Znowu tekst rodem z zeszycików hejtera. Znam Cię Ziutek od dawna, z forum Kraj oczywiście. Jesteś niereformowalny i niezatapialny. Nie prowadzisz dyskusji, nie argumentujesz tylko stosujesz "wycieczki osobiste" nazywając mnie hejterem. Hejter (ang. hater – nienawistnik) to osoba publikująca w
remigia1 napisała: > Ok - zawsze myślałam, że poprawne są obie formy. Generalnie tak, tylko że jedna jest polska, druga angielska. Raczej powinniśmy mówić po polsku, nie po angielsku, chyba że nie ma innego wyjścia - a w tym przypadku jest. > rowie zwyczajni i juz natrafiłam na
remigia1 napisała: > gdy ktoś mówi "social media" zamiast "media społecznościowe", ale nie poprawiam > nikogo (mimo swojego dyskomfortu), bo to poprawna forma. Poporawna jest raczej forma spolszczona, a nie angielska równorzędna. Jestem za tym, żeby poprawiać, o ile się to uda
. Tyle że wpisujesz mu kłamliwe sformułowane treści, a wiec wypluwa odpowiedzi pod twoją tezę. A ja nazywam rzeczy po imieniu i mogę je tak nazywać. Oraz każda normalna kobieta też je tak nazwie. Odebrano kobietom część praw reprodukcyjnych/ograniczono kobietom prawa reprodukcyjne/naruszono prawa
zakaz w Polsce umierały kobiety. Więc wybacz, ale ja będę nazywała rzeczy po imieniu, a to że ty musisz prostacko manipulować, to twój problem i naprawdę niegodne jeśli jesteś kobietą. > Nie wiem czy łaskawcy, znowu posłużyłaś się manipulacją, a właściwie zwykłym kł > amstwem, pisząc, że
W dodatku Ruth bez H ma w angielskim niezbyt pozytywne znaczenie ("stuck in a rut"). Jeśli już tak bardzo chcieli imię na R z biblijnymi konotacjami, to już mogli postawić na Rebekę albo Rafaelę...
nie traktuję jako plus w tym przypadku), a pis > ownia Emanuela błędna. Ja tu widzę straszne pomieszanie z poplątaniem. Brajan i Nikola w polskiej pisowni - tak na marginesie oba te imiona w UK bardzo ciotkowato-wujkowate - obok Emmanuel w angielskiej pisowni (właśnie przez dwa m) i do tego
Nie wiem skąd pochodzi, ale akurat dla niej i jej rodziny to ważna cześć dziedzictwa kulturowego, np i ona i jej dzieci mają imiona typowo irlandzkie, dla mnie trudne do wymowy, bo nie wiem jak to przeczytać.
andace napisała: > Pracuję z dwoma Irlandkami i jedyne co jest dla mnie skomplikowane to wymówieni > e ich imion, ale nawet nie mam problemu ze zrozumieniem, chyba że koleżanka aku > rat rozmawia po irlandzku z rodzicami przez telefon. Koleżanka umie mówić po irlandzku? To
Dziś są Walentynki, tak zwane „Dzień Zakochanych”, obchodzone corocznie 14 lutego. Nazwa pochodzi od imienia chrześcijańskiego świętego, patrona zakochanych par, ale nie jest jasne, co ten święty ma wspólnego z miłością. Podobnie jak w przypadku wielu innych świętych, niewiele wiadomo o Walentym
godów. Angielski pisarz prawdopodobnie miał na myśli świętego Walentego, biskupa Genui, którego święto obchodzone jest 2 maja, ale nie ma to większego znaczenia, zważywszy na to, że, jak wspomniano powyżej, imię świętego budzi pewne wątpliwości ze względu na jego homonimię.
, jak w Twoim przypadku. Plus efekt kosztów utopionych, czyli "już 10 lat się uczy, żal tak zostawić" - podobne rozumowanie prowadzi ludzi do brnięcia w różne złe inwestycje, zarówno finansowe jak i emocjonalne. Jeżeli syn nie wiąże z muzyką przyszłości zawodowej, to w imię wątpliwych zysków z
armii francuskiej. Większość życia spędził we Francji, ale wziął udział w insurekcji kościuszkowskiej. Był generałem polskim i francuskim. Życiorys Jabłonowski był nieślubnym synem żony gen. Konstantego Aleksandra Jabłonowskiego, Marii Franciszki Dealire, angielskiej arystokratki, i jej
oparł się uwodzicielskiej angielskiej arystokratce, bo przypomniał sobie Polkę, Polkę-symbol, pozbawioną personaliów, nawet imienia (!), jakąś uroczą zjawę z ojczystych stron: „I był to ktoś inny niż lady: Zosia. A może Jadzia albo Marysia”. Są to imiona typowo polskie, przeciwstawione angielskim ladies
yraźnie była w Waldorffie potrzeba, żeby opowiedzieć ludziom także o człowieku, z którym żył przez wszystkie te lata. Żeby wymienić przynajmniej jego imię. Tak jak w rozmowie wypowiada się czasem imię ukochanej osoby tylko po to, by je usłyszeć, bo przecież nikt inny go nie wypowie. Takich miejsc