Nazistowska przeszłość rodziny...

08.06.13, 17:28
- W Stanach rozmawiałam z żydowskimi studentami. Ich dziadkowie nie byli w stanie mówić o tym, czego doświadczyli w Europie w czasie Holokaustu. Pokolenie wnuków znalazło się w kuriozalnej sytuacji. Bo pomimo tego, że wywodzę się niejako ze strony nazistów, a oni ze strony żydowskich ofiar, to stoimy w obliczu tej samej ciszy w naszych domach - mówi w rozmowie z TOK FM Stefka Ammon, artystka, która wbrew rodzinie szukała prawdy o pokoleniu swoich dziadków.
"Mam niemiecki paszport i zawsze mi mówiono, że pochodzę z bardzo normalnej, powtarzam, 'bardzo normalnej' niemieckiej rodziny" - mówi w rozmowie z Cezarym Łasiczką Stefka Ammon. Dopiero w dorosłości odkryła prawdę o swojej rodzinie. Stworzyła instalację artystyczną, która jest próbą "tworzenia współczesnego języka, pozwalającego mówić o traumatycznych wydarzeniach wojennych pokoleniu ludzi młodych, niemających w pamięci tamtych wydarzeń". Jej wystawa zatytułowana "Podwójne wiązanie" właśnie została otwarta w Warszawie, w Galerii Studio. - Jestem zdenerwowana i ciekawa, jak zareagują Polacy - przyznaje.
    • black_jotka Re: Nazistowska przeszłość rodziny... 08.06.13, 17:29
      Stefka Ammon: Po pierwsze, dowiedziałam się, że mogłabym ubiegać się o litewski paszport, ponieważ mój dziadek po II wojnie światowej otrzymał paszport jako litewski wysiedlony. Za to moja mama urodziła się w Polskiej Rzeczypospolitej Ludowej w 1948 roku, jest zatem obywatelką polską. Jej rodzina wyemigrowała w 1957 roku.

      Pierwszy raz przyjechałam do Polski w 1986 roku. Wtedy nie zamierzałam zgłębiać rodzinnej historii. Miałam 16 lat i była to pierwsza próba zbliżenia się do moich korzeni. Aby dotrzeć do Polski, trzeba było przejechać przez NRD. Dla osoby z Niemiec Zachodnich przejazd z RFN do NRD był straszny, ta cała zimnowojenna atmosfera. Kiedy w końcu dotarliśmy do polskiej granicy, wszyscy uśmiechali się, byli bardzo sympatyczni. Polska zrobiła na mnie wielkie wrażenie. Wiem, że to brzmi bardzo poetycko, ale to była dziwna chwila. Czułam się, jakbym wracała do domu, do korzeni, choć dobrze wiedziałam, że niewiele mam wspólnego z Polską. W domu zawsze mówiło się po niemiecku. Czułam, że coś zaczęło we mnie drżeć. To było całkowicie emocjonalne i niezbyt racjonalne.
      • black_jotka Re: Nazistowska przeszłość rodziny... 08.06.13, 17:30
        - Kiedy miałam 11 lat, w szkole uczyliśmy się o wojnie i o Zagładzie. Pewnego razu, wracając ze szkoły do domu, pomyślałam, "zapytam mojego dziadka, bo może coś o tym wie". Poszłam do niego i zaczęłam wypytywać. Był zaskoczony. Zaczął dukać, coś w stylu: "no dobrze, jakby ci to, no ten tego...", i nagle zaczął opowiadać o swoim dzieciństwie na Litwie. Jednak to nie miało nic wspólnego z wojną, bo działo się w pierwszych latach XX wieku. Te miejsca otaczała jakaś magia, mitologia, ale nigdy w opowieściach dziadka nie łączyły się one z wojną. Nigdy przenigdy.

        Mój dziadek opowiadał mi o ryczącym ze strachu łosiu, którego pewnego razu zobaczył na krze dryfującej Niemnem. To bardzo mocna metafora. Myślę sobie, że może to mój dziadek był jak ten łoś dryfujący na krze, i że wprawdzie to on sam wszedł na tę krę, ale wtedy rzeka gdzieś go porwała, a on nie bardzo wiedział co robić. Myślę czasem, że czymś takim są życiowe koleje mojego dziadka.
        • black_jotka Re: Nazistowska przeszłość rodziny... 08.06.13, 17:31
          - Tak, to wszystko zaczęło łączyć się ze sobą, choć wciąż było sporo białych plam. Niektóre rzeczy sprawiały, że przechodziły mnie ciarki. Na przykład mój dziadek dał swojemu synowi, a mojemu ojcu, na imię Adolf. To było w 1942 roku i było bardzo nietypowe w tamtym czasie, nawet jak na Niemca. Znajomy sugerował, że nie musi tego robić, ale on się uparł. Pomimo tego nie chciałam przyjąć do wiadomości oczywistego faktu, że mój dziadek był nazistą i członkiem NSDAP.

          Nagle poczułam, że stąpam po cienkim lodzie. Wiedziałam, że moja rodzina ukrywa przede mną wydarzenia z przeszłości. Nie wiedziałam, co to jest, miałam różne teorie na ten temat.

          Moja rodzina była częścią wojny i czułam, że chcę się dowiedzieć więcej. Zdecydowałam, że muszę odwiedzić miejsca, w których mieszkali moi bliscy w czasie wojny, rozpoczynając od rodzinnej miejscowości mojego dziadka.
          • black_jotka Re: Nazistowska przeszłość rodziny... 08.06.13, 17:32
            - To wszystko działo się w mojej podświadomości. Pamiętam program, który obejrzałam w telewizji. To był film dokumentalny zatytułowany "Shoah" Claude'a Lanzmanna. Byłam przerażona, widząc miejsca, które odwiedził, i ludzi, z którymi rozmawiał. Pomyślałam, że te miejsca są tak blisko tych, w których mieszkali moi dziadkowie, a więc musieli o wszystkim wiedzieć. Jak mogli to przede mną ukrywać? Pamiętam, że opowiadali mi rożne historie, ale takie, w których to oni byli ofiarami.

            Byłam bardzo zdenerwowana, bałam się pojechać do tych miejsc, do Ostrołęki, Łodzi, Kowna. Bałam się, że mogę dowiedzieć się okropnych rzeczy o dziadku. Czy sprawią, że przestanę go kochać? Wprawdzie nie było go już - zmarł w 1990 roku, ale nawet 15 lat po jego śmierci miałam z nim bardzo silną więź. To było dla mnie bardzo trudne.
            • black_jotka Re: Nazistowska przeszłość rodziny... 08.06.13, 17:33
              - Dowiedziałam się, że był członkiem partii nazistowskiej. Ale chciałam wiedzieć, jak wyglądało ich życie na Litwie, czy byli bogaci, czy należeli do klasy średniej, a może byli robotnikami? Nie wiedziałam nawet tego, próbowałam odnaleźć jego zeznania podatkowe w archiwach. Czułam się jak mały nieuczciwy detektyw, który wściubia nos w intymne sprawy swojej rodziny. W czasie mojej pierwszej podróży do Ostrołęki, Łodzi i Kowna poznałam osoby, które pamiętają wojnę. Poruszyły mnie historie Polaków, którzy byli w Ostrołęce w czasie okupacji.

              Zrozumiałam, że sklep mojego dziadka nie był takim zwyczajnym przedsięwzięciem. Dziadek, od 1942 do 1944 roku, był właścicielem sklepu ze sprzętem w centrum Ostrołęki. Wcześniej myślałam, że to wszystko było lege artis, ale to oczywiste, że skoro to było w czasie okupacji, to z pewnością tak nie było. Właścicielem domu i sklepu był polski Żyd, który wtedy zapewne był już w obozie koncentracyjnym. Trwała wojna, to były inne czasy, ale jednak dziadek stanął po stronie nazistów i stał się częścią nazistowskiego systemu okupacyjnego w Polsce.
              • black_jotka Re: Nazistowska przeszłość rodziny... 08.06.13, 17:34
                W 2006 roku pojechałam do Stanów, gdzie wtedy żył 92-letni szwagier mojego dziadka. Wcześniej już poznałam tego naburmuszonego, nieukrywającego swoich antysemickich poglądów starca, i nie chciałam mieć z nim nic wspólnego. Ale podczas tej podróży pomyślałam, że skoro jest ostatnim żyjącym świadkiem wojennej historii mojej rodziny, to powinnam z nim porozmawiać. Starsi ludzie bardzo często otwierają się w rozmowach - tak było i teraz. Ni z tego, ni z owego powiedział mi, że jeden z braci mojego dziadka należał do dywizji SS Tottenkopf i pełnił służbę wartowniczą w obozie koncentracyjnym w Sachsenhausen.

                Przeżyłam ogromny szok, ale przecież podejrzewałam, że mogę trafić na coś takiego. To był właśnie ten cienki lód, po którym stąpałam. To o tym nie chcieli mi powiedzieć. Ale skoro jeden z braci pełnił służbę w obozie koncentracyjnym, to przecież musiał o tym rozmawiać z innymi. Zatem cała rodzina musiała wiedzieć. A przecież zawsze zaprzeczali, że Holokaust wyglądał tak, jak przedstawiała to opinia publiczna. Mówili: "Nie, tak nie było! To przecież propaganda! Niemcy nie są odpowiedzialni za śmierć tylu Żydów".

                Dla mnie był to rodzaj przejścia. To może brzmieć naiwnie i głupio, ale przecież istniała między nami emocjonalna więź. To była moja rodzina, to byli ludzie, których znałam i lubiłam. Nie było łatwo zaakceptować, że byli złymi ludźmi.
    • jerzy_55 Re: Nazistowska przeszłość rodziny...klamczucha.. 08.06.13, 17:40
      Cyttongue_outojechałam także do Łodzi, gdzie dowiedziałam się, że wysiedleni Niemcy, tacy jak mój dziadek, byli zakwaterowani w strasznych warunkach. Panowało przeludnienie, wszystko było bardzo źle zorganizowane. Opieka medyczna pozostawiała wiele do życzenia, jeden z synów dziadka zmarł na jakąś chorobę w wieku 5 lat. W Łodzi myślałam tak: "to była naprawdę trudna sytuacja, dziadkowie byli więc także ofiarami". I tak w myślach przechodziłam z jednej skrajności w drugą. Dziadkowie byli trybikami w wielkiej machinie systemu totalitarnego. Musieli w takich warunkach podejmować decyzje. Wydaje mi się, że to jest samo sedno tego systemu. Tak naprawdę nigdy nie masz wyboru i zawsze jesteś w pułapce.

      Ofiarami? Dziadkowie? A kto do cholery ten system stworzył! Niemcy! Niemcy!
      • jerzy_55 Re: Nazistowska przeszłość rodziny...klamczucha.. 08.06.13, 18:12
        Cyt:Bo to właśnie my, wnuki, możemy stanąć w obliczu trudnych faktów, przyjrzeć się sytuacji naszych dziadków i zmierzyć się z tym. Nie do nas należy wzajemne oskarżanie się ani osądzenie naszych krewnych. My mamy spojrzeć na nich i zobaczyć, co zrobili, za co są odpowiedzialni, jak wyglądało ich życie, albo co zrobili z nimi inni.

        Najlepiej wybielic.
    • jerzy_55 Re: Nazistowska przeszłość rodziny... 08.06.13, 18:13
      Po co denerwuje Polaków?
    • jerzy_55 Re: Nazistowska przeszłość rodziny... 08.06.13, 18:16
      I jeszcze jedno...

      "stoimy w obliczu tej samej ciszy w naszych domach"
      Z gruntu błędne założenie. To nie jest ta sama cisza.....jedna pełna bólu , inna pełna winy.
    • dunant Re: Nazistowska przeszłość rodziny... 09.06.13, 00:08
      Za miłość zapłacili życiem. Co najmniej kilkuset polskich robotników przymusowych zginęło w czasie II wojny światowej za bliskie kontakty z Niemkami. Egzekucje odbywały się często w wioskach. Rehabilitacji nie dokonano do dziś. Temat pozostaje tabu, a jego świadkowie niechętnie wypowiadają się na ten temat.
      • dunant Re: Nazistowska przeszłość rodziny... 09.06.13, 00:11
        Szacuje się, że w okresie od 1940 do 1943 roku gestapo dokonało od 700 do 1000 egzekucji polskich robotników przymusowych na terenie Niemiec jako karę za to, że kochali Niemki i utrzymywali z nimi kontakty intymne. Czasami padały zarzuty o gwałty. Czy do "przestępstwa" doszło naprawdę? Tego nazistowskie sądy nie badały, bo gestapo od razu im je odbierało i szybko kierowało do własnych placówek w "Reichssicherheitshauptamt" (RSHA), czyli w Głównym Urzędzie Bezpieczeństwa Rzeszy.
        Kończyło się to zawsze tak samo: Polak szedł pod mur, a Niemka trafiała do obozu koncentracyjnego, często w Ravensbrueck. Zdaniem Thomasa Muggenthalera, egzekucje miały być karą, ale również przestrogą dla innych Polaków. W tej sprawie zachowała się jedynie szczątkowa dokumentacja. Miejsce Pamięci Floessberg w Bawarii dysponuje pięcioma zdjęciami sceny powieszenia Polaka Juliana Majki, do którego doszło 18 kwietnia 1941 w Michelsneukirchen (Bawaria). Miejsce i ofiarę zidentyfikował dziennikarz Thomas Muggenthaler.
        • dunant Re: Nazistowska przeszłość rodziny... 09.06.13, 00:11
          Natomiast polski reżyser Marek Pawłowski dotarł do zachowanej na Słowacji taśmy z kilkuminutowym nagraniem sceny ukarania kochanków - Broni i Gerharda - ze wsi Steinsdorf na Śląsku Opolskim i opublikował ją we własnym filmie.

          Bronia i Gerhard

          Historia miłości Broni i Gerharda jest nietypowa, bo dotyczy polskiej kobiety i Niemca, co było raczej rzadkością. Spotkali się w Steinsdorf - wsi, która dziś nazywa się Ścinawa Nyska. Polska robotnica przymusowa zakochała się tam w niemieckim fornalu Gerhardzie. Ktoś ze wsi poinformował gestapo o ich miłości. Obydwoje zostali ukarani w "ceremonii pohańbienia", co zachowało się na filmie należącym dziś do Instytutu Śląskiego w Opolu. W workach, ogoleni na łyso i z szyldami zawieszonymi na szyi - "Jestem niemieckim zdrajcą" i "Jestem polską świnią" - musieli przejść boso przez wieś.

          Reżyser Marek Pawłowski wykorzystał nagrania we własnym filmie dokumentalnym, nad którym pracował kilka lat. Odnajdywał ludzi pamiętających dawne wydarzenia, przekonywał, by chcieli mówić. Także on potwierdza, że temat pozostaje tabu, bo nierzadko wiążą się z tymi historiami dalsze tajemnice, o których świadkowie i ich potomkowie niechętnie mówią do dziś.

          Miłosne tabu

          Jedni nie chcieli mówić, bo nigdy nie przyznali się do przeżyć swoim bliskim, inni, bo byli świadkami zbrodni lub znali sprawców i woleli to zatrzymać dla siebie. Owocem zakazanych miłości bywały także dzieci, z których wiele do dziś nie wie o swoim prawdziwym pochodzeniu.

          Do tabuizacji tematu przyczyniły się także niemieckie sądy po wojnie. Kiedy w latach 40-tych i 50-tych kobiety, które trafiły w wyniku miłości do Polaków do obozów koncentracyjnych, składały wnioski o uznanie za ofiarę politycznych prześladowań, sądy odmawiały im przyznania takiego statusu - jakby w obliczu powojennego niemieckiego prawa nadal były winne.

          Zbliżenie po czasie

          Muzeum Topografia Terroru we współpracy z innymi placówkami w Berlinie poświęca w tym roku temu tematowi cykl imprez. Miała już miejsce wystawa, odbył się również pokaz filmu Marka Pawłowskiego "Zakazana miłość" oraz spotkanie z publicystą Thomasem Muggenthalerem, który temu tematowi poświęcił wiele publikacji. Muggenthaler dziwi się, że ani w Niemczech, ani w Polsce temat nie został jeszcze szeroko zbadany przez historyków. Także Marek Pawłowski podkreśla, że większość ofiar nie została odpowiednio zrehabilitowana do dziś. Pamięć o ich losie to wyjątek.

          Tam, gdzie pamięć powróciła, dochodzi jednak do zbliżenia społeczności po dzisięcioleciach. - W polskich wioskach, gdzie niegdyś żyli Niemcy, powstaje coś jak wspólnota pamięci i jednoczy polską i niemiecką społeczność - zauważa Pawłowski. Powstają też pomniki dla polskich ofiar. Tak stało się w przypadku czterech bawarskich wsi, gdzie stracono Polaków (Zachenburg, Adlhofen, Wolfsdorf i Bodenstein).

          Róża Romaniec, Berlin

          (GK)
          • nefretete993 Re: Nazistowska przeszłość rodziny... 11.06.13, 03:23
            Bolesna prawda..
    • jutta_t 94 lata..jak to sie zbrodniarzom dlugo zyje.. 14.06.13, 18:16
      IPN będzie ustalał ewentualną rolę mieszkającego w USA Michaela Karkoca vel Mychajły Karkocia w zbrodniach Ukraińskiego Legionu Samoobrony w 1944 r., w tym w tłumieniu powstania warszawskiego. IPN deklaruje pomoc organom USA w gromadzeniu dowodów wobec 94-latka.
      Agencja AP podała, że w USA mieszka od 1949 r. nie niepokojony przez nikogo zbrodniarz wojenny, którego oddział dopuszczał się podczas II wojny światowej okrucieństw w Polsce. Według niej 94-letni Michael Karkoc mógł brać udział w tłumieniu powstania warszawskiego. Pochodzący z Ukrainy Karkoc, zatajając fakt służby w wojsku, wyemigrował w 1949 roku do USA. Amerykańskim władzom imigracyjnym powiedział, że w latach 1944-1945 przebywał w obozie pracy.
      • jutta_t Re: 94 lata..jak to sie zbrodniarzom dlugo zyje.. 14.06.13, 18:17
        wiadomosci.gazeta.pl/wiadomosci/51,114871,14104185.html?i=0
        bandyta, zbrodniarz..
Inne wątki na temat:
Pełna wersja