iwles napisała: > Komunia to zazwyczaj uroczystosc stricte rOdzinna: ciocie, wujkowie, dziadkowie > , chrzestni. Malo kto ma, a nawet jak ma, to nie zaprasza rzeszy 20-letnich KUZ > YNÓW. Alez zapraszaja jak widac w tym watkow jakas dalsza rodzine z osoba towarzyszaca ktora wypina sie na partycypowanie w jakimkolwiek prezencie. > A przez ciebie przemawia skąpstwo: liczba gości ograniczona Mowisz ze w pl liczna gosci nieograniczona?
Komunia to zazwyczaj uroczystosc stricte rOdzinna: ciocie, wujkowie, dziadkowie, chrzestni. Malo kto ma, a nawet jak ma, to nie zaprasza rzeszy 20-letnich KUZYNÓW. A przez ciebie przemawia skąpstwo: liczba gości ograniczona, każdy płaci za siebie i jeszcze zrzutkę robią na ciebie- organizatora i...
mizantropka65 napisała: > > Pytanie: czy MK słusznie się obraziła? Trudno tu mówić o słuszności. Myślę, że jest wściekła (i raczej na siebie), że źle wybrała chrzestną swojego syna. A jak chcesz być do końca wierna swoim przekonaniom, to powinnaś zrezygnować z życzeń i prezentu - po co dziecku dodatkowo mieszać w głowie.Te parę złotych można dorzucić do prezentu urodzinowego.
Pisanki oklejane sitowiem wręczano w prezencie dzieciom, rodzicom chrzestnym, chrześniakom lub chrześniaczkom. Dziewczęta obdarowywały oklejankami wybranych chłopców. Wkładało się je również do święconki
Jednak Bach dokumentuje ich obecność w regionie Rheingau już w 1601 roku, a Hepding dostarcza dowodów z 1553 roku. Dzieci otrzymują je od swoich rodziców chrzestnych. Pierwsze pisanki wręczone przez rodziców chrzestnych, pomalowane bocianem, muszą zostać zachowane, ponieważ jeśli jedno się stłucze, dziecko nie dożyje starości. Zakochani również wymieniają się jajkami.
Pisanki oklejane sitowiem wręczano w prezencie dzieciom, rodzicom chrzestnym, chrześniakom lub chrześniaczkom. Dziewczęta obdarowywały oklejankami wybranych chłopców. Wkładało się je również do święconki
Jednak Bach dokumentuje ich obecność w regionie Rheingau już w 1601 roku, a Hepding dostarcza dowodów z 1553 roku. Dzieci otrzymują je od swoich rodziców chrzestnych. Pierwsze pisanki wręczone przez rodziców chrzestnych, pomalowane bocianem, muszą zostać zachowane, ponieważ jeśli jedno się stłucze, dziecko nie dożyje starości. Zakochani również wymieniają się jajkami.
W moim regionie jest zwyczaj, że chrzestni dają swoim chrześniakom prezenty tzw. wołoczonno/woloczebne. Ja mam święta jeszcze przed sobą ale dalam już siostrzeńcowi stówę bo mial taką ochotę mimo,że nie jest moim chrześniakiem. Ale dawno go nie widziałam, on przyjechał z zagranicy i się widzieliśmy przelotnie w sobotę.
Jednak Bach dokumentuje ich obecność w regionie Rheingau już w 1601 roku, a Hepding dostarcza dowodów z 1553 roku. Dzieci otrzymują je od swoich rodziców chrzestnych. Pierwsze pisanki wręczone przez rodziców chrzestnych, pomalowane bocianem, muszą zostać zachowane, ponieważ jeśli jedno się stłucze, dziecko nie dożyje starości. Zakochani również wymieniają się jajkami.
Dostałem z domu pięć pisanek; inne dzieci z liczniejszym rodzeństwem dostawały tylko trzy. Potem mój ojciec chrzestny dał mi kolejne trzy jajka i poczułem się bogaty. Pisanka była tak cenna, że dawano ją jako mały prezent przy Pierwszej Komunii Świętej. W Niedzielę Palmową tylko dzieci niosły do kościoła gałązki palmowe, aby poświęcić je podczas sumy.
Nasze dzieci dostały pieniądze od nas i od dziadków. Syn większość przeznaczył na laptopa, starsza córka na prawo jazdy (którego finalnie nie zrobiła i nie chce już kończyć), młodsza córka na wyjazdy wakacyjne. Poza tym młodsza jako jedyna chciała imprezę rodzinną i ją miała (dla dziadków i...
dzieciaki są świadome, że jak masz bierzmowanie to mogą cię ubrać w bycie chrzestnym, czyli osłem od dawania drogich prezentów. Wiedzą, że to się zwyczajnie nie kalkuluje. -- Jak brzmi dzwonek do drzwi Jamesa Bonda? - Dong. Ding Dong.
primula.alpicola napisała: > > W życiu nie dostałam prezentu o którym bym pomyślała, że miał mnie- intencją da > rczyńcy- obrazić czy upokorzyć Ja chyba tez nie. Ewentualnie można by było pod to zaliczyć prezenty od chrzestnej z mężem, gadżety reklamowe, które dostali :) Ale nawet w tym przypadku myślę, że intencja nie była taka zła, tylko zwykłe olewactwo!
Szczęśliwie nie obsługa klienta, więc mogę sobie być dowolnie wściekła i nawet bluzgać. Dostałam informację, że zamówiony prezent jednak nie przyjdzie, bo gdyż. Okazało się, że mąż stłukł niechcący jedną z moich ulubionych filiżanek. Ktoś przebije? -- Kocynder - w gwarze śląskiej słowo określa sytuację ciężką do ogarnięcia, którą ciężko unieść - a wszyscy myślą, ze to coś od "kotka"