______WIERSZE________________

    • seremine Re: ______WIERSZE________________ 04.03.12, 20:59
      Marzec

      Marzec.Wracamy z parku. Wreszcie przeszła zima.
      Spod stopniałego śniegu wyjrzały murawy.
      Drzewa nagie, lecz pierwsze kiełkują już trawy,
      Choć na stawie zielony, cienki lód się trzyma.

      Z upojonymi wiosną wracamy oczyma,
      Krokiem lekkim, jak podczas tanecznej zabawy,
      Ulicą po słonecznej stronie idziem prawej,
      Za sobą ciepło słońca czujemy plecyma.

      W rozpiętych płaszczach śpieszą ochoczo przechodnia.
      Jacyś świeżsi, wesoło patrzą i pogodnie;
      Niańki z dziećmi wychodzą z ciemnych domów sieni.

      A my, pierwszą przechadzką dumnie upojeni,
      Idziem w miasto po płytach suchych już chodników.
      Z grudkami pulchnej ziemi na piętach trzewików.

      Leopold Staff
    • seremine Staff 04.03.12, 21:12
      Marzec

      Marzec.Wracamy z parku. Wreszcie przeszła zima.
      Spod stopniałego śniegu wyjrzały murawy.
      Drzewa nagie, lecz pierwsze kiełkują już trawy,
      Choć na stawie zielony, cienki lód się trzyma.

      Z upojonymi wiosną wracamy oczyma,
      Krokiem lekkim, jak podczas tanecznej zabawy,
      Ulicą po słonecznej stronie idziem prawej,
      Za sobą ciepło słońca czujemy plecyma.

      W rozpiętych płaszczach śpieszą ochoczo przechodnia.
      Jacyś świeżsi, wesoło patrzą i pogodnie;
      Niańki z dziećmi wychodzą z ciemnych domów sieni.

      A my, pierwszą przechadzką dumnie upojeni,
      Idziem w miasto po płytach suchych już chodników.
      Z grudkami pulchnej ziemi na piętach trzewików.

      Leopold Staff
    • seremine Re: ______WIERSZE________________ 04.03.12, 21:14
      Zdarzenie
      Sylvia Plath

      Jak te żywioły krzepną! —

      Światło księżyca, kredowa skała

      W której szczelinie leżymy

      Plecami do siebie. Słyszę jak sowa

      Krzyczy w zimnym kolorze indygo.

      Groźne samogłoski wstępują w me serce.

      Dziecko w białym łóżeczku przewraca się i wzdycha

      Teraz otwiera szeroko usta.

      Twarzyczkę ma wyrytą w bolesnym czerwonym drzewie.

      A oto gwiazdy — twarde, nieustępliwe.

      Jeden dotyk: pali i osłabia,

      Nie widzę twych oczu.

      Tam gdzie kwiat jabłoni mrozi noc,

      Krążę wokoło

      Utartym szlakiem dawnych błędów.

      Miłość tu nie przybędzie.

      Czarna przepaść odsłania się.

      Na przeciwległym brzegu

      Biała duszyczka, biały robaczek, daje znaki

      Moje członki też mnie opuściły.

      Kto rozczłonkował nas?

      Mrok topnieje. Stykamy się jak kaleki.

      Przełożyła
      Teresa Truszkowska
    • seremine Re: ______WIERSZE________________ 04.03.12, 21:15
      Mistyczka
      Powietrze, to wytwórnia haczyków-
      Pytań bez odpowiedzi,
      Lśniących i pijanych jak muchy,
      Których pocałunek kłuje nieznośnie
      W cuchnących łonach ciemności, latem pod sosnami.

      Pamiętam,
      Śmiertelną woń słońca w drewnianych szałasach,
      Sztywność żagli i długie słone całuny.
      Jeśli ujrzało się raz Boga, jak to uleczyć?
      Jeśli zostało się zawładniętym,

      Bez pominięcia czegokolwiek,
      Nawet palca u ręki lub nogi i zużytym,
      Zużytym do szczętu w pożarze słońca, w barwach
      Rzucanych przez dawne katedry,
      Jak to uleczyć?

      Pastylką opłatka komunii,
      Przechadzką nad stojącą wodą? Wspomnieniem?
      Lub zbieraniem błyszczących części
      Chrystusa na oczach gryzoni,
      Nieśmiałych zjadaczy chleba, tych

      Których nadzieje są tak nikłe, że zapewniają im spokój-
      Jak grubasce w małym, czystym domku
      Pod pnącym się powojem.
      Czyż wielka miłość nie istnieje, tylko tkliwość?
      Czyż morze

      Wspomina tego, co po nim chodził?
      Znaczenie wycieka z molekuł.
      Kominy miasta oddychają, okno poci się.
      Dzieci rzucają się w łóżeczkach.
      Słońce rozkwita jak pelargonia.

      Serce, jeszcze nie ustało.

      Sylvia Plath
    • seremine Re: ______WIERSZE________________ 04.03.12, 21:22
      Wiąz

      Znam dno, mówi, dotykam go swym wielkim korzeniem:
      Tego się właśnie boisz.
      Ja się nie boję; ja tam byłam.

      Czy słyszysz we mnie morze,
      Jego skargę?
      Czy też głos nicości, będącej twym opętaniem?

      Miłość to cień.
      Leżysz i płaczesz po niej -
      Posłuchaj stuku jej kopyt, ona odbiegła jak rumak.

      Całą noc będę tak dziko galopować,
      Aż twa głowa stanie się kamieniem, a poduszka trawą,
      Budząc echa, echa.

      Czy mam przynieść ci rytm zatruty?
      Ten wielki spokój to deszcz.
      Jego owoc: cynowobiały jak arszenik.

      Wycierpiałam okrucieństwo zachodów słońca.
      Wypaliłam się do korzenia.
      Moje czerwone włókna płoną jak druciana ręka.

      Rozpadam się na kawałki wirujące jak maczugi.
      Tak gwałtowny wicher
      Nie zniesie obojętności: muszę krzyczeć.

      Księżyc jest tez okrutny; przyciąga mnie
      Bezlitośnie, gdyż jest bezpłodny.
      Jego blask rani mnie. Być może go schwytałam.

      Puszczam go wolno, puszczam wolno.
      Okrojonego jak po ciężkiej operacji.
      Jak twoje złe sny opętały mnie i wzbogaciły.

      Zamieszkuje mnie krzyk,
      Nocą wzlatuje,
      By wczepić swe haczyki w obiekt miłości.

      Przeraża mnie ta ciemna istota
      Uśpiona we mnie:
      Cały dzień czuję jej delikatne obroty i złośliwość.

      Chmury przepływają i nikną.
      Czy to twarze miłości blade, bezpowrotnie stracone?
      Czy to dla nich niepokój targa mym sercem?

      Nie pojmuję nic więcej.
      Co to za twarz,
      Tak śmiercionośna w gąszczu gałęzi? -
      Wsącza swój jad żmii.
      Poraża wolę. To poszczególne grzechy,
      Co niosą śmierć, śmierć, śmierć.

      Sylvia Plath
      19 kwiecień 1962
      tłum.T. Truszkowska
    • seremine Re: ______WIERSZE________________ 04.03.12, 21:27

    • seremine Sylvia Plath Reads Lady Lazarus 04.03.12, 21:29
    • mala200333 Snatam Kaur 05.03.12, 20:25
      "Słońce świeci dla wszystkich" Snatam Kaur

      Słońce świeci dla wszystkich, słońce świeci dla wszystkich.

      Nie robi wyjątków…

      Kiedy pada, pada na wszystkich, kiedy pada, pada na wszystkich.

      Nie robi wyjątków…

      Jeden duch mieszka w każdym, Jeden duch mieszka w każdym.

      Nie robię wyjątków…

      Modlimy się za wszystkich, tak, modlimy się za wszystkich,

      modlimy się za wszystkich. Nie robimy wyjątków…

      Pokój dla wszystkich, życie dla wszystkich,

      Miłość dla wszystkich Ram Ram Hari Ram…
      Ram Ram Hari Ram…
      Pokój dla wszystkich, życie dla wszystkich,

      Miłość dla wszystkich Ram Ram Hari Ram…

      tłumaczenie: Joanna Patora
    • rawik-is-me Re: ______WIERSZE________________ 06.03.12, 10:04

      Jane Hirshfield "Słyszeć spadający świat"

      Gdy w pewien sposób poruszę ręką –
      Powracają.
      Albo gdy światło załamuje się w drzewach
      o tej porze roku,
      tak, że skrawek smutku, jak ptak, rozbłyska w sercu.
      Noszę je w ciele, ziarna
      nie wymiecione z kąta, osłonięte łupiną, pozornie bezpieczne.
      Ale to one mnie strzegą, te moje drobne bóle,
      żebym się nie stała zbyt pewna
      siebie i przypadkiem nie zapomniała.
    • mala200333 Re: ______WIERSZE________________ 06.03.12, 19:04

      Lustrzana koniczynka

      Zdobi, zwierciadlane odbicie, koniczyny,
      całkiem mały listek, na nim postać
      jest wyryta, zwykłej, wiejskiej baby,
      nosi szaty,,,

      Można nazwać, kryzy, szale,
      płótna zdobi i reprezentuje,
      może hale, może modę, może
      zwykle pole z koniczynki listkiem
      zielonym, może.....

      Może jednak inna mieć przyczynę,
      reklamowa bardziej, przypomina,
      ze przy trafnej okazji można by się
      było również napić.

      Whisky - trunek zwykły, mały łyk
      dla zdrowia i lusterko do ozdoby,
      żeby tez nie wyszła z mody,
      młoda postać.

      Spójrz czasami na nią i na siebie,
      ile wdzięku mieć potrafi, nie wiesz,
      jest jak młody owoc lub jak ciastko,
      zjadłbyś albo wypił jak ten serwowany..

      Wszystko można w wyobraźni,
      można ja rozebrać z szaty,
      można kochać i uwielbiać,
      można ja kosztować lub oglądać.

      W wyobraźni możesz nawet z nią
      utonąć dla rozkoszy, postać
      tylko jedna a tyle symboli w sobie
      nosi.....

      Teresa S.J
    • black_jotka Re: ______WIERSZE________________ 08.03.12, 21:56

      Każde wiersze są dobre
      i na każdą porę
      bo wszystkie jednakowo
      są na serce chore

      [-ks. Jan Twardowski ]
    • seremine Ludmiła Kaczmarek 09.03.12, 08:54
      Ludmiła Kaczmarek
      "Wspomnienia"

      Mój pierwszy pocałunek
      był prawdziwie dziewiczy
      Stanęliśmy pod papierówką
      w moim ukochanym miejscu
      koplu spadających do Regi łąk
      Ty zerwałeś mi jabłko
      ugryzłam i podałam tobie
      Uśmiechem zagarnąłeś mnie
      By porwać w nieznane
      smaki jabłka soczystego
      odkrywanie miękkiej łąki i szumiący las
      Próbowałeś poznać mnie więcej
      powiedziałam - jeszcze nie czas...
    • mala200333 Norwid 09.03.12, 13:58

      NORWID

      Kształtem miłości piękno jest - i tyle,

      Ile ją człowiek oglądał na świecie,

      W ogromnym Bogu albo w sobie-pyle,

      Na tego Boga wystrojonym dziecię;

      Tyle o pięknem człowiek wie i głosi -

      Choć każdy w sobie cień pięknego nosi

      I każdy - każdy z nas - tym piękna pyłem.
      • mala200333 Grochowiak 09.03.12, 13:59


        Stanisław GROCHOWIAK

        Rozmowa o poezji

        Rozmowa o poezji

        Dziewczyna:
        Czy pan ją widzi? Czy ona się śni?
        Czy też nadbiega - nagła jak z pagórka?

        Poeta:
        Ona wynika z brodawek ogórka...

        Dziewczyna:
        Pan kpi.
        Pan ją jedwabnie - pan ją jak motyla
        Po takich złotych i okrągłych lasach...
        To jest jak z Dafnis bardzo czuła chwila...

        Poeta:
        Owszem. Jak ostro
        całowany tasak.

        Dziewczyna:
        Rozumiem pana. Z wierzchu ta ironia,
        A spodem czułość podpełza ku sercu...

        Poeta:
        Dlaczego z pani jest taka piwonia ,
        Co chce zawzięcie być butelką perfum?...
        • mala200333 Charles Baudelaire 09.03.12, 14:00



          Charles Baudelaire

          PADLINA

          Przypomnij sobie, cośmy widzieli, jedyna,
          W ten letni tak piękny poranek:
          U zakrętu leżała plugawa padlina
          Na scieżce żwirem zasianej.

          Z nogami zadartymi lubieżnej kobiety,
          Parując i siejąc trucizny,
          Niedbała i cyniczna otwarła sekrety
          Brzucha pełnego zgnilizny.

          Słońce prażąc to ścierwo jarzyło się w górze,
          Jakby rozłożyć pragnęło
          I oddać wielokrotnie potężnej Naturze
          Złączone z nią niegdyś dzieło.

          Błękit oglądał szkielet przepysznej budowy,
          Co w kwiat rozkwitał jaskrawy,
          Smród zgnilizny tak mocno uderzał do głowy,
          Żeś omal nie padła na trawy.

          Brzęczała na tym zgniłym brzuchu much orkiestra
          I z wnętrza larw czarne zastępy
          Wypełzały ściekając z wolna jak ciecz gęsta
          Na te rojące się strzępy.

          Wszystko się zapadało, jarzyło, wzbijało,
          Jak fala się wznosiło,
          Rzekłbyś, wzdęte niepewnym odetchnieniem ciało
          Samo się w sobie mnożylo.

          Czerwie biegły za obcym im brzmieniem muzycznym
          Jak wiatr i woda bierząca
          Lub ziarno, które wiejacz swym ruchem rytmicznym
          W opałce obraca i wstrząsa.

          Forma świata stawała się nierzeczywista
          Jak szkic, co przestał nęcić
          Na płótnie zapomnianym i który artysta
          Kończy już tylko z pamięci.

          A za skałami niespokojnie i z ostrożna
          Pies śledził nas z błyskiem w oku
          Czatując na tę chwilę, kiedy będzie można
          Wyszarpać ochłap z zewłoku.

          A jednak upodobnisz się do tego błota,
          Co tchem zaraźliwym zieje,
          Gwiazdo mych oczu, słońce mojego żywota,
          Pasjo moja i mój aniele!

          Tak! Taka będziesz kiedyś, o wdzięków królowo,
          Po sakramentch ostatnich,
          Gdy zejdziesz pod ziół żyznych urodę kwietniowa,
          By gnić wśród kości bratnich.

          Wtedy czerwiowi, który cię będzie beztrosko
          Toczył w mogilnej ciemności,
          Powiedz, żem ja zachował formę i treść boską
          Mojej zetlałej miłości.
    • jerzy_55 Wisława Szymborska 09.03.12, 16:27
      Trema

      Poeci i pisarze.
      Tak się przecież mówi.
      Czyli poeci nie pisarze, tylko kto -
      Poeci to poezja, pisarze to proza -
      W prozie może być wszystko, również i poezja, ale w poezji musi być tylko poezja -
      Zgodnie z afiszem, który ją ogłasza przez duże, z secesyjnym zawijasem P, wpisane w struny uskrzydlonej liry, powinnam raczej wyfrunąć niż wejść -
      I czy nie lepiej boso,
      niż w tych butach z Chełmka
      tupiąc, skrzypiąc
      w niezdarnym zastępstwie anioła -
      Gdyby chociaż ta suknia dłuższa, powłoczystsza, a wiersze nie z torebki, ale wprost z rękawa, od święta, od parady, od wielkiego dzwonu, od bim do bum, ab ab ba -
      A tam na podium czyha już stoliczek spirytystyczny jakiś, na złoconych nóżkach, a na stoliczku kopci się lichtarzyk -
      Z czego wniosek,
      że będę musiała przy świecach
      czytać to, co pisałam przy zwykłej żarówce stuk stuk stuk na maszynie -
      Nie martwiąc się zawczasu, czy to jest poezja i jaka to poezja-
      Czy taka, w której proza widziana jest źle -Czy taka, która dobrze jest widziana w prozie
      I co w tym za różnica, wyraźna już tylko w półmroku na tle kurtyny bordo z fioletowymi frędzlami?

      Wisława Szymborska
      • jerzy_55 Re: Wisława Szymborska 09.03.12, 16:30
        Nienawiść

        Spójrzcie, jaka wciąż sprawna,
        jak dobrze się trzyma
        w naszym stuleciu nienawiść.
        Jak lekko bierze wysokie przeszkody.
        Jakie to łatwe dla niej - skoczyć, dopaść.
        Nie jest jak inne uczucia.
        Starsza i młodsza od nich równocześnie.
        Sama rodzi przyczyny,
        które ją budzą do życia.
        Jeśli zasypia, to nigdy snem wiecznym.
        Bezsenność nie odbiera jej sił, ale dodaje.
        Religia nie religia -
        byle przyklęknąć na starcie.
        Ojczyzna nie ojczyzna -
        byle się zerwać do biegu.
        Niezła i sprawiedliwość na początek.
        Potem już pędzi sama.
        Nienawiść. Nienawiść.
        Twarz jej wykrzywia grymas
        ekstazy miłosnej.
        Ach, te inne uczucia -cherlawe i ślamazarne.
        Od kiedy to braterstwo może liczyć na tłumy?
        Współczucie czy kiedykolwiek pierwsze dobiło do mety?
        Zwątpienie ilu chętnych porywa za sobą?
        Porywa tylko ona, która swoje wie.
        Zdolna, pojętna, bardzo pracowita.
        Czy trzeba mówić ile ułożyła pieśni.
        Ile stronic historii ponumerowała.
        Ile dywanów z ludzi porozpościerała
        na ilu placach, stadionach.
        Nie okłamujmy się:
        potrafi tworzyć piękno.
        Wspaniałe są jej łuny czarną nocą.
        Świetne kłęby wybuchów o różanym świcie.
        Trudno odmówić patosu ruinom
        i rubasznego humoru
        krzepko sterczącej nad nimi kolumnie.
        Jest mistrzynią kontrastu
        między łoskotem a ciszą,
        między czerwoną krwią a białym śniegiem.
        A nade wszystko nigdy jej nie nudzi
        motyw schludnego oprawcy
        nad splugawioną ofiarą.
        Do nowych zadań w każdej chwili gotowa.
        Jeżeli musi poczekać, poczeka.
        Mówią, że ślepa. Ślepa?
        Ma bystre oczy snajpera i śmiało patrzy w przyszłość -ona jedna.

        Wisława Szymborska
    • kristopherh Wiersz Leopolda Staffa 09.03.12, 20:38
      Wiersz Leopolda Staffa:

      Gnój



      Czcigodny gnoju, dobroczynne łajno,
      Tchnące, jak znojna najmity pazucha
      I nowa skóra chłopskiego kożucha,
      Ostrej tężyzny siłą życiodajną!

      Żyzności łaskę kryjesz w sobie tajną
      I ciało ziemi łaknie twego ducha.
      W tobie nadzieja pól i wsi otucha,
      Bo czynisz siejbę stokrotnie wydajną.

      Zdrowiem z obory kiedy bijesz mlecznej,
      Masz dziką świeżość potęgi odwiecznej,
      Którą się brzydzą mieszczuchowie słabi.

      Lecz czarnym bogom pracy, gdy im w lica
      Dymisz w świt chłodny, niby kadzielnica:
      Pachniesz jak wszystkie wonności Arabii!
    • kristopherh Różewicz 09.03.12, 20:52
      Moja poezja

      niczego nie tłumaczy
      niczego nie wyjaśnia
      niczego się nie wyrzeka
      nie ogarnia sobą całości
      nie spełnia nadziei

      nie stwarza nowych reguł gry
      nie bierze udziału w zabawie
      ma miejsce zakreślone
      które musi wypełnić

      jeśli nie jest mową ezoteryczną
      jeśli nie mówi oryginalnie
      jeśli nie zadziwia
      widocznie tak trzeba

      jest posłuszna własnej konieczności
      własnym możliwościom
      i ograniczeniom
      przegrywa sama ze sobą

      nie wchodzi na miejsce innej
      i nie może być przez nią zastąpiona
      otwarta dla wszystkich
      pozbawiona tajemnicy

      ma wiele zadań
      którym nigdy nie podoła

      Różewicz Tadeusz
    • dunant Aleksander Puszkin 10.03.12, 01:42
      Aleksander Puszkin

      Zbiór owadów

      Proszę popatrzeć – oto śliczna
      Kolekcja entomologiczna.
      Jak pstrokata to kompania!
      Ilem się za tym nauganiał!
      A jaki dobór! ani słówka!
      Oto X, proszę, boża krowka,
      Tu Y – pająk jadowity,
      Z – żuk krajowy znakomity,
      Tu N – maluśka czarna muszka,
      A tutaj N – stonóżka.
      O, jakie mnóstwo preparatów!
      W ramach, pod szkłem, równiutko, schludnie
      Sterczą, na wskroś przebite cudnie,
      Na szpilkach mych epigramatów.

      1829

      tłum. Julian Tuwim
    • alexa.warszawa Re: ______WIERSZE________________ 16.04.12, 19:50
      Piotr Kasjas
      „Jak Anioł Miłości”

      Jak anioł miłości do twojej sypialni wchodzę cichym krokiem,
      przez otwarty balkon przeganiam wszechobecny smutek.
      Przecieram twe oczy łzami ubrane
      i uwalniam twoje usta od słów rozpaczliwych.
      Wkładam w nie uśmiech przepleciony pocałunkiem
      i kładę na tobie moje dłonie,
      które posiadły sens błądzenia po twym nagim ciele.
      Przywołuję nocy ciemnej gorący płomień,
      który przytłacza nas swoją czarną tajemnicą.
      I tym ciężkim osobliwym kochanków westchnieniem,
      co okrywa rumieńcem szczęścia ich złączone w bezruchu ciała.
      W labiryncie nocy odnajdujemy początek nowego dnia.
      I ten świeży oddech mglistego świtu,
      który budzi kruche i nieśmiałe myśli, delikatnie sunące w ciszy,
      więc stąpaj w nich lekko, drobną stopą, tanecznym rytmem
      By nie spłoszyć tego, co chcą nam powiedzieć.

      Piotr Kasjas

      • seremine Re: ______WIERSZE________________ 16.04.12, 20:03
        Piekny!!!
    • black_jotka Re: ______WIERSZE________________ 29.04.12, 09:31

      Sakyong Mipham Rinpocze
      "Piorun mądrości"

      Piorun mądrości uderzył w umysł moich pojęć.
      Ten nagły błysk wglądu,
      Ta przerwa,
      Ta chwila, piękna i dziewicza, niezmyślona i naturalna,
      zostawia mnie samego.
      Bez myśli pozostaję w bezruchu,
      ale mogę poczuć rozedrganą energię, która mnie pochłania.
      W tej chwili spokoju
      Kim jestem?
      Ten błysk wglądu pokazał mi mój własny umysł.
      Nie wiedząc, co mam zrobić, pozwalam wrócić obłokom pojęć.
      Kim jestem?
      Czego doświadczyłem?
      Przez chwilę straciłem grunt
      bezdomny,
      wędrowiec,
      ptak bez gniazda.
      Czułem się źle z tą wolnością;
      próbowałem pokierować sobą.
      Dlaczego nie mogę po prostu się odprężyć w tym, kim jestem?
      Czy jestem tak przerażony tym, że jestem wolny?
      Czy jestem tak skoncentrowany na sobie?
      Czy jestem tak mały, że nie mogę skoczyć?
      Dlaczego nie mogę po prostu pozwolić rozpuścić się granicom?
      Czułem się śmiały przedtem, ale kiedy ta chwila nadeszła,
      Kiedy mądrość się uobecniła,
      Szarpnąłem się jak zwierzę schwytane w jasne światła.
      Ale nie jestem zwierzęciem,
      A to jasne światło nie pochodzi z zewnątrz.
      To była mądrość wnętrza.
      Dlaczego tego nie rozpoznaję?
      Całe moje życie tęskniłem, aby wiedzieć więcej, pogłębić się,
      ale kiedy ta chwila nadeszła, nie byłem gotowy.
      Teraz muszę przygotować siebie, przygotować grunt.
      Wiem, że chwila mądrości nie przychodzi raz czy dwa, lecz
      jest ciągle obecna, osiągalna.
      Kiedy uderzyła mnie,
      po prostu otworzyłem oczy.
      Zwolniłem nieznacznie,
      jakby znikąd nagły pęd energii -
      miłość, radość, siła -
      wytrysnęły w moim sercu.
      Urzeczywistniam, że to jest moja prawdziwa istota;
      To jest natura mojego umysłu.
      Ciężkie chmury pojęć;
      depresja, zazdrość, gniew -
      są tylko odbiciem tej szybkości,
      mojego pędzącego umysłu niezdolnego, aby się odprężyć.
      Doświadczam tych emocji jako udręki, inwazji,
      Ograbienia z mojej wewnętrznej godności.
      Zewnętrzna zasłona pomieszania jest tylko odzieniem, które muszę zrzucić.
      Mając siłę, która przychodzi przez medytację,
      angażując się w Ścieżkę Buddy,
      Ten książe, wojownik miał odwagę, aby pracować nad swoim umysłem,
      Miał odwagę myśleć o innych.
      Jego moc i głębia są ukazane w prostych działaniach.
      Być sobą,
      nie ukrywać się za agresją,
      czuć zapach kwiatów wyżyn,
      doświadczać łąk współczucia,
      drzew miłości, nieba mądrości,
      to jest ścieżka czekająca na ciebie.

      26 czerwca 2000

      tłum. Katarzyna Tomczuk
    • jutta_t Re: ______WIERSZE________________ 29.04.12, 15:59

      Słońce jest jedno
      Marina Cwietajewa

      Słońce jest jedno, a chodzi od domu do domu.
      Ono jest moje. Nie dam już słońca nikomu.

      Ani na jedną chwilę, na błysk, na spojrzenie.
      Nikomu. Nigdy. — A idźcie, miasta, w mrok na stracenie!

      W ręce je złapię! Nie będzie kręcić się stale!
      Niech sobie ręce i wargi, i serce spalę.

      Jak w noc wieczną zapadnie — w ślad za nim pognam.
      Słońce ty moje! Nikomu ciebie nie oddam!

      Przełożył z rosyjskiego
      Robert Stiller
    • jutta_t Re: ______WIERSZE________________ 29.04.12, 16:03
      STARUCHA
      - M.I.Cwietajewa

      (tytuł oryginału - ros. "Старуха")

      Słowo dziwne to — starucha!
      Treść niejasna, mroczny dźwięk
      I dla różowego ucha
      Głuchy, jakby z muszli, szmer.

      A w nim sens jest niepojęty,
      Tym, co tylko chwil ekranem,
      Że w tym słowie — czas zaklęty
      W uszach szumi oceanem.
    • dunant Re: ______WIERSZE________________ 29.04.12, 20:25
      Marina Cwietajewa - tragiczny los rosyjskiej poetki
      Wielu krytyków literackich sądzi, że w sztuce pisania nie miała sobie równych, a już z pewnością nikt nie tworzył równie doniosłych dzieł po rosyjsku. Za życia była ekscentryczką – notorycznie zdradzała męża, swoim zachowaniem gorszyła otoczenie, nie obchodziła jej ciężka sytuacja polityczna, w jakiej znalazła się rodzinna Rosja. Najważniejsza była dla niej sztuka. Niestety reżim komunistyczny tępił takie jednostki. I tak pozbawiona środków do życia wielka pisarka zdecydowała się na desperacki krok i popełniła samobójstwo.

      Jej matka zaplanowała dla niej karierę pianistki. Dziewczynka miała świetny słuch, była zdolna. Całymi dniami ćwiczyła, ale już na pierwszy rzut oka można było dostrzec, że nie pała miłością do muzyki. Prawda była taka, że Marina kochała muzykę, ale nie swoją. Matka była jednak nieustępliwa i zmuszała córkę do doskonalenia talentu. Mimo, iż dziewczyna nie została pianistką, to cechy wyniesione z rodzinnego domu pomogły jej w przyszłym życiu. Stała się bowiem kobietą z silnym poczuciem obowiązku i surowością wobec samej siebie, a swoje artystyczne wnętrze pokazała światu nie za pomocą muzyki, ale poezji.

      Dość szybko wkroczyła do świata moskiewskiej bohemy, poznała tamtejszych artystów, przeżyła pierwsze miłości. Z pieniędzy ojca sfinansowała wydanie swojego pierwszego tomiku poezji. Jej styl podobał się nielicznym, ale z pewnością sporo o niej mówiono, a to i tak był już duży sukces. Z czasem dziewczynę zupełnie wciągnęło takie życie i tuż przed maturą rzuciła szkołę. Spotykała się z największymi pisarzami tamtych czasów, jej talent dynamicznie się rozwijał, aż w końcu jej dzieła zaczęły być znane i cenione w całej Rosji.
    • seremine Re: ______WIERSZE________________ 29.04.12, 22:34

      “Pan uroczo całuje”
      “Pan leży, wchodzę, siadam z brzegu, podnoszę do ust rękę, wtulam się, podziwiam, kocham. Za oknem — wielkie życie, obce, nic nas nie obchodzi, wszystko jest takie proste: Pan, ja. I cała noc przed nami. Opowiadam Panu jakieś nonsensy — śmiejemy się — nic miłosnego! — noc jest nasza, robimy, co chcemy. Ale noc jest jeszcze swoja, własna, z własnymi regułami, i oto — przez śmiech, dowolność, pianę — prawda: jedyna: usta do ust. Pan uroczo całuje (proszę zniszczyć moje listy), bez naciskania — delikatnie [...], wytrwale i ostrożnie, z każdą setną sekundy głębiej, jak człowiek, który chce pić — i nie od razu…”

      To fragment listu Mariny Cwietajewej do Abrama Wiszniaka. Mężczyzny jej życia. Oprócz niego Tadeusz Klimowicz doliczył się jeszcze trzynastu mężczyzn jej życia. I jednego męża.

      Marina Cwietajewa, Nieizdannoje. Swodnyje tietradi, Moskwa 1997; cyt. za: Tadeusz Klimowicz, Pożar serca. 16 smutnych esejów o miłości, o pisarzach rosyjskich i ich muzach, Wrocław 2005, s. 299-300.
      • seremine Re: ______WIERSZE________________ 29.04.12, 22:35

        Marina Cwietajewa "Miasto"

        Pod niebem modrym śpi
        najbardziej złote z miast.
        Prowadzą doń przejrzyste drzwi
        i gwiazdy jasnej blask.
        A w mieście złotym sad,
        wśród traw i kwiatów stu
        zwierzęta cudne żyją tam,
        tak piękne jak ze snu...

        Tam spójrz - płomienna grzywa - żółty lew
        i wół o wielkich oczach, w cieniu drzew
        z nimi złoty orzeł, ptak podniebny -
        wzrok tak jasny, ach - nie zapomniałabym...

        Na niebie złotym lśni
        jedyna gwiazda - ta
        jest twoja, o, aniele mój
        i zawsze będzie twa...
        Kto kocha - miłość zna,
        uświęca światłem świat.
        Niech gwiazda cię prowadzi w dal,
        wprost drogą tam, gdzie sad

        Przywita cię płomiennogrzywy lew
        i wół o wielkich oczach, w cieniu drzew
        z nimi złoty orzeł, ptak podniebny
        wzrok tak jasny, ach, nie zapomniałabym...
    • seremine Re: ______WIERSZE________________ 29.04.12, 22:40
    • seremine Re: ______WIERSZE________________ 29.04.12, 22:42

      Marina Cwietajewa

      Elektryczność (fragment)

      ...Jest w każdym domu okno na świat
      Z każdych drzwi można uczynić krok
      Lecz jeśli kredą na bruku wytyczony twój szlak -
      Dokąd pójdziesz, gdy zasypie go śnieg?...
Pełna wersja