...świadek Rzezi Wołyńskiej...

14.06.13, 00:30

70. rocznica Wołynia...

Przyszli nad ranem. Najpierw wszystkich związali, a potem miarowo, po kolei, zaczęli mordować. Jedno uderzenie siekierą, jedna śmierć. Mężczyzna, kobieta, dziecko... Mija 70 lat od brutalnego mordu kilkudziesięciu tysięcy Polaków, którego dokonali ukraińscy nacjonaliści.Najpierw wszystkich związali, a potem miarowo, po kolei, zaczęli mordować. Jedno uderzenie siekierą, jedna śmierć. Mężczyzna, kobieta, dziecko... Mija 70 lat od brutalnego mordu kilkudziesięciu tysięcy Polaków, którego dokonali ukraińscy nacjonaliści.
    • dunant Re: ...świadek Rzezi Wołyńskiej... 14.06.13, 00:31
      Sejm czwartek 13 czerwca 2013. Posłowie stoczyli właśnie batalię o treść uchwały upamiętniającej ofiary Rzezi Wołyńskiej.
      Jednak niezależnie od tego, czy zbrodnia na Kresach Wschodnich była ludobójstwem (jak chcieli posłowie PiS), czy jedynie czystką etniczną (jak uważali ich koledzy z PO) przeszła do historii jak przejaw ksenofobii i podlewanej nacjonalizmem nienawiści. Oto opublikowana w marcowym „Newsweeku Historii” relacja Witolda Kołodyńskiego, ostatniego żyjącego świadka masakry we wsi Parośla.
      • dunant Re: ...świadek Rzezi Wołyńskiej... 14.06.13, 00:32
        Proszę dotknąć, proszę bardzo – Witold Kołodyński pochyla głowę i odgarnia siwe włosy na potylicy. Pod palcami daje się wyczuć wgłębienie w czaszce. Szerokie na sześć-osiem centymetrów i przynajmniej na jeden centymetr wklęsłe. Pierwsze skojarzenie: zupełnie jak skorupka jajka pęknięta od delikatnego uderzenia łyżeczką. Ale ten cios został zadany z całej siły siekierą. Tego uderzenia pan Witold miał nie przeżyć. Nie powinien go przeżyć. Miał wtedy 12 lat.
        – Miałem wesołe dzieciństwo – uśmiecha się pan Witold do swoich wspomnień. – Pamiętam kwiaty, kolory, zapachy, piękne łąki. W lasach rosły sasanki, ale nie zrywaliśmy ich, bo nauczyciel zabraniał, mówił, że są pod ochroną. A słowo nauczyciela było święte. Nazywał się Padło, surowy był, ale sprawiedliwy. Miał kijek z trzcinki, którym bił nas za przewinienia po rękach. Na przykład za nieodrobioną pracę domową. Do szkoły mieliśmy trzy kilometry, chodziliśmy w grupie, wszyscy koledzy z Parośli, było nas około dziesięciu. Szajka taka, dowodził Tadzik, wysoki, chudy. Tadzik przeżył. Też dostał siekierą.
        • dunant Re: ...świadek Rzezi Wołyńskiej... 14.06.13, 00:34
          Dzieciństwo skończyło się 9 lutego 1943 roku. Środek zimy, trzecia nad ranem, wszyscy we wsi spali. Tylko psy szczekały. Zaczęli walić do drzwi. Ojciec zerwał się, poszedł zobaczyć. Powiedział matce, że chyba jakieś wojsko. Witek i młodsza o trzy lata siostra Lila wskoczyli na ciepły przypiecek. Dobrze widzieli wchodzące „wojsko”.
          – Powiedzieli, że są sowieckimi partyzantami, że walczą z Niemcami. Ale kto by im tam uwierzył. Od razu było wiadomo, że Ukraińcy. Liczyliśmy, szesnastu, cały oddział. Dowodził wysoki, dobrze zbudowany mężczyzna w zielonej kurtce. Przez ramię miał przewieszony rzemień z rewolwerem naganem w kaburze. Pozostali byli uzbrojeni różnie. Karabiny, strzelby, za pasami siekiery i noże. W płaszczach, sukmanach, wyglądali jak rolnicy, a nie jak żołnierze. Wprowadzili sześciu jeńców, własowców, w kalesonach i koszulach, boso. Zamknęli ich w sypialni – opowiada pan Witold.
    • dunant Re: ...świadek Rzezi Wołyńskiej... 14.06.13, 00:37
      Ciała jeńców wskazały później na tożsamość sprawców. Ci kolaboranci rosyjscy pilnowali niemieckiego posterunku we Włodzimiercu, 15 kilometrów od Parośli. Zaatakował ich oddział Ukraińskiej Powstańczej Armii prawdopodobnie po to, by odbić przetrzymywanego tam działacza Organizacji Ukraińskich Nacjonalistów, pseudonim Dibrowa. Po walce banderowcy zabrali ze sobą sześciu Kozaków. Kilka godzin później jeńcy siedzieli już zamknięci w pokoju, w domu rodziców Witolda Kołodyńskiego.
      Parośla była zamożną osadą, lecz niewielką. Mieszkało w niej 27 polskich rodzin, dlatego napastnicy sterroryzowali wszystkich bez trudu. Dotkliwie pobili ojca Witka za to, że nie chciał powiedzieć, gdzie trzyma słoninę. Widząc, co się dzieje, Witek próbował uciec, zerwał się z pieca, wyskoczył z chaty prosto w głęboki śnieg, chciał biec. Ale na podwórzu dopadł go jeden z Ukraińców, zaczął okładać pięściami, wybił dwa zęby, przywlókł z powrotem do izby.
      I wtedy się zaczęło.
      • dunant Re: ...świadek Rzezi Wołyńskiej... 14.06.13, 00:39
        – Jeden z nich zapytał mamę, czy mamy siekierę. Wziął tę siekierę i poszedł do drugiego pokoju. Zaczęli wprowadzać tam Rosjan po kolei. Co który wszedł, to słychać było tylko taki głuchy odgłos i więcej nic, cisza. Zastanawiałem się, co oni tam robią, podłogę rąbią? A on rąbał ich. Tak po prostu. Ciała leżały jedno na drugim – wspomina pan Witold.
        Potem kazali Kołodyńskim się położyć. Musimy was związać, mówili, żeby Niemcy nie ukarali was za pomoc partyzantom. No więc Kołodyńscy się położyli na podłodze bez dyskusji. Rodzice, dziadek obok babci, dalej stała kołyska z 1,5-roczną Bogusią. Lila z prawej strony, Witek z lewej.
        Momentu uderzenia nie pamięta. – Ocknąłem się po jakimś czasie, głowa mnie bolała. To cud, że nie zacząłem jęczeć, bo oni jeszcze byli w domu. Czekałem, byłem sparaliżowany strachem, udawałem nieżywego. Wtedy usłyszałem, jak mama odezwała się płaczliwym głosem. Ukrainiec podszedł, zamachnął się siekierą, rąbnął i zapanowała cisza. Potem trącali nas butem, sprawdzali, czy żyjemy. Nie wiem, jak to się stało, że wytrzymałem, że nie próbowałem uciekać. Sam nie wiem – kręci głową.
        Podniósł się, gdy usłyszał, że odjeżdżają saniami. Widok był przerażający. Wszędzie krew, martwi rodzice, babcia, dziadek. Obok stos zarąbanych Rosjan. – Wtedy zobaczyłem, że Lila się rusza. Zapytałem: „Lila, ty żyjesz?”. „A dlaczego miałabym nie żyć” – odpowiedziała. Nie wiedziała, co się stało. Dlaczego włosy ma takie posklejane.
        – Bardzo chciało mi się pić, ale żeby pójść do kuchni, musieliśmy przejść po ciałach naszych bliskich – mówi pan Witold. Z trudem wraca do tych wspomnień. Pamięta, że ojciec leżał z siekierą wbitą w głowę, piękny warkocz mamy był odcięty. Bogusia żyła jeszcze przez chwilę. Nie mogli jej pomóc, dostała obuchem w czoło, umierała na rękach Lili. Zginęła również ich starsza, 16-letnia siostra Alina, która przebywała u sąsiadów, w innym domu w Parośli.
        Noc spędzili w zimnej chacie, w ciemności, nasłuchując wycia psów. Rano usłyszeli kroki w skrzypiącym śniegu, jakieś głosy na podwórzu. – Wrócili po nas – szepnęła Lila. Przerażeni wcisnęli się na piec chlebowy, zaciągnęli zasłonkę. Lila zaczęła się modlić. Ktoś wszedł do domu. Za zasłonkę na przypiecku powoli wsunęła się lufa karabinu. Potem zobaczyli mundur, hełm. Niemcy. Sprawdzali dom po domu, obejście po obejściu, jeden z nich robił zdjęcia. W każdym gospodarstwie ten sam scenariusz. Skrępowane ofiary, rany od uderzeń siekierą. W jednym z domów niemowlę przybite bagnetem do stołu. W rozchylonych ustach niedojedzony ogórek, wciśnięty przez oprawcę.
        • dunant Re: ...świadek Rzezi Wołyńskiej... 14.06.13, 00:40
          Przeżyło pięcioro dzieci. Niemcy odjechali, a one stały w śniegu ranne, zakrwawione. – Po nas przyjechał kuzyn z Antonówki, ale nie chcieliśmy jechać. Mówiliśmy, że zostaniemy. Ciotki nas namawiały, aż wreszcie się zgodziliśmy. Więcej do rodzinnego domu nie wszedłem – przyznaje pan Witold. Jego przygarnęła rodzina Przybyszów z kolonii Antonówka, Lila trafiła pod opiekę do bezdzietnych Swobodów. Zajęli się nimi lekarze. Pan Witold pamięta nazwiska: doktor Niedbalski i doktor Konarski. Opatrzyli im pęknięte kości czaszki, za złoto załatwili leki od Niemców.
          Wkrótce potem Niemcy spalili całą wymarłą wieś. Ponoć dlatego, że zatrzymywali się w niej partyzanci. Ciała ofiar spoczęły we wspólnej mogile na posesji Jezierskiego, obok gospodarstwa Kołodyńskich. W sumie 173 osoby. Nad nimi drewniany krzyż.
          • dunant Re: ...świadek Rzezi Wołyńskiej... 14.06.13, 00:42
            Wizyta w Parośli wstrząsnęła Witoldem. Po jego rodzinnej osadzie nie pozostał ślad. Tylko gdzieniegdzie małe kopczyki – rozkopane, odsłaniały potłuczone kafle z pieców. Albo wgłębienia, które niegdyś były studniami. Gospodarstwo Kołodyńskich stało tuż przy lesie. Niedaleko domu był sad, przy drodze studnia. Przez te wszystkie lata po masakrze drzewa wzięły we władanie pustą przestrzeń, siedlisko zarosło. Wśród sosen widać jeszcze tu i ówdzie zdziczałe jabłonie i grusze. – To miejsce pozostawia w człowieku niemiłe wrażenie – opowiada Krzysztof Krzywiński. – Czuć, że wydarzyło się coś złego. Jest jakiś strach, nie da się długo tam wytrzymać. Kiedyś jechałem tamtędy z osobą ze stowarzyszenia na mogiłę pomordowanych. Gdy skręciłem w drogę prowadzącą do Parośli, poprosiła, żebym się zatrzymał. Powiedziała, że się boi, że czuje dziwny niepokój – dodaje.
            Sumienie i pamięć o zbrodni musiały dręczyć mieszkańców okolicznych wiosek. W 1974 roku Ukrainiec Antin Kowalczuk postawił na mogile Polaków betonowy krzyż. Na jego podstawie wyrył napis, że mieszkańcy Parośli zginęli z rąk ukraińskich nacjonalistów. Litery wycinał ostrym narzędziem w miękkim betonie głęboko, jak piętno winy, by nie dało się ich zatrzeć.
            Gdy pani Stanisława, żona Witolda, zobaczyła krzyż, wiedziała, czego brakuje: nazwisk ofiar. Od tej pory robiła wszystko, by załatwić zgodę na umieszczenie na mogile tablicy z listą zamordowanych Polaków. Wydeptywała ścieżki do urzędów, pisała nawet do samego prezydenta. Ciągle jednak miała wrażenie, że porusza drażliwy temat. Jakby urzędnicy bali się, że polskie nazwiska na mogile mogą urazić Ukraińców. Ale nie odpuściła. Przygotowała tablicę. Za swoje. A dotacja od prezydenta pomogła postawić pomnik Kresowian we Wschowie. Na tym obelisku wypisano wszystkie ważniejsze wschodnie miejscowości. To takie małe ojczyzny wschowian.
            Tablica z nazwiskami pomordowanych rodzin stoi na mogile w Parośli. – Obok zakopałam butelkę z listą zabitych – dodaje pani Stanisława. – Na wszelki wypadek, gdyby komuś przyszło do głowy zniszczyć tablicę.
            • dunant Re: ...świadek Rzezi Wołyńskiej... 14.06.13, 00:43
              BOHATER CZY MORDERCA
              A pamięć o zbrodni jest żywa. Tym bardziej że wciąż żyją zbrodniarze. Jednego z nich Krzysztof Krzywiński spotkał we Lwowie cztery lata temu, w setną rocznicę śmierci Stepana Bandery. Oprowadzał wycieczkę i akurat trafił na marsz członków UPA, którzy w ten sposób czcili pamięć ojca ukraińskiego ruchu nacjonalistycznego. W tłumie wypatrzył staruszka w mundurze z oznaczeniami pierwszej sotni. – Podchodzę, pytam, czy brał udział w ataku na Włodzimierzec. Odpowiada, że tak, rozmawiamy chwilę o tej akcji – wspomina Krzywiński. – Więc drążę dalej, czy jego oddział szedł przez Paroślę. On potwierdza, ale widzę, że jest zmieszany, od razu ucina temat. Koniec rozmowy.
              Morderców udało się namierzyć dzięki panu Witoldowi. Pomogła jego opowieść. Zwrócił na nią uwagę prof. Grzegorz Motyka, historyk z Instytutu Studiów Politycznych Polskiej Akademii Nauk. – Czytałem tę relację i tknęło mnie, że do Parośli przyprowadzono sześciu Kozaków, których następnie zabito w domu Kołodyńskich. Skojarzyłem, że przecież identyczną liczbę jeńców dzień wcześniej pojmał we Włodzimiercu oddział UPA dowodzony przez Perehiniaka – przyznaje.
              Hryhorij Perehiniak to ukraiński bohater, dowódca pierwszej sotni UPA, symbol ofiarnej walki o wolność Ukrainy. Ofiarnej, bo oddał za nią życie. Ukraińskie podręczniki podkreślają, że poległ w potyczce z Niemcami 22 lutego 1943 roku, ale jednocześnie pomijają jego udział w masakrze w Parośli, która rozpoczęła rzeź Polaków na Wołyniu – zauważa prof. Motyka.
              • dunant Re: ...świadek Rzezi Wołyńskiej... 14.06.13, 00:45
                Gdy Perehiniak padł w niemieckiej zasadzce, 12-letni Witek z obandażowaną głową pomagał mieszkańcom Antonówki przygotowywać się na ukraińskie ataki. Kopał schrony, pośredniczył w zdobywaniu uzbrojenia. – Niemcy handlowali z nami, za jajka i masło sprzedawali nam broń po Rosjanach. Mieliśmy nawet karabin maszynowy – wspomina.
                Wiedzieli, jaki los może ich spotkać. Masakra w Parośli ruszyła lawinę, strach było zapuszczać się poza osadę. W nocy z 26 na 27 marca Ukraińcy zabili co najmniej 180 polskich mieszkańców Lipnik, 23 kwietnia z rąk bojówkarzy UPA zginęło w Janowej Dolinie około 600 osób. Dlatego uzbrojeni mężczyźni nocą w Antonówce pilnowali gospodarstw, kobiety i dzieci spały w głębokim schronie. Witek zwoził je furmanką z domów spoza Antonówki do ziemianki. – Bałem się, ale co miałem zrobić? Sierota, do tego ranny, nie miał się kto za mną wstawić. Wysyłali mnie, to jechałem. Gdyby mnie Ukraińcy wtedy ubili, nikt by się nawet o mnie nie upomniał – przyznaje.
                Ten strach zagnieździł się w nim na stałe. Bał się, że mordercy jego rodziny dowiedzą się, że przeżył, że przyjdą po niego. – Gdy Ukraińcy zaatakowali Antonówkę, było już lato. Leżałem w schronie, skulony pod ścianą, słuchałem strzałów i krzyków, patrzyłem na kobiety, które obok mnie płakały i tuliły dzieci. A ja byłem sam, nikt się mną nie interesował. Nigdy wcześniej tak się nie bałem jak wtedy, byłem bardziej przerażony, niż kiedy Ukraińcy mordowali nas w domu – zamyśla się pan Witold.
                • dunant Re: ...świadek Rzezi Wołyńskiej... 14.06.13, 00:46
                  Samoobrona odparła atak banderowców, choć kolonia poszła z dymem. Pozbawieni dachu nad głową Polacy poszli na stację kolejową, gdzie czekał na nich pociąg z pustymi wagonami. Tak trafili do Niemiec, na przymusowe roboty. Za sobą zostawili Wołyń, spalone rodzinne miejscowości i groby bliskich. Przeżyli.
                  Śnią mi się czasem Parośla, Antonówka, mordercy. Dobrze pamiętam ten potworny strach – zawiesza głos Witold Kołodyński. I dodaje po chwili – Tak naprawdę boję się do dziś.

                  PS. W Sejmie udało się wypracować jednolitą treść uchwały. Zbrodnie nazwano czystką etniczną o znamionach ludobójstwa.
                  • dunant Re: ...świadek Rzezi Wołyńskiej... 14.06.13, 00:47
                    https://www.newsweek.pl/bins/Media/Pictures/b7/b7a7/b7a7e3892781440bb8e1932cbe24f023.jpg
        • seremine Re: ...świadek Rzezi Wołyńskiej... 04.07.22, 23:55
          UPA to bandyci
      • jane_doe_hej Re: ...świadek Rzezi Wołyńskiej... 27.09.16, 21:31
        Horror..bydleta.
    • nefretete993 Re: ...świadek Rzezi Wołyńskiej...dziś.. 14.06.13, 00:59

      Wołyńskie rachunki
      Do Parośli inaczej jak furmanką czy traktorem dotrzeć się nie da. Bo i po co? Wsi już nie ma. Siedemdziesiąt lat temu Ukraińcy wymordowali mieszkańców, ale nikt nie pamięta, kto konkretnie i jak to było. Pamięć ludzka chce być krótka. Zwłaszcza pamięć sąsiadów.


      Kobiety przestały po grzyby chodzić, bo znajdowały ludzkie szczątki rozwleczone po lesie. W ogóle po wojnie ludzie z sąsiedniej Żółkini bali się tu przychodzić. We wsi gadali, że tam, gdzie była Parośla, zamieszkały diabły. – Bali się ludzie albo chcieli zapomnieć czym prędzej – mówi Hanna Stratonowna Kowalczuk, wdowa po Antonie.

      Anton któregoś dnia, jeszcze za sowieckiej władzy, wstał jakiś nieswój i zamiast do kołchozu poszedł do lasu. Wyrżnął z sosny wielki krzyż, konia do wozu zaprzągł i zawiózł tam, gdzie leżą pomordowani Polacy. Jak krzyż postawił, to i jakoś mniej straszno się zrobiło. Jakby diabły wreszcie sobie poszły. Później Anton ten krzyż malował, miejsce kaźni ogrodził, wszystko za swoje. Do dziś stoi, choć Anton umarł trzy lata temu.

      Raport specjalny: Newsweek Historia

      Ludzi tu już nie ma, tylko dzików dużo, bo stare drzewa owocowe wciąż rodzą. Kiedy na wiosnę kwitną, las jest jak z bajki – jabłonie, wiśnie, mirabelki, czeremcha. Teraz wszystko pod śniegiem, ale jesienią rozłożysta grusza na skraju lasu znów uroni owoce na drogę. Zaraz za nią jest kurhan, wszystko co z chaty Michniewiczów zostało. To był pierwszy dom we wsi.
      • nefretete993 Re: ...świadek Rzezi Wołyńskiej...dziś.. 14.06.13, 01:02
        Między polską Paroślą a ukraińską Żółkinią były podmokłe łąki z soczystą, prawie czarną bagienną trawą. Ukraińcy z Żółkini i Polacy z Parośli razem pasali tam krowy. Jak to sąsiedzi. Łąk już nie ma, las zabrał. No i Parośli nie ma.

        Hanna pamięta ten poranek. Matka wyszła przed chatę, spojrzała ponad linię drzew, nie dojrzała dymu z kominów Parośli. Powiedziała: – Nie ma już Parośli.

        Hanna bardzo się wtedy bała. Jak to – nie ma? Czuła, że dzieje się rzecz straszna. Coś takiego w twarzach dorosłych dookoła było. Niby blisko, a tak daleko. Teraz zimą, tam gdzie Anton postawił krzyż, trzeba jechać wozem albo saniami. Nic innego nie przebrnie. Może traktor, ale tych w Żółkini mało, bo bieda.

        1.
        Kto jeszcze pamięta w Żółkini, co się stało w Parośli? Pamięta Jurij Dmitrowicz Bondaruk, na którego we wsi wołają dziadek Jura, Andriej Tomacho, który po wojnie ożenił się z Polką, stary Afanasij, no i Hanna Stratonowna.
        • nefretete993 Re: ...świadek Rzezi Wołyńskiej...dziś.. 14.06.13, 01:05
          Młodzi wiedzą tyle, co ze szkoły. Że na Wołyniu były rzezie – UPA zabijała Polaków, a Armia Krajowa i polscy kolaboranci Ukraińców. O ukraińskich esesmanach i żandarmach tyle tylko, że na koniec zdezerterowali i poszli do UPA wyzwalać ojczyznę.

          Ci z samej Żółkini wiedzą jeszcze to, co Anton na krzyżu wyrżnął toporem: 9 lutego 1943 r. ukraińscy nacjonaliści zamordowali w Parośli 170 Polaków. Starzy pamiętali więcej, ale o Parośli opowiadać nie chcieli.

          Najpierw zaraz po wojnie do Żółkini wkroczyło NKWD. Za współpracę z UPA zabrali parę osób. A może za Paroślę? Tego dziś nikt nie pamięta albo pamiętać nie chce. Przez długie lata Związku Sowieckiego słowa „upowiec” i „banderowiec” były najgorszą obelgą, synonimem hitlerowskiego kolaboranta. Każde dziecko się tego w szkole uczyło. A starzy milczeli.

          Kiedy 20 lat temu narodziła się Samostijna Ukraina, ogłoszono pojednanie polsko-ukraińskie i starzy z Żółkini znów milczeli.
          • nefretete993 Re: ...świadek Rzezi Wołyńskiej...dziś.. 14.06.13, 01:07
            Jarosław Michajłycz, wiceszef administracji rejonowej z siedzibą we Włodzimiercu, z wykształcenia historyk i były nauczyciel, sam nie wie, jak z tą Paroślą było. Pamięta, że czytał o sotni niejakiego „Korobki” Hryhorija Perehijniaka, która 7 lutego 1943 r. stoczyła we Włodzimiercu potyczkę z niemieckim posterunkiem i uszła w lasy.

            To ważna data – Ukraińcy uważają, że to była pierwsza bitwa wołyńskiej UPA z Niemcami.

            Czytaj też: Prezydent nie zaprotestuje przeciw Banderze

            Sotnia też ważna – historycy jej właśnie przypisują wymordowanie dwa dni później Polaków z Parośli.

            Michajłycz upiera się, by osobiście ruszyć na miejsce. Chce posłuchać wspomnień świadków w Żółkini, organizuje furmankę, by przebić się przez zaspy do Parośli.

            Wspomina, jak to sam przez polsko-ukraińskie problemy o mało z posady nie wyleciał, gdy we Włodzimiercu w 60. rocznicę tej pierwszej bitwy UPA ludzie z Kijowa zawiesili tablicę na rynku. Na tablicy napisano: „Pamięci Ukraińców pomordowanych w czasie okupacji przez niemieckich faszystów i polskich szucmanów [policja pomocnicza – przyp. red.]”.

            Michajłycz w nocy poszedł i ściernym papierem starł tych „polskich szucmanów”. Dziś mówi: – Dobrze zrobiłem, przecież polskiej okupacji u nas nie było. Historykiem jestem, to wiem.

            Najpierw Michajłycz prowadzi do miejskiego muzeum. Niech kustosz powie, co wie. W dwóch pokoikach muzeum miejskiego są drewniane pługi i kamienne żarna, jest też gablotka na część UPA. Replika munduru, niemieckie podkute wojskowe buciory i zardzewiała pepesza. Dalej podobna ekspozycja poświęcona partyzantce sowieckiej. Na koniec o okolicznym bogactwie leśnej zwierzyny.
            • nefretete993 Re: ...świadek Rzezi Wołyńskiej...dziś.. 14.06.13, 01:08
              Kustosz Anton Dorofiejewicz mówi, że o sotni „Korobki” wiadomo z całą pewnością trzy rzeczy: 7 lutego rozbija we Włodzimiercu posterunek, 22 lutego dowódca ginie w potyczce z Niemcami, a 29 lutego sotnia zostaje rozbita przez czerwoną partyzantkę.

              Kustosz wie jeszcze jedno. W ludobójstwie Polaków z Parośli nie brała udziału miejscowa ludność. – Mimo prowadzonej na Wołyniu szowinistycznej polityki przedwojennej Polski ludzie żyli tu w zgodzie. Jak dobrzy sąsiedzi – zapewnia.

              3.
              W Żółkini o żadnym „Korobce” nikt nie słyszał. Człowiek nie nasz, nie stąd. Za to dziadek Jura pojedzie furmanką do Parośli, pokaże i co pamięta, opowie. W roku 1943 miał sześć lat.
              • nefretete993 Re: ...świadek Rzezi Wołyńskiej...dziś.. 14.06.13, 01:11
                – Tamtego dnia wyszli z lasu wielką kupą, ze stu, może dwustu. Obdarci, w skóry pozawijani, w łapciach, jak dzicy. Mieli siekiery, dzidy, noże, kilku pistolety i strzelby, nawet baby szły z nimi. Uciekłem do domu ostrzec matkę – opowiada.
                – UPA?
                – A kto ich tam wie, UPA czy nie UPA, Wszystkich wtedy po lasach było pełno – czerwonych, bulbowców, upowców... Ludzie mówili na nich po prostu – zbrojni. Wzięli kilku chłopaków ze wsi na przewodników i ruszyli na Paroślę.

                Przewodników? A może wspólników? Ilu – dziesięciu, stu? Co tam w Parośli robili? Dziadek Jura broni się: – A kto ich tam wie. Ja sześć lat miałem.
                W każdym razie ci, co poszli, potem we wsi opowiadali, co było. Leśni oszukali Polaków, że są czerwoną partyzantką i kazali dać sobie jeść. Prowadzili ze sobą kilku kozaków z SS, wziętych do niewoli we Włodzimiercu. Ich pierwszych zarąbali siekierami. Później kazali się Polakom powiązać nawzajem. Mówili, że gdy Niemcy przyjdą, to będą mogli powiedzieć, że partyzantów nie karmili, że siłą wzięli, co chcieli. Jak już wszyscy się powiązali, zaczęła się rzeź. Jednego po drugim zarąbali siekierami i motykami, zakłuli nożami, pocięli kosami przekutymi na sztorc i piłami do drewna. Było tam kilku Ukraińców – parobków z innych wsi. Zbrojni z lasu modlić się im kazali. Jak zobaczyli, że klęczą na dwa kolana i żegnają się z prawa na lewo, znaczy prawosławni – puścili. Po ukraińsku wtedy na Wołyniu każdy Polak umiał, a po polsku Ukrainiec. Tylko modlili się ludzie inaczej.

                4.
                Andriej Tomacho przez pół życia starał się sam sobie to wszystko wytłumaczyć...

                Andriej miał żonę Polkę. Maria urodziła się pod Chełmem, została wysiedlona w 1946 r. podczas akcji „Wisła”, bo miała ojca Ukraińca. Jeszcze za sowieckiej władzy często z żoną rozmawiali o Parośli, o tym, co się stało na Wołyniu, i o tym, co się stało pod Chełmem. Sami ze sobą gadali, bo w Żółkini to nie był temat do rozmów.
                • nefretete993 Re: ...świadek Rzezi Wołyńskiej...dziś.. 14.06.13, 01:13
                  W 1943 r. Andriej miał pięć lat. Przyjaźnił się z rówieśnikiem z polskiej osady Wydymer. U jego ojca, Piotra, pasał gęsi. W lutym 1943 r. zobaczył, że ich rodzina jedzie przez Żółkinię na wielkim wozie pełnym dobytku.
                  – Pan Piotr, co się dzieje? – zapytał.
                  – Nic nie wiesz? Wasi chłopcy wyrżnęli Paroślę. Nie ma tu już dla nas Polaków życia.
                  – Ale dokąd wy teraz?
                  – Na stację kolei do Antonówki i byle dalej.

                  Pewnie trafili do Rzeszy. Bo Niemcy uciekinierów w Antonówce pakowali w wagony i wywozili na roboty. W lutym, później na wiosnę, a najwięcej latem, kiedy na całym Wołyniu zaczęła się rzeź.

                  Andriej pamięta, jak ludzie z Żółkini gadali, że ta sotnia, co szła z Włodzimierca, wysłała w kierunku Parośli dwóch konnych na zwiad. Konni nie wrócili. Leśni uznali, że to Polacy z Parośli ich zabili. – Tak musiało być – upiera się Tomacho. – Wokół Żołkini i pobliskiej Antonówki tyle polskich osad było – Wydymer, Terebunia, Sunia, Perespa... I tylko tę Paroślę wyrżnęli.
                  Z Parośli uratowało się kilkanaście osób. Opowiadali, jak było. Sotnia szła, żeby mordować, a miejscowi byli z nimi. Zanim doszli do Parośli, zamordowali kilku Polaków z Wydymera, którzy rąbali w lesie drzewo. Pod sam Wydymer też podeszli, ale tam więcej wojskowych osadników było, w boju zaprawionych, z karabinami. Cofnęli się. Jednak Andriej o tym wiedzieć nie chce. Powtarza: – Gdzie indziej nie rżnęli. Tylko w Parośli. Przez tych zwiadowców. Przecież jakaś przyczyna być musi. Niemożliwe coś takiego bez żadnej przyczyny!
                  • nefretete993 Re: ...świadek Rzezi Wołyńskiej...dziś.. 14.06.13, 01:14
                    Jarosław Michajłycz nad zbiorową mogiłą w Parośli decyduje, że trzeba się pomodlić. Jest drewniany krzyż Antona i dwie tablice. Jedna postawiona za prezydenta Kuczmy tuż przed wizytą Aleksandra Kwaśniewskiego, druga – z nazwiskami ofiar – przez Polaków, którzy byli tu kilka razy.

                    Michajłycz jako osoba oficjalna jest zadowolony, że wszystko tu zadbane. Klepie dziadka Jurę po plecach: – Dobrze, że wy z Żółkini nadal dbacie o wszystko. To byli przecież wasi sąsiedzi – żyliście w przyjaźni, zanim to się stało! Czyż nie?

                    Później ciągnie: – Nikt nie wie, skąd ta sotnia przyszła i dokąd zmierzała. O tym „Korobce” też w sumie nic nie wiadomo. W każdym razie na pewno nasi w tym udziału nie brali. Nie sąsiedzi.

                    6.
                    Hanna Stratonowna, wdowa po Antonie, który w Parośli krzyż postawił, mieszka sama w wypucowanej na błysk chacie. Wnuki rozjechały się po Ukrainie i świecie. Dzieci rzadko ją odwiedzają. Najbardziej martwi się, że jak jej męża nie stało, to nikt nie będzie dbał o krzyż i mogiłę w Parośli. Mówi: – Byli tu Polacy. Antona znaleźli, bo ciekawi byli, kto krzyż zrobił. Później takie piękne paczki nam przysłali. Ale Anton nie dla paczek wokół tej mogiły chodził. Jak u nas grodzili cmentarz, to wyprosił od przewodniczącego kołchozu siatkę i drut, i pojechał do Parośli grodzić tę polską mogiłę.Teraz tego nikt nie powie, bo go w encyklopediach opisali, ale wtedy niejeden wilkiem patrzył – po co on tam grodzi, kosi, sprząta, nie lepiej zapomnieć?
                    • nefretete993 Re: ...świadek Rzezi Wołyńskiej...dziś.. 14.06.13, 01:16
                      W osiemdziesiątych latach, za pieriestrojki, Anton przekonał nawet przewodniczącego kołchozu, żeby dzieci z Żółkini do Parośli wozić, o historii im opowiadać. Mówił, że pamiętać trzeba. Później – za wolnej Ukrainy – nie było już wycieczek. Najpierw kołchoz się rozpadł, a później zrobił się problem z UPA i sowieckimi partyzantami – kto dobry, kto zdrajca. Historię trzeba było pisać od nowa. Nie wszystko się teraz w niej mieści. Jak Parośla ma się pomieścić, skoro ci, co ją wyrżnęli, to pierwsza sotnia wolnej Ukrainy?
                      – Hanno Stratonowna, to po co Anton ten krzyż stawiał?
                      – Wierzący był. Do cerkwi w każdą niedzielę chodził. Modlił się przed ikoną rankiem i o zachodzie. Mówił, że trzeba o Paroślę dbać, żeby choć trochę grzech odkupić.
                      – Jaki grzech?
                      – Nasz grzech. Mówił, że wielki grzech jest na nas. On pamiętał.

                      7.
                      Afanasij ma 93 lata. Jego o 30 lat młodsza żona mówi, że nie ma sensu z nim gadać, bo nie pamięta, co wczoraj było, a co dopiero 70 lat temu. Mówi też, że nie ma co w tej Parośli grzebać. Nic z tego dobrego nie będzie. Afanasij o Polakach jej opowiadał. Że bogaci byli. Dzieci z Żółkini czekały w każdą niedzielę, kiedy będą jechać do Włodzimierca albo do Antonowki do kościoła. Mężczyźni w oficerkach, z wyglansowanymi cholewami, kobiety w kapeluszach, córki w białych podkolanówkach. Rzucali dzieciom cukierki.

                      Afanasij słucha zadumany. Głowę w uszance jak ptak przekrzywił. Słyszy? Rozumie? Drzwi do izby otwiera – na kredens stojący naprzeciw meblościanki z czasów Breżniewa. Pokazuje palcem wypaczone drzwiczki i szuflady meblościanki, a potem kredens. Mebel dębowy, bogato zdobiony, z witrynami z rżniętego szkła. Tu wszystko nadal pasuje co do milimetra.

                      – Polski – mówi Afanasij. – Po sąsiadach z Parośli.
    • nefretete993 Re: ...świadek Rzezi Wołyńskiej... 15.06.13, 02:42
      Tam było piekło..
    • rawik-is-me Re: ...świadek Rzezi Wołyńskiej... 15.06.13, 08:02
      Agnieszka Lichnerowicz: W polskim Sejmie wybuchła kolejna awantura o rocznicową uchwałę mającą uczcić ofiary rzezi wołyńskiej. Część posłów domaga się, aby jasno nazwać masakry Polaków ludobójstwem, i chce uchwalenia specjalnego dnia pamięci męczeństwa Kresowian.

      Norman Davies, historyk, Uniwersytet Londyński: Cała ta awantura jest oczywiście niepotrzebna. Moim zdaniem należy patrzeć na tę sprawę z wielu perspektyw. Te masakry wołyńskie i galicyjskie, bo to nie obejmowało jedynie Wołynia, to część większego problemu. To nie jest prawda, że tylko Polacy byli ofiarami ataków i masakr. Na przykład kilka lat temu odbyła się wielka dyskusja dotycząca zbrodni w Jedwabnem. Dlaczego wtedy nie mówiło się o Wołyniu? Przecież to jest podobne zjawisko. Sąsiedzi, ludzie, którzy mieszkali obok siebie przez wiele lat, nagle napadają i okrutnie mordują.

      Miałem w Londynie przyjaciela Ukraińca. On był ofiarą odwrotnej masakry, czyli Ukraińców przez grupę Polaków. Natomiast został uratowany przez Polaków, przez Armię Krajową, która wypędziła tę bandę. To jest bardzo skomplikowana historia. Nie wolno pozwolić na to, aby jedna strona miała pretensje, że jest jedyną ofiarą, i iść dalej w kierunku określenia "ludobójstwo". Oczywiście Polacy byli ofiarami. To więcej niż masakra - to były czystki etniczne, których celem było przejęcie ziem zachodniej Ukrainy przez Ukraińców. Na początku II wojny światowej te ziemie były wielonarodowe: byli Polacy, byli Ukraińcy, byli Żydzi. Każda z tych grup przeżyła straszne rzeczy. Nie wolno wyjmować jednej z nich i mówić jedynie o jej krzywdach. Trzeba też połączyć to, co się działo na Wołyniu i Galicji Wschodniej, z tym, co się działo po wojnie, czyli operacją "Wisła" - czystkami etnicznymi prowadzonymi przez polski rząd przeciwko niewinnym Ukraińcom. W dużej mierze dotknęło to ludzi (np. Łemków), którzy nie bardzo czuli się Ukraińcami. To jest wszystko jeden problem.
    • rawik-is-me Re: ...świadek Rzezi Wołyńskiej... 15.06.13, 08:06
      W 2013 r. mija 70. rocznica masowych zbrodni popełnionych przez Ukraińską Powstańczą Armię (UPA) na ludności polskiej na Wołyniu i w Galicji Wschodniej. Kulminacja zbrodni nastąpiła 11 lipca 1943 r., gdy oddziały UPA zaatakowały ok. 100 polskich miejscowości.

      Dla polskich historyków tzw. rzeź wołyńska z lat 1943-44, która swoim zasięgiem objęła także tereny południowo-wschodnich województw II Rzeczypospolitej, była ludobójczą czystką etniczną, w której zginęło ponad 100 tys. ofiar (są też szacunki liczące ok. 120-130 tys. ofiar). Dla badaczy z Ukrainy zbrodnia ta była konsekwencją wojny Armii Krajowej z UPA, w której wzięła udział ludność cywilna. Ukraińcy podkreślają, że w czasie II wojny światowej obie strony popełniały zbrodnie wojenne, ponieważ polska partyzantka podejmowała akcje odwetowe. Strona ukraińska ocenia swoje straty na 10-12, a nawet 20 tys. ofiar, przy czym część ofiar zginęła z rąk UPA za pomoc udzielaną Polakom lub odmowę przyłączenia się do sprawców rzezi.
    • rawik-is-me Re: ...świadek Rzezi Wołyńskiej... 15.06.13, 08:12
      koczkodanka
      Niestety Pan Profesor Davies wpisał się tą wypowiedzią w polityczny kontekst.
      I jak widać bliska jest mu filozofia "a u was murzynów biją" . W tym jest bardzo polski, czyli tak, zdarzały nam się zbrodnie na Żydach ale oni sami byli sobie winni.
      To co Ukraińcy zrobili Polakom na Wołyniu wyczerpuje znamiona ludobójstwa wg definicji ONZ i żadne zaczarowywanie rzeczywistości, przywoływanie haniebnej polityki II RP wobec mniejszości ukraińskiej, ani pożal się boże "polska racja stanu" tego faktu nie zmienią.
      I to mówię ja, córka chłopca spod Łucka, który z całą rodziną uciekł przed zbrodniami Ukraińców, dzięki ukraińskiemu sąsiadowi i przeżył wojnę w wiosce Przebraże. Ich sąsiedzi nie mieli tyle szczęścia.
    • rawik-is-me Re: ...świadek Rzezi Wołyńskiej... 15.06.13, 08:14
      dezyd wczoraj Oceniono 6 razy 0
      Polska przed wojną miała swoje "zasługi" we wzbudzaniu nienawiści Ukraińców: burzenie cerkwi, palenie domów, bicie chłopów przez policję. To jednak coś innego niż mordowanie -i to w wyjątkowo okrutny sposób - ponad 100 tys. ludzi tylko z powodu przynależności etnicznej. To nie było ludobójstwo (a w Katyniu podobno było, gdzie skala tragedii była nieporównanie mniejsza i wcale nie chodziło o kryteria etniczne!)? Przecież dokładnie odpowiada to definicji. A dla Daviesa byłoby ok dopiero wtedy, gdyby Polacy dali się mordować jak baranki, nie sięgając do odwetu - o czymś w końcu świadczy proporcja liczbowa ofiar. Akcja WISŁA to było działanie wyjątkowo humanitarne na tle tych wszystkich zaszłości i w dodatku konieczne, bo uratowało życie tysięcy ludzi po obu stronach...
      • black_jotka Re: ...świadek Rzezi Wołyńskiej... 20.06.18, 23:06
        To byly czystki etniczne!
    • jutta_t Re: ...świadek Rzezi Wołyńskiej... 18.06.13, 17:18
      Ludobojstwo...
      • jane_doe_hej Re: ...świadek Rzezi Wołyńskiej... 27.09.16, 21:51
        Tak ludobojstwo.
    • mala200333 Re: ...świadek Rzezi Wołyńskiej... 07.12.16, 05:22
      Teraz ten wredny naród stawia na piedestale tych morderców.
    • seremine Re: ...świadek Rzezi Wołyńskiej... 05.02.18, 15:23
      Straszne
    • black_jotka Re: ...świadek Rzezi Wołyńskiej... 20.06.18, 23:05
      Potwornosc....bandyci nie wojownicy o wolnosc...
    • seremine Re: ...świadek Rzezi Wołyńskiej... 26.03.19, 14:08
      Straszne
    • mala200333 Re: ...świadek Rzezi Wołyńskiej... 21.05.19, 22:33
      Straszne...
Inne wątki na temat:
Pełna wersja