Ja mam wrażenie że jeszcze nigdy w historii jak teraz to właśnie rodz > ice mo > > gą i chcą zajmować się sami własnymi dziećmi. > > Uczciwie mówiąc, to patrząc z punktu widzenia homo sapiens to tak, to wszystko > to sa współczesne wymysły. > Ale jeśli mamy całą naszą rzeczywistość ocenić z perspektywy tego co jest natur > alne dla homo sapiens, to zasady opieki nad dziećmi to najmniejszy problem.
Ja mam wrażenie że jeszcze nigdy w historii jak teraz to właśnie rodzice mo > gą i chcą zajmować się sami własnymi dziećmi. Uczciwie mówiąc, to patrząc z punktu widzenia homo sapiens to tak, to wszystko to sa współczesne wymysły. Ale jeśli mamy całą naszą rzeczywistość ocenić z perspektywy tego co jest naturalne dla homo sapiens, to zasady opieki nad dziećmi to najmniejszy problem.
Jak wiadomo najgłębiej wyraża się troskę o dobro dzieci, stosując wobec ich matki przemoc ekonomiczną. Mądrzy, nieeegoistyczni rodzice wiedzą też, że nie ma to jak zrobić sobie dziecko jak się nie ma na nie czasu o zwalić je na łeb babci, niech się zajmuje.
No wiesz, Batyr ma liczną rodzinę. I tyle gąb do wykarmienia ma podatnik Bo tam są babcie, dorosły syn z dziewczyną i jej dzieckiem Bo jak Batyrowie w rozjazdach, to ktoś zajmuje się ich nieletnim przychówkiem
. > Więc chyba nie w zabieganiu problem. Już prędzej w niechęci podejmowania wysiłk > u wychowania własnych dzieci. > Błagam, już nie róbmy poprzednich rodziców takich zatroskanych wychowaniem. Większość dzieci robiła, dbała żeby się nie pozabijały i to tyle. Dzieci zajmowały się same soba i miały nie zawracać głowy dorosłym.
Ale korelacji przede wszystkim nie ma, to jest chochoł. Badania tego nie potwierdzają. Psy i koty częściej są w rodzinach w których są także dzieci, a także u par bez dzieci i singli w wieku poprodukcyjnym (czytaj: babć i dziadków). W gospodarstwach jednoosobowych psy zdarzają się najrzadziej. Nawet kilku tych bezdzietnych mędrków którzy zajmują się demografią już to dementowało (Łakomy, Marczuk).
Nie wiem na ile dzieci zajmują się tym, jakie imiona noszą ich bracia i siostry. Bardziej wydaje mi się, że po prostu akceptują świat takim, jaki jest. Ale może ja z mało zazdrosnego środowiska jestem 😉 Podobają mi się parki podobne melodyjnie: Milena i Helena, Amelia i Natalia; nie czuję kontrastu w popularności tych imion.
A prawda też jest taka, że nie bawiłabym się w odgrzewanie wielu produktów skrobiowych, większość jest najlepsza świeżo przygotowana, zajmuje to chwilę. -- W nocy wszystkie dzieci zmieniają się w odwodnionych filozofów potrzebujących przytulenia.
No nie do końca. Też bym wolała, żeby dzieckiem zajmował się ktoś z doświadczeniem. Sama byłam w dzieciństwie na koloniach z kadrą małolatów. Że my żeśmy wrócili wszyscy to cud. Ale też prawda, że wszystko jest kwestią odpowiedzialności danego człowieka.
Ja dzisiaj we własnym ogrodzie przy domu mam obiektywnie patrząc o wiele więcej pracy, mam jeszcze szklarnie i oczko wodne, a dodatkowo pracuję też zawodowo, do niedawna musiałam się zajmować dziećmi, szkołą i innymi obowiązkami. Czasem mi się nie chce, czasem jakąś zaplanowaną wcześniej robotę odkładam na kolejny dzień albo najbliższy weekend, nie musi być na tip-top. I dosłownie NIGDY nie czułam się zaharowana.
Czasami była to wymiana barterowa. Dziewczyna zajmowała się dziećmi i codziennością domową a wujek kosił, orał itd pole jej rodziców. Bo mieli tak mało ziemi że nie opłacało się trzymać konia do obrabiania. Moja babcia przyjechała do Warszawy pod koniec lat 40.
Ty zrobiłaś sobie trójkę z facetem, który zaraz po podpisaniu intercyzy, kiedy urodziłaś dziecko i byłaś od niego kompletnie zależna finansowo zaczął cię szantażować wykorzystując twoje położenie. A do tego zrobiłaś sobie te dzieci z facetem, który nie miał chęci i czasu żeby się nimi zajmować i dlatego musieliście z babci darmową niańkę zrobić.