Dodaj do ulubionych

Polski Dziki Zachód..

30.01.21, 17:06

Broni, panie, można było mieć, ile się chciało! Ludzie jeździli na koniach i to z karabinami, pistoletami, jak kowboje, bo było całkowite bezkrólewie – opowiadał mi nieżyjący już Piotr Barycza, powojenny osadnik, który osiedlił się w niewielkiej mieścinie leżącej 100 km od Wrocławia.
Obserwuj wątek
    • jerzy_55 Re: Polski Dziki Zachód.. 30.01.21, 17:09
      Cicho o tym było..
      Milicyjne kartoteki milczą na ten temat

      Komendant błyskawicznie podejmuje decyzję – biorą dwa motory i erkaemy, wyruszają. Chwilę później słyszą ryk silnika, zza zakrętu wyłania się ciężarówka. Milicjanci wyskakują na drogę z odbezpieczonymi karabinami, krzyczą „Stój!”. Dwóch siedzi na pace, obok cztery skradzione krowy, kolejni dwaj, uśmiechnięci, zadowoleni z siebie, wyglądają z szoferki. Komendant krzyczy „Wysiadać!”.

      Jakże się zdziwił komendant z MO z Łokietka, kiedy w kierowcy ciężarówki ze zrabowanym bydłem rozpoznał szefa Urzędu Bezpieczeństwa Publicznego w Wałbrzychu, a w pasażerze jego zastępcę! Przecież jeszcze dziś rano kontrolowali jego posterunek w sprawie wyników walk z grasującymi w okolicy rabusiami bydła...

      Czasy tuż po wojnie, zwłaszcza na ziemiach zachodnich, obfitowały w takie historie. Nie było dnia ani godziny, aby w raportach miejscowyh posterunków MO nie odnotowano napadów rabunkowych, dzikich strzelanin czy gwałtów. Ich sprawcami byli sami funkcjonariusze UB czy MO – w dzień stróże prawa, nocami zaś szabrownicy i bandyci, ich bandyckie czyny raczej nigdy nie zostały zgłoszone. Bo któż by w tamtym czasie miał odwagę zeznać, że rabunku na jego dobytku dokonał lokalny szef UB czy komendant MO?
    • jerzy_55 Re: Polski Dziki Zachód.. 30.01.21, 17:12
      Inni naoczni świadkowie dodawali, że strzelaniny w górach było słychać co dzień, ale iść tam po nocy to pewna kula w łeb. Wciąż wałęsały się niedobitki niemieckie, Ukraińcy, własowcy, a i esesmani, którzy liczyli, że uda im się przedostać do angielskich i amerykańskich stref okupacyjnych. Czy napadali na tutejsze gospodarstwa, czy kogoś zabili? W samym Walimiu nie, ale w Glinnie tak, był taki przypadek. Potaśnik, pierwszy powojenny osadnik Glinna, opowiadał, jak to zszedł w nocy napić się do kuchni (a dom dzielił z Niemcami, jak wówczas wielu), otworzył drzwi i zbladł.

      Za kierownicą dziadek autora tekstu, jeden z pierwszych osadników na Dolnym Śląsku Foto: Archiwum prywatne autora tekstu
      Za kierownicą dziadek autora tekstu, jeden z pierwszych osadników na Dolnym Śląsku
      Siedzieli przy stole z plecakami, Niemka im żarcia naszykowała, jedli, w mundurach SS z bronią wszelaką. Popatrzyli tylko na niego i pokazali gestem „Ćśś!”, bo jak nie, to poderżną gardło całej rodzinie... Cóż było robić? To ich tereny, a na milicję nie było co liczyć, sama zabarykadowana na posterunku, nocą nie wystawia nosa...

      A więc bandy były, ale jakie, skoro tyle tych opowieści? Bandyctwo w Sudetach można było spokojnie podzielić według różnych kluczy. Była przestępczość szabrownicza, zwykła – najpospolitsza, zbirowsko-bandycka, oraz ta w mundurach, która w dzień niby to pilnowała prawa i porządku, a w nocy lepiej nie podchodź.

      I niemiecka, złożona z ludzi, których nie chronił już hitlerowski parasol, którzy szukali sposobu na życie. Góry im to umożliwiały, mieli bowiem dobre dojścia do zachodniej i południowej granicy, wiązali też i swoje nadzieje na III wojnę światową miedzy Sowietami za Zachodem. Wtedy staliby się partyzantką i prowadzili walkę, jaką z ukrycia miał prowadzić Werwolf.
      • jerzy_55 Re: Polski Dziki Zachód.. 30.01.21, 17:14

        Czasami ostrzelali milicyjny patrol

        Szalejące plotki, szeptana propaganda, nielegalne i półlegalne pisma niemieckie, większe lub mniejsze grupy uzbrojonych żołnierzy niemieckich nie ułatwiały i nie uprzyjemniały życia ówczesnym osadnikom. W całym tym bałaganie nikt niczego nie przestrzegał, nie było żadnych zasad i moralności, a cóż dopiero prawa! I tak w Kudowie Zdroju rządziło trzech burmistrzów – polski, czeski i niemiecki, a do połowy czerwca 1945 r. obok organizującej się polskiej milicji, działała i żandarmeria niemiecka.

        Dlatego też szukające żywności i sposobów przetrwania grupy maruderów bez żadnych skrupułów i praktycznie bez przeszkód napadały i zdobywały to, co im było potrzebne. Czasami ostrzelały milicyjny patrol, a potem – podążając sobie tylko znanymi ścieżkami do swych górskich kryjówek – "rozpływały" się w powietrzu.

        Ostrzelani u zbocza Wielkiej Sowy za dzisiejszą przełęczą walimską milicjanci z Walimia opowiadali, że esesmani znikali jak duchy, po prostu zapadali się pod ziemię.

        Byli też zakamuflowani bandyci, niby Polacy, a jednak nie do końca. Przekonał się o tym Franciszek Winiecki, górnik z powojennego Wałbrzycha. Oto jego relacja, przedstawiająca serię napadów rabunkowych i finał – zdemaskowanie bandyctwa: „Latem 1947 razem z sąsiadem Stefanem Furmankiem lubiliśmy spacerować po okolicznych górach na świeżym powietrzu, w celach zdrowotnych i szukając grzybów. Pewnej niedzieli zapuściliśmy się w głąb lasu

        w południowej części powiatu wałbrzyskiego. Będąc już na jednym ze szczytów, dostrzegliśmy płonące ognisko. Niezmiernie nas to zaskoczyło, a jednocześnie zaintrygowało. Pomyśleliśmy, że to może drwale. Z ciekawości podeszliśmy w tę stronę, lecz gdy tylko zostaliśmy zauważeni przez kilku osobników, mniej więcej z odległości stu metrów padły do nas strzały, prawdopodobnie z karabinu.
        • jerzy_55 Re: Polski Dziki Zachód.. 30.01.21, 17:18
          Takim to trafem Rozbicki kupił swój dom. Niestety wieczorami wpadali do niego uzbrojeni ludzie, podający się za leśnych. Szukali w piwnicy wielkiego szabru, rzekomo ukrytego przez górala, od którego kupił dom. Nieraz został wraz z żoną pobity, bo niby nic o tym nie wiedział...A co stało się z owym góralem? Wykończyła go inna polska szabrownicza banda, która specjalizowała się w podobnym procederze. Torturowany, prawdopodobnie zdradził, że łupy ukrył w piwnicach domu i stąd najścia kolejnych szubrawców na Rozbickiego. Bandy napadały na ludność niemiecką, rabowały też polskich osadników, ograbiając ich z ledwo co ocalałego po wojnie dobytku. Nie było zasad, liczył się szybki zysk, kary też nie było, bo niby kto miał ją wymierzać? Milicja? O właśnie, milicja! Jak wcześniej wspomniano, czasami przekupiona albo w zmowie, wspomagała bandytów – a to kryjąc napady, a to uczestnicząc w nich w przebraniu i potem dzieląc się łupami. Czasem też sama takie napady urządzała. Komendant MO w Łokietku po skończonej libacji stwierdził, że na jego terenie Żydów nie będzie, a właśnie tego ranka na miejscową stację kolejową przyjechał żydowski transport osiedleńczy. Ludzie ci przeżyli koszmar gett i hitlerowskich obozów koncentracyjnych, można powiedzieć wracali z piekła do raju jaki latem, z całą swą zielenią i krajobrazem były Sudety Środkowe.

          Mordował Niemki, Żydówki, Polki

          Zebrał cały posterunek na wpół przytomnych, wciąż odurzonych bimbrem milicjantów. Zaczęli strzelać po wagonach albo w powietrze niemieckimi okrzykami, Jude raus, że wybiją ich wszystkich, jak tylko się tu spróbują osiedlić. Nazajutrz cały transport błagał zawiadowcę o jak najszybszy wyjazd z tego przeklętego miejsca. Na stróżów porządku nie było ni kary, ni prawa! Chyba że już całkiem przeholowali... Jeden z pierwszych milicjantów w Wałbrzychu był seryjnym mordercą, który swoje psychopatyczne skłonności mógł wykorzystywać bez jakiejkolwiek obawy przed zatrzymaniem. Brutalnie mordował kobiety. Niemki, Żydówki, Polki... I tak wiedział, że zawsze uda mu się zwalić winę na kogoś innego. W tych pierwszych chwilach nikt nie prowadził śledztw. Po dziewięciu morderstwach został jednak zatrzymany, bo kolega z posterunku od dłuższego czasu podejrzewał, że za tymi morderstwami może stać właśnie on.

          W 1948 r. drugi po Kunickim komendant MO w Walimiu zakatował brata wspominanego już tu Piotra Baryczy. A powód był bardzo prosty – młody chłopak spotykał się z Niemką, piękną dziewczyną, która komendanta nie chciała do siebie dopuścić. Połamał mu kręgosłup kolbą od mauzera. Czy spotkała go za to kara? Żadna. Odszedł spokojnie na emeryturę, a Barycza opowiadał o tym ściszonym głosem, gdyż żył z mordercą w jednej miejscowości przeszło 60 lat i nie raz mijali się na ulicy...

          Bandy szabrujące towary – futra, złoto, meble, maszyny i surowce – czasem tworzyły olbrzymie zgrupowania, ale też niekiedy, kłócąc się o łup, wszczynały prawdziwe bitwy. Wtedy wkraczała milicja i łapała tę, która płaciła im mniejszy haracz, a wynikiem potem chwalono się nawet w prasie. Biada temu, kto stanął na drodze szajce planującej skok na wcześniej upatrzony obiekt! Mimo że od maja 1945 r. trwał napływ polskich osadników na Dolny Śląsk, to jednak w 1948 r. znaczna część budynków czy gospodarstw, opuszczona przez wysiedloną ludność niemiecką, stała niezasiedlona. Była to istna zachęta dla bandytów i szabrowników. Tą sytuację w dość tragikomiczny sposób, charakteryzuje wiersz pierwszego powojennego burmistrza Solca-Zdroju, dziś miasta Szczawno-Zdrój na Dolnym Śląsku w powiecie wałbrzyskim:

          "Panom szabrownikom:

          Na Dolnym Śląsku szabrowników tylu,

          co drugi uprawia szaber sobie

          i to w mundurach, i w cywilu,

          z wyjątkiem tych, co w grobie...

          Szabruje możny, poważny, szanowany.

          Na stanowisku kierowniczym

          Bardzo niechętnie jest chłostany

          sprawiedliwości biczem.

          Zdarzają się nawet przypadki,

          że pionierzy z cenzusem, tytułami

          Wywożą futra, nie jakieś szmatki,

          a nawet meble samochodami [...]

          Ponoć dla lepszych jeszcze wyników

          w Wałbrzychu czy Solicach Zdroju

          Ma powstać klub szabrowników,

          by mogli pracować w spokoju –

          oficjalnie napadać,

          urzędowo między sobą nie konkurować,

          lecz organizować się wzorowo

          I Dolny Śląsk całkiem wyszabrować..."
          • jerzy_55 Re: Polski Dziki Zachód.. 30.01.21, 17:20

            Władza ludowa zrobiła z żałoby manifestację

            Ludzie organizowali się w grupy samoobrony, tworzyli nocne patrole, których zadaniem była ochrona dobytku przed grabieżą. 28 lutego 1948 r. dyżur taki przypadł Antoniemu Wesołowskiemu i Stanisławowi Masalskiemu. Jednak Masalski wieczorem poważnie się rozchorował i dosłownie w ostatniej chwili zastąpił go jego syn Hilary, wówczas 16-letni harcerz.

            O godzinie 1.30 patrol uzbrojony w karabiny typu Mauser natknął się na dwóch osobników, którzy wezwani do wylegitymowania się, odpowiedzieli strzałami. Hilary Masalski zginął na miejscu, a Wesołowski zdołał oddać kilka strzałów. Zabił jednego z napastników, a drugiego ranił. Sam jednak, postrzelony w brzuch i w rękę, ledwo doczołgał się do punktu PCK. Nie doczekał przybycia lekarza i transportu do szpitala, zmarł z wykrwawienia...Ówczesna władza jako winowajców wskazała AK-owską reakcję lub członków Werwolfu.

            Tych ostatnich należało wykluczyć – wystarczyło ustalić tożsamość zabitego napastnika. Pogrzeb odbył się po trzech dniach, wszystkie koszty pokrył skarb państwa. Władza ludowa nabożeństwo żałobne przekształciła w wielką manifestację polskości. Według ówczesnej prasy w kondukcie żałobnym poszło piętnaście tysięcy osób. Zbudowano pomnik, jednakże z upływem czasu i po upadku PRL-u uznano go za relikt przeszłości i zlikwidowano. Dziś po pomniku nie ma śladu. Czy trzeba było go likwidować? Czy raczej potraktować jako niemego świadka tamtych tragicznych wydarzeń związanych z nimi historii zwykłych ludzi?

            Mój dziadek mieszkał z fanatykiem Adolfa Hitlera. Groził, że jak Niemcy wrócą, to...
    • jerzy_55 Re: Polski Dziki Zachód.. 30.01.21, 19:26
      jerzy_55 napisał:

      >
      > Broni, panie, można było mieć, ile się chciało! Ludzie jeździli na koniach i to
      > z karabinami, pistoletami, jak kowboje, bo było całkowite bezkrólewie – opowia
      > dał mi nieżyjący już Piotr Barycza, powojenny osadnik, który osiedlił się w nie
      > wielkiej mieścinie leżącej 100 km od Wrocławia.
      >


      https://tvn24.pl/najnowsze/cdn-zdjecie5b847014efcca74ff013083f7f63f666-porzadkowanie-miasta-w-poblizu-mostu-grunwaldzkiego-2479215/alternates/LANDSCAPE_1280
      • jerzy_55 Re: Polski Dziki Zachód.. 30.01.21, 19:27
        Całe zastępy szabrowników, uliczna przestępczość, zrujnowane kamienice, konflikty między Sowietami a Polakami i mnóstwo niepewności. Tak wyglądał tuż po zakończeniu wojny "Dziki Zachód" Polski, czyli stolica Dolnego Śląska.
        Zniszczenia w powojennym Wrocławiu były bardzo duże. Najbardziej ucierpiała zachodnia część miasta: Krzyki, Nowy Targ i okolice placu Społecznego. Mimo zniszczeń, natychmiast po zakończeniu działań wojennych do miasta wprowadzili się nowi mieszkańcy
        • jerzy_55 Re: Polski Dziki Zachód.. 30.01.21, 19:27
          - Tuż po zakończeniu wojny w mieście pozostawało od 60 do 100 tysięcy Niemców. I jak wynika z pierwszego spisu powszechnego, ze stycznia 1946 roku, w tym czasie to właśnie oni byli najliczniejszą grupą – mówi prof. Jakub Tyszkiewicz, historyk z Uniwersytetu Wrocławskiego. Na pozostanie w dawnym Breslau decydowali się też Polacy, którzy podczas wojny pracowali tu przy robotach przymusowych.
          - Władze organizowały akcje wyjazdu na Ziemie Odzyskane, ale te początkowo nie cieszyły się popularnością. Dopiero później zaczął się masowy napływ Polaków – wyjaśnia prof. Tyszkiewicz.
          Szabrownicy, którzy powracali z łupem do swoich miast, w obawie przed konkurencją, szerzyli plotki o dramatycznej sytuacji Wrocławia. To nie zachęcało potencjalnych osadników.
          Do złej sławy Wrocławia przyczyniała się też prasa. Dziennik "Pionier" w październiku donosił, że w polskiej prasie ziemie zachodnie nazywane są: "Meksykiem" i "Dzikim Zachodem".
          Jednak stolicę Dolnego Śląska wybierali nie tylko pochodzący ze Wschodu, ale też z Wielkopolski i Polski centralnej. Przyjechali tu też polscy Żydzi, którzy przeżyli wojnę.
          Kryjówka i szansa na nowe życie
          Ludność przybywała tu z różnymi intencjami. Odzyskane miasto było azylem dla szukających schronienia przed nowymi władzami.
          - Tutaj na Dzikim Zachodzie, przed prześladowaniami, ukrywali się żołnierze Armii Krajowej i Wolności i Niezawisłości – wspomina prof. Tyszkiewicz.
          • jerzy_55 Re: Polski Dziki Zachód.. 30.01.21, 19:49
            Ludność przybywała tu z różnymi intencjami. Odzyskane miasto było azylem dla szukających schronienia przed nowymi władzami.
            - Tutaj na Dzikim Zachodzie, przed prześladowaniami, ukrywali się żołnierze Armii Krajowej i Wolności i Niezawisłości – wspomina prof. Tyszkiewicz.
            Na Ziemiach Odzyskanych każdy mógł liczyć na nowy początek. - Przybywali tu ludzie, którzy chcieli zmyć z siebie hańbę współpracy z hitlerowcami – mówi prof. Tyszkiewicz. Byli to przede wszystkim artyści, którzy aktywnie włączyli się w akcję odbudowy polskiej kultury.
            Ze spisu przeprowadzonego w marcu 1946 roku wynikało, że z 32 tysięcy budynków mieszkalnych połowa jest całkowicie zniszczona. Ci, którzy przyjechali do miasta jako pierwsi, mieli wybór i mogli zająć reprezentacyjne lokale. – Jednak ze względów bezpieczeństwa często z nich rezygnowano – mówi prof. Tyszkiewicz.
            Ludność, która do Wrocławia przyjechała później, musiała czekać na przydział mieszkań. Dopiero do zniszczonych i opróżnionych przez szabrowników domostw wprowadzali się przyjezdni.
            • jerzy_55 Re: Polski Dziki Zachód.. 30.01.21, 19:50
              Większość osadników zajmowała dolne, najmniej zniszczone, kondygnacje. Brakowało materiałów budowlanych. Najbardziej pożądanym towarem były szyby. – Nie można ich było dostać, więc okna zabijano deskami albo zasłaniano dywanami – wspomina Danuta Orłowska, wiceprezes Towarzystwa Miłośników Wrocławia.
                    • jerzy_55 Re: Polski Dziki Zachód.. 30.01.21, 19:54
                      Mieszkańcy wspominają, że Rosjanie gwałcili, kradli, przede wszystkim rowery. – Przychodzili też po wódkę. Pewnego razu przyszli do naszego mieszkania właśnie po ten trunek. Wódki już nie mieliśmy, a ojciec powiedział, że ma denaturat. Nie odstraszyło ich to, a następnego dnia, ku naszemu zdziwieniu, zjawili się po więcej – opowiada Orłowska.
    • black_jotka Re: Polski Dziki Zachód.. 30.01.21, 20:05
      Wrocław był najdłużej broniącym się miastem niemieckim pod koniec II wojny światowej. Berlin poddał się 2 maja 1945 roku, Wrocław zaś ogłosił kapitulację dopiero 6 maja. Efektem zaciekłej, wręcz desperackiej obrony Wrocławia, było zniszczenie miasta w 65 proc. i śmierć około 100 tys. osób. Była to fanatyczna obrona miasta, które od początku dojścia Hitlera do władzy było mu wierne. W wyborach w 1933 roku Breslau był miastem, w którym naziści zdobyli bezwzględną większość, uzyskując 50 proc. głosów.
      • black_jotka Re: Polski Dziki Zachód.. 30.01.21, 20:06
        Oblężenie Wrocławia trwające od 13 lutego do 6 maja 1945 roku było dla mieszkańców bardzo trudnym okresem. Miasto zostało ogłoszone Festung Breslau (Twierdza Breslau), mimo że jego fortyfikacje nie stanowiły realnej podstawy, żeby miasto mogło być twierdzą. Cennych informacji na temat obrony Wrocławia dostarczają zapiski ks. Paula Peikerta - proboszcza parafii św. Maurycego, krytyka nazizmu. Jego "Kronika dni oblężenia" pozwala wczuć się w atmosferę końca wojna i zobaczyć bitwę o Wrocław oczami mieszkających w nim Niemców.
        • black_jotka Re: Polski Dziki Zachód.. 30.01.21, 20:11
          Ks. Peikert jeszcze zanim wybuchła II wojna światowa był odważnym krytykiem nazizmu, za co spotkały go kary i więzienia. W 1937 roku został aresztowany na trzy miesiące za działania przeciwko partii nazistowskiej. Na początku oblężenia Wrocławia w prywatnych zapiskach pisał, że naziści sprowadzili na kraj nędzę. Co ciekawe, jeszcze zanim Rosjanie wkroczyli do Wrocławia, pisał o tym, że nie należy bać się zemsty Rosjan, bo to Niemcy dokonali większych zbrodni. "Zdarzają się być może odosobnione wypadki barbarzyńskich wykroczeń ze strony Rosjan, ale pomyślmy o tym, co wyrządziły nasze Waffen-SS i gestapo napadniętym narodom (...) Wspomnijmy o masowych mordach ludności żydowskiej wszystkich krajów." - pisał duchowny. Niestety nadzieje ks. Peikerta, że Rosjanie po kapitulacji Wrocławia zachowają się przyzwoicie, okazały się płonne. Sowieci po wkroczeniu do miasta wykazali się wielkim okrucieństwem i bestialstwem, w szczególności wobec niemieckich kobiet.
    • black_jotka Re: Polski Dziki Zachód.. 30.01.21, 20:13
      Kto zniszczył Wrocław?

      Wrocław był niszczony przez Sowietów dwa razy: w czasie ataku na miasto, szczególnie poprzez naloty, oraz po zwycięstwie, gdy miasto zostało już zdobyte i nie istniał racjonalny powód jego niszczenia. Co ciekawe, wiele budynków było też burzonych przez Niemców w czasie oblężenia. Niemcy wysadzali w powietrze kamienice po to, żeby oddziały niemieckie mogły się w nich okopać i odpierać ataki Sowietów.
      • black_jotka Re: Polski Dziki Zachód.. 30.01.21, 20:15
        Również wiele zabytkowych kościołów Wrocławia zostało zamienionych na warownie. Niemcy nie oszczędzali nawet cmentarzy, wykorzystując nagrobki swoich bliskich do budowy barykad. Ogromnym przedsięwzięciem graniczącym z szaleństwem była decyzja o wybudowaniu w śródmieściu, w miejscu dzisiejszego Placu Grunwaldzkiego, lotniska. Miejsce to wyglądało zupełnie inaczej niż dzisiaj. Pełne było kamienic, znajdowało się tam też kilka budynków uniwersyteckich i państwowych oraz kościołów. Wszystko to zostało zrównane z ziemią przez zmuszonych do tego mieszkańców. W czasie budowy lotniska zginęło kilka tysięcy cywilów, gdyż miejsce to było szczególnie narażone na ataki ze strony Sowietów. Po wybudowaniu lotniska okazało się ono zupełnie niepotrzebne. Krążyły pogłoski, że tak naprawdę lotnisko zostało użyte tylko raz: podczas ucieczki Karla Hankego - gauleitera (dowódca NSDAP) Dolnego Śląska.
        • black_jotka Re: Polski Dziki Zachód.. 30.01.21, 20:18

          Pierwszy dni "wolności"

          6 maja 1945 roku dowództwo Wrocławia złożyło kapitulację, oddając miasto Rosjanom. Nie oznaczało to jednak końca gehenny. Jak pisze Norman Davies "teza, że Breslau uległ kompletnemu zniszczeniu podczas oblężenia, była powojenną fikcją" ("Mikrokosmos. Portret miasta środkowoeuropejskiego"). Rosjanie kontynuowali barbarzyński akt zniszczenia miasta, podpalając całe dzielnice i wysadzając w powietrze budynki, które częściowo ocalały. I tak cztery dni po kapitulacji spłonęło część zbiorów Biblioteki Uniwersyteckiej, a kilka dni później eksplozja zniszczyła wieżę kościoła św. Marii Magdaleny i słynny Mostek Czarownic.
    • black_jotka Re: Polski Dziki Zachód.. 30.01.21, 20:22
      Rosjanie przystąpili również do zakrojonej na szeroką skalę grabieży miasta. Wywozili wyposażenie fabryk, narzędzia, sprzęty domowe, meble, tory kolejowe, dzieła sztuki. Życie we Wrocławiu jeszcze przez wiele miesięcy po wojnie było bardzo trudne, o wiele bardziej niż w pozostałych częściach nowej Polski. Powodem były nie tylko ogromne zniszczenia i chaos, ale również dlatego, że wciąż było to miasto zamieszkane w większości przez Niemców.

      W grudniu 1945 roku we Wrocławiu mieszkało 33 tys. Polaków, Niemców zaś ponad 160 tys. Natomiast w 1947 roku demografia Wrocławia wyglądała już zupełnie inaczej: prawie 200 tys. Polaków (głównie tzw. repatriantów ze Wschodu) i 17 tys. Niemców. Z powodu szerzącego się szabrownictwa, dużej liczby przestępstw, marazmu spowodowanego niepewnością czy miasto pozostanie w polskich rękach, Wrocław był nazywany "stolicą polskiego dzikiego zachodu".

      Obudowa czy rozbiórka miasta?

      Odbudowa miasta przebiegała powoli i z dużymi problemami. Kilka tygodni po zakończeniu wojny najpilniejszym zadaniem było odgruzowanie miasta, uporządkowanie go i zabezpieczenie grożących zawaleniem budynków. Nowi mieszkańcy Wrocławia nie czuli z miastem silnej emocjonalnej więzi, byli też niepewni co do jego przyszłości w granicach Polski. Skutkowało to takimi skandalami jak rozbiórka gmachów, którym nie groziło zawalenie i wywózka cegieł do odbudowującej się Warszawy.

      Wrocław, Katedra św. Jana Chrzciciela podczas odbudowy, 1968 r. Foto: 40-G-132-26 / Narodowe Archiwum Cyfrowe
      Wrocław, Katedra św. Jana Chrzciciela podczas odbudowy, 1968 r.
      Sprawcą najsłynniejszej afery ceglanej w powojennym Wrocławiu był Leopold Mondszajn - jeden z dyrektorów Miejskiego Przedsiębiorstwa Rozbiórkowego. Na sprzedaży cegieł z rozebranych wrocławskich budynków dorobił się ogromnego majątku, po czym próbował uciec do Izraela. Jednocześnie bezwzględnie niszczono ślady niemieckiej historii Wrocławia. Spalono na przykład kolekcję prasy niemieckiej przechowywaną na Uniwersytecie Wrocławskim.
      • black_jotka Re: Polski Dziki Zachód.. 30.01.21, 20:27
        Rzeczą niemożliwą byłoby wskazanie zabytkowego budynku we Wrocławiu, który nie ucierpiał w wyniku II wojny światowej. Niemal każda kamienica, każdy historyczny kościół został mniej lub bardziej zniszczony. Wyjątkiem jest kaplica błogosławionego Czesława Odrowąża. Ta przepiękna barokowa kaplica, w której spoczywa kuzyn św. Jacka Odrowąża - pierwszego polskiego dominikanina, przetrwała zawieruchę wojenną niemal nietknięta, mimo że kościół św. Wojciecha, do której przylega, został bardzo zniszczony.

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka