Co mąż policjant robił na miejscu wypadku? Podczas procesu sądowego, który rozpoczął się w połowie tego roku, Mariusz Borkowski, ojciec Laury przed sądem poruszył temat męża Justyny G. i jego udziału w sprawie. - Trochę dziwną sytuacją było to, że nikt z naszej rodziny nie mógł wejść na teren szkoły, a mąż oskarżonej, który jest policjantem, mógł stać pod sekretariatem.
Lekarze powiedzieli nam, że jak córka kolejny raz się zatrzyma, to nie podejmą się już reanimacji. Tato Laury Mariusz Borkowski tego samego dnia przyjechał do Wrocławia z Niemiec. - Czułem się tak, jakbyśmy dostali prosto w twarz. Poprawy żadnej nie było. Laura się nie wybudziła. Dali nam do wyboru ZPL w Gorzowie.
Dlaczego Ignacy Borejko wolał zgnoić Fryderyka Schoppe, niż dopuścić go do słowa i potencjalnie pozwolić prawnuczce na kontakt z ojcem (choćby niepełny i niegodnym)? Dlaczego Gaba nie mogła powiedzieć Laurze kilku prostych zdań o wyjeździe z kraju i opuszczenia ich przez jej ojca? Dałoby jej to normalną platformę do rozmawiania z dzieckiem.
Wieczorem rozmawiał z rodziną przez Google Meet. Rodzice byli akurat u dziadków, więc między troskliwymi pytaniami ojca i Matalii słychać było szorstkie uwagi babci i łacińskie cytaty dziadka, który często przy okazji takich rozmów wspominał swoje studia na filologii klasycznej. - A tamten profesor… Dziś Jędrzej nie słuchał uważnie, przed oczami raz po raz stawała mu trójkątna twarzyczka w okularach, w obramowaniu dredów.
Bo u Borejków (w klasycznym klasizmie w sumie też) nie chodzi o formalne wyższe wykształcenie, tylko o przynależność do elity wyróżniającej się na tle plebsu etosem. W Jeżycjadzie jest przecież tabun ludzi z wyższym wykształceniem - lekarzy (np. ojciec Diany), nauczycieli (pani Sznytek, pani Zajęczyk, nauczycielka techniki Laury, nauczycielka w przedszkolu Łucji etc.) czy kobiet machających sobie rękami przed twarzą i mówiących przy tym uczone banały - ale jest absolutnie jasne, że oni przynależą do klasy niższej.
"Kiedy właściwie Pyziak kłamał". I tam ja, osobiście, wymyśliłam historię o tym, kto naprawdę jest ojcem Laury. Historię osadzoną w realiach chronologicznych Jeżycjady, zwłaszcza w kontekście tego że wg dat podanych przez autorkę Pyziak spłodził córkę siedząc w niemieckim więzieniu. Kojarzysz ten wątek?
- młode kobiety znacznie częściej widziały własne matki jako umordowane, ogarniające wszystko, często samotne, bo ojcowie albo odeszli rozstając sie tez z dziećmi albo byli obecni w domu fizycznie na zasadzie grzyba siedzącego na kanapie i oczekującego obsługi niż jako spełnione partnerki w udanych sprawiedliwie działających związkach
(DP) > Działo się to przy gotowaniu eintopfu i sprzątaniu po nim. Nie podoba mi się tu > taj określenie słów Laury jako "straszliwa obelga". Można jej było zwrócić uwag > ę, porozmawiać z nią na spokojnie, ale nie podoba mi się, że tak ją za to zjech > ano (Pyza kazała jej odszczekać). > A technicznie rzecz biorąc, Grzegorz jest "macochem"/przybranym ojcem, więc ods > zczekiwanie Laury to zaprzeczanie rzeczywistości.
(DP) Działo się to przy gotowaniu eintopfu i sprzątaniu po nim. Nie podoba mi się tutaj określenie słów Laury jako "straszliwa obelga". Można jej było zwrócić uwagę, porozmawiać z nią na spokojnie, ale nie podoba mi się, że tak ją za to zjechano (Pyza kazała jej odszczekać). A technicznie rzecz biorąc, Grzegorz jest "macochem"/przybranym ojcem, więc odszczekiwanie Laury to zaprzeczanie rzeczywistości.
> Ciocia Gabrysia stała z wyciągniętymi w pustkę rękami, dziadek nadal wykręca > ł stare numery i wyszukiwał kolejne w książce telefonicznej sprzed kilku lat, A czego on szukał w tej książce telefonicznej? Serio pytam. a > ojciec Laury poprosił o jeszcze jedną kawę. Naprawdę w tej chwili musiał o to prosić Juliusz Pyza? Nie można go było już po prostu przemilczeć? > > - ...bo skoro można było wzgardzić kimś takim jak mama, to co czeka mnie?
Ciocia Gabrysia stała z wyciągniętymi w pustkę rękami, dziadek nadal wykręcał stare numery i wyszukiwał kolejne w książce telefonicznej sprzed kilku lat, a ojciec Laury poprosił o jeszcze jedną kawę. Te ręce to żeby było bardziej dramatycznie? - ...bo skoro można było wzgardzić kimś takim jak mama, to co czeka mnie? - ciągnęła Laura, a łzy spływały jej po twarzy, żłobiąc koleiny w makijażu.
Nie można, albowiem demonstruje te cechy, plus koncertowe lenistwo we wszystkich tomach w których się pojawia. > Finalnie Ignacy przez długi czas w większości samodzielnie utrzymuje rodzinę Co nie jest powodem do chwały i laurów, tylko gołym minimum. > (potem jeszcze dochodzą dzieci Gabrysię, ale wtedy dochodzi też pensja Gabrysi). Pensja Gabrysi dochodzi na początku lat 90, kiedy wspomniane dzieci są już dość wyrośnięte. > Więc kończąc, z tego Pana Borejki to chyba nie taki najgorszy mąż i ojciec.
Byłby jeszcze bardziej męczący i napominający o konieczności życia niczym Marek Aureliusz? -- Aha. Teraz mam wizję Laury, która powiła bliźnięta płci męskiej, a na chrzcie dała im Gerwazy i Protazy... by bupu