.... TAK SOBIE .......

    • mala200333 Re: .... TAK SOBIE ....... 13.03.19, 16:03
      Malwina Mucha urodziła się 111 lat temu na Białorusi pod Nogródkiem. Przeżyła tam pierwszą i drugą wojnę światową. Do Polski przybyła z transportem przesiedleńców. "Super Expressowi" zdradziła patent na długowieczność.

      Okazuje się, że śpiewa zawsze i wszędzie. Całe życie przepracowała na roli, w czym pomogło jej żelazne zdrowie. Pani Malwina papierosów unika jak ognia. Zamiast mięsa wybiera warzywa. Omija lekarzy, natomiast za lekarstwo służy jej codziennie lampka koniaku.
    • mala200333 Re: .... TAK SOBIE ....... 13.03.19, 16:09
      Olga Tokarczuk i jej książka "Prowadź swój pług przez kości umarłych" przetłumaczona na język angielski przez Antonię Lloyd-Jones znalazły się wśród 13 powieści nominowanych do Międzynarodowej Nagrody Bookera w 2019 roku.
      Więcej: kultura.gazeta.pl/kultura/7,114528,24543144,olga-tokarczuk-znowu-z-szansa-na-miedzynarodowa-nagrode-bookera.html
      • mala200333 Re: .... TAK SOBIE ....... 13.03.19, 16:10
        To już kolejne wyróżnienie dla Olgi Tokarczuk, poprzednie zdobyła w 2018 rok - pisarka ma na koncie Międzynarodową Nagrodę Bookera za powieść "Bieguni", którą współdzieli z tłumaczką Jennifer Crof. Tym samym w zeszłym roku Tokarczuk stała się pierwszą Polką nagrodzoną Man Booker International Prize. Teraz może powtórzyć sukces.

        Man Booker International Prize to obok Pulitzera czy Literackiej Nagrody Nobla jedno z najważniejszych wyróżnień w świecie literatury, jest przyznawana od 2005 roku. To oprócz prestiżu 50 tysięcy funtów, którymi dzielą się autor i tłumacz na język angielski.

        Międzynarodowa Nagroda Bookera wpływa również oczywiście na zainteresowanie czytelników książką - w zeszłym roku po ogłoszeniu wyników, sprzedaż angielskiego wydania powieści "Bieguni" w ciągu miesiąca wzrosła blisko siedmiokrotnie.
        Więcej: kultura.gazeta.pl/kultura/7,114528,24543144,olga-tokarczuk-znowu-z-szansa-na-miedzynarodowa-nagrode-bookera.html
        • mala200333 Re: .... TAK SOBIE ....... 13.03.19, 16:11
          "Prowadź swój pług przez kości umarłych" to historia Janiny Duszejko, emerytowanej nauczycielki, która mieszka w Kotlinie Kłodzkiej. Kiedy w okolicy zaczynają ginąć myśliwi, kobieta twierdzi, że za morderstwa odpowiadają zwierzęta.

          Powieść Olgi Tokarczuk, po raz pierwszy wydana w 2009 roku, była nominowana do Nagrody Literackiej Nike 2010. Później stała się podstawą scenariusza filmu "Pokot" Agnieszki Holland. Rolę Janiny Duszejko zagrała Agnieszka Mandat, a obok niej wystąpili m.in. Wiktor Zborowski, Borys Szyc i Jakub Gierszał.

          Za ten film Agnieszka Holland została nagrodzona statuetką im. Alfreda Bauera, przyznawaną produkcjom, które pokazują "nowe perspektywy" podczas Berlinale 2017.
          Więcej: kultura.gazeta.pl/kultura/7,114528,24543144,olga-tokarczuk-znowu-z-szansa-na-miedzynarodowa-nagrode-bookera.html
    • seremine Re: .... TAK SOBIE ....... 14.03.19, 14:08
      Kalibabka "Tulipan" nie żyje. Dawniej przekonywał, że potrafi uwieść każdą kobietę. I faktycznie, podczas jego procesu przesłuchano ponad 200 nastoletnich dziewcząt. Mimo że oszukiwał i uwodził, to i tak był uwielbiany. Jerzy Kalibabka, który był pierwowzorem do zekranizowanej w serialu "Tulipan" postaci, zmarł wczoraj. Miał 62 lata.
      • seremine Re: .... TAK SOBIE ....... 14.03.19, 14:09

        REKLAMA

        Nazywał je "kocmołuchami", choć musiały być młode, atrakcyjne i z dobrych domów. Kalibabka próbował swoich sił także jako sutener i cinkciarz, jednak żadna z tych "prac" mu nie odpowiadała. Skupił się więc na uwodzeniu i okradaniu. Potrafił chwalić się, że w ciągu tych pięciu lat miał ok. dwóch tysięcy partnerek.

        Jerzy Kalibabka w ogóle lubił się chwalić, a ludzie lubili go słuchać. Media go uwielbiały. Kiedy wyszedł z więzienia, w którym spędził blisko dziewięć lat za kradzieże, uwodzenie małoletnich dziewcząt i oszustwa, był często zapraszany do programów telewizyjnych. Swoją wręcz filmową historię chętnie opowiedział także producentom serialu telewizyjnego "Tulipan", który z zapartym tchem śledziły miliony.
        • seremine Re: .... TAK SOBIE ....... 14.03.19, 14:10

          Nigdy nie narzekał także na brak rozkochanych fanek. Listy miłosne od młodych dziewcząt oczarowanych jego historią i uśmiechem dostawał nawet w więzieniu. Nastolatki pisały mu o swojej miłości i zrozumieniu. W ostatnich latach Kalibabka postanowił uchylić rąbka tajemnicy na temat swoich miłosnych podbojów i organizował szkolenia dla mężczyzn. Twierdził, że dzięki jego szkoleniom każdy mężczyzna będzie bił na głowę nawet Casanovę.
    • mala200333 Re: .... TAK SOBIE ....... 14.03.19, 15:46
      Johnny Depp miażdży Amber Heard w sądzie. 87 nagrań i 17 świadków
      Johnny Depp przedstawił mocne dowody przeciwko swojej eks-żonie. Na ich podstawie można wysnuć wniosek, że nie bił Amber Heard. Przeciwnie - to on rzekomo był ofiarą. Na poparcie ma zeznania świadków, zdjęcia i nagrania wideo. Szykuje się proces roku.
      • mala200333 Re: .... TAK SOBIE ....... 14.03.19, 15:47
        Johnny Depp i Amber Heard wzięli ślub w 2015 r. po 3 latach związku.

        Jednak już w maju 2016 r. dziś 32-letnia aktorka złożyła papiery rozwodowe. Kilka dni później wniosła o wydanie gwiazdorowi sądowego zakazu zbliżania się. W styczniu 2017 r. nie byli już małżeństwem, a z konta Deppa wyparowało kilka mln dolarów.

        Za zaskakującą dla wszystkich decyzją Amber stały oskarżenia o stosowanie przemocy. Katem miał być jej mąż, choć początkowo nazwisko aktora nie padało w takim kontekście. Pod koniec maja 2016 r. Heard wrzuciła na swojego Instagrama szokujące selfie. Jej twarz pokrywały siniaki.
        • mala200333 Re: .... TAK SOBIE ....... 14.03.19, 15:48
          Dla nikogo nie było już wątpliwości, co wyprawiało się za zamkniętymi drzwiami ich apartamentu. Wszyscy stanęli murem za ofiarą. Czemu absolutnie nie można się dziwić.

          Akcje Amber Heard poszybowały. Stała się ikoną ruchu #MeeToo.

          Jako pierwsza aktorka w historii została nazwana Czempionką Praw Człowieka Organizacji Narodów Zjednoczonych. Mianowano ją ambasadorką praw kobiet w American Civil Liberties Union, a L'Oreal Paris zrobił ją swoją globalną ambasadorką marki.

          W 2018 r. " The Washington Post" opublikował list Amber, w którym szczegółowo opisała swoją "walkę o prawdę" i zmagania z oskarżeniami o kłamstwo.
          • mala200333 Re: .... TAK SOBIE ....... 14.03.19, 15:48
            Tymczasem Johnny Depp popadł w niełaskę i fanów, i Hollywood. Czemu też nie można się dziwić.
            Zniesławienie

            Sprawy przybrały nieoczekiwany obrót na początku marca 2019 r.

            Do sądu w Virginii wpłynął pozew, w którym aktor zażądał 50 mln dol. zadośćuczynienia. Johnny Depp oskarżył w nim eks-żonę o zniesławienie, zdradę, cynizm i "granie pod publiczkę".

            Pierwsze reakcje w mediach społecznościowych: skompromitowany aktor próbuje o sobie przypomnieć i wydębić kasę od ofiary.

            Jednak kilka dni później pojawił się intrygujący wątek: w pozwie zawarto dowody na niewinność Deppa. Mało tego, "nagrania wideo i zeznania świadków" stawiają Amber Heard w zupełnie innym świetle.
            • mala200333 Re: .... TAK SOBIE ....... 14.03.19, 15:49
              Z jego treści wynika, że aktorka wielokrotnie dopuszczała się przemocy domowej i biła ówczesnego męża.

              Opisane są przypadki, kiedy tłukła go pięściami po twarzy, kopała, a nawet historia, gdy rzuciła go butelką wódki. Aktor miał w ten sposób prawie stracić palec i trafić na stół operacyjny.
              • mala200333 Re: .... TAK SOBIE ....... 14.03.19, 15:51
                Do pozwu dołączono zdjęcia pokiereszowanej twarzy Deppa oraz fotografię jego poranionej dłoni.

                Ale to nie wszystko. W pozwie znajdują się też zeznania świadków, którzy podważają wiarygodność Amber Heard.

                Wśród nich znalazł się ochroniarz aktora, były policjant biura szeryfa z 18-letnim stażem. Twierdzi on, że pewnego razu Heard zaczęła nagle krzyczeć na Deppa "Przestań mnie bić, Johnny!". Ochroniarz stał pół metra od nich i zapewnia, że nic takiego nie miało miejsca.

                Podobnych sytuacji było więcej i zdaniem świadków – łącznie 17 osób – miały one na celu zrobienie gruntu pod późniejsze oskarżenia. Z zeznań wynika, że Amber miała np. zdemolować ich apartament, aby później oskarżyć Deppa o awanturę i pobicie.

                Oprócz zeznań – w tym dwóch policjantów – do pozwu dołączono 87 filmów z kamery. Mają one obciążyć eks-żonę Deppa i dowodzić jej agresywnych zachowań.
                Chodziło o rozgłos i role

                Adwokat aktora Adam Waldman chce dowieść przed sądem, że Amber Heard działała z pełną premedytacją i wszystko ukartowała na zimno.

                Waldman twierdzi też, że w przygotowaniu mistyfikacji aktorce pomagały osoby trzecie. I bez ogródek mówi, że Amber Heard jest obrazą dla ruchu #MeeToo.

                W wyniku oszustwa aktorka miała wykreować się na ofiarę i zyskać rozgłos. A to z kolei pozwoliło jej m.in. zdobyć intratne kontrakty i role - jak ta w "Aquamanie".

                Wcześniej w mediach pojawiła się też informacja, że zaledwie miesiąc po ślubie Heard zaczęła zdradzać męża. Jej kochankiem miał być Elon Musk – miliarder, filantrop i twórca m.in. Tesla Inc. Na to też adwokaci aktora chcą w swoim czasie przedstawić dowody.
    • mala200333 Re: .... TAK SOBIE ....... 14.03.19, 16:13
      DLA PRZYKŁADU
      17 minut temu
      zniszczyć te babę dla przykładu- u nas w kraju nie jest lepiej, podobny cyrk ma wielu męszczyzn problem w tym że nie mają nagrań i świadków za to na nich fabrykowano dowody dłuzszy czas.Marcinkiewicz ma taki cyrk z byłym pasztetem
    • mala200333 Re: .... TAK SOBIE ....... 14.03.19, 16:21
      Rada dla kobiet od cioci Soni:"na czas czekania na swojego idealnego mężczyznę,możecie na jakiś czas wyjść za mąż"
    • mala200333 Re: .... TAK SOBIE ....... 14.03.19, 16:21
      Rada dla kobiet od cioci Soni:"na czas czekania na swojego idealnego mężczyznę,możecie na jakiś czas wyjść za mąż"
    • mala200333 Re: .... TAK SOBIE ....... 14.03.19, 16:38
      Ksiądz współżył z 13 parafiankami i uczestniczył w seksie zbiorowym. Wraca do Kościoła
      Włoski ksiądz Roberto Cavazzana wraca do Kościoła katolickiego, pomimo współżycia z 13 parafiankami i uczęszczania na orgie organizowane przez innego duchownego.
    • mala200333 Re: .... TAK SOBIE ....... 14.03.19, 16:44
      Diana jednocześnie prowadziła wojnę z mężem i Camillą. Simone Simons, autorka książka o księżnej, ujawnia dziś, że nazywała rywalkę "rottweilerem". Zdaniem Lady Di, Parker Bowles "wygląda jak pies i ma takie zęby, które jak raz się wgryzą, to nie odpuszczą".

      Camilla też wymyśliła Dianie przezwisko. Mówiła o niej: "ta szalona krowa". Jej zdaniem, księżna miała jednak prawo "trochę" narzekać na jej relację z Karolem. On jako jedyny udawał, że sprawy nie ma. Nigdy nie powiedział wprost żonie, że kocha inną.
    • mala200333 Re: .... TAK SOBIE ....... 14.03.19, 17:01
      Skandalizująca, prowokująca, niepokojąca. Najnowsza powieść Jonathana Littella – „Stara historia. Nowa wersja” – zasysa czytelnika od pierwszej strony.
    • mala200333 Re: .... TAK SOBIE ....... 14.03.19, 17:05
      Emocje, instynkty to słowa klucze w przypadku „Starej historii. Nowej wersji” (tytuł to nieprzypadkowy, Littell wydał książkę „Stara historia” w 2012 roku, ta jest jej rozbudowaną wersją). „Nie sądzę, żeby istniała czysto racjonalna, abstrakcyjna myśl, każdym z nas żądzą popędy, pragnienia. Nawe filozofia Kanta i Hegla opiera się na instynktach. Robiąc porównanie do teorii marksistowskiej, gdzie jest baza i nadbudowa, mnie interesuje baza. A w psychoanalizie proces, a nie treść” – mówi Littell w wywiadzie dla dwumiesięcznika „Książki. Magazyn do czytania”.

      Na początku jest dom, z basenem. A w nim mężczyzna, kobieta i chłopiec. Rodzina, powiedzielibyśmy. W tym jednak przypadku nic nie jest tak do końca, w oczywisty sposób zdefiniowane. Dom jest jednak niewątpliwie punktem odniesienia, w nim wszystko zaczyna się, w nim też kończy.

      Bohater / narrator wciąż się przeistacza. Jest mężczyzną, kobietą, transseksualistą, homoseksualistą… Zaczynając biec tajemniczym korytarzem, nie wie (my też, rzecz jasna, nie wiemy) nie tylko, gdzie go on zaprowadzi, ale także kim stanie się na jego końcu, gdy po raz kolejny wskoczy do basenu.

      Porusza się po labiryncie, który nieustająco się przedłuża. I nawet, gdy dociera do jego punktu centralnego, nic nigdy nie jest tam takie samo. To trochę tak, jakbyśmy znaleźli się w wielkiej kostce Rubika, poprzecinanej korytarzami. Biegniemy nimi, a równocześnie ktoś kostką nieustannie kręci, zmieniając wzajemne ustawienie korytarzy. Skręcamy więc w prawo, jak przed momentem, otwieramy drzwi, które otworzyliśmy przed chwilą, ale to, co czeka nas za nimi, jest zupełnie inne.

      Pewne jest tylko to, że za drzwiami czekają seks i / lub przemoc. Dominacja – jak mówi we wspomnianym wywiadzie Littel – „jest jedną z form relacji władzy. W życiu, moim zdaniem, nie ma relacji bez aspektu władzy. Stosunek władzy jest głównym składnikiem wszystkich interakcji.”

      I nie jest tu istotne, gdzie i kiedy się znajdujemy, dekoracje schodzą na plan dalszy. Na pierwszy wysuwają się ekstremalne emocje i pragnienia. Littell nie próbuje ich uzasadniać, tłumaczyć – one po prostu są i kierują nami, nie potrafimy (nie próbujemy nawet) się im oprzeć. Biegniemy przed siebie, gnani żądzami, nie do końca rozumiejąc sens i cel naszych poszukiwań. Tu nie ma miejsca na miłość i inne irracjonalne twory ludzkiej wyobraźni. Jakby bez bólu nie było spełnienia.

      Kim są mężczyzna, kobieta i dziecko? „Może tożsamość to też tylko dekoracja. Pojęcie tożsamości jest wymyślone, to konstrukt. Nie wiem, czy narrator się zmienił, to mogły być inne osoby, sprawa jest otwarta” – mówi LIttell. A może, idąc dalej, tożsamości są tylko kostiumami przymierzanymi przez osobę, która odgrywa w powieści wszystkie role – i ofiar, i oprawców? Spełnia swoje fantazje i służy do spełniania cudzych. A może tak naprawdę to jedne i te same fantazje?

      „Stara historia. Nowa wersja” wpisuje się w nurt opowieści o mrocznej (a jest w ogóle jasna?) stronie ludzkiego pożądaniu, za patronów której uchodzą markiz de Sade czy Georges Bataille. Nie jest jednak bynajmniej głosem odtwórczym, prostym nawiązaniem do konwencji, czy jej współczesnym przetworzeniem.

      Jonathan Littell (autor głośnej powieści „Łaskawe”, za którą otrzymał w 2006 r. Nagrodę Goncourtów) to pisarz rasowy, a jego książka jest kolejnym, istotnym i równoprawnym głosem w tej międzypokoleniowej narracji. Powieść wciąga nas w wir nieustających przemian. Biegniemy razem z bohaterami i biec / czytać nie możemy przestać.

      Bieg wydaje się być tu jedną z istotniejszych metafor naszych czasów. Żyjemy wszak w ciągłym ruchu – pracujemy, odpoczywamy w biegu, w biegu też śnimy i pożądamy. Atakowani z wszystkich stron przez impulsy, obrazy i emocje, także te bardzo skrajne. Zupełnie jak w „Starej historii. Nowej wersji”.

      Czasem odczuwamy przemożną chęć wskoczenia do basenu, zatrzymania choć na moment, zmycia z siebie wszystkiego. Choć przecież wiemy, że już za chwilę znowu ruszymy przed siebie i otworzymy kolejne drzwi.
    • mala200333 Re: .... TAK SOBIE ....... 14.03.19, 17:38
      "Kata" Steinar Bragi to islandzka odpowiedź na #metoo, mroczna powieść o kobiecości, macierzyństwie, rozpaczy i zemście, a zarazem mocny głos w sprawie przemocy wobec kobiet.
    • mala200333 Re: .... TAK SOBIE ....... 14.03.19, 17:55
      Jessica, siostra zaginionej, twierdzi, że o niczym nie wie. Stwierdzono jednak, że Florian R. w tym samym kierunku udał się również następnego dnia.

      Policja sprawdziła pojazd podejrzanego. W bagażniku auta znaleziono włosy zaginionej Rebeki oraz włókna prawdopodobnie pochodzące z jej kurtki. Mężczyzna trafił do aresztu.
    • jerzy_55 Re: .... TAK SOBIE ....... 15.03.19, 22:06
      Trąba powietrzna w niemieckim Roetgen. Są ranni
      Niemieckie media informują o przejściu trąby powietrznej, która zrywała dachy i wybijała szyby. Co najmniej 5 osób zostało rannych.
    • jerzy_55 Re: .... TAK SOBIE ....... 15.03.19, 22:11
      https://redakcjabb.pl/wp-content/uploads/2018/01/Jarych-Marcin-Polska-warcz%C4%85ca.jpg

      Polska warczaca
    • mala200333 Re: .... TAK SOBIE ....... 16.03.19, 17:24
      Fenomen "Przeminęło z wiatrem" ...Selznick nie zgodził się, żeby premiera odbyła się w Los Angeles. Sprowadził ekipę i najważniejszych watażków Fabryki Snów do Atlanty, gdzie z wielką pompą fetowano sukces. Lokalni mieszkańcy przez dekady wspominali karawanę autobusów nadciągających z lotniska, wypełnionych najznakomitszymi osobistościami branży, które pokochały film do tego stopnia, że przyznały mu aż osiem Oscarów m.in. dla najlepszego filmu, najlepszej aktorki pierwszoplanowej czy najlepszego reżysera.
      Gdy pierwszy raz ogladalam ten film do glowy mi nie przyszlo ze tam los mnie zaniesie...
    • mala200333 Re: .... TAK SOBIE ....... 16.03.19, 18:36
      Banan to jeden z najchętniej kupowanych owoców w Polsce. Chętnie jemy go na śniadanie i jako przekąskę w ciągu dnia. Nie zdajemy sobie sprawy, że ten niewinny owoc jest odpowiedzialny za zakwaszenie organizmu. Dojrzałych bananów nie powinny jeść osoby chore na cukrzycę, bo szybko podnosi cukier we krwi. Banany muszą przetrwać długą podróż do Polski, więc są faszerowane ogromną ilością środków chemicznych m.in. pestycydami. Niektóre z nich niestety są rakotwórcze. Dlatego przed obraniem banana, koniecznie umyjmy go pod bieżącą wodą, żeby szkodliwe związki nie zostały nam na rękach.
      • mala200333 Re: .... TAK SOBIE ....... 16.03.19, 18:38
        Gdańska policja ustala, kto dzisiejszej nocy umieścił na witrynach dwóch wegańskich barów nazistowskie symbole i plakaty. O sprawie została powiadomiona prokuratura. Prezydent Aleksandra Dulkiewicz zadeklarowała, że "zrobi wszystko, co w jej mocy, by sprawcy tego ataku zostali ukarani". "Przeciwstawiajcie się stanowczo nienawiści, która ma miejsce w Waszym otoczeniu" - zaapelowała w oświadczeniu.
        • mala200333 Re: .... TAK SOBIE ....... 16.03.19, 19:09
          Komuniści, dywersanci, Berling – zdrajca i dezerter – w ten sposób o żołnierzach 1. Armii Wojska Polskiego mówił generał Władysław Sikorski. Niewykluczone, że gdyby naczelny wódz dożył końca wojny, powiedziałby: polscy bohaterowie, ofiary Stalina.
          • mala200333 Re: .... TAK SOBIE ....... 16.03.19, 19:10
            „Polaczki udrali”. „Polaczki uciekły”. Słowa wypowiedziane przez sowieckiego żołnierza z drwiącym uśmiechem wciąż dźwięczały w uszach Wacława Zakrzewskiego, kiedy po wyjściu z wojenkomatu, czyli punktu mobilizacyjnego, szedł główną ulicą Wizingi. „Nie zdążyłem” – pomyślał rozgoryczony, wciągając do płuc mroźną wilgoć, zapowiedź nadciągającej zimy 1942 roku – surowej i bezwzględnej, jak każda rosyjska zima na wschód od Moskwy. Lód ściął już rzekę Wyczegdę, jedną z najważniejszych rzek sowieckiej republiki Komi, wstrzymano spływ potężnych bali wyrąbywanych z tajgi przez tysiące łagierników. Zatrudniony przy spływie drewna Wacław Zakrzewski liczył, że jeszcze przed pojawieniem się śniegu trafi do polskiego wojska. To była jego jedyna nadzieja na wyrwanie się z tego nieludzkiego kraju – dołączyć do tysięcy żołnierzy, zesłańców i ich rodzin przygarniętych przez generała Władysława Andersa. Ta armia była już jednak poza jego zasięgiem, wszystkich ewakuowano do Iranu. Dopiero w maju następnego roku odzyskał utraconą nadzieję. Przeczytał w gazecie, że polska komunistka Wanda Wasilewska organizuje polskie wojsko. Napisał do niej list, w którym poprosił o przyjęcie do armii, zaadresował na Związek Patriotów w Moskwie i po jakimś czasie dostał wezwanie do wojenkomatu w Wizindze, spod którego kilka miesięcy wcześniej odszedł z kwitkiem. Tym razem odpowiedź była inna – dostał przydział i nakaz wyjazdu.
            • mala200333 Re: .... TAK SOBIE ....... 16.03.19, 19:11
              „Radość moja była ogromna. Uśmiechała mi się droga do Polski, do tej Polski wytęsknionej, wyśnionej po nocach i wreszcie powrót do niej realny” – wspominał Zakrzewski. „Miejscowi patrzą i mówią: Czewo on, durak, takoj dowolen? Tam gorie i smiert’, a on kak raz szoł gułat” („Czego on głupi, taki zadowolony? Tam rozpacz i śmierć, a on jakby na spacer szedł”).

              9 maja 1943 roku radziecki rząd opublikował komunikat o wyrażeniu zgody na formowanie polskiej armii. Machina ruszyła. Także machina propagandowa.
              • mala200333 Re: .... TAK SOBIE ....... 16.03.19, 19:12
                Nieprzypadkowo wybrano Sielce nad Oką jako miejsce zgrupowania żołnierzy przyszłej 1. Dywizji Piechoty. Polsko brzmiąca nazwa, biało-czerwone flagi, żołnierze w mundurach z polskimi dystynkcjami – to wszystko miało zrobić ogromne wrażenie na Polakach zwożonych pod eskortą sowieckich wojskowych, byłych łagiernikach, więźniach, robotnikach przymusowych. I robiło. „Po kilku dniach jazdy pociąg zatrzymał się na stacji Diwowo i jeszcze tego samego dnia ze łzami w oczach przeczytałem: »Witaj żołnierzu – wczorajszy tułaczu«” – wspominał Bolesław Dańko, Polak z Polesia, wywieziony w 1940 roku do Archangielska, późniejszy osobisty ochroniarz generała Zygmunta Berlinga. Ten napis na bramie obozu wrył się w pamięć każdego rekruta.
                • mala200333 Re: .... TAK SOBIE ....... 16.03.19, 19:14
                  Wanda Wasilewska na polecenie Stalina zadbała o niezbędne szczegóły potwierdzające, że nad Oką powstaje polskie wojsko. Zesłańcy zjeżdżający do obozu zwracali uwagę przede wszystkim na to, co mogłyby świadczyć, że trafią jednak do sowieckiej armii. Początkowo wiele obaw wywołało wydawanie rekrutom sowieckiego letniego umundurowania. Nie dla wszystkich bowiem od razu starczyło szytych pospiesznie na wzór polski bluz i rogatywek. Sytuację ratowały dobrze znane oznaczenia umieszczane na mundurach. „Dystynkcje noszono takie same jak dawniej, salutowanie przedwojenne: nie całą dłonią, lecz dwoma palcami, nawet legionowe piosenki, które rozlegały się po lesie, powszechne zwracanie się przez »pan« – to argumenty, które przemawiały za polskością armii. Ale ten dziwaczny orzeł i w dodatku bez korony?” – zastanawiał się Roman Marchwicki, zesłaniec z Kazachstanu mianowany już w Sielcach dowódcą plutonu. Biały ptak na czapkach mógł budzić wątpliwości. Niektórzy żołnierze nazywali go pogardliwie kogutem lub – z rosyjska – kuricą.

                  Z jednej strony radość, z drugiej – nieufność. O tak skrajnych uczuciach opowiadali polscy rekruci, dobrze znający sposób funkcjonowania totalitarnego państwa, które wcześniej ich więziło, a teraz niespodziewanie z jednoznacznie wrogiego stawało się przyjazne. Podejrzenia nie ominęły również wojskowego kapelana, o którego obecność w jednostce zabiegała sama Wasilewska. Jak opowiadał Bolesław Dańko, początkowo „nawet księdza Wilhelma Kubsza uważali niektórzy za podstawionego oficera NKWD”. Takie obawy nie były bezpodstawne. Choć dowódcy przydzieleni do 1. Dywizji Piechoty nosili polskie mundury i nazwiska, trudno było im ukryć swoją prawdziwą, rosyjską narodowość lub przynajmniej rosyjskie pochodzenie. Włodzimierz Sokorski, zastępca generała Zygmunta Berlinga, urodził się w Aleksandrowsku na Ukrainie, przed wojną działał w Komunistycznej Partii Polski. W czasie wojny służył w ZSRR w Korpusie Ochrony Kolei, gdzie dosłużył się stopnia majora. Drugi zastępca dowódcy dywizji, pułkownik Bolesław Kieniewicz, służył w Armii Czerwonej od 1926 roku, a dowodzący artylerią pułkownik Wojciech Bewziuk – prawdopodobnie od 1918 lub 1924 roku. Podpułkownik Bronisław Lubański, któremu podlegali saperzy, choć pochodził z rodziny o polskich korzeniach, zaciągnął się do Armii Czerwonej w 1926 roku. Spośród oficerów z najbliższego otoczenia generała Berlinga jedynie podpułkownik Leon Bukojemski, dowódca pułku artylerii lekkiej, był Polakiem. To o tyle interesujące, że jak wynika ze spisów wojskowych, na początku lipca 1943 roku w armii berlingowców służyło 684 oficerów, z których dwie trzecie stanowili obywatele ZSRR. Wielu z nich nie znało nawet języka polskiego, co wywoływało niechęć wśród zwykłych żołnierzy. Z drugiej strony dowódcy radzieccy również nie ufali Polakom i marginalizowali znaczenie polskich oficerów. Ten stan trwał mniej więcej do czasu, gdy na wyzwolonych spod niemieckiej okupacji wschodnich rubieżach ukonstytuował się Polski Komitet Wyzwolenia Narodowego – pierwsza zapowiedź przejęcia przez komunistów kontroli nad Rzecząpospolitą. Do tego czasu oficerowie sowieccy, mający w pamięci wciąż świeżą ucieczkę armii Andersa na Bliski Wschód, byli głęboko przekonani, że żołnierze sojuszniczego wojska nie do końca im sprzyjają. Dlatego kładli tak ogromny nacisk na szerzenie wśród nich propagandy i dezinformacji.
                  • mala200333 Re: .... TAK SOBIE ....... 16.03.19, 19:15
                    Ofiarą jednej z takich pokazowych akcji padł podporucznik Tadeusz Pióro, dowódca baterii artyleryjskiej. Kiedy nacierające w kierunku Moskwy jednostki Wehrmachtu natknęły się na masowe groby pomordowanych przez NKWD polskich żołnierzy, wychodząca w Generalnej Guberni okupacyjna prasa polskojęzyczna oraz niemieckie tytuły kipiały oburzeniem na bestialstwo Sowietów, którzy mordują jeńców wojennych. Kiedy Rosjanie odbili z rąk Niemców lasy katyńskie, postanowili także odbić w ich stronę piłeczkę propagandową. 30 stycznia 1944 r. przywieźli do Katynia polską delegację wojskową, w której skład wszedł m.in. podporucznik Pióro, który stracił w Charkowie ojca, pułkownika Jana Piórę. Wśród delegatów znajdował się również podpułkownik Bukojemski, podobnie jak pułkownik Pióro więzień obozu w Starobielsku. Bukojemski miał jednak to szczęście, że jako jeden z nielicznych polskich jeńców został wybrany przez NKWD do rozmów na temat utworzenia nowej armii. Dzięki temu uniknął śmierci, ale teraz miał do odegrania jeszcze jedną ważną rolę – uwiarygodnić wersję, według której jeńców rozstrzelali Niemcy latem 1941 roku. „Groby Polaków pomordowanych przez Niemców krzyczą o zemstę. To my musimy ich pomścić” – apelował w czasie uroczystości pogrzebowych w lesie katyńskim generał Zygmunt Berling, również były więzień Starobielska.

                    „Nie kojarzyłem tej oficjalnie podanej daty śmierci w roku 1941 z listami od ojca, pisanymi do pierwszych tygodni 1940 roku. Nie kojarzyłem z własnymi przeżyciami, a powinienem” – wspominał podporucznik Pióro. Jak opowiadał, wyjazd na uroczystości pogrzebowe do Katynia był dla niego ogromnym przeżyciem. „Pieszo doszliśmy do niewielkiej polany, na której widniała świeżo usypana olbrzymia mogiła z ułożonymi na pokrywającym ją śniegu orłem i napisem z szyszek: »Cześć poległym! 1941«. Pośrodku stał wielki krzyż drewniany” – zapamiętał młody oficer. „W czasie mszy zacząłem spacerować po otaczającym mogiłę lasku, gdzieniegdzie walały się jeszcze wgniecione w mech pod warstwą śniegu pordzewiałe orzełki, przegniłe resztki czapek z rdzawymi postrzępionymi plamami w tylnej części otoków (do jeńców strzelano w potylicę) i jakieś kawałki sznurów i drutów” – relacjonował. „Przyszła mi do głowy myśl, aby podejść do najbliższej wioski i od jej mieszkańców dowiedzieć się czegoś więcej o wydarzeniach w Kosogórach. Okazało się to jednak niemożliwe, na wszystkich wyjściach z lasu stały posterunki NKWD”. Rozmowa z mieszkańcami nic by jednak podporucznikowi nie dała, ponieważ NKWD zabezpieczył się i na tę ewentualność, przesiedlając wcześniej wszystkich ewentualnych świadków tej zbrodni.
                    • mala200333 Re: .... TAK SOBIE ....... 16.03.19, 19:15
                      Data publikacji: 16.03.2019, 16:00 Ostatnia aktualizacja: 16.03.2019, 16:00
                      Mariusz Nowik

                      Komuniści, dywersanci, Berling – zdrajca i dezerter – w ten sposób o żołnierzach 1. Armii Wojska Polskiego mówił generał Władysław Sikorski. Niewykluczone, że gdyby naczelny wódz dożył końca wojny, powiedziałby: polscy bohaterowie, ofiary Stalina.
                      Polska Dywizja im Tadeusza Kosciuszki w drodze na front Fot.: FOKA / Forum

                      Podziel się Tweetnij Udostępnij Skomentuj

                      „Polaczki udrali”. „Polaczki uciekły”. Słowa wypowiedziane przez sowieckiego żołnierza z drwiącym uśmiechem wciąż dźwięczały w uszach Wacława Zakrzewskiego, kiedy po wyjściu z wojenkomatu, czyli punktu mobilizacyjnego, szedł główną ulicą Wizingi. „Nie zdążyłem” – pomyślał rozgoryczony, wciągając do płuc mroźną wilgoć, zapowiedź nadciągającej zimy 1942 roku – surowej i bezwzględnej, jak każda rosyjska zima na wschód od Moskwy. Lód ściął już rzekę Wyczegdę, jedną z najważniejszych rzek sowieckiej republiki Komi, wstrzymano spływ potężnych bali wyrąbywanych z tajgi przez tysiące łagierników. Zatrudniony przy spływie drewna Wacław Zakrzewski liczył, że jeszcze przed pojawieniem się śniegu trafi do polskiego wojska. To była jego jedyna nadzieja na wyrwanie się z tego nieludzkiego kraju – dołączyć do tysięcy żołnierzy, zesłańców i ich rodzin przygarniętych przez generała Władysława Andersa. Ta armia była już jednak poza jego zasięgiem, wszystkich ewakuowano do Iranu. Dopiero w maju następnego roku odzyskał utraconą nadzieję. Przeczytał w gazecie, że polska komunistka Wanda Wasilewska organizuje polskie wojsko. Napisał do niej list, w którym poprosił o przyjęcie do armii, zaadresował na Związek Patriotów w Moskwie i po jakimś czasie dostał wezwanie do wojenkomatu w Wizindze, spod którego kilka miesięcy wcześniej odszedł z kwitkiem. Tym razem odpowiedź była inna – dostał przydział i nakaz wyjazdu.
                      Fot.: FOKA / Forum

                      „Radość moja była ogromna. Uśmiechała mi się droga do Polski, do tej Polski wytęsknionej, wyśnionej po nocach i wreszcie powrót do niej realny” – wspominał Zakrzewski. „Miejscowi patrzą i mówią: Czewo on, durak, takoj dowolen? Tam gorie i smiert’, a on kak raz szoł gułat” („Czego on głupi, taki zadowolony? Tam rozpacz i śmierć, a on jakby na spacer szedł”).

                      9 maja 1943 roku radziecki rząd opublikował komunikat o wyrażeniu zgody na formowanie polskiej armii. Machina ruszyła. Także machina propagandowa.

                      REKLAMA
                      Nieprzypadkowo wybrano Sielce nad Oką jako miejsce zgrupowania żołnierzy przyszłej 1. Dywizji Piechoty. Polsko brzmiąca nazwa, biało-czerwone flagi, żołnierze w mundurach z polskimi dystynkcjami – to wszystko miało zrobić ogromne wrażenie na Polakach zwożonych pod eskortą sowieckich wojskowych, byłych łagiernikach, więźniach, robotnikach przymusowych. I robiło. „Po kilku dniach jazdy pociąg zatrzymał się na stacji Diwowo i jeszcze tego samego dnia ze łzami w oczach przeczytałem: »Witaj żołnierzu – wczorajszy tułaczu«” – wspominał Bolesław Dańko, Polak z Polesia, wywieziony w 1940 roku do Archangielska, późniejszy osobisty ochroniarz generała Zygmunta Berlinga. Ten napis na bramie obozu wrył się w pamięć każdego rekruta.
                      Fot.: COLLECTION LASKI / East News

                      Wanda Wasilewska na polecenie Stalina zadbała o niezbędne szczegóły potwierdzające, że nad Oką powstaje polskie wojsko. Zesłańcy zjeżdżający do obozu zwracali uwagę przede wszystkim na to, co mogłyby świadczyć, że trafią jednak do sowieckiej armii. Początkowo wiele obaw wywołało wydawanie rekrutom sowieckiego letniego umundurowania. Nie dla wszystkich bowiem od razu starczyło szytych pospiesznie na wzór polski bluz i rogatywek. Sytuację ratowały dobrze znane oznaczenia umieszczane na mundurach. „Dystynkcje noszono takie same jak dawniej, salutowanie przedwojenne: nie całą dłonią, lecz dwoma palcami, nawet legionowe piosenki, które rozlegały się po lesie, powszechne zwracanie się przez »pan« – to argumenty, które przemawiały za polskością armii. Ale ten dziwaczny orzeł i w dodatku bez korony?” – zastanawiał się Roman Marchwicki, zesłaniec z Kazachstanu mianowany już w Sielcach dowódcą plutonu. Biały ptak na czapkach mógł budzić wątpliwości. Niektórzy żołnierze nazywali go pogardliwie kogutem lub – z rosyjska – kuricą.

                      Z jednej strony radość, z drugiej – nieufność. O tak skrajnych uczuciach opowiadali polscy rekruci, dobrze znający sposób funkcjonowania totalitarnego państwa, które wcześniej ich więziło, a teraz niespodziewanie z jednoznacznie wrogiego stawało się przyjazne. Podejrzenia nie ominęły również wojskowego kapelana, o którego obecność w jednostce zabiegała sama Wasilewska. Jak opowiadał Bolesław Dańko, początkowo „nawet księdza Wilhelma Kubsza uważali niektórzy za podstawionego oficera NKWD”. Takie obawy nie były bezpodstawne. Choć dowódcy przydzieleni do 1. Dywizji Piechoty nosili polskie mundury i nazwiska, trudno było im ukryć swoją prawdziwą, rosyjską narodowość lub przynajmniej rosyjskie pochodzenie. Włodzimierz Sokorski, zastępca generała Zygmunta Berlinga, urodził się w Aleksandrowsku na Ukrainie, przed wojną działał w Komunistycznej Partii Polski. W czasie wojny służył w ZSRR w Korpusie Ochrony Kolei, gdzie dosłużył się stopnia majora. Drugi zastępca dowódcy dywizji, pułkownik Bolesław Kieniewicz, służył w Armii Czerwonej od 1926 roku, a dowodzący artylerią pułkownik Wojciech Bewziuk – prawdopodobnie od 1918 lub 1924 roku. Podpułkownik Bronisław Lubański, któremu podlegali saperzy, choć pochodził z rodziny o polskich korzeniach, zaciągnął się do Armii Czerwonej w 1926 roku. Spośród oficerów z najbliższego otoczenia generała Berlinga jedynie podpułkownik Leon Bukojemski, dowódca pułku artylerii lekkiej, był Polakiem. To o tyle interesujące, że jak wynika ze spisów wojskowych, na początku lipca 1943 roku w armii berlingowców służyło 684 oficerów, z których dwie trzecie stanowili obywatele ZSRR. Wielu z nich nie znało nawet języka polskiego, co wywoływało niechęć wśród zwykłych żołnierzy. Z drugiej strony dowódcy radzieccy również nie ufali Polakom i marginalizowali znaczenie polskich oficerów. Ten stan trwał mniej więcej do czasu, gdy na wyzwolonych spod niemieckiej okupacji wschodnich rubieżach ukonstytuował się Polski Komitet Wyzwolenia Narodowego – pierwsza zapowiedź przejęcia przez komunistów kontroli nad Rzecząpospolitą. Do tego czasu oficerowie sowieccy, mający w pamięci wciąż świeżą ucieczkę armii Andersa na Bliski Wschód, byli głęboko przekonani, że żołnierze sojuszniczego wojska nie do końca im sprzyjają. Dlatego kładli tak ogromny nacisk na szerzenie wśród nich propagandy i dezinformacji.
                      Fot.: PAP/CAF/WAF / PAP

                      Ofiarą jednej z takich pokazowych akcji padł podporucznik Tadeusz Pióro, dowódca baterii artyleryjskiej. Kiedy nacierające w kierunku Moskwy jednostki Wehrmachtu natknęły się na masowe groby pomordowanych przez NKWD polskich żołnierzy, wychodząca w Generalnej Guberni okupacyjna prasa polskojęzyczna oraz niemieckie tytuły kipiały oburzeniem na bestialstwo Sowietów, którzy mordują jeńców wojennych. Kiedy Rosjanie odbili z rąk Niemców lasy katyńskie, postanowili także odbić w ich stronę piłeczkę propagandową. 30 stycznia 1944 r. przywieźli do Katynia polską delegację wojskową, w której skład wszedł m.in. podporucznik Pióro, który stracił w Charkowie ojca, pułkownika Jana Piórę. Wśród delegatów znajdował się również podpułkownik Bukojemski, podobnie jak pułkownik Pióro więzień obozu w Starobielsku. Bukojemski miał jednak to szczęście, że jako jeden z nielicznych polskich jeńców został wybrany przez NKWD do rozmów na temat utworzenia nowej armii. Dzięki temu uniknął śmierci, ale teraz miał do odegrania jeszcze jedną ważną rolę – uwiarygodnić wersję, według której jeńców rozstrzelali Niemcy latem 1941 roku. „Groby Polaków pomordowanych przez Niemców krzyczą o zemstę. To my musimy ich pomścić” – apelował w czasie uroczystości pogrzebowych w lesie katyńskim generał Zygmunt Berling, również były więzień Starobielska.

                      „Nie kojarzyłem tej oficjalnie podanej daty śmierci w roku 1941 z listami od ojca, pisany
                      • mala200333 Re: .... TAK SOBIE ....... 16.03.19, 19:16
                        Franciszek Sielicki, żołnierz dywizji kościuszkowców, wspominał z kolei kino polowe, w którym oglądał dokument o niemieckich zbrodniach w Katyniu. Na rozwieszanym między drzewami prześcieradle wyświetlano także inne filmy, w tym sowieckie kroniki. Działał również teatr wystawiający sztuki komediowe i patriotyczne, nawiązujące zwłaszcza do życia patrona jednostki, Tadeusza Kościuszki. „Organizowano także zabawy taneczne i w mniejszych jednostkach, a partnerek do tańca jakoś nie brakowało. Jak nie fizylierki, to sanitariuszki, jak nie praczki (z pralni dywizyjnej), to łączniczki, kancelistki lub kucharki. Kościuszkowczanki. One też były dużą radością żołnierzy” – wspominał Sielicki. Dowództwo wydzielało alkohol, po 100 lub 200 gramów, zależnie od okazji. Co ciekawe, obchodzono w ten sposób nie tylko sowieckie święta, takie jak rocznica rewolucji październikowej, lecz także święta kościelne, Boże Narodzenie i Wielkanoc, oraz przedwojenne – Dzień Niepodległości 11 listopada, rocznicę uchwalenia Konstytucji 3 Maja, a nawet Święto Żołnierza, przypadające 15 sierpnia, upamiętniające cud nad Wisłą z 1920 roku i przełamanie sowieckiego natarcia w wojnie polsko-bolszewickiej.
                        • mala200333 Re: .... TAK SOBIE ....... 16.03.19, 19:16
                          Poluzowana miejscami propaganda szybko jednak zaczęła zaciskać się pętlą na kościuszkowcach. Związek Patriotów Polskich potrzebował aktu bohaterstwa i oddania sprawie na polu walki, aby zbudować na nim mit założycielski nowej komunistycznej Polski opartej na silnej ludowej armii. Okazja nadarzyła się już kilka miesięcy po rozpoczęciu pierwszych szkoleń w Sielcach. Bitwa pod wioską o świetnej propagandowej nazwie Lenino miała potwierdzić gotowość bojową dywizji. O mało nie zakończyła się jej całkowitą zagładą.

                          Sprawozdania z narad sztabowych wypełnione emocjonalnymi wypowiedziami generała Berlinga oraz jego szczegółowe raporty z jednej strony pokazują bezsilność dowódcy niedoszkolonej jednostki, a z drugiej dają obraz traktowania polskich oficerów przez sojuszniczych przełożonych. Jak pisał we wspomnieniach generał Berling, w czasie odprawy przed bitwą został wprost skarcony przez generała Wasilija Gordowa, dowódcę 33. Armii, której przydzielono polską dywizję pod Lenino. Berling odważył się zaprotestować przeciwko wysłaniu Polaków do głównego natarcia. „Wasze dieło maleńkoje, gienierał” – miał odpowiedzieć Gordow, który następnie za plecami Berlinga wydał rozkaz o skróceniu artyleryjskiej nawały ogniowej na niemieckie pozycje przed szturmem. W efekcie 12 października 1943 roku Polacy wyszli z okopów wprost na czekających na nich Niemców. Do tego – jak relacjonowali potem świadkowie natarcia, a w tym także i sam polski dowódca – ruszyli ławą, nie kryjąc się, nie poruszając skokami, za to strzelając przed siebie. Aby taki atak miał szanse powodzenia, kilkaset metrów przed nacierającymi powinny spadać pociski artylerii, tworząc sunący, precyzyjny wał ogniowy. „Krótkie artyleryjskie przygotowanie nie zniszczyło wprawdzie ogniowych punktów wroga, ale mimo to dywizja szła jak na paradzie” – dodawał generał Kieniewicz. Sowieckie działa milczały, za to Niemcy zasypali Polaków gradem pocisków.
                          • mala200333 Re: .... TAK SOBIE ....... 16.03.19, 19:18
                            Dowódca dywizji nie krył wściekłości, kiedy na odprawie słuchał meldunków oficerów informujących o załamaniu poszczególnych natarć i chaosie, jaki zapanował na polu bitwy. „Jakbyśmy chcieli wyciągnąć konsekwencje z tego, co się stało, musielibyśmy chyba wziąć rewolwer i zacząć strzelać” – zżymał się Berling. Gordow winą za niepowodzenie natarcia obarczył Polaków. W raporcie wysłanym do dowódcy Frontu Zachodniego napisał wprost, że polski generał „ukrył fakty wskazujące na niskie wartości bojowe i słabość moralną znacznej części stanu osobowego dywizji”. Berling w liście do generała Gieorgija Żukowa, późniejszego marszałka ZSRR, punktował błędy Gordowa: zabrakło wsparcia artylerii, nie zbombardowano niemieckich pozycji, posłano w bój niedoszkoloną dywizję. Polacy okupili te błędy ogromnymi stratami. W ciągu dwóch dni zginęło, odniosło rany lub zaginęło ponad 3 tysiące kościuszkowców.

                            Jeszcze większe straty polskie siły – już jako 1. Armia Wojska Polskiego – poniosły w czasie operacji desantowej i chwytaniu przyczółków w lewobrzeżnej, walczącej w powstaniu Warszawie. Pomijając brak politycznej woli sowieckich dowódców i samego Józefa Stalina, by wspierać powstańców, forsowanie Wisły było tragicznie zorganizowane. Wspominał o tym pułkownik Antoni Frankowski, dowódca artylerii 3. Dywizji Piechoty, który 16 września 1944 roku o świcie leżał ukryty tuż pod filarem mostu Poniatowskiego i z niepokojem obserwował, jak berlingowcy przeprawiają się na drugi brzeg. Zanim dobiły pierwsze łodzie, ucichł wspierający desant ostrzał artyleryjski zza rzeki. Pułkownik Frankowski dobrze widział przez szkła lornetki, jak na plaży pojawiają się Niemcy. „Zaatakowali naszych żołnierzy z dwóch stron, w dość krótkim czasie, bez większych trudności, wyszli na brzeg Wisły i okrążyli pierwszy batalion” – opowiadał. Potem zaczęli strzelać do łodzi z drugiego rzutu, wyładowanych ludźmi i sprzętem. „Topili jedną po drugiej. Znikały one z powierzchni wody jak bańki mydlane” – wspominał.

                            Dowódca artylerzystów próbował zadzwonić do sztabu, by zaalarmować przełożonych i wstrzymać kolejne rzuty, ale okazało się, że linia jest zerwana. Puścił się więc biegiem w kierunku sztabu, czym prędzej, mając nadzieję, że uda mu się uratować desant. „Kiedy stanąłem w drzwiach sutereny, gdzie mieścił się chwilowo sztab, myślałem, że nerwowo nie wytrzymam” – przyznał pułkownik Frankowski. „Zobaczyłem bowiem stół zastawiony napojami alkoholowymi, a za stołem »wodzów« oblewających »zwycięstwo«. Gdy zameldowałem o tym, co się stało z naszym batalionem i jaki los spotkał naszych żołnierzy, nazwano mnie »panikjorem«” – dodawał.
                            • mala200333 Re: .... TAK SOBIE ....... 16.03.19, 19:18
                              Mimo to Polakom udało się uchwycić trzy przyczółki. Jeden na Czerniakowie, drugi na Powiślu na północ od mostu Poniatowskiego, a trzeci na Żoliborzu. Nie udały się próby forsowania Wisły po zniszczonym stalowym moście Kierbedzia ani desant z Kępy Gocławskiej. W nocy z 23 na 24 września po ciężkich walkach bez wsparcia z prawobrzeżnej Warszawy padł ostatni przyczółek, czerniakowski. W ciągu trwającej tydzień operacji poległo, zaginęło lub odniosło rany 4892 żołnierzy. Nieliczni z wysłanych na pomoc Warszawie wrócili na praską stronę. Także niewielu powstańcom udało się przepłynąć Wisłę. Biorący udział w desancie Józef Franczak wspominał, że wraz z kolegami z oddziału zostawili powstańcom całą broń, jaką mieli przy sobie. „Przez rzekę przeprawialiśmy się wpław, w samych slipkach, wśród chlupotu padających wokoło kul” – opowiadał. Ci, którzy dopłynęli, trafiali od razu do aresztu. Musieli tłumaczyć się przed oficerami śledczymi, czy nie są niemieckimi szpiegami. Podobne śledztwa czekały ocalałych powstańców.

                              Ale im głębiej w ziemie przedwojennej Polski wchodziła 1. Armia WP, tym więcej przyłączało się do niej AK-owców. Nie wszyscy dobrowolnie, chcąc kontynuować walkę z Niemcami. Najczęściej słyszeli propozycję: albo się zaciągniesz, albo jedziesz na „białe niedźwiedzie”. W obliczu tak formułowanej argumentacji decyzja wydawała się prosta, więc żołnierze podziemia wybierali rogatywkę z orłem bez korony. Nie spodziewali się jednak, że będą mieli przeciwko sobie nie tylko hitlerowców, lecz także polskich oraz sowieckich śledczych. „Robotę kontrwywiadowczą w polskiej armii prowadzi SMIERSZ” – przyznawał sam generał Gieorgij Żukow. Ta owiana najgorszą sławą jednostka NKWD powołana do walki ze szpiegostwem funkcjonowała pod przykryciem „oddziału informacji Wojska Polskiego”, wyjaśniał sowiecki generał, a późniejszy marszałek. Oddział Informacji 1. Dywizji Piechoty utworzono już w połowie maja 1943 roku i jak wynika z relacji Józefa Franczaka, który przeszedł szlak bojowy od Sielc po Łabę, funkcjonariusze kontrwywiadu od samego początku bacznie przyglądali się nastrojom w formującym się wojsku. „Pamiętam, jak jeden z oficerów, podpułkownik Piotrowski, podczas jakiejś uroczystości, chyba niedługo przed skierowaniem na front, krzyknął: »Niech żyje Józef Piłsudski!«. Może się pomylił, miało być »Stalin«, a może pomylił się specjalnie?” – zastanawiał się Franczak. „Odpowiedziało mu nasze głośne i radosne: »Hurra!«. Tego oficera już potem nie zobaczyliśmy”.

                              Daniel Rudnicki, zastępca dowódcy plutonu do spraw polityczno-oświatowych, do którego zadań należało przeprowadzanie wśród żołnierzy wykładów propagandowych, opowiadał o zapamiętanym z wykładów porywczym oficerze Armii Krajowej. Był to podporucznik Józef Malinowski, pseudonim Ćwik, szczupły brunet bez ręki służący wcześniej w 27. Wołyńskiej Dywizji Piechoty AK. „Słuchał kiedyś, jak wygłaszałem pogadankę o naszych granicach, w której naturalnie mowa była także o linii Curzona. Po pogadance »Ćwik« odwołał mnie na bok i błyskając bandyckimi oczyma, wyrzucił z siebie: – Czyli że trzeba Wilno i Lwów Rosji oddać, bo to nie są polskie miasta? Tak? Pan tam kiedyś był? Niech mi pan powie, pan jest Polakiem?” – zaatakował Rudnickiego. Ten tylko wzruszył ramionami. „I co miałem zrobić, oddać go Informacji? Postępując w ten sposób, spowodowalibyśmy rozlecenie się Korpusu w ciągu dwudziestu czterech godzin” – wyjaśniał zastępca dowódcy plutonu.
                              • mala200333 Re: .... TAK SOBIE ....... 16.03.19, 19:19
                                Informacja Wojskowa była jednostką samodzielną, wyłączoną początkowo spod sztabu dywizji kościuszkowców, a następnie – w miarę rozrastania się formacji – obejmującą swoim zasięgiem także 1. Korpus Polskich Sił Zbrojnych oraz obie Armie Wojska Polskiego. Kierował nią generał Iwan Sierow, zasłużony enkawudzista, wsławiony między innymi osobistym torturowaniem pułkownika Leopolda Okulickiego, komendanta Związku Walki Zbrojnej przetrzymywanego w więzieniu Lefortowskim w Moskwie. „Oczyszczał” również tereny Rzeczypospolitej z żołnierzy AK oraz innego „elementu antysowieckiego”. Zachował się podpisany przez Sierowa raport, który wiosną 1945 roku trafił na biurko Ławrientija Berii, ludowego komisarza spraw wewnętrznych. Generał NKWD pisze w nim o niezdrowych nastrojach w Wojsku Polskim i podkreśla, że funkcjonariusze kontrwywiadu rozpracowali i obserwują około 2 tysięcy żołnierzy wywodzących się z armii Andersa lub AK. Padają nawet konkretne nazwiska i zarzuty.

                                „Starszy sierżant samodzielnego armijnego pułku łączności, Glemba Piotr, urodzony w województwie lwowskim, Polak, 2 kwietnia br. w rozmowie z informatorem oświadczył: »Po tamtej stronie Berlina, razem z armią angielską idzie armia Andersa. Gdy spotka się z polskim wojskiem, większość naszych szeregowych i oficerów przejdzie do andersowców. Władza sowiecka wystarczająco dręczyła nas na Syberii«. Glemba rozpracowywany jest jako wrogi element” – donosił generał Sierow i kontynuował: „Szef sztabu 27. samodzielnego armijnego batalionu remontowo-naprawczego kapitan Wochnowski Edward, urodzony w województwie wileńskim, w przeszłości służący w armii Andersa. W rozmowie z naszym informatorem powiedział: »Po zakończeniu wojny w Niemczech będziemy jeszcze walczyć z Rosją. W Anglii mamy trzymilionową armię Andersa«”. Raport informuje również o wykrytym przez Informację Wojskową w jednym z batalionów spisku siedmiu byłych AK-owców, którzy namawiają współtowarzyszy do ucieczki. Tylko w tym jednym dokumencie padają nazwiska dziewięciu inwigilowanych żołnierzy. Łatwo jest przewidzieć ich dalsze losy.

                                Z jednej strony polscy żołnierze padali ofiarami podejrzeń sowieckich służb, z drugiej – niekompetencji dowódców. W styczniu 1945 roku, po zdobyciu ruin Warszawy, 1. Armia Wojska Polskiego spieszyła się do szturmu na Wał Pomorski. Ta silnie umocniona linia około 900 bunkrów, schronów, stanowisk ogniowych i zapór, ciągnąca się na długości prawie 275 kilometrów, wydawała się nie do zdobycia. Dodatkową przeszkodę stanowiły podmokły i często nierówny teren oraz gęste lasy, w których rozsiane były bunkry. Niektóre jednostki, tak jak 4. Dywizja Piechoty, szły do natarcia wprost z marszu. Ciężkie walki o Wał Pomorski trwały od 30 stycznia do 11 lutego 1945 roku i zostały okupione ponad 10 tysiącami poległych, rannych i zaginionych polskich żołnierzy. Niecały miesiąc później, na początku marca, 1. Armia WP uderzyła na Kołobrzeg. W ciągu trwającego 10 dni oblężenia znaczna część miasta została obrócona w ruinę. Zginęło i zaginęło ponad 1,2 tys. Polaków. Prawie 2,5 tys. zostało rannych.

                                Józef Dubiński z kompanii moździerzy 3. Dywizji Piechoty opowiadał o tragedii, jaką skończył się dla piechurów z 4. Dywizji pościg za wycofującymi się Niemcami. „Kiedy zbliżaliśmy się do Wałcza, oczom naszym ukazał się niesłychanie smutny widok: setki zabitych żołnierzy z 4. Dywizji, których (...) poprzedniego wieczora wprost z marszu rzucono do ataku na Wał Pomorski. Gruba warstwa śniegu, a oni w ciemnych mundurach i na terenie równym jak stół – relacjonował Dubiński. – Wszystko to było gratką dla ukrytych w bunkrach i za nasypem kolejowym Niemców, którzy dopuścili ich na kilkadziesiąt metrów od swojej linii, po czym otworzyli ogień huraganowy z broni maszynowej, kładąc pokotem kilkuset naszych. Na tej śnieżnej bieli leżeli jak na łanie snopy po snopowiązałce”. Zresztą sam Dubiński miał wiele szczęścia, bo jego kompania została przypadkowo ostrzelana przez radziecką artylerię. W ostatniej chwili, słysząc zbliżające się eksplozje katiusz, rzucił się do płytkiego okopu. „Pozostali moi koledzy zdążyli tylko wyskoczyć ze stanowiska i w tym momencie spadła na nich seria pocisków. Jeden trafił prosto w żołnierzy. Wszyscy czterej zginęli na miejscu” – wspominał. Jak dodawał, po tym wydarzeniu nie wstydził się łez. „Płakałem z bezsilności” – mówił.

                                „Kołobrzeg został zdobyty – znów kosztem niesłychanych ofiar” – wspominał kościuszkowiec Józef Franczak. „Nie brakowało ich zresztą na całym długim szlaku od Lenino po Berlin. Rosły sterty trupów, które jak papierosy w pudełku układano w wielkich mogiłach, przesypując chlorkiem”. Jak zapamiętał, pod Kołobrzegiem taka mogiła pomieściła około 500 polskich żołnierzy. W pamięć wrył mu się również makabryczny widok stosu ciał mieszkańców miasta. „Nasz batalion zatrzymał się w cegielni pod miastem, niedaleko klasztoru, który siedem razy przechodził z rąk do rąk. Obok pobliskiego cmentarza leżały zwały trupów i żeby przejść, trzeba się było dosłownie po nich wspinać jak po zboczu pagórka” – przyznawał Franczak. Jeszcze kilka miesięcy później nie wszystkie ciała zabitych w ciężkich walkach były pochowane. Tak wspominał lato 1945 roku Stefan Lipicki, pierwszy polski prezydent miasta: „Stan sanitarny Kołobrzegu był okropny, ulice miasta pokryte rozlaną krwią, na których gnieździły się całe chmary much. W Ząbrowie pod Kołobrzegiem znalazłem magazyn z beczkami środków owadobójczych, proszkiem tym posypywaliśmy ulice, muchy zaczęły znikać – w końcu ich nie było, duża ulga. Drugą plagą były trupy, było wyjątkowo gorące lato i następował szybki rozkład ciał. Idąc ulicą, trzeba było zatykać nos – tak silny był trupi odór”.

                                Andrzej Rey, żołnierz AK aresztowany przez NKWD jesienią 1944 roku i wcielony do 3. Dywizji Piechoty, opowiadał, że dzieła zniszczenia w i tak zniszczonych walkami miastach i miasteczkach dokonywały ciągnące się na tyłach armii bezpańskie grupy żołnierzy i „mrowie rabusiów, szabrowników, maruderów oraz wszelkiego autoramentu mundurowej hołoty wraz z oddziałami NKWD” ograbiających całe rodziny, gwałcących kobiety i rozstrzeliwujących każdego, kto mógłby stać się świadkiem ich przestępstw. „To, co ocalało z alianckich bombardowań i po działaniach wojennych, padało ofiarą rozpasanej i wiecznie pijanej dziczy, która zostawiała za sobą tylko niebo i ziemię, jakby przeszły tędy hordy Czyngis-chana uzbrojone w pepesze” – opowiadał Rey, dodając, że nikt nie mógł być pewien, czy przeżyje. Nawet uwolnieni z obozów jenieckich żołnierze państw walczących z Niemcami.
                                • mala200333 Re: .... TAK SOBIE ....... 16.03.19, 19:20
                                  Jak przyznawał, największe wrażenie zrobiło na nim spotkanie z jeńcami z września 1939 roku. „Na północ od Berlina natknąłem się na grupę polskich oficerów. W porządnie ściśniętych pasami mundurach, w wyczyszczonych butach szli na wschód po opuszczeniu oflagu, z którego uciekli strażnicy. Reakcja tych ludzi, do których podszedłem z prostego odruchu serca, zmroziła mnie i uderzyła w moją godność. Potraktowali mnie jak zdrajcę. Bóg z nimi, poszli swoją drogą”.

                                  Misja bojowa 1. i 2. Armii Wojska Polskiego nie skończyła się jednak wraz z pokonaniem Niemiec. Sowieci stawiali przed polskimi żołnierzami nowe zadania. Dla wielu z nich nawet trudniejsze od szturmu na Berlin. Dramat ten dobrze oddaje relacja Józefa Dubińskiego, syberyjskiego zesłańca, który przeszedł cały szlak od Oki po Łabę, a po wojnie wraz ze swoją jednostką został przerzucony na Lubelszczyznę. Tam na polecenie Urzędu Informacji i Propagandy (później Urzędu Bezpieczeństwa) jego oddział został wciągnięty do walk z podziemiem niepodległościowym. Tak wspominał jedną z akcji: „Szczególnie trudne przeżycie miałem w rejonie Kazimierza Dolnego, w którym po nocnym marszu postawiono nas w dwuszeregu i oznajmiono, że od tej pory jesteśmy partyzantami. Jako partyzanci mamy pozrywać dystynkcje i odznaczenia, a nawet, jeśli ktoś ma – nałożyć ubranie cywilne” – opowiadał. Jego oddział wyłapywał prawdziwych partyzantów. „Bardzo przeżyłem pierwsze starcie Polaka z Polakiem” – przyznawał Dubiński. Nie mógł pogodzić się również ze schwytaniem w zasadzce na stacji kolejowej w Kazimierzu dwóch młodych łączniczek z Warszawy. Jedna miała 18 lat, druga 22. Przewoziły podziemne gazety i ulotki. „Wieczorem ukryliśmy się pod oknem i podsłuchiwaliśmy, jak znęcano się nad nimi” – wspominał. „Strasznie przeżywałem jęki tych biednych łączniczek. Po nocnym przesłuchaniu rano wywieziono je do Lublina i zatrzymano w Zamku Lubelskim, który już Niemcy wykorzystywali na straszne więzienie”. Potem żołnierze Dubińskiego otrzymali kolejne zadania, polegające między innymi na wspomaganiu NKWD w likwidowaniu „reakcyjnych bandytów”, jak wmawiano im na wykładach polityczno-wychowawczych.

                                  Ten ostatni akt dramatu był nie do zaakceptowania dla wielu berlingowców. W 1943 roku ponad 12 tysięcy żołnierzy 1. Dywizji Piechoty ruszało na front z myślą, że idą się bić z Niemcami. Dwa lata później, kiedy 1. i 2. Armia Polska osiągnęła siłę prawie 330 tysięcy żołnierzy, nowa władza postanowiła wykorzystać ją w wojnie polsko-polskiej. Zwalczanie zbrojnego podziemia, przesiedlenia ludności, zabezpieczanie akcji likwidacyjnych NKWD, UB i MO – to było za dużo nawet dla frontowych żołnierzy, którzy niejedno widzieli. Józef Franczak, który uczestniczył w bitwie pod Lenino, brał udział w desancie na pomoc walczącej Warszawie, szturmował Kołobrzeg i forsował Odrę, wydarzenia, w jakich przyszło mu uczestniczyć tuż po wojnie, w czasie walk z podziemiem na Rzeszowszczyźnie, kwituje krótkim zdaniem: „Napatrzyłem się na różne okropności, o których nie tylko mówić, ale nawet wspominać się nie chce”.
    • seremine Re: .... TAK SOBIE ....... 17.03.19, 03:13

      Jeśli źle sypiasz, będziesz miał kłopoty z pamięcią i koncentracją. Bezsenność sprawia też, że zaciera się granica między jawą a snem. A śpimy coraz mniej. Jeszcze kilkanaście lat temu niewyspany chodził co trzeci dorosły Polak, dziś już co drugi. Dziś obchodzimy Międzynarodowy Dzień Snu.
    • seremine Re: .... TAK SOBIE ....... 17.03.19, 03:34
      https://scontent.fatl1-1.fna.fbcdn.net/v/t1.0-9/fr/cp0/e15/q65/54230832_1985480694894844_7360848198950191104_n.jpg?_nc_cat=109&efg=eyJpIjoibCJ9&_nc_ht=scontent.fatl1-1.fna&oh=58714ab80f59e237aeb8936d3f638d0f&oe=5D0A825A
    • seremine Re: .... TAK SOBIE ....... 17.03.19, 15:05
      https://scontent.fatl1-2.fna.fbcdn.net/v/t1.0-9/fr/cp0/e15/q65/54346140_2679343048773411_7301696350276550656_n.jpg?_nc_cat=101&efg=eyJpIjoibCJ9&_nc_ht=scontent.fatl1-2.fna&oh=420f803bc35c35397b74dbee497b0951&oe=5D1877B7
    • black_jotka Re: .... TAK SOBIE ....... 18.03.19, 19:53
      d.wpimg.pl/1874720374--844342481/banach.jpg
    • mala200333 Re: .... TAK SOBIE ....... 19.03.19, 20:13
      https://scontent.fatl1-2.fna.fbcdn.net/v/t1.0-9/54458186_2683567745017608_2213654126070333440_n.jpg?_nc_cat=107&_nc_ht=scontent.fatl1-2.fna&oh=3b96986bc21f75243cc745bd1abcfd1d&oe=5D4D1E4A
    • mala200333 Re: .... TAK SOBIE ....... 19.03.19, 22:01
      https://scontent.fatl1-2.fna.fbcdn.net/v/t1.0-9/53808725_2683566598351056_2345726758424150016_o.jpg?_nc_cat=108&_nc_ht=scontent.fatl1-2.fna&oh=e94bdff2ac3f8e334fb12d735c5a1998&oe=5D0236C6
    • seremine Re: .... TAK SOBIE ....... 21.03.19, 14:05
      www.tvn24.pl/brytyjscy-naukowcy-utrata-wagi-i-ograniczenie-kalorii-moga-zatrzymac-cukrzyce,920256,s.html
    • black_jotka Re: .... TAK SOBIE ....... 21.03.19, 17:40
      https://scontent.fatl1-2.fna.fbcdn.net/v/t1.0-9/54361803_1205890372895411_8688045758303174656_n.jpg?_nc_cat=108&_nc_ht=scontent.fatl1-2.fna&oh=411fe34997678f836c80cfc7ddee6d73&oe=5D0F22EC
Pełna wersja