), jakie były udziałem Luny i Hermiony, a do tego była raczej w domu hołubiona - np. jej siostra, Petunia, myślę, że trochę stronniczo, jednakże pewnie z jakimś ziarnem prawdy, wspominała, że rodzice wyróżniali Lily i zachwycali się nią ("ciągle tylko: Lily to, Lily tamto"). Dlatego, być może, potem w Hogwarcie Lily czuła się pewnie i nie było dla niej instynktownym wczuć się w kogoś, kto jest osamotniony i nielubiany. Właśnie, nie wiemy jak wyglądało wcześniejsze jej stawanie w obronie Snape'a i czy on coś o tym mówił jej itp. Dużo rzeczy o Lily jest ukrytych przed czytelnikiem.

                                    Co do trójki (Harry, Ron i Hermiona) stającej w obronie Luny czy Nevile'a, to faktycznie na początku nie za bardzo się przejmowali nimi, choć pokazane są też ich reakcje pełne współczucia i zwłaszcza w myślach Harrego jest ten akcent zrozumienia dla nich. Dla sprawiedliwości trzeba przypomnieć, że w jednej z części jest opisany moment, w którym, na korytarzu przed zajęciami ze Snapem, Malfoy drwi z rodziców Nevile'a i Nevil rzuca się na Malfoya, a wtedy Harry i Ron odciągają Nevile'a, ale też jakoś jednocześnie atakują Malfoya i przychodzą z pomocą Nevile'owi. Nie pamiętam dokładnie, ale jest chyba pokazana wręcz bójka Harrego z Malfoyem wtedy i pojawia się Snape i to Harry zostaje ukarany. (O ile nie pokręciłam). W każdym razie ta scena byłaby przykładem na to, że jakoś reagują widząc, że coś dzieje się Nevilowi.

                                    Co do Lily zasłaniającej swoim ciałem dziecko, to chciałam wskazać na to, że jakby macierzyństwo samo w sobie zmienia (nie wiem czy tak jest u stu procent kobiet, ale pewnie u większości) i z kobietą, przypuszczam, dzieje się wtedy podobnie jak w tej historii z Salomonem, który miał rozsądzić dwie kobiety podające się za matki jednego dziecka. Pewnie wszyscy znają tę historię, ale powiem dla puenty, że Salomon jakoby poradził, że sprawiedliwie będzie przekroić dziecko i każdej z kobiet dać połowę, na co jedna wykrzyknęła, żeby tego nie robić, i niech ta druga weźmie dziecko. Po tym Salomon poznał, że to jest prawdziwa matka tego dziecka. Ja myślę, że coś w tym jest, że w chwili, gdy dziecko jest zagrożone, to nic innego się dla matki nie liczy i zrobi ona dosłownie wszystko, aby żyło (zwykle).
                                    A więc tu bym raczej stawiała nie tyle na upływ lat (np. sześć lat, które mogą zrobić większą lub mniejszą różnicę w dojrzewaniu osoby), ale raczej na to właśnie przełomowe doświadczenie, które zmieniło Lily, a którym było macierzyństwo.

                                    Co do tych lekcji oklumencji, to faktycznie w książce jest fragment, w którym Harry przez mgnienie oka zobaczył wspomnienia Snape'a dostając się do jego umysłu, ale było to wspomnienie małego chłopczyka w łóżeczku z barierkami, który stoi przy tych barierkach i płacze, a obok rodzice kłócą się. Potem Snape wydostał ileś wspomnień i przełożył je do Myślodsiewni i kontynuował lekcję, a potem przyszedł Malfoy, żeby zawołać profesora, bo odnaleziono zaginionego ucznia, którego wcześniej Fred i George wrzucili do jakiejś komory (znikającej ubikacji czy czegoś) i przebywał w pewnego rodzaju niebycie ileś dni, po czym przypadkowo pojawił się znów w Hogwarcie, nieprzytomny. Snape, jako głowa Slytherinu, musiał się tym uczniem zaopiekować i przyjrzeć sprawie. Harry miał czekać na niego, ale korciło go, żeby zajrzeć do Myślodsiewni, co oczywiście zrobił.

                                    Mnie się marzą pewne rozwiązania fabularne, które oczywiście zepsułyby książkę, ale "w prawdziwym życiu" byłoby fajnie, gdyby właśnie bohaterowie wpadli na takie pomysły. Na przykład, myślę, że po tym epizodzie, Harry wstrząśnięty wspomnieniami Snape'a i zszokowany tym jaki był jego ojciec i Syriusz i jakie rzeczy robili Snape'owi, mógł na przykład napisać do Snape'a list i wszystko to opisać (krótko nawet). W liście przeprosiłby za to, że zjarzał do Myślodsiewni, zapewniłby, że nikomu, nawet Ronowi i Hermionie, nie powiedział i nigdy nie powie o tym, co zobaczył, powiedziałby, że faktycznie jego ojciec i cała spółka byli okropni, i że on, Harry, absolutnie nie popiera tego, i że ma nadzieję, że da się jakoś Snape'owi poznać jeszcze od dobrej strony, takim, jakim jest, i że nie jest wcale podobny do ojca w takich zachowaniach, a te wszystkie jego przygody były w dobrej sprawie, bo np. łamał szkolne reguły tylko wtedy, żeby kogoś ratować itp., a nie dla rozrywki. I że ogólnie chce dobrze, i że bardzo jest mu przykro za całokształt (z powodu ojca i z powodu tego zajrzenia do Myślodsiewni).
                                    Myślę, że nawet jeśli nie od razu list ten spowodowałby taki odzew, że Snape by go zrozumiał, polubił itp., to na pewno jest różnica pomiędzy stanem, kiedy tego listu nie ma, a kiedy ten list jest. Jestem raczej spokojna, że Snape doceniłby ten gest i szczerość tych słów i nabrałby innej perspektywy patrzenia na Harrego. . Snape przeprosiłby też Harrego za własne okropne zachowania wobec niego na lekcjach itp. Mógłby to być przyczynek nawet do pewnej przyjaźni miedzy nimi

                                    Podobnie, pewne rzeczy mogłyby też wyjść od Syriusza czy Lupina. Mogłoby dojść do jakiegoś oczyszczenia spraw między nimi, a Snape'm. Mogło by ogólnie być lepiej, doroślej.

                                    Jeszcze o Jamesie, to zgadzam się, że Snape odczuwał podwójną nienawiść do niego, bo po pierwsze za to dręczenie go i upokarzanie, a po drugie, z powodu zazdrości o to, że to właśnie on, ten agresor, mógł trzymać Lily w objęciach, całować ją itp. :( To musiało być coś strasznego, to połączenie. Gdyby np. James go dręczył, a serce Lily zdobył, np. przystojny Lucjusz Malfoy, to do każdego z nich Snape czułby mniej więcej połowę tej niechęci, którą odczuwał do Jamesa = agresora + wybranka Lily (w jednym).

                                    Myślę, że faktycznie Snape nie potrafił zintegrować uczuć do Harrego. Jak patrzył w te jego zielone oczy, to myślę, że wręcz go kochał. (Jest scena części w filmie, nie wiem czy w książce, w części pierwszej, w której Snape prowadzi lekcję, po czym przyłapuje Harrego na tym, że czegoś nie umie, zadaje mu dalsze pytania, a potem schodzi z katedry i przysiada się bardzo blisko naprzeciwko Harrego i patrzy mu długo w oczy przepytując go). Myślę, że podobieństwo Harrego do Lily zawsze go wzruszało bardzo. Natomiast w innych chwilach widział podobieństwo do Jamesa (też charakterologiczne) i odzywały się te "rany zbyt głębokie, aby mogły się zagoić" i czuł do niego niechęć. Zintegrowanie tych uczuć do Harrego bardzo by pomogło Snape'owi w jego człowieczeństwie, że się tak wyrażę.

                                    Jeszcze o tym nazwaniu szlamą, to ja myślę (jednak - ale zastrzegam, że nie wiem czy się nie mylę), że jednak to nie duma odegrała rolę u Snape'a, a poczucie skrajnego osamotnienia i zdanie sobie sprawy, że Lily jest po stronie Jamesa jakby. Niby staje w jego obronie, ale gdyby jej naprawdę zależało na Snap'ie jako przyjacielu, to by to wyraziła innym językiem ciała i innymi słowami. Myślę, że po prostu byłby to gniew, nawet jeśli zmieszany z bezradnością czy niezborny czy płaczliwy czy jakikolwiek, ale jakiś prawdziwy (np. "s*****synu, zostaw go! nie pozwolę, zabiję cię!"). Wtedy Snape poczułby, że Lily naprawdę jest po jego stronie. A tak, to była podobna do towarzystwa akceptującego w gruncie rzeczy Jamesa (Lupin niby mitygował Jamesa, ale tak samo jak Lily, z pozycji kogoś, kto się z Jamesem liczy, a nie kogoś, kto po prostu chrzani co sobie James pomyśli, byle by przerwać przemoc).

                                    Podobałaby mi się też scena, w której pod tym drzewem, w chwili, gdy James wytrąca Snape'owi różdżkę i oznajmia, że się z nim zabawi czy coś, i zamierza go unieść w powietrze, Lily zamiast wdawać się w gadkę, wykazuje się refleksem, wymierza jakiś jinx na Jamesa, po czym mówi mu dosadnie co o nim myśli, za sekundę mówi "Accio różdżka" oddaje ją Snape'owi, bierze go za rękę i oddalają się. :)
                                    • ginestra Re: Do fanek/fanów Pottera. 07.01.11, 22:11
                                      PS.
                                      Gdybyście chciały/ chcieli obejrzeć scenę, o której napisałam, tj. tę z pierwszej części, w której Snape, podczas lekcji, przysiada się bliżej Harrego i patrzy mu w oczy, to jest ona pod następującym linkiem (zaczyna się od minuty 2.10, a kończy na 4.49 - jest to jedna ze scen z mieszanki scen).

                                      Owszem, w tej scenie Snape jest sarkastyczny i w ogóle, jednakże dla mnie jest w niej dużo emocji, bo jest to (jak rozumiem z całego kontekstu) właśnie pierwsza lekcja Snape'a z Harrym i pierwsza dla niego okazja, żeby się chłopcu bliżej przyjrzeć. Podczas pierwszej wymiany zdań patrzą sobie w oczy, a potem Snape robi coś niekonwencjonalnego i przychodzi bliżej i siada naprzeciwko i patrzy mu cały czas w oczy. Niby mówi do niego dość złośliwie (bo Harry też mu dość bezczelnie odpowiedział i pewnie przypomniał Jamesa), ale jednocześnie, myślę, że Snape jest poruszony tym, że znów zobaczył te zielone oczy o szczególnym wykroju, które na niego patrzą i doświadcza najróżniejszych uczuć.

                                      Potem, w scenie przed samą swoją śmiercią też chce, aby na niego spojrzały te zielone oczy i jest to szczególne zrządzenie, że akurat po tym życiu pełnym tęsknoty za Lily, może umierać patrząc właśnie w te oczy, a przecież nie było to oczywiste, że Harry znajdzie się akurat w tym momencie obok. Myślę, że akurat życiowo, tego typu zrządzenia są możliwe, i że Rowling tu uchwyciła właśnie prawdę, że rodzaju sprawy zdarzają się naprawdę. Myślę, że Snape, umierając, jak gdyby wcale nie zdziwił się, że akurat znalazł się obok niego Harry, bo w pewnym sensie, tą energią tęsknoty za Lily i tym związaniem się z Harrym poprzez chronienie go i poprzez pragnienie, aby go jeszcze zobaczyć, przyciągnął go na ten moment do siebie. Takie rzeczy naprawdę się zdarzają, takie przyciąganie. Wiem to na sto procent, z życia. A więc podoba mi się, że Rowling to też pokazała w swojej książce. Jest to i coś nieprawdopodobnego i prawdopodobnego zarazem.

                                      A oto link (minuta 2.10):
                                      www.youtube.com/watch?v=KgnfT3IKtnA&translated=1
                                      Pozdrawiam!
                                    • szprota Re: Do fanek/fanów Pottera. 08.01.11, 02:00
                                      Podoba mi się ten trop ze stosunkiem rodziców do Lilly w relacji dwóch sióstr (zapomniałam o Petunii!). Swoją drogą, to ciekawe, bo przecież byli mugolami, prawda? Nie musiało być im łatwo zaakceptować fakt, że Lily jest czarodziejką.

                                      Ale faktycznie, z tego wynika, że Lily jawi nam się jako ta Lepsza Siostra. Myślę, że pomimo pewnego współczucia dla Snape'a nie do końca była w stanie go zrozumieć, bo takiego odrzucenia i poczucia wyobcowania jak on po prostu nie doświadczyła. Nie wróżyłoby to im też zresztą dobrze jako parze na przyszłość.

                                      Nie, dla mnie wątek pomiędzy Severusem a Lily jest dokończony - tak miało być, miało być to niespełnienie, to wieczne skrzywdzenie i ból Snape'a, jego zamknięcie się w sobie i Hasseliebe względem Harry'ego. Obejrzałam zalinkowany przez Ginestrę fragment, ja tam się aż takiego nasycenia emocjami nie dopatrzyłam, ale zgadzam się, że było prawdopodobnym, że Snape mógł mieć to rozdarcie uczuć, widząc oczy Lily w twarzy Jamesa. Na pewno Harry mu przypominał w każdym razie o tym podwójnym zranieniu.

                                      Neville, owszem, był wspierany przez naszą trójkę, Luna pojawiła się dopiero w Zakonie Feniksa i moim zdaniem była jednak lekceważona (jedyna zresztą postać, której ekranizacja wyszła na dobre - jest dużo milsza niż w książce). Ale triada Harry - Hermiona - Ron była dość hermetyczna, nawet Ginny jest już słabo opisaną postacią, niewiele wiemy o niej poza tym, że była ruda, śliczna, temperamentna i zakochana w Harrym. A to też ciekawa postać w domu pełnym braci :)
                                      • ginestra Re: Do fanek/fanów Pottera. 08.01.11, 21:36
                                        Szproto,
                                        podobają mi się Twoje rozwinięcie refleksji o Lily jako siostrze i dalsze rozważania, a także wspomnienie o Lunie i Ginny (i Neville'u).

                                        Rzeczywiście, nawet Ginny jest jakoś obok tej trójki głównych bohaterów (ja jako czytelniczka nawet skrycie cieszyłam się z tego kiedy Ginny okazywała się być nie wciągana w ich przygody, bo przyjemniej mi się śledziło właśnie tę trójkę samą). Faktycznie jest ona ledwo zarysowaną postacią i mimo wielu pozytywów trudno (mnie przynajmniej) jest ją jakoś niesamowicie polubić.

                                        Jeszcze chciałam wspomnieć o tej scenie z filmu, w której Snape wychodzi zza swojej katedry i siada naprzeciwko Harrego i patrzy mu w oczy (co jest poprzedzone chwilą, w której uważnie mu się przygląda i po jego twarzy przebiega jakiś szczególny wyraz - uważam, że Alan Rickman bardzo dobrze to zagrał; być może trzeba parę razy tę scenę obejrzeć, choć nie namawiam usilnie, bo może szkoda czasu. Ja jednak oglądałam ją ileś razy ;) ). Otóż sprawdziłam w książce i tam w ogóle takiej sceny nie ma, tzn. jest, owszem, opisana lekcja i to, że Snape od pierwszych chwil czepia się Harrego (niesprawiedliwie), ale nie ma żadnego patrzenia w oczy i wychodzenia zza katedry. Czyli jest to po prostu zabieg filmowy. :(
                                        Nawet i dialog z Harrym wygląda inaczej, bo Harry nie mówi Snape'owi niczego bezczelnego. Jest nawet wspomniane, że coś tam mówi, ale "spokojnie" (quietly). A więc film i książka rozmijają się.

                                        Tak, ja też się zgadzam, że dla dobra fabuły wątek Snape'a powinien właśnie taki być: niespełniona miłość i nie przepracowane i nie oczyszczone inne relacje, ale jednocześnie ta przezierająca przez mroczną fasadę i niesamowicie chwytające za serce jego dobra strona osobowości i wielki potencjał.

                                        W każdym razie Snape pozostawia na czytelniku, jak myślę, ogromne wrażenie i pewnie nie byłoby ono takie silne, gdyby wszystko przepracował i w ogóle.
                                        Pozdrawiam!

                                        • doratos Re: Do fanek/fanów Pottera. 08.01.11, 22:22
                                          Świetnie się czyta ten wątek w taki sobotni wieczór:)
                                          Myślałam,że jestem osamotniona w moim zachwycie,a tu proszę,nie tylko ja tak przeżywam opowieść o HP i całej reszcie bohaterów!
                                          Od dawna nie było takiego bohatera,którego by pokochały i dzieci i rodzice!
                                          • ginestra Re: Do fanek/fanów Pottera. 09.01.11, 15:13
                                            Doratos,
                                            cieszę się, że podoba Ci się ten wątek.
                                            Zgadzam się z Tobą co do tego, że bohaterowie tych książek podobają się i dzieciom i rodzicom.
                                            Ja zaczęłam czytać te książki właśnie dlatego, że zachwycały się nimi moje dzieci, ale przeżywam je chyba jeszcze bardziej od nich.:)
                                            Pozdrawiam!
                                            • doratos Re: Do fanek/fanów Pottera. 11.01.11, 15:26
                                              Po HP sięgnęłam pierwsza,bo musiałam sprawdzić czy książkę można dzieciom czytać,i tak się zaczęło,przeczytałam im wszystkie części,i niestety żadne nie chciało już czytać samo,bo stwierdziły,że jak czyta mama to jest to o niebo lepsze niż kiedy same czytają:)
                                              A poza tym tak było szybciej!
                                              I faktycznie niektóre sceny poruszyły mnie bardziej niż ich,nigdy nie zapomnę ich min gdy ryczałam przy opisie śmierci Zgredka.
                                              Nie wiem dlaczego ale ta scena najbardziej mnie rozłożyła.
                                              • ginestra Re: Do fanek/fanów Pottera. 13.01.11, 12:04
                                                Doratos,

                                                bardzo mi się podoba to jak opisałaś czytanie dzieciom tych książek! :)

                                                Ja czytałam swoim dzieciom inne książki, jak były młodsze, a przygody Harrego to zaczęły same czytać i opowiadały mi o nich dużo, były zafascynowane tym światem, więc w jakimś momencie zachęciłam się i ja. Pamiętam, że zanim zaczęłam sama je czytać, to chętnie kupowałam dzieciom różne przybory, żeby mogły tworzyć magiczne przedmioty albo same wyszukiwały sobie co im potrzeba (oczywiście różdżki to z gałęzi oklejonej czymś tam :) ). Kupiłam też im w tamtym okresie dwie pluszowe śliczne sówki, które przenosiły w domu listy przyczepione do nóżek. Moja starsza córka, właśnie ta, która była największą fanką Harrego i przez jakiś czas jedyną osobą w domu czytającą te książki, była bardzo dumna kiedy jej zdobyłam najnowszą książę, w dniu premiery i przywiozłam jej do szkoły, bo nie mogłam się doczekać i przekazałam na przerwie. Była wielka radość. :)

                                                Na początku, jak ukazywały się pierwsze części, to było dużo mowy w mediach o tym, że książki te mogą być nieodpowiednie dla dzieci itp. i ja też w jakiś sposób pomyślałam wtedy, że muszę się zastanowić czy im je kupować (tzn. na początku starszej córce), ale jak przeczytałam duży wywiad z Rowling, to jakoś uznałam, że są OK.

                                                Potem sama po nie sięgnęłam i wsiąkłam w ten świat kompletnie.

                                                A scena śmierci Zgredka jest naprawdę przeszywająca....

                                                Już niedługo lipiec i kolejna część filmu. :)

                                                Chodzą słuchy, że J.K.Rowling chce napisać jeszcze jedną (a może nie jedną...?) książkę o Harrym, co Daniel Radcliff skwitował (podobno): "Nie chcę o tym słyszeć". ;)
                                                Gdzieś to czytałam w necie, ale nie wiem czy to potwierdzona wiadomość, że Rowling się przymierza do nowej książki.
                                                Pozdrawiam!
                                                • verdana Re: Do fanek/fanów Pottera. 13.01.11, 13:27
                                                  Mam wrażenie, ze w watku Lili-Snape i w analizie jego 'zafiksowania' pomijacie sprawe kluczową. Fakt, że Snape praktycznie Lily zabił, uwiedziony przez ideologię, przeciw której ona walczyła.
                                                  Pewnie, gdyby Lili po prostu została żoną rywala, Snape bylby w stanie zapomnieć i żyć dalej. Trudno jednak zapomnieć jedyną milość, którą wydalo się wrogowi. Resztę życia Snape spędza przecież jedynie pokutując za swoje winy.
                                                • doratos Re: Do fanek/fanów Pottera. 13.01.11, 13:33
                                                  Wyobraź sobie,że u moich dzieci w szkole na religii ksiądz mówił,że takich książek nie powinno się czytać,i dziecko po powrocie do domu spytało się czy to prawda i dlaczego.
                                                  Było mi trudno wytłumaczyć synowi,że przecież wczytaniu o magii itd.nie ma niczego złego,przecież nam nikt nie mówił,że baśnie braci Grimm są złe i nie mamy ich czytać!
                                                  Zbulwersowało mnie to trochę,może ten ksiądz się bał,że dzieci pokochają bardziej HP niż Boga,rozumiem go,lecz przecież dzieci wierzą w różne magiczne rzeczy jak Święty Mikołaj,wróżka Zębuszka itd.i raczej im to szkody nie czyni.
                                                  Wszystko zależy od rodziców głównie,a także od nauczycieli i innych dorosłych.Dzieci wyrastają z tej wiary w świat magii,niestety w dzisiejszych czasach dość szybko:(
                                                  Uważam,że dzieci powinny wierzyć jak najdłużej w magiczny świat baśni,że dobro pokonuje zło,bo o to w tych opowieściach chodzi,i dzieciom jest to potrzebne.

                                                  Jeśli chodzi o plany J.K.Rowling,to myślę,że te 7 tomów to już dosyć.Może raczej napisze o dzieciach HP,albo coś w tym stylu.
                                                  Pożyjemy,zobaczymy:)
                                                  • ginestra Re: Do fanek/fanów Pottera. 13.01.11, 22:03
                                                    @ Doratos,
                                                    tak jak i Ty, ja też słyszałam, że Kościół ma wielkie zastrzeżenia (mnie się wydaje, że chodzi głównie o magię i okultyzm itp.), ale moim zdaniem te książki są po pierwsze bardzo dobre psychologicznie i bardzo fajnie pokazują przyjaźń i różne wartości, a po drugie naprawdę mogą być pomocne dzieciom w ich życiu, bo np. dzieci doznających w szkole przemocy czy odrzucenia jest wiele i mogą autentycznie czerpać siłę z tych książek i nie czuć się tak osamotnione i też może nawet podjąć konkretne działania obronne - a ich prześladowcy, być może, dzięki tym książkom zobaczą sprawy od drugiej strony i (jak Dudley), być może, jakoś nawet zmienią się. Nie pogłębiając tego tematu, bo jest dość złożony, chcę powiedzieć, że, moim zdaniem, korzyści z tych książek przewyższają w ogromnym stopniu te ewentualne obawy o to, że dzieci pod ich wpływem zwrócą się do jakichś praktyk albo odejdą od wiary.
                                                    Magia jest tam zresztą przedstawiona z dużymi obwarowaniami, nawet o przepowiadaniu przyszłości jest tam cały wywód o tym, że tak naprawdę to nie da się jej przewidzieć itp. (taki jest sens), więc myślę, że Rowling zrobiła wiele, żeby nie namieszać dzieciom w głowie tą magią i nie zachęcać ich do chodzenia do wróżek, stawiania tarota itp.

                                                    Ja też nie bardzo sobie umiem wyobrazić te kolejne książki... Już epilog do siódmej części trochę mnie jakby rozczarował i nie wiem czy w ogóle jest możliwe napisać coś porywającego o tych bohaterach, kiedy są dorośli (no, chyba, że książka by opowiadała o tym, co się działo bezpośrednio po pokonaniu Voldemorta, kiedy jeszcze Harry, Ron i Hermiona mają te 17 lat. Tylko trzeba by wymyślić jakiś dramatyzm, bo jak wojna się skończyła, to przewidywalnie niewiele się emocjonującego działo).
                                                    No, ale faktycznie, zobaczymy. :)

                                                    @Verdano,
                                                    uważam, że masz rację, że u Snape'a odegrało wielką rolę poczucie winy za śmierć Lily. O tym też wspominaliśmy trochę. Myślę jednakże, że obok tego aspektu, tak czy inaczej, z samej jego osobowości i historii też wynikała tendencja do takiego totalnego zaangażowania. Na pewno jednak ta śmierć Lily przyklepała to jego przywiązanie.

                                                    Wyobrażam sobie co musiał czuć widząc potem Harrego - syna Lily, jakby cząstkę Lily w świecie... I z tym jego podobieństwem fizycznym do niej! Na pewno był mu jakoś drogi.
                                                    Na pewno nie jest to super adekwatne porównanie, ale w przybliżeniu mogło być z nim tak, jak zaraz napiszę. Otóż w pewnej książce, w której kobieta wspominała swoje dzieci z czasu, gdy były małe, opisała ona takie swoje wrażenie zapamiętane z tego okresu. Otóż, napisała, że ilekroć zdarzyło jej się przyjść w czasie lekcji do szkoły i wejść do klasy, w której było jej dziecko siedzące w ławce, to jak ogarnęła wzrokiem klasę, to miała takie wrażenie, że jedno miejsce, wśród tych dzieci, jest wręcz jakieś świetliste. I to było miejsce, gdzie siedziało jej dziecko. Oczywiście to jest przenośnia, ale ja wiem o czym ona mówi, bo czegoś takiego też doświadczałam i też takie uczucie pamiętam. Po prostu, jak się wejdzie do klasy i widzi się te dzieciaki w ławkach i widzi się gdzieś to swoje dziecko, to serce po prostu podskakuje jakoś. To miejsce jest jakieś szczególne i ma się uczucie, że tam jest jakaś cząstka mnie, że tam jest moje serce, te ileś ławek dalej. Najdroższa osoba. I to miejsce jest naprawdę jakoś jaśniejsze, jakieś inne.

                                                    I myślę, że choć Harry nie był dzieckiem Snape'a, to Snape (przypuszczam) czuł jakby tę specyficzną aurę wokół Harrego, jak wchodził do klasy i jak widział te dzieciaki. Na pewno odzywały się w nim różne uczucia i wszystko mówiło mu, że to jest dziecko Lily, cząstka Lily. Natomiast, z drugiej strony, jak czytamy, był dla Harrego maksymalnie na tych lekcjach niemiły i niesprawiedliwy. I teraz, ja sobie myślę, że w wolnej chwili będę musiała sobie to wyobrazić jakoś głębiej co on czuł. Mnie się wydaje, że jak wchodził do klasy, to po prostu odczuwał tę obecność Harrego, jako obecność cząstki Lily w świecie i to jest dla mnie pewnik. I nie wiem teraz, czy to możliwe, że podobieństwo do Jamesa zaraz aktywizowało się i przesłaniało mu to poczucie? Czyżby nienawiść do Jamesa i irracjonalne przekonanie, że Harry jest taki jak jego ojciec były silniejsze?

                                                    Mam jeszcze w zanadrzu jedną hipotezę, nie do końca przemyślaną (również z braku danych, bo musiałabym być chyba facetem, żeby się w to stuprocenowo wczuć). Otóż, w książce Tony'ego Parsonsa pt. "Mężczyzna i chłopiec" jest wręcz wyłuszczone coś takiego, że mężczyzna (teza była taka, że każdy mężczyzna), jak poznaje dziecko kobiety, w której się zakochał, a to dziecko nie jest jego dzieckiem, to odczuwa on do tego dziecka jakąś irracjonalną niechęć i po prostu musi ją w sobie jakoś przepracować, pokonać (nawet nie dając tego po sobie poznać otoczeniu), ale że to wymaga od niego świadomego wysiłku. Tam było napisane, że wynika to z zazdrości o to, że to dziecko jest owocem seksu tej kobiety z innym mężczyzną. (Nie wiem jak to brzmi w tłumaczeniu, ja czytałam książkę po angielsku i tam było to ujęte dosadnie tak, że to dziecko "is another man's fxck").Przepraszam za takie słownictwo i za wplątanie (być może bardzo wątpliwej!) psychologii Tony'ego Parsons'a w te rozważania o Snap'ie, ale ciekawa byłabym Waszego zdania, czy coś takiego może jest na rzeczy? Taka męska zazdrość, że Harry, choć jest dzieckiem Lily, to nie jest jego, Snape'a synem?
                                                    To by mogło tłumaczyć te okropne zachowania Snape'a wobec Harrego...

                                                    Jak wspomniałam, muszę sobie to w wolnej chwili wyobrazić i na tę chwilę "stać się" Snape'm, tak jak aktorzy, którzy muszą wczuć się w graną postać. Nie wykluczam jednak tego, że może mi się nie udać tego sobie wyobrazić.

                                                    Pozdrawiam
                                                  • ginestra Re: Do fanek/fanów Pottera. 13.01.11, 22:56
                                                    PS. Jeszcze o tym dokuczaniu Harremu przez Snape'a, to przychodzi mi do głowy coś takiego, że on widząc Harrego jakby nie mógł nie doświadczać poczucia winy za śmierć Lily i pozbawienie Harrego matki i ojca, więc tę winę czuł i wtedy błyskawicznie podświadomość produkowała w nim jakiś mechanizm obronny w postaci niechęci do Harrego (czytałam gdzieś, że jest czymś uniwersalnym, że nienawidzi się ludzi, których się skrzywdziło, żeby nie konfrontować się z tą swoją winą).

                                                    Takie coś mi chodzi po głowie, ale nie znam aż tak dobrze psychologii...

                                                    W każdym razie wszystkie hipotezy pozostają otwarte (na temat co czuł Snape) i będę nad nimi jeszcze myśleć.
                                                    Pozdrawiam
                        • paszczakowna1 Re: Do fanek/fanów Pottera. 18.07.11, 22:28
                          Powiem szczerze, ze perspektywa zwiazku Snape'a z Lily (czy kimkolwiek) powoduje, ze ciarki mi chodza po grzbiecie. Naprawde rozumiem fascynacje postacia Snape'a (zwlaszcza do czwartego tomu wlacznie), ale Snape z ksiazek (nie fanfikow ani filmu) to BARDZO mocno zaburzona osoba, przypadek do leczenia psychiatrycznego w trybie pilnym. Stalker z obsesja na tyle ciezka, ze gotow jest zamordowac cudzymi rekoma meza i dziecko obiektu obsesji? Ktory po latach od smierci Jamesa (do ktorej, pamietajmy, sam przylozyl reke), ciagle nienawidzi go na tyle, ze nie moze patrzec na jego dziecko?

                          To, ze Snape zwrocil sie przeciwko Voldemortowi, nie czyni go w moich oczach bohaterem pozytywnym. Charakterologicznie przeciez znakomicie pasowal do smierciozercow, pewnie dlatego do konca nie wpadl jako podwojny agent. Jedyne, czego Voldemort nie docenil, to tego, ze popelnil w oczach Snape'a ten sam smiertelny grzech co przedtem James - zabral mu 'jego' Lily i tym samym zasluzyl na dozgonna nienawisc Snape'a.

                          Brrr... Kiedys mialam watpliwa przyjemnosc obserwowac taka obsesje w RL i to naprawde nie jest nic fajnego ani romantycznego.
    • marajka Re: Do fanek/fanów Pottera. 15.07.11, 22:47
      Podbijam;) Właśnie wróciłam z kina i spojleruję.

      Scena, w której McGonagall wypowiada zaklęcie, by chronić zamek.
      Scena, w której mały Harry płacze, a Lily mu mówi, jak bardzo jest kochany. I scena w lesie, kiedy zmarli mówią mu, że zawsze byli przy nim. Jakbym potrafiła się wzruszuć na filmie to bym ryczała jak bóbr!
      Wspomnienia Snape`a. Jego ALWAYS!
      Hermiona jako Bellatrix.

      Jestem pod wrażeniem. Minus: dzieciństwo Lily i dokuczające jej Petunia. No przecież to, że jako dzieci się lubiły jest ważne! Cała postawa Petunii i jej niechęć do magii nie wzięła się z kosmosu.

      Czy ktoś już widział i podzieli się wrażeniami?
      • biljana Re: Do fanek/fanów Pottera. 16.07.11, 13:30
        Ja idę dzisiaj i się podzielę, jak wrócę.
        Już nie mogę się doczekać, rezerwację zrobiłam w poniedziałek, żeby potem mi "oczy za uszy nie wychodziły", jak mawiał Tytus de Zoo, w pierwszym rzędzie.
        Nie znalazłam nigdzie w prawdzie wersji 2D z napisami, ale jakoś przemęczę się na 3D.
          • ginny22 Re: Do fanek/fanów Pottera. 16.07.11, 18:24
            Ginny potwierdza :)
            Bardzo mi się podobało, choć mam też wiele zastrzeżeń. Ale ogólnie całość magiczna i piękna, czas plynął blyskawicznie. Ron i Hermiona byli uroczy jak zawsze, Dan Radcliffe nauczył się trochę grać (uważam, że jego zmęczony Harry w tym odcinku był bardzo przekonujący), Neville jako heros podbił moje serce, a przy scenie z kamieniem wskrzeszenia i na epilogu płakałam.
            • biljana Re: Do fanek/fanów Pottera. 17.07.11, 10:41
              No to teraz moje wrażenia z wczorajszego seansu:
              Generalnie jestem na tak, ALE:
              - za mało świata Harrego, w sumie taki film sensacyjny, jaki został zrobiony, mógł się dziać wszędzie i nigdzie. Trochę takie Mission Impossible HP. Wszystko działo się szybko, było - moim zdaniem - za mało opowieści, snucia baśni.
              Poprzednia częśc chyba podobała mi się bardziej.
              Młodzi aktorzy beznadziejni, ale za to dorośli fantastyczni...
              Alan Rickman wielki, po prostu cudowny. Tak samo Ralph Finnes i oczywiście Helena Bonahm - Carter, choć miałam pewnien niedosyt (ale ja mogę oglądac ją ciągle, więc może dlatego). Ogromnie podobała mi się też poczatkowa rozmowa z goblinem.
              Wątki romansowe jak zwykle przyprawiły mnie o śmiech, zwłaszcza "pocałunek w deszczu" :). Mój mąż widział mnóstwo odniesień do Gwiezdnych Wojen, wręcz całych scen.
              Cudne były chochliki, fantastyczni rycerze (jak legenda o śpiących rycerzach, którzy budzą się w czasie prawdziwego niebezpieczeństwa). Świetny Neville.
              Epilogu, podobnie jak w książce, powinno nie być. Ale ja to mało romantyczna jestem:)
              Tym bardziej, że moim zdaniem skopana została charakteryzacja w epilogu i np. to jak wyglądała Ginny woła o pomstę do nieba.
              W każdym razie muszę obejrzeć niedługo jeszcze raz.
              • marajka Re: Do fanek/fanów Pottera. 18.07.11, 23:52
                Ja byłam już 2 razy;) Ginny przesadzona w epilogu, ale ona wygląda młodo i dziewczęco, jak z niej zrobić dojrzałą kobietę? Na pewno było ciężko. Ale Ron 19 lat później, z przedziałkiem i brzuszkiem... Piękne!
                • jota-40 Re: Do fanek/fanów Pottera. 19.07.11, 00:05
                  Będę bronić Snape'a własnom piersiom! Może nie tyle w filmie, jednak jako postać książkowa jest rewelacyjnie poprowadzony! Od nienawiści do podziwu, idealny podwójny agent; owszem - dziwak, ale jakże pociągający! Przecież właśnie siódma część nr 2 wszystko nam wyjaśnia, i to w bardzo ładnym skrócie: wszystko w jego życiu to miłość, co słońce porusza i gwiazdy. Ja też nie jestem szczególnie romantyczna, a jednak to mocna rzecz, w kontekście śmierci Lili... Ale cóż, nie jestem obiektywna, jako bezkrytyczna fanka Rickmana. Cieszyłam się po prostu każdą sceną z jego udziałem.
                  Zdecydowanie ostatnia część HP w dwóch odsłonach to najlepsza - moim zdaniem - z całego cyklu ekranizacji. Najmniej rażące zmiany w stosunku do książki, świetny nastrój, naprawdę porządny film.
                    • biljana Re: Do fanek/fanów Pottera. 19.07.11, 13:17
                      Ja także jestem wielką admiratorką Snape'a. Zarówno tego książkowego, jak i filmowego (dzięki Rickmanowi).
                      Z tym, że podobnie jak Nessie, "mój" wyobrażony Snape jest nieco inny niż kreowany przez Rickmana. Zdecydowanie mniej przystojny:) Bardziej odrażający i mniej władczy.
                      • marajka Re: Do fanek/fanów Pottera. 19.07.11, 16:15
                        O, o, to tak jak mój;) Mój nie ma głosu, który prawie doprowadza do orgazmu. Ale Rickman jest genialny, choć inny niż ten z mojej głowy. Może być ich dwóch, nigdy za wiele.

                        Ja ogólnie sentymentalna nie jestem, nigdy nie płaczę na filmach i przy czytaniu. Czasem się wzruszę, ale nie płaczę. Ale w HP zawsze za gardło ściskają mnie sceny z Harrym i jego matką, czy to jej głos słyszany w pobliżu dementorów, czy to jak spotkali się w lesie. Zawsze na te sceny czekam najbardziej, zboczenie czy jak? (dzięki temu w sumie poznałam the Black Velvet Gown i Daphne, bo chciałam zobaczyć, czy Somerville grywa coś oprócz czyichś umarłych rodzicielek). I Lupina mi zawsze szkoda, taki biedny, taki dobry, taki kochany. Scena w której jego ciało lezy koło ciała Tonks. Jakbym potrafiła się rozpłakać, to bym płakała.

                        Może za mało w filmie swiata magii, ale w książkach też świat magii poznajemy razem z Harrym. W dalszych tomach wszystko "powszednieje" i już tak nie dziwi i nie zachwyca.

                        Jeszcze drobne pytanie: Snape po śmierci Lily tulił jej ciało. A ciało Bellatrix się rozpadło na kawałeczki, ktoś ma pomysł dlaczego?
                        • jottka Re: Do fanek/fanów Pottera. 19.07.11, 17:27
                          ja offtopicznie, bo do pottera zachowuję dystans (czytałam, nie porwało) - ale w fantasy, baśniach czy tekstach mających coś wspólnego z magią śmierć oznacza sprowadzenie danej istoty do jej prawdziwego rdzenia, że tak mętnie ujmę (zabita wiedźma pada na ziemię jako pokurczone straszydło, mimo że przed chwilą była przepiękną wróżką). zachowane ciało lily świadczyłoby o tym, że była człowiekiem (możliwe, że przez wielkie ce:), a beatrix sie rozpada jako zło wcielone czy coś, jej nie można pochować, jak ludzkie prawa nakazują, bo się uprzednio "odczłowieczyła".
                    • paszczakowna1 Re: Do fanek/fanów Pottera. 19.07.11, 19:50
                      > Zarzuty, że stalker i zaburzona osobowość, to idiotyzm.

                      Och, jak śmiałam, oczywiście Snape/Rickmann jest taki sexy, i mhhhroczny, i w ogóle ach i och wspaniały.

                      Dobra odpowiedź?

                      Nie? To może wyjaśnij (używając argumentów), do jakich "absurdów" moja interpretacja postaci (śmiem twierdzić, raczej bliższa intencji autorki* niż Mroczny Rycerz Snape) prowadzi i dlaczego to "idiotyzm". Do konwencji książki (która bynajmniej nie posługuje się papierowymi archetypami) IMHO pasuje jak najbardziej zaburzony-stalker-przyczyniający się-do-obalenia-Voldemorta.

                      A jeśli tu ma być tylko fapanie nad rozlicznymi urokami Snape'a w wydaniu Rickmanna (nie kwestionuję bynajmniej uroków), to przepraszam (szczerze), że się wcinam...

                      * Która popularnością Snape'a była, o ile mi wiadomo, raczej niemile zaskoczona.
                      • jottka Re: Do fanek/fanów Pottera. 19.07.11, 20:48
                        ja sie znowu nie znam, ale ty, paszczakówna, popełniasz chyba podstawowy błąd, przykładając trzeźwe kryteria do romansu płaszcza i szpady:) w tej konwencji tajemniczy don pedro zawsze odkupi swoje winy, w ostatniej chwili zasłaniając wyrodną piersią dzielnego szeryfa, to jest smoka wawelskiego, rzec chciałam.

                        wiadomo, że szuja przeżyć nie może, wiadomo, że nasz superman musi z kolei załatwić wszystkich obrzydliwców, a można zgrabnie połączyć zejście szui z jej odkupieniem w oczach tych co bardziej porwanych fabułą czytelników. w sumie to przy takim zapętleniu frustracyjno-depresyjnym, że tak to sobie nazwę, snape dawno powinien samobójstwo popełnić, w miarę możności zapewne rozszerzone:)
                        • andrzej585858 Re: Do fanek/fanów Pottera. 19.07.11, 21:29
                          Chyba będę musiał w koncu przeczytać cały cykl. Przyznaję się uczciwie że po przeczytaniu bodajże 100 stron pierwszego tomu coś mnie odrzuciło i przestałem czytać.
                          Nie mam w tym żadnych podtekstów ideologicznych po prostu nudziło mnie to niesłychanie, akurat w przeciwienstwie do książek MM - nawet tych ktore określa się jako Neojezycjadę.
                          A ekranizacji żadnej nie bylem w stanie obejrzec do końca bo po prostu usypiałem.
                          Ciekawe - kwestia wieku czy co?
                          • verdana Re: Do fanek/fanów Pottera. 19.07.11, 21:46
                            Chyba nie.
                            Bo ja jestem w Twoim wieku i nie ośmielę się przyznać, ile razy czytałam cały cykl. Za filmami nie przepadam, ale trochę dlatego, ze nie są wierne książce.
                            100 stron pierwszego tomu to powieść dla dzieci. Dalej to powieść o totalitaryźmie, rasizmie i o tym, że nie ma ludzi po prostu dobrych ani po prostu zlych.
                            • marajka Re: Do fanek/fanów Pottera. 19.07.11, 22:31
                              > 100 stron pierwszego tomu to powieść dla dzieci. Dalej to powieść o totalitaryź
                              > mie, rasizmie i o tym, że nie ma ludzi po prostu dobrych ani po prostu zlych.

                              Piękne podsumowanie.

                              Nie zrażaj się Andrzeju, byle do 4-5 tomu.
                              • slotna Re: Do fanek/fanów Pottera. 19.07.11, 22:35
                                Niekoniecznie. Przeczytalam trzy pierwsze i piaty (bo ten juz mial byc naprawde dobry i powazny). Łeee. Nic mi sie nie podobalo, ani fabula, ani jezyk (fakt, ze czytalam tlumaczenie), ani pomysl. Oczywiscie mam plan kiedys podejsc jeszcze raz, ale nie na sile.
                                • nessie-jp Re: Do fanek/fanów Pottera. 20.07.11, 17:11
                                  slotna napisała:

                                  > Niekoniecznie. Przeczytalam trzy pierwsze i piaty (bo ten juz mial byc naprawde
                                  > dobry i powazny). Łeee. Nic mi sie nie podobalo, ani fabula, ani jezyk (fakt,
                                  > ze czytalam tlumaczenie), ani pomysl. Oczywiscie mam plan kiedys podejsc jeszcz
                                  > e raz, ale nie na sile.

                                  Piąty tom jest słaby.

                                  Pierwsze trzy tomy to rzeczywiście piękna bajka. Autorka poświęca ten czas na budowanie cudownego, ciepłego świata, który potem zburzy. Świata w opozycji do realizmu Dursleyów, niekochanego, osamotnionego, "dziwnego" chłopca.

                                  Tom czwarty jest przełomowy
                                • paszczakowna1 Re: Do fanek/fanów Pottera. 21.07.11, 10:30
                                  Mnie tez sie zasadniczo nie podoba. (W oryginale czytalam jeden tom, i tez mi sie nie podobal.) Ale uwazam, ze zdecydowanie cos w tym jest. Chociazby bardzo nosna konstrukcja swiata, w fandomie HP sa swietne fanfiki (co poniektore IMHO lepsze od oryginalu).
                          • ginny22 Re: Do fanek/fanów Pottera. 20.07.11, 20:37
                            Kwestia wieku raczej nie, moja mama i jej siostra HP czytały, oglądały i kochają. Nie każdemu jednak musi się to podobać. Ja np. nie przeczytałam Narnii - nudziła mnie potwornie (a robiłam dwa podejścia: jako ośmiolatka i jako dwudziestokilkulatka).
      • aadrianka Re: Do fanek/fanów Pottera. 21.07.11, 10:45
        Pierwsza czesc byla moim zdaniem zdecydowanie lepsza. Ta mnie rozczarowala:(
        Koncertowo schrzaniono finalowy pojedynek Harry'ego z Voldemortem. Scena kulminacyjna filmu i calego cyklu obyla sie jakos tak szast-prast, prawie ukradkiem. Nie mozna bylo tych paru minut poswieconych na wysadzanie mostu (po co ta scena???) przesunac na ten wlasnie moment?
        Ogolnie, napiecie powinno rosnac i rosnac, a tymczasem wlasciwie nic sie nie dzialo. Ot, uciekli na smoku i bronili zamku.
        Nie do konca usatysfakcjonowal mnie watek milosci Snape'a do Lily. Wyjasnial, dlaczego Snape chronil Harry'ego, ale nie tlumaczyl, dlaczego go tak nienawidzil.
        Troche mi teraz zal, ze to juz po wszystkim:(
        • biljana Re: Do fanek/fanów Pottera. 21.07.11, 13:25
          aadrianka napisała:

          > Nie do konca usatysfakcjonowal mnie watek milosci Snape'a do Lily. Wyjasnial, d
          > laczego Snape chronil Harry'ego, ale nie tlumaczyl, dlaczego go tak nienawidzil

          to było już wyjasnione w poprzednich tomach/filmach. Snape nienawidził tej cząstki Harrego, która przypominała Snapowi Jamesa, ojca Harrego, do którego ten był tak podobny, a z którym Snape tak bardzo we wszystkim - w swoim mniemaniu - przegrał. harry był żywym dowodem życiowej porażki Snape'a, a jednocześnie synem jedynej kobiety, jaką Snape kiedykolwiek kochał.
        • marajka Re: Do fanek/fanów Pottera. 21.07.11, 13:41
          > Koncertowo schrzaniono finalowy pojedynek Harry'ego z Voldemortem. Scena kulmin
          > acyjna filmu i calego cyklu obyla sie jakos tak szast-prast, prawie ukradkiem.

          A mnie się to właśnie podobało. Co prawda nie było "widowni", ale w książce zdaje się też szybko im poszło.

          > Nie mozna bylo tych paru minut poswieconych na wysadzanie mostu (po co ta scena
          > ???) przesunac na ten wlasnie moment?

          Zabawny był;)

          > Ogolnie, napiecie powinno rosnac i rosnac, a tymczasem wlasciwie nic sie nie dz
          > ialo. Ot, uciekli na smoku i bronili zamku.

          Ja caly film gryzłam pazury, choć wiedziałam jak się skończy. Jak nic się nie działo? Nic się nie działo w 5 części, powalczyli w Ministerstwie i tyle. A tu działo się właśnie cały czas.

          > Nie do konca usatysfakcjonowal mnie watek milosci Snape'a do Lily. Wyjasnial, d
          > laczego Snape chronil Harry'ego, ale nie tlumaczyl, dlaczego go tak nienawidzil
          > .

          Nie czytałaś książek? Przecież Snape nienawidził Jamesa. Chronił syna Lily, nienawidził syna Jamesa.
          • aadrianka Re: Do fanek/fanów Pottera. 21.07.11, 14:55
            A mnie się to właśnie podobało. Co prawda nie było "widowni", ale w książce zda
            > je się też szybko im poszło.

            No, niezupelnie szybko. Dialog przed pojedynkiem byl dosc dlugi:)

            > Nie czytałaś książek? Przecież Snape nienawidził Jamesa. Chronił syna Lily, nie
            > nawidził syna Jamesa.

            Czytalam (i to w 3 jezykach:P). Ale komentujemy film, nie ksiazke:) Mozliwe ze wczesniejsze filmy bardziej przyczyny tej nienawisci eksponowaly, moge nie pamietac.

            Pierwsza czesc "Deathly Hallows" bardzo mi zaostrzyla apetyt. Druga go nie zaspokoila, niestety.
        • verdana Re: Do fanek/fanów Pottera. 21.07.11, 22:21
          Pójdź w me ramiona!
          Schrzaniona idiotycznie. Nie tylko brak zasadniczego zdania, gdzie Harry zwraca sie do Voldemorta "Tonie Riddle" (można było dac zamiast dretwej mowy Nevilla), ale nieprawdopodobna. Zabicie Voldemorta bez świadków? rozsypał się w proch? To już bylo, nikt w to by nie uwierzył.
          Zupełnie jakby realizatorzy mieli nadzieję na ciąg dalszy:(
    • mary_ann Ha! Wreszcie byłam! 28.07.11, 13:28
      ... i mogłam bezpiecznie przeczytać wątek:-)

      Podobało mi się! I chociaż nigdy (NIGDY!) nie wzruszam się na filmach, to oczęta zaszły mi mgłą przy scenie z kamieniem wskrzeszenia i bliskimi Harry'ego. Wzruszający (a, zaiste, nie ruszają mnie bobasy) był nawet mały Harry w retrospekcji z Lilly.

      Wspaniała była scena w "dworcowych zaświatach" - może dzięki temu, że idealnie wierna książce. Cudownie wygrany subtelny humor - doskonały kontrapunkt do patosu chwilę wcześniej. Majstersztyk. Genialny Dumbledore.

      Świetny Snape (jak zawsze).

      Bardzo podobał mi się goblin (ta oszczędna gestykulacja, kiedy waży każde słowo - świetnie, oszczędnie nakreślona postać) - perfekcyjna aż po mankiety koszuli:-)

      Świetnie postarzony Ron w epilogu (za to Hermiona - zupełnie nieskutecznie)

      Rozczarowała mnie trochę scena pojedynku z Voldemortem - zgadzam się, że coś nie tak, za łatwo, za szybko, nie umiem sprecyzować, nie o brak efektów specjalnych idzie, bo tych nienawidzę (tradycyjnie w scenach batalistycznych miałam przesyt).

      Mowa Neville'a wypadła jakoś drętwo i patetycznie.

      Z drobiazgów - duch Heleny Ravenclaw wyglądał jak cukrowa księżniczka z Disneya, ble.


      Jeśli chodzi o książki - ja nie byłam oczarowana pierwszym tomem, rozkręciłam się potem (zatem - Andrzeju - nie zrażaj się!). Wyjątkowo lubię "Więźnia Azkabanu", nie przepadam natomiast za "Czarą ognia". Ktoś słusznie napisał, że w kolejnych tomach robi się coraz mroczniej; warto jednak wytrwać dla finału. Nawet w mroczności bywa zresztą wesoło, cenie sobie np. wielce "Zakon Feniksa" - kręci mnie ta wojna podjazdowa z Umbridge i proroctwa Trelawney:-)
Inne wątki na temat:

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka