Dodaj do ulubionych

Konwencja stambulska - ideologiczna definicja płci

23.04.12, 11:23
Zaniepokojenie ratyfikacją konwencji wymierzonej w sprawców przemocy wobec kobiet wyrazili przedstawiciele polskiego Episkopatu. Nowe przepisy wprowadzają surowe kary za seksistowskie zachowania, ale także ingerują w definicję płci.


Rozszerzanie dyspozycji przepisów kodeksu karnego na kolejne grupy "wykluczonych" lub prześladowanych tworzy sztucznie pewien rodzaj przestępstwa - oponowały środowiska konserwatywne w związku z kolejnymi inicjatywami antydyskryminacyjnymi Rady Europy. W ratyfikowanej obecnie Konwencji przeciwko przemocy wobec kobiet kontrowersje budzi zmiana definicji płci. Za właściwą treść płci będzie odpowiadać tzw. gender - społeczne i kulturowe jej postrzeganie. - To wielki tryumf ideologii, która nie ma wiele wspólnego z nauką - uważa episkopat.



Kościół apeluje



W jednym tygodniu Kościół wystosował kilka zdecydowanych apeli o utrzymanie płciowego status quo. Benedykt XVI w przemówieniu do amerykańskich biskupów bronił instytucji małżeństwa przed społeczną niesprawiedliwością, która generuje ogromne koszta ludzkie i ekonomiczne. - Istnieją prądy polityczne i kulturowe, dążące do zmiany prawnej definicji małżeństwa - mówił papież. "Sumienny wysiłek Kościoła, by oprzeć się temu naciskowi, wymaga racjonalnej obrony małżeństwa" - wzywał. "Jest ono instytucją naturalną, polegającą na specyficznej wspólnocie osób, ze swej istoty opartej na wzajemnym uzupełnianiu się płci i skierowanej na prokreację. Różnic płciowych nie można lekceważyć jako nieistotnych dla definicji małżeństwa. Obrona instytucji małżeństwa jako rzeczywistości społecznej jest ostatecznie kwestią sprawiedliwości, gdyż pociąga za sobą ochronę dobra całej wspólnoty ludzkiej, jak też praw rodziców i dzieci".

Kilka dni wcześniej na forum oenzetowskiej Rady Praw Człowieka przedstawiciel Watykanu Abp Silvano Tomasi odmówił posługiwania się terminem tożsamość genderowa, gdyż - jak zaznaczył - jest to pojęcie niejasne i niezdefiniowane w prawie międzynarodowym. W zamian mówił o osobach, które czują się odmienne pod względem seksualnym. - Wprowadzanie na forum ONZ sformułowań "orientacja seksualna" czy "gender" powoduje jedynie zamieszanie - stwierdził Tomasi .

Jakkolwiek Kościół sprzeciwia się aktom przemocy względem homoseksualistów to nie uważa za właściwe uprzywilejowywanie jednej kategorii ofiar, którą są geje i lesbijki – tłumaczył przedstawiciel Stolicy Apostolskiej. W jego przekonaniu w prawie międzynarodowym istnieją już wystarczające zabezpieczenia, chroniące homoseksualistów przed naruszaniem ich godności. Duchowny przekonywał: "We współczesnym świecie istnieje bardzo wiele przypadków łamania praw człowieka, niekiedy bardzo brutalnych, ze względu na rasę, płeć, język, religię, przekonania polityczne, społeczne pochodzenie czy majętność. Wszystko to zasługuje na potępienie i powinno być zwalczane przez państwo".

Abp Tomasi zaznaczył , że na forum ONZ pod pozorem ochrony praw osób homoseksualnych usiłuje się im nadać szczególne przywileje. Świadczy o tym już sam raport Wysokiego Komisarza Praw Człowieka, który apeluje o zrównanie w prawach małżeństw i par jednopłciowych - uważa. Zapomina się tym samym, że przywileje, jakimi cieszą się małżeństwa i rodziny, wynikają z ich szczególnego wkładu w życie społeczeństwa. Obdarzanie tymi samymi uprawnieniami innych podmiotów społecznych jeszcze bardziej osłabia rodziny - powiedział na forum oenzetowskiej Rady Praw Człowieka stały obserwator Stolicy Apostolskiej.

Na sprawę płci zwrócił uwagę polski episkopat w kontekście prawa zwalczającego przemoc. Zespół Ekspertów ds. Bioetycznych KEP (Komisja Episkopatu Polski) pod przewodnictwem abp. Henryka Hosera podkreśla, że nowe prawo Rady Europy przez "płeć" rozumie społecznie skonstruowane role, zachowania, działania i cechy, które dane społeczeństwo uznaje za właściwe dla kobiet i mężczyzn. Tą samą definicją posługiwano się w 1995 roku w Pekinie - zaznaczają prawnicy kościelni. Środowiska feministyczne przekonywały wtedy, że pozbawienie człowieka płci biologicznej doprowadzi do pełnego zrównania mężczyzn i kobiet.



Drugie ACTA



Przedstawicieli episkopatu niepokoi, że ratyfikacja tego dokumentu nie pozwala na przyjęcie do niego żadnych poprawek, czy zastrzeżeń. - Istnieje w tym momencie pewne niebezpieczeństwo, które może być porównywalne do nieświadomości towarzyszącej przyjęciu przez nasz kraj ACTA, ponieważ dopiero z czasem zaczęło się okazywać co tak naprawdę jest zawarte w tym akcie prawnym - ostrzega kanonista, ks. Longchamps de Bérier.

Konwencja może wejść w konflikt z polskim ustawodawstwem - alarmują członkowie komisji Hosera. - Przyjęcie definicji społecznej zamiast istniejącej obecnie biologicznej może zrodzić problemy konstytucyjne. Przedstawiciele episkopatu przypominają, że art. 18 Konstytucji RP mówi o małżeństwie jako o związku mężczyzny i kobiety i w związku z tym może dojść do próby rozmontowywania małżeństwa na drodze przedefiniowania tego kto jest mężczyzną, a kto jest kobietą nie jak dotychczas miało miejsce na podstawie biologii, ale biorąc pod uwagę pełnione funkcje społeczne, czy samego postrzegania tych funkcji.

W konsekwencji wszelkie kombinacje ludzi, którzy będą chcieli nazwać się rodziną będą dopuszczalne - obawia się Kościół. Stanowisko Komisji zostało powtórzone podczas Obrady Konferencji Episkopatu Polski dnia 13 marca. Abp. Hoser znowu przestrzegał przed niebezpieczeństwem podejmowania prób przedefiniowania płci poprzez przyjęcie definicji społecznej zamiast istniejącej obecnie definicji biologicznej. Definicja kulturowa nie jest definicją właściwą i jest nieprawdziwa - protestował.

Pytany o kwestie związków partnerskich duchowny nawrócił do problemu wyraźnego zdefiniowania różnicy płciowej, integralnej jeśli chodzi o sferę psychiczną i somatyczną. "Ciało mężczyzny i kobiety determinuje również zdolność do małżeństwa. Osoby homoseksualne do małżeństwa są po prostu niezdolne. One są zdolne do zamieszkania razem, ale nie mogą odpowiadać definicji małżeństwa".


Przeciw przemocy



Umowa nakłada obowiązek penalizacji szeroko interpretowanej "przemocy niewerbalnej o podtekście seksualnym": szowinistyczne komentarze i lubieżne gwizdy pod adresem kobiet będą kryminalizowane. Generalnie Konwencja penalizuje wszystkie formy przemocy, w tym psychiczną, taką jak np. stalking (nękanie i osaczanie ofiary).

Rozwiązania przyjęte w Stambule dają lepszy dostęp do środków ochrony prawnej, w szczególności policji i sądów. Konwencja wymusza częstsze orzekanie o zakazie zbliżania się sprawcy przemocy do ofiary, zobowiązuje do ścigania przestępców seksualnych nawet wtedy, gdy zbrodni dopuścili się w innym kraju, ułatwia unieważnienie małżeństw, do których kobiety zostały zmuszone i przyznaje im finansową rekompensatę, jeśli padły ofiarą przemocy w domu.

Konwencja przewiduje - bez wyjątków religijnych i kulturowych - zwiększenie kar za przymuszanie kobiet do przeprowadzenia aborcji, sterylizacji lub poddania się obrzezaniu.

Po reformie prawa antyprzemocowego w Szkocji liczba oskarżanych o stalking zwiększyła się z siedmiu do 400.



Konwencja w Polsce



Na przyśpieszenie ratyfikacji naciska marszałek Nowicka. Do Ministerstwa Spraw Zagranicznych wpłynęła druga interpelacja podpisana przez panią marszałek. Problem przemocy wobec kobiet jest w Polsce zjawiskiem, o którym wciąż nie mówi się dostatecznie dużo a mimo to podpis Polski nie znalazł się obok 17 krajów, które ratyfikowały już konwencję - pisze Wanda Nowicka ubolewając, że polskie kampanie są neutralne płciowo. "Neutralność w zdefiniowaniu płci stanowi niebezpieczne zjawisko, prowadzące do marginalizacji problemu" - uważa.

Żródło: www.kosciol.pl/article.php?story=20120314203945489
Obserwuj wątek
    • andrzej585858 Re: Konwencja stambulska - ideologiczna definicja 23.04.12, 11:52
      "Żadna ideologia nie może pozbawić ludzkiego ducha pewności, że *małżeństwo istnieje tylko między dwiema osobami różnej płci*,

      "Szacunek dla osób homoseksualnych nie może prowadzić do aprobowania zachowania homoseksualnego albo do zalegalizowania związków homoseksualnych "

      Takie jest zdanie Kościoła i z tego też powodu nie można aprobować żadnych prób zmierzających do zmiany tego stanu rzeczy. Prawodawstwo świeckie jest tylko norma prawną a nie moralną.
      • andrzej585858 Re: Konwencja stambulska - ideologiczna definicja 23.04.12, 16:02
        Zdanie które dzisiaj mną wstrząsnęło:

        "odróżnienie czynów moralnych od niemoralnych to bezsensowny zabobon". -

        Nie ma uniwersalnych zasad, nie ma dobra ani zła z definicji, kazdy czym moralnie naganny można uzasadnić. Uzasadnić aborcję, ba - uzasadnic zabijanie noworodków - bo dobro i zło to bezsensowny zabobon Małżeństwo może istnieć tam gdzie nigdy nie bedzie nowego życia - bo ja tak uważam.

        Moralny zombie -

        "Filozof uważa, że sprawa matki Madzi to kolejny przypadek, udokumentowany już, istnienia takich ludzi - moralnych zombi. Podaje tu przykład z Wielkiej Brytanii, gdzie kilkunastoletni chłopiec zabił swoją babcię, bo ta nie chciała mu dać pieniędzy. Przypadek został dobrze opisany i okazało się, że dla chłopca "odróżnienie czynów moralnych od niemoralnych to bezsensowny zabobon". - Patrząc na nich, myślimy: czy po raz pierwszy w życiu stanąłem oko w oko z moralnym zombi, który złapie za gardło, puknie moją głową o ścianę - i koniec? A im bardziej społeczeństwo, w którym żyjemy, staje się agresywne, dzikie, nieprzewidywalne, tym częściej mamy takie lękomyśli. I to we współczesnym świecie niezwykle się nasiliło"

        Akceptuje się agresję, na razie słowną, deprecjonuje zasady moralne, jezeli ktos protestuje - jest wyśmiewany. Ale trzeba to robić, nawet nieudolnie.

        wiadomosci.onet.pl/sprawa-madzi,5112137,temat.html
        • andrzej585858 Re: Konwencja stambulska - ideologiczna definicja 27.04.12, 22:23
          Okazuje się że także kobiety nie zgadzają sie na ratyfikacje powyższej konwencji. "Sygnatariuszki zwracają uwagę, że zaproponowane w dokumencie środki godzi w kulturę, tradycję i religię, antagonizuje płcie i zamiast łagodzić może generować i wzmagać postawy agresji"
          Ciekawe - dlaczego tylko nieliczne ale za to bardzo krzykliwe i agresywne organizacje feministyczne uwazaja się za jedyne które mają prawo występować w imieniu kobiet? Chociaz odpowiedx będzie jasna - te które podpisaly się pod powyższym apelem sa otumanione przez Kosciół, ślepo wierza w jakieś autorytety -

          ekai.pl/wydarzenia/temat_dnia/x54056/apel-polskich-kobiet/
            • andrzej585858 Re: Konwencja stambulska - ideologiczna definicja 27.04.12, 23:47
              dakota77 napisała:

              > Ciekawe, czemu te sygnatariuszki reprezentuja wylacznie prawicowe organizacje.
              > I czemu uwazaja, ze to taka Ok rzecz, zeby facet mogl tluc kobiete, no bo w kon
              > cu on jets panem i wladca, a ona tylko jego kobieta...

              Mogę sie dowiedzieć skąd taki wniosek? Mam na mysli oczywiście fakt, jakoby wyrazona zostala zgoda na to aby facet mogł tłuc kobietę? -
              Sprzeciw jest wyrażony wobec tego typu argumentom:

              " Nasz najwyższy niepokój budzi cała filozofia dokumentu, u podłoża którego legło założenie, że przemoc wobec kobiet jest systemowa, a jej źródłem są religia, tradycja i kultura."

              Nikt, a juz na pewno żadna kobieta , nie akceptuje przemocy, - tak więc sprowadzanie watpliwości wobec powyższego dokumentu do argumentacji typu - kto wyraza watpliwości , akceptuje przemoc jest naduzyciem, typowym zresztą dla organizacji feministycznych
                • andrzej585858 Re: Konwencja - dyktat agresywnego feminizmu 20.06.12, 20:34
                  W końcu dowiedziałem się dlaczego piłka nożna jest złem które nalezy wyeliminować:

                  "Obecna na konferencji szefowa Centrum Praw Kobiet Urszula Nowakowska przytaczała badania z Wielkiej Brytanii i USA, które - jak mówiła - pokazują bezpośredni związek między rozgrywkami piłki nożnej, a wzrostem przemocy wobec kobiet. Według niej, podczas imprez sportowych "wzrastają emocje u kibiców i może to przekładać się również na wzrost przemocy wobec kobiet"

                  Tak więc mamy jasność, naszym strzelili bramkę? to co rbi porządny facet? - tłucze swoją kobietę!! Kuriozalne - ale przeciez poparte "naukowymi" dowodami przeciez.
                  Ja tylko niesmiało zapytam się - a to coś takiego jako kodeks karny nie istnieje? Czy nie wyatarczy po prostu z niego korzystać? Mialem do tej pory wrażenie że nietykalnośc cielesna jest prawnie chroniona, a także stosowne przepisy dotyczące przemocy domowej też istnieją. Po co więc nastepny dokument?
                  Ano jest potrzebny, bo tak naprawdę kwestia przemocy jest tylko zasłoną , za pomoca ktorej tylnymi drzwiami chce się wprowadzić zmiany w naszym prawodawstwie. Bardzo wygodne - przecież zgłaszanie uwag odnosnie tekstu tej konwencji z automatu rodzi oburzenie. Ci, co protestują nie chca przeciwdziałac przemocy domowej - zgroza!
                  A wystarczy banalne zgłoszenie na policję - ale jak widac potrzebna jest zmiana definicji płci i rodziny aby móc skutecznie przeciwdziałac przemocy domowej. Absurd godny Nobla.

                  wiadomosci.onet.pl/kraj/ruch-kobiet-do-premiera-ratyfikujmy-konwencje-dot-,1,5166402,wiadomosc.html
                  • andrzej585858 Re: Konwencja - dyktat agresywnego feminizmu 13.07.12, 09:24
                    Bardzo dobra analiza tekstu sławnej już konwencji:

                    ekai.pl/analiza/x56500/konwencja-ws-przemocy-stanowi-zagrozenie-dla-instytucji-rodziny/
                    Ponieważ po pewnym czasie linki przestają byc aktywne , wklejam cały tekst:

                    Konwencja Rady Europy ws. zapobiegania i zwalczania przemocy wobec kobiet i przemocy domowej narusza ważną w naszej kulturze zasadę równości wobec prawa - uważa Antoni Szymański, socjolog.

                    Jego zdaniem, w imię ideologicznej walki z niejasno definiowaną dyskryminacją, Konwencja pozwala faktycznie dyskryminować i naruszać powszechnie uznane zasady prawa. Przyjęcie tego dokumentu wiąże się też ze znacznymi obciążeniami dla budżetu państwa, wyliczanymi przez Ministra Finansów na ok. 160 mln zł.

                    Przyjmowanie tej Konwencji jest zbędne z punktu widzenia przeciwdziałania przemocy wobec kobiet i przemocy domowej, bowiem polskie prawodawstwo ma dostateczne narzędzia żeby ją zwalczać - podkreśla Szymański, członek Zespołu ds. Rodziny Komisji Wspólnej Rządu i Episkopatu Polski.

                    Publikujemy treść jego analizy:

                    Nieoczekiwana zapowiedź Pana Premiera o zamiarze podpisania Konwencji Rady Europy z 11 maja 2011 r. w sprawie zapobiegania i zwalczania przemocy wobec kobiet i przemocy domowej wymaga bliższego jej rozpoznania. Dotąd podpisała ją mniejszość państw Europy, a ratyfikował tylko jeden - Turcja. Nie podpisały jej nawet tak liberalne kraje jak Belgia czy Holandia. Przeciw jej podpisaniu zdecydowanie wypowiada się Minister Sprawiedliwości, który stwierdza, że stoi na straży Konstytucji RP, a ta każe chronić małżeństwo i rodzinę. Konwencja natomiast w te podstawowe wspólnoty uderza.

                    Konwencja pod społecznie akceptowanym hasłem przeciwdziałania przemocy zawiera szereg rozwiązań, które nie realizują deklarowanego celu, a nawet są z nim sprzeczne. Znaczny wpływ na jej ostateczny kształt miały organizacje feministyczne, dlatego powstał dokument nastawiony na walkę z tradycją i wspólnotami szczególnie chronionymi Konstytucją Rzeczypospolitej Polskiej - małżeństwem i rodziną. Dlatego tak mocno za jej przyjęciem lobbuje feministyczny Kongres Kobiet Polskich. Konwencja zobowiązuje do wykorzenienia tzw. stereotypowych ról kobiety i mężczyzny i może być wykorzystana do walki z macierzyństwem i ojcostwem.

                    Podstawowe zastrzeżenia budzi w niej definicja płci (art.3), która całkowicie zmienia przyjętą w prawie rzymskim i utrwaloną w europejskiej tradycji prawnej definicję. Jest ona podstawową dla całego prawa rodzinnego i osobowego. Przyjmuje feministyczną definicję, że „płeć oznacza społecznie skonstruowane role i zachowania”, która odrzuca rozumienie płci w wymiarze biologicznym. Abstrahowanie w tej kwestii od biologii i znaczenia płci dla gatunku ludzkiego jest poważnym zagrożeniem cywilizacyjnym. Tak zmieniona definicja płci zagraża więziom rodzinnym i małżeńskim chronionym wprost przez art. 18 Konstytucji Rzeczypospolitej Polskiej, ponieważ nakazuje uznawać dowolnie określone role i zachowania za wyznacznik płci. Konsekwencją może być wymuszanie instytucjonalizacji tzw. nowych form rodzinnych, w tym związków osób tej samej płci.

                    Konwencja wprowadza obowiązek walki z tradycją i dorobkiem cywilizacyjnym (art. 12.1). Tymczasem zagrożeniem jest zerwanie z tymi korzeniami i utrwalonymi pozytywnymi wzorcami kulturowymi.

                    Konwencja nakłada na państwo obowiązek edukacji i promowania m.in. w zakresie „niestereotypowych ról płci” (art. 14), czyli m.in. homoseksualizmu, czy transseksualizmu. Nie waha się także naruszyć ważną w naszej kulturze zasadę równości wobec prawa (art 4.4). W imię ideologicznej walki z niejasno definiowaną dyskryminacją, pozwala faktycznie dyskryminować i naruszać powszechnie uznane zasady prawa.

                    Oprócz wymienionych zagrożeń trzeba pamiętać, że przyjęcie tego dokumentu wiąże się ze znacznymi obciążeniami dla budżetu państwa (art. 10) wyliczanymi przez Ministra Finansów na ok.160 ml. złotych. W dobie powszechnych oszczędności, nie może być to bagatelizowane.

                    Konwencja wprowadza też instytucję na szczeblu międzynarodowym, która będzie stała na straży jej przestrzegania. Podpisując ją, zrzeklibyśmy się znaczącej części naszej suwerenności. Warto przypomnieć, że Polska wraz z wejściem w struktury Unii Europejskiej przyjęła deklarację, że poza obszarem ingerencji UE pozostaną sprawy związane z moralnością i rodziną. Przyjęcie Konwencji zniweczyłoby ten zakres suwerenności.

                    Przyjmowanie tej Konwencji jest zbędne z punktu widzenia przeciwdziałania przemocy wobec kobiet i przemocy domowej, bowiem polskie prawodawstwo ma dostateczne narzędzia żeby ją zwalczać. Niedawno w tym celu głęboko znowelizowano ustawę o przeciwdziałaniu przemocy w rodzinie. W każdej gminie powołano zespoły interdyscyplinarne i zespoły robocze rozwiązujące ten problem. Mamy w tej mierze programy gminne, wojewódzkie i państwowy, nastąpiły zmiany w prawie karnym, powołano nowe instytucje. Nie ma zatem potrzeby by tworzyć nowe, kosztowne byty, poważać znaczenie rodziny i naruszać naszą suwerenność.
                    • andrzej585858 Re: Konwencja - dyktat agresywnego feminizmu 12.09.12, 12:43
                      Niestety, rząd uległ politycznej poprawności i chęci zdobycia punktów w Brukseli i zadeklarowal podpisanie konwencji w takim kształcie jakim jest.
                      Przy tej okazji dowiedzialem się kilku kuriozalnych rzeczy. Oto:

                      "To niezbędny pierwszy krok w walce o prawa kobiet w Polsce." - tak twierdzi jedna z "gwiazd" druzyny Palikota p.Nowicka. Jednym slowem do tej pory kobiety nie miały żadnych praw, nie miały ochrony prawnej przed przemocą - jednym słowem, dno.

                      W ogóle informacje zawarte w wypowiedzi p. Nowickiej są niesłychanie ciekawe. Tak jakbysmy do tej pory zyli w państwie bezprawia. A problem polega na tym, że przepisy istnieją, istnieje tylko problem ich egzekwowania. i do tego powyższa konwencja wcale nie była potrzebna. Kamufluje się ideologiczny charakter stwarzając atmosferę - kto przeciw konwencji ten za stosowaniem przemocy.

                      Taka jest logika srodowisk gejowsko-feministycznych. I może tylko dziwić bierność społeczna.

                      wiadomosci.onet.pl/tylko-w-onecie/polska-ratyfikuje-kontrowersyjna-konwencje-to-pora,1,5244300,wiadomosc.html
                        • andrzej585858 Re: Konwencja - dyktat agresywnego feminizmu 18.12.12, 15:47
                          Warto zapoznać się z rzeczowym i merytorycznym stanowiskiem KEP wobec treści wspomnianego dokumentu, zamiast papki nieustannie podawanej przez GW.


                          Prezydium Konferencji Episkopatu Polski z niepokojem przyjęło zapowiedź Premiera, że Rząd RP bez zastrzeżeń podpisze proponowaną przez Radę Europy Konwencję w sprawie zapobiegania i zwalczania przemocy wobec kobiet i przemocy domowej. Pozostaje to w sprzeczności z wcześniejszą zapowiedzią Premiera, że potrzebna jest debata publiczna nad Konwencją i skutkami jej podpisania oraz ratyfikacji.

                          Nasz niepokój wzbudza fakt, że wbrew wcześniejszej obietnicy, sprawa podpisania Konwencji wydaje się przesądzona, zaś jedyne środowisko, z którym spotkał się Premier to Kongres Kobiet, który nie reprezentuje stanowiska wszystkich środowisk w kraju. Pragniemy przypomnieć, że środowiska prorodzinne, kobiece oraz obrońców życia apelowały o niepodpisywanie Konwencji, a zatem zostały więc wysłuchane jedynie kobiety o poglądach lewicowych.

                          Należy podkreślić, że Konwencja, choć poświęcona jest istotnemu problemowi przemocy wobec kobiet, zbudowana jest na ideologicznych i niezgodnych z prawdą założeniach, których w żaden sposób nie można zaakceptować. Wskazuje ona, że przemoc wobec kobiet jest systemowa, zaś jej źródłem są religia, tradycja i kultura. Art. 12 zobowiązuje sygnatariuszy do walki z dorobkiem cywilizacyjnym, traktowanym jako zagrożenie i źródło przemocy. Wprowadza definicję płci jako „społecznie skonstruowane role, zachowania i cechy, które dane społeczeństwo uznaje za właściwe dla kobiet i mężczyzn” (art. 3), przy czym całkowicie pomija naturalne biologiczne różnice pomiędzy kobietą i mężczyzną i zakłada, że płeć można wybierać.

                          Szczególny niepokój wzbudza nałożenie na sygnatariuszy obowiązku edukacji (art. 14) i promowania m.in. "niestereotypowych ról płci", a więc homoseksualizmu i transseksualizmu. Łączenie słusznej zasady przeciwdziałania przemocy z próbą niebezpiecznej ingerencji w system wychowawczy i wyznawane przez miliony rodziców w Polsce wartości, jest bardzo niepokojącym sygnałem.

                          Prezydium KEP pragnie przypomnieć, że Kościół katolicki od szeregu lat prowadzi dziesiątki placówek w całym kraju, które pomagają ofiarom przemocy w rodzinie. Rząd, chcąc zminimalizować ponure zjawisko przemocy wobec kobiet, powinien skupić się m.in. na doinwestowaniu istniejących już inicjatyw oraz powołać nowe, skoncentrować wysiłek zmierzający do tworzenia miejsc pracy dla kobiet – ofiar przemocy, udostępniając im mieszkania socjalne i dokonać skuteczne uregulowania prawne, gdy wskutek agresywnych działań muszą uciekać z mieszkań, będących wspólną własnością małżonków.

                          Prezydium KEP przypomina także, że polskie prawodawstwo ma dostateczne narzędzia do zwalczania zjawiska przemocy, także agresji wobec kobiet. Uważamy, że Rząd powinien wzmacniać pozycję rodzin, poprawiać poziom opieki zdrowotnej kobiet i dziewcząt, wspierać edukację zawodową kobiet, realizować programy wychowawcze, oparte na wzajemnym szacunku i współdziałaniu obydwu płci, w tym przygotowania do życia w rodzinie.

                          Podjęcie takich środków, a nie podpisywanie kontrowersyjnej Konwencji, może rzeczywiście zapobiec i jednocześnie pomóc w zwalczaniu wszelkiej przemocy, także tej wobec kobiet.
                          • andrzej585858 Re: Konwencja 20.12.12, 13:15
                            Były dominikani Tadeusz Bartoś skrytykował w Radiu ZET stanowisko polskich biskupów ws. podpisania przez Polskę konwencji Rady Europy o przeciwdziałaniu przemocy wobec kobiet. - Jest wyrazem ignorancji nieuznawanie, że kultura i religia są źródłami zachowań ludzkich. Religia jest inspiracją do okaleczania kobiet, do traktowania ich jako gorszej istoty. To są fakty, to wiemy od setek lat - przekonywał

                            Przykro czytać takie słowa, zwłaszcza gdy sa wygłaszane przez osobę do niedawna będącą członkiem Koscioła instytucjonalnego. No cóż, przestaje mnie dziwić iz p. Bartoś stał się dyżurnym autorytetem GW i szermierzem poglądów stojących w jawnej sprzeczności z nauczaniem Kościoła. Kuriozalne jest zwłaszcza stwierdzenie o tym że to religia jest inspiracja do gorszego traktowania kobiet.
                            Smutne jest to że ludzie szukają swojego miejsca w zyciu obrzucając wręcz błotem to, co do niedawna było treścia ich życia. Przykre że ich słowa staja sie inspiracja dla ludzi atakujacych religię. To, że ktos traci wiarę, że jest ateistą, agnostykiem - nie jest czymś dziwnym, zwłaszcza gdy pozostaje człowiekiem godnym, często bedąc osobą stojącą na o wiele wyższym poziomie moralnym niż osoba deklarująca się jako osoba religijna. Ale w tym przypadku jest to ewidentne i świadome działanie antyreligijne i antychrześcijańskie.
                            Przykre.

                            wiadomosci.onet.pl/kraj/bartos-religia-jest-inspiracja-do-okaleczania-kobi,1,5375469,wiadomosc.html
                            • andrzej585858 Re: Konwencja - atak na rodzinę 25.12.12, 14:19


                              Przewodniczący Episkopatu Polski arcybiskup Józef Michalik powiedział podczas nocnej pasterki w Archikatedrze w Przemyślu (Podkarpackie), że jesteśmy świadkami wyraźnego ataku na tradycyjny model rodziny.

                              - Myślę, że dzisiaj (...) jest wyraźny atak na tradycyjny model rodziny, złożonej z jednego mężczyzny i z jednej kobiety, rodziny wielodzietnej – mówił arcybiskup.

                              W jego opinii obecnie w wielu kolorowych pismach i programach telewizyjnych wmawia się, że ideałem jest zdrada małżeńska, a głównym tematem jest przemoc wobec kobiet, ale przemoc jako wyraz kultury polskiej.

                              - Wielkie kłamstwo, które przejęliśmy z Unii Europejskiej, przyjmując tę ustawę o przemocy, że kultura, tradycja, religia rodzi przemoc. Niech mi pokaże którykolwiek z tych ludzi, którzy wymyślili to wielkie kłamstwo historyczne, w którym miejscu ewangelia mówi o przemocy? Gdzie Kościół zachęca do przemocy? To jest dramat zakłamywania – ocenił hierarcha.

                              Zauważył też, że jest ofensywa kultury, gdy w wielu programach, zwłaszcza tzw. kulturalnych, bohaterem staje się błazen.

                              - Błazen zajmuje miejsce mędrca, nauczyciela, kapłana. Błazen, wszystko mu wolno. Piana na ustach staje się wzorem niejednego działacza politycznego, któremu wszystko wolno, bezkarnie może obrażać innych ludzi. Myślę, że warto powiedzieć, zauważyć jak często paraliżuje lęk przed prawdą ludzi dzisiaj w świecie – mówił metropolita przemyski.

                              Zachęcał do postawienia sobie pytania "czy nie kłamię?". Odniósł się do słów bohatera jednej z książek Bronisława Wildsteina pt: "Ukryty", który mówi: nie mogę dłużej żyć w kłamstwie.

                              - To jest też niekiedy historia nasza, naszej codzienności, że nie mamy odwagi, już się przyzwyczailiśmy i nie umiemy mówić prawdy. Kłamiemy nawet wtedy, kiedy usiłujemy mówić prawdę – zauważył hierarcha.

                              Jego zdaniem ludzie, którzy chcą mówić prawdę są dyskwalifikowani. Zauważył, że jest to demokracja sterowana, "gdy można uzyskać wszystko jeśli się ma duże pieniądze, jeśli się ma duży dostęp do grupy ludzi, wszystko wtedy staje się relatywne".

                              Przypomniał słowa Jana Pawła II, który ostrzegał, że demokracja bez zasad moralnych staje się niebezpieczeństwem totalitaryzmu.

                              Zaapelował też do narodu, aby budował Europę na mocnych fundamentach szacunku do każdego człowieka i do każdego państwa, każdego narodu. - To jest przesłanie ewangelii. Chrystus przyszedł wszystkim ludziom przynieść zbawienie i wszystkim ludziom dać szansę - podkreślił abp Michalik.
                              • andrzej585858 Re: Konwencja - atak na rodzinę 03.01.13, 12:38
                                Przedświąteczne przesłanie Benedykta XVI do pracowników Kurii Rzymskiej przeszło w polskich mediach praktycznie bez echa. A szkoda, bo jest to bodajże najważniejsze doroczne przemówienie papieża, porównywalne – z zachowaniem proporcji – do corocznego raportu o stanie państwa składanego przez prezydenta USA przed amerykańskim kongresem. Papież, spotykając się z najwyższymi dostojnikami Kościoła i najbliższymi współpracownikami, dokonuje oceny minionego roku w Kościele, odnosi się do wyzwań na najbliższy okres i proponuje kierunki działania.

                                Nie wiem, czy papieski raport został przemilczany dlatego, że dotykał spraw dla mediów zbyt trudnych, czy dlatego, że nie pasował do obowiązującego tonu politycznej poprawności. Zwłaszcza że papież odnosił się do tematów bardziej aktualnych w Polsce niż gdziekolwiek indziej. Kilka dni wcześniej polski rząd, jako jedyny w Unii Europejskiej i drugi w świecie (po Turcji), ratyfikował bowiem kontrowersyjną „Konwencję Rady Europy w sprawie przeciwdziałania i zwalczania przemocy wobec kobiet i przemocy domowej”. Znaleźliśmy się w europejskiej czołówce. Szkoda tylko, że nie w gospodarce, ochronie rodziny, ani nie w wychodzeniu z demograficznej zapaści.

                                Sprzeciw Kościoła i wielu innych środowisk, w tym również żydowskich i muzułmańskich, wobec wspomnianej konwencji nie wynika bynajmniej z lekceważenia problemu przemocy. Jest raczej sprzeciwem wobec narzucenia przez konwencję nowej definicji płci, niezgodnej nie tylko z Biblią, ale także z biologią, genetyką i psychologią. Mamy zatem do czynienia z tzw. sprzedażą wiązaną, bo razem z ochroną kobiet przed przemocą wciska nam się nową definicję człowieka. Artykuł 3c ratyfikowanej przez Polskę konwencji mówi bowiem: „«płeć» oznacza społecznie skonstruowane role, zachowania, działania i cechy, które dane społeczeństwo uznaje za właściwe dla kobiet i mężczyzn”. Człowiek według tej zaczerpniętej z ideologii „gender” definicji nie rodzi się ani mężczyzną, ani kobietą. Dopiero społeczeństwo i kultura, w której żyje, narzuca mu pewne role, czyniąc z niego kobietę lub mężczyznę. W imię wolności wyboru ideologia „gender” dąży do uwolnienia człowieka od tego społecznego i kulturowego – w tym religijnego – zniewolenia i do oddania człowiekowi niczym nieograniczonego prawa decydowania o swojej tożsamości. W praktyce samookreślenie się jako mężczyzna lub kobieta mogłoby się dokonywać nawet codziennie od nowa.

                                O ile sama teoria „gender” jest intelektualną aberracją, bo człowiek w każdej swojej komórce i chromosomie jest z natury albo mężczyzną, albo kobietą, o tyle ideologia „gender”, jako cały system narzucania ludziom wynikających z niej rozwiązań, stanowi zagrożenie dla naszej cywilizacji i religii. Ideologia ta, jak przestrzega Benedykt XVI, prowadzi do odrzucenia Boga Stwórcy, do przekreślenia ludzkiej tożsamości i do unicestwienia i tak już osłabionej rodziny. Idzie dalej niż skrajny feminizm, który marksistowską walkę klas zastępował walką płci. W przypadku „gender” celem jest likwidacja pojęcia płci, a co zatem idzie – ludzkiej komplementarności i zdolności do tworzenia wspólnoty rodzinnej. W odróżnieniu od innych rewolucji ta inspirowana ideologią „gender” uderza bezpośrednio nie w struktury społeczne, ale w samą naturę człowieka. Dlatego jej skutki, jak twierdzą specjaliści, mogą być większe niż dotychczas znanych przewrotów.

                                Sprawa jest naprawdę poważna, skoro Papież uczynił ją tematem jednego z najważniejszych swoich wystąpień. A dla nas, Polaków, szczególnie, bo rewolucje wybuchają zwykle nie tam, gdzie je wymyślono i nie tam, gdzie się ich spodziewano. Rewolucja marksistowska nie wybuchła przecież ani na wyspach brytyjskich ani w uprzemysłowionych Niemczech, z rozwinięta klasą robotniczą. Ale wyeksportowano ją do biednej i praktycznie feudalnej wówczas Rosji. Dlaczego polem eksperymentów dla nowej rewolucji ma być Polska i Turcja?

                                Kościół nie lekceważy problemu przemocy i robi wiele aby jej przeciwdziałać. Jednak sytuacja, którą obecnie zafundowali nam rządzący jest podobna do tej, jak gdyby ktoś chciał szczepić Polaków przeciwko groźnej skądinąd ospie, używając do tego strzykawki z krwią nosiciela HIV. Na to nie może być zgody.
                                  • sebalda Re: Konwencja 23.02.13, 21:01
                                    Czyżby za trudna lektura?
                                    Jak Ci brakuje czasu albo samozaparcia (bo przecież dużo czytasz, zamieszczasz tyle cytatów), to może przeczytaj sobie jeszcze raz (zakładam, że czytałeś, jesteś tam wszak moderatorem), co napisałam i zacytowałam na forum Www. Czasami lepiej sięgnąć do źródła, a nie cytować rzeczy, które ktoś pisze, bo mu się coś wydaje. Przedstawiciele Episkopatu i biskupi piszą o Konwencji tak nie na temat, że mam bardzo poważne wątpliwości, czy ją czytali. Wątpliwości graniczące z pewnością. Jeśli ją natomiast czytali, tym gorzej dla nich. Ich reakcja świadczy o wyjątkowo złej woli, żeby tak interpretować rzeczy kompletnie niedotyczące najprawdopodobniej naszej religii. A podejrzewanie Konwencji, że w podtekście promuje pojęcie gender, czyli homoseksualizm (???) jest tak absurdalne, że aż śmieszne. A może nie śmieszne, a tragiczne?
                                    • andrzej585858 Re: Konwencja 26.02.13, 13:25
                                      Wiele absurdów zdazyło mi sie przeczytać ale wiekszego jak sformulowanie iz biskupi nie rozumieja tekstu konwencji jeszcze nie przeczytałem.
                                      Tym samym pozwole sobie na nie komentowanie powyższje wypowiedzi, tym bardziej iz dowiedzialem sie dzisiaj ze jest ogarnięty nienawiścia do pewnych grup w domysle do homoseksualistów. No cóż jak sie nie wie jak kogo uderzyć tylko dlatego że nie zgadza sie na promowanie postaw z ktorymi nie zgadza sie to przypina mu sie łatke homofoba.

                                      A jak wygląda współcześnie i nowoczesnie rozumiana tolerancja wobec osob dla ktorych kwestie religijne są ważne i istotne mozna przekonać się czytając choćby ten tekst:


                                      Kara za sprzeciw wobec aborcji

                                      Ponad 1 mln dolarów grzywny dziennie będzie płacić amerykańska sieć sklepów z narzędziami, jeśli nie zaoferuje pracownikom ubezpieczenia zdrowotnego, z którego finansowana jest aborcja, antykoncepcja i sterylizacja.

                                      David Green, założyciel i dyrektor generalny firmy, podkreśla, że jako praktykujący chrześcijanin chce prowadzić interes „zgodnie z biblijnymi przykazaniami”.

                                      Sprawą sieci sklepów zajmuje się obecnie federalny sąd apelacyjny. Wcześniej Sąd Najwyższy odrzucił wniosek o zwolnienie z obowiązku korzystania z państwowego ubezpieczenia do czasu zakończenia procesu.

                                      W obronie sieci „Hobby Lobby” wystąpiło ostatnio dniach 11 republikańskich kongresmanów, w tym 9 senatorów, powołując się na ustawę o wolności religijnej z 1993 r. W swym liście stwierdzili wprost, że narzucenie obowiązku ubezpieczenia „wywróciło prawo do wolności religijnej do góry nogami”. Głos w tej sprawie zabrała także archidiecezja Oklahoma City. Jak czytamy w jej oświadczeniu, myślenie, iż „sąd federalny mógłby przywdziewać sutannę i pouczać obywateli, że źle rozumieją zasady swej wiary, jest zupełnie obce amerykańskiej praktyce prawnej”.
                                      • sebalda Re: Konwencja 02.03.13, 18:12
                                        Andrzeju, naprawdę nie potrafisz odpowiedzieć wprost? Nie proszę o podejmowanie ze mną dyskusji, ale o jedno tak lub nie. Czy przeczytałeś cały tekst Konwencji? Bardzo dużo czytasz, wnoszę, że masz raczej dużo czasu, Konwencja ma bodajże ok. 40 stron, to nie jest dużo, dlaczego nie chcesz jej czytać? Boisz się, że opinia biskupów może się rozminąć z rzetelną oceną tej Konwencji. A tak jest, niestety, czy Ci się to podoba, czy nie. Wiem, bo ją przeczytałam, całą, od początku do końca.
                                        • andrzej585858 Re: Konwencja 05.03.13, 16:16
                                          sebalda napisała:

                                          Wiem, bo ją przeczytałam, całą, od pocz
                                          > ątku do końca.

                                          Owszem, ale wnioski wyciągnięte zgodnie z linią prezentowana przez lewackie i feministyczne ugrupowania. Czy biskupi akceptuja przemoc w rodzinie? czy też wystepuja przeciwko zdeformowanej wizji rodziny oraz ideologicznemu traktowaniu kwestii płci?
                                          Czy w naszym prawie nie istnieja przepisy na podstawie ktorych można skazac winnych stosowania przemocy? Istnieją - wiec po co przyjmowac cos co jest czystą ideologia opakowaną w szlachetnie brzmiący tytul za ktorym nic nie stoi?
                                          Tak się sklada że oprócz dokumentow koscielnych czytam także teksty o proweniencji lewicowej i widze te absurdy idelogiczno-lewackie.
                                          • sebalda Re: Konwencja 11.03.13, 16:30
                                            czy też wys
                                            > tepuja przeciwko zdeformowanej wizji rodziny oraz ideologicznemu traktowaniu k
                                            > westii płci?

                                            Ale skąd to pytanie w kontekście tej Konwencji? Nie czytałeś jej, polegasz tylko na wypowiedziach biskupów, którzy są w tej kwestii przewrażliwieni. W tym dokumencie nie ma nic o "ideologicznym traktowaniu kwestii płci". Absolutnie nic. Wiem, bo go przeczytałam, w przeciwienstwie do Ciebie. Aż tak się boisz, że nie możesz poświęcić jednej godziny na przeczytanie tej Konwencji i na wyrobienie sobie własnego zdania. To nie boli, zaręczam Ci. Co Cię powstrzymuje przed samodzielnym przeczytaniem? Nie jest Ci nieswojo samemu przed sobą, że dyskutujesz z takim zaangażowaniem o czymś, czego nie znasz tak naprawdę???
                                            • andrzej585858 Re: Konwencja 12.03.13, 20:00
                                              z coraz większym zdziwieniem czytam tego typu wypowiedzi. No cóż tak to bywa gdy przekonanie o własnej wyższości powoduje że liczy sie tylko wlasny punkt widzenia.
                                              Na jakiej podstawie z uporem godnym lepszej sprawy jest mi nieustannie wmawiane że nie czytałem tekstu tej sławnej konwencji? Pozostanie to slodka tajemnicą .
                                              Chociaż chyba wiem skąd takie wnioski - przeciez nie moge miec zadnych zastrzeżen wobec tego wspaniałego dokumentu. Jezeli je mam - to w takim razie oznaczac może to tylko jedno - na pewno jej nie czytałem :-))
                                              No cóż -bywa. Tak będzie wyglądać rzeczywistość w lewicowym wydaniu. I tak juz wyglądała. Nikt nie może miec innych poglądów niż nasze. Jezeli je ma - to jest nieuk, moher, homofob i koniecznie faszysta.
                                              • sebalda Re: Konwencja 12.03.13, 20:53
                                                Co zatem wstrzymalo Cię, Andrzeju, przed tym, żeby napisać: tak, czytałem i nadal uważam....
                                                Lubisz się droczyć? Prowokować może? Bawić się w kotka i myszkę? O taką perwersję Cię nie posądzałam. Zadałam Ci kilka razy pytanie wprost, czy czytałeś. Nie odpowiedziałeś. Jaki mialam wysnuć wniosek? Tak trudno odpowiedzieć po prostu, jak człowiek poważny?
                                                Moja lewicowa rzeczywistość jest szczera i otwarta. Dyskutuję o swoich poglądach otwarcie, bez uników, bez podpuszczania oponenta. Jaka jest Twoja rzeczywistość? Unikanie odpowiedzi wprost, ciągłe dygresje i dywagacje odwracające uwagę od meritum, cudze wypowiedzi, cytaty, omijanie odpowiedzi na niewygodne pytania i udzielanie odpowiedzi tak, by zaciemnić obraz, by oponenta zmylić i wykazać mu jakiś błąd, jak to powyżej zrobiłeś. Zastanów się poważnie, jakim cudem mogłam domniemywać, że czytałeś tekst CAŁEJ konwencji, skoro ani razu nie odpowiedziałeś na moje pytanie???
                                                I Ty mnie pouczasz na temat mojego poczucia nieomylności??? To żart jakiś???
                                                  • sebalda Re: Konwencja 13.03.13, 21:32
                                                    staua napisała:

                                                    > Ależ Andrzej nadal nie napisał, że czytał.

                                                    Andrzej nie potrafi odpowiadać wprost na pytania. Uważam, że jest to rodzaj jakiegoś zwichnięcia, o tym, co on myśli, można co najwyżej wnioskować na podstawie enigmatycznych, wykrętnych i prowokacyjnych zdań. O tym, że przeczytał, świadczyć powinno to zdanie:
                                                    "Na jakiej podstawie z uporem godnym lepszej sprawy jest mi nieustannie wmawiane że nie czytałem tekstu tej sławnej konwencji". Ale masz rację, to znowu może być tylko domniemanie.
                                                    Zastanawiam się, skąd się bierze taka postawa? Ze skrajnej niepewności siebie, która nie pozwala pisać wprost, pozwala zostawić jakąś furtkę, czy ze znajdywania przyjemności z wyprowadzania adwersarza z równowagi, z prowokowania go. Stawiam na to drugie w tym przypadku.
                                                    Ciekawa jest też dziwna misja Andrzeja: nieprzekonanych swoją śmieszną krucjatą rozmów z samym sobą i tak nie przekona, a swoich wielbicieli (jeśli ich ma, a jak znam życie, pewnie tak jest) przekonywać nie musi.
                                                    I pytanie do Andrzeja: dlaczego bez uprzedzenia i bez powodu usunąłeś mnie z forum Wychowanie w wierze? Nie obraziłam nikogo, nie szerzyłam treści antyreligijnych, miałam jedynie inne zdanie na temat omawianej i tam Konwencji. Na jakiej podstawie zamknąłeś mi dostęp do pisania na tamtym forum? Nie odpowiedziałeś mi też na to pytanie, choć pisałam do Ciebie maile w tej sprawie? To brak kultury i poszanowania dla osoby o nieco odmiennym zdaniu. To niesamowite, że tak prawa zdawałoby się osoba, nie ma problemu z tego typu postępowaniem. Pycha to jeden z grzechów głównych. Pogardę dla drugiego człowieka też stawiam wysoko w hierarchii zachowań, które nie przystoją katolikowi.
                                                  • staua Re: Konwencja 14.03.13, 00:16
                                                    On nie może przecież skłamać i napisać, że czytał (bo nie czytał) więc wymyśla takie zdania. Ale jakby czytał, to by napisał wprost.
                                                  • andrzej585858 Re: Konwencja 14.03.13, 08:04
                                                    staua napisała:

                                                    > On nie może przecież skłamać i napisać, że czytał (bo nie czytał) więc wymyśla
                                                    > takie zdania. Ale jakby czytał, to by napisał wprost.

                                                    Musze przyznać się że pytanie o to czy czytałem jest tak absurdalne że az nie chce się na tak postawione pytanie odpowiadać.
                                                    Jezeli na jakikolwiek temat zabiera się glos, nawet posilkując sie cytaatami z cudzych wypowiedzi, to zna sie temat, a w tym przypadku tekst oslawionej konwencji. Dla mnie jest to oczywista oczywistość, ale jak widze nie dla wszystkich.

                                                  • andrzej585858 Re: Konwencja 14.03.13, 08:13
                                                    sebalda napisała:

                                                    >
                                                    > Andrzej nie potrafi odpowiadać wprost na pytania. Uważam, że jest to rodzaj jak
                                                    > iegoś zwichnięcia,

                                                    Potrafi, potrafi - tylko nie na absurdalne.Możesz to przyjąc jako pewnego rodzaju zwichnięcie. Aha, nie prowadże żadnych misji gdyz nie czuje ku temu powołania, poprostu dokumentuję sobie w ten sposob pewne wydarzenia związane własnie z przemysłem pogardy.
                                                    Tak, całkowicvie zgadzam sie z tym że pogarda dla drugiego czlowieka jest bardzo powaznym grzechem.
                                                    Co do forum WwW przypomne że w przeszlosci ostrzezenia były - nadal niestety poprawy nie było, natomiast skargi i owszem. Temat jak dla mnie jest zamknięty - podwazanie nauczania Kościoła w niektorych kwestiach na typowo konfesyjnym forum jest nie do przyjecia.
                                                  • sebalda Re: Konwencja 14.03.13, 12:54
                                                    > Co do forum WwW przypomne że w przeszlosci ostrzezenia były - nadal niestety po
                                                    > prawy nie było, natomiast skargi i owszem.

                                                    Ale poprzednio były ostrzeżenia, były wyjaśnienia, dlaczego nie jestem tam mile widziana. Tym razem wykopałeś mnie stamtąd bez ostrzeżenia, bez jednego słowa wyjaśnienia. Mimo moich ponawianych pytań. A to jest wyraz pogardy. Bo przecież odmienne zdanie mogę mieć, sądzisz, że wyrażając je, zarażę inne osoby? Te inne osoby też nisko cenisz w takim razie. Ty miałeś skargi, a ja miałam słowa podziękowania i poparcia, bo wyrażałam czasami opinie innych użytkowniczek forum, które ze strachu przed prokuratorskimi działaniami na forum albo z nieśmiałości nie umiały się zdobyć na szczerość. Sporo takich maili otrzymałam, zdziwiłbyś się mocno.
                                                    Co Ci przyjdzie z takich działań? Z zamykania ludziom ust? Ilu samodzielnie myślących dyskutantów w ten sposób zraziłeś i straciłeś? Choćbyś się zaklinał i tak nie uwierzę, że jest Ci lepiej z tą śmieszną jednoosobową krucjatą, niż gdybyś dawał innym prawo do odmiennego zdania, szanował adwersarzy, dopuszczał inne racje do głosu, dyskutował z ludźmi na równych prawach. Lubisz polemikę, to widać, ale ciężko polemizować z samym sobą.
                                                    I zmiana nicków niczego nie załatwi, bo zawsze po jakimś czasie to staje się jasne.
                                                    Dobre wychowanie nakazywałoby odpowiadać nawet na głupie pytania (o ile szybciej można by skończyć to bicie piany), szczególnie gdy od dawna nikomu nie chciało się tutaj z Tobą rozmawiać. Dobre wychowanie nakazywałoby też w momencie wyrzucania kogoś ze swojego grona, choć go lojalnie uprzedzić. Gdy się pogardza drugim człowiekiem, pewnie trudno pomyśleć, że tak robią ludzie, którzy szanują innych. Odpowiadają też na maile. Choćby były, nie wiem jak niewygodne. Ale to wszystko w świecie ludzi, dla których słowa szacunek, tolerancja, zrozumienie, wyrozumiałość, takt i dobra wola nawet mimo różnic zdań mają znaczenie.
                                                  • andrzej585858 Re: Konwencja 14.03.13, 16:27
                                                    sebalda napisała:

                                                    Ale to ws
                                                    > zystko w świecie ludzi, dla których słowa szacunek, tolerancja, zrozumienie, wy
                                                    > rozumiałość, takt i dobra wola nawet mimo różnic zdań mają znaczenie.

                                                    Mają znaczenie - tak samo jak zrozumienie pewnego podstawowego faktu, chrześcijanin nie podwaza doktryny.

                                                  • andrzej585858 Re: Konwencja 14.03.13, 16:35

                                                    Czy płeć można wybrać?

                                                    Zgodnie z definicją zawartą w Konwencji, "płeć oznacza społecznie skonstruowane role, zachowania, działania i cechy, które dane społeczeństwo uznaje za właściwe dla kobiet i mężczyzn".
                                                    Takie sformułowanie wprowadziły prądy feministyczne i całkowicie pomija ono biologiczny aspekt płci. Tymczasem w tradycji europejskiej utrwalona jest definicja płci uwzględniająca biologiczne odmienności kobiety i mężczyzny i ona stanowi podstawę dla prawa rodzinnego i osobowego.

                                                    Tak zmieniona definicja ma kolosalne konsekwencje praktyczne i zagraża więzom rodzinnym chronionym przez art. 18 Konstytucji, nakazujący wspierać związek kobiety i mężczyzny, rodzinę, macierzyństwo i rodzicielstwo. Tymczasem definicja z Konwencji nakazuje uznawać dowolnie określone role i zachowania za wyznacznik płci. W konsekwencji będzie stanowić furtkę do instytucjonalizacji tzw. nowych form rodzinnych, w tym związków tej samej płci. W tym aspekcie Konwencja jest sprzeczna z rozwiązaniami naszej Konstytucji. Po jej przyjęciu państwo nie będzie już mogło powoływać się na tradycyjny sposób pojmowania małżeństwa.

                                                    Równe prawa - nierówne

                                                    Konwencja, choć formalnie mówi o równym traktowaniu kobiet i mężczyzn, w rozwiązaniach szczegółowych promuje nierówność. Czyni to dobitnie w art. 4.4: "Środki specjalne konieczne do zapobiegania przemocy wobec kobiet uwarunkowanej płcią i ich ochrony przed taką przemocą nie stanowią dyskryminacji zgodnie z postanowieniami niniejszej Konwencji".

                                                    Konwencja zakłada więc nierówność w traktowaniu płci, przez co antagonizuje kobiety i mężczyzn, których uznaje za potencjalnych agresorów.

                                                    Walka z tradycją

                                                    Konwencja wprowadza obowiązek walki z tradycją i dorobkiem cywilizacyjnym, czyni to np. w art. 12.1: "Strony stosują konieczne środki, aby promować zmiany w społecznych i kulturowych wzorcach zachowań kobiet i mężczyzn w celu wykorzenienia uprzedzeń, zwyczajów, tradycji i wszelkich innych praktyk opartych na pojęciu niższości kobiet lub na stereotypowych rolach kobiet i mężczyzn".

                                                    Zapis ten pozwala na walkę np. z ojcostwem czy macierzyństwem, które są przecież stereotypowymi rolami kobiet i mężczyzn. Jest on świadectwem niezrozumienia tradycji i utrwalonych pozytywnych norm społecznych, niedostrzegania w nich dorobku pokoleń, który wzbogaca naszą cywilizację. W oczach autorów Konwencji, stereotypy związane z płcią są obecne w tradycji i kulturze, w jakiej żyjemy, a te należy obowiązkowo zmienić.

                                                    Taki zapis zakłada, że tradycja jest czynnikiem prowadzącym do przemocy. W efekcie takie podejście może prowadzić do tego, że państwo nie będzie wspierać macierzyństwa czy małżeństwa, ale zacznie promować np. życie samotne (nietradycyjne), nastawione wyłącznie na karierę zawodową, może też oznaczać walkę z Kościołem, który stara się chronić pozytywne tradycje. W ujęciu Konwencji zaangażowanie małżonków w utrzymywanie tradycyjnej kultury relacji między nimi czyni ich współodpowiedzialnymi za przemoc ze względu na płeć.

                                                    Promocja związków jednopłciowych

                                                    Konwencja nakłada na państwa obowiązek edukacji m.in. w zakresie, jaki przewiduje art. 14.1: "Strony podejmują, w stosownych przypadkach, konieczne działania w celu uwzględnienia materiałów dydaktycznych na temat kwestii, takich jak: równość między kobietami i mężczyznami, niestereotypowe role płci, wzajemny szacunek, rozwiązywanie konfliktów w relacjach interpersonalnych bez użycia przemocy, przemoc wobec kobiet uwarunkowana płcią oraz prawo do integralności osoby, dostosowanych do rozwijanych zdolności uczących się, w formalnych programach zajęć i na wszystkich poziomach edukacji".

                                                    Zapis ten oznacza obowiązek edukacji i promowania homoseksualizmu czy transseksualizmu. Zmieni on np. zupełnie charakter przedmiotu dotyczącego wychowania prorodzinnego w szkołach.

                                                    Warto na koniec powiedzieć, że nad realizacją tej Konwencji ma czuwać międzynarodowy organ, co pozbawi nas suwerenności w decydowaniu o sprawach rodziny i wartości etycznych, a koszt jej wprowadzenia szacuje się na 160 mln zł.
                                                  • sebalda Re: Konwencja 14.03.13, 21:08
                                                    Wszystkie bez wyjątku argumenty przytoczone przez Ciebie (mam nadzieję, że tym razem przez Ciebie, bo nie zaznaczyłeś, że cytujesz) mają jedną wielką słabość. Ani Episkopat, ani poszczególni biskupi, ani Ty (bo to wymagałoby samodzielnego myślenia, a przecież biskupi nie mogą się mylić) nie bierzecie pod uwagę tego, że Konwencja obejmuje kraje, w których mieszka bardzo wiele ludzi wywodzących się z innych kultur, w tym w dużej części muzułmańskiej. I wtedy wszystkie zapisy na temat stereotypowych, uwarunkowanych kulturowo i religijnie przez "dane społeczeństwo" postaw i ról mają bardzo głęboki i ważny sens. Bo chyba nikt nie zaprzeczy, że są "dane społeczeństwa", w których można okaleczać genitalnie, a nawet zabić kobietę w imię tradycji i panujących praw.
                                                    Walka z ojcostwem czy macierzyństwem promowana przez tę Konwencję??? Wolne żarty, ile trzeba mieć złej woli, by tak to odczytywać? Zresztą jaki to miałoby mieć sens?
                                                    Skąd takie zadufanie Kościoła katolickiego, że Konwencja krytykuje tylko jego wartości? Czy w Europie panuje tylko jedna religia?

                                                    >>uwzględnienia materiałów dydaktycznych na temat kwestii, takich jak: rów
                                                    > ność między kobietami i mężczyznami, niestereotypowe role płci, wzajemny szacun
                                                    > ek, rozwiązywanie konfliktów w relacjach interpersonalnych bez użycia przemocy,
                                                    > przemoc wobec kobiet uwarunkowana płcią oraz prawo do integralności osoby, dos
                                                    > tosowanych do rozwijanych zdolności uczących się, w formalnych programach zajęć
                                                    > i na wszystkich poziomach edukacji".
                                                    Wszystkie te wartości są chyba pozytywne? Tak przynajmniej sądzę. Wzajemny szacunek? Rozwiązywanie konflików bez przemocy? Jestem za. Niestereotypowe role płci? A może tu chodzi o to, by promować partnerstwo zamiast patriarchatu? Ale partnerstwo rozumiane jako zdrowy podział pracy w domu, jako umożliwienie w dogodnych warunkach mężczyznom zajmowanie się dziećmi, gdy taka jest potrzeba itd. Może to o to chodzi, a nie o promowanie homoseksualizmu??? To jest już jakaś obsesja z tą promocją homoseksualizmu kryjącą się z każdym rogiem ulicy, w każdej gazecie, ustawie, programie. To jakaś fiksacja:P
                                                    Jeśli Konwencję czyta się globalnie, a nie tylko z perspektywy Polski czy KK, to jest to wyjątkowo potrzebny dokument. Chyba że nie obchodzą nas inne kultury, ofiary przemocy z innych krajów, że mamy to w nosie. Ale jak nasze córki wyjadą i zostaną ofiarami, to w każdym państwie dostaną stosowną pomoc.
                                                    A Ty Andrzeju wiesz to wszystko dobrze, bo bez wątpienia czytałeś moją analizę Konwencji na Www, ale nie trafiło do Ciebie absolutnie nic, tak bardzo jesteś zaślepiony obsesją na temat promowania wszędzie homoseksualizmu, na temat walki z rodziną i Kościołem. Czas przejrzeć na oczy, świat nie jest nastawiony wyłącznie na walkę z Kościołem i katolikami.
                                                  • pleschanka Re: Konwencja 19.03.13, 08:36
                                                    > Wszystkie bez wyjątku argumenty przytoczone przez Ciebie (mam nadzieję, że tym
                                                    > razem przez Ciebie, bo nie zaznaczyłeś, że cytujesz)

                                                    Tak dla porządku - bo nasz przeuczciwy kolega nie był uprzejmy sprostować - dyskutowałaś Sebaldo z panem Antonim Szymańskim, nie z Andrzejem.
                                                  • andrzej585858 Re: Konwencja 19.03.13, 15:26
                                                    pleschanka napisała:

                                                    > > Wszystkie bez wyjątku argumenty przytoczone przez Ciebie (mam nadzieję, ż
                                                    > e tym
                                                    > > razem przez Ciebie, bo nie zaznaczyłeś, że cytujesz)
                                                    >
                                                    > Tak dla porządku - bo nasz przeuczciwy kolega nie był uprzejmy sprostować - dys
                                                    > kutowałaś Sebaldo z panem Antonim Szymańskim, nie z Andrzejem.

                                                    Gwoli uczciwości, to warto było spojrzeć na ten post:

                                                    forum.gazeta.pl/forum/w,99675,135336877,137394406,Re_Konwencja_dyktat_agresywnego_feminizmu.html
                                                    Jest w nim podany link do tekstu przytoczonego w calości jak najbardziej, autorstwa faktycznie p. Szymańskiego. Inna kwestia ze całkowicie zgadzam sie z cytowana analizą. Zresztą w chwili obecnej zbieram tutaj tylko dokumenty poświęcone kilku określonym zagadnieniom, ograniczając własne komentarze do minimum.
                                                    >
                                                  • sebalda Re: Konwencja 21.03.13, 10:09
                                                    Zresztą w chwili obecnej zbieram tutaj tylko dokumenty poświęcone
                                                    > kilku określonym zagadnieniom, ograniczając własne komentarze do minimum.

                                                    Czy możesz mi wyjaśnić, dlaczego używasz forum wrażej gazety do dokumentowania sobie czegoś tam? Przecież możesz sobie założyć bloga, możesz użyć tylu narzędzi, żeby coś sobie tworzyć, dlaczego forum na stronie GW??? Czy to aby nie jest rodzaj schizofrenii?
                                                    Chciałam Cię prosić o odniesienie się do mojego zdania o tym, że Konwencja nie dotyczy tylko kręgu kulturowego związanego z chrześcijaństwem, tym bardziej, że znajdują się tam zapisy na temat rytualnego okaleczania genitalnego kobiet czy tzw. morderstw honorowych. I że w tym kontekście powoływanie się na niebezpieczne wpływy religii i kultury jest jak najbardziej na miejscu, zatem oburzenie kręgów KK jest bezpodstawne w tym wymiarze. Obawiam się jednak, że po pierwsze ten argument i tak Cię nie przekonał, bo jest niezgodny z linią partii (ups, przepraszam Kościoła i kręgów prawicowych), po drugie i tak nigdy nie odnosisz się merytorycznie i samodzielnie do argumentów drugiej strony, co najwyżej wkleisz czyjąś opinię, nie zawsze zresztą na temat, często jako odbicie piłeczki, zatem próżna moja nadzieja.
                                                    Rozumiem, że na tym forum nie oczekujesz komentarzy, dyskusji, to wyłącznie Twój folwark? To może zaznacz to gdzieś na górze.
                                                  • andrzej585858 Re: Konwencja 23.03.13, 16:01
                                                    Czy tak trudno zrozumieć żew naszym systemie prawnym istnieje wystarczajaca duz ilośc przepisów które bardzo dobrze okreslają czym czym jest przemoc ijak karac osoby ją stosujące? Prosze bardzo wystarczy zajrzec tylko na stronę Ministerstwa Sprawiedliwości aby znaleźc stosowne dokumenty:

                                                    ms.gov.pl/pl/dzialalnosc/przeciwdzialanie-przemocy-w-rodzinie/akty-prawne-i-inne-dokumenty-/
                                                    Po co więc potrzebna nowa konwencja? Ano po to aby wprowadzic elementy ideologiczne, za pomocą ktorych można wyeliminowac i zniszczyć tradycję i dorobek cywilizacyjny oparty na tradycji judeochrzescijańskiej.
                                                    Czemu ma sluzyć zapis w konwencji dotyczącej przemocy zmieniający dotychczasowe ustalone w zwyczaju oraz prawie rozumienie plci? - art. 3? - Czemu ma slużyć zapis o promowaniu „niestereotypowych ról płci” (art. 14), czyli m.in. homoseksualizmu, czy transseksualizmu. Nie waha się także naruszyć ważną w naszej kulturze zasadę równości wobec prawa (art 4.4). W imię ideologicznej walki z niejasno definiowaną dyskryminacją, pozwala faktycznie dyskryminować i naruszać powszechnie uznane zasady prawa.

                                                    Tutaj chodzi o walkę z przemocą czy o walkę ideologiczną?
                                                    Tak naprawdę powyższa konwencja to tylko zasłona dymna dla lewackich organizacji feministycznych za pomoca ktorej chca przy pomocy panstwa wprowadzić relatywizm moralny jako jedynie słuszną ideologię.
                                                    I jeszcze probuje sie wmowić że ci co protestują przeciwko tym ideologicznym wstawkom są zwolennikami przemocy wobec kobiet - absurd do wymyslenia ktorego zdolni sa tylko lewacy.
                                                  • sebalda Re: Konwencja 25.03.13, 12:43
                                                    Jakie to śmieszne, że teraz tak się zachwala regulacje prawne dotyczące przemocy w Polsce, a jeszcze niedawno Episkopat tak żarliwie krytykował nowelizację ustawy o przeciwdziałaniu przemocy. I Ty teraz też to podnosisz. Nie jest Ci trochę nieswojo z tym?
                                                    Europa to nie tylko Polska. Jesteś to w stanie pojąć? W Europie żyją ludzie różnych kultur, różnie jest w nich pojmowana rola płci i o tym jest mowa w konwencji, ale Ty ciągle uparcie ignorujesz ten argument, czepiając się kurczowo wykładni Episkopatu. Niestereotypowa rola płci to jest na przykład urlop wychowawczy dla ojców, gdy taka jest potrzeba chwili. To udział mężczyzn w pracach i czynnościach, które wcześniej były zarezerwowane wyłącznie dla kobiet. Dziś w poczekalni u lekarza coraz więcej widać ojców z dziećmi, a nie wyłącznie matek, jak to było jeszcze do niedawna. Mężczyzna wykonujący prace wcześniej przypisane kobietom, opiekujący się CZYNNIE dzieckiem, ma zupełnie inne podejście do kobiety, docenia jej wysiłki, lepiej ją rozumie, bardziej szanuje. Wcześniejsze stereotypowe role płci, to były kobiety w domu, mężczyźni w pracy. Kobiety bez własnych dochodów, zdane na łaskę i niełaskę mężów. W Europie na pewno są jeszcze rejony, gdzie taki model panuje. Może w Konwencji o to chodzi, a nie o promowanie homoseksualizmu???
                                                    Kościelna interpretacja Konwencji wynika ze złej woli i przeczulenia. A także z megalomanii, bo wiara katolicka nie jest jedyną religią obowiązującą i praktykowaną w Europie, stąd Konwencję trzeba czytać globalnie, a nie tylko pod kątem przemycania jakiejkolwiek wrogiej ideologii. Typowa spiskowa teoria dziejów. Na świecie nic nie jest dziś ważne, wszyscy skupiają się wyłącznie na walce z Kościołem katolickim. Śmieszne i żałosne.
                                                    Tylko po co ja się produkuję, przecież Ty wiesz lepiej. Wszystko i zawsze.
                                                  • andrzej585858 Re: Konwencja 26.03.13, 14:05
                                                    Ciekaa obrona kuriozalnych stwierdzeń. Najbardziej intrygujące jest stwierdzenie o óznym pojmowoniu ról płci. Problem polega nie na roli płci tylko na okresleniu czym jest płeć. W tej konwencji całkowicie pominięta jest kwestia naturalnych biologicznych różnic pomiędzy kobietą a mężczyzną, przy równoczesnym podkreśleniu możliwości wyboru płci gdyż są to tylko: „społecznie skonstruowane role, zachowania i cechy, które dane społeczeństwo uznaje za właściwe dla kobiet i mężczyzn" (art. 3).
                                                    Kuriozalne sa także stwierdzneia że konwencja ma służyć promowaniu zmiany tradycyjnie pojmowanych ról w rodzinie. Tylko do tego aby dzielić obowiązki nie potrzeba wcale ani żadnych konwencji ani dziwacznych zapisów dotyczących płci.
                                                    Swoją droga naprawdę jestem ciekawy w jaki to praktyczny sposób mozna zmusić faceta ktory nie chce pomagac w domu aby to robił? - donos na policję?
                                                    Natomiast poważnie mówiąc to szczególny niepokój wzbudza nałożenie na sygnatariuszy obowiązku edukacji (art. 14) i promowania m.in. "niestereotypowych ról płci", a więc homoseksualizmu i transseksualizmu. Łączenie słusznej zasady przeciwdziałania przemocy z próbą niebezpiecznej ingerencji w system wychowawczy i wyznawane przez miliony rodziców w Polsce wartości, jest bardzo niepokojącym sygnałem.
                                                    I właśnie tutaj jest problem, gdyż wprowadza się do zapisów prawnych rozumienie tych "niestereotypowych ról płci" jako kwestii tylko i wyłącznie związanej z orientacja seksualna. Niechęć do dostrzegania tej kwestii jest zastanawiająca.
                                                    I na pewno ideologicznym jest stwierdzenie że przemoc wobec kobiet jest systemowa, zaś jej źródłem są religia, tradycja i kultura. Art. 12 zobowiązuje sygnatariuszy do walki z dorobkiem cywilizacyjnym, traktowanym jako zagrożenie i źródło przemocy. To jest własnie przerazające, gdyz może prowadzić do dezitegracji społecznej, a na dłuższa metę przynieść opłakane skutki dla rodziny. Rodziny rozumianej jako związek kobiety z mężczyzną.
                                                    Tekst tej konwencji nie uwzglednia własnie tego faktu że Uropa to nie tylko lewicowe organizacje feministyczne.
                                                    Tylko szkoda że lewicowe katoliczki jakos tego nie chca dostrzec
                                                  • andrzej585858 Re: Konwencja 26.03.13, 14:26
                                                    I jeszcze przy okazji - proponuje zapoznać sie z tym tekstem.

                                                    www.ordoiuris.pl/analiza-konwencji-re-o-zapobieganiu-i-przeciwdzialaniu-przemocy-wobec-kobiet-i-przemocy-domowej,3203,analiza-prawna.html
                                                  • pleschanka Re: Konwencja 26.03.13, 14:32
                                                    Twoja uczciwość wzlatuje ponad poziomy.
                                                    Większość twojego posta to stwierdzenia żywcem wydziargane z oświadczenia Prezydium Konferencji Episkopatu Polski.
                                                    Do porównania tutaj.
                                                  • andrzej585858 Re: Konwencja 26.03.13, 15:40
                                                    pleschanka napisała:

                                                    > Twoja uczciwość wzlatuje ponad poziomy.
                                                    > Większość twojego posta to stwierdzenia żywcem wydziargane z oświadczenia Prezy
                                                    > dium Konferencji Episkopatu Polski.
                                                    > Do porównania tutaj.

                                                    Nie większość, tylko mniejszość i to z lenistwa, Tym bardziej że zgadzam się z każdym słowem jakie można przeczytac w tym oświadczeniu, szkoda że nie ma odniesienia do treści tylko okazuje się że najwazniejsza kwestią nie jest o czym ale w jaki sposob.

                                                    >
                                                  • sebalda Re: Konwencja 26.03.13, 16:11
                                                    Rozmowa z Tobą jest jak rozmowa ze ślepym o kolorach. Ja swoje, Ty swoje. Już chyba kilkanaście razy odpowiadałam na to, co z uporem godnym lepszej sprawy powtarzasz za innymi, a Ty kolejny raz kompletnie to ignorujesz i dalej w kółko powtarzasz jak mantrę swoje (a właściwie powtórzone po innych) zdanie. Niestereotypowe role płci to nie tylko homoseksualizm i transseksualizm, tak trudno pojąć? Niestereotypową rolą płci męskiej jest czynne zajmowanie się dziećmi, na przykład. Konwencja nie ma z tym walczyć środkami przymusu, ale propagować takie właśnie odejście od stereotypu. Ale tego nie chcesz przyjąć do wiadomości, bo jesteś zasklepiony w swoim (nieswoim, bo podyktowanym przez Episkopat i kręgi prawicowe) podejściu.
                                                    Znudziło mi się i jeśli chcesz to interpretować jako wyczerpanie argumentów, to wolna droga. Baw się dalej w swoją misję sam, na stronach gazety, która jest Tobie tak odległa ideologicznie. Pytanie o tę dziwaczną dość działalność pominąłeś milczeniem. Bo ciężko wytłumaczyć, dlaczego tutaj, dlaczego w takiej formie. Musiałbyś napisać coś samodzielnie, z sensem, od siebie, ale to już za trudne. Nie ma odpowiedniego cytatu. Naprawdę nie uwiera Cię ten brak samodzielności???
                                                  • andrzej585858 Re: Konwencja 26.03.13, 19:18
                                                    sebalda napisała:


                                                    . Naprawdę nie uwiera Cię ten brak samodzielności??

                                                    Absolutnie, a nawet wręcz przeciwnie. jak widze to takie dziwne że mozna zgadzac się z stanowiskiem Episkopatu, z tym co jest zapisane w dokumentach Kościoła? Wyobraź sobie ze sa takie osoby, które nie maja z tym żadnego problemu. Dlatego też moge sobie pozowlic na wygode poslugiwania się cytatami, gdyz sam lepiej nie napiszę, a to o czym jestem przekonany zostało bardzo ladnie opisane przez bardziej bieglych w słowie pisanym ode mnie.
                                                    Tak poza tym, to proponuje siegnąc do Tradycji, wtedy o dziwo okaże się że te same treści są nieustannie przekazywane przez pokolenia.
                                                    No, ale zgodnie z lewicowymi standardami samodzielnie myśli tylko ten kto nie zgadza się z nauczaniem Kościoła, zwłaszcza w kwestiach tak drażniących srodowiska feministyczno-gejowskie.
                                                    Nie chcesz widzieć ukrytej propagandy homoseksualnej w tym dokumencie? proszę bardzo. Dla mnie akurat stanowisko Episkopatu w tej mierze jest jak najbardziej miarodajne i bardzo wyważone, a powinno być nawet bardziej ostro sformułowane.
                                                  • sebalda Re: Konwencja 27.03.13, 12:03
                                                    Chodziło mi o Twoje cytowanie nie tylko stanowiska Episkopatu, Ty w ogóle prawie nie wypowiadasz się samodzielnie na żaden temat. Twój ostatni post był chyba pierwszym od dawna samodzielnie napisanym postem. Brawo! Da się, to nie boli.
                                                    Twoje cytowanie jest o tyle irytujące, że często nie fatygujesz się nawet, by to zaznaczyć. Ja nie mam takiego zmysłu, ale inni potrafią to wykazać (przy okazji dziękuję:). Przyzwoitość nakazywałaby, żeby użyć choć cudzysłowu, ale Ty jesteś tak przyzwyczajony do używania opcji kopiuj/wklej, że prawdopodobnie się zapominasz. Albo nie wiesz, co to przyzwoitość w kwestii cytowania cudzych wypowiedzi.
                                                    Samodzielność w myśleniu nie zawsze oznacza podważanie doktryn. A stanowisko Episkopatu zmienia się nie raz. Zmieniło się na przykład w odniesieniu do naszych ustaw o przeciwdziałaniu przemocy. Jeszcze niedawno ich nowelizacja była be, teraz jest najlepszą z możliwych. Tyle mniej więcej są warte wytyczne poszczególnych stanowisk Episkopatu. Nie mówię to tych doktrynalnych, ale na przykład o wtrącaniu się w interpretację poszczególnych przepisów, ustaw, kwestii państwowych i państwu przysługujących. Jeśli je podważam, nie czyni mnie to heretyczką, na jaką mnie wszędzie kreujesz.
                                                  • andrzej585858 Re: Konwencja 28.03.13, 08:18
                                                    Choć sporna konwencja o przeciwdziałaniu przemocy wobec kobiet, zawierająca genderową definicję płci nie została jeszcze przez Polskę ratyfikowana – wygląda na to, że MEN już wychodzi naprzeciw nowej ideologii. Na początek usuwając tradycyjne wartości ze szkolnych podręczników.


                                                    Jak informuje „Rzeczpospolita” idąc za głosem środowisk mniejszości seksualnych resort edukacji przychyla się do pomysłu, by w podręcznikach dla szkół pojawiły się „róże wzorce rodziny”. Ministerstwo rezygnuje też stopniowo ze współpracy z konserwatywnymi recenzentami podręczników.
                                                    Jak pisze dziennik, na skutek tych działań fragmenty odwołujące się do tradycyjnych wartości mogą wkrótce zniknąć z podręczników biologii, wiedzy o społeczeństwie i wychowania do życia w rodzinie.


                                                    Zależy nam, by w książkach dla uczniów znalazły się treści odzwierciedlające to, co faktycznie dzieje się w społeczeństwie, czyli nie tylko obraz rodziny jako mamy, taty i dzieci, ale także inne rodzaje rodzin

                                                    – tłumaczy gazecie Mirosława Makuchowska, wiceprezes Kampanii Przeciw Homofobii.



                                                    Chcielibyśmy też, by nie było tam treści zabarwionych światopoglądowo, ale aby były one oparte tylko na naukowych faktach.


                                                    Ofensywa środowisk Genderowych - jak zauważa "Rz" - przynosi już pierwsze efekty. Podlegający MEN Ośrodek Rozwoju Edukacji wydał już bowiem zalecenia dotyczące szkoleń dla recenzentów podręczników. Podkreśla w nich „uwrażliwienie na kwestie związane z równym traktowaniem, w tym ze względu na orientację seksualną".

                                                    Przekłada się to na program szkoleń. Jak opowiada gazecie prof. Bogdan Chazan, wybitny położnik i ginekolog oraz recenzent podręczników, który był dwa lata temu uczestnikiem szkolenia, podczas jednego z wykładów uczestników przekonywano, że płeć jest zjawiskiem przejściowym.

                                                    „Rz" dotarła do dwóch recenzji podręczników wychowania do życia w rodzinie, które zostały przygotowane według nowych standardów. Mnożą się w nich zarzuty o „nachalną narrację doktryny katolickiej". Recenzenci, m.in. prof. Maciej Kurpisz i dr hab. Jadwiga Bednarek, zalecają, by w książce „Wędrując ku dorosłości" nie używać sformułowań, że „rodzina jest absolutnie nie do zastąpienia".


                                                    W imieniu środowisk genderowych występuje też Agnieszka Kozłowska-Rajewicz, pełnomocnik rządu ds. równego traktowania. Przyznaje, że jest w kontakcie z MEN w sprawie podręczników.


                                                    W projekcie listu do pełnomocnik, do którego dotarła „Rz", minister edukacji pisze, że „uznaje za konieczne prowadzenie szkoleń dla rzeczoznawców opiniujących podręczniki pod względem merytoryczno-dydaktycznym i językowym, poświęconych tematyce równości płci i przeciwdziałaniu stereotypom".

                                                    Pół roku temu Polska podpisała konwencję o przeciwdziałaniu przemocy wobec kobiet, w której znalazły się wytyczne zgodne z „genderową” definicją płci. Gdy środowiska konserwatywne protestowały przeciw dokumentowi – jego zwolennicy bagatelizowali zagrożenia. Teraz okazuje się, ze grunt pod nowa ideologię jest już od dawna przygotowywany. I to zaczynając od najmłodszych.
                                                  • sebalda Re: Religijne i kulturowe źródła przemocy 12.04.13, 10:28
                                                    Gdybym ktoś miał wątpliwości, czy religia i kultura nie dyskryminują i nie popychają do przemocy wobec kobiet i dziecko, to polecam tę informację:
                                                    wyborcza.pl/1,75477,13342772,Lagodny_wyrok_dla_saudyjskiego_duchownego_za_zgwalcenie.html#TRrelSST
                                                    Czy wobec takich tradycyjnych uwarunkowań przemocy nadal ktoś ośmieli się twierdzić, że zapis na ten temat w Konwencji jest nieodpowiedni??? W Europie nie mieszkają osoby z tych kręgów kulturowych? Nasze dzieci, które kiedyś może wyjadą do innego kraju, nie będą narażone na przemoc z rąk takich osobników? Nie będą potrzebowały ochrony przed czymś takim? Jak te kultury postrzegają kobiety, skoro za zabicie dziecka lub żony nie grozi żadna poważna kara? Skoro za zabicie córki jest kara pieniężna o połowę mniejsza niż za zabicie chłopca?
                                                  • andrzej585858 Re: Religijne i kulturowe źródła przemocy 12.04.13, 20:31
                                                    Przyznam się że takkiego uporu dawno nie widziałem. To może inaczej, bardzo chcialbym prosic o wskazanie jakiegokolwiek fragmentu, miejsca w doktrynie zarowno jeżeli chodzi o chrzescijaństwo jak i islam która pozwala na wyciągnięcie takich wniosków jak instytucjonalna aprobata dla przemocy w rodzinie? Nie ma czegoś takiego.
                                                    Podobno to ja nie czytałem tekstu konwencji - ja czytalem, ale jak widze ci co krytykuja stanowisko Koscioła w tej sprawie w ogole nie zapoznali sie z stanowiskiem Koscioła odnosnie tego dokumentu. I na tym, polega zresztą perfidia organizacji feministyczno-lewackich. Pod płaszczykiem walki z przemocą przemycają idee które atakują rodzinę.
                                                    Więc jeszcze raz - jakakolwiek przemoc wobec kobiet, wobec dzieci jest i zawsze była sprzeczna z nauczaniem zarówno KOścioła jak i nauczaniem Koranu.
                                                    Radzę sięgnąć chociazby do tekstów sw. Augustyna ktory juz w IV wieku nauczał iz zarowno mężczyzna jak i kobieta są sobie równi pod względem człowieczeństwa.
                                                  • andrzej585858 Re: Religijne i kulturowe źródła przemocy 14.04.13, 07:48
                                                    sebalda napisała:

                                                    > Jakie są zatem źródła honorowego okaleczania lub mordowania kobiet w islamie? P
                                                    > aństwowe wyłącznie? Rozumiem, że muzułmanie bardzo szanują kobiety. Kobiety maj
                                                    > ą absolutnie równe prawa jak mężczyźni, są niezależne.

                                                    Jak zwykle nie na temat. Prosiłem o wskazanie odpowiedniego fragmentu w doktrynie zarowno chrześcijanskiej jak i muzulmanskiej na podstawie ktorego mozna stwierdzić iż religia sankcjonuje przemoc wobec kobiet.
                                                    To, że są ludzie którzy postępują niezgodnie z zasadami swojej religii nie oznacza że jest to wynikiem wpływu religii na tych ludzi.
                                                    Ci, ktorzy uwazaja że ich postępowanie jest zgodne z ich religią wyciagaja równie bezpodstawne wnioski jak homoseksualiści ktorzy uwazają że maja prawo nazywac się małżeństwem.
                                                    Obie postawy są niezgodne z stanem faktycznym.
                                                  • sebalda Re: Religijne i kulturowe źródła przemocy 14.04.13, 14:27
                                                    >>Prosiłem o wskazanie odpowiedniego fragmentu w doktrynie zarowno chrześcijanskiej jak i muzulmanskiej na podstawie ktorego mozna stwierdzić iż religia sankcjonuje przemoc wobec kobiet.
                                                    Nigdzie nie piszę o doktrynie chrześcijańskiej, jakbyś nie zauważył. Nie widzisz tego czy nie chcesz widzieć?
                                                  • andrzej585858 Re: Religijne i kulturowe źródła przemocy 15.04.13, 10:28
                                                    sebalda napisała:


                                                    > Nigdzie nie piszę o doktrynie chrześcijańskiej, jakbyś nie zauważył. Nie widzis
                                                    > z tego czy nie chcesz widzieć?

                                                    Piszesz o religijnych źródłach przemocy. Więc ponownie pytam się. Prosze wskazać jakikolwiek punkt, tekst - cokolwiek, na podstawie którego można wyciągnąc wniosek że to religia jest tym czynnikiem który sankcjonuje przemoc w rodzinie.
                                                    W jaki sposób chrzescijaństwo a w tym przypadku konkretnie Kościół katolicki aprobuje przemoc? Gdzie mozna znaleźc w nauczaniu Kościoła takie stwierdzenie?
                                                  • sebalda Re: Religijne i kulturowe źródła przemocy 15.04.13, 10:47
                                                    Konwencja nie wymienia konkretnej religii, a dotyczy ludzi zamieszkujących Europę, czyli nie tylko katolików. W tekście konwencji są ustępy na temat morderstw honorowych, zatem można przypuszczać, że jej twórcy brali pod uwagę różne kręgi kulturowe, nie tylko nasz, chrześcijański. I o ile Koran nie mówi bezpośrednio o tym, że można oblać kobietę kwasem, gdy została zgwałcona albo rozmawiała z obcym mężczyzną, o tyle ci, którzy się tego dopuszczają, właśnie wymogami religijnymi te czyny usprawiedliwiają. Posługują się religją, jej interpretacją.
                                                    Jeśli chcesz iść w zaparte i twierdzić, że kulturowe i religijne (nie wynikające bezpośrednio, ale pośrednio niestety tak) podstawy przemocy wobec kobiet nie istnieją, wszelka dyskusja z Tobą jest bezsensowna. Czy tylko państwowe ustawodawstwo, niemające żadnego związku z daną kulturą, mentalnością, podpierającą się względami religijnymi, jest winne temu, że kobiety są okaleczane i mordowane w tamtej kulturze?
                                                    Czy naprawdę nie możesz się choć na chwilę posłużyć swoim własnym rozumem, przestać z uporem godniejszym lepszej sprawy trwać w tym przekonaniu, że nasi biskupi nie mogą się mylić i może w tej sprawie nie wzięli pod uwagę, że konwencja służy nie tylko chrześcijanom? Że nie wszystko się kręci wyłącznie wokół tego, by zniszczyć Kościół katolicki?
                                                  • andrzej585858 Re: Religijne i kulturowe źródła przemocy 15.05.13, 11:28
                                                    Oto , miedzy innymi, czemu służy owa konwencja. Świetnie to wypunktował T. Terlikowski. Jeżeli nie widzisz, albo też nie chcesz widzieć że walka z przemocą jest tylko przykrywką dla niszczenia rodziny to warto przeczytać ten tekst:

                                                    „Lesbijki z wyboru to forpoczta powszechniejszych zmian. A relacje będą się zmieniać” - oznajmiła dzisiaj „Polityka” w tekście o kobietach, które całe życie były heteroseksualne, a w pewnym momencie „wybrały” homoseksualizm.

                                                    I choć można obśmiewać „Politykę”, która tym tekstem zakwestionowała linię homo-bojowników, którzy od dawna przekonują, że homoseksualizm jest wrodzony, i że nie można go wybrać. Ale nie będę tego robił, bowiem tekst Agnieszki Sowy przekonał mnie całkowicie do tego, że związek, w którym żyję jest zacofany, konserwatywny i nie ma przyszłości. Małżeństwo (ops przepraszam heteroseksualny związek ograniczający wolność kobiety i dyskryminujący ją poprzez prokreację) to przeżytek, naturalnie poczynane dzieci to błąd, a przyszłość jest w związkach otwartych, lesbijskich i poczynaniu dzieci z próbówki.

                                                    Dlatego zdecydowałem się na odważny gest i wyznanie. Otóż chciałem napisać, że jestem lesbijką (a może lepiej napisać „lesbijkiem”) z wyboru. Od dawna mam ten problem, od dawna odczuwam wyłącznie pociąg do kobiet, a konkretniej do jednej kobiety. A do tego podzielam opinię jednej z bohaterek tekstu z „Polityki”, która zapewnia, że „Polki są piękne, mężczyźni raczej nie”. To odważne wyznanie sprawia, że od teraz nie jestem już zacofanym i konserwatywnym oszołomem, a staję się otwartym i postępowym reprezentantem nowych związków. Dzięki temu mogę żyć po staremu...

                                                    Absurdalne? Oburzające? Otóż nie. To tylko wyciągnięcie wniosków z ideologii gender i bełkotu lewicy. Jeśli to moja wola określa, co jest faktem biologicznym, i jeśli wszystko jest płynne, to mam pełne prawo oznajmić, że jestem lesbijką (i wara innym od tego, co twierdzę), i że mój heteroseksualny, zacofany związek jest w istocie forpocztą zmian.

                                                    www.fronda.pl/a/terlikowski-wyznanie-lesbijka,28150.html
                                                    Do takich absurdów możemy dojść, akceptując powyższa konwencję.

                                                  • sebalda Re: Religijne i kulturowe źródła przemocy 22.05.13, 15:39
                                                    Ja rozumiem, że można mieć problemy z interpunkcją, to nie jest łatwa sztuka (choć zapamiętać, że na przykład przed "który, która, które, że, dlatego" trzeba postawić przecinek, nie jest tak trudno, to już kwestia lenistwa chyba). Ale powtarzam, jakoś mogę to zrozumieć.
                                                    Czymś zupełnie innym jest jednak notoryczne zapominanie (celowe, z roztargnienia, z niechlujstwa?) o tym, że cytaty należy ująć w cudzysłów. To karygodne i momentami wręcz nieuczciwe.
                                                    Ja już się nabrałam, myślałam, że wykrzesałeś z siebie coś niemal żartobliwego, że wyostrzył Ci się dowcip, a to wszystko był cytat z Terlikowskiego, czego nie raczyłeś zaznaczyć.
                                                    Już Ci wiele razy na to zwracano uwagę, naprawdę tak trudno się nauczyć???
                                                    Ponadto gratuluję wzorca i mentora:P
                                                    A związku z konwencją nijak, ale to zupełnie nijak dostrzec nie mogę. No ale jak się komuś wszystko kojarzy, to co począć???
                                                  • andrzej585858 Re: Religijne i kulturowe źródła przemocy 22.05.13, 20:50
                                                    Typowe zagrania. Jak się nie ma nic konkretnego do powiedzenia, to czepia się kwestii trzeciorzednych. Takich jak chociazby interpunkcja.
                                                    Dziwne też ze jakoś nie udalo się zauważyc linku do artykułu, ktory jest oczywiście zacytowany w calości i ujety w cudzysłów. Ale to trzeba chcieć zauważyć. Podobnie jak kpiny z kulturowego podejścia do płci. Przecież jest to zgodne z propozycjami konwencji!
                                                    A co do mentora - wole Terlikowskiego niż Lemańskiego.
                                                  • sebalda Re: Religijne i kulturowe źródła przemocy 22.05.13, 22:19
                                                    Gdybyś nie zamieścił linka, nie wiedziałabym, że to nie Twoje słowa, proste. Ale to nie zwalnia z używania cudzysłowu. Związku z konwencją nadal nie widzę i czepianie się tego uważam za śmieszne wobec całej idei konwencji, która ma kategorycznie inne, milion razy ważniejsze zadanie niż wyimaginowane przez fanatyków katolickich i konserwatywnych.
                                                    Lemański na każdym kroku podkreśla, że nie podważa zagadnień doktrynalnych, co można mu zarzucić? Pewnie to, że nie jest zapiekłym ortodoksem i śmie głośno mówić o tym, że Kościół w Polsce powinien się wreszcie ustosunkować do wszelkich zarzutów pod jego adresem. Uważasz, iż KK w Polsce jest czysty jak łza i nie można mu niczego zarzucić? A każda krytyka jest jednym wielkim niezasłużonym atakiem? To już wiemy.
                                                  • andrzej585858 Re: Religijne i kulturowe źródła przemocy 23.05.13, 13:15
                                                    Nikt nie czepia się tego że przemocy trzeba przeciwdzialać. Fanatycy jak to laskawie okreslasz, czepiają się wszelkim probm degradacji znaczenia rodziny oraz małżeństwa i próbom wszczepienia ideologii antyreligijnych do prawodawstwa.
                                                    Radzę uwaznie przeczytać chociazby ten artykuł:
                                                    www.deon.pl/inteligentne-zycie/psychologia-na-co-dzien/art,605,dlaczego-gender-jest-grozne.html
                                                    Natomiast co się tyczy ks. Lemańskiego to polecam zapoznac się z biografią Tertuliana. On nie tylko nie podważał zagadnien doktrynalnych a nawet wręcz przeciwnie, a jednak znalazł się poza Kosciołem. Dlaczego? ano dlatego że tak zaciekle tropił grzech w Kościele, że az zapędził się. To tak w skrócie.
                                                    Nikt nie twierdzi że Kosciól jest czysty, jest taki jakie jest społeczeństwo. Jest w nium duzo grzechu i zła, ale walcząc z złem trzeba "zachować proporcje, mocium panie".
                                                  • sebalda Re: Religijne i kulturowe źródła przemocy 23.05.13, 14:46
                                                    > Nikt nie twierdzi że Kosciól jest czysty, jest taki jakie jest społeczeństwo.
                                                    Ale jak w społeczeństwie trafi się nieczystość (przestępstwo), to się ponosi konsekwencje, bierze się odpowiedzialność za złe uczynki. Jak w Kościele trafi się problem, nie dość, że tej odpowiedzialności nikt nie przyjmuje, to jeszcze odbija się piłeczkę, a to grzmiąc na innych, a to zasłaniając się dobrem wspólnoty, a to głośno krzycząc, że to atak na Kościół. Każda krytyka jest traktowana jako atak.
                                                    I o to chodzi ks. Lemańskiemu. Nie o zapędzanie się w krytyce, ale o to, że Kościół jest pierwszy do potępiania każdego odrębnego zdania, a ostatni do przyznania się do własnych win i rozliczenia się z nich. To jak z wymagającym ojcem. Jeśli sam świeci przykładem i jest autorytetem, dziecko go szanuje i naśladuje, jak jest karcone, okazuje skruchę. Jeśli natomiast ojciec ma poważne wady, do których nie chce się przyznać, które tuszuje, ale które są widoczne, dziecko go nie szanuje, a wszelkie upomnienia ze strony takie ojca traktuje z buntem i złością.
                                                    Przepraszanie jest często trudną sztuką, ale jako matka, która wychowała dwoje dzieci, wiem, że one szanują mnie po stokroć bardziej, gdy przyznam się do błędu i przeproszę, niż gdybym szła w zaparte i wymagała tylko od nich, a nie od siebie.
                                                  • sebalda Re: Religijne i kulturowe źródła przemocy 23.05.13, 15:55
                                                    Zalinkowany artykuł zawiera wiele niepotwierdzonych, wyrwanych z kontekstu, przesadzonych lub wręcz nieprawdziwych informacji (z tego, co wiem, nie ma leku na AIDS). Przedstawianie pojedynczych przykładów nie sprawi, że coś jest regułą. Nie można naciągać swoich teorii, bo tak pasuje autorce. Dokładnie to samo jest robione w stosunku do Konwencji. Wyciąga się jedno zdanie i buduje na tym całą teorię przemycania ideologii, kompletnie przy tym nie zwracając uwagi na całą resztę. To samo robi się ze zdaniem o tym, że przemoc jest wzmacniana przez wzorce kulturowe lub religijne. A przecież jest, tyle, że ci, których to oburza, kompletnie zapominają, że na świecie funkcjonują różne kultury i religie, nie tylko katolickie.
                                                    I jeszcze jedno spostrzeżenie. Nie wiem, jak mam się odnieść do rewelacji z tego artykułu, bowiem są w nim błędy (celowe i mniej celowe), ale zakładam, że pewne rzeczy się zgadzają. Część z postulatów nazwanej tak przez autorkę "lewicy seksualnej" jest oczywiście absurdalna (propagowanie sadomasochizmu w przedszkolach?!?!?), ale podejrzewam, że i takie rzeczy mogą się zdarzać. Tak jak wśród konserwatystów i katolików zdarzają się fanatycy i ludzie mocno przesadzający ze swoimi postulatami (czasami mam wrażenie, że z dużym aplauzem przyjęliby sądy religijne i ciężkie kary za każde, najdrobniejsze nawet przewinienie, innym przykładem jest oddawanie dzieci do przedszkoli i szkół, gdzie uczyć się mogą tylko dzieci z pełnych rodzin), tak wśród osób popierających wolność seksualną mogą się zdarzyć takie, które w swoich postulatach posuwają się do absurdu i zwykłej głupoty. Tylko czy to ma sprawić, że każdy postulat dotyczący tego typu problemów ma być od razu potępiany? Czy ateiści mają sobie wyrabiać zdanie na temat wszystkich katolików na podstawie niektórych pełnych nienawiści wypowiedzi słuchaczy Radia Maryja?
                                                    Też proponuję "zachować proporcje".
                                                  • sebalda Re: Religijne i kulturowe źródła przemocy 23.05.13, 16:36
                                                    Na świecie istnieją osoby transseksualne i żadne zaklinanie rzeczywistości tego nie zmieni. Ba, istnieją też hermafrodyty, natura (Bóg) od czasu do czasu popełnia takie "pomyłki". Nie wiemy, jaki jest tego zamysł, ale wiemy, że to się zdarza. Nie można powiedzieć: to margines, oni się nie liczą. Globalnie może się nie liczą, ale istnieją, żyją, czują. Jeśli zatem w niektórych zapisach prawnych pojawia się odniesienie do gender, może oznacza to, że i takie osoby trzeba uwzględniać i chronić. Nie ulega wątpliwości, że są one często obiektami ataków, często są niezrozumiane i piętnowane. Może takie zapisy nie oznaczają promowania pewnych zjawisk, ale branie ich pod uwagę, bo one istnieją, czy to się podoba katolikom, czy nie.
                                                    Jak nie każda krytyka jest atakiem, tak nie każda wzmianka jest propagowaniem. Proste.
                                                  • andrzej585858 Uzurpatorzy szczęścia cz. 1 10.06.13, 18:27


                                                    Gdy ustawa o zapobieganiu przemocy w rodzinie wchodziła w życie, budziła już wiele kontrowersji. Obawiano się, że przemoc zagrozi... rodzicom, którzy będą musieli zmagać się z bezdusznością urzędników.



                                                    Ustawa weszła w życie w lipcu 2005 r., a od 2010 r. obowiązuje jej nowelizacja. Ale zarówno pierwotna forma, jak i ta późniejsza są bardzo nieprecyzyjne. Pełno jest ogólników, które można przeróżnie zinterpretować. W ustawie czytamy o ochronie praw osób w rodzinach, w których dochodzi do "naruszenia ich godności, nietykalności cielesnej, wolności. (...) którzy doznali szkód na zdrowiu psychicznym i fizycznym". Bardzo enigmatyczne są stwierdzenia, dotyczące zwłaszcza dzieci. Jak bowiem traktować zapis o naruszeniu godności i nietykalności cielesnej, gdy wymierzamy dziecku karę, dajemy mu klapsa, nie pozwolimy na niebezpieczną zabawę. - Mam kłopoty wychowawcze z 16-letnią córką - mówi Wanda, 48-letnia lekarka. - Ma na nią bardzo zły wpływ chłopak, z którym się spotyka. Staram się egzekwować godziny, o których powinna być w domu.



                                                    Słyszę, że ograniczam jej wolność, a to jest sprzeczne z ustawą o przeciwdziałaniu przemocy w rodzinie. Córka przez Internet zapoznała się z treścią tej nieszczęsnej ustawy i teraz grozi mi, że wniesie na mnie skargę.


                                                    Wydawałoby się, że jest to sytuacja możliwa tylko w teatrzyku absurdu. Niestety, nie jest to odosobniony przypadek. Matka podczas awantury domowej pacnęła swoją 15-letnią córkę ścierką kuchenną. Na drugi dzień dziewczyna przyszła do szkolnego pedagoga i poskarżyła się na matkę. Rodzicielka musiała się długo tłumaczyć. Inna córka czuje się pokrzywdzona przez matkę, bo ta ma zastrzeżenia do jej bliskiej koleżanki i nie pozwala dziewczynie na wspólne wypady z przyjaciółką.


                                                    Te wszystkie problemy buntu nastolatek to jeszcze nic w porównaniu z dramatami małych dzieci odbieranych rodzicom.


                                                    Dziecięce tragedie


                                                    Prawdziwy horror przeżywają rodzice, czy samotne matki, którzy z powodu enigmatycznych wyroków sądowych są pozbawiani praw rodzicielskich, a ich dzieci zostają umieszczone w placówkach opiekuńczych lub rodzinach zastępczych. W wielu przypadkach pracownik socjalny z policją odbiera dzieci z rodzinnego domu bez wyroku sądu. Dopiero później zapada wyrok, zgodny z poprzednimi działaniami urzędników. Dzieci przeżywają dramat w domach dziecka.


                                                    Wprawdzie w art.12a czytamy, że "w razie bezpośredniego zagrożenia życia lub zdrowia dziecka w związku z przemocą w rodzinie pracownik socjalny wykonujący obowiązki służbowe ma prawo odebrać dziecko z rodziny", są jednak przypadki, gdy niczyje życie lub zdrowie nie jest zagrożone, a dzieci zostają pozbawione domu rodzinnego.


                                                    Najbardziej bulwersujące historie, które nagłośniły media, to historia małej Róży i trójki dzieci państwa Bajkowskich. W 2009 r. sąd w Szamotułach zabrał kilkumiesięczną Różę rodzinie Szwaków. Motywacja była absurdalna. W domu brud (niesprzątnięte ze stołu okruchy jedzenia) i ogólne nieradzenie sobie rodziców z problemami wychowawczymi. Dziecko umieszczono w rodzinie zastępczej. Pod naciskiem opinii publicznej wyrok sądu został, na szczęście, zmieniony i w blasku kamer telewizyjnych mała Róża znalazła się znów w swoim domu.


                                                    Historia rodziny Bajkowskich nie ma jeszcze finału. Trzech chłopców z niewyjaśnionych bliżej przyczyn nadal przebywa w domu dziecka. Rodzice sami zgłosili się po pomoc do krakowskiego Instytutu Psychologii. Chcieli rozwikłać kłopoty wychowawcze. Uczestniczyli w terapii, którą po pewnym czasie przerwali, uznając ją widocznie za nieskuteczną. Z tego powodu do sądu wpłynął wniosek o odebranie im dzieci. Sąd uznał, że "rodzice nie zabezpieczają potrzeb psychicznych dzieci" i w rodzinie "zaburzone są więzi emocjonalne". Chłopcy zostali wywołani z lekcji i zabrani przez policję do placówki wychowawczej. Przebywają w niej już kilka miesięcy.



                                                    Rodzice podobno karali chłopców, stawiając ich do kąta, wymierzając klapsy. Wymagali od nich również nadmiernej samodzielności (samotna podróż pociągiem z Krakowa do Łodzi). Dzieci były zadbane, dobrze wychowane, nie miały kłopotów z nauką. Nie umieszczono chłopców u babci, która zaoferowała pomoc. Mimo nagłośnienia sprawy i sprzeciwu opinii społecznej dzieci do tej pory są poza domem.


                                                    To dzięki tej bulwersującej sprawie ówczesny minister sprawiedliwości Jarosław Gowin przyrzekł nowelizację kodeksu rodzinnego i opiekuńczego. Art.111 ma być uzupełniony wpisem, że dziecko odbiera się rodzinie w ostateczności.


                                                    Te dwa przykłady nie obrazują skali problemu. Gdy ktoś zagłębi się w regionalne przekazy medialne, dostrzeże, jak częste są przypadki odbierania dzieci rodzinie przeważnie z bliżej niesprecyzowanych powodów. I tak w 2009 r. Sąd Okręgowy w Poznaniu odebrał rodzicom małą Różę. Kierował się "dobrem dziecka przy pasywności matki w sprawowaniu opieki rodzicielskiej oraz braku czasu u ojca dziecka". Do tej pory rodzice Róży sprawowali opiekę nad trójką starszych dzieci i nikt im nie zarzucał zaniedbań wychowawczych.


                                                    W 2011 r. sąd w Łodzi odebrał dziecko 14-letniej dziewczynie, uzasadniając z bliżej nieumotywowanych powodów, że jest ona osobą zdemoralizowaną.


                                                    Pięć lat temu w Lublinie sąd pozbawił babcię opieki nad dwójką wnuków, których matka, chora na depresję, została ubezwłasnowolniona. Babcia utrzymywała dom ze skromnej renty, aby dorobić, jeździła ze swoim mężem po okolicznych wsiach, oferując towary na sprzedaż. Dzieci podczas ich nieobecności pozostawały pod opieką matki, która je bardzo kochała i nie zrobiłaby im krzywdy. Któregoś dnia do szkoły, w której uczył się starszy chłopiec, wkroczyła policja i zabrała dziecko do placówki opiekuńczej. Babcia, bojąc się, że młodszy wnuk również zostanie jej odebrany, ukrywała się z nim, jednocześnie śląc do organów rządowych i administracyjnych pisma z prośbą o odzyskanie opieki nad starszym wnukiem. Mijały lata. Młodszy wnuk z obawy przed domem dziecka nie został posłany do szkoły. Babcia odwiedzała regularnie starszego chłopca w bidulu.



                                                    Widziała, że dziecko jest tam zastraszone, bite przez rówieśników, ale jej skargi pozostały bez echa. Po pięciu latach policja w końcu namierzyła babcię i podczas jej nieobecności w dramatycznych okolicznościach zabrała młodszego chłopca i jego pięcioletnią siostrę. Dzieci podobno uciekały pod spódnicę matki, czepiały się jej nóg. Krzyczały, błagały o pomoc. Zostały umieszczone w domu dziecka oddalonym od miejsca swojego zamieszkania o 50 km. Babcia stoczyła walkę z dyrektorem placówki o prawo do odwiedzin wnuków.


                                                    Widać, że prościej jest odebrać dzieci niż pomóc rodzinie. Gdzie byli pracownicy socjalni, kurator?


                                                    Podobnych przypadków jest wiele. W każdej takiej historii najbardziej poszkodowane są dzieci, przeżywające wielkie dramaty. W brutalny sposób zostały odłączone od rodziny, którą kochają, umieszczone w obcym, nieprzyjaznym środowisku. Przeżyły traumę, która może zaważyć na całym ich życiu.
                                                  • andrzej585858 Re: Uzurpatorzy szczęścia cz. 2 10.06.13, 18:27

                                                    Przykład z Zachodu


                                                    Praktyki odbierania dziecka najbliższym wywodzą się z krajów Europy Zachodniej i sięgają końca lat 70. ubiegłego wieku. W 1979 r. w Szwecji rządy partii socjalistycznej prawnie zakazały kary klapsów wymierzanej dzieciom. Obecnie w tym kraju często z błahych powodów odbiera się dzieci rodzicom. Szacuje się, że rocznie dochodzi do 20 tys. takich przypadków. Państwu Olssonom odebrano dzieci, bo mieli niski iloraz inteligencji. Okazało się, że mogli się pochwalić standardowym IQ. Olssonowie wygrali sprawę dopiero przed Europejskim Trybunałem Sprawiedliwości, a do tego czasu dzieci przebywały w rodzinie zastępczej. Podobnie dzieje się w Norwegii. Indyjskim rodzicom zabrano tam dwójkę dzieci, motywując decyzję nieprzestrzeganiem norm kulturowych. Dzieci były karmione rękami i spały z rodzicami w jednym łóżku. W Indiach takie zachowanie jest naturalne. W innej rodzinie, w której matka była Hinduską, policja wyciągnęła chłopca z samolotu. Rodzice chcieli odwiedzić rodzinę w Indiach. Dziecko trafiło do rodziny zastępczej. Sąd postanowił, że rodzice mogą przebywać z synem przez godzinę co piąty tydzień, pod nadzorem urzędników.


                                                    W tych krajach można złożyć donos do powołanych do tego władz, że w rodzinie dziecko jest smutne i nie chce się bawić z rówieśnikami. Z tego powodu Stowarzyszenie Rzecznika Praw w Rodzinie może odebrać rodzicom dziecko i umieścić je w rodzinie zastępczej. Swoją decyzję tłumaczy się naruszeniem praw dziecka. Często ten problem dotyczy rodzin emigracyjnych, które powinny dokładnie przeanalizować prawo rodzinne obowiązujące w danym kraju, aby wiedzieć, że to, co emigrantom wydaje się zgodne z prawem i kulturowo uzasadnione, w kraju, w którym obecnie mieszkają, jest niedopuszczalne. Tak też dzieje się w Austrii, Niemczech, Holandii, Wielkiej Brytanii. Trzeba przyznać, że na Wyspach Brytyjskich statystyki dla polskich rodzin są kompromitujące. Z powodu alkoholizmu i przemocy brytyjskie służby socjalne odbierają rodzicom ok. 100 polskich dzieci rocznie.


                                                    Polski paradoks


                                                    W Polsce wydaje się absurdem, że los maltretowanych dzieci mało obchodzi urzędników. Zatrważające są statystyki pobić, często ze skutkiem śmiertelnym, maleńkich, nawet kilkumiesięcznych dzieci. Żaden sąsiad nie złoży na maltretującą swoje dziecko rodzinę donosu, a pracownicy socjalni patologię odkrywają dopiero po dramatycznych skutkach. Dla takich rodzin jest pełna tolerancja, wynikająca głównie ze strachu przed agresywnym tatusiem czy pijaną mamusią. Urzędnicy boją się takie rodziny kontrolować, a statystyczne dane poprawiają szukaniem dziury w całym w rodzinach normalnych, które niczym poważniejszym swoim dzieciom nie zagrażają. Urzędnicy "wiedzą lepiej", co dziecku potrzeba do szczęścia.



                                                    Nie można przecież naruszać jego nietykalności cielesnej, wymierzając mu klapsa, ani ograniczać wolności, stawiając je do kąta. Musi zaznać "szczęścia" w domu dziecka czy rodzinie zastępczej. Nic ich nie powstrzyma w "uszczęśliwianiu" dzieci - ani widok brutalnej interwencji policji, ani obserwowanie wyobcowania i osamotnienia młodego człowieka w domu dziecka. To nic, że trauma może być tak bolesna, iż na długie lata pozostawi ślady w psychice. Organy państwowe wiedzą lepiej. Szkoda, że polskie władze swój zapał w niwelowaniu agresji w rodzinie nie kierują tam, gdzie rozgrywają się prawdziwe dramaty dziecięce, o których istnieniu dowiadujemy się dopiero z mediów.


                                                    Cóż, zdołaliśmy się już przyzwyczaić, że Polska to kraj absurdów. Tylko czy musimy je akceptować?
                                                  • andrzej585858 Praktyczne stosowanie konwencji 28.07.13, 17:32
                                                    Jak wygląda tworzenie nowych, coraz bardziej bzdurnych konwencji mozna przeczytać chociazby w tym artykule.

                                                    wyborcza.pl/1,75478,14349240,Zepsuli_Niebieska_Karte__Wedlug_NIK_zmiana_prawa_uderzyla.html
                                                    ale zawsze tak się dzieje gdy w imię "poprawności politycznej" tworzy sie bzdurne definicje i próbuje się przemycić tresci ideologiczne do prawa karnego.
                                                  • andrzej585858 Re: Praktyczne stosowanie konwencji 02.05.14, 09:15


                                                    "Na wczorajszym posiedzeniu Rady Ministrów projekt ustawy o ratyfikacji Konwencji przedłożył minister spraw zagranicznych. Na razie nie wiadomo, kiedy zajmą się nim posłowie.

                                                    Być może wątek Konwencji pojawi się podczas wystąpienia ministra spraw zagranicznych Radosława Sikorskiego, który 7 maja ma przedstawiać założenia polskiej polityki zagranicznej w 2014 rok.

                                                    Polska podpisała Konwencję o zapobieganiu i zwalczaniu przemocy wobec kobiet oraz przemocy domowej 18 grudnia 2012 r. W imieniu rządu uczyniła to pełnomocnik ds. spraw równego traktowania Agnieszka Kozłowska-Rajewicz.

                                                    Zarówno Kościół, jak i wiele środowisk katolickich oraz organizacji rodzinnych i pro-life wyrażało stanowczą dezaprobatę wobec niektórych zapisów Konwencji.

                                                    Organizacje wskazywały, że Polska nie potrzebuje nasyconych ideologicznie regulacji dotyczących zwalczania przemocy, a obecnie obowiązujące w Polsce przepisy w zupełności wystarczają, by tej przemocy przeciwdziałać. Należy je tylko skuteczniej interpretować i wykorzystywać.

                                                    Członkinie Krajowej Rady Duszpasterstwa Kobiet KEP przypominały, że niedawno nowelizowane polskie prawo dotyczące zapobiegania przemocy w pełni chroni kobiety i ofiary przemocy domowej, o czym wielokrotnie zapewniał obecny rząd. Nie ma więc potrzeby ratyfikowania tej konwencji i dostosowywania do niej polskiego prawa, tym bardziej, że byłoby to bardzo kosztowne.

                                                    Zapisy w niej zawarte mają na celu wymuszenie poważnych zmian społecznych w Polsce, w żaden sposób nie skonsultowanych ze społeczeństwem, które w przeważającej części ich nie akceptuje. Może to prowadzić do poważnych protestów i niepokojów społecznych oraz dezorganizacji społeczeństwa.

                                                    Konwencja ta definiuje płeć jedynie jako zjawisko społeczno-kulturowe i jednoznacznie zmierza do wprowadzenia zmian wzorców społecznych i kulturowych (art. 12 p.1). Konsekwencją jej ratyfikacji byłoby dostosowanie polskiego prawa, edukacji oraz życia społecznego i rodzinnego do założeń ideologii, która dąży do równego traktowania kobiet i mężczyzn we wszystkich obszarach życia, a w rzeczywistości daje zgodę na dyskryminację jednej z płci, gdyż nie uwzględnia różnic występujących pomiędzy kobietą i mężczyzną lub okoliczności w jakich oni się znajdują. Pod pozorem równego traktowania Polacy utraciliby prawo do ochrony elementarnych wartości naturalnych i chrześcijańskich, zarówno w życiu społecznym, jak i prywatnym, w rodzinach oraz w wychowaniu swoich dzieci, co byłoby egzekwowane prawem. Oznacza to łamanie sumień polskich katolików: matek i ojców.

                                                    Art. 4 p. 4 Konwencji mówi, że specjalne środki w niej stosowane nie są uznawane za dyskryminację. Tymczasem Konwencja proponuje wiele rozwiązań dyskryminujących (z sankcjami karnymi włącznie) zwłaszcza wobec mężczyzn i tradycyjnych rodzin oraz tych obywateli, którzy nie zechcą pogodzić się z propagowaniem zachowań homoseksualnych i propozycjami propagowania niestereotypowych ról, np. homoseksualnych w przedszkolach, szkołach, na uniwersytetach, w wojsku, placówkach zdrowia czy sporcie.

                                                    Konwencja narzuca danemu krajowi wytyczne dotyczące programów edukacyjnych na wszystkich poziomach nakazując wprowadzenie tzw. "perspektywy płci" w rozumieniu "jedynej słusznej" "płci kulturowej", co stoi w sprzeczności z polską linią edukacyjną respektującą komplementarność płci, a tym samym zmienia perspektywę antropologiczną kobiety i mężczyzny niemożliwą do przyjęcia przez gwarantowany konstytucyjnie system wartości i przyjętą koncepcję człowieka.

                                                    Nad przestrzeganiem zapisów Konwencji ma czuwać międzynarodowy organ, co będzie nas obciążać poważnymi kosztami i spowoduje utratę naszej suwerenności w sprawach etycznych i rodzinnych. Wrażliwe dane na temat ofiar przemocy będą przekazywane za granicę bez ich wiedzy i zgody.

                                                    Zapisy Konwencji są sprzeczne z Konstytucją RP, która zapewnia rodzicom prawo do wychowywania dzieci zgodnie ze swoimi przekonaniami, a małżeństwo definiuje jako związek mężczyzny i kobiety, otaczając go opieką podobnie jak rodzinę, czego jednak konwencja nie respektuje. Konwencja narusza także gwarantowaną konstytucyjnie prawną ochronę życia prywatnego i bezpodstawnie podważa wolność obywateli wprowadzają rozwiązania o charakterze ideologicznym.

                                                    Wyraźny sprzeciw wobec konwencji wyraziło też Prezydium Konferencji Episkopatu Polski. Jak wskazywali biskupi, choć konwencja poświęcona jest istotnemu problemowi przemocy wobec kobiet, zbudowana jest jednak na ideologicznych i niezgodnych z prawdą założeniach, których w żaden sposób nie można zaakceptować. Wskazuje bowiem niesłusznie, że przemoc wobec kobiet jest systemowa, zaś jej źródłem miałyby być religia, tradycja i kultura.

                                                    Podpisanie dokumentu nie oznacza obowiązku ratyfikowania go, a dopiero ratyfikacja pociągnie za sobą skutki prawne."

                                                    www.deon.pl/religia/kosciol-i-swiat/z-zycia-kosciola/art,18462,rzad-ratyfikuje-kontr-konwencje-przemocowa.html
                                                  • andrzej585858 Re: Praktyczne stosowanie konwencji 06.05.14, 12:51
                                                    Tak może wyglądać praktyczne stosowanie zaleceń konwencji.

                                                    "Polski parlament będzie niedługo podejmował decyzję w sprawie ratyfikacji Stambulskiej Konwencji Rady Europy o zapobieganiu i przeciwdziałaniu przemocy wobec kobiet i przemocy domowej. Ważnym elementem debaty nad zasadnością ratyfikacji Konwencji RE powinny być doświadczenia państw, które są już stronami podobnej umowy międzynarodowej. Bliźniacza konwencja o zapobieganiu, karaniu i eliminacji przemocy wobec kobiet obowiązuje od 1994 r. na gruncie Organizacji Państw Amerykańskich. Mechanizm wdrażania jej postanowień (w skrócie tzw. MESECVI) intensywnie wywiera presję na sygnatariuszy w celu skłonienia ich do upowszechniania aborcji - przestrzega Instytut na rzecz Kultury Prawnej Ordo Iuris.

                                                    Bliźniacza wobec dokumentu Rady Europy konwencja o zapobieganiu, karaniu i eliminacji przemocy wobec kobiet obowiązuje od 1994 r. na gruncie Organizacji Państw Amerykańskich i określana jest mianem Konwencji z Belém do Pará. Od 2004 r. działa w jej ramach również mechanizm monitorowania procesu wdrażania postanowień Konwencji z Belém do Pará o nazwie MESECVI, którego Komitet Ekspertów ma funkcje łudząco podobne do grupy GREVIO, przewidzianej przez Stambulską Konwencję RE, która rząd Polski chce ratyfikować. Podkreślić należy, że MESECVI niezwykle intensywnie wywiera presję na Państwa-Strony Konwencji z Belém do Para, celem skłonienia ich do upowszechnienia aborcji.

                                                    Konwencja z Belém do Pará jest aktem pod wieloma względami przypominającym Stambulską Konwencję Rady Europy (CAHVIO). Obie konwencje dotykają bardzo ważnego zagadnienia walki z przemocą wobec kobiet, jednak sytuują je w trudnym do zaakceptowania kontekście ideologicznym.

                                                    Obie konwencje zgodnie uznają w swych preambułach, że przemoc wobec kobiet jest efektem nierównych stosunków władzy pomiędzy kobietami a mężczyznami, warunkowanymi na przestrzeni wieków przypisywaniem kobietom i mężczyznom specyficznych ról społecznych. Przemoc jest zatem w optyce obu konwencji obiektywnie zdeterminowana przez historycznie ukształtowaną strukturę społeczeństwa, co doskonale wpisuje się w feministyczną ideologię „walki płci”.

                                                    Obie konwencje uznają tym samym przemoc wobec kobiet za zjawisko uwarunkowane płcią ( gender-based violence). Doskonale świadczą o tym art. 1 Konwencji z Belém do Pará oraz art. 3 Konwencji Rady Europy. Przemoc wobec kobiet w ujęciu obu konwencji ma wynikać z tego, że kobieta jest traktowana jak kobieta. Konwencje ignorują lub marginalizują znaczenie czynników, które realnie warunkują zachowania przemocowe, a mianowicie: uzależnienia, postępujące rozluźnienie norm społecznych, przemoc w środkach masowego przekazu, zwłaszcza zaś obecną w nich seksualizację wizerunku kobiety.

                                                    Obie konwencje zakładają, iż zwalczanie przemocy wobec kobiet wymaga demontażu struktur społecznych różnicujących kobiece i męskie role w społeczeństwie, jako warunkujących przemoc wobec kobiet. Postulat ten wyraża się szczególnie w postanowieniach dotyczących systemu edukacji (art. 6 (b) Konwencji z Belém do Pará oraz art. 14 Konwencji RE). Obie konwencje zobowiązują państwa sygnatariuszy do zapewnienia, iż nauczanie nie promuje tak zwanych „stereotypowych ról płciowych” lub upowszechnia wiedzę o rolach „niestereotypowych”. Konwencje tym samym ignorują gwarantowane w różnych aktach prawa międzynarodowego prawo rodziców do wychowywania dzieci zgodnie z własnymi przekonaniami.

                                                    Nad implementacją postanowień Konwencji z Belém do Pará czuwa utworzony w 2004 r. system monitorowania MESECVI, w którym kluczową rolę odgrywa tzw. Komitet Ekspertów. Ma on bardzo podobne funkcje do grupy GREVIO, mającej powstać na mocy Konwencji RE. Służy on analizie i ocenie postępów Państw-Stron w kwestii wprowadzania w życie postanowień Konwencji. Służy temu sprawozdawczość prowadzona w oparciu o kwestionariusze, na podstawie których, przygotowywany jest specjalny raport wraz ze wskazaniami dotyczącymi realizacji postanowień Konwencji.

                                                    Komitet ten odznacza się bardzo dużą aktywnością w kwestii ideologicznie motywowanego, rozszerzającego interpretowania rozwiązań konwencyjnych. Choć Konwencja z Belém do Pará, podobnie jak Konwencja RE, nie wzmiankuje nawet zagadnienia aborcji, Komitet Ekspertów MESECVI, wychodząc od art. 8 (d) oraz art. 8 (f) Konwencji (które zobowiązują państwa sygnatariuszy do podejmowania coraz bardziej szczegółowych działań na rzecz dostarczania stosownych usług kobietom, które stały się ofiarami przemocy, oraz na rzecz zapewniania kobietom, które stały się ofiarami przemocy, dostępu do programów umożliwiających im powrót do pełnego uczestnictwa w życiu publicznym, prywatnym i społecznym), zaleca państwom sygnatariuszom umożliwienie kobietom, które stały się ofiarami przemocy, bezpłatnego przeprowadzenia aborcji.

                                                    Komitet zaleca wprowadzenie takiej możliwości nie tylko w przypadku, gdy kobieta została zgwałcona, ale również wtedy, gdy ciąża ma zagrażać jej zdrowiu fizycznemu lub psychicznemu. Komitet systematycznie monitoruje politykę państw sygnatariuszy w kwestii dostępności aborcji oraz angażuje się w lobbing na rzecz legalizacji aborcji w jak najszerszym zakresie. W Hemisferycznym Raporcie z 2012 r. Komitet Ekspertów podkreślał, że „szczególnie niepokojący jest w raportach brak informacji o zapewnieniu przez Państwa-Strony seksualnych usług zdrowotnych pozwalających kobietom – ofiarom przemocy, na legalne zakończenie ciąży” (s. 79).

                                                    Biorąc pod uwagę bliźniaczą tożsamość ideową Konwencji z Belém do Pará i Konwencji RE ze Stambułu, oraz zbieżności funkcjonalne Komitetu Ekspertów działającego w ramach MESECVI oraz grupy GREVIO, należy się liczyć z tym, że również ta ostatnia będzie się angażować na rzecz liberalizacji rozwiązań prawnych, które chronią ludzkie życie w fazie prenatalnej.

                                                    GREVIO będzie monitorować wprowadzanie w życie postanowień Konwencji i dokonywać interpretacji jej postanowień na zasadach podobnych do Komitetu Ekspertów MESECVI. Dlatego żywić można uzasadnione obawy, że bliźniaczy system monitorowania przewidziany Konwencją RE, na czele z grupą GREVIO, podejmować będzie podobne, motywowane ideologicznie działania na rzecz zniesienia ochrony prawnej dla ludzi w prenatalnym okresie ich rozwoju. Zarówno MESECVI, jak i komitety monitorujące konwencje ONZ (CAT, CRC, CEDAW) wyraźnie pokazują, że owe eksperckie gremia mają tendencję do uzurpowania sobie kompetencji, których im nie przyznano w tworzących je aktach prawa międzynarodowego. Jednocześnie, forsowana przez te ciała wykładnia postanowień umów międzynarodowych prowadzi wraz z upływem czasu do narzucania Państwom-Stronom zobowiązań, których te nie akceptowały."

                                                    ekai.pl/wydarzenia/temat_dnia/x78246/konwencja-o-przeciwdzialaniu-przemocy-wobec-kobiet-bedzie-sluzyc-upowszechnieniu-aborcji/
                                                  • sebalda Re: Praktyczne stosowanie konwencji 06.05.14, 15:32
                                                    >>do założeń ideologii, która dąży do równego traktowania kobiet i mężczyzn we wszystkich obszarach życia, a w rzeczywistości daje zgodę na dyskryminację jednej z płci, gdyż nie uwzględnia różnic występujących pomiędzy kobietą i mężczyzną lub okoliczności w jakich oni się znajdują.

                                                    Konia z rzędem temu, kto rozumie to zdanie. Idea równego traktowania kobiet i mężczyzn dyskryminuje jedną płeć??? Jestem ogromnie ciekawa którą. A jeśli nie równe traktowanie, to co? Nierówne? Zawsze myślałam, że nierówne traktowanie rodzi dyskryminację, a nie odwrotnie:P
                                                    A jeśli chodzi o aborcję, to w Konwencji jest mowa o karaniu za zmuszanie do niej, a nie odwrotnie. Znowu się komuś coś pomyliło. Większość przeciwników tej Konwencji nie zadało sobie trudu przeczytania jej. Co gorsza, niektórzy może ją i przeczytali, ale przekazują zgoła kłamliwe informacje na jej temat. I robią to przedstawiciele Rady Episkopatu Polski, czego nie mogę zrozumieć ani wybaczyć. Dla mnie to jest haniebne.
                                                  • andrzej585858 Re: Praktyczne stosowanie konwencji 21.05.14, 19:58
                                                    Analiza prawna skutków przyjęcia konwencji - końcowe wnioski i cyfry sa dośc przerażające:

                                                    "Ordo Iuris, dostrzegając wagę problemu, jakim jest zagadnienie przeciwdziałania przemocy wobec kobiet, zdecydował się przygotować raport na temat Konwencji.

                                                    Przemoc jest zjawiskiem, którego nie można tolerować. Zwłaszcza gdy jest wymierzona w słabszych. Dlatego przemoc wobec kobiet zawsze była przedmiotem społecznego potępienia i stygmatyzacji w kulturze polskiej (pogardliwe określenie „damski bokser”). Dopóki przemoc względem kobiet istnieje, należy z nią walczyć. Aby skutecznie z nią walczyć, należy poprawnie ustalić jej adekwatne przyczyny.


                                                    Spór pomiędzy zwolennikami i przeciwnikami związania Rzeczypospolitej postanowieniami Konwencji RE o zapobieganiu i przeciwdziałaniu przemocy wobec kobiet i przemocy domowej (CAHVIO) ilustruje podział na dwa sposoby podejścia do problemu przemocy i dwa sposoby tłumaczenia jej przyczyn.


                                                    I. Pierwszy z nich uznaje przemoc za zjawisko życia społecznego, uwarunkowane szeregiem innych patologii, takich jak:


                                                    - czynniki obniżające samokontrolę człowieka, zwłaszcza uzależnienia (alkoholizm, pracoholizm, narkomania, seksoholizm),


                                                    - rozpad trwałych struktur społecznych (zwłaszcza rodziny), będących czynnikiem chroniącym przed przemocą,


                                                    - oswajanie z przemocą i jej banalizacja w przestrzeni publicznej.


                                                    Zwolennicy tego podejścia wskazują dane empiryczne ilustrujące korelację pomiędzy występowaniem czynników warunkujących przemoc a przypadkami przemocy (można tu mówić o podejściu empirycznym).


                                                    Czynniki te warunkują przemoc względem wszystkich. Ponieważ przemoc wymierzona jest głównie w słabszych, dlatego najczęściej jej ofiarami padają kobiety. W ramach tego podejścia, chcąc chronić kobiety i inne ofiary przemocy (dzieci obu płci, osoby sędziwe obu płci, osoby niepełnosprawne), należy:


                                                    - chronić ludzi przed uzależnieniami,


                                                    - wzmacniać rodzinę i inne wspólnoty wzajemnego wsparcia i akceptacji,


                                                    - wpajać szacunek do kobiet jako matek, żon i pań domu,


                                                    - walczyć z uprzedmiotawiającym traktowaniem kobiet jako obiektu żądz,


                                                    - chronić ludzi przed przekazem medialnym upowszechniającym i afirmującym przemoc.


                                                    II. Drugi punkt widzenia opiera się na przeświadczeniu, że przemoc wobec kobiet istnieje dlatego, że rozróżnia się pomiędzy męskimi i żeńskimi rolami społecznymi przeznaczając kobietom role rzekomo służebne. Przemoc jawi się wówczas jako zjawisko uwarunkowane płcią, a konkretnie płcią pojmowaną jako „rodzaj” (gender) czyli społecznie skonstruowane role, zachowania, działania i atrybuty, które dane społeczeństwo uznaje za odpowiednie dla kobiet lub mężczyzn (art. 3 c Konwencji).


                                                    Tak pojmowana przemoc ma być wymierzona wyłącznie w kobiety i ma być strukturalnym składnikiem życia społecznego, wynikającym ze zróżnicowania ról społecznych na męskie i żeńskie. Życie społeczne pojmowane jest zatem jako arena „walki płci”.


                                                    Różnicowanie ról społecznych ma być strategią ucisku, historycznie utrwalonego przez mężczyzn, celem ciągłej dominacji nad kobietą. Dlatego zwolennicy tego stanowiska lubią prezentować je jako „walkę o równość”.


                                                    Walka z przemocą rozumianą na drugi sposób wymaga:


                                                    - walki z pojmowaniem kobiecości przez pryzmat naturalnych kobiecych ról społecznych, które stygmatyzowane są mianem „stereotypów płciowych”, i ukazywane jako źródło przemocy, walki z zastaną strukturą społeczną jako dającą wyraz stereotypom generującym przemoc,


                                                    - „odwrotnej dyskryminacji” mężczyzn uzasadnionej walką z ich dominacją,


                                                    - promocji treści rozmywających tożsamość kobiecości i męskości, przez zacieranie różnic pomiędzy kobietą i mężczyzną w życiu społecznym (co ma promować równość),


                                                    Weryfikacja słuszności tych poglądów wymagałaby przeprowadzenia badań w społeczności, w której nie istniałyby zróżnicowania ról społecznych na męskie i żeńskie – społeczności, jaka nigdzie nie istnieje i nie istniała. Zatem brak jest jakichkolwiek podstaw empirycznych mogących uprawdopodobnić tę tezę. Osoby do niej przekonane muszą w nią wierzyć.


                                                    Jest to podejście, na którym opiera się również Konwencja CAHVIO. Służy ona odgórnemu upowszechnieniu tego stanowiska w całej Europie. Uznaje ona, że przemoc względem kobiet:


                                                    - jest przejawem nierównych stosunków władzy między kobietami a mężczyznami na przestrzeni wieków, które doprowadziły do dominacji mężczyzn nad kobietami, dyskryminacji kobiet oraz utrzymaniu ich w podległości (Preambuła CAHVIO),


                                                    - stanowią wszelkie akty przeciwko kobie­cie ze względu na podejmowanie przez nią role, zachowania, działania lub posługiwanie się atrybutami, które dane społeczeństwo uznaje za odpowiednie dla kobiety. (art. 3 a, c, d CAHVIO),


                                                    W wielu krajach, zwłaszcza krajach skandynawskich, zdecydowano się wcielić w życie rozwiązania inspirowane przez te założenia.


                                                    Jak zatem wygląda przemoc w krajach, które tak pojmują przemoc wobec kobiet?


                                                    Dania – 52%,

                                                    Finlandia – 47%,

                                                    Szwecja – 46%,

                                                    Holandia – 45%,

                                                    Francja – 44%


                                                    kobiet doznało przemoc.


                                                    Średnia w UE to 33% a w Polsce odsetek ten wynosi tylko 19%, niemal 3 krotnie mniej niż w Danii.


                                                    Jak wygląda raportowalność przypadków przemocy?


                                                    Dania – 10-16%,

                                                    Finlandia – 10-15%,

                                                    Szwecja – 14-17%,

                                                    Francja – 18%


                                                    kobiet stwierdziło, że policja dowiedziała się o przemocy, której doznały.


                                                    Średnia w UE to 19-20% zaś w Polsce 28-29%.


                                                    Dane te powinny być brane pod uwagę przy ocenie tego, czy ratyfikacja Konwencji CAHVIO przyczyni się do ograniczenia, czy też nasilenia zjawiska przemocy wobec kobiet."

                                                    www.ordoiuris.pl/raport-ordo-iuris-na-temat-konwencji-rady-europy-o-zapobieganiu-i-przeciwdzialaniu-przemocy-wobec-kobiet-i-przemocy-domowej,3404,i.html
                                                    oraz:

                                                    www.ordoiuris.pl/public/pliki/dokumenty/badania_ipz.pdf
                                                  • sebalda Re: Praktyczne stosowanie konwencji 23.05.14, 15:14
                                                    Kompletnie nie rozumiem tych statystyk. Raportowalność w wymienionych krajach jest niska, a skala przemocy ogromna, w Polsce odwrotnie. Na jakiej podstawie zatem jest obliczona skala przemocy w tych krajach, skoro rapotrowalność jest taka niska? A skoro w Polsce kobiety doznają przemocy w takim małym stopniu, to czemu tyle ich zgłasza to na policji?
                                                    Czy ktokolwiek bierze w tych statystykach pod uwagę zróżnicowanie kulturowe w podanych krajach? Odsetek rodzin z innych kręgów kulturowych, w których przemoc wobec kobiet jest usankcjonowana prawem tych narodowości, w których kobiety boją się, nie mogą, nie chcą zgłaszać aktów przemocy?
                                                    Dlaczego przeciwnicy konwencji ciągle pomijają fakt, że Europę zamieszkuje wiele osób z innych kręgów kulturowych i te osoby (kobiety) należy szczególnie objąć ochroną? Nie tylko je, ale szczególnie je, bo grozi im znacznie więcej niż innym kobietom.
                                                    Oczywiście możemy mieć to w nosie, powiedzieć, że nas to nie dotyczy, ale mieszkamy w Europie, jesteśmy jej częścią, jesteśmy w Unii Europejskiej, czy to się komuś podoba, czy nie. Ja, mimo że mnie ani moich dzieci to nie dotyczy, jednak się przejmuję.
                                                    Dodam jeszcze, że znam bardzo, naprawdę bardzo wiele rodzin, w których dochodzi do przemocy. Instytucja rodziny nie jest gwarantem bezpieczeństwa kobiet. Oczywiście jej brak też nie, ale mimo wszystko wzmacnianie instytucji rodziny raczej tu nie pomoże. Nikt też nigdy i w żadnej konwencji czy ustawie nie bije w rodzinę, nie chce jej upadku, tylko konserwatywni i zapiekli przeciwnicy tego rodzaju inicjatyw tak próbują nam wmawiać. Na szczęście nie każdy daje się oszukiwać.
                                                  • andrzej585858 Re: Praktyczne stosowanie konwencji 24.05.14, 08:15
                                                    Statystyki mówia o tym, że żadne przepiy i tworzenie ustaw oraz konwencji w praktyce niczego nie zmienia. Nie mozna penalizować mentalności, trzeba ją po prostu zmieniać. W Polsce zgłaszane są rzeczywiste przypadki przemocy a nie te wyimaginowane o które najczęściej pyta się w sondażach.
                                                    Z tą nieszczęsną konwencja jest to samo co z kwestią wychowania seksualnego. Teoretycznie tam gdzie jest ono obowiązkowe ilość aborcji powinna byc najmniejsza gdyz wiedza i świadomośc jest największa. A jak jest naprawdę ? Najwiecej zabiegów aborcji jest wykonywana w krajach gdzie edukacja seksualna jest obowiązkowa plus beołatne środki antykoncepcyjne. Czyli cos tutaj nie zgadza się?.

                                                    Przyznam się że nie potrafię zrozumieć jednej kwestii. Jak mozna nie chciec zobaczyć istnienia prostego faktu. Sprzeciw wobec treści konwencji bynajmniej z lekceważenia problemu przemocy. Jest raczej sprzeciwem wobec narzucenia przez konwencję nowej definicji płci, niezgodnej nie tylko z Biblią, ale także z biologią, genetyką i psychologią. To własnie ta nowa definicja służy do zaprzeczenia nie tylko istotnej roli rodziny, ale także do jej podważenia, zwłaszcza jeżeli wszystko staje się płynne, a zwłaszcza płeć.
                                                    Prowadzi to w efekcie do lepszego sterowania społeczeństwem przez róznego typu ideologicznych przywódców, gdyż to własnie rodzina , zwłaszcza ta wielopokoleniowa jest punktem oparcia dla konkretnej osoby .

                                                    Konstrukt ideologiczny jaki jest w efekcie ta konwencja prowadzi do tego ze nastepuje przekreślenie tozsamości człowieka. Jest feministyczna kalką marksistowskiej "walki klas" która zastąpiona teraz juz nawet nie "walką płci" lecz kompletnym rozmyciem indywidualności a tym samym stwarza człowieka kompletnie pozbawionego jakichkolwiek norm. Do stworzenia człowieka który stwierdza że: "odróznienie czynów moralnych od niemoralnych to czysty zabobon" - bo przecież moralnośc to tylko konstrukt kulturowy.

                                                    Naprawdę istnieje wystarczająca ilośc zapisów w kodeksie karnym za pomoca ktorych mozna zwalczac wszelkie przejawy przemocy - wystarczy je tylko skutecznie stosować. natomiast ideologiczna, odgórnie narzucana konwencja ingerująca nawet w proces wychowawczy w ramach rodziny prowadzi nawet w tej chwili do nadużyć. Ilośc bezpodstawnie zabieranych dzieci wzrasta lawinowo, co z tego że sady stwierdzają pomyłki - strat w psychice zarowno dziecka jak i dorosłych nikt nie zmieni.
                                                    Tak naprawdę tworcom tego typu dokumentów wcale nie chodzi o rzeczywistą walkę z przemocą, chodzi o ideologiczne ubezwłasnowolnienie społeczeństw - o to samo o co chodziło komunistom. Chwytliwe i słuszne hasła równości społecznej doprowadziły do stworzenia obłakańczej dyktatury. Teraz też o to chodzi w dalszej perspektywie.

                                                    Dzisiaj czołowa nasza feministka p. Graff przyznaje że gender to rzeczywiście ideologia a nie nauka, a ile było krzyku że to bezpodstawne zarzuty? Niestetym dajecie się oszukiwać a cała ta dyskusja przypomina mi pewna anegdotę z czasów gdy tak pieknie zachwalano zdobycze rewolucji komunistycznej. Jeden z takich gorliwych propagatorów tak kreslił świetlaną przyszłość:
                                                    - Gdy przyjdzie rewolucja, wszyscy będą jeździć czarnymi limuzynami, każdy będzie miał telefon, kazdy otrzyma kawałek ziemi....
                                                    - A ja nie chcę czarnej limuzyny - protestuje jakiś głos z tłumu - ani telefonu, ani kawałka ziemi....
                                                    - Gdy przyjdzie rewolucja - ciągnął dalej rozpalony mówca - to będziesz, chamie, robił to, co ci każą!

                                                    Dzisiaj mamy do czynienia z taka sama argumentacją. Jak wprowadzimy zasady równości o tolerancji na takich zasadach jakie my chcemy, to stworzymy piekne i szczęśliwe społeczeństwo. A tych co mają inny punkt widzenia zmusimy do tego - bo to przecież chamy, zapiekli konserwatyści i w ogóle jednostki aspołeczne które trzeba bedzie izolować. Piekna wizją i czy przypadkiem już nie była przerabiana?

                                                    Dajecie się w pieknym stylu oszukiwać i znowu, tak jak w przypadku marksizmu - jedynie Kościół protestuje wobec nowej ideologii która niszczy struktury społeczne.
                                                  • andrzej585858 Re: Praktyczne stosowanie konwencji 24.05.14, 08:22
                                                    Aha, a przy okazji zapomniałem dodać - taka ciekawostka:

                                                    Tylko 8 krajów ratyfikowało dokument, z Unii: Austria, Włochy i Portugalia, spoza Wspólnoty: Albania, Bośnia i Hercegowina, Montenegro, Serbia i Turcja.
                                                    Ciekawe dlaczego nie ratyfikowały tej konwencji tak nowoczesne panstwa jak Szwecja, Niemcy,Holandia, Francja itp.?
                                                  • andrzej585858 Re: Konwencja to zamach na cywilizację europejską 04.11.14, 16:22
                                                    Niezwykle interesujący wywiad jakiego udzielił prof. Zoll dla KAI. Warto zapoznać się z merytoryczną argumentacja tego wybitnego prawnika.

                                                    "Istnieje podejrzenie, że Konwencja przeciw przemocy wobec kobiet i przemocy domowej jest w istocie zamachem na naszą cywilizację - mówi w wywiadzie dla KAI prof. Andrzej Zoll. Wybitny prawnik, b. rzecznik praw obywatelskich, zwraca też uwagę, że dokument ten może stać się pretekstem do ograniczania praw rodziców w wychowaniu dzieci zgodnie z ich przekonaniami i radzi politykom, aby renegocjowali tekst dokumentu, w którym widzi też pozytywną stronę - postulat opracowania całościowego programu zwalczania przemocy.

                                                    Alina Petrowa (KAI): Jak, z prawnego punktu widzenia, ocenić można Konwencję przeciw przemocy i przemocy domowej, którą w najbliższym czasie ma ratyfikować Sejm?

                                                    Prof. Andrzej Zoll: Patrzę na Konwencję okiem polskiego prawnika i stwierdzam, że trudno byłoby znaleźć, patrząc na nasz porządek prawny, jakieś luki, które by ratyfikowanie Konwencji wypełniło, z wyjątkiem niektórych kwestii proceduralnych, czyli obowiązku organizacji lub wsparcia schronisk dla osób molestowanych czy ofiar przemocy. Nasze regulacje wypełniają wszystkie dyspozycje, dotyczące regulacji prawnych związanych z przeciwdziałaniem przemocy wobec kobiet.

                                                    Jedynie propozycja zorganizowania antyprzemocowej "infrastruktury" jest interesująca. Polska mogłaby przejąć tę ideę i zorganizować taką społeczną infrastrukturę, wspierającą ofiary. Nie mamy w swoim prawodawstwie także kontroli międzynarodowej nad realizacją programów, zwalczających to zjawisko. Byłoby to novum.

                                                    Ale jako prawnik stwierdzam też, że dokument ten jest napisany bardzo złym, w wielu miejscach nieprecyzyjnym językiem, jest w nim dużo sprzeczności, co może skutkować wątpliwościami w stosowaniu tej Konwencji, a przede wszystkim pozostają wątpliwości co do intencji jej twórców. Powstaje pytanie, czy nie ma tu jakiegoś drugiego dna? Dlatego cała dyskusja, która w Polsce trwa, sprowadza się do doszukiwania się tego drugiego dna, co wynika z ogromnego braku precyzji tego dokumentu.

                                                    KAI: Na czym polega ten brak precyzji?

                                                    - Na przykład: stwierdza się, że płeć społeczno-kulturowa oznacza "społecznie skonstruowane role zachowania, działania i atrybuty, które dane społeczeństwo uznaje za odpowiednie dla kobiet lub mężczyzn". Nie bardzo rozumiem po co w ogóle ta definicja została umieszczona i co ona ma oznaczać i to budzi wątpliwości. W innym artykule wymienia się płeć biologiczną obok płci społeczno-kulturowej, co sugeruje, że są to pojęcia rozłączne. Zaczyna mnie to niepokoić, więc pytam, co ma być treścią definicji płci społeczno-kulturowej?

                                                    Moje poważne wątpliwości budzi też przepis z art. 12, który stwierdza, że "strony podejmą działania niezbędne do promowania zmian, wzorców społecznych i kulturowych, dotyczących zachowań kobiet i mężczyzn w celu wykorzenienia uprzedzeń, zwyczajów, tradycji oraz innych praktyk, opartych na idei niższości kobiet, na stereotypowym modelu roli kobiet i mężczyzn". Uważam, że to jest przepis najbardziej kontrowersyjny, bo wprowadza on zobowiązanie stron do wykorzenienia tradycji. Rozumiem, że może chodzić tu o tradycję, w oparciu o którą występuje idea niższości kobiet albo stereotypowy model roli kobiet i mężczyzn. Ale jeśli zestawi się to z definicją płci społeczno-kulturowej, to zauważymy, że mówi ona o tym, że chodzi tu o role, które społeczeństwo przypisuje kobietom i mężczyznom, a więc i tradycję tego społeczeństwa, które buduje pewne stereotypy ról kobiety o mężczyzny. Osobiście nie nazywałbym tego stereotypami, bo chodzi o pewne funkcje. Równouprawnienie kobiet i mężczyzn to kanon dzisiejszego porządku prawnego, ale nie oznacza to tożsamości funkcji społecznych, bo już tak jesteśmy skonstruowani, że pełnimy różne funkcje społeczne. Boję się, że pójdziemy w tym kierunku interpretacji, iż należy wyplenić to wszystko, co wiąże się ze wszystkimi funkcjami społecznymi, spełnianymi przez kobietę i mężczyznę.

                                                    KAI: Konwencja jest więc projektem bardzo gruntownej przebudowy naszego społeczeństwa...

                                                    - Całej naszej cywilizacji. Rodzi się podejrzenie, że jest to zamach na naszą cywilizację. Widzę to niebezpieczeństwo.

                                                    I kolejna sprawa. Jest to Konwencja Rady Europy i odnosi się do Europy. Ja rozumiem, że na naszym kontynencie społeczeństwa dziś bardzo się zmieniły pod względem kulturowym z powodu emigracji, osiedliła się bardzo wielka liczba muzułmanów, przedstawicieli kultur afrykańskich i azjatyckich. Ale jeśli odniesiemy Konwencję do polskich realiów, to powinniśmy spytać, czy jej tradycje kulturowe i religijne w jakiś sposób wspomagają przemoc w rodzinie? Co do tego mam kolosalne wątpliwości. A tu strony przyjmują na siebie obowiązek, sformułowany w punkcie 5 art. 12: "Strony gwarantują, że kultura, zwyczaje, religia, tradycja, tzw. honor nie będą uznawane za usprawiedliwienie dla wszelkich aktów przemocy, objętych zakresem niniejszej Konwencji". Trzeba mocno podkreślić, że w naszej kulturze ustawianie religii chrześcijańskiej na równi z innymi czynnikami, np. tzw. "honorem" jako wspomagające przemoc, jest nadużyciem.

                                                    KAI: Jakie jest wyjście z tej sytuacji? Są środowiska, które wywierają ogromną presję, by Konwencję ratyfikować, a także politycy, którzy zapowiadają, że będą głosować "za".

                                                    - Jest nacisk, ale trzeba pamiętać o tym, że bardzo wiele państw w Europie tego dokumentu nie ratyfikowało i tylko nieliczne go podpisały. Byłbym wobec Konwencji ostrożny i dążył do jej renegocjacji.

                                                    Pragnę przy tym podkreślić, że w pełni dostrzegam problem przemocy, ale polskie prawo jest całkowicie wystarczające do chronienia kobiet, zresztą nie tylko ich, także dzieci i mężczyzn. Warto więc skupić się na tym, aby lepiej to prawo egzekwować i żeby nie przechodzić do porządku dziennego nad łamaniem prawa, chroniącego kobiety. Zaś pewne rzeczy, które są w Konwencji pozytywne, bo wnosi ona nawet bardzo ważne myśli, powinno się przejąć do naszego porządku prawnego, zwłaszcza te, dotyczące działań chroniących ofiary przemocy.

                                                    KAI: Wielkim oskarżonym w Konwencji jest tradycja i kultura, zaś sygnatariusze zobowiązują się do ich wykorzenienia. Wiąże się to z koniecznością wprowadzenia odpowiednich programów edukacyjnych, jednym z nich był już wdrażany pt. "Równościowe przedszkole". Czy nie obawia się Pan, że ratyfikowanie Konwencji może przyczynić się do ograniczenia prawa rodziców do wychowania dzieci zgodnie z ich światopoglądem?

                                                    - Takie ryzyko jest możliwe. Dlatego zwracam uwagę, że w Konwencji jest wiele rzeczy, tkwiących w drugim i trzecim planie, które w pewnym momencie mogą ożyć. I to ryzyko zachodzi. Problem polega na tym, że Konwencja odnosi się do pewnych zjawisk, np. okaleczaniu organów płciowych dziewcząt, czy tzw. zabójstw honorowych. Ale to nie jest element polskiej kultury! Nie można sprowadzać do jednego mianownika wszystkich kultur, religii czy tradycji, przyrównywać cywilizację europejską, źródła tej cywilizacji, jakim niewątpliwie jest chrześcijaństwo - do obcych Europie wzorców kulturowych. I nie można w związku z tym powiedzieć, że my całą naszą tradycję, zrównujemy z innymi i traktujemy jako coś, co nam zagraża i przeszkadza w ochronie kobiet przed przemocą.

                                                    KAI: W efekcie będzie zakwestionowane chrześcijaństwo...

                                                    - I o to chodzi. Dorobek chrześcijański nie wiąże się z przemocą, Kościół prowadzi najwięcej placówek, pomagających ofiarom przemocy i kobietom w trudnej sytuacji życiowej. Zaś jednym z najcenniejszych owoców chrześcijaństwa jest uznanie niezbywalnej godności człowieka jako istoty, którą stworzył i odkupił Bóg. "

                                                    ekai.pl/diecezje/warszawska/x83538/prof-zoll-konwencja-przeciw-przemocy-to-zamach-na-cywilizacje-europejska-rozmowa/
                                                  • andrzej585858 Re: I wszystko jasne 23.12.14, 15:57
                                                    Szczerość p. poseł jest wzruszająca:


                                                    "Trzeba docenić Annę Grodzką, poseł niezrzeszoną za szczerość i nie ukrywanie intencji dotyczących Konwencji Rady Europy o przeciwdziałaniu przemocy wobec kobiet. Gdy jej promotorzy kluczą i mimo wyraźnych jej zapisów usiłują wmówić społeczeństwu, że chodzi w niej o zmniejszenie przemocy wobec kobiet, Anna Grodzka mówi wprost jaki jest jej cel:

                                                    Padają takie głosy, że likwiduje się pojęcie kobiecości i męskości ról płciowych. Ale właśnie o to chodzi. Czas skończyć z tą dominacją męskości nad kobiecością, która wynikała z całej historii Polski, czy z historii Europy, historii ludzkości

                                                    — tłumaczyła posłanka w Polskim Radiu. Według posłanki, konwencja zmienia obyczaje i zrywa z tradycyjnym postrzeganiem ról kobiety i mężczyzny.

                                                    Istotnie, w Konwencji chodzi przecież o walkę z kobiecością i męskością, jako stereotywywmi rolami. Na jej celowniku jest małżeństwo i rodzina, jako rzekomo odpowiedzialne za przemoc. Konwencja stwierdza wprost:

                                                    Art. 12.1 „Strony stosują konieczne środki, aby promować zmiany w społecznych i kulturowych wzorach zachowań kobiet i mężczyzn, w celu wykorzenienia …praktyk opartych na …. stereotypowych rolach kobiet i mężczyzn”.

                                                    Zatem nie o przemoc wobec kobiet w niej chodzi. To tylko wygodny wehikuł, bo przemoc budzi społeczny sprzeciw, do tego by prowadzić wojnę kulturową z tradycją i dorobkiem cywilizacyjnym, małżeństwem i rodziną jako wspólnotami podstawowymi. "

                                                    wpolityce.pl/polityka/227018-anna-grodzka-ukazuje-istote-konwencji-rady-europy-o-przemocy-wobec-kobiet
                                                  • andrzej585858 Re: I wszystko jasne 05.02.15, 22:54


                                                    "Mało kto czyta dziś więcej, niż tylko nagłówki. Chyba zgodnie z takim właśnie przekonaniem redagowano Konwencję o zapobieganiu i zwalczaniu przemocy wobec kobiet i przemocy domowej. Chwytliwe słowa, szczypta delikatnie ukrytego moralizatorstwa i polityczna poprawność w jednym. Prawie genialne! „Prawie”, ponieważ wciąż są tacy, którzy mimo wszystko czytają to, co pod nagłówkiem.

                                                    Zwolennicy Konwencji niczym mantrę powtarzają słowa o potrzebie prawnej ochrony kobiet przed wszelkimi przejawami agresji. Z tak formułowanym postulatem nie sposób się nie zgodzić. Tyle tylko, że polskie prawo – począwszy od przepisów Konstytucji, gwarantującej równouprawnienie kobiet i mężczyzn (art. 33) oraz zapewniającej kobietom nietykalność osobistą (art. 41) – już teraz taką ochronę przewiduje. Ponadto, Kodeks karny penalizuje określone zachowania skierowane przeciwko wolności seksualnej i obyczajności (rozdział XXV). Karane jest również naruszenie nietykalności cielesnej, zarówno kobiety jak i mężczyzny (art. 217 w § 1). Polskie prawo penalizuje również stosowanie przemocy wobec kobiety ciężarnej (art. 153 § 1). Należy też mieć na względzie, iż ustawa z dnia 29 lipca 2005 r. przewiduje różnego rodzaju środki służące przeciwdziałaniu przemocy domowej, a także określa procedury postępowania wobec osób dotkniętych przemocą oraz wobec osób stosujących przemoc. To tylko wybrane przykłady. W istocie nie sposób byłoby wskazać na wszystkie rozwiązania, obecne już w prawie polskim, służące zapobieganiu i zwalczaniu przemocy wobec kobiet i przemocy domowej.

                                                    A jeśli prawo rzeczywiście jest w tej materii niedoskonałe (choć nie jest!), to z jednej strony oznacza to totalną kompromitację rządu koalicji PO - PSL, który rzekomej luki nie dostrzegł przez ostatnie siedem lat, a z drugiej wskazuje na potrzebę uzupełnienia systemu prawa polskiego ideologicznymi przepisami. Po co nam Konwencja? Chyba jedynie po to, by rozpętać światopoglądową wojnę.

                                                    Zwolennicy Konwencji – z żarliwością dewotów odwołujący się do idei bliżej nieokreślonej „europejskości” – bardzo niechętnie sięgają do raportu jakże europejskiej – bo powołanej do życia decyzją Rady Europy – Agencji Praw Podstawowych UE dotyczącego przemocy wobec kobiet. Opublikowany w roku 2014 raport wskazuje Polskę jako kraj o najniższym wskaźniku przemocy doświadczanej przez kobiety od obecnego lub byłego partnera. Polska okazuje się być jednym z państw o najniższym odsetku przypadków stosowania przemocy fizycznej lub seksualnej wobec kobiet. Co więcej, autorzy raportu zwracają uwagę na wysoki wskaźnik tzw. „raportowalności” przypadków przemocy organom ścigania. Statystyki dotyczące przemocy wobec dziewczynek również stawiają Polskę w bardzo dobrym świetle – jedynie 14% badanych kobiet stwierdziło, że w dzieciństwie doświadczało przemocy fizycznej. A jakie państwa znajdziemy na drugim końcu zestawienia? I znów zaskoczenie! Dania, Finlandia, Szwecja, Francja – kraje od lat stanowiące punkt odniesienia dla feministek zafascynowanych równością płci (a może raczej ich identycznością). Dla polskich wielbicieli Konwencji, raport rzeczywiście jest niewygodny. Do zastosowanej metodologii nie mogą się przyczepić – we wszystkich krajach europejskich kobiety potraktowano tak samo zadając im identyczne pytania! Najprawdopodobniej stwierdzą zatem, że polskie kobiety są zacofane i śladem swoich skandynawskich koleżanek za wyraz przemocy na tle seksualnym powinny uznać prosty gest ustąpienia miejsca w autobusie lub przepuszczenia w drzwiach.

                                                    A może istotą Konwencji nie jest ochrona kobiet, lecz ich całkowita… eliminacja? Bo jak inaczej nazwać próbę zatarcia różnic między mężczyznami i kobietami?

                                                    Światopoglądowy spór między aktywistkami Kongresu Kobiet (proszę tę nazwę potraktować jedynie symboliczne), a kobietami skupionymi wokół Kongresu Kobiet Konserwatywnych (ta nazwa to również jedynie symbol) moglibyśmy uznać za wewnątrz-kobiecą dyskusję na temat roli i statusu kobiet. Ale wśród organizacji domagających się ratyfikowania Konwencji odnajdujemy też tak ciekawe stowarzyszenia, jak chociażby Kampanię Przeciw Homofobii. Kto wie, czy obecność tego rodzaju stowarzyszeń nie jest kluczem do odpowiedzi na pytanie, czym naprawdę jest Konwencja? Bo jakiego rodzaju korzyść w ratyfikowaniu Konwencji dostrzegać dla siebie mogą organizacje skupiające mniejszości seksualne? Wskazówką mogą być te przepisy Konwencji (a jest ich niemało), które redefiniują pojęcia płci. Faktem jest, że pytanie o tajemnicę kobiecości nigdy nie należało do pytań łatwych. Zdaje się, że nawet Zygmunt Freud grzebiąc w odmętach nieświadomości nie był w stanie odpowiedzieć na postawione przez siebie pytanie o naturę kobiety. Cóż – okazuje się, że odnaleźli się właśnie tacy, którzy wiedzą! Od dzisiaj płeć ma już swój niepodlegający dyskusji wyznacznik: to „społecznie skonstruowane role, zachowania, działania i atrybuty, które dane społeczeństwo uznaje za odpowiednie dla kobiet lub mężczyzn” (jak czytamy na jednej z pierwszych stron Konwencji). Kim w takim świetle są transseksualiści i homoseksualiści, i co tak naprawdę odróżnia ich od heteroseksualistów? Nic. A to pociąga za sobą wyraźne skutki społeczne i prawne – od zrównania w programach edukacyjnych zachowań trans- i homoseksualnych z zachowaniami heteroseksualnymi, po otworzenie bram dla adopcji dzieci przez pary, których spoiwem jest specyficzny wymiar seksualności. Niektórych to nie oburza, mnie – owszem.

                                                    Uważniej przyglądając się Konwencji nie stawiajmy pytania o prawną ochronę kobiet przed przemocą. Ta ochrona już istnieje i – jeśli uznamy wyniki badan Agencji Praw Podstawowych – funkcjonuje w Polsce skutecznie. Zastanówmy się raczej, kto tak naprawdę na Konwencji chce skorzystać

                                                    Is fecit, cui prodest (Ten uczynił, czyja korzyść )"

                                                    wpolityce.pl/spoleczenstwo/232672-is-fecit-cui-prodest-ten-uczynil-czyja-korzysc-oto-dlaczego-niepokoi-mnie-tzw-antyprzemocowa-konwencja
                                                  • andrzej585858 Re: Konwencja do niczego niepotrzebna 06.02.15, 19:39
                                                    " Polski parlament ratyfikował dziś Konwencję antyprzemocową. Spory wokół tego dokumentu są silne, czego przejawem jest choćby fakt, że po ogłoszeniu wyników głosowania na sali sejmowej rozległy się okrzyki: "Hańba!".


                                                    Wydaje się, że ta reakcja jest przesadna. Dokument zawiera wiele słusznych postulatów i zobowiązań: stworzenie całodobowego telefonu zaufania, konieczność ścigania winnych i odpowiedniej ochrony poszkodowanych, zmotywowanie społeczeństwa - szczególnie mężczyzn i chłopców - do aktywnego zapobiegania wszelkim przejawom przemocy, szkolenia i akcje uświadamiające, czym jest przemoc i jak się przed nią bronić, przeznaczanie odpowiednich funduszy z budżetu państwa na przeciwdziałanie przemocy itd. Rzecz w tym, że wszystkie te kwestie reguluje już polskie prawo i nie potrzebujemy do tego dodatkowej konwencji.


                                                    Ponadto od 2005 r. w Polsce jest wprowadzany w życie Krajowy Program Przeciwdziałania Przemocy w Rodzinie (dostępny TUTAJ) w 2014 r. został on przedłużony do 2020 r. O jego skuteczności mogą świadczyć dane, na które powołuje się w swoich analizach Ordo Iuris (zobacz krótki flm prezentujący te badania): w Polsce przemocy doświadcza średnio 19 % kobiet (średnia w Unii wynosi 33%, w kraju z rekordową liczbą jest to ponad 50%) i nie wynika to z faktu, że kobiety nie zgłaszają tego faktu na policję.

                                                    http://<a href="www.youtube.com/watch?v=CUOJmNPv0QQ[/video]" target="_blank" rel="nofollow">www.youtube.com/watch?v=CUOJmNPv0QQ





                                                    To samo badanie wykazało, że w Polsce ponad 60% przypadków doświadczenia przemocy została przez ofiary zgłoszona (średnia w UE wynosi 49%, a w krajach gdzie jest największa skala przemocy, jednocześnie jest też najniższa liczba zgłoszeń, w okolicach 25%). Metodologia tych badań została tak skonstruowana, by maksymalnie zobiektywizować wyniki (kobiety pytano o konkretne doświadczenia, typu: uderzenie w twarz, pobicie, szarpanie za włosy, podduszanie itp. a nie ogólnie, czy doświadczyły przemocy) i zadbano o to, by była przeprowadzona na reprezentatywnych grupach badanych. Już same te dane, jak i zestawienie konwencji z polskim prawem, wskazują, że podpisywanie tego dokumentu w przypadku Polski przypomina przynoszenie drewna do lasu.


                                                    To znaczy przypominałoby, gdyby w konwencji nie było sformułowań, które próbują w nasze prawodawstwo wtłoczyć koncepcje zdecydowanie ideologiczne. Podam trzy przykłady:


                                                    1. Konwencja zawiera koncepcję, przez środowiska feministyczne określaną jako nowatorską, "przemocy wobec kobiet ze względu na płeć". Kobieta staje się ofiarą, bo jest kobietą, tym samym przemoc wobec niej zostaje zrównana z rasizmem lub antysemityzmem, jeśli chodzi o motywację. Opiera się po prostu na bezpodstawnym uprzedzeniu wobec płci. Definicja ta jest tak obszerna, że da się tam wtłoczyć wszystko.


                                                    2. Społeczeństwo ma być zachęcane do aktywnego przeciwdziałania przemocy, a szczególnie mają być do tego zachęcani mężczyźni i chłopcy. Kiedyś takie kwestie załatwiało się wychowaniem w etosie rycerskości czy potem bycia dżentelmenem. Teraz chce się to regulować prawnie. Tu rodzi się też pytanie, jaka ma być skala tego zachęcania, na czym ono ma polegać i czy w ramach aktywnego przeciwdziałania przemocy znajduje się też użycie przemocy?


                                                    3. Państwo ma promować zmiany wzorców społecznych i kulturowych dotyczących zachowania mężczyzn i kobiet, co ma służyć wykorzenieniu uprzedzeń, zwyczajów, tradycji oraz innych praktyk opartych na idei niższości kobiet lub na stereotypowym modelu roli mężczyzny i kobiety.


                                                    Moje pytanie brzmi: a kto będzie określał które uprzedzenia, zwyczaje, tradycje i praktyki są oparte na idei niższości kobiet? Oraz jakie są stereotypowe modele ról obu płci? Stereotypowe dla jakiej kultury? Bo w Polsce stereotypowa kobieta to ktoś silny, zorganizowany, samodzielny i do tego jeszcze piękny. Co w nim jest złego?


                                                    To jest zresztą punkt, który wzbudził największe zaniepokojenie: jest tak ogólnie sformułowany, że da się tam wcisnąć, przy odrobinie sprytu, bardzo wiele i na tej podstawie domagać się zmian w ustawodawstwie, które niekoniecznie będą zgodne z Konstytucją, nie mówiąc o polskiej kulturze i tradycji.


                                                    I na koniec jeszcze jednak kwestia: wprowadzenie w życie konwencji nałoży na państwo dodatkowe obciążenia finansowe. Jest to związane z faktem, że w świetle tego dokumentu państwo zobowiązuje się do pokrywania ze swojego budżetu świadczeń na rzecz ofiar: od poradnictwa po mieszkania i pomoc finansową, do tego ma przeprowadzać ogólnokrajowe kampanie na temat przemocy i radzenia sobie z nią (pewnie w języku polskim pojawią się dzięki temu kolejne bon moty typu "Bo zupa była za słona") i szkolenia na ten temat.

                                                    A kto za to zapłaci? Pan zapłaci, pani zapłaci, wszyscy zapłacą. Wszyscy poniesiemy koszty ratyfikowania dokumentu, który, patrząc od strony praktycznej i prawnej, nie był nam do niczego potrzebny."

                                                    www.deon.pl/wiadomosci/komentarze-opinie/art,791,konwencja-kosztowna-i-do-niczego-niepotrzebna.html
                                                  • andrzej585858 Re: Konwencja do niczego niepotrzebna 10.07.15, 12:27
                                                    Niestety - propaganda GW i gazetopodobnych mediów jest na tyle silna że przekonanie o zbawiennym wpływie rzeczonej konwencji na skuteczną walke z przemocą jest tak silne że nie pozwala na obiektywne spojrzenie.
                                                    powoływanie się na bardzo kontrowersyjny , co nalezy przyznać, wyrok sądowy jako dowód na potrzebę wdrażania rzeczonej konwencji jest wręcz kuriozalne.

                                                    forum.gazeta.pl/forum/w,244931,158129048,158129048,Kary_dla_gwalcicieli.html
                                                    Przepisy prawne związane z zwalczaniem przemocy istnieją i są wyjatkowo jasne. Czy nasz wymiar sprawiedliwości potrafi i chce korzystać z istniejących narzędzi jest na pewno tematem do dyskusji, tylko że nie ma on nic wspólnego z rzeczoną kwestią.
                                                    Sprzeciw Koscioła i nie tylko, ale także sporej części prawników, dotyczy nie kwestii skutecznej walki z przemocą lecz wprowadzania pod przykrywka konwencji kwestii ideologicznych. Kwestii które rzutują na zycie społeczne i wręcz negują niektóre prawa rodziców do wychowywania dzieci zgodnie z ich zasadami.
                                                    I to jest problem - a nie nieustanne epatowanie wydumanym faktem jakoby Kościół nie chciał przeciwstawiac się zjawisku przemocy.

                                                    Naprawdę ciekawi mnie dlaczego nikt nie chce zwrócic uwagi na to że do tej pory tak postepowe kraje jak Niemcy czy też Wielka Brytania nie ratyfikowały tej konwencji? A jakie zmiany w walce z przemoca przyniósł fakt iz Turcja jako pierwsza ratyfikowała? Mam wrazenie że żadnych.

                                                    Co bardziej ciekawe w opisywanym przypadku zarówno sedzia jak i prokurator to kobiety - ciekawe więc dlaczego wydany został taki a nie inny wyrok? Poza tym - jakos umyka uwadze fakt ze tak naprawdę nie wiemy jakie jest uzasadnienie wyroku. Może więc warto poczekac z ferowaniem tak jednoznacznych ocen?
                                                    No i oczywiście czytać nieco uważniej tekst rzeczonej konwencji.
                                                  • andrzej585858 Re: Konwencja stambulska w Turcji 20.11.16, 21:26
                                                    Swoisty chichot historii. Konwencja bedąca kwintesencja ideologii gender została uchwalona w Stambule. Turcja była pierwszym państwem które ratyfikowało wspomnianą konwencję. Miało być tak pięknie a jak jest?

                                                    www.fakt.pl/wydarzenia/swiat/turcja-legalizacja-gwaltu-i-slubu-z-dziecmi/epbjy9k
                                                    "Posłowie tureckiego parlamentu zaaprobowali w pierwszym czytaniu projekt ustawy, która zwalnia mężczyzn oskarżonych o gwałt na nieletniej z odpowiedzialności karnej w sytuacji, gdy domniemany gwałciciel zgodzi się na zawarcie związku małżeńskiego z ofiarą. Nową inicjatywę zgłosiła w parlamencie partia rządząca prezydenta Erdogana."

                                                    Smutne i to bardzo. I co na to zwolennicy Konwencji?
                                                  • andrzej585858 Re: Konwencja stambulska w Turcji 29.07.20, 08:24


                                                    "Wątpliwości wobec dokumentu było mnóstwo. Eksperci alarmowali, że budząca zaufanie nazwa „Konwencji Rady Europy ws. przemocy wobec kobiet” nie tylko nie uleczy sytuacji przemocowych, ale przyniesie ich eskalację. Zapisy otwierają także drogę do demoralizacji życia społecznego i ograniczania wolności.

                                                    Nawet pobieżna analiza Konwencji Rady Europy ws. przemocy wobec kobiet pokazuje, że może zostać łatwo użyta jako instrument dyskryminacji. Masa nieostrych pojęć, dziwnych definicji i kwantyfikatorów sprawiają, że dokument jest bardzo niebezpieczny i może naruszać wolności obywatelskie.
                                                    Niejasne reguły i rozmyte definicje

                                                    Konwencja wprowadza niejasne reguły prawne, które mogą służyć nadużyciom. Eksperci zwracają uwagę na język maksymalizmu prawnego, którym jest napisana. Już art. 1 otwiera furtkę do nieskończonych nadinterpretacji:

                                                    Konwencja ma na celu:

                                                    a. ochronę kobiet przed wszelkimi formami przemocy oraz zapobieganie, ściganie i eliminację przemocy wobec kobiet i przemocy domowej;

                                                    b. przyczynienie się do eliminacji wszelkich form dyskryminacji kobiet oraz wspieranie rzeczywistego równouprawnienia kobiet i mężczyzn, w tym poprzez wzmocnienie pozycji kobiet;

                                                    c. stworzenie szeroko zakrojonego planu ramowego, polityk i działań na rzecz ochrony i wsparcia wszystkich ofiar przemocy wobec kobiet i przemocy domowej;

                                                    d. zacieśnianie międzynarodowej współpracy mającej na celu likwidację przemocy wobec kobiet i przemocy domowej;

                                                    e. zapewnienie wsparcia i pomocy organizacjom i instytucjom władzy wykonawczej w skutecznej współpracy na rzecz wypracowania zintegrowanego podejścia do likwidacji przemocy wobec kobiet i przemocy domowej.

                                                    Widać, że zawarte w dokumencie regulacje mogą zostać wyinterpretowane w dowolną stronę. Przemoc i agresja potraktowane są w dalszych punktach bardzo szeroko i określone jako „każdy akt dyskryminacji, która może prowadzić do psychologicznej szkody lub cierpienia kobiet, w tym również groźby takich aktów”. Wprowadzone zostaje także pojęcie płci społeczno-kulturowej, która także ma być chroniona przed przemocą.
                                                    Przemoc jako furtka do nadużyć wobec wolności

                                                    Kto będzie więc definiować czym ta agresja jest, skoro już na wstępie widzimy, że nie chodzi tu tylko o przemoc fizyczną czy słowną? Czym są te „wszelkie formy przemocy”? Jakie instytucje będą je definiować i nadzorować ich nieprzekraczanie? Dokąd sięga zapisane w dokumencie „rzeczywiste równouprawnienie”? Jak można tak bezrefleksyjnie przekazać instytucjom (sądom, administracji, organom pozarządowym) tak potężne uprawnienia ingerujące w ludzką wolność? Wszystko to może prowadzić do nieskończonych nadużyć prawnych.

                                                    Art. 40. nakazuje uchwalenie przepisów przewidujących odpowiedzialność karną za „wszelkie formy niepożądanych działań werbalnych, niewerbalnych lub fizycznych o charakterze seksualnym, skutkujące naruszeniem godności danej osoby, w szczególności w atmosferze zastraszania, wrogości, upodlenia, poniżenia lub obrazy”. Jednocześnie art. 4 nakazuje, aby przepisy te były ustanawiane „bez jakiejkolwiek dyskryminacji ze względu zarówno na płeć biologiczną, płeć społeczno-kulturową, orientację seksualną, tożsamość płciową lub inny”. **Co to oznacza? Interpretacja tych zapisów może zostać ograniczona jedynie przez wyobraźnię interpretującego. Można w nią wpisać zarówno wprowadzenie obowiązku uzgadniania płci na żądanie, jaki i dowolną manifestację ideologii LGBT+, której nie będziemy mieli prawa krytykować. Co więcej, ta ostentacyjna obecność środowisk LGBTQ w szeroko pojętych przestrzeniach społeczno-politycznych jest według Konwencji sprawą oczywistą i wskazaną. Także w szkołach. Tego właśnie dotyczy kolejny punkt.
                                                    Rewolucja kulturowa i wykorzenianie chrześcijaństwa

                                                    Pod pretekstem walki z przemocą wprowadzane są postulaty rewolucji kulturowej, zwalczające fundamenty kultury chrześcijańskiej. Bo to właśnie w tradycyjnym wychowaniu, w religii i kulturze autorzy dokumentu widzą źródła przemocy. Nie w alkoholizmie, w uzależnieniach, w seksualizacji i brutalizacji życia, ale w heteroseksualnej, wierzącej rodzinie, która rzekomo powiela szkodliwe stereotypy. Wszystko ma zostać poddane redefinicji i reedukacji. Art. 12.1 mówi:

                                                    Strony stosują konieczne środki, aby promować zmiany w społecznych i kulturowych wzorach zachowań kobiet i mężczyzn, w celu wykorzenienia uprzedzeń, zwyczajów, tradycji i wszelkich innych praktyk opartych na pojęciu niższości kobiet lub na stereotypowych rolach kobiet i mężczyzn.

                                                    Można więc spodziewać się, że lobby feministyczne zatroszczy się odpowiednio o podjęcie wszelkich środków w celu „wykorzenienia” stereotypowych ról kobiety i mężczyzny. Nie definiuje się przy tym czym są stereotypy, które mocą prawa jakieś władcze ciało będzie eliminowało. Wiadomo natomiast, że powołane na mocy Konwencji międzynarodowe ciało GREVIO obejmie nadzór nad wdrażaniem Konwencji.
                                                    Nowa edukacja zwalczająca stereotypy

                                                    Art. 14. Konwencji wprowadza olbrzymie uprawnienia do całkowitej przebudowy edukacji.

                                                    Strony podejmują działania konieczne do wprowadzenia do oficjalnych programów nauczania na wszystkich poziomach edukacji materiałów szkoleniowych (…) dotyczących równouprawnienia kobiet i mężczyzn, niestereotypowych ról przypisanych płciom, wzajemnego szacunku (…).

                                                    Ten artykuł budzi wyjątkowe obawy. Kto będzie orzekać o tym, na czym polegają niestereotypowe role przypisane płciom? Kto je określi? Jak zostaną dobrane do poziomu rozwojowego dzieci? Gdzie w tym wszystkim prawa rodziców do wychowania dzieci w kręgu wartości, jakich sami sobie życzą? Wątpliwości rozwiewa kolejny paragraf, który pokazuje, że rodzice nie będą mieli już nic do powiedzenia.
                                                    Religia i rodzina źródłem zła i przemocy

                                                    Art. 12 ukazuje zwyczaje, tradycję i religię w kontekście zagrożenia. Ani raz Konwencja nie wspomina o nich jako o zjawisku pozytywnym.

                                                    Strony gwarantują, że kultura, zwyczaje, religia, tradycja czy tzw. „honor” nie będą uznawane za usprawiedliwienie dla wszelkich aktów przemocy objętych zakresem niniejszej Konwencji.

                                                    Można się więc spodziewać, że wszelkie próby wychowywania dzieci do odpowiedzialności czy męstwa zostaną uznane za przemocowe. Stawianie dziecku wymagań to przecież oczekiwanie wysiłku, który może zostać uznany za przemoc naruszającą jego bezrozwojowy błogostan.

                                                    Konsekwencjami prawnymi bez trudu będzie można obciążyć nauczycieli, duszpasterzy czy dziennikarzy, którzy będą się sprzeciwiać forsowanemu przez środowiska LGBT stylowi życia. Artykuł 14. wprowadza bowiem następujący nakaz:

                                                    Strony podejmują działania niezbędne do promowania zasad, o których mowa w ust. 1 niniejszego artykułu, w instytucjach edukacyjnych o charakterze nieformalnym, a także w obiektach sportowych, kulturalnych i rekreacyjnych oraz w mediach.

                                                    Po co nam Konwencja?

                                                    Trudno nie zgodzić się tymi, którzy upatrują w Konwencji narzędzia do ograniczenia wolności. Zwłaszcza, że to dokument, który w naszej rzeczywistości prawnej jest zbędny i nie wpływa na poprawę bezpieczeństwa. Wszelka ochrona ofiar przemocy została już uregulowana mocą ustawy antyprzemocowej, której możliwości są i tak posunięte bardzo daleko. W ostatnich latach przepisy te zostały jeszcze bardziej doprecyzowane, więc tym bardziej nie powinniśmy utrzymywać w mocy Konwencji, która póki co jest martwa, ale potencjalnie wysoce niebezpieczna. Możliwość taką daje Polsce artykuł 80, Konwencji, w którym czytamy:

                                                    Każda Strona może w dowolnym czasie wypowiedzieć niniejszą Konwencję w drodze notyfikacji skierowanej do Sekretarza Generalnego Rady Europy.

                                                    Wypowiedzenie staje się skuteczne pierwszego dnia miesiąca następującego po upływie okresu trzech miesięcy od dnia otrzymania notyfikacji przez Sekretarza Generalnego.

                                                    Zamiast więc czekać biernie na moment, w którym inżynierowie nowego ładu społecznego zaczną wykorzystywać dokument do realizacji własnych celów, czas zareagować… Niebezpieczeństwa społeczne są zbyt duże, by ryzykować."

                                                    <a href="
                                                  • andrzej585858 Re: Konwencja stambulska w Turcji 01.08.20, 11:34
                                                    Sample Fot. Paweł Żulewski (KAI)
                                                    Spór między Polską a Unią Europejską jest także sporem dotyczącym antropologii – podkreśla w rozmowie z KAI ks. prof. Piotr Mazurkiewicz, dziekan Wydziału Społeczno-Ekonomicznego UKSW. Jego zdaniem Konwencja stambulska neguje tradycyjną antropologię europejską, służy ideologii gender i powinna zostać przez nasz parlament wypowiedziana.

                                                    Gdyby Polska wprowadziła do systemu prawnego małżeństwa jednej płci, to dla Brukseli kwestia praworządności w naszym kraju przestałaby mieć znaczenie – uważa politolog.

                                                    Zwraca też uwagę, że jeszcze przed ratyfikacją Konwencji stambulskiej w Polsce obowiązywało dobre prawo regulujące problem przemocy wobec kobiet, a później jeszcze zostało jeszcze wzmocnione. Obecnie zaś, ocenia, Polska posiada w tej dziedzinie wyższe standardy niż przewiduje Konwencja.

                                                    Obecny kryzys Europy jest owocem kryzysu wiary Europejczyków – stwierdza politolog przestrzegając, aby wśród chrześcijan poprawność polityczna nie brała góry nad poprawnością intelektualną i moralną.

                                                    Tomasz Królak (KAI): Rząd zapowiedział wypowiedzenie Konwencji stambulskiej. Już kilka lat temu wyrażał Ksiądz Profesor nadzieję, że tak się stanie. Co budzi największy opór?

                                                    Ks. prof. Piotr Mazurkiewicz: – Po pierwsze tytuł dokumentu jest mylący. Gdyby rzeczywiście była to „Konwencja o zapobieganiu i zwalczaniu przemocy wobec kobiet i przemocy domowej”, to – patrząc z chrześcijańskiego punktu widzenia czy też z perspektywy prawa naturalnego – zapewne nie spotkałaby się z zastrzeżeniami, a Kościół mógłby jej tylko przyklasnąć.

                                                    Gdyby wziąć pod uwagę jedynie konkretne proponowane w Konwencji instrumenty dotyczące przeciwdziałania przemocy wobec kobiet (schroniska, telefony zaufania, wsparcie dla ofiar przemocy seksualnej, ochrona nieletnich świadków itp.), to nie znajdziemy tu argumentów na rzecz wypowiedzenia tego dokumentu. Problemy wynikają z innych racji, które są Konwencji niejako ukryte.

                                                    KAI: Są jej duchem czy także literą?

                                                    – I literą i duchem. Autorzy Konwencji, zarówno w preambule jak i w pierwszych sześciu jej artykułach zamieścili pewne tezy, wobec których państwa przystępujące do niej nie mogą wyrazić zastrzeżeń. Oznacza to, że również autorzy Konwencji uznali je za kluczowe, ale – i na tym polega problem – nie dotyczą one bezpośrednio zwalczania przemocy wobec kobiet.

                                                    Gdyby Polska ratyfikując konwencję mogła odrzucić wspomnianych sześć artykułów a przyjąć resztę, to – mimo pewnych wątpliwych treści także w samym korpusie Konwencji – nie byłoby chyba wystarczających racji do jej wymawiania. Problem w tym, że to, co w Konwencji jest „kukułczym jajem” musi być przez każde państwo przyjęte bezwarunkowo, bez żadnej możliwości interpretacji owych zapisów. Inaczej mówiąc, nie ma możliwości oddzielenia ziarna od plew.

                                                    KAI: Rodzi się więc pytanie, po co Konwencja powstała? Czy celem było powszechne wdrożenie instrumentów antyprzemocowych czy też tych „kukułczych” zapisów?

                                                    – Trudno jednoznacznie odpowiedzieć. Z pewnością te dodatkowe elementy zostały wbudowane w tekst dokumentu jako jego integralna część w pełni świadomie. Nie wszyscy czytelnicy natychmiast je zauważają. Często po prostu skupiają się na instrumentarium antyprzemocowym. Czasem wskazują, że mimo upływu pięciu lat od jej ratyfikacji, nie doszło w Polsce do żadnej katastrofy, zapominając, że ludzi, którzy ją ratyfikowali pięć lat temu odsunięto od władzy.

                                                    KAI: Jakie są zatem te niebezpieczne, a niewidoczne na pierwszy rzut oka elementy Konwencji?

                                                    – Pierwszą sprawą jest wizja relacji między kobietą a mężczyzną oraz swoista interpretacja historii ludzkości. Wedle tej interpretacji, w dziejach zawsze była wykorzystywana słabość fizyczna kobiety i w związku z tym historia ludzkości jest historią dominacji mężczyzny nad kobietą.

                                                    To pogląd zaczerpnięty z marksistowskiej historiozofii. Myśląc o marksizmie często skupiamy się na idei walki klas, ale, co podkreślał zwłaszcza Engels, pierwotną w stosunku do walki klas jest walka płci. Według Engelsa znacznie gorszy od – i bardziej pierwotny w stosunku do wyzysku ekonomicznego – jest wyzysk, który następuje poprzez małżeństwo i macierzyństwo. Walka z wyzyskiem domaga się zatem, po pierwsze, zniesienia instytucji małżeństwa oraz, po drugie, uwolnienia kobiety od macierzyństwa („od przymusu rodzenia”) poprzez legalizację aborcji.

                                                    Teoria walki płci stanowi integralną część marksistowskiej ideologii. Upadek komunizmu ujawnił utopijny charakter idei walki klas. Idea walki płci pozostała na placu boju, a nawet więcej: stała się centralnym punktem neomarksistowskiej ideologii. I to jest ten pierwszy, ideologiczny, element Konwencji. Wedle Konwencji istnieją instytucje, które przekazują „stereotypy” odnośnie do roli mężczyzny i kobiety.

                                                    Państwa są więc wezwane, żeby w systemach edukacji, formalnej i nieformalnej, promować nowe wzorce i zwalczać te „stereotypy”. Konwencja sugeruje również, że dopóki będą istniały instytucje, takie jak Kościół, stojące na stanowisku, że pomiędzy mężczyzną i kobietą jest naturalna różnica, że płeć biologiczna jest istotna z punktu widzenia doświadczenia człowieczeństwa – dopóty będzie istniała przemoc wobec kobiet.

                                                    KAI: Trudno też, odbierając Konwencję w polskim kontekście, spokojnie przyjąć sugestię o religii jako czynniku sankcjonującym przemoc wobec kobiet.

                                                    – Słowo religia pada w korpusie dokumentu tylko trzykrotnie, w kontekście jednoznacznie negatywnym, jako jeden z czynników tworzących negatywne stereotypy na temat ról kobiet czy ról poszczególnych płci, jak też sprzyjających powstawaniu struktur przemocy. Artykuł 42, gdzie mamy dwa ze wspomnianych trzech przypadków, nosi tytuł: „Niedopuszczalne usprawiedliwianie zbrodni”. Przy czym w Konwencji religie traktuje się en bloc, bez odróżniania np. chrześcijaństwa i islamu.

                                                    KAI: Co budzi największy Księdza niepokój?

                                                    – Kwestia ściśle antropologiczna, to znaczy sposób definiowania tego, kim jest kobieta. Jeżeli męskość i kobiecość sprowadzimy do ról, to role, jak wiadomo, mogą być zamienne, bo rola to tylko rola – nie jest w niczym ugruntowana. Mężczyzna może odgrywać rolę kobiecą, z tego jednak nie wynika, że może partnerowi począć dziecko.

                                                    Owe role, jak wynika z antropologii zawartej w Konwencji, są rolami społecznie skonstruowanymi. Czyli: człowiek przychodzi na świat jako tabula rasa i wszystko, co się pojawia w jego życiu, cała jego tożsamość – jest czymś wytworzonym społecznie, bez żadnego fundamentu w naturze.

                                                    Alain Finkielkraut, podsumowując współczesne debaty o człowieku, napisał: „Zło to zgoda na cielesność”. Paradoksalnie, materialistyczny neomarksizm postrzega człowieka jako istotę czysto duchową, niczym anioła, który tylko przypadkowo ma związek z ciałem. O ile w wizji chrześcijańskiej ciało, a wraz z nim płciowość, jest integralnym elementem ludzkiego bytu, tak, że dopiero owa istota duchowo-materialna jest człowiekiem, o tyle w wielu współczesnych debatach człowiek jest identyfikowany wyłącznie z elementem, który my nazywamy duchowym.

                                                    To jest ten zasadniczy element sporu, zawarty w art. 3 c., w którym jest mowa o “płci społeczno-kulturowej”, jak oddano angielskie słowo “gender”. W oryginalnym tekście użyto także słowa “sex”, co oznacza, że autorzy Konwencji byli świadomi tego, że gender, czyli płeć społeczno-kulturowa to jest coś innego niż płeć biologiczna. W polskim tekście, mamy w związku z tym np. w art. 4 ust 3 wymienione obok siebie płeć i płeć społeczno-kulturową. Ponieważ w innych miejscach słowo „gender” przetłumaczono błędnie jako „płeć”, omawiany problem nie rzuca się w oczy polskiemu czytelnikowi.

                                                    Kiedy używamy słowa sex (płeć) to odnosi się ono do układu binarnego, pomiędzy kobietą i mężczyzną, kiedy zaś gender, wówczas mamy wszystkie te akronimy, czyli skrótowce zawierające wiele liter – bo już nie tylko LGBT, ale też LGBTIQ lub LGBT+, z których ostatnia oznacza: te, które nie zostały jeszcze zdefiniowane. A więc lista potencjalnych wariantów “płci kulturowej” nie została jeszcze zamknięta.

                                                    Gender jest słowem klu
                                                  • andrzej585858 Re: Konwencja stambulska w Turcji 10.08.20, 09:45
                                                    Gender jest słowem kluczowym w Konwencji i bardzo wyraźnie widocznym w wersji anglojęzycznej. W polskim tekście nie pojawia się ono ani razu, w związku z czym za każdym razem mowa jest o płci (czasem z dodatkiem, że jest to płeć społeczno-kulturowa). W tekście angielskim gender pojawia się 25 razy i nie ma wątpliwości, że jest to konwencja, która, już w samej warstwie słownej, odnosi się do ideologii gender.

                                                    Przy czym, jak wspomniałem, autorzy raz świadomie umieszczają obok siebie słowo gender i sex. Myślę, że to jest kwestią zasadniczą. Oznacza bowiem, że jesteśmy tu w obszarze innej aniżeli klasyczna antropologia europejska. W Konwencji różnice między ludźmi zostają „uwolnione” od biologii i przeniesione w sferę społeczno-kulturową, w sferę tego, co wytwarzane przez człowieka, społecznie konstruowane. Jeśli, w takim razie, zapytamy kim są kobiety, wobec których chce się eliminować przemoc, to musimy odpowiedzieć, że chodzi o wszystkie osoby, które czują się kobietami, czyli niekoniecznie chodzi tu o osoby, które biologicznie są płci żeńskiej.

                                                    Z zanegowaniem tradycyjnej antropologii mamy także do czynienia w art. 66 ust. 2, gdzie mowa jest o sposobie powoływania grupy ekspertów, zwanej GREVIO, której celem jest monitorowanie wdrażania Konwencji przez państwa, które ją ratyfikowały. Zakłada się powołanie grupy liczącej od 10 do 15 osób z zachowaniem, uwaga, równowagi płci społeczno-kulturowej. Nie chodzi o równowagę pomiędzy kobietami a mężczyznami, lecz między gender - płciami społeczno-kulturowymi.

                                                    Nie wiem co to oznacza w praktyce, bo jeśli prawdą jest, że wyróżnia się 56 różnych gender, to z konieczności niektóre z nich nie są w tym ciele reprezentowane. Sprawa wydała się na tyle niedorzeczna, że w polskim tekście, który możemy odnaleźć na stronie Rady Europy (rm.coe.int/168046253c) mamy taką adnotację: „Uwaga tłumacza: tekst angielski posługuje się terminem „gender balance”, tekst francuski „equilibrée entre les femmes et les hommes”, przyjęty został jako podstawa tłumaczenia tekst francuski, ponieważ bazowanie na tekście angielskim prowadzi do rezultatu pozbawionego, jak się̨ wydaje, sensu («równowaga płci społeczno-kulturowej»)”.

                                                    Jeśli zatem Konwencja zawiera mechanizmy zapobiegania czy zwalczania przemocy, to zgodnie z duchem tego dokumentu będą one używane nie tylko do obrony kobiet, ale również do promowania ideologii gender, podkreślającej znaczenie tzw. nowych mniejszości.

                                                    Jako sekretarz generalny Komisji Episkopatów Unii Europejskiej (COMECE), przez parę dobrych obserwował Ksiądz w Brukseli działalność europejskich elit politycznych, także zza kulis, więc zna je „od podszewki”. Trudno chyba odebrać ten dokument inaczej jako kolejny krok europejskich przywódców w batalii o “nowego człowieka”?

                                                    - Zdecydowanie tak. Mamy w polityce europejskiej spór dwóch wizji człowieka. Jedna wywodzi się z tradycji greckiej, gruntownie przetworzonej przez chrześcijaństwo, i jest to wizja człowieka, który ma swoją naturę i dopiero na nią “nakłada” się to, co jest kulturowe. Człowiek bowiem zawsze jest istotą kultury, istotą, która żyje w kulturze i poprzez kulturę. W związku z tym, gdy patrzymy na człowieka z punktu widzenia antropologii chrześcijańskiej, nie twierdzimy, że płeć biologiczna w jednoznaczny sposób określa wszystko, co dotyczy zachowań kobiet czy zachowań mężczyzn. Ona określa kwestie fundamentalne. Nakładają się na nie różne sposoby bycia kobietą albo mężczyzną. Gender zaś mówi, że można jeszcze być kimś innym, gdyż biologia nie może „więzić” człowieka.

                                                    Widzimy, że w ciągu wieków zmieniają się także niektóre role spełniane przez mężczyzn i kobiety, a niektóre całkowicie zanikają. Mężczyźni nie wychodzą na polowanie, a kobiety nie zajmują się zbieractwem. Nawet stosunek do służby wojskowej się zmienił.

                                                    Kultura wnosi wiele, także, na przykład, w sposobie przeżywania relacji małżeńskich. Natomiast musi ona “zgadzać” się z naturą człowieka, musi budować na naturze a nie - zaprzeczać jej.

                                                    Ale skąd właściwie to zaprzeczanie się wzięło? I dlaczego zyskuje coraz większe społeczne przyzwolenie, choć mogłoby się wydawać, że jest tak nonsensowne, że nie ma szans? Od kiedy te próby wypierania natury dają o sobie znać?

                                                    - Rozmawiając ze studentami często odwołuję się do Arystotelesa, który definiuje różnicę płci w ten sposób: kobieta, to ten człowiek, którego dziecko poczyna się wewnątrz jej ciała; mężczyzna zaś to ten, którego dziecko poczyna się na zewnątrz jego ciała. Mamy zatem binarny układ płci, który jest całkowicie zrozumiały z uwagi na stosunek do dziecka. Po to jest płeć męska i żeńska, żeby mogło począć się dziecko.

                                                    Jeśli z myślenia o człowieku wyeliminujemy ojcostwo i macierzyństwo, to podział na płcie przestaje być zrozumiały.

                                                    Kto i kiedy zaczął znosić ten podział?

                                                    - Wspomniałem już o filozofii marksistowskiej, na której gruncie ewidentnie toczy się walka przeciwko temu, co określa kobiecość, to znaczy przeciwko macierzyństwu. To jeden element. Drugi, związany jest z rewolucją seksualną 1968 roku, która też była marksistowska w swojej naturze. Była ona możliwa, bo za sprawą pigułki antykoncepcyjnej stało się faktycznie możliwe rozdzielenie pożycia seksualnego i płodności.

                                                    Pierwotnie, pytając o to, dlaczego ludzie biorą ślub i dlaczego podejmują współżycie, udzielaliśmy odpowiedzi w perspektywie pragnienia posiadania dzieci. Włącznie z tym, że jeśli jakaś para aktem woli wyklucza posiadanie potomstwa, to nie może zawrzeć ślubu w Kościele. Małżeństwo jest więc nastawione na macierzyństwo. Jeśli spojrzymy na Deklarację Praw Człowieka ONZ, to tam jest powiedziane, że mężczyzna i kobieta osiągnąwszy pełnoletność mają prawo zawarcia małżeństwa i założenia rodziny. To jest jedno prawo.

                                                    Sterylizacja relacji seksualnych powoduje, że z myślenia o relacji między mężczyzną a kobietą gdzieś znika dziecko. Jeśli zaś w życiu seksualnym nie chodzi o dziecko, to pojawia się pytanie, jak uzasadnić to, że relacja między kobietą i mężczyzną jest naturalna a między osobami tej samej płci – nie.

                                                    Wprowadzanie nowej antropologii zawiera kilka różnych elementów. Ale wydaje mi się, że rozmowa z osobą, która stosuje antykoncepcję, a więc uważa, że pożycie seksualne nie powinno mieć żadnego związku z płodnością, jest w tym zakresie trudniejsza, aniżeli z tymi, którzy antykoncepcji nie stosują, mając w tej sprawie odmienną opinię.
                                                  • andrzej585858 Re: Konwencja stambulska w Turcji 10.08.20, 09:46


                                                    Polaryzacja opinii dotyczących kwestii seksualnych wydaje się nasilać, także w Polsce, więc o porozumienie będzie chyba coraz trudniej?

                                                    - Może być trudniej, ale zwróćmy uwagę na to, że są pewne granice, które ludzie wciąż wyczuwają. Wszystkie badania przeprowadzane w naszym kraju pokazują, że jeśli chodzi o przekazanie dziecka parze jednej płci, to Polacy mówią: nie. Relacja tych osób oceniana jest jako taka, która nie ma pozytywnego związku z dzieckiem.

                                                    Przypomnę argument, którego użyli biskupi francuscy w liście o wykorzystywaniu seksualnym nieletnich: jeżeli z myślenia o życiu seksualnym człowieka eliminuje się różnicę płci, to nie da się obronić różnicy wieku. To znaczy, jeżeli nie jest to pożycie między dorosłym mężczyzną i dorosłą kobietą tylko znosimy granicę, to nie jesteśmy w stanie obronić żadnej granicy.

                                                    Zwróćmy uwagę, że istnieje pewna wrażliwość społeczna na czyny pedofilii. Ludzie w pewnych punktach z tą ideologiach się nie zgadzają tylko nie widzą, że nie da się obronić tych punktów, z którymi się nie zgadzają, jeśli się skapituluje tam, gdzie chodzi o sam sens pożycia seksualnego. Ponieważ wciąż istnieje naturalna wrażliwość moralna przynajmniej odnośnie niektórych spraw, wciąż jest nadzieja, że jakoś się odbijemy od dna.

                                                    Myśli Ksiądz o Europie czy konkretnie o Polsce?

                                                    - Myślę, że polskie społeczeństwo jest dość wyjątkowe na tle Europy dlatego, że jak na europejskie warunki jesteśmy narodem dużym i jeszcze nie zdechrystianizowanym. Z tym, że niedawno to samo można było powiedzieć o Hiszpanii. Pamiętamy rok 2004 i ówczesny, polsko-hiszpański sojusz polityczny. Wiadomo było, że Partia Ludowa premiera Aznara wygra wybory, na co wskazywały wszelkie analizy politologiczne, ale zamach terrorystyczny, dokonany w Madrycie trzy dni wcześniej, spowodował przegraną. I nagle okazało się, że społeczeństwo hiszpańskie pokazało inną twarz. Wprawdzie kilkakrotnie zwoływano w Madrycie blisko półtoramilionowe manifestacje w obronie życia i rodziny, ale to było za mało.

                                                    A za trzy lata inną twarz pokaże społeczeństwo polskie?

                                                    - Zwróćmy uwagę, że nawet w ostatnich wyborach różnica procentowa pomiędzy kandydatami nie była duża. Jeden z pretendentów chwalił się, że chodzi, razem z dziećmi, na czarne marsze i marsze LGBT. Kiedy więc zastanawiamy się nad antropologią, na bazie której będzie uprawiana polityka w przyszłości, to losy rzeczywiście się ważą.

                                                    Jestem jednak optymistycznie nastawiony co do przyszłości. Chrześcijaństwo jest u nas zakorzenione głęboko, ale myślę o głębokości, która jest związana z doświadczeniem wiary katolickiej jako istotnego elementu tożsamości. Myślę tu nie tyle o kwestii np. norm moralnych, treści wierzeń, ale właśnie tym elemencie tożsamości. Kościół wciąż może bezpiecznie prowadzić ewangelizację, ponieważ nie jest odbierany jako „obcy element”.

                                                    Miejmy świadomość, że Cesarstwo Rzymskie nie wyznawało chrześcijańskiej antropologii i chrześcijańskich norm moralnych a jednak proces cywilizacyjny potoczył się tak, że cały kontynent europejski został schrystianizowany. Proces ten potoczył się w odwrotną stronę w stosunku do tego, który dziś obserwujemy.

                                                    Mamy także doświadczenie pontyfikatu Jana Pawła II, który odwrócił kierunek zmian w polskim społeczeństwie. W jakimś stopniu to jeszcze trwa, choć jego wpływ, niestety, słabnie. Ale to pokazuje, że kierunek zmian można odwrócić.

                                                    W jaki sposób mogłoby się to dokonać?

                                                    - Rewolucja społeczna jest obecnie przeprowadzana odgórnie. Społeczeństwa w całej Europie są znacznie bardziej tradycyjne niż ich elity, które poprzez różnego typu narzędzia próbują zmieniać ich mentalności.

                                                    Także w Parlamencie Europejskim, co obserwowałem, kręgi chrześcijańskie są stosunkowo liczne. Chodzi tylko o to, aby wśród chrześcijan poprawność polityczna nie brała góry nad poprawnością intelektualną i moralną. Bo niekiedy posłowie katoliccy po prostu boją się ostracyzmu. Poza tym chrześcijańska antropologia jest, po prostu, tą prawdziwą antropologią - tak człowiek jest skonstruowany w swojej naturze. Stąd wiele – choć nie wszystkie - powstających dokumentów w ich pierwszej wersji jest zasadniczo „w porządku”. Dopiero potem ktoś „dorzuca” do nich elementy, które całkowicie zmieniają ich sens. Czy tak było z Konwencją, nie wiem.

                                                    Ale mogło tak być?

                                                    - Mogę powiedzieć, że w strukturach Unii Europejskiej spotykałem się z takim mechanizmem. Na przykład, w 2012 roku pracowaliśmy nad wskazaniami dla europejskiej dyplomacji na temat ochrony wolności religijnej. Powstał bardzo dobry dokument i kiedy właściwie wszystko było już uzgodnione, nagle w tekście znalazła się wzmianka o LGBT. Ktoś dorzucił jeden artykuł, który spowodował, że promując ten dokument, równocześnie promuje się ideologię LGBT.

                                                    Innym przykładem są manipulacje językowe. Skoro rozmawiamy także o macierzyństwie, to warto zauważyć, że dzisiaj w europejskiej debacie właściwie nie mówi się o aborcji. Słowo to jest zupełnie zbyteczne, gdyż zastąpiono je pojęciem „zdrowie reprodukcyjne”. To wszystko, co kiedyś było związane ze zdrowiem matki i dziecka, powiązano z aborcją i sterylizacją, ukuwając nowy termin. Kto chce promować tradycyjnie rozumiane zdrowie matki i dziecka, równocześnie promuje aborcję i sterylizację.

                                                    Trochę jak u Orwella. Stare słowa, zrozumiałe dla ludzi i wywołujące określone skojarzenia etyczne, zostają zastąpione przez nowe terminy, których sensu dokładnie nikt nie rozumie i które nie budzą negatywnych reakcji emocjonalnych. Gdy na przykład mówimy o aborcji, wiemy o co chodzi i mamy związane z tym odczucia moralne. Jeśli powiemy „zdrowie reprodukcyjne”, to przeciętny obywatel nie wie o co dokładnie chodzi, a w dodatku kojarzy mu się to pozytywnie z ochroną zdrowia. Niekiedy dokumenty pisane są od początku ze złą wolą, ale częściej przedstawiciele lewicowych elit „dorzucają” te ideologiczne elementy do różnych dokumentów niczym łyżkę dziegciu, która całkowicie zmienia sens całości.

                                                    Ale jeśli europejskie społeczeństwa są bardziej tradycyjne niż ich elity, to dlaczego elity działają niejako przeciwko nim? A przy tym, jak się wydaje, wyraźnie jednak oddziałują na społeczeństwa.

                                                    - Niewątpliwie oddziałują. Ale też nie mam nadmiernie optymistycznego przekonania odnośnie do społeczeństw. Jeśli spojrzymy na społeczeństwo polskie, to niewątpliwie istnieją w nim także grupy społeczne, które mają wybitnie antyklerykalny charakter czy zorganizowane grupy proaborcyjne. Nie stanowią one większości, tylko są aktywnymi mniejszościami. W trakcie kampanii wyborczej, jeśli układ sił między głównymi oponentami jest zrównoważony, te mniejszości mogą być swoistym języczkiem u wagi, który zdecyduje o ostatecznym rezultacie. Kandydaci zatem zabiegają o ich głosy. Może tu chodzić o głosy elektoratu narodowców, LGBT czy pro-life. Choć zwykle radykalna lewica zdobywa w tych grach więcej niż prawica.

                                                    Mamy również do czynienia z oddziaływaniem różnego typu elit, także politycznych. Powiedzmy jasno, że spór między Polską a Unią Europejską (jeśli ujmiemy to instytucjonalnie) jest po części sporem dotyczącym antropologii. Gdybyśmy do systemu prawnego wprowadzili małżeństwa jednej płci, to natychmiast napięcie pomiędzy Warszawą i Brukselą by spadło a kwestia praworządności przestałaby mieć znaczenie. Mimo faktu, że pojęcie płci społeczno-kulturowej jest nieznane polskiej Konstytucji.

                                                    Gdy patrzy się na europejską politykę, wyraźnie widać, zwłaszcza na przykładzie Hiszpanii, że tylko jeden kierunek zmian jest dopuszczalny. Premier Zapatero wprowadził rewolucję społeczną, a konserwatyści to „zakonserwowali”. Nie wpadli na pomysł - gdyż bali się reakcji - żeby anulować radykalne zmiany prawne wprowadzone przez socjalistów. Opcja konserwatywna w polityce na ogół powoduje jedynie spowolnianie zmian wprowadzanych przez lewicę.

                                                    W Polsce i na Węgrzech stało się odwrotnie. Opcja konserwatywna anulowała bądź też dyskutuje o anulowaniu pewnych lewicowych „osiągnięć”. Zwróćmy uwagę na sprawę aborcji eugenicznej. Właściwie lewica nie powinna toczyć o to wielkich bojó
                                                  • andrzej585858 Re: Konwencja stambulska w Turcji 10.08.20, 09:47


                                                    Czy myśli Ksiądz, że gdyby Konwencja została wypowiedziana, to niejako na gruncie tej zmiany możliwe byłoby “wciągnięcie” także innych państw do walki o prawdziwą - bo opartą na nauce a utrwaloną przez tradycję - antropologię?

                                                    - Warto podkreślić, że w Polsce mieliśmy przed wprowadzeniem Konwencji dobre prawo regulujące problem przemocy wobec kobiet, a potem jeszcze zostało ono wzmocnione. Myślę, że w tym momencie mamy wyższe standardy niż przewiduje Konwencja. Pytanie, czy rząd będzie potrafił się z tym przebić i powiedzieć: chronimy kobiety lepiej niż czyni się to w Europie, a zwłaszcza w Skandynawii. Tym bardziej, że na to wskazują nawet raporty unijnej Agencji Praw Podstawowych. Chodzi o to, żeby nasze, ewentualne, wypowiedzenie Konwencji było zrozumiane po pierwsze przez nasze społeczeństwo, a po drugie, żebyśmy potrafili znaleźć także sojuszników na forum międzynarodowym. Symbolicznie bowiem wypowiedzenie Konwencji będzie silnym sygnałem.

                                                    Myślę, że skierowanie sprawy do Trybunału jest dobrym krokiem, pod warunkiem, że nie będzie on nazbyt zwlekał z wyrokiem w tej sprawie.

                                                    Uczestniczki Ogólnopolskiego Strajku Kobiet przekonywały na ulicznych wiecach, że rząd chce zalegalizować przemoc wobec kobiet...

                                                    - Osób, które tak myślą nie przekonamy. Chodzi o to, żeby trafić do przeciętnego Polaka. Mniej więcej od 20 lat na Zachodzie trwa proces redefinicji małżeństwa w systemie prawnym. Najczęściej małżeństwo jako instytucja łącząca jednego mężczyznę i jedną kobietę z nastawieniem na założenie rodziny znika z systemów prawnych. Nie ma słów: mąż, żona, ojciec, matka. Zostają one wykasowane z języka prawniczego. W Konwencji, o której rozmawiamy słowo „małżeństwo” pojawia się tylko w kontekście „małżeństwa” zawartego z przymusu.

                                                    Z drugiej strony coraz większa liczba państw uznaje partnerstwo jednopłciowe czy tzw. małżeństwo jednopłciowe. Ale, jak wspomniałem, w tym samym czasie w Europie Środkowej mamy do czynienia z procesem odwrotnym. Coraz więcej państw naszego regionu wprowadza do konstytucji taką definicję małżeństwa, która zapisana jest także w polskiej ustawie zasadniczej. Wtedy, w 1997 roku, wydawało się, że ta definicja jest zupełnie zbędna, bo każdy normalny człowiek wie, co to jest małżeństwo.

                                                    Parę lat temu mówił Ksiądz, że Polska może odegrać kluczową rolę w uwalnianiu się Europy od ideologii gender. Od tamtej pory, jak widzę, utwierdził się Ksiądz w tym przekonaniu?

                                                    - W Europie Środkowej mamy do czynienia z procesem o odmiennym kierunku niż na Zachodzie, a Polska jest tu jednym z kluczowych państw. To jest trochę tak, jak w przypadku Trójmorza, to znaczy wokół kogoś trzeba się skupić. Myślę, że to bardzo istotne czy Polska w polityce międzynarodowej będzie się przyznawać do klasycznej antropologii i chrześcijańskiego dziedzictwa, czy, na przykład, będzie bronić wolności religijnej i prześladowanych chrześcijan, czy też nie.

                                                    Szczególnie było to widoczne, gdy w Trybunale Praw Człowieka w Strasburgu toczyła się [w latach 2009-2011 - przyp. KAI] tzw. sprawa Lautsi dotycząca próby usunięcia krzyża w jednej z włoskich szkół. Włochy poszukiwały poparcia innych państw w ramach Rady Europy. Polska wówczas odmówiła, a w związku z tym poparcie to zorganizowała Rosja. Wydaje się, że również w europejskiej polityce cały czas trwa spór dotyczący religii i chrześcijańskiego dziedzictwa. Jeśli Polska zostawi wolne miejsce, to inne państwo wejdzie w tę pustą przestrzeń.

                                                    Wydaje mi się, że dla polskiej polityki ostatnich lat - niezależnie od tego, czy zgadzamy się z poszczególnymi posunięciami czy też nie – charakterystyczna jest pewna odwaga myślenia, aktywne podejście do stosunków międzynarodowych. Chce się mieć coś do powiedzenia, a jedną z przestrzeni, w której można swobodnie wyartykułować swoje stanowisko jest właśnie kwestia tożsamości i to tożsamości całej Europy.

                                                    Europa Zachodnia dzisiaj coraz bardziej się różnicuje. Jednym z powodów jest masowy napływ imigrantów. Innym tzw. nowe grupy tożsamościowe powstałe na bazie ideologii LGBT. Polska wciąż jest stosunkowo wolna od tych konfliktów i wydaje się, że może odegrać aktywną rolę w debacie o europejskiej polityce tożsamości.

                                                    Zachód nie jest czymś jednorodnym. Powracając do Hiszpanii: tam w roku wyborów z 2004 r. podział był mniej więcej 50:50. Utrzymywał się w tych samych mniej więcej proporcjach, gdy premier Zapatero wprowadzał swoje reformy. Wspomniałem już o demonstracjach w Madrycie w obronie rodziny. To samo mieliśmy w Paryżu w ramach akcji La Manif Pour Tous w obronie małżeństwa. Tyle, że w demokracji, żeby decydować o kierunku wystarczy mieć 50 procent plus jeden.

                                                    Cały czas otrzymuję pozytywne sygnały od ludzi z Zachodu, którzy czegoś się po Polsce spodziewają, wiążą z rozwojem sytuacji w naszym kraju swoje nadzieje. Inne niż Komisja Europejska.

                                                    Taki ewentualny europejski sojusz miałby większe szanse, gdyby był zawiązany nie dla zachowania wartości chrześcijańskich, lecz w imię obrony odwiecznej prawdy o człowieku. Bo można byłoby przekonać do sprawy nie tylko chrześcijan (różnych wyznań) i wiernych innych religii, ale też pozyskać wielu niewierzących. Co Ksiądz o tym sądzi?

                                                    - Jeśli spojrzymy na to zagadnienie od strony polityki, to chodzi tu o obronę klasycznej wizji praw człowieka, tak jak została zapisana w Powszechnej Deklaracji Praw Człowieka ONZ w 1948 roku. To jest podstawa działania.

                                                    Przy wspomnianych wcześniej unijnych wskazaniach dotyczących wolności religijnej na początku były duże kłopoty z zaproponowaniem jakiegoś tekstu, bo próbowano używać brukselskiego żargonu. Okazało się, że to zupełnie nie pasuje do założonego celu, jakim było promowanie praw człowieka. Kiedy przeszliśmy język prawa międzynarodowego, w którym wyrażona jest wspomniana Deklaracja ONZ, sformułowanie klarownych zasady stało się stosunkowo proste.

                                                    Jeśli unijni politycy interweniują w ramach kryzysu humanitarnego, gdzieś na Bliskim Wschodzie czy w państwach Afryki, posługują się językiem praw człowieka. Jeśli natomiast próbują w ramach umów handlowych narzucić tzw. normy unijne, mówią o aborcji, sterylizacji, legalizacji związków jednopłciowych. W unijnej polityce mamy zatem do czynienia ze swego rodzaju dwoistością.

                                                    Co do „nazwania” potencjalnego sojuszu. Unia Europejska to nie Święte Cesarstwo Rzymskie Narodu Niemieckiego. Jest instytucją świecką, zatem również w polityce musi się posługiwać świeckim językiem. Nie musi on być jednak wyprany z odniesień do religii. Sformułowanie mówiące o tym, że człowiek jest stworzony na obraz i podobieństwo Boże jest czymś, co każdy człowiek w Europie rozumie (z wyjątkiem muzułmanów, ponieważ oni nie uznają obrazowania Boga).

                                                    Z drugiej strony trzeba zauważyć, że problem Europy jest kwestia tożsamości. Spór, który toczono wokół preambuły do tzw. Traktatu Konstytucyjnego i odniesienia w niej do chrześcijaństwa był sporem o tożsamość Europy. W moim przekonaniu, jeśli Europa wyprze się chrześcijaństwa, to po prostu wyprze się siebie. Na naszych oczach rozpadają się europejskie społeczeństwa. Interesy ekonomiczne nie są w stanie wytworzyć autentycznej wspólnoty. Jeśli Francja kojarzy się tylko z kuchnią francuską, nie ma powodu, żeby rozpaczać, gdy płoną katedry. Jeśli Europa to po prostu społeczeństwo wielokulturowe, nie ma powodu, by protestować przeciwko przekształceniu Hagia Sophia w meczet.

                                                    To samo dotyczy Polski. Tożsamość nie odnosi się wyłącznie do stosunku do przeszłości, ale łączy się także z kwestiami godnościowymi. Z poczucia przynależności do wspólnoty człowiek czerpie poczucie godności. Dobrze oddaje to anegdota zanotowana przez Alberta Otto Hirschmana, amerykańskiego ekonomistę, urodzonego w 1915 r. w Niemczech, w rodzinie Żydów protestanckiego wyznania. Otóż dwóch niemieckich emigrantów spotyka się po wielu latach w pobytu w Nowym Jorku. „Jesteś szczęśliwy?”, pyta jeden. „Jestem szczęśliwy, odpowiada drugi, aber glücklich bin ich nicht...“ [...ale nie jestem szczęśliwy] Tego wątku tożsamości i zakorzenienia brakuje dzisiaj w wielu krajach Europy, a wy
                                                  • andrzej585858 Re: Konwencja stambulska w Turcji 10.08.20, 09:50
                                                    Tego wątku tożsamości i zakorzenienia brakuje dzisiaj w wielu krajach Europy, a wyparcie go z głównego nurtu polityki powoduje, że pojawia się on na jej obrzeżach, w formie różnych radykalnych ruchów politycznych.


                                                    Ale dlaczego właściwie Europa zmierza w kierunku tego wyparcia się siebie i odrzuca to, co było oczywiste przez wieki? Jaka jest pierwsza tego przyczyna, co leży u spodu? Pycha?

                                                    - Od wydarzeń w rajskim ogrodzie wiemy, że człowiek chciałby być jak Bóg, czyli nie mieć żadnej władzy nad sobą. To stała ludzka pokusa. Część przyczyn ma charakter zewnętrzny: był Związek Sowiecki i partie komunistyczne na Zachodzie. Dziś istnieją fundusze, które wspierają konkretne organizacje, które służą przebudowie społecznej wedle określonej ideologii. Po prostu, te procesy nie są przypadkowe.

                                                    Drugim powodem, dla którego Europa faktycznie wyrzeka się siebie jest konsumpcjonizm. Jest on zarówno wyborem poszczególnych ludzi, którzy na rzecz wygody rezygnują z wartości, jak i efektem świadomego sterowania procesami politycznymi i gospodarczymi. Trochę podobnie jak w sytuacji konfliktu pomiędzy bezpieczeństwem i wolnością - jak pokazują badania ludzie częściej wybierają bezpieczeństwo.

                                                    I wreszcie: kryzys Europy jest owocem kryzysu wiary Europejczyków. Pustoszeją kościoły, a za to nie odpowiada nikt inny, tylko Kościół. Jeżeli we Francji w ciągu 20 lat, czyli jednego pokolenia, liczba katolików spadła o 20%, to znaczy, że nie ma transmisji wiary w rodzinach.

                                                    A nie ma jej, bo?

                                                    - Jest jakiś kryzys w Kościele i w nim też musimy szukać odpowiedzi na pytanie, jak ten kryzys pokonać. Alain Besançon powiedział w jednym z wywiadów, że główną pretensją, jaką ma wobec Kościoła jest ta, że w kilku zasadniczych sporach jakie toczyły się we Francji, episkopat tego kraju nie zajął stanowiska. Po prostu zniknął, tak, jakby go nie było (dotyczy to nieco wcześniejszych lat, nie obecnej sytuacji). Chodzi o to, że za ewangelizację, za przekazywanie wiary w rodzinach odpowiedzialni są ludzie ochrzczeni - i świeccy i duchowni. Jestem przekonany, że jeśli zapełnimy kościoły w Europie wierzącymi ludźmi, to skończy się kryzys Europy.

                                                    Pytanie jak to zrobić dotyczy także Kościoła w Polsce. Nie będzie to łatwe, bo Kościół instytucjonalny zmaga się z problemem rozliczania przypadków wykorzystywania seksualnego nieletnich, co osłabiło jego autorytet, choć oczywiście uderzyło we wszystkich katolików.

                                                    - Kościół w Europie jest dziś generalnie w defensywie, z różnych powodów. Pamiętajmy: Pan Jezus posłał dwunastu i to było dość. Oni myśleli w sposób “ofensywny”, to znaczy szli i głosili Ewangelię a nie bronili stanu posiadania. To wciąż jest możliwe. Nagle wszystko może się zmienić, także w dobrą stronę. Musimy robić to, co do nas należy i czego Pan Jezus od każdego z nas oczekuje. A wedle Jego obietnicy, tacy ludzie otrzymają Jego pomoc."

                                                    kosciol.wiara.pl/doc/6433148.Konwencja-stambulska-niszczy-antropologie-europejska
                                                  • andrzej585858 Re: Konwencja stambulska w Turcji 10.08.20, 09:51
                                                    Bardzo ciekawy tekst:

                                                    "Nie jesteśmy po to, żeby się podobać. Jesteśmy po to, żeby zniszczyć społeczeństwo” - tak brzmiał napis na transparencie niesionym w trakcie największej demonstracji środowiska LGBT, jaka miała miejsce w ubiegłym roku w Paryżu. Wzniosłe hasła o potrzebie tolerancji dla „inności” czy sprzeciw wobec dyskryminacji osób o „nieheteronormatywnej” orientacji płciowej powędrowały do lamusa i to, co legło u podstaw całej ideologii LGBT zostało wyrażone w dobitny i jasny sposób – „jesteśmy po to, aby zniszczyć społeczeństwo”.
                                                    Jak sprawić, by homoseksualizm uznano za normę

                                                    Najpierw była strategia „oswojenia” społeczeństwa z ruchem homoseksualnym, wyłożona przez dwóch amerykańskich homoseksualistów, Marshala Kirka i Huntera Madsena w 1989 roku w książce „Za piłką. Jak Ameryka pokona swój strach i nienawiść wobec gejów w latach 90-tych” („After the Ball - How America will conquer its fear and hatred of Gays in the 90s”). Przedstawiono w niej jasno strategię ruchu homoseksualnego, której celem miała być taka zmiana społeczeństwa, by zaczęło traktować homoseksualizm jako normę. Aby to się powiodło, musiał być zburzony, oparty na chrześcijańskich wartościach, porządek świata. Strategię działania opisano w sześciu krokach*:

                                                    1) Mówicie o homoseksualistach i homoseksualizmie tak często i głośno jak to tylko możliwe, każde zachowanie z którym się stykasz dość często w swoim otoczeniu uznasz za normalne.

                                                    2) Przedstawiajcie gejów jako ofiary, a nie jako agresywnych rywali. Osoby występujące w kampanii muszą być prawe, przyzwoite, miłe w obyciu, - jednym słowem nie różniące się niczym od heteroseksualistów.

                                                    3) Nasza kampania nie może wprost domagać się wsparcia społecznego dla praktyk homoseksualnych, dlatego za główny watek obieramy walkę z dyskryminacją. Wolność słowa, wyznania, zrzeszania się, prawo do sprawiedliwego procesu i powszechna ochrona prawna – te problemy powinna uwypuklać nasza kampania

                                                    4) Zadbajcie, żeby geje dobrze wypadali, zręczna i bystra kampania medialna może uczynić wkrótce ze wspólnoty gejowskiej matkę chrzestną cywilizacji zachodniej. Pamiętajcie o poparciu gwiazd popkultury.

                                                    5) Sprawcie, aby wrogowie wypadali źle. Na późniejszym etapie kampanii, kiedy reklamy gejowskie już spowszednieją, nadejdzie czas rozprawić się z resztą przeciwników. Trzeba będzie zmieszać ich z błotem. Po pierwsze - musimy przy pomocy słowa homofobia wywołać w społeczeństwie poczucie wstydu i winy za brak akceptacji dla praktyk homoseksualnych, a po drugie – sprawcie, by wrogowie wyglądali tak paskudnie, żeby przeciętny Amerykanin chciał się trzymać od nich z daleka.

                                                    6) Szukajcie funduszy. Nasza kampania wymaga wielu środków, bo została zaplanowana na lata. Nawet gdyby mieli ją wspierać sami homoseksualiści, to da się to zrobić, bo zwykle mają więcej pieniędzy, gdyż sami nie utrzymują rodzin. Poza tym w finansowanie zaangażowały się liczne instytucje i stowarzyszenia, których celem jest rozbicie chrześcijańskiego porządku świata.

                                                    Autorzy docenili telewizję i kinematografię, uznając je za „najpotężniejszych kreatorów wizerunku w cywilizacji zachodniej” . Media natomiast miały być „bramą dla konia trojańskiego” a Hollywood – „tajną bronią ruchu gejowskiego”.
                                                    Nowa lewica i rewolucja bez robotników

                                                    Jeżeli wnikliwie przyjrzymy się temu, co dzieje się od lat w Stanach Zjednoczonych i Europie Zachodnie, to nie możemy zaprzeczyć stwierdzeniu, że scenariusz Kirka i Madsena jest realizowany w precyzyjną konsekwencją, a jego założenia mają wiele wspólnego, jeżeli wręcz nie są nowym wariantem, z wcześniejszymi próbami zniszczenia tradycyjnego społeczeństwa. Nie bez przyczyny mówi się o nowej lewicy czy neomarksistach w kontekście działań ideologów i aktywistów LGBT, skoro Karol Marks twierdził, że tradycyjna rodzina, tradycyjne społeczeństwo kapitalistyczne muszą być zniszczone, żeby rewolucja mogła wygrać. Włoski komunista, Antonio Gramsci, w latach trzydziestych ubiegłego wieku uznał, że droga do zmiany nie prowadzi poprzez rewolucyjny przewrót, lecz wymaga długotrwałego okresu tworzenia kulturowej hegemonii, a Herbert Marcuse, amerykański socjolog i wykładowca na tamtejszych uniwersytetach, uznawany za ojca nowej lewicy, (choć on sam odcinał się od tego „pokrewieństwa”), twierdził, że nadmiar dóbr materialnych sprawił, że robotnicy nie stanowią już siły rewolucyjnej we współczesnym świecie. Trzeba więc było znaleźć nowy „proletariat”. Ideologia gender i jej część – ideologia LGBT właśnie takiego nowego proletariatu dostarcza, a jego konflikt z większością społeczeństwa jest jedną z najostrzejszych konfrontacji, nową rewolucją pod płaszczykiem „walki z dyskryminacją, walki o wolność słowa, wyznania, zrzeszania się, prawa do sprawiedliwego procesu i powszechnej ochrony prawnej”, czyli dokładnie tego, co jest zawarte w trzecim kroku strategii Kirka i Madsena. A ponieważ wartości chrześcijańskie i kościół są największymi przeszkodami w tej rewolucji, będąc fundamentem i ostoją rodziny, czyli podstawowej komórki społecznej , należy je zniszczyć.
                                                    Nowi bogowie, świat bez tradycyjnych wartości

                                                    Ponad rok temu w wywiadzie dla tygodnika „Sieci”, profesor Janusz Sytnik - Czetwertyński, filozof, mówił:

                                                    (…) ludzie dzisiejszej lewicy liberalnej chcą być bogami. To przed nimi mamy klękać i ich słuchać. Chcą nam mówić, jak mamy żyć, co robić, jak patrzeć na świat. Ale ich świat nie niesie za sobą żadnych wartości. To jest odwracanie i burzenie tego, co zastali, ale nie wnoszą w zamian nic nowego. Ich wartości są abstrakcyjne, np. demokracja. To nie jest wartość, to jest system polityczny. Wartością jest dobro, miłość , piękno, czy szczęście. A my idziemy w stronę jakiegoś totalitaryzmu, trzeciego już po faszyzmie i komunizmie, opartego na materializmie i mam nadzieję, że nie dożyję tego, kiedy się on w pełni rozwinie.

                                                    Bogowie lewicy liberalnej mówią nam dzisiaj, że dobre jest zabijanie dzieci i starych ludzi. Socjaliści we Francji przeforsowali prawo do aborcji na życzenie do końca ciąży, jeśli matka odczuwa „cierpienie psychofizyczne”. W Holandii, która jest pionierem we wprowadzaniu eutanazji już nie tylko dorosłych na ich życzenie, ale i dzieci, przyzwolono na eutanazję ludzi po siedemdziesiątce, z demencją, bez ich zgody. Czarna fala cywilizacji śmierci zalewa coraz nowe terytoria. Dobro, miłość, piękno i szczęście już nie są wartościami powszechnie uznawanymi za jedne z najważniejszych. Próbuje się wmówić, szczególnie młodym ludziom, że człowiek jest egoistycznym zlepkiem popędów i kieruje się najniższymi instynktami. Takimi ludźmi łatwiej jest rządzić i można ich sobie podporządkować.

                                                    Kiedy obserwujemy ofensywę aktywistów LGBT, jaka ma miejsce obecnie w Polsce, pamiętajmy o strategii Kirka i Madsena. I miejmy świadomość tego, jak jest skuteczna i jak wiele zagranicznych instytucji i organizacji o potężnych wpływach ją wspiera.

                                                    Kraje, które słynęły z konserwatyzmu, takie jak Wochy, Hiszpania czy Irlandia, jedne po drugich wywiesiły białą flagę i poddały się dyktatowi mniejszości. Czy nadszedł czas na Polskę?"

                                                    wpolityce.pl/spoleczenstwo/512733-tak-realizuje-sie-scenariusz-nowej-rewolucji
Inne wątki na temat:

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka