mala200333 Re: ______WIERSZE________________ 15.11.13, 10:43 Adam Asnyk Daremne żale - próżny żal Daremne żale - próżny trud, Bezsilne złorzeczenia! Przeżytych kształtów żaden cud Nie wróci do istnienia. Świat wam nie odda, idąc wstecz, Znikomych mar szeregu - Nie zdoła ogień ani miecz Powstrzymać myśli w biegu. Trzeba z żywymi naprzód iść, Po życie sięgać nowe... A nie w uwiędłych laurów liść Z uporem stroić głowę. Wy nie cofniecie życia fal! Nic skargi nie pomogą - Bezsilne gniewy, próżny żal! Świat pójdzie swoją drogą. Odpowiedz Link
mala200333 Re: ______WIERSZE________________ 15.11.13, 17:29 Jestem Twoja Wiem . że jestes tam tak bardzo blisko, że ...nie potrafię Cię nazwać, a Twoja obecność nigdy mnie nie opuszcza. Wiem ,że jesteś blisko w najczarniejsze noce i w najradośniejsze dni. Wiem , że kochasz kiedy się budzę i całujesz... Nie powiem o Tobie nikomu, przecież wiesz. A kiedy sen się spełni będziesz mój , tak naprawdę i pójdziemy przed siebie, a Ty przygotujesz mi tosty z dżemem... a ja naleję Ci herbaty łyk, kochany mój... Ivonne 15 listopada 2013 Odpowiedz Link
jutta_t Re: ______WIERSZE________________ 16.11.13, 23:06 ZIMOWE IMPRESJE płatki śniegu za oknem niczym srebrne motyle tańczą w podmuchach wiatru jak dmuchawce i tyle w nich czaru, ciepła i lekkości że w sercu jak w kawiarence na falach miłości płynącej ku przestworzom po gwiaździstym niebie niosąc nam promyk światła kołysząc mnie i Ciebie autor: Sławomir Kuracki (sjk) Odpowiedz Link
jutta_t Re: ______WIERSZE________________ 17.11.13, 17:29 Tam,gdzie wiatr(w jezyku cyganskim,odoj kaj bałwał) Tam,gdzie wiatr śpiewa pieśni, jesienią modlą się do Boga liście złote i Cyganka czarna. W lasach, u krzyżowych dróg, gdzie wiatry śpiewają pieśni, Cyganka Boga prosi i liść złoty spada . /Bronisława Wajs(Papusza) 1952 rok/ Odpowiedz Link
mala200333 Re: ______WIERSZE________________ 17.11.13, 18:03 PIEŚŃ CYGAŃSKA Z PAPUSZY GŁOWY UŁOŻONA (gili romani Papuszakre szerestyr utchody) W lesie wyrosłam jak złoty krzak, w cygańskim namiocie zrodzona, do borowika podobna. Jak własne serce kocham ogień. Wiatry wielkie i małe wykołysały Cyganeczkę i w świat pognały ją daleko... Deszcze łzy mi obmywały, słońce, mój ojciec cygański, złoty, ogrzewało mnie i pięknie opaliło mi serce. Z modrego zdroju nie czerpałam sił, tylko przemyłam oczy... Niedźwiedź po lasach się włóczy jak srebrny księżyc, wilk boi się ognia, nie ugryzie Cyganów. Cyganeczka daleko wędruje po lesie, rży cygański koń, budzi obcych, raduje cygańskie serce. Wiewiórka na cygańskiej budzie orzechy gryzie. Oj, jak pięknie żyć, słyszeć to wszystko! Oj, jak pięknie widzieć to wszystko! Oj, jak pięknie czarne jagody zbierać jak cygańskie łzy! Oj, jak pięknie żyć, na Wielkanoc słuchać pieśni ptaków! Oj, jak pięknie przy namiocie, śpiewa sobie dziewczyna, płonie wielkie ognisko! Oj, jak pięknie, ludzie, z daleka wielkanocnych pieśni ptaków słuchać, kwilenia dzieci, i tańca, i śpiewania chłopaków i dziewczyn. Oj, jak pięknie żyć, nocami chodzić nad rzekę, ryby zimne jak chłodna woda chwytać w ręce! Oj, jak pięknie grzyby zbierać, miłość nieść, ziemniaki piec w ognisku... A koń cygański już czeka na murawie, kiedy wóz będzie gotów do drogi... Oj, jak pięknie nocami bez snu słuchać, jak żaby ślicznie przygrywają! Na niebie Kura z Kurczętami i Cygański Wóz całą przyszłość Cyganom wróżą, a srebrny księżycuszek, ojciec indyjskich pradziadów, światło nam niesie, w namiocie przygląda się dzieciom, Cygance służy swym światłem, żeby dziecko jej przewinąć było łatwiej. Oj, jak pięknie spoglądać w niebo, niebieskości jego różne w sercu ciułać! Oj, jak pięknie czarne oczy, smagłą twarz całować! Oj, jak pięknie szumi nam las – to on mi śpiewa piosenki. Oj, jak pięknie odpływają rzeki, to one mi serce cieszą. Jak pięknie wpatrzeć się w toń rzeki i powiedzieć jej wszystko. Bo nikt mnie nie zrozumie, tylko lasy i wody. To, co tu opowiadam, wszystko, wszystko już dawno minęło i wszystko, wszystko ze sobą wzięło – i moje lata młode. 1950/1951 /Papusza/ Odpowiedz Link
mala200333 Re: ______WIERSZE________________ 18.11.13, 20:52 Nie mam wyjścia Idę tęsknić Idę tęsknić Dość mam już salonów świata Idę tęsknić Bo szczęśliwej tej udręki Nie zaznałem lata całe... całe lata Idę tęsknić Idę tęsknić Spada za mną wspomnień krata Idę tęsknić Noc przytula się do ręki a kochana... a ubrana tylko w zapach Idę tęsknić stamtąd nigdy się nie wraca albo wraca się... I wraca się... już nie ten Andrzej Poniedzielski Odpowiedz Link
mala200333 Re: ______WIERSZE________________ 19.11.13, 18:55 Książka „Tmolim al hasaf" od wielu lat aż się prosi o tłumaczenie na język polski. Poniżej publikujemy jej fragment w przekładzie Natana Grossa (ur. 1919 w Krakowie - zm. 2005 w Tel Awiwie). Beniamin Tena (Tenenbaum) nie ma nawet notki biograficznej w polskiej edycji wikipedii. Wspomnienia, wspomnienia... Czym nagle jak Choni Wstał obcy, nieznany nikomu, ze snu? Ot, znów jestem chłopcem i bieda mnie goni Po mieście dzieciństwa, wśród szumu i dżdżu. I znowu mnie trawi głód chleba i wiedzy, Przede mną świat obcy, zdziwiony i zły. Ubogi wór marzeń dźwignąłem na plecy A w nim me wzruszenia, pragnienia i sny. A życie me tli się, jak gwiazda zgubiona, Błądząca w bezkresie, samotna wśród nieb. I wciąż na rozdrożu!— w którą iść stronę?' I ciągle problemy: czy być, czy też nie? Więc być?... Wpleść się mocno w łańcucha ogniwa Swych dziadów? Nie widzieć, gdzie przystań, gdzie kres? Po drodze cierniowej pokoleń od nowa Rozpocząć wędrówkę udręki i łez? Więc dzielić- obelgi i jęki narodu Co ginął od ognia, od miecza, od kul? Jak kozioł ofiarny, dla zła i dla mordu, Jak królik doświadczeń na łzy i na ból? Którego historii strzęp każdy krwią broczy, Gdzie kreska jest każda jak zgliszcze, jak gruz O strachu dzieciństwa! Jak dławisz po nocy Krtań chłopca, co Żydem się rodził i rósł! O sceno, — fantomie, co w mrok się zapadasz I znów błyszczysz w świetle pożogi i krwi! Na zgliszczach milczący tan wiedzie gromada. Ten tan lunatyczny pokoleń przez łzy. Tan strachu, raniący jak ostrze niewoli, Żarzącą się żagiew wśród ruin i mgły, Wspomnienie idących na rzeź stad pokoleń, Co jeszcze wśród ryku wciąż idą, jak szły. Gromada—pochodnia, co w mrokach wciąż bada Jak zrzucić zły los, co z nią w jedno się splótł Na imię mu Tytus, Haman, Torquemada A jego pieczęcią palącą — galut. Synowie królewscy, od słońca i dumy Pijani, wichurą z pustynnych szli dróg! To plemię zdobywców, któremu z piorunów Objawił naukę sam Stwórca, sam Bóg! Wspaniałość Mojżeszów, czy sędziów w świątyni I króla, co śpiewał swe psalmy wśród róż. I wizja proroków — ta fala wciąż płynie, To światło w ciemnościach, to kompas wśród mórz! Jak mogło się stać, że tak nisko upadli, Że są zbici, skopani, wyśmiani jak psy? Czyż naprawdę to ich potomkowie wybladli. Ci biedacy z Nalewek, kapcany i kpy? Więc być... Jak ta szkapa bez oczu, bez nerwu W kieracie dni krążyć za jęczmień, czy chleb I dłoń swą kaleczyć o kolce bez przerwy — I w dno melancholii powoli kłaść łeb? Czy krążyć, handlować, wciąż maleć i maleć I ginąć jak pisklę rzucone na śnieg? A może się zerwać, spróbować odwalić Ten losu głaz, który na źródle nam legł?! Jak znamię Kaina, tak piętno udręki, Jak gdyby z szafotu wzywa i drwi: Oto jest naród wybrany... na męki Na podłą pogardę, na kąpiel we krwi. Więc, nie być... Czyż można ze statku co tonie Skraść łódź i popłynąć w mórz błękit i dal. Porzucić gromadę, co ginie w ogromie, Wymazać ją z serca, na pastwę zdać fal? Czy zdoła człek serce wydrapać z swej piersi, Bliźniego odtrącić, rzec: nie znam cię, idź! Umierać ze strachu na myśl o drapieżcy — A ludziom się wkoło przymilać i kpić? Nieliczni się zmogli, więź wspólną zerwali, Uciekli po cichu przed świtem, przed dniem, Ścigani przekleństwem tych, którzy zostali, Uciekli owiani przyszłości swej snem. Wśród nich były karły, robaki. Lecz bardy i wielcy geniusze wśród nich byli też! Wyciągnęli ramiona, ale świat z pogardą Choć tak się doń śmiali — odtrącił ich precz! Tu mosty spalili — a nikt nie użyczy Obcemu przestrzeni na piędź ni na włos... Widziałem ich tam, nad czarną goryczy, Jak błogosławili, przeklinać chcąc los. Widziałem jak błądzą milczący i sami W bezmiarach obczyzny wśród śmiechu i kpin Przychodzą i tłuką rannymi rękami, Jak fala o tamę: otwórzcie nam drzwi! Więc nie być?... Nienawiść jak klatka dokoła Pogarda jak mur: ani wejść, ani wyjść! I plują w twarz: „Żyd!" Każdy nerw pomsty woła. Wre gniewem bezsilnym i kipi i drży. Pamiętam ten wieczór, jak dziś, na Wierzbowej: Studenci z wszechnicy, kultury cna straż — Jak hieny wypadli, w twarz pluli Żydowi I znowu wracali, i znów pluli w twarz! Jakżeśmy z mym druhem milczeli we dwoje! Jak pieczęć plwocin paliła nam skroń. Minęły już lata — a hańby tej zdroje nie zmyją najczystsze, ni mórz zimna toń. Więc nie być?... Przygarbić swe plecy i kwita? I ślinę ścierając powiedzieć: to deszcz — ?! Na morzu zawiści, jak łódka rozbita Się chwiać, póki otchłań nie zamknie swych kleszcz? A może wybuchnąć i serca swe wzmocnić I grzbiet wyprostować i chwycić za ster, Naciągnąć swój żagiel na wicher swobodny, Za cel ocalenia jedyny wziąć brzeg? Znów wrócić do tamtych od słońca zgorzałych, Co wyszli z pustyni, jak burza, jak wichr, Jak oni z pustyni, — tak my z rozszalałej, Bagnistej otchłani udręki i krwi. Tekst opracowany przez redaktorów Erec Israel na podstawie materiałów Chaima Gellera oraz Natana Grossa. Cytowanie i kopiowanie mile widziane. Odpowiedz Link
dunant Re: ______WIERSZE________________ 21.11.13, 00:58 *Trzeba marzyć* Żeby coś się zdarzyło Żeby mogło się zdarzyć I zjawiła się miłosć Trzeba marzyć Zamiast dmuchać na zimne Na gorącym się sparzyć Z deszczu pobiec pod rynnę Trzeba marzyć Gdy spadają jak liscie Kartki dat z kalendarzy Kiedy szaro i mgliście Trzeba marzyć W chłodnej, pustej godzinie Na swój los się odważyć Nim twe szczęście cię minie Trzeba marzyć W rytmie wietrznej tęsknoty Wraca fala do plaży Ty pamiętaj wciaż o tym Trzeba marzyć Żeby cos się zdarzyło Żeby mogło się zdarzyć I zjawiła się miłosć Trzeba marzyć Janosz Kofta Odpowiedz Link
mala200333 Re: ______WIERSZE________________ 07.12.13, 17:19 STRINGI BABCI KINGI Raz nad morzem, babcia Kinga szła na plaży, w skąpych stringach. Szła powoli przez tę plażę, a za Kingą jak gówniarze, chłopcy różni podążali - stare pryki, też i mali, szli za Kingą i cmokali. Widok, rzadki - taka pupa, nawet tu, w sprośnych Chałupach. Idzie babcia w mini – stringach, jedni mówią - Ach, ta Kinga, gęba stara, patrzeć szkoda. Inni mówią - Dupa młoda. Wiem - czytają inne Babcie, lecz za słowa mnie nie łapcie że obrażam, że świntuszę widzę stringi więc tak muszę opisywać me wrażenia, to nie sen, nie przywidzenia, to wspomnienie, chędożenia. Idzie Kinga Szuka cienia, a chłopaki Ciągle za nią - może odprowadzę panią - pyta jeden, pyta drugi, chcą u Kingi mieć zasługi. - Będę pieścił cię szalenie, czekam na twe pozwolenie, tylko zdejm te durne stringi - mówią tak do babci Kingi. Ale babcia, skromna Kinga, uwielbiała seks, lecz w stringach. Taka teraz durna moda, dupa goła, lecz przeszkoda jest - jak wejdę w ciebie??? pyta jeden szczawik młody, który co dopiero wylazł na brzeg, z morza zimnej wody. Kinga okiem go zmierzyła, a że doświadczona była, rzekła - Stringi mają małe dziurki, w sam raz dla twej cieeeeeenkiej rurki. …………………………. (korwit 07.12.2013) Odpowiedz Link
seremine Re: ______WIERSZE________________ 21.11.13, 17:27 Wieczorem Kazimiera Zawistowska Z tęczy i ze krwi chmury łunę plotą, Niebo się krasi bajecznymi kwiaty — Płyną obłoczne purpury, granaty, Fiolety wstęgą przetykane złotą. I cała ziemia zdaje się pieszczotą. Utkaną z kwiatów, słońca i uśmiechu. I cała ziemia zdaje się bez grzechu, Jedną olbrzymią miłosną tęsknotą. Więc wśród tych blasków, co się złotem jarzą, Ramiona w przestrzeń gdzieś szlą uścisk miękko — I na pierś czyjąś chce się upaść twarzą I otoczonym być kochaną ręką — I z ust spragnionych wszystkie przelać skargi W czyjeś kochane, czyjeś słodkie wargi. Odpowiedz Link
jerzy_55 Re: ______WIERSZE________________ 24.11.13, 09:21 Jesteś znowu Julian Tuwim Jesteś znowu! Mój Boże! Jak mi serce bije! Jak mi sie wzrok owiośnił! Jak świat rozradował! Tylem nocy Cię w snach, nazbyt krótkich, całował! Tylem dni dzień ten tęsknił, co przyszedł i żyje! I jest! O teraz właśnie! Jest ten dzień powrotny, Wypłakany, kochany nowy dzień spotkania. Dzień wszystkiej mej nadziei, całego czekania, Gdym Cię piastował w sercu, stęskniony, samotny! I jakże to wypowiem? I jakiemu słowu Powierzę ową radość, drżącą, niespodzianą, Że obudzę się jutro z duszą rozkochaną, Z uśmiechem szczęścia w ustach: "Jesteś! jesteś znowu!" Odpowiedz Link
wirujacypunkt Re: ______WIERSZE________________ 25.11.13, 22:00 Wiersz który bardzo lubię znalazłam w necie. Autor podpisuje się pseudonimem ''marsjanin''. Wolność Anonimowy artysta, drukarz twoich marzeń. Sławny indywidualista, spec od skojarzeń. Liryczny lichwiarz. Łotr na bazarze. Ten co piórem gasi pragnie, gdy upał w nadmiarze. Cała ta monotonność, cały ten ciąg zdarzeń, Jak wojna w bąblach od codziennych poparzeń. A jednak dusza w nim wolna, bo został pisarzem. Piękny moim zdaniem wiersz. Jesteś wolny, niezależnie od okoliczności jeżeli potrafisz piórem wyrazić wszystkie swoje myśli. Odpowiedz Link
mala200333 Re: ______WIERSZE________________ 25.11.13, 22:06 Wlasnie....drukarz twoich marzeń. Odpowiedz Link
jane_doe_hej Re: ______WIERSZE________________ 26.11.13, 00:58 Są takie dziwne miłości które się nigdy nie kończą I chociaż słowa kocham nie powiesz nigdy więcej nie kłamiesz kiedy kocham szepczesz codziennie… lub częściej. Nigdy już nie zobaczysz twarzy wpatrzony w twarz przecież będąc Nie oszukujesz wcale… gdy mówisz kocham sercem. Kochając kochasz ale… kocham nie powiesz więcej. Waldemar Seferyński 25.11.2013 Odpowiedz Link
kristopherh Re: ______WIERSZE________________ 26.11.13, 01:50 Wieczór Dobry pod gwiazdami dobrych chwil dla ciebie podniebne zostawiam westchnienie. Z trzeciej planety od słońca ślę obrazy naszej przeszłości do Syriusza mknie wspomnienie. Jakiś okruch świetlisty na czarnym aksamicie nieba siecze smugą srebrną spełniając marzenie. Rozbłysła złotym sztyletem w kopule nad Ziemią tyle jej życia ile oka mgnienie. Prawda... Księżyc dziś piękny kochanie jak kolczyk złoty który mam od ciebie kielich czasy napełniony prawie...spełnieniem. autoranuta Krystyna Sroka Odpowiedz Link
seremine Re: ______WIERSZE________________ 26.11.13, 10:12 MOJE AUTKO MA OSIEMNAŚCIE KÓŁ Często w drogę wyruszam przed świtem, nie ważna przy tym aura — mam dotrzeć do celu. I choć bywa, że opady utrudniają życie, to ja siedzę w aucie — wiernym przyjacielu. Silnik równo mruczy — sam się o to staram, dbam o każdy podzespół jak tylko potrafię, ale bywa, że ostro dam jemu po garach, a ono dobrze się spisuje w najtrudniejszej trasie. Czasem włączam radio lub muzykę country, lubię, gdy towarzyszy w tle ciepłe nagranie. Lecz zawsze najważniejsze, czy silnik gra równo i kiedy koniec podróży — ja u celu stanę. Dalekie trasy, ciągle nowe miejsca, skupiona uwaga z obawy przed kraksą, ładunek sprawdzony — by się nie przemieszczał, a dla mnie kierownica, pedał gazu, klakson! Za oknem krajobrazy, drzewa mi migają, nowe wioski i miasta, a często ekrany. Gdy droga jest równa — to dopiero jazda! Ale — niestety — są jeszcze radary... Trzymam fason, nie łamie mnie byle przeszkoda, policjant wciąż nie jest mi bratem, a... kraską... Tachometr sprawdzony — gdzież moja swoboda? Czuję się kawalerzystą — konie mam pod maską. el.żukrowska Odpowiedz Link
seremine C.K. Norwid i Jan Lechoń o Adamie Mickiewiczu w... 26.11.13, 19:42 C.K. Norwid i Jan Lechoń o Adamie Mickiewiczu w rocznicę śmierci : 1. C.K. Norwid Coś ty zrobił Atenom, Sokratesie "...Coś ty uczynił ludziom, Mickiewiczu? Więc mniejsza o to, w jakiej spoczniesz urnie, Gdzie? kiedy? w jakim sensie i obliczu? Bo grób twój jeszcze odemkną powtórnie, Inaczej bedą głosic twe zasługi I łez wylanych dziś będą sie wstydzić, A lać ci będą łzy potęgi drugiej Ci, co człowiekiem nie mogli Cię widzieć..." 2. Jan Lechoń Śmierć Mickiewicza "Więc wtedy oni płakać zaczęli jak dzieci I szeptali z przestrachem: "Przed nami noc ciemna! Ten księżyc, który teraz nad Stambułem świeci Patrzcie, jaki jest inny niż ten nasz znad Niemna". A on w tej samej chwili myślał: "Jak to blisko! Słyszę pieśń, co śpiewano nad moją kołyską, Widzę zioła i kwiaty nad Świtezi tonią, I jeszcze tylko chwila, a dotknę je dłonią". Odpowiedz Link
jerzy_55 Re: ______WIERSZE_______jesiennie 26.11.13, 20:26 Chora na jesień... Zachorowałam... zachorowałam na jesień, na jesienną słotę, i niepogodę, i chłód niepokojący, i mrok wczesny, i wiatr zimnem przenikający, i chmurność i pochmurność, zachorowałam na jesień... na słabość, i ospałość, i ponuractwo, takie jesienne złapałam dziwactwo... na jesień zachorowałam... autor: Weronika Wer Odpowiedz Link
seremine Widziałem kruka. Mierzyliśmy się przez chwilę .. 28.11.13, 18:51 Widziałem kruka. Mierzyliśmy się przez chwilę wzrokiem szukając czegoś uchwytnego jednocześnie, jakiejś pozagatunkowej jedności, tego samego głodu burczącego w trzewiach wszystkim, głodu który zmusza szczęki i dzioby do wspólnej zachłanności życia. Jakby spłaszczone gardło grzechotnika zastygło ostatecznie nad nami patrzyłem na kruka a kruk patrzył na mnie a dookoła miasto kipiało w poranku, czułem jak dojrzewając przelewa się przez nieświadome niczego wiadukty, kipi na szynach, rozlewa się rozkołysanym echem trotuarów. Miasto rwało przez nasze spojrzenia brudnymi potokami ulic a na kółkach dymu już dyndali pierwsi nałogowi palacze tytoniu szurając pożółkłymi nogawkami o parapety parkingów i natychmiast wszędzie włączano wycieraczki, światła przeciwmgielne ale nic nie było widać, tylko zmrożone kły gwiazd kłapały, kłapały, tylko my z krukiem mierzyliśmy się jeszcze wzrokiem i on patrzył na mnie a ja patrzyłem na niego, ale to nie było już to samo. Wracałem do tego spojrzenia w stygnących sylwetkach starych ludzi, poprzez czarne nagłówki gazet, czyjaś gwałtowna śmierć tak samo potrafiła zatrzymać mnie na dłużej aż któryś z ostatnich gołębiarzy zdradził mi, że kruki żyją sto lat, zamieszkują ruiny starożytnych miast na skrajach pustyń i odtąd, gdy widuję kruka omijam jego spojrzenie, patrzę przez ramię na drugą stronę ciemnej ulicy, coraz śmielej sam zerkam w to, czego nie objęło Jego Słowo. Marek Sztarbowski Odpowiedz Link
jutta_t Re: ______WIERSZE________________ 29.11.13, 00:18 W łupinie marzeń Marzenia płyną łódką bywją jak łupina coż,chwilą czasem krótką lecz warte Kupidyna A jeśli w dal płyną nieznaną jakąś rzeką spojrzeniem złym czy drwiną bez marzeń tyś kaleką ... Dlatego niech przygarnie ramieniem dobra fala uśmiechnij się figlarnie odpłynąć nie pozwalaj... Bożena Czarnota Odpowiedz Link
mala200333 Re: ______WIERSZE________________ 29.11.13, 05:06 Najpiękniejsze piosnki Adam Asnyk Najpiękniejszych moich piosnek Nauczyła mnie dzieweczka, Mistrzem bowiem były dla mnie Harmonijne jej usteczka. Te usteczka brzmiały zawsze Jakąś piosnką świeżą, nową, Każdy uśmiech był melodią, Śpiewem było każde słowo. Wszystko o czym serce śniło, Wszystko, o czym nawet nie śni, Odbijało się w jej oczach I płynęło w słodkiej pieśni. Więc mnie zawsze przy jej boku, Wpatrzonego w jej oblicze, Kołysały śpiewne mary, Czarodziejskich brzmień słodycze. Czegom uchem nie dosłyszał, Tom z usteczek koralowych Sam ustami swemi chwytał. Odpowiedz Link
jerzy_55 Re: ______WIERSZE________________ 29.11.13, 19:02 Miłego wieczoru i dobrej nocy... Kiedy już siwa twa głowa William Butler Yeats Kiedy już siwa twa głowa, osnuta snem, zamyśleniem, Pochyli się nad kominkiem, weź w ręce tę książkę i czytaj, Czytaj powoli i wspomnij, jak niegdyś twój uśmiech rozkwitał, I wspomnij, jakim głębokim oczy mroczyły się cieniem. I wspomnij, jak wielu kochało uśmiech łagodny i jasny, Kochało — szczerze lub złudnie — czar, co radość twą zdobił. Lecz jeden człowiek miłował duszę wędrowną w tobie I wtedy miłował najbardziej, gdy w żalu twe oczy gasły. Schylając się nisko, nisko ponad tlejącym ogniskiem, Pomyśl, trochę ze smutkiem, o tym, jak miłość odeszła. Czy uleciała na skrzydłach, by w górach wysokich zamieszkać? Czy może twarz swą ukryła wśród gwiazd zamieci srebrzystej? Przełożył Zygmunt Kubiak Odpowiedz Link
mala200333 Juliusz Słowacki Stokrotki Miło po listku rwać 30.11.13, 18:58 Juliusz Słowacki Stokrotki Miło po listku rwać niepełną stokroć I rozkochanych słów różaniec cedzić, Miło przy ludziach było raz powiedziéć, Że się kochamy, i mówić po stokroć. Miło zabłądzić pod lipowe cienie Z kwiatkami w ręku – i patrząc ukradkiem, Wzajemnie mówić obrywanym kwiatkiem: Kochasz!… i pani kochasz mnie szalenie… Gdy nas różowa poróżniała sprzeczka, A zgody ciągłe zabraniały świadki, Pamiętasz, luba, jak te białe kwiatki, Jeden mówił: nie – a drugi: troszeczka. Dzisiaj samotny – dzisiaj bez nadziei Błądząc po skałach… wszystkie moje smutki Zbiegły się razem do białej stokrotki, Co była siostrą stokrotek w alei. Rwałem ją… listki leciały w błękicie Aż na jezioro, ze skały, gdziem siedział, I wiesz, co listek ostatni powiedział? Luba, że jeszcze kochasz mnie nad życie. Odpowiedz Link