samanta_ewa Zuzanna Ginczanka 28.01.12, 23:47 www.youtube.com/watch?v=tL5U3d8D6fs&feature=related Kobieta Szukam w myśli warg męskich, by ramion go skuć oplotem, gdy w dusznej bezsenności sekundy wybija szloch - - a teraz zaciśnij usta i chłodno, twardo mnie potęp: oto masz moje noce, gołe, wyłuskane jak groch. We dnie chcę głód rozbudzać ręki cielistym dotykiem znam już tę mękę: odczuć tętnic najkrwistszy rdzeń - a teraz odwróć oczy i babą mnie okrzyknij: oto masz prawd obnażonych mój desperacki dzień. Spotkany przechodni wzrok serce rozsadza jak drożdże (blady, dzienny półksiężyc przekleństwa mego strzegł) - zrozum, że to jest zew dzieci czerwone rodzić: oto jest moja świętość i oto mój grzech. Zuzanna Ginczanka Dobrej Nocy... Odpowiedz Link
samanta_ewa Re: Zuzanna Ginczanka 28.01.12, 23:50 Zuzanna Ginczanka - a właściwie Zuzanna Polina Ginzburg urodziła się w Kijowie w 1917 roku. Pochodziła z dość zamożnej rodziny zasymilowanych Żydów, przybyłych z Rosji. W jej rodzinnym domu zawsze mówiło się po rosyjsku, ale Ginczanka nigdy nie przestała mówić w języku polskim. Od dzieciństwa zakochana była w polskiej literaturze i poezji, którą namiętnie czytała. Zaczytywała się w dramatach mistycznych Słowackiego, uwielbiała Leśmiana. Młoda poetka uczęszczała do polskiego gimnazjum i zapragnęła zostać polską poetką. W wieku 17 lat zaczęła posyłać swoje utwory Tuwimowi i to on jako pierwszy patronował jej przybycie do Warszawy. W niedługim czasie stała się pierwszą damą przy kawiarnianym stoliku Gombrowicza. Nazywano ją „Gwiazdą Syjonu”, „żydowską gazelą”. Odpowiedz Link
zamyslona_7 Re: Zuzanna Ginczanka 28.01.12, 23:52 Medytacje Pegaz dziś się na mnie dąsa i beze mnie zwiał w zaświaty, jestem sama i roztrząsam świata tego problematy- uwikłałam się w oploty scholastycznych wątpliwości: czy miłuję cię z głupoty, czy głupieję od miłości? Zuzanna Ginczanka Odpowiedz Link
zamyslona_7 Re: Zuzanna Ginczanka 28.01.12, 23:53 Miłość Zuzanna Ginczanka (fragment) Woda W poprzek — wpław — przepłynąć życie — prując czas jak płótno piersią (wpław: najżywszą — wpław: najczulszą — wpław: najtkliwszą — wpław: najszczerszą), kochać własne mocne mięśnie w smukłych rękach, w prężnych nogach — własnym sercem jak gotykiem wkłuć się prosto w serce Boga — Nie chcieć być symfonią całą, ale dźwięcznym, głośnym tonem — nie chcieć być wszechświatem całym, ale lśniącym elektronem — drgać religią ciepłych pulsów, nerwy raniąc, serce drażniąc — żyć kochaniem, kochać życie — w poprzek — wpław — rzutami ramion. Płynąć szczerym pragnień sterem w niezniszczalność żywych tęsknot, krzyczeć: żyję, krzyczeć: pragnę, krwią namiętną wali tętno — w poprzek — wpław — przekreślić morze i do kresu przybić hardo — poznać śmierć — tętniącym życiem zachłysnąwszy się po gardło. 28 X 1933 Odpowiedz Link
mala200333 Re: Zuzanna Ginczanka 29.01.12, 16:05 Zuzanna Ginczanka -Kobieta- Szukam w myśli warg męskich, by ramion go skuć oplotem, gdy w dusznej bezsenności sekundy wybija szloch – – a teraz zaciśnij usta i chłodno, twardo mnie potęp: oto masz moje noce, gołe, wyłuskane jak groch. We dnie chcę głód rozbudzać ręki cielistym dotykiem znam już tę mękę: odczuć tętnic najkrwistszy rdzeń – a teraz odwróć oczy i babą mnie okrzyknij: oto masz prawd obnażonych mój desperacki dzień. Spotkany przechodni wzrok serce rozsadza jak drożdże (blady, dzienny półksiężyc przekleństwa mego strzegł) – zrozum, że to jest zew dzieci czerwone rodzić: oto jest moja świętość i oto jest mój grzech. Odpowiedz Link
mala200333 Re: Zuzanna Ginczanka 29.01.12, 16:06 Epitaphium ... A kiedy ciemnym borem ciemna płynęła dolina ślizgając się po żółwiach, grzęznąc w wysokich mrowiskach, skacząc w bijące potoki, na mchy spadając goniłam twój nieuchwytny uśmiech, który z mgłami błysnął. ... Nic z twarzy twej nie zostało. Nic — tylko rysy złożone w oku dostępną twarz, dawnej twej twarzy kościec. Lotne obłoki skojarzeń, gdyby wiatrem spłoszone opadły z rysów jak z gór bym teraz mogła je dostrzec. ... Taki więc jest twój uśmiech: niebieskie fregaty wspomnień różowe fregaty marzeń, wpierw rozpostarte do lotu, kryły go swymi żaglami. Takie więc czoło twe! Skronie! Usta! Obraz miłości twe usta zasłaniał dotąd. Odpowiedz Link
jutta_t Re: Zuzanna Ginczanka 29.01.12, 16:20 Zuzanna Ginczanka "Żar - Ptak" Nie znam spełnienia swego, jak nie znam śmierci swojej. Wśród jakich drzew sandałowych i pośród jakich aniołów, mądrym żądłem języka struny wspierając gardłowe, Żar-Ptak o piórach z płomieni tokuje i niepokoi? Pod niebem zoologicznym zwierzęcy zziajany park łączy gwiaździsty znak lwa z lwicą zażartą i żywą; miłosne gaje przebiegam. Ziemia do lotu się zrywa, niebo powoli opada. Zderzają się obok mych warg. Czy tu mnie skrzydlo uderzy i oczy porazi blaskiem, gdzie róża wiatrów gorąca czerwiec napęczniał i kwitnie? Przebiegam czujna i patrzę: w trawie dziewczęce przepaski i celne łuki myśliwskie w innej zgubione gonitwie. Miły mnie dojrzał i wybrał i oto kroczy jak lew: "Okręt odpływa dziś w czułość, czeka z szumiącą banderą!" Daremnie. Wiem: nie pojadę. Nie tutaj jeszcze, nie teraz metalem roztopionym ptasi zachłyśnie mnie śpiew. Bo oto łopot przelotu. Trzepot i popłoch we snach. Mięciutki księżyc łaskocze zgubiony w przelocie puch. W oddali przeciągły bulgot. To tokowanie. I znów nie znam spełnienia swego, jak śmierci swojej nie znam. W bitwie mnie pogoń prowadzi z zielonych milosnych gajów, Żar-Ptak z piór rozżagwionych zatacza koła nad bitwą, wodzowie sprawdzają zbroje, sławę węszący zaszczytną, przykrywam przyłbicą twarz, pomna rycerskich zwyczajów, i ciężki wyciągam miecz - a okiem kołuję w górze. Pędzi spiżowy mój wódz i głosem wrogów roztrąca: "Okręt odpływa w zwycięstwo, czeka z banderą szumiącą!" Daremnie. Wiem: nie pojadę. Żar-Ptak zatonął mi w chmurze Zdejmuję sennie przyłbicę i idę wiadoma strat w pełni podziemnych wspomnień i snów wiejących od ścian ciche, zastygłe podziemia. Zmęczenie dławi mi krtań, a za mną smugą surową wiersze znaczą mój ład. W kamieniołomach smutku wyrzekam się ptaków i spełnień, dotykam kolumn bazaltu: - "Panie, - powtarzam śpiewnie, - wypróbuj mnie smutkiem, rozpaczą, dniem zatracenia i zguby, lecz szczęściem już nie doświadczaj, nie przetrwam bowiem próby." I nagle - łopot przelotu. W oddali głos mi się roi, w zielone soczyste gaje wbiegam znów, i znowu mądrym żądłem języka struny wspierając gardłowe, Żar-Ptak o piórach z płomieni tokuje i niepokoi. Lecz nie ma rzeczy zupełnych - i żadna dlatego rzecz nie wtrąci mnie w miłość doszczętną, zwątpienie doszczętne ni gniew, blask piór mnie nie porazi, nie zakołysze mną śpiew, i skrzydło mnie nie uderzy i nie odrzuci wstecz. Odpowiedz Link
black_jotka Portret Zuzanny Ginczanki pędzla Aleksandra Rafało 31.01.12, 20:26 Portret Zuzanny Ginczanki pędzla Aleksandra Rafałowskiego Odpowiedz Link
zamyslona_7 Zuzanna Ginczanka 29.01.12, 00:00 Dziewictwo My ... Chaos leszczyn rozchełstanych po deszczu pachnie tłustych orzechów miazgą, krowy rodzą w parnym powietrzu po oborach płonących jak gwiazdy. - O porzeczki i zboża źrałe soczystości wzbierająca w wylew, o wilczyce karmiące małe, oczy wilczyc słodkie jak lilie! Ścieka żywic miodna pasieczność, wymię kozie ciąży jak dynia - - płynie białe mleko jak wieczność w macierzyńskiej piersi świątyniach. A my ... ... w hermetycznych jak stalowy termos sześcianikach tapet brzoskwiniowych uwikłane po szyję w sukienki prowadzimy kulturalne rozmowy. Zuzanna Ginczanka Odpowiedz Link
mala200333 Re: Zuzanna Ginczanka 29.01.12, 14:35 Zuzanna Ginczanka Non omnis moriar… Non omnis moriar – moje dumne włości, Łąki moich obrusów, twierdze szaf niezłomnych, Prześcieradła rozległe, drogocenna pościel I suknie, jasne suknie pozostaną po mnie. Nie zostawiłam tutaj żadnego dziedzica, Niech więc rzeczy żydowskie twoja dłoń wyszpera, Chominowo, lwowianko, dzielna żono szpicla, Donosicielko chyża, matko folksdojczera. Tobie, twoim niech służą, bo po cóż by obcym. Bliscy moi – nie lutnia to, nie puste imię. Pamiętam o was, wyście, kiedy szli szupowcy, Też pamiętali o mnie. Przypomnieli i mnie. Niech przyjaciele moi siądą przy pucharze I zapiją mój pogrzeb i własne bogactwo: Kilimy i makaty, półmiski, lichtarze – Niechaj piją noc całą, a o świcie brzasku Niech zaczną szukać cennych kamieni i złota W kanapach, materacach, kołdrach i dywanach. O, jak będzie się palić w ręku im robota, Kłęby włosia końskiego i morskiego siana, Chmury prutych poduszek i obłoki pierzyn Do rąk im przylgną, w skrzydła zmienią ręce obie; To krew moja pakuły z puchem zlepi świeżym I uskrzydlone nagle w aniołów przerobi. Odpowiedz Link
mala200333 Re: Zuzanna Ginczanka 29.01.12, 14:37 Zuzanna Ginczarka -FIZJOLOGIA- Pod opalonym naskórkiem krew podrażniona boli - w krętych opętlach tętnic życie wylewa wisłą, w cienki nabłonek wargi ciśnie się krwawo półkolem, rumieńcem zgrzanych policzków w manifest chce mi wytrysnąć - cieszę się: życie! (wykrzyknik); oddechom daję posłuch, że niby: lat siedemnaście, że niby: jestem szczęśliwa, a przecież jestem nadziana na pal, na własny kręgosłup (mam w sobie śmierć nieuchronną jak igła krążąca w żyłach) to nie da się przekabacić, i nie da się przeżebrać: w prześwicie słońca przez dłonie mogę pięć kości dostrzec - pod pomarańczą piersi jest suche jak gałąź żebro a pod gibkimi mięśniami jak sztywno chrusciasty kościec - Oczami jak agrafkami ostro wpięłam się w świat, żółto strzelony promień w źrenicę wwiercił się jak świder - znienacka srebrzystym dyskiem blask w odbłysk tęczówki wpadł, znienacka w przymknięciu powiek wzrok z chwytu świata się wydarł - pamiętasz jaki ma znak w dwa serca rozcięta grusza - i jaki na wargach smak zostawia jabłeczny rozgryz? soczysty wytrysk czereśni, gdy podniebieniem ją zdusisz jest zwiastowaniem bolesnym i lipca chrzestem szczodrym - Ostrość. Czujność. I baczność. : broń naostrzona - zmysły w walce z dniem, co jest dzisaj zdobywa następny dzień - zgrzyt żwiru, żarna i żużlu jest wiedzy tajnym domysłem a łupem jest to i tamto i wszystko, wszystko, co wiem. Walko, tania sentencjo, w której zwycięstwo jest klęską, w której zdobywasz kwadranse, któreś właściwie już oddał; pod lśniącą klingą - źrenicą, siekącą ostro i gęsto wyczuwam twarde obrzeże - pusty jak zero oczodół. - - Odpowiedz Link
mala200333 Re: Zuzanna Ginczanka 29.01.12, 16:03 -BUNT PIĘTNASTOLATKÓW- A jest rozkwit przekosmatych sasanek o przedświcie, o wschodzie, o poranku - a gdy słońce odpoczywa na drzewach, im zalążnia jak serce dojrzewa; to jest sprawa zwykła i prosta a zawiła jak kwiecień i wiosna, że o wschodzie, o świcie, o poranku kwitnie fiolet przekosmatych sasanków. - Już nie mamy nazbyt długich nóg, ni sterczących kościstych łopatek. Nocą skronie krwi rozsadza huk, kiedy księżyc przez okno się skrada - ktoś przyjeżdża z Buenos Aires w aucie i zagląda siną twarzą przez szyby - wysrebrzone szafy chcą nas gwałcić (ratuj, Boże!! - a gdyby... a gdyby ...) Zamknąć oczy - wtulić głowę po kark pod poduszki rozedrganą głuszę i od strachu rozpaloność warg pocałunkom oddawać poduszek. Jakże trudno wiosennymi rankami uspokoić serc wzburzoną krew, gdy wmawiają w nas troskliwe mamy, że treść serca, to tylko as kier A czy wiedziec można - a czy zbadać można, jak wygląda sasanek rozpuchnięta zalążnia, - a czy można wiedzieć - a czy można poznać, jak bolesna bywa ziółkowata wiosna? - Na kępkach wiosennych mchów boleśnie leżą bez tchu omdlałe, liliowe sasanki, w wiosny podmuchu świeżym przypłnął żal bezbrzeżny na pośródleśną polankę - - My chcemy konstytucji, my chcemy swego prawa, że wolno nam bez wstydu otwarcie w świat wyznawać prawdziwość kristych burz, że wolno wcielać w słowa odruchy chceń najszczerszych, że wolno nam już wiedzieć, że mamy ciepłe piersi prócz eterycznych dusz, - my chcemy konstytucji i praw dla siebie pełnych, że wolno nam zrozumiec: mężczyzna to nie eunuch i wielbić mięśni hart, że wolno nam juz pojąć, jak miłość ludzi wiąże, że wolno nam nie chować pod stos różowych wstążek biologicznych - prawd! - A jest rozkwit przekosmatych sasanek o przedświcie, o wschodzie, o poranku - a gdy słońce odpoczywa na drzewach, im zalążnia jak serce dojrzewa; to jest sprawa zwykła i prosta a zawiła jak kwiecień i wiosna, że o wschodzie, o świcie, o poranku kwitnie fiolet przekosmatych sasanek. Odpowiedz Link
mala200333 Re: Zuzanna Ginczanka 29.01.12, 16:04 OBCOŚĆ Patrz: purpurowy trubadur święto obwieścił surmami - kupcy rozdają szkarłat i maści pachnącej miarki - na szklanych szczudłach sopranu chwieją się mdlejąc pieśniarki - tancerzom dzwonią torsy i ud błyszczący ornament - - a tyś spowszedniał sobie ulicą mierzoną co dzień, a w tobie jest śmierć nieuchronna jak igła krążąca w żyłach. Radość przepływa z dala w różowej świątecznej łodzi daleką obcą rzeką z ultramaryny i iłu. Powiedzą o twoim żalu: "płaskostopy i karłowaty" powiedzą o twoim smutku: "bielidło, olejek, róż". Ni liryka z tkliwych batystów ni ciężki epos z brokatu nie wyzna ciebie nikomu domysłem zza siedmiu mórz. Zuzanna Ginczanka Odpowiedz Link
mala200333 Re: Zuzanna Ginczanka 29.01.12, 16:10 Konkluzja Czemu wysoka jestem? – by słońca chwycić najwięcej, by jak najwięcej skóry trafiło w czerwcową jasność, czemu mam takie smukłe i takie mocne ręce? - by każdym leniwym mięśniem poznawać słodkie próżniactwo, czemu celowość mnie wiodła na wydróż dniom i na wyszlak? - bym bezcelowych włóczęg już odtąd była niesyta, po co mi baczną myślą z światem mozolić się przyszło? - bym mogła teraz ocenić wspaniale niebieski migdał. Odpowiedz Link
black_jotka Re: Zuzanna Ginczanka 31.01.12, 20:19 "Waga" Zuzanna Ginczanka Po czym poznaje się miłość?Czy po tajemnym wzburzeniu, które ogarnia, gdy spotykasz krągłą spadzistość ramienia, słodszą niż inne siedmiokroć? Czy też po strojach skrzydlatych, które haftujesz nicią i w które zaplatasz kwiaty, żeby okazać się piękną i godną płomienia w oku ? Czy też po wiernym nawyku stopionych ze sobą kroków i zestrojonych oddechów i ręki, która spotyka zawsze gotową rękę, gdy jest spragniona dotyku? Albo być może po uldze, z jaką powrócisz z zamętu do twarzy jak do ojczyzny, do której suną okręty z bardzo dalekiej podróży? Albo być może po tym, że krzykniesz, przebity zdradą, zerwiesz się, padniesz z powrotem, znowu się zerwiesz i krzykniesz, i znów ci osłabnie ciało jak gołąb trzepoczący, przeszyty pierzastą [strzałą? Po czym poznaje się miłość? Złączeni mocnym uściskiem stoją oboje strwożeni, każde tym ciałem zbyt bliskim, i milcząc [szukają znaków. Dwa nieruchome posągi dojrzysz pod chmurą płynącą, nad wodą, [w której dwa pstrągi gonią chmury odbicie albo noc całą, do rana, ścigają znak Koziorożca, Lwa, Ryby i Barana. Uścisk ich złączył pod chmurą, nad wodą. Jakimże prawem? Odbici w strumieniu rwącym ważą powoli tę sprawę. Oto są oczy w oczach, oto na ustach oczy i oto usta w ustach. Jakżeż ją poznać? Po czym? Czy po tych strojach skrzydlatych, czy po tych strojach skrzydlatych, które haftujesz nicią i w które zaplatasz kwiaty? Jedno zdejmuje Znak Wagi, raz ze strumienia, raz z nieba, i mówi z ogromnym smutkiem: — Po tym, że znaku nie trzeba. Rok 1938 Odpowiedz Link
black_jotka Re: Zuzanna Ginczanka 31.01.12, 20:23 www.femmeinfo.pl/index.php/Niebanalne-kobiety/Podgladanie-Zuzanny O niej.. Odpowiedz Link
mala200333 Re: ______WIERSZE________________ 30.01.12, 16:20 Z przyjemnoscia sie czyta..ilez juz zostalo zamieszczonych! Odpowiedz Link
rawik-is-me Thomas Dylan.. 30.01.12, 17:09 Nie wchodź łagodnie do tej dobrej nocy. Nie wchodź łagodnie do tej dobrej nocy, Starość u kresu dnia niech płonie, krwawi; Buntuj się, buntuj, gdy światło się mroczy. Mędrcy, choć wiedzą, że ciemność w nich wkroczy - Bo nie rozszczepią słowami błyskawic - Nie wchodzą cicho do tej dobrej nocy. Cnotliwi, płacząc kiedy ich otoczy Wspomnienie czynów w kruchym wieńcu sławy, Niech się buntują, gdy światło się mroczy. Szaleni słońce chwytający w locie, Wasz śpiew radosny by mu trenem łzawym; Nie wchodźcie cicho do tej dobrej nocy. Posępnym, którym śmierć oślepia oczy, Niech wzrok się w blasku jak meteor pławi; Niech się buntują, gdy światło się mroczy. Błogosławieństwem i klątwą niech broczy Łza twoja, ojcze w niebie niełaskawym. Nie wchodź łagodnie do tej dobrej nocy. Buntuj się, buntuj, gdy światło się mroczy Odpowiedz Link
black_jotka Wojciech Kawiński 30.01.12, 18:42 Wojciech Kawiński PORAŻENIA Matce Dusza umarła, ciało wciąż żyje; zdane na obcych a więc niczyje Łóżko ostoją, pościel przestrzenią; stara dziecięcość, wieczne zdumienie Wróbel je więcej, niż ten skrzep bytu; gardło ściśnięte czułością skrytą Jest, a więc było, z nami - i bez nas; ziemska zwyczajność, bez-gwiezdność gwiezdna... Odpowiedz Link
black_jotka Rozalia Straszewska 30.01.12, 18:43 Rozalia Straszewska ze starych fotografii sklejam twoje oczy oczy mojej matki oczy matki mojej matki w zwierciadle czasu odbijam, wczytuję, wyczytuję iskierki uniesień kobiece tęsknoty pożogę ust radość istnienia jedwab cierpienia w fałdach przyblakłej koronkowej sukni chowasz tajemnicę odgarniam ją czułymi palcami dotykiem pokonuję czas przegarniam niepamięć w pudełku mojej duszy chowam pukiel jasnych włosów trwałość Odpowiedz Link
black_jotka Re: ______WIERSZE________________ 30.01.12, 18:46 Diabeł wcielony w wymownego węża, W ogrodzie, gdzie są Azji centralne równiny, W porze dawania kształtu zbudził krąg kąsaniem A stare jabłko w kształt grzechu rozwidlił; I Bóg tam się przechadzał, małostkowy strażnik, Udający łaskawość z niebiańskiego wzgórza. Gdy nieznane nam były sterowane morza, Księżyc ręcznej roboty na pół święty w chmurach, Wtedy - mówią mi mędrcy - bogowie z ogrodów Na wschodnim drzewie spletli dobro wraz ze złem; I kiedy w porze wschodu księżyc błyskał wietrznie, Był czarny niczym zwierzę i bledszy od krzyża. W naszym raju znaliśmy sekretnego stróża Wśród świętych wód, co w żadnym nie zakrzepły mrozie, I wśród wszystkich potężnych poranków tej ziemi; Piekło w siarkowym rogu, rozszczepiony mit, Całe niebo zalane słoneczną ciemnością, Które wąż sklecił w porze obdarzania kształtem. Dylan Thomas Odpowiedz Link
black_jotka Zuzanna Ginczanka 30.01.12, 18:48 BUNT PIĘTNASTOLATKÓW A jest rozkwit przekosmatych sasanek o przedświcie, o wschodzie, o poranku - a gdy słońce odpoczywa na drzewach, im zalążnia jak serce dojrzewa; to jest sprawa zwykła i prosta a zawiła jak kwiecień i wiosna, że o wschodzie, o świcie, o poranku kwitnie fiolet przekosmatych sasanków. - Już nie mamy nazbyt długich nóg, ni sterczących kościstych łopatek. Nocą skronie krwi rozsadza huk, kiedy księżyc przez okno się skrada - ktoś przyjeżdża z Buenos Aires w aucie i zagląda siną twarzą przez szyby - wysrebrzone szafy chcą nas gwałcić (ratuj, Boże!! - a gdyby... a gdyby ...) Zamknąć oczy - wtulić głowę po kark pod poduszki rozedrganą głuszę i od strachu rozpaloność warg pocałunkom oddawać poduszek. Jakże trudno wiosennymi rankami uspokoić serc wzburzoną krew, gdy wmawiają w nas troskliwe mamy, że treść serca, to tylko as kier A czy wiedziec można - a czy zbadać można, jak wygląda sasanek rozpuchnięta zalążnia, - a czy można wiedzieć - a czy można poznać, jak bolesna bywa ziółkowata wiosna? - Na kępkach wiosennych mchów boleśnie leżą bez tchu omdlałe, liliowe sasanki, w wiosny podmuchu świeżym przypłynął żal bezbrzeżny na pośródleśną polankę - - My chcemy konstytucji, my chcemy swego prawa, że wolno nam bez wstydu otwarcie w świat wyznawać prawdziwość krwistych burz, że wolno wcielać w słowa odruchy chceń najszczerszych, że wolno nam już wiedzieć, że mamy ciepłe piersi prócz eterycznych dusz, - my chcemy konstytucji i praw dla siebie pełnych, że wolno nam zrozumieć: mężczyzna to nie eunuch i wielbić mięśni hart, że wolno nam już pojąć, jak miłość ludzi wiąże, że wolno nam nie chować pod stos różowych wstążek biologicznych - prawd! - A jest rozkwit przekosmatych sasanek o przedświcie, o wschodzie, o poranku - a gdy słońce odpoczywa na drzewach, im zalążnia jak serce dojrzewa; to jest sprawa zwykła i prosta a zawiła jak kwiecień i wiosna, że o wschodzie, o świcie, o poranku kwitnie fiolet przekosmatych sasanek. Zuzanna Ginczanka Odpowiedz Link
black_jotka Anna Achmatowa 30.01.12, 18:48 Wymyśliłeś mnie sobie. Nie ma takiej na świecie, Takiej na świecie być nie może. Lekarz mnie nie uleczy, brak nadziei w poecie Twój cień duchem w dzień, nocą trwoży. W niespokojnym czasie nasze spotkanie Gdy na dobre zniknął na ziemi pokój Wszystko w żałobie, prostym nic się nie staje A świeży jest tylko grobów spokój. Bez świateł newski wał, czarny jak smoła Głucha noc wokół jak ściana stała….. Wtedy mój głos cię po prostu zawołał! Co zrobiłam – jeszcze nie rozumiałam. Przyszedłeś do mnie jakby gwiazdą przygnany Wchodząc po schodach tragicznej jesieni W ten dom na zawsze opustoszały Dym z wierszy spalonych unosił się w sieni. Ты выдумал меня. Такой на свете нет…Anna Achmatowa, 1956 Odpowiedz Link
black_jotka Re: ______WIERSZE________________ 30.01.12, 18:51 gdy zabraknie... Autor: Waldemar Seferynski · 20 grudnia 2011 wtedy kiedy zabraknie mi Ciebie albo kiedy zabraknie Ci mnie zostawimy choinkę ubraną tam gdzie stoi sobie... co rok podzielimy światełka czerwone podzielimy dokładnie na pół w nie się oczy nasze wpatrzyły w nich pozostał na zawsze... ich blask każda bombka tak jak lusterko pokazuje Ciebie i mnie więc jak kiedyś jednego zabraknie odnajdziemy tam siebie... i "s... Odpowiedz Link
black_jotka Stefan Napierski 30.01.12, 18:53 Lipiec Stefan Napierski Figi ciepłe, otwarte, jak kobiece łona, Migdałów świeżych zieleń, jak futrzane pyszczki, Melonów ozłoconych mięsistość stłoczona, Krwawe prawie czarne porzeczki — Powiewy okien, mgliste letnie deszcze, Parność, jak ostrze w stężałym powietrzu, Krótkich błyskawic trzaskające dreszcze To jest nareszcie miłość elektryczna. Pieszczoty są jak owoc zielony i mdły, Serca — jak bicze błyskawic, bolesne i duże — Zamiast ust do pocałunków najbezwstydniejszych, Podam ci różę. Odpowiedz Link
black_jotka ks. Wacław Buryła 30.01.12, 18:55 Miłość jest jedynym wierszem Uciekam w skorupę wiersza jakbym w nim szukał recepty na szczęście lub źródła z którego można napić się radości wiersze wygasają jak ogniska zostaje po nich zimna ciemność nocy którą można poparzyć się aż do bólu słucham świerszcza ukrytego w słowach który próbuje przestroić codzienność w kolory tęczy podobno na tratwach wierszy można dopłynąć do Boga który ułożył świat jak poemat miłość jest jedynym wierszem innych nie ma ks. Wacław Buryła Odpowiedz Link
black_jotka Andrew Marvell 30.01.12, 19:56 "Definicja miłości" Andrew Marvell Ród mej miłości tak jest rzadki, Jak jej intencja jest zawiła: Ojcem jej Rozpacz; co do matki — Czysta Niemożność ją zrodziła. Jedynie Rozpacz szczodrobliwa Mogła tam popchnąć moje loty, Gdzie się Nadzieja próżno zrywa Na słabych skrzydłach z blaszki złotej. A jednak mógłbym na wyżyny Unieść się w ślad za moją duszą, Lecz Los żelazne wbija kliny, Co naszą więź rozciągłą kruszą. Gdyż Los, zazdroszcząc doskonałym Kochankom, zejść się im przeszkadza; Na serc ich zjednoczeniu trwałym Jego tyrańska cierpi władza. Stalowym więc dekretem głosi, Że trwać jak dwa bieguny mamy I — choć się kręci na tej osi Miłość — nigdy się nie spotkamy: Chyba że chwiejne niebo runie Wprost do rozwartej piekieł paszczy I, kładąc biegun na biegunie, Nasz świat się w planisferę spłaszczy. Linie miłości, choć odległe, Gdy zbieżne, gdzieś się w końcu przetną: Nasze, tak ściśle równoległe, Nie kończą się, lecz się nie zetkną. Miłość więc, co nas rozpłomienia, Choć Los nam szkodzi i zazdrości, Składa się z naszych dusz złączenia I naszych gwiazd przeciwstawności. Przełożył: Stanisław Barańczak Odpowiedz Link
mala200333 Maria Pawlikowska-Jasnorzewska - Pocałunki 30.01.12, 20:18 Maria Pawlikowska-Jasnorzewska - Pocałunki Odpowiedz Link
mala200333 Re: Maria Pawlikowska-Jasnorzewska - Pocałunki 30.01.12, 20:20 Smuga cienia... Odpowiedz Link
dunant Marzanna Bogumiła Kielar 31.01.12, 00:24 jezioro w łasce grafitowego Marzanna Bogumiła Kielar jezioro w łasce grafitowego blasku, przed zmierzchem, u schyłku upalnego dnia; wieloraka gra cieni i barwy, i światła jedynie ubywa; gęstnieje mrok od linii lasu na przeciwległym brzegu napełniając powietrze chłodnym dymem mgieł; czerń sięga coraz głębiej i stula się pejzaż jak płeć — by naraz się poddać, rozchylić miękko i objąć nas, zajętych sobą, na rzuconych w trawie kąpielowych ręcznikach Odpowiedz Link
jane_doe_hej Zuzanna Ginczanka 31.01.12, 01:23 DZIEWICTWO My ... Chaos leszczyn rozchełstanych po deszczu pachnie tłustych orzechów miazgą, krowy rodzą w parnym powietrzu po oborach płonących jak gwiazdy. - O porzeczki i zboża źrałe soczystości wzbierająca w wylew, o wilczyce karmiące małe, oczy wilczyc słodkie jak lilie! Ścieka żywic miodna pasieczność, wymię kozie ciąży jak dynia - - płynie białe mleko jak wieczność w macierzyńskiej piersi świątyniach. A my ... ... w hermetycznych jak stalowy termos sześcianikach tapet brzoskwioniowych uwikane po szyję w sukienki prowadzimy kulturalne rozmowy. Autor: Zuzanna Ginczanka Odpowiedz Link
jane_doe_hej Re: Zuzanna Ginczanka 31.01.12, 01:25 Wyjaśnienie na marginesie Nie powstałam z prochu nie obrócę się w proch. Nie zstąpiłam z nieba i nie wrócę do nieba. Jestem sama niebem tak jak szklisty strop. Jestem sama ziemią tak jak rodna gleba. Nie uciekłam znikąd i nie wrócę tam. Oprócz samej siebie nie znam innej dali. W wzdętym płucu wiatru i w zwapnieniu skał muszę siebie tutaj rozproszoną znaleźć. Odpowiedz Link
black_jotka Re: Zuzanna Ginczanka 31.01.12, 19:45 Zuzanna Ginczanka "O centaurach" Ścierają się rym o rym ostrzone wiersze ze szczękiem - nie ufaj ścisłym rozmysłom, by żaden cię nie opętał, - nie ufaj palcom jak ślepcy, ni oczom jak sowy bezrękie- oto głoszę namiętność i mądrość ciasno w pasie zrośnięte jak centuar.- Wyznaję dostojną harmonię męskiego torsu i głowy z rozrosłym ciałem ogiera i cienką pęciną nogi- -do żeńskich chłodnych policzków i kłębów okrągłych kobył galopują wspaniałe centaury w dzwonie podków z łąk mitologii Ich namiętność skupiona i mądra i ich mądrość płomienna jak rozkosz odnalazłam w dostojnej harmonii i stopiłam w pasie i w sercu Popatrz: namysł o twarzy antycznej zagrzanym koniom zawierzył swa boskość, jak spętane rumaki po jskrach drżące zmysły pędzą po czerwcu. Odpowiedz Link
black_jotka Re: ______WIERSZE________________ 31.01.12, 20:20 Przytoczony poniżej wiersz, jest mistrzowską parafrazą znanego wiersza Słowackiego "Testament mój" *** Non omnis moriar - moje dumne włości, Łąki moich obrusów, twierdze szaf niezłomnych, Prześcieradła rozległe, drogocenna pościel I suknie, jasne suknie pozostaną po mnie. Nie zostawiłam tutaj żadnego dziedzica, Niech więc rzeczy żydowskie twoja dłoń wyszpera, Chominowo, lwowianko, dzielna żono szpicla, Donosicielko chyża, matko folksdojczera. Twoje, niech twoim służą, bo po cóż by obcym, Bliscy moi - nie lutnia to, nie puste imię. Pamiętam o was, wyście, kiedy szli szupowcy, Też pamiętali o mnie. Przypomnieli i mnie. Niech przyjaciele moi siądą przy pucharze I zapiją mój pogrzeb i własne bogactwo: Kilimy i makaty, półmiski, lichtarze Niechaj piją noc całą, a o świcie brzasku Niech zaczną szukać cennych kamieni i złota W kanapach, materacach, kołdrach i dywanach. O, jak się będzie palić w ręku im robota, Kłęby włosia końskiego i morskiego siana, Chmury rozprutych poduszek i obłoki pierzyn Do rąk im przylgną, w skrzydła zmienią ręce obie; To krew moja pakuły z puchem zlepi świeżym I uskrzydlonych nagle w aniołów przemieni. Odpowiedz Link
black_jotka Re: ______WIERSZE________________ 31.01.12, 20:42 Thomas Wyatt przełożył Jerzy Pietraszkiewicz NIE ZAPOMINAJ Nie zapominaj co zamierzałem Jak zamysł każdy z prawdą wiązałem Trudów z ochotnym danym zapałem Nie zapominaj Nie zapominaj:Już pierwsze chwile Udręki w życiu wlały nam tyle Ach - te zaloty! ( Któż zliczy ile? ) Nie zapominaj Nie zapominaj tych prób miłości I krzywd okrutnych i zelżywości Wszystkich zwłok, w zwłoce zaś cierpliwości Nie zapominaj Nie zapominaj jaka to siła Cnej stateczności.Dziś jest jak była Przewrotność żadna jej nie skaziła Nie zapominaj Nie zapominaj o nim co stale Kochał cię, miłym był ci raz, ale Wzruszyć wiernością nie umiał wcale Nie zapominaj. Odpowiedz Link
mala200333 Re: ______WIERSZE________________ 31.01.12, 21:42 Na progu który pozostał Anna Janko To nie ja to szereg coraz starszych kobiet przebiegają przez ciało jedna za drugą od największej pożądanej do najmniejszej zbędnej w nadmiarze gościnnej skóry Nie pamiętam która z nich z tobą zamieszkała nie odpowiadam za to że wykrzyknęła w przelocie że obiecała życie dawała nie swoje Teraz już dawno nie żyje wypchnięta przeze mnie przeze mnie przeze mnie Odpowiedz Link
mala200333 K.I.Gałczyński 31.01.12, 21:48 Garniemy się do muzyki, muzyka to jest nasz festyn, kochamy trąbki i smyki, obój, klarnet i klawesyn. Jest w domu lichtarz nieduży z wysoką świecą szkarłatną; ona do koncertów służy, do dźwięku dodaje światła. Ty ją zapalasz w godzinie muzycznej i płomyk świeci, w chwili, gdy z głośnika płynie Koncert Brandenburski Trzeci. Radość jak poważny taniec przesuwa swój cień po ścianach. I pada świecy pełganie na twarz Jana Sebastiana. Lipski kantor bardzo mile uśmiecha się zza oszklenia. Chciałbym wszystkie takie chwile ocalić od zapomnienia. K.I.Gałczyński Odpowiedz Link
mala200333 Jerzy Piątkowski 31.01.12, 23:52 OPIS ŚPIĄCEJ Gwiazdy nad miastem srebro swe gromadzą i twoje ramiona jakże senne płyną przez ciemność nocy i przez dnia zmęczenie że nie wiesz nic kochana o moich słowach które zostawiłem ci na wieczerzę i o zegarach które dla nas z wieczności wydobywają czas i o rozsypanych włosach wokół głowy gdy je księżyc zbiera w jasne loki Jerzy Piątkowski Odpowiedz Link
samanta_ewa Miron Białoszewski 01.02.12, 15:38 Nie myślcie, że jestem nieszczęśliwy. Cieszę się, że myślę. Myślcie, że się cieszę. Świadomość jest tańcem radości. Moja świadomość tańczy przed lampą deszczu przed łupiną ściany przed sklepem spożywczym z wiecami kapusty przed ustami mówiących przyjaciół przed własną ręką nieoczekiwaną przed niewydrążoną rzeźbą rzeczywistości — w przepychu najlepszej zabawy i najwznioślejszego nabożeństwa nieoddzielnie moja świadomość tańczy. A kiedy porwie się taniec, zwyczajem każdego kłębka, pójdę do nieba — gdzie się nic nie czuje, gdzie od początku byłem, zanim byłem, gdzie już do końca będę, gdy nie będę, tam — radość nie do opisania. . . . . . To wszystko. -Miron Białoszewski- Odpowiedz Link
seremine "Co znaczy kochać" Jalu Kurek 01.02.12, 16:59 "Co znaczy kochać" Jalu Kurek Jeśliś nie oszalał, jeśliś nie bluźnił, jeśli cię nie raniono ciężko, nie znasz różnicy między dniem a nocą. Komu ciemność pisana, Hanno? Nie ufam słowu, które kłamie. Twarzy brzoskwiniowa, co gęsty warkocz nocy upinasz gwiazdami, otwórz mi drzwi do światła Ciężko jest zdobyć miłość. Zachować ją — jeszcze trudniej. Traci się przy niej rozum, odwagę i miarę, ślepnie się przy niej i chudnie. Postaw przede mną pyszną, nieulękłą górę, rzuć mi pod nogi gniewną, zbuntowaną rzekę i patrz, jak iskrą wbijam się w chmurę, jak niosą mnie skrzydła dalekie. Do dna otchłani nie sięgnie oko, myśl nie ogarnie ciemnego zamętu, lecz ostro drąży przepaść głęboką spokojna gwiazda firmamentu. Kimżeś jest bez miłości? Trzciną. Cieniem trzciny. Niczym. Szukałeś tego wszędzie, w księgach, w ołtarzach, w jelitach ziemi, a było to w twojej piersi: mały, trzepotliwy gołąbek. Znalazłeś klucz od przepaści Odpowiedz Link
mala200333 Ernesto Cortazar 01.02.12, 17:20 Na piękny , słoneczny dzień: Uśmiechy to drobiazgi, lecz rozsypane wzdłuż ścieżki życia czynią niewyobrażalnych rozmiarów dobro... Ernesto Cortazar Odpowiedz Link
kristopherh Jalu Kurek 01.02.12, 18:13 Krzysztof Jarzyński "Moja miła" Jalu Kurek Dziewczyna mi się marzy. Orlonosa i smagła. Słodka. Ale o ostrych rysach twarzy. Która? Chcę aby zgadła. Imię niechaj ma polskie. Oczy — jak sarna zlękniona. Tkliwość słowiańska. Lat dwadzieścia pięć. Smukła. Nerwowa. Szalona. Indianka. Gwiazda przewodnia. Żeglarska. To będzie moja dziewczyna. Świeża jak krew krążąca w żyłach. Samotnie, wysoko śpię w górach i przez sen ją wspominam. Bądź pozdrowiona, miła. Chcę, aby była jak wiatr, co liście trąca. Mądra. I ludzka. I przyjacielska. Nie w chmurach, ale po ziemi chodząca. Jednak anielska. Brązowooka, kasztanowłosa, śmigłonoga i śniada, chcę, aby mnie bardzo lubiła. Boję się, kiedy jest ciemno lub kiedy deszcz pada, aby się moja miła beze mnie nie zgubiła. Jak wiatr niech będzie. To znaczy: zdrowa, żywiołowa i lekka. Pochwalcie ją, panny ojczyste; muzę poety. Czy jest taka gdzieś? Tyleż kobiety, ile człowieka. Błysk kwiatu, skrzydło tańca. Taką chcę śpiewać i taką chcę mieć. Kochać — to nie spać, lecz myśleć. To nie jeść, lecz czuć. Można by umrzeć byleby, ona żyła. Kochać — to być przy niej żywej i ciepłej od snu. Dobranoc, miła. Odpowiedz Link
jerzy_55 Tadeusz Różewicz 01.02.12, 18:16 Tadeusz Różewicz "Dytyramb dla teściowej" Morze atramentu wypisali poeci Opiewając miłość do dziewczęcia Które jest czasem jak gęś A czasem jak cielę majowe Były spowijane jedwabiem słów Żony własne i żony cudze Lecz żaden rymopis nie wyśpiewał pochwały tej która jest matką dziewczyny Teściowej To ona zrodziła naszą jutrzenkę O synowie Apollina Ona jej strzegła jak źrenicy oka Ona piastuje owoce Naszej miłości szalonej Jest wysłańcem praktycznego życia Kalesony upierze skarpetki wyceruje i guzik utwierdzi przy koszuli Trzepie dywany wietrzy materace Rozliczne i nieskończone są jej małe prace Jesienią robi konfitury i kisi kapustę kiedy spadnie śnieg zaskrzypi mróz Jabłuszko znajdzie dla wnuka w komodzie Czasem chmura groźna i mroczna Przemknie po jej twarzy Lecz boskie niebo swe oblicze chmurzy Spójrzcie na jej siwe włosy Każdy włos to jeden dzień jedna łza jedna jesień jedna wiosna Ona czujnie patrzy i pilnuje By nie zgasł płomień domowego ogniska Kiedy trzeba miotłą odpędzi nocne ćmy Ona oko i ucho domu Stoi na straży szlachetnych praw i obowiązków Za wszystkie głupie żarciki przeproście teściową Starą kobietę Która wyciąga ręce Aby się ogrzać przy ognisku domowym Pokłońcie się do samej ziemi Głupie konie rżące na dźwięk Tego Szanownego imienia I powiedzcie ludzkim głosem: "Chodź matko do nas." Odpowiedz Link
black_jotka ________________K.I.Gałczyński 01.02.12, 20:41 Zaciemniły się świerki, nad każdym wzeszła gwiazda, noc jak ty: przytula i rozchmurza ; światło zorzy dalekiej jast jak miasto dalekie błyskające gwiazdami od wzgórza. Łzy, co nam z oczu zlecą, ziemi o nas powiedzą, chodźmy w drogę, łzy w drodze obeschną; łzy nie przynoszą ujmy, a my w tę noc wędrujemy roziskrzoną, rozśpiewaną, bezkresną. Trzcina śpi na jeziorze, znieruchomiały zorze i wiatr się uspokoił. Gwiazdy srebrnoramienne, świecą gwiazdy promienne, każda nad świerkiem swoim. K.I.Gałczyński Odpowiedz Link