Dodaj do ulubionych

Kiedyś i Dzisiaj...

12.07.20, 23:15
Pamietam taki obrazek z filmu dokumentalnego:
Przez małe miasteczko weimarskie idzie długa kolumna chichoczących młodych kobiet w kolorowych sukienkach. Maszerują kołysząc biodrami wzdłuż szeregów amerykańskich żołnierzy. Jest wśród nich trochę mężczyzn, starców. Oni powłóczą nogami, idą powoli ubrani w szare garnitury z watowanymi ramionami.
Gdy wchodzą przez bramę obozu Buchenwald ich twarze zastygają. Kobiety zakrywają sobie usta kolorowymi chustkami, mężczyźni podnoszą rękawy marynarki pod nos. Kamera pokazuje nagie trupy ułożone w stos wysoki na półtora metra. Smrodu nie czuć przez ekran, ale go widać na twarzach wycieczki. Żołnierze prowadzą ich w kierunku wielkich dołów. Kobiety na wysokich obcasach przeskakują pomiędzy nagimi trupami. Starzy mężczyźni potykają się. Klękają i podnoszą niezdarnie opierając się o kości obleczone skórą. Stają wokół dołów. Patrzą w dół. Niektorzy zaczynaja płakać. Ktoś mdleje. Żołnierze otaczają ich szczelnym kordonem. Mają patrzeć. W dole są kościotrupy obleczone skórą i muchy. Kobiety odwracają się do żołnierzy. Płaczą, mówią po niemiecku, mówią po angielsku, mówią, że nie wiedziały.
Jest wiosna 1945 roku. Generał Patton i Eisenhower wydali rozkaz swoim żołnierzem, którzy wyzwalali obozy koncentracyjne w Niemczech, by zabierali miejscowych na ich zwiedzanie.
I ci miejscowi, wszyscy, mówią, że nic nie wiedzieli. Nie widzieli szkła na ulicach z witryn sklepów obsmarowanych farbą z napisami Jude, nie widzieli ludzi w pasiakach sunących codzień w kolumnie śmierci i głodu do pracy z obozu Dachau. Słyszeli o pasożytach i pierwotniakach roznoszonych przez obcych, o Żydach z wszami, o wrogach narodu, o nieczystej rasie, o podludziach, o ideologii a nie ludziach, o rodzinie narodowej, o dzieciach czystych rasowo, o strefach wolnych od homoseksualistów, o wrogiej propagandzie, o książkach, które lepiej spalić przed przeczytaniem, o narodzie nad narody, o potrzebie oczyszczenia innych narodów, o chrystianizacji niewiernych, widzieli papieża błogosławiącego żelazne zastępy, wiedzieli, ze bog jest z nimi, z wodzem, z narodem, o narodzie, narodowi, naród, naród, naród. Powtarzali te słowa, wyciągali ręce, kochali. Heil! Heil!Heil! Byli dumni, palili pochodnie, szli w zwartych szeregach. Duma narodowa. Naród, naród, naród. Ale nie wiedzieli skąd się brał dym nad ich miasteczkiem, popioły na dachach i na truskawkach. Była wojna, było ciężko.
Nie wiedzieli, co się działo z chamską holotą, z ludźmi gorszego sortu, z tęczową ideologią i zarazą, z ludźmi z żółtymi gwiazdami na piersi. Oni wszyscy gdzieś nagle zniknęli. Nie było o nich słychać w Bundestagu, bo w dziesięć lat 96% wszystkich miejsc zajęli w nim ludzie, którzy krzyczeli naród!czysty naród!wybrany naród!
Wódz wprowadził proste reguły. Nie było bałaganu rozdyskutowane demokracji. Była praca przy bombach i gar pełen zupy. Dawało się jakoś żyć, wiedząc, ze jest się najlepszym, wybranym narodem. Duma karmiła. Nie wolno tylko było być przeciw. Ci przeciw znikali. Nikt nie wiedział, gdzie się podziali.
Nikt nic nie wiedział. Przez 10, 15 lat. Nikt nie wiedział, co działo się w tym miejscu otoczonym drutem. Kiedy wrzucali głosy do urn, tez nie wiedzieli. Nikt nie myślał, ze takie straszne rzeczy są w ogóle możliwe.
- Panie żołnierzu, my nie wiedzieliśmy, naprawdę!


Ale my teraz już wiemy. Jesteśmy ostrzeżeni.

12 lipca jest ....
Obserwuj wątek

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka