Dodaj do ulubionych

~~~~~ “Krwawa wigilia" w Ihrowicy. ~~~~

26.12.20, 22:46

Krwawa wigilia" w Ihrowicy. Ktoś, kto łamał się opłatkiem, za chwilę mógł już nie żyć
Polacy zasiadali właśnie do wigilijnej kolacji, gdy za oknami zaczęła jaśnieć łuna pożarów. Napastnicy pojawili się nagle i zaskoczyli swoje ofiary. Krzyki przerażenia i odgłosy wystrzałów momentalnie rozległy się w całej wsi. Ihrowica - tam w przeddzień Bożego Narodzenia 1944 r. brutalnych mordów dokonała Ukraińska Powstańcza Armia.
Obserwuj wątek
    • jutta_t Re: ~~~~~ “Krwawa wigilia" w Ihrowicy. ~~~~ 26.12.20, 22:47
      W ataku straszliwą śmierć poniósł miejscowy proboszcz, ks. Stanisław Szczepankiewicz. Lider miejscowej społeczności do końca wierzył, że z rąk ukraińskich sąsiadów nie spotka Polaków nic złego
      Jeden ze świadków zbrodni wspominał: "Ze zbocza góry obserwowaliśmy mordowaną Ihrowicę. Słyszeliśmy krzyki ludzi, wycie psów i ryk palących się zwierząt. Modliliśmy się, żeby odnalazła się nasza matka z bratem i nasza babcia"
      Wspomnienia ihrowiczan zawierają też wzmianki o sprawiedliwych Ukraińcach, którzy pomagali Polakom. Za taką postawę mogła ich spotkać śmierć z rąk banderowców
      • jutta_t Re: ~~~~~ “Krwawa wigilia" w Ihrowicy. ~~~~ 26.12.20, 22:50
        24 grudnia 1944 r. sotnia UPA "Burłaky" wraz z oddziałem samoobrony ukraińskiej SKW (Samooboronni Kuszczowi Widdiły - red.) zaatakowała mieszaną, polsko-ukraińską wieś Ihrowica w dawnym woj. tarnopolskim. Opisana powyżej relacja pochodzi z książki "Krwawa Podolska Wigilia w Ihrowicy w 1944 roku", autorstwa ocalałego z rzezi Jana Białowąsa. Jego dzieło stanowi cenne wspomnienie masakry, jakiej dokonali tamtego dnia ukraińscy nacjonaliści. Rzeź została też odnotowana m.in. w książce Grzegorza Motyki pt. "Ukraińska partyzantka 1942-1960".
        • jutta_t Re: ~~~~~ “Krwawa wigilia" w Ihrowicy. ~~~~ 26.12.20, 22:52
          Ihrowica położona jest na Podolu, między rzekami Seret i Zbrucz, 16 km na północ od Tarnopola. Powstała najprawdopodobniej w 1785 r. Była sporą osadą - we wsi znajdowały się kościół i cerkiew greckokatolicka, a także szkoła oraz dom ludowy z pocztą, przedszkolem, biblioteką, świetlicą i mleczarnią. Działały tam Związek Strzelecki i harcerstwo.

          Jak to zwykle bywało na tych terenach, sąsiadami byli Polacy i Ukraińcy, żyli tam również Żydzi. Jak podaje Jan Białowąs, w 1937 r. aż 131 na 256 małżeństw było związkami mieszanymi rzymskich i greckich katolików. Starym zwyczajem, jeżeli Polak żenił się z Ukrainką, ślub odbywał się w cerkwi, a jeśli Ukrainiec z Polką - w kościele.

          Najpierw nadeszła wojna. W piątek, 1 września 1939 r. rozpoczynał się kolejny rok szkolny. Gdy dzieci pojawiły się na miejscu, ks. Stanisław Szczepankiewicz, cieszący się wielkim autorytetem miejscowy proboszcz, poinformował uczniów o wybuchu konfliktu. Pierwsze dni przebiegały we wsi względnie spokojnie. Dotychczasowe życie mieszkańców odeszło w przeszłość 17 września.

          "Rano usłyszeliśmy szum motorów i gąsienic czołgów. Jeden z oficerów radośnie zawołał, że bolszewicy idą nam z pomocą" - wspominał ostatnie chwile wolności Białowąs. "Po nabożeństwie w kościele wszyscy siedzieliśmy przed domem. Oficerowie z Poznania podbudowani i pobudzeni nową sytuacją żywo dyskutowali z moim ojcem o toczącej się wojnie i planach wojennych Polski".

          Okupacja

          Wszystko to były jednak złudne nadzieje. Sowieci nie zamierzali przychodzić Polsce z pomocą. Kawalerzyści ze wschodu, którzy dotarli do wsi, aresztowali przebywających tam oficerów. Zabrano im pasy z bronią i uwięziono. Jeden z nich zdołał uciec bolszewikom, po czym oznajmił mieszkańcom wsi, że będzie przedzierał się w stronę Rumunii. "Zrozumieliśmy, że wkroczenie Sowietów oznacza utratę naszej niepodległości. Bardzo mocno to przeżyliśmy" - pisał Jan Białowąs.
          • jutta_t Re: ~~~~~ “Krwawa wigilia" w Ihrowicy. ~~~~ 26.12.20, 22:53
            Początek sowieckiej okupacji, to pierwsze niesnaski między Polakami i Ukraińcami. Ci pierwsi stracili swoje państwo, ci drudzy - zazwyczaj z radością przyjęli wieść o końcu Rzeczypospolitej, mając nadzieję na budowę własnego państwa. "Nasi Ukraińscy sąsiedzi, z którymi żyliśmy w przykładnej zgodzie, stali się nagle jacyś inni. Zrobili się pewni siebie i zarozumiali. Mówili, że teraz będą mieć Ukrainę i nie dodawali do niej przymiotnika - radziecką. Ukraińcy dumnie paradowali po wsi, a na Polaków spoglądali z nienawiścią" - wspominał Białowąs.

            W pierwszych dniach wojny nacjonalistycznie usposobiona grupa Ukraińców rozbiła miejscowy pomnik, ustawiony wcześniej jako symbol niepodległości. Zniszczono też drugi pomnik, stojący na placu budowy nowego kościoła. We wsi rozeszła się pogłoska o zatrzymaniu dwóch polskich oficerów, których rzekomo obrabowano i zamordowano w szkolnej piwnicy.

            Po wejściu Sowietów rozpoczął się komunistyczny terror. 10 lutego 1940 r. doszło do wywózki Polaków na Syberię. Gehenna czerwonej okupacji trwała do 1941 r. W czerwcu Niemcy rozpoczęli wojnę przeciw Sowietom, docierając do Ihrowicy 1 lipca. Wehrmacht został z radością powitany przez młodych Ukraińców.

            Nacjonaliści z Ukraińskiej Powstańczej Armii szykowali się do budowy "samostijnej Ukrainy". Chcieli oczyścić przedwojenne tereny wschodniej Polski z innych narodowości, przede wszystkim - z Polaków. Sprzyjała temu sytuacja. Na wieloetnicznych, rozległych ziemiach Wołynia, pełnych partyzantów ukraińskich, sowieckich i w jakiejś części polskich, Niemcy starali się przede wszystkim trzymać miast i miasteczek. Polskie Państwo Podziemne było tu zaś niezwykle słabe, a Armia Krajowa nie dysponowała żadną większą siłą. Polacy na prowincji byli w zasadzie bezbronni.
            • jutta_t Re: ~~~~~ “Krwawa wigilia" w Ihrowicy. ~~~~ 26.12.20, 22:53
              Wiosną 1943 r. do Ihrowicy dotarły pierwsze pogłoski o rzezi Polaków, jaka dokonywała się na północ od Podola. Na razie jednak okolica zdawała się względnie spokojna. Ks. Józef Szczepankiewicz działał na rzecz pojednania obu żyjących tu wspólnie narodów, zajmował się m.in. leczeniem tak Polaków, jak Ukraińców.

              Przez Ihrowicę przetaczały się tłumy ocalałych z Wołynia. "Byli zakurzeni i brudni oraz nadzwyczaj ostrożni w nawiązywaniu kontaktów. (...) Opowiadali o napadach na kościoły podczas nabożeństw i o masowych mordach polskiej ludności" - wspominał Jan Białowąs. W lutym 1944 r. zagrożenie stało się niezwykle realne. UPA zaatakowała położoną 7 km od Ihrowicy Berezowicę Małą, gdzie wymordowała ponad 100 Polaków. Ocaleli na furmankach przejeżdżali przez Ihrowicę, by dostać się do Tarnopola.

              Próbą utrzymania dobrych stosunków były wspólne rekolekcje wielkopostne w 1944 r. W procesji i poprzedzającym je greckokatolickim nabożeństwie brali udział także rzymskokatoliccy sąsiedzi. Uroczystość skończyła się jednak inaczej, niż wielu to sobie wyobrażało. Greckokatoliccy duchowni wygłosili przemówienie zachęcające do likwidacji nieukraińskich narodowości zamieszkujących te tereny. "Kąkol trzeba wyplenić z ukraińskiej pszenicy" - powiedział jeden z nich.

              "Brzmiało to jak oficjalne błogosławieństwo cerkwi greckokatolickiej dla nacjonalistycznych haseł unicestwienia Polaków na Kresach, a zarazem usankcjonowanie zbrodniczej działalności banderowskich bojówek OUN–UPA" - ocenia Jan Białowąs.

              Słowa napełniły Polaków grozą. Powoli zaczęli opuszczać uroczystość. Idąc do domów pytali, jak to się stało, że po setkach lat wspólnego życia mogli usłyszeć tu takie słowa. Nastał czas, w którym trzeba było myśleć o samoobronie. Mężczyźni zaczęli przygotowywać schrony i kryjówki, wzmacniano drzwi i okna. Już od poprzedniego roku myślano jednak o konieczności działań. Zdobywano broń, np. od wycofujących się z frontu Węgrów.
              • jutta_t Re: ~~~~~ “Krwawa wigilia" w Ihrowicy. ~~~~ 26.12.20, 22:55
                Zasadzka

                W marcu 1944 r. w Ihrowicy znów pojawiły się sowieckie wojska, prące na zachód za wycofującymi się Niemcami. Sytuacja nieco się uspokoiła. Polacy, nocujący często poza domami, w kryjówkach, powrócili do swoich zagród. NKWD zaczęło wyłapywać nacjonalistów, choć wielu z nich skutecznie się ukrywało, by po przejściu frontu znów dołączyć do UPA. Trafiali tam także dezerterzy z SS "Galizien". Zagrożenie znów wzrosło.

                Zaczęły się pojedyncze napady i likwidacje przedstawicieli polskiej społeczności. 11 listopada 1944 r. spalona i wymordowana została wieś Milno. W Ihrowicy zaczęli pojawiać się ukraińscy partyzanci z bronią. Narastał strach. Ukraińcy zaczęli dystansować się od Polaków, odmawiali sąsiadom noclegu i pomocy. Nastroje starał się uspokajać ks. Szczepankiewicz, który był przekonany, że miejscowi Ukraińcy nie dadzą zrobić Polakom krzywdy.

                Dalsza część tekstu znajduje się pod wideo.


                Nastał grudzień. Ihrowicki dom ludowy, będący teraz magazynem zboża, został zaatakowany przez leśną bandę. Partyzanci z UPA podstępem uderzyli na strzeżoną przez czterech wartowników placówkę, przedstawiając się jako Rosjanie. Zostali wpuszczeni do środka, po czym rozbroili wartowników. Dwóch Polaków zastrzelili, pozostałych dwóch - Ukraińców - puścili wolno.

                W końcu we wsi powstał sowiecki posterunek paramilitarnej organizacji - Istriebitielnych Batalionów. Oddział działał pod dowództwem Sowietów, ale należeli do niego miejscowi Polacy. Chodziło o ochronę dla okolicznych mieszkańców. Patrol pojawił się na ulicach miejscowości wieczorem 23 grudnia, dzień przed Wigilią Bożego Narodzenia. Niestety, do wsi podeszła już sotnia UPA "Burłaky" pod dowództwem Iwana Szemczyszyna ps. Czornyj.

                Oddział od razu dostał się pod obserwację banderowców, którzy 24 grudnia urządzili na niego zasadzkę. Członek patrolu, Kazimierz Litwin, jako pierwszy zauważył Ukraińca stojącego za rogiem jednego z domów. Polak oddał strzał, na co banderowcy odpowiedzieli ogniem. Dwóm innym Polakom, Władysławowi Litwinowi i Kazimierzowi Nakoniecznemu, udało się wycofać. Opuścili wieś, by sprowadzić pomoc z pobliskiego Hłuboczka. Ranny dowódca oddziału IB, st. sierż. Siemionow, a także Kazimierz Litwin zostali okrążeni. Rosjanin zastrzelił się, Polak - poddał. Wzięty do niewoli, zginął straszliwą śmiercią - banderowcy odcięli mu głowę.

                Strzały, jakie dobiegły z miejsca banderowskiej zasadzki, usłyszał sowiecki dowódca posterunku w domu ludowym, lejtnant Demianinko. Przygotował się do odparcia ataku, zatrzymał też przejeżdżających przez wieś trzech czerwonoarmistów dla wzmocnienia placówki IB.

                UPA była gotowa do ataku, plan pacyfikacji został opracowany. Wyczekiwano jedynie na zapadnięcie zmroku, gdy Polacy zasiądą do wigilijnej wieczerzy.

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka