się kurzy. Chodnik z przedpokoju oddałem do prania, bo tam się najwięcej brudzi. Zakupy po trochu, bo a zamrażalnik pełny. Jutro chcę podładować klimę, wymienić opony na letnie. Kupił bym wielosezonowe, ale nówki dwa komplety. Później przez dwa dni praca na ranczo, wyciąć jedną jabłonkę i przekopać
i weszła do mieszkania. Przystanęła na moment w przedpokoju, zamykając oczy. Nabrała powietrza. Ach, ten znajomy zapach. Wieloletnie pokłady miłego kurzu dodawały niepowtarzalnej, swojskiej nuty wszystkiemu, czym akurat w domu pachniało – czy było to świeżo upieczone ciasto, czy kiszona kapusta, czy