.... TAK SOBIE .......

    • jutta_t Re: .... TAK SOBIE ....... 27.07.18, 19:28
      Eksperyment został przeprowadzony przez zespół naukowców z Moskwy oraz słynnego Uniwersytetu Princeton. Spośród 300 osobników, dwie samice odzyskały funkcje życiowe po kilkudziesięciu tysiącach lat. To pozwoliło badaczom wysnuć wniosek, że organizmy wielokomórkowe są w stanie przetrwać w warunkach kriokonserwacji.

      Przełomowe odkrycie może być znaczące w pracach z dziedziny kriogeniki, również w odniesieniu do organizmów ludzkich.

      Oba nicienie, które zostały przywrócone do życia, pochodzą z Syberii i wygląda na to, że są najstarszymi zwierzętami żyjącymi na Ziemi.
    • jutta_t Re: .... TAK SOBIE ....... 27.07.18, 21:29

      kikuł
      8 min. temu

      Czyżby pani Sobecka była w ciąży i z obawy że że względu na wiek oraz wady płodu będzie zmuszona przez partnera do aborcji?
    • jutta_t Re: .... TAK SOBIE ....... 27.07.18, 21:38
      Setki nazwisk na liście zaginionych po pożarach w Grecji. W tym 9-letnie bliźniaczki
      Sophia i Vasiliki - to dwie dziewięcioletnie bliźniaczki, które razem z setką innych osób zaginęły po pożarach w Grecji. Ojciec w telewizji apeluje o pomoc w ich znalezieniu. Jest zdesperowany, szukał nawet w kostnicy.
    • seremine Re: .... TAK SOBIE ....... 28.07.18, 01:01
      Tasiemiec bąblowcowy to jeden z wielu gatunków tasiemca, którym może zarazić się człowiek. Jest on jednak szczególnie niebezpieczny. Jego jaja stosunkowo łatwo mogą dostać się do naszego organizmu, a larwy są bardzo trudne do usunięcia. Choroba jest efektem m. in. niemycia owoców przed spożyciem.
    • seremine Re: .... TAK SOBIE ....... 28.07.18, 04:17
      Dziś nie ma potrzeby używania inwektyw, zastępuje je jednoznacznie słowo : PIS.
    • seremine Re: .... TAK SOBIE ....... 28.07.18, 16:58
      Książę Monako wraz z żoną uświetnili galę Czerwonego Krzyża w Monte-Carlo. Ona miała na sobie srebrną, obcisłą suknię, on założył biało-czarny garnitur z czerwoną muszką. Posągowa księżna była bardzo smutna..
      • seremine Re: .... TAK SOBIE ....... 28.07.18, 17:03
        towarzyskie Marty Kaczyńskiej z pewnością zalicza się do skomplikowanych i barwnych. Pomimo ogromnego zamiłowania do nauk Kościoła, które tak ochoczo bratanica prezesa PiS deklaruje w swoich felietonach, Kaczyńskiej nie udało się dotrzymać obietnic złożonych przed ołtarzem.

        Pierwszy związek Marty z Piotrem Smuniewskim, któremu przed Bogiem ślubowała miłość i wierność, rozpadł się z powodu cudzołóstwa, którego owocem jest pierwsza córka Kaczyńskiej, Ewa. Ślub został unieważniony.

        Drugie małżeństwo Kaczyńska zawarła z Marcinem Dubienieckim, który popularność zyskał dzięki malwersacjom finansowym. Niestety, ten związek również skończył się rozwodem. Na szczęście przy drugim związku Marta była rozsądniejsza i nie zaplanowała ślubu kościelnego.

        W myśl przysłowia "do trzech razy sztuka", Marta Kaczyńska zdecydowała się na trzecie zamążpójście. Jej wybrankiem jest Piotr Zieliński, któremu lada moment urodzi dziecko.

        Jak udało się dowiedzieć Pudelkowi, Marta Kaczyńska wyszła za mąż w sobotę, 28 lipca. Niestety, jak donosi nasze źródło, para musiała zadowolić się jedynie ślubem cywilnym, ponieważ papiery unieważniające ślub kościelny Kaczyńskiej ze Smuniewskim wciąż nie dotarły z Watykanu.

        Myślicie, że tym razem obietnica "nie opuszczę aż do śmierci" będzie miała jakąś wartość?
        • seremine Re: .... TAK SOBIE ....... 28.07.18, 17:04
          Co za zakłamanie...
    • seremine Re: .... TAK SOBIE ....... 28.07.18, 17:06
      To ta co umoralnia wszystkich ? Haha , 3 mąż , dzieciaki nie wiadomo kogo , a co niedziele za rączkę do kościóła, wstydu nie ma i po wyborze nowego partnera chyba tez honoru brak.
    • jutta_t Re: .... TAK SOBIE ....... 28.07.18, 19:15
      https://scontent.fatl1-1.fna.fbcdn.net/v/t1.0-9/37594928_10155722732462475_6334038706659262464_n.jpg?_nc_cat=0&oh=8df75bd844db36488dc21d6f9def0a36&oe=5BCC8BFA
    • jutta_t Re: .... TAK SOBIE ....... 28.07.18, 20:13
      Oszuści wykorzystują duplikaty kart SIM do okradania kont bankowych

      Historie kilku poszkodowanych osób opisuje Niebezpiecznik. Modus operandi złodziei wygląda tak:

      oszust udaje się do salonu operatora i — podając się za swoją ofiarę — prosi o wydanie duplikatu karty SIM;
      operator po zweryfikowaniu tożsamości wydaje duplikat, a następnie dezaktywuje oryginalną kartę;
      oszust wykorzystuje kartę z numerem telefonu ofiary do włamu na jej konto bankowe i wykonanie przelewu (autoryzacja SMS).

      Oszuści nie mają żadnych skrupułów i zazwyczaj zerują konta swoich ofiar. Z konta jednego z poszkodowanych wyparowało kilkaset tysięcy złotych.

      Na szczęście część tego typu historii kończy się happy endem. Pracownik mBanku w jednej z omawianych sytuacji skontaktował się z klientem, gdy zauważył zlecenie przelewu na dużą kwotę. Nie wiadomo jednak, w ilu sytuacjach poszkodowani nie odzyskali pieniędzy. Wiadomo natomiast, że w tym roku doszło do przynajmniej kilku tego typu kradzieży. W różnych częściach Polski.
      • jutta_t Re: .... TAK SOBIE ....... 28.07.18, 20:15
        Realnie oszuści potrzebują jedynie loginu i hasła do konta bankowego oraz numeru telefonu ofiary

        Zdobycie danych do logowania jest łatwiejsze niż może się wydawać. Po zainstalowaniu oprogramowania szpiegowskiego na komputerach w jakimś miejscu publicznym (np. lobby hotelowe) można liczyć na to, że ktoś w końcu zaloguje się na swoje konto bankowe.

        Wiadomo, że przynajmniej jeden z oszustów posłużył się mechanizmem odzyskiwania hasła, który wymagał jedynie podania trzech stosunkowo łatwych do odnalezienia danych.

        Po wykradzeniu loginu i hasła wystarczy zalogować się na konto, aby uzyskać dostęp do nazwiska, adresu zamieszkania i innych danych, które mogą posłużyć do wyrobienia fałszywego dowodu osobistego lub podrobionego upoważnienia notarialnego. Nie jest to trudne, bo "kolekcjonerski dowód osobisty" można w Polsce kupić od ręki.

        Kolejnym krokiem jest zdobycie numeru telefonu. Ten może być łatwy do wyciągnięcia po zalogowaniu się na konto bankowe (choć akurat w przypadku mojego banku jest ukryty). Jeśli nie, pewnie wystarczyłoby chociażby odnaleźć ofiarę na Facebooku, a następnie wyciągnąć numer od jednego ze znajomych, podając się za cichego wielbiciela. Sprawdzenie, w jakiej sieci jest zarejestrowany numer telefonu, jest już tylko formalnością.
        ADVERTISING
        inRead invented by Teads

        I to w zasadzie wszystko, co jest potrzebne do uzyskania duplikatu karty SIM. No, prawie wszystko.
        Trzeba też uwzględnić czynnik ludzki

        W opisywanych przez Niebezpiecznika sytuacjach zawiniła też nieskrupulatność pracowników salonów operatorów. W jednym przypadku numer dowodu osobistego na upoważnieniu notarialnym nie pokrywał się z prawdziwym numerem, a notariusz, który rzekomo wystawił dokument, w ogóle nie istnieje.

        Niemniej jeden z poszkodowanych zdaje się nie żywić urazy do operatora. Rozumie, że ten — zgodnie z procedurami — wydał duplikat temu, kto okazał dokument tożsamości. Większym problemem zdaje się być to, jak łatwo jest fałszywy dokument zdobyć.
        Z drugiej jednak strony rozwiązanie problemu zdaje się być banalnie proste

        W każdej z wymienionych sytuacji wystarczyłoby, by w chwili wyrobienia duplikatu karty SIM pracownik zadzwonił pod wskazany numer.
        REKLAMA

        Łatwo w ten sposób sprawdzić, czy klient ma telefon z tym numerem przy sobie. Jeśli natomiast powodem wyrobienia duplikatu jest np. kradzież, osoba po drugiej stronie raczej nie odebrałaby telefonu i nie upierała się, że to ona jest właścicielem numeru.

        Może nie byłoby to 100-procentowe zabezpieczenie przed takimi oszustwami, ale z pewnością pomogłoby w znacznej liczbie przypadków.
        Jedna z ofiar na własnej skórze przekonała się, jak łatwo jest zdobyć duplikat karty

        Wydanie duplikatu wiąże się z dezaktywacją oryginalnej karty SIM. Jedna z pokrzywdzonych osób akurat przebywała za granicą, podczas gdy jej telefon był używany przez córkę. Gdy numer został wyłączony, ta skontaktowała się z operatorem i poprosiła o wydanie duplikatu. Zdobyła go bez żadnych trudności.

        W tym konkretnym przypadku operator w krótkim odstępie czasu dwukrotnie (!) wydał duplikaty kart SIM osobom, do których numer nie należał.
        REKLAMA

        Warto odnotować, że duplikat karty SIM może posłużyć nie tylko do włamu na konto bankowe. Dysponując kartą z numerem telefonu dałoby się np. odzyskać hasło do konta e-mail i tym samym do każdego konta internetowego, które jest na dany adres zarejestrowane.
        Co zrobić, gdy padniesz ofiarą oszustów?

        Jak wspomniałem, po wydaniu duplikatu oryginalna karta zostaje wyłączona. Niemożność wykonania i odbierania połączeń może być więc pierwszym objawem tego, że ktoś właśnie aktywował duplikat karty.

        W takiej sytuacji należy niezwłocznie skontaktować się z bankiem oraz operatorem. Najlepiej w tej kolejności.

        Dobrym pomysłem jest też też ustawienie powiadomień o dokonywanych transakcjach w aplikacji bankowej. Trzeba się jednak liczyć z tym, że po dezaktywacji karty powiadomienie dotrze tylko w zasięgu sieci Wi-Fi.
    • jutta_t Re: .... TAK SOBIE ....... 28.07.18, 20:39
      Wybitny rosyjski pisarz Władimir Wojnowicz zmarł w wieku 85 lat - poinformowali jego bliscy w nocy z piątku na sobotę. Jego najbardziej znanym dziełem była powieść "Życie i niezwykłe przygody żołnierza Iwana Czonkina", a także antyutopia "Moskwa 2042".
    • jutta_t Re: .... TAK SOBIE ....... 28.07.18, 20:40
      Wystawa wierszy i rysunków Zbigniewa Herberta zostanie otwarta sobotę w Galerii Plenerowej Muzeum Łazienki Królewskie. Ekspozycja została przygotowana z okazji przypadającej 28 lipca 20. rocznicy śmierci poety.
      • jutta_t Re: .... TAK SOBIE ....... 28.07.18, 20:41
        Jury pod przewodnictwem Kwame Anthony'ego Appiah wskazało 13 pozycji wybranych spośród 171 zgłoszonych do wyróżnienia tytułów. Książki te ukazują czasem "świat na krawędzi, poruszając skrajne temat niewolnictwa i rasy, ekologii, zaginięć, przemocy, doświadczenia uwięzienia, traumy oraz nieraz dramatycznej pierwszej, młodzieńczej miłości". Jak podkreśla Appiah, wszystkie nominowane książki to dystopie, powieści, które "zakłóciły nasz sposób myślenia o rzeczach, o których wiedzieliśmy, i zmusiły nas do myślenia o rzeczach, o których nie mieliśmy pojęcia, że istnieją". Man Booker Prize for Fiction to jedno z najbardziej prestiżowych wyróżnień literackich na świecie.
        • jutta_t Re: .... TAK SOBIE ....... 28.07.18, 20:42
          Najnowsza powieść najsłynniejszego pisarza japońskiego Harukiego Murakamiego "Killing Commendatore" została uznana przez cenzorów w Hongkongu za "nieprzyzwoitą". Książka musi zawierać ostrzeżenia i będzie sprzedawana wyłącznie osobom pełnoletnim.
          • jutta_t Re: .... TAK SOBIE ....... 28.07.18, 20:42
            "Killing Commendatore", najnowsza powieść japońskiego pisarza Harukiego Murakamiego, została ocenzurowana w Hongkongu. Powieści nadano "klasę II", przeznaczoną dla "materiałów nieprzyzwoitych". Oznacza to, że dzieło będzie mogło trafić na księgarniane półki wyłącznie w specjalnych okładkach, na których znajdzie się informacja, że treść jest nieodpowiednia dla osób poniżej 18. roku życia.

            "Killing Commendatore" miała swoją premierę w lutym 2017 roku. W Stanach Zjednoczonych ukaże się w październiku, miesiąc później trafi do Wielkiej Brytanii. W księgarniach w Hongkongu powieść będą mogły wypożyczyć wyłącznie osoby pełnoletnie.

            Przeciwko decyzji cenzorów protestują internauci - już ponad dwa tysiące osób podpisało petycję w sprawie zmiany oznaczenia wydanego książce.
            • jutta_t Re: .... TAK SOBIE ....... 28.07.18, 20:43
              "Stało się, zrobiłam laleczkę prokuratora Piotrowicza i wbijam w nią szpilki. Jego dni są policzone..." - taki wpis zamieściła na Facebooku pisarka Maria Nurowska. Skomentowała go Agnieszka Holland.
              • jutta_t Re: .... TAK SOBIE ....... 28.07.18, 20:43
                Maria Nurowska nie kryje się ze swoją niechęcią do obecnej władzy. Często daje upust swojemu rozczarowaniu. Rzadko jednak robi to taki sposób, w jaki skomentowała działania Stanisława Piotrowicza, przewodniczącego sejmowej Komisji Sprawiedliwości i Praw Człowieka i byłego prokuratora w czasach PRL.

                "Stało się, zrobiłam laleczkę prokuratora Piotrowicza i wbijam w nią szpilki. Jego dni są policzone..." - napisała w poście.
    • jutta_t Re: .... TAK SOBIE ....... 28.07.18, 20:44
      Post wywołał ożywioną dyskusję. Zaangażowała się w niego m.in. Agnieszka Holland, pisząc: "Marysiu, ja to zrobiłam w młodości 2 razy, za każdym razem ze skutkiem śmiertelnym. Obiecałam sobie i mojej córce, ze już nigdy żadnego voodoo nie wykonam. Jestem przeciwna karze śmierci!". Holland także nie przebierała w słowach, pisząc o Piotrowiczu jako o "perwersyjnym pomyśle Kaczyńskiego". "Jego skuteczny żarcik: żeby przy pomocy komunistycznej kanalii poniżyć jeszcze bardziej demokracje. Prokurator P. nie myśli sam, to tępe narzędzi" - napisała.

      "Jest bardzo skuteczny, zamordysta, to co on wyprawia w Komisji Sprawiedliwości, nie ma na to określenia. Poza panną Wassermann nikt z nich nie jest tak bezczelny,a przez to skuteczny. Więc ja jestem za laleczką voo-doo, nie musi od razu zabijać, wystarczy mały wylew i paraliż" - odpowiedziała jej pisarka.

      Większość komentarzy pod postem pisarki jest przychylna pomysłowi. "Niestety, jeszcze trochu pożyje i dalej będzie szkodził.. A później uda się na sowitą emeryturę" - brzmi jeden z nich. "To się dzieje natychmiast, albo bardzo powoli, ale dolegliwie! Nauczyła mnie tego specjalistka!" - odpowiedziała na to Nurowska. W kolejnym wpisie potwierdziła zrobienie laleczki voodoo.
      • jutta_t Re: .... TAK SOBIE ....... 28.07.18, 20:45
        Goszka PU
        To nie jest rozsądne i niczemu nie służy. Bezproduktywne. Ale czasem bezsilność ludzka powoduje taką frustrację. Ja to rozumiem.
    • jutta_t Re: .... TAK SOBIE ....... 28.07.18, 21:13
      Przyjaciółka Meghan Markle została aresztowana. Grozi jej 20 lat więzienia
      28-letnia Loujain Al-Hathloul przebywa w areszcie od dwóch miesięcy. Powodem jest to, że głośno domagała się zwiększenia praw kobiet w Arabii Saudyjskiej.
      • jutta_t Re: .... TAK SOBIE ....... 28.07.18, 21:14
        "Krzyknął imię córki, ale jej nie było, i wtedy zaczął się horror". Ratowniczka z Łeby ujawnia szczegóły swojej pracy
        Wbiegliśmy do wody. Widziałam tę dziewczynkę, która nie może złapać oddechu. Ojciec rzucił się za nią w morze, a za ojcem chłopiec. Widziałam, jak rączka tej dziewczynki znika. Ciało wypłynęło dopiero na drugi dzień – opowiada Iza, 26-letnia ratowniczka medyczna, która codziennie pilnuje bezpieczeństwa na plaży w Łebie.
    • jutta_t Re: .... TAK SOBIE ....... 28.07.18, 21:18
      Dwunastu odważnych: odtajniona historia konnych żołnierzy. Amerykanie w walce z Al-Kaidą próbowali wszystkiego
      Po zamachach z 11 września 2001 r. Amerykanie wysłali do Afganistanu oddział specjalny, by wspólnie z siłami Sojuszu Północnego walczyć z talibami. Przybysze musieli pokonać nie tylko wzajemną nieufność i bariery kulturowe, ale także nauczyć się od walczących konno mudżahedinów trudnej sztuki przetrwania w pustynnych realiach.
      • jutta_t Re: .... TAK SOBIE ....... 28.07.18, 21:19
        Na podstawie książki Douga Stantona powstał film "Dwunastu odważnych" z Chrisem Hemsworthem w roli głównej

        Nieznany epizod z historii walki z terroryzmem stał się tematem książki "Dwunastu odważnych" Douga Stantona, która trafiło niedawno do polskich księgarń.
        • jutta_t Re: .... TAK SOBIE ....... 28.07.18, 21:19
          16 października 2001 r.

          (…) W obozie Dostuma Amerykanie przedstawili się jako "Baba Daud", co znaczy Brat Dave (czyli po prostu Dave Olson), był to wysoki, barczysty mężczyzna, który obnosił się z rzadką, długą brodą; "Baba J.J." ( J.J. Sawyer), miał siwiejący zarost i jakby błędne, zaniepokojone spojrzenie, wyglądał na nieco starszego; oraz "Baba Mike" (Mike Spann), który sprawiał wrażenie najmłodszego – miał krótkie blond włosy, był szczupły, blady, muskularny i na pierwszy rzut oka silny.

          Jak dowiedział się Mohakek, ci trzej mężczyźni pracowali dla amerykańskiej CIA. Generał poczuł zawód, że nie ma wśród nich żołnierzy; mieli broń, ale nie byli wojskowymi, to wiedział na pewno. Zauważył, że spędzają wiele czasu przy komputerach podłączonych do małych, składanych czarnych anten, które wyglądały jak pajęczyny z plastiku. Mieli ze sobą także pliki dolarów wielkości cegły, schowane w nylonowych workach; Mohakek zgadywał, że to część zapłaty dla Atty Muhammada Nura, podwładnego Fahima Chana. Atta miał kupić za nie żywność i amunicję dla swoich ludzi. Sam Chan obozował w swej siedzibie ponad 340 km na południe, we wsi Barak niedaleko Kabulu.

          Dwa dni wcześniej człowiek o nazwisku Gary Schroen, szef innego zespołu CIA, który niedawno dotarł do wioski Chana, przekazał opornemu wodzowi 1,3 mln dol. w gotówce. (W Afganistanie działały dwa odrębne zespoły CIA; zespół Baby J.J. i Baby Davida z Dehi odpowiadał przed Schroenem). Schroen rzucił pieniądze zawinięte w nylonowy worek na stół, ale żaden z ludzi Chana nie wyciągnął po nie ręki, jak gdyby gotówka nie miała dla nich żadnego znaczenia.
          • jutta_t Re: .... TAK SOBIE ....... 28.07.18, 21:19
            Kiedy jeden z ludzi Chana w końcu podszedł je zabrać, otworzył szeroko oczy ze zdumienia, bowiem okazało się, że nie docenił ciężaru worka i musiał porządnie się zaprzeć, żeby go unieść. Schroen spojrzał na gospodarzy z rozbawieniem w oczach.

            Chan miał niskie mniemanie o amerykańskich żołnierzach; po kilku dekadach walk u boku Masuda nie wierzył, że Amerykanie mogą nauczyć Afgańczyków czegoś nowego jeżeli chodzi o zabijanie i zwalczanie najeźdźców, którzy zalali ich kraj. Niemniej pieniądze skłonią go do zmiany zdania. Nurowi zależało z kolei na amerykańskich pociskach, kocach i bombach, ale przede wszystkim pragnął szacunku ze strony amerykańskiego wojska.

            Na początku października, gdy na cały Afganistan zaczęły spadać amerykańskie bomby (które trafiały jedynie w piasek i od czasu do czasu w jakiś talibski bunkier), Atta wpadł w taką wściekłość, że ogłosił, iż ze skutkiem natychmiastowym przerywa wszelkie działania wojenne, dopóki Amerykanie nie przedyskutują z nim swoich zamiarów.

            Atta wiedział, że niecelne bombardowania jedynie wzmacniają morale talibów. Słyszał, jak szydzili z Amerykanów przez radio. Równocześnie jego ludzie zaczynali wątpić, czy Stany Zjednoczone podchodzą do całej sprawy na poważnie.
            Część jego żołnierzy, należących do tadżyckich sił podlegających wcześniej Masudowi na północy, stacjonowała we wsi trzydzieści kilometrów od Mazari Szarif. Atta był przekonany, że zdołaliby opanować miasto, gdyby tylko Amerykanie zrzucili bomby na wskazane przez nich cele. Ale Pentagon zignorowała Attę Muhammada Nura i jego ludzi.

            Na początku października USA ograniczały się wyłącznie do kampanii lotniczej. Jako że Pentagon nie miał w terenie ludzi, którzy mogliby wiarygodnie identyfikować i namierzać talibskie pozycje, nie zamierzał polegać na słowie jednego tadżyckiego bojownika. W pewnym momencie pozbawione wsparcia powietrznego oddziały Atty zostały rozbite i pięciu jego ludzi wpadło w ręce talibów. Pobito ich, narzucono im pętle na szyje, a następnie przywiązano do zderzaka półciężarówki i ciągnięto aż skonali. Atta, człek bogobojny, który modlił się do Allaha pięć razy dziennie, był przybity z powodu ich śmierci i uważał, że dałoby się jej uniknąć, gdyby Amerykanie zapewnili mu wsparcie. Był zażenowany, że nie zdołał nakłonić USA, aby zwróciły swą potęgę przeciwko wrogom jego umęczonych żołnierzy.

            Niemniej kilka dni wcześniej otrzymał wieści, które poprawiły mu nastrój. Rząd Stanów Zjednoczonych postanowił przerzucić do Afganistanu znakomicie wyszkolonych ludzi, biegłych w działaniach na tyłach wroga. Uznał, że będą potrafili naprowadzać lotnictwo na talibskie cele. Atta pragnął spotkać się z nimi osobiście.
            • jutta_t Re: .... TAK SOBIE ....... 28.07.18, 21:20
              Jednakże przez kolejne nowiny wpadł w szał: okazało się, że nie będzie mu dana współpraca z tymi ludźmi. Miast tego mieli oni trafić do obozu Dostuma. Od ponad dwudziestu lat, od czasu radzieckiej inwazji w 1979 r., Dostum był jego zaprzysięgłym wrogiem. Atta uważał Uzbeka za najzwyklejszego oportunistę.

              W czasie sowieckiej okupacji Dostum nawet walczył dla Rosjan, bowiem strzegł złóż ropy i gazu w rodzinnym Szeberganie przed atakami partyzantów. Dostum kochał alkohol, kobiety i taniec; nie był bogobojnym muzułmaninem. Ateizm komunistów w najmniejszym stopniu mu nie przeszkadzał. Wierzył w siłę. Uważał, że w tym pełnym niepewności, brutalnym regionie, tylko z niej wyrastają bezpieczeństwo i pomyślność.

              Gdy Dostum zrozumiał, że zbliża się nieuchronny koniec marionetkowego rządu popieranego przez Sowietów, porzucił swoich patronów i razem z Masudem podniósł broń przeciwko walącej się władzy w Kabulu. Teraz, gdy Atta dowiedział się, że nie otrzyma amerykańskiej pomocy w walce z talibami, zagroził, że siłą przejmie zrzucane przez lotnictwo zaopatrzenie przeznaczone dla sił Dostuma. Atta traktował tę groźbę absolutnie poważnie, choć wiedział, że może przypłacić ten atak życiem.

              Gorące swary pomiędzy watażkami nieustannie wprawiały Babę J.J. w Alamo i jego szefa, Gary’ego Schroena, w konsternację. Próbując ratować sytuację Dostum, urodzony dyplomata, zapewnił Attę, że podzieli się z nim połową wszelkiej pomocy otrzymanej od Amerykanów.
              • jutta_t Re: .... TAK SOBIE ....... 28.07.18, 21:20
                Atta wziął jego słowa za dobrą monetę. Jego nerwy ukoiła też paczka sprezentowana przez J.J., w której wdzięczny obdarowany znalazł ćwierć miliona dolarów amerykańskich. Ogłosił, że pieniądze zostaną spożytkowane na jedzenie, odzież i broń dla jego ludzi.

                Dodał również, że odwoła atak na amerykańskie zrzuty z zaopatrzeniem. Miał walczyć z Dostumem, ale ramię w ramię, przeciwko talibom.

                Tymczasem mniej więcej czterysta kilometrów dalej na północ, w bazie K2 na terenie Uzbekistanu, pułkownik John Mulholland zwołał zespół Mitcha Nelsona (dwunastu posępnych, krzepkich facetów ubranych w mundury w jasnobrązowym kamuflażu i dokerki) przy śmigłowcu i zakomunikował:

                – Możecie nie wrócić z tej misji żywi.

                Nelson po prostu cieszył się z faktu, że opuszcza K2, które wraz z chłopakami z zespołu uważał za jedno wielkie szambo. Obok jego namiotu, który zalało podczas ostatniego deszczu, połyskiwały kałuże wielobarwnej mazi, na przykład rdzawy płyn przeciwko zamarzaniu, ozdobiony plamami zimnej kawy. Grunt w bazie dosłownie wypluwał na powierzchnię zanieczyszczenia odziedziczone po Sowietach. (Ktoś w dowództwie powie później, że część tych zanieczyszczeń miała "promieniotwórczy charakter", co oznaczało, że miejsce było najprawdopodobniej radioaktywne). Cały obóz trzeba było podnieść kilkanaście centymetrów nad ziemię i osuszyć.
                • jutta_t Re: .... TAK SOBIE ....... 28.07.18, 21:21
                  Gdy pułkownik Mulholland ostrzegał żołnierzy, że mogą nie wrócić żywi, patrzył im prosto w oczy i cały zespół Nelsona to docenił. "Przynajmniej ma jaja, żeby przyznać, że to może być samobójcza misja", pomyślał sanitariusz Scott Black. "Bez pieprzenia i bez żartów". Dziadek Blacka służył podczas II wojny światowej jako spadochroniarz w 101. Dywizji Powietrznodesantowej, słynnej dzięki serialowi Kompania braci emitowanemu w telewizji w Fort Campbell akurat, gdy Black wylatywał do Afganistanu. Zastanawiał się, czy mieszkający obecnie w południowym Michigan dziadek zrobił kiedyś coś tak zuchwałego jak to – czy lądował na terenie wrogiego państwa z garstką kolegów, gotowy walczyć przez całą zimę… Wiedział, że odpowiedź brzmi: tak. Gdy Black rozmawiał z dziadkiem, miał wrażenie, że odnalazł pomost wiodący w przeszłość. Czuł również, że sam stąpa po cienkiej linie prowadzącej w przyszłość.

                  Stojący obok helikoptera Mulholland poprosił żołnierzy, żeby pochylili głowy i zmówili modlitwę. Był 19 października 2001 roku. Początek misji.

                  Kapelan, wysoki, małomówny dzieciak, świeżo upieczony absolwent Wake Forest, wydukał kilka słów, prosząc Boga o ochronę i pomoc w rozgromieniu wroga, zachowaniu honoru w godzinie walki i bezpiecznym powrocie do domu. Wielebny przytaszczył do obozu pudła pełne Biblii, Koranów, Talmudów, a nawet tekstów buddyjskich, żeby jak najlepiej służyć ludziom powierzonym jego pieczy. Jak do tej pory prowizoryczna kaplica – obryzgany błotem namiot z amboną z dykty – pozostawała pusta. Ale teraz żołnierze się modlili.

                  Cal Spencer sięgnął za pazuchę swej czarnej, ocieplanej kurtki i wyciągnął zawieszony na srebrnym łańcuszku medalion. Święty Michał, patron spadochroniarzy. Wyrecytował swój ulubiony ustęp z Biblii:

                  – Nikt nie ma większej miłości od tej, gdy ktoś życie swoje oddaje za przyjaciół swoich – po czym pozwolił medalionowi opaść z powrotem za kurtkę. Gdy kapelan skończył, Spencer zwrócił się do pozostałych – No dobra, bracia!
                  Następnie, trzymając karabin M-4 w jednej dłoni, drugą chwycił burtę śmigłowca i wszedł do środka po tylnej rampie. Wewnątrz było ciemno, śmierdziało starym płótnem, gumą i paliwem lotniczym; czuł pomruki kręcących się nad jego głową wirników, które przenikały do niego przez cienki kadłub zimnymi, metalicznymi falami.

                  Spencer wyprostował się w ciasnym wnętrzu, słabo oświetlonym kilkoma gołymi żarówkami w drucianych osłonach. Nad jego głową ciągnął się labirynt przewodów hydraulicznych oraz czerwonych i zielonych kabli elektrycznych, oplatających helikopter na całej długości. Wnętrze mierzyło około dziewięciu metrów długości i prawie dwa i pół szerokości. Ściany, dla izolacji, wyłożono szarym ociepleniem. Wzdłuż obu ścian zamontowano siedzenia z siatki, po sześć z każdej strony. Izolacja nie wygłuszała ryku zwiększających obroty silników. Cała maszyna grzechotała i trzęsła się pod nogami Spencera.
                  Cal zaczął kręcić się wokół sprzętu ustawionego pośrodku metalowego pokładu – grubych plastikowych skrzynek, wypełnionych amunicją, dodatkową żywnością, radiostacjami i zimową odzieżą. Każda ważyła około sześćdziesięciu kilogramów. Stosy skrzyń sięgały mu do piersi. Umieszczone w nich zapasy miały pozwolić im działać w terenie, dopóki Spencer nie skoordynuje zrzutów zaopatrzeniowych.

                  Jedzenie, odzież oraz broń dla jego zespołu miały pochodzić z magazynów materiałów wojennych na terenie Niemiec. Tam personel Sił Powietrznych pakował żywność oraz wyposażenie do skrzyń wielkości Volkswagena "Garbusa" i wysyłał je do bazy Incirlik w Turcji, gdzie z kolei trafiały na pokład samolotu o napędzie turbośmigłowym MC-130 Combat Talon. Z Turcji zaopatrzenie leciało siedem godzin nad górami, a nad Afganistanem zrzucano je z pułapu ponad sześciu kilometrów, do stref zrzutu wielkości boiska futbolowego. Spencerowi wydawało się, że sześć kilometrów to strasznie wysoko jak na zrzucanie czegokolwiek, co ma trafić w środek tarczy, ale schował tę obawę pośród wielu innych, które w tym momencie kłębiły mu się w głowie. Najbardziej troszczył się o to, żeby przetrwać sam przerzut śmigłowcem do Afganistanu.

                  Dane wywiadowcze nie mówiły, czego można oczekiwać po drodze. Tempo amerykańskich bombardowań, które rozpoczęły się 7 października, było tak wysokie, że CIA nie zdążyła przekazać pilotom ze 160. SOAR żadnych informacji odnośnie dotychczasowej skuteczności kampanii powietrznej. Spencer wiedział, że talibowie posiadają pociski Stinger naprowadzane na strumień ciepła pozostawiany przez lecącą maszynę. Do zadań zespołu należało między innymi rozejrzenie się za tą bronią i odkupienie jej od przyjaznych Afgańczyków lub przekupnych watażków, którzy nie odpuszczą okazji, by trochę zarobić.

                  Wojna rozpoczęła się tak szybko, że poza tym CIA nie miała Spencerowi oraz pilotom nic więcej do powiedzenia. Planiści z Pentagonu wyszli z założenia, że Spencer i jego ludzie spędzą surową zimę na szkoleniu niezdyscyplinowanych żołnierzy Sojuszu Północnego przed wiosenną ofensywą, która miała ruszyć dopiero siedem miesięcy po ich lądowaniu w Afganistanie. Mulholland nie wierzył, żeby przed odwilżą udało się opanować więcej niż dwa miasteczka. Czas i pogoda sprzyjały talibom. Gdyby w ciągu zimy udało im się zabić dość żołnierzy, to Amerykanie mogliby nawet stracić zapał do całego przedsięwzięcia. Spencer znalazłby się w czymś na kształt oblężenia, musiałby jeść gotowane kozy, grzać się nad odchodami bydła i zmagać z zamieciami śnieżnymi. Operacja opierała się na założeniu, że zanim upadnie Kabul, wojna potrwa jakieś półtora roku.

                  Spencerowi nie uśmiechała się zima w tak surowych warunkach, ale wiedział, że najpewniej będzie musiał pogodzić się z tą perspektywą. Namiot planistyczny jego zespołu stał naprzeciwko zadbanej budy oficerów CIA, ale nawet jeżeli posiadali oni jakieś cenne informacje, to widocznie nie mieli zgody na przekazanie ich Spencerowi. Tak więc zasadniczo musiał lecieć ze swoim zespołem do Afganistanu na ślepo. Sanitariusz Scott Black uznał, że to tak samo jak chłopaki w Normandii, którzy lądowali nie mając pojęcia o stanowiskach niemieckich karabinów maszynowych na wzgórzach otaczających plaże.

                  Spencer doszedł do wniosku, że jeżeli mają zostać zestrzeleni przez Stingera, to i tak nie są w stanie nic na to poradzić. Zamartwianie się nie powstrzyma wystrzelonej z ziemi rakiety przed wytropieniem i dopadnięciem śmigłowca, jak ściganego przez psy myśliwskie królika.

                  Wkrótce zaczął się obficie pocić pod polipropylenową bielizną, bo wchodząc do śmigłowca wziął więcej sprzętu niż inni. Wszyscy siedzieli w milczeniu. Dało się słyszeć jedynie zsynchronizowane ponure chrząknięcia i szuranie butami o pokład.

                  Na szczycie sterty skrzynek, w osobnym worku, leżało sześć butelek wódki dla generała Dostuma. Spencer i reszta żołnierzy już dziesięć lat wcześniej, podczas szkolenia Sił Specjalnych, poznali wartość przypochlebienia się lokalnemu wodzowi, z którym przyjdzie im współdziałać. Wieźli również kilkanaście nylonowych worków z owsem, najwyraźniej dla zwierząt generała. "Konie?", pomyślał Spencer. "A nich mnie jasna cholera. Konie".

                  Spojrzał na worki z paszą, po czym odwrócił wzrok i przestał o nich myśleć.

                  Starszy sierżant Pat Essex, kolega Spencera z zespołu, spodziewał się, że zginie zaraz po lądowaniu, jako ofiara jakiejś kuli lub pocisku moździerzowego. Brał już udział w niebezpiecznych zadaniach polegających na infiltracji terenu wroga. Podczas pewnej misji szkoleniowej widział, jak piloci Nightstalkers wycinają sobie lądowisko, wykorzystując wirniki w roli wielkich sekatorów. Przyszło im lądować w lesie sosnowym, a on nie mógł wyjść z podziwu, że śmigłowiec siada na wyciętej własnymi łopatami polanie – konary, szyszki i kora sosen fruwały po całej kabinie. Teraz pogodził się z faktem rychłej śmierci z zadziwiającą rezygnacją, choć w zasadzie z jego rozważań wynikało, że zamierza przeżyć lądowanie. Był więc niczym ci wojownicy kung-fu z puszczanych nocami filmów, których nie da się zabić, bo przecież spisali już swoje życie na straty.

                  Nie
                  • jutta_t Re: .... TAK SOBIE ....... 28.07.18, 21:22
                    Nie zmienia to faktu, że Essexa wkurzała myśl o postrzale zaraz po wyjściu ze śmigłowca. Jeżeli zginie, to nie będzie miał okazji zatrudnić się jako strażnik w Służbie Parków Narodowych, co, poza żołnierką, należało do jego głównych życiowych ambicji. Do wojny podchodził w sposób prosty. Lubił mawiać: "Mamy co postawić na stole, mamy dach nad głową, mamy co na siebie włożyć", w ten sposób tłumaczył znaczenie kariery wojskowej dla jego rodziny.
                    Materiały prasowe

                    Poza tym nie oceniał jej. Twierdził, że to zadanie historii. Wiedział jedno: nie będzie zachwalał swoim dzieciom życia w Armii. Chciał, żeby mogły spędzać więcej czasu w domu i nie musiały oglądać świata zza muszki i szczerbinki.

                    Ta beztroska postawa maskowała jego pełne determinacji dążenie do stałego podnoszenia swoich kompetencji. Essex miał niemal fotograficzną pamięć, potrafił szybko nauczyć się szczegółów minionych walk, życia rodzinnego, zatargów, sukcesów i cech lokalnych watażków. Ze swoją wystającą, kwadratową szczęką, prostymi blond włosami i okularami w złotej oprawce, emanował pozytywnym nastawieniem do wyzwań, ale nie wychodził przy tym na przemądrzałego. Nie uważał, że ma autorytarny charakter, lecz potrafił skłonić ludzi, żeby dla niego pracowali i żeby w niego wierzyli. Był po trochu dziennikarzem, dyplomatą i aniołem śmierci. Potrafił przelotnie spojrzeć na mapę topograficzną jakiegoś terenu i szybko wskazać, gdzie znajdują się punkty dogodne do obrony i gdzie można spodziewać się zasadzek. Nie musiał oglądać jej po raz drugi.

                    Prawdę mówiąc fakt, że zespół dostał tę misję, a co za tym idzie siedział właśnie w brzuchu tego śmigłowca, należało w dużej mierze przypisać jego uporowi. W pewnym momencie usłyszał, że robota może przypaść innemu zespołowi z K2, a jego ekipie grozi podział, co zdarzyło się już kiedyś w Fort Campbell. Wtedy każdy z nich – Nelson, Spencer, Diller, dosłownie każdy – zostałby odesłany do obowiązków oficerów łącznikowych, gryzipiórków siedzących za biurkami i operatorów zszywaczy.

                    Essexa i jego zespół oddelegowano do kopania rowów łopatami i kilofami, stawiania namiotów i zwożenia żwiru do wysypywania dróg na terenie bazy. Niedługo po przylocie do K2 ich zadanie poszukiwawczo-ratunkowe zostało odwołane. Pewnej nocy najsroższa burza piaskowa od półwiecza porwała i w iście biblijnym stylu porozrzucała namioty po całej okolicy. A gdy nie wiało pyłem, to lało. Przez sklejkowe podłogi namiotów, które uginały się pod ciężarem ludzi i sprzętu, przelewała się głęboka po kostki breja. Komputery, drukarki, radiostacje – wszystko trzeba było trzymać na stolikach, żeby potop nie wywołał zwarcia. Przez chwilę wydawało się, że cała ich rola ograniczy się do budowy dróg i użerania się z namiotami, podczas gdy amerykańskie bombowce latały sobie na pułapie czterech i pół tysiąca metrów i obrzucały cały kraj bombami, z rzadka trafiając przy tym jakiegoś taliba.

                    Gdy Essex dowiedział się, że pierwszy zespół spaprał szansę i nie dowiódł swej "wartości przedbojowej" podczas krótkiej narady z pułkownikiem Mulhollandem, a wszystko przez narzekania na ryzyko i niepewność związane z misją, wkroczył do pokoju szefa niemalże z wypiętą piersią. Przez cały dzień stawiał namioty, wbijał śledzie i rozsupływał kilometry linek. Miał tego gówna po dziurki w nosie.

                    Pierwszy zespół wytypowany do zadania skarżył się Mulhollandowi, że "plan komunikacji na potrzeby tej misji jest do bani". I mieli rację: brakowało radiostacji dla całego zespołu. Łączność miała być "niepewna" – czasami miało jej w ogóle nie być. W efekcie, gdyby ktoś wpadł w tarapaty, to nie miałby jak wezwać pomocy.

                    – No i jak mamy ruszać w teren z takim planem? – jęczeli.

                    Mulholland szybko wyprosił ich z namiotu. Gdy do przełożonego przyszedł Essex, od razu powiedział:

                    – Komunikacja stanowi problem, sir. Doprowadzimy ją do ładu.

                    Wiedział również, że pierwszy zespół usłyszał pytanie:

                    – Wzywaliście kiedyś bliskie wsparcie powietrzne B-52?

                    Essex pomyślał sobie: "Noż jasna cholera. Nikt nigdy nie wzywał bliskiego wsparcia B-52, nawet Siły Powietrzne, bo B-52 to bombowiec strategiczny". Powiedział więc Mulhollandowi:

                    – Jasne, że potrafię wezwać bliskie wsparcie B-52. Czy już to robiłem? Nie. Ale czy dam rady to zrobić? Pewnie.
                    Pułkownik docenił tę postawę. Póki co kampania lotnicza okazywała się niewypałem, a w prasie już zaczęły pojawiać się wątpliwości, czy USA odniosą sukces.

                    Z każdym dniem, w którym amerykańskie samoloty zrzucały bomby, ale nie zabijały talibów (a przynajmniej zabijały ich za mało), miejscowi irytowali się coraz bardziej i coraz bardziej lekceważyli Amerykanów, których przecież ściągano do cieplutkiego domu z miejsc takich jak Wietnam czy Somalia, gdy tylko do Stanów zaczęło wracać zbyt wielu martwych i rannych żołnierzy.

                    Około trzech kilometrów od obozu, za wysokim na dziewięć metrów obwałowaniem, które miało chronić bazę przed wrogami, leżało miasto Karszy-Chanabad. A wrogów w pobliżu nie brakowało. W okolicy operowały komórki terrorystyczne Islamskiego Ruchu Uzbekistanu (IMU), których celem było przekształcenie dawnej republiki radzieckiej w fundamentalistyczne państwo islamskie. Amerykanom zabroniono wypuszczać się poza obwałowanie i nawiązywać kontakty z miejscowymi robotnikami oraz dostawcami przyjeżdżającymi i wyjeżdżającymi z K2 w furgonetkach dostawczych. W obozie dało się wyczuć strach przed atakiem moździerzowym.

                    W przeciągu kilku tygodni wymieniono instalacje elektryczne i odświeżono starą wieżę kontroli lotów, zbudowano szpital, żywność, odzież i amunicję umieszczono w nowych magazynach, a na namiotach komunikacyjnych zakwitły bukiety anten satelitarnych. (W ciągu niecałego miesiąca sześćdziesiąt samolotów transportowych C-17 rozładuje tam kilka tysięcy ton zaopatrzenia). Baza przypominała "miasteczko z okresu gorączki złota", jak ujął to historyk Armii.

                    Cały obóz liczył około osiemset metrów długości i czterysta szerokości. Przejście z ubitej drogi dojazdowej do lądowiska, na którym czekały Chinooki, zajmowało jakieś pięć minut. Obok Chinooków stały Black Hawki – ich ochroniarze, uzbrojeni po zęby w rakiety oraz karabiny maszynowe w bocznych drzwiach. W brązowawym świetle wieczorów i poranków śmigłowce wyglądały niczym starożytna armia owadów na popielisto-czarnych nogach.

                    Centrum Operacji Połączonych (Joint Operations Center, czyli JOC, wymawiane "Jock") pułkownika Mulhollanda składało się z dwudziestu namiotów z grubego zielonego winylu. Każdy rozmiarem przypominał podwójny garaż. Były ze sobą połączone tworząc długi, oświetlony jarzeniówkami tunel. Żołnierze nazwali go "wężem". Roiło się tam od nowoczesnego sprzętu – urządzeń do łączności satelitarnej, komputerów, monitorów, kilometrów kabli i setek mrugających lampek. Wszystko to zasilano dzięki rzędom wysokich, dieslowskich generatorów, których buczenie przez całą dobę wypełniało obóz.

                    JOC sąsiadowało z lądowiskiem oraz betonowymi bunkrami, w których mieszkali piloci 160. SOAR. Spencer uważał, że to jeszcze posępniejsza siedziba od kwater jego zespołu.

                    Podczas inwazji na Afganistan Rosjanie używali tych betonowych schronów w roli hangarów dla samolotów. Miały one pochyłe, dzwonowate dachy, wykorzystywane przez personel, pilotów i żołnierzy jako prowizoryczne siłownie. Wkładali na ramiona plecaki wypełnione prawie trzydziestoma kilogramami kamieni i wspinali się na nie, dopóki mięśnie nóg nie odmówiły posłuszeństwa. Zrobili ciężary z pięciogalonowych plastikowych kubłów przytwierdzonych do kijów od szczotek i wyciskali bez opamiętania pomiędzy odprawami. A gdy kubłów nie dźwigali, to, raz w tygodniu, wykorzystywali je jako prysznice. Pomalowali kubły na czarno i wystawiali na słońce, dzięki czemu woda w środku choć trochę się podgrzewała. Przyczepiali do nich gumowe szlauchy, z których na ich brudne głowy spadał cienki strumień chłodnawej wody. Za wspólną latrynę służyła zwykła dziura wykopana na środku burego kawałka ziemi. Należało nad nią po prostu kucnąć. "Toalety" nie otaczały żadne, zapewniające osłonę drzewa czy cho
                    • jutta_t Re: .... TAK SOBIE ....... 28.07.18, 21:23
                      Podczas inwazji na Afganistan Rosjanie używali tych betonowych schronów w roli hangarów dla samolotów. Miały one pochyłe, dzwonowate dachy, wykorzystywane przez personel, pilotów i żołnierzy jako prowizoryczne siłownie. Wkładali na ramiona plecaki wypełnione prawie trzydziestoma kilogramami kamieni i wspinali się na nie, dopóki mięśnie nóg nie odmówiły posłuszeństwa. Zrobili ciężary z pięciogalonowych plastikowych kubłów przytwierdzonych do kijów od szczotek i wyciskali bez opamiętania pomiędzy odprawami. A gdy kubłów nie dźwigali, to, raz w tygodniu, wykorzystywali je jako prysznice. Pomalowali kubły na czarno i wystawiali na słońce, dzięki czemu woda w środku choć trochę się podgrzewała. Przyczepiali do nich gumowe szlauchy, z których na ich brudne głowy spadał cienki strumień chłodnawej wody. Za wspólną latrynę służyła zwykła dziura wykopana na środku burego kawałka ziemi. Należało nad nią po prostu kucnąć. "Toalety" nie otaczały żadne, zapewniające osłonę drzewa czy choćby zasłonki z desek.

                      Gdy do K2 przyleciał dowódca Nightstalkers John Garfield, pierwszym widokiem, jaki ukazał się jego oczom po wyjściu z samolotu, był żołnierz kucający pośrodku pola i beztrosko zaczytujący się w jakimś czasopiśmie. "Przeniosłem się do epoki kamienia", pomyślał wtedy. "Pewnie zaraz będę musiał ubić jakąś zwierzynę na obiad". (…)
                      • jutta_t Re: .... TAK SOBIE ....... 28.07.18, 21:23
                        https://v.wpimg.pl/NjA4NjY1JwNue2FcbQU2XHUAYQ53Rj4DLFNgGjUef1tyB3heagB6XGwZf19uAndYcgZ_X3YAfEcuUDkLI183CSkaJBo-
    • jutta_t Re: .... TAK SOBIE ....... 28.07.18, 21:31
      https://scontent.fatl1-1.fna.fbcdn.net/v/t1.0-9/37908841_2211260172248370_2997843716128899072_n.jpg?_nc_cat=0&oh=9b9088dc5f1a6c56b83d85a8485c6647&oe=5BDA1FC1
    • jutta_t Re: .... TAK SOBIE ....... 28.07.18, 21:45
      https://scontent.fatl1-1.fna.fbcdn.net/v/t1.0-9/37907777_1010268839146674_5266164508065267712_n.jpg?_nc_cat=0&oh=ea484c8785827b090324cd33569f21d9&oe=5BC6859F
    • jutta_t Re: .... TAK SOBIE ....... 28.07.18, 21:52
      https://scontent.fatl1-1.fna.fbcdn.net/v/t1.0-9/37907172_2211268912247496_8611311490340749312_n.jpg?_nc_cat=0&oh=6d71b7c842e8524ef9965b483854b227&oe=5C088049
    • jutta_t Re: .... TAK SOBIE ....... 28.07.18, 22:21
      https://scontent.fatl1-1.fna.fbcdn.net/v/t1.0-9/37855903_2210719028969151_8946174435254075392_n.jpg?_nc_cat=0&oh=50ebfc533a0f3d14975bf45c1dc7f6b1&oe=5BD7AB79
    • seremine Re: .... TAK SOBIE ....... 29.07.18, 16:52
      Kolejna katastrofa w Japonii. Huragan Jongdari uderzył z ogromną siła
      Odwołano kilkaset lotów, a z najbardziej zagrożonych terenów ewakuowani są ludzie. Wszystko w obawie przed huraganem, który uderzył w Honsiu, główną wyspę kraju.
    • seremine Re: .... TAK SOBIE ....... 29.07.18, 17:32

      https://scontent.fatl1-2.fna.fbcdn.net/v/t1.0-9/37931439_1887849277928499_520481333978333184_n.jpg?_nc_cat=0&oh=584d114e79cd4ec26104c52efbda4dc6&oe=5BCC19A7
    • seremine Re: .... TAK SOBIE ....... 29.07.18, 17:38
      Szok. Romans Macrona z ochroniarzem? Od plotek aż huczy!

      Emmanuel Macron stanowczo zaprzeczył krążącym po Francji plotkom, jakoby miał romans ze swoim ochroniarzem. Chodzi odpowiedzialnego za prezydencką ochronę Alexandre'a Benalla, wiceszefa kancelarii Macrona, który w ostatnich dniach podał się do dymisji w atmosferze skandalu, choć związanego z zupełnie inną sprawą.
    • seremine Re: .... TAK SOBIE ....... 29.07.18, 17:50
      Szok. Romans Macrona z ochroniarzem? Od plotek aż huczy!

      Emmanuel Macron stanowczo zaprzeczył krążącym po Francji plotkom, jakoby miał romans ze swoim ochroniarzem. Chodzi odpowiedzialnego za prezydencką ochronę Alexandre'a Benalla, wiceszefa kancelarii Macrona, który w ostatnich dniach podał się do dymisji w atmosferze skandalu, choć związanego z zupełnie inną sprawą.
    • seremine Re: .... TAK SOBIE ....... 29.07.18, 19:02
      https://scontent.fatl1-2.fna.fbcdn.net/v/t1.0-9/37934693_2062154290495443_7089061130861019136_n.jpg?_nc_cat=0&oh=f241aec45d1ef3a870095585dd4c7414&oe=5C1157F8
    • seremine Re: .... TAK SOBIE ....... 30.07.18, 14:50
      Niezwykle rzadkie odkrycie przy rzece Dniestr na Ukrainie. Na kościach kobiety pochowanej 4500 lat temu znaleziono tajemnicze czarne wzory. To rytuał pogrzebowy, który nie przypomina żadnego, znanego w Europie. Eksperci uważają, że oznaczenia zostały wykonane po tym, jak ciało całkowicie się rozłożyło. Kobieta w momencie śmierci miała od 25 do 30 lat. Ludzie sprzed tysięcy lat musieli odkopać ciało, by pomalować jej kości. Do zrobienia wzorów wykorzystano prawdopodobnie smołę z drewna
    • jutta_t Re: .... TAK SOBIE ....... 30.07.18, 21:36
      https://scontent.fatl1-1.fna.fbcdn.net/v/t1.0-9/37982946_1867103713597520_3242944653464436736_n.jpg?_nc_cat=0&oh=8294d49efec4ff83e6e87e842157e73b&oe=5C07621A

      Horror
Pełna wersja