Urlop po moim trupie to taki gdzie jestem zapraszana do czyjegoś domu w charakterze gościa i wypada się dostosować do zwyczajów tam panujących. Np. W sierpniu zawitamy na tydzień do teściów, gdzie 90% czasu schodzi na przygotowywaniu jedzenia albo jego spożywaniu. Po tygodniu wyjezdzasz
Nie dalej jak wczoraj wspominałam, jak to na początku lat 90. jechaliśmy na zimowy urlop. Ja w zaawansowanej ciąży, z tyłu blejtramy, makiety, jakieś bagaże i całkiem spory pies. Samochód podarowany przez teścia, czternastoletni pomarańczowy maluch. Kiedy podjeżdżaliśmy pod jakąś górkę, spod maski
To nie do końca chodzi o lęki. Zadzwonili do mnie do pracy, że teść zachorował, mąż z synem tam pojechali, więc jako niezmotoryzowana miałam określone okienko czasowe, żeby się spakować. Do pociągu, bo na następny trzeba było czekać pół godziny. I zapomniałam swoich lekarstw. Pomysł, że mam w
O mojej teściowej mógłby to być tekst. Teść jest nieprawdopodobnie męczący, nie tylko dla niej. Mój mąż po wizycie w domu rodzinnym, powiedział, żebym go uśpiła, jak zrobi się taki, jak ojciec. Więc to nie jest subiektywna opinia małżonki, że z moim teściem jest trudno wytrzymać
>Jeżeli on tę opiekunkę znajdzie i poczuje się z nią lepiej, to będzie jego sukces, a ja mogę bić brawo z boku. Nie wiem, czy operowanie kategorią sukcesu (który ma nieuchronną drugą stronę pt. "porażka") jest najlepsze. Bo jeśli teść nie znajdzie opiekunki i pozwoli teściowej powoli zgasnąć
nie mąż - syn jest bardziej przyzwyczajony do moich nieobecności (bo to ja ciągle wybywam, tu na jakiś festiwal akwarelowy, tu znowu na sympozjum urban sketchingu, a mąż pracuje w domu i wyjeżdża rzadko, więc jest w pejzażu wewnętrznym syna elementem stałym). Przed wyjazdem jeszcze spromptuję teścia
aagnes: '...u nas w domu/miejscowości tak się mówiło: no tak, to rozstrzyga definitywnie...' Lubię to wspomnionko: Onego czasu moja mama dość stanowczo i wielokrotnie prostowała używane przez jej teścia na ogródku naszym przydomowym słowo KROPEK, jakim on nazywał tę znaną przyprawę do
berber_rock napisała: > Godzina 21.15 - po calym dniu mam w domu 34. W sypialni, gdzie cały dzień było zamknięte okno jest u mnie 29,9. W salonie jest chyba więcej, ale to dlatego, że nie dało się cały czas trzymać okna zamkniętego. Jest za wilgotno. Ale zrobiłam przeciąg i leci
chicarica napisała: W Pol > sce zresztą też już nikt kogo znam poza moimi teściami nie ma kuchenki gazowej. > Co ty opowiadasz? Ja mam gazowa i za żadne skarby nie zmienię płytę. Nienawidzę gotować na płycie. Tylko ogień. > Tío del butano, najważniejsza osoba na dzielni
infinitypool napisał(a): > Dziwne jest nazywanie tescia dziadkiem. Z drugiej strony, ona chyba swoja mame > tez nazywa babcia. Moze to dlatego ze ona jest chyba juz pod 90? Ale to nie jest jej teść, oni nie są małżeństwem z jej chłopem, pisała że osobno mieszkają
Teściową miałam spoko, największą jej zaletą była odległość, mieszkała daleko. Ale ogólnie dobry człowiek i sporo jej zawdzięczamy- była kimś ważnym w naszym życiu i wspominamy ją z czułością. A z teściem nie mamy kontaktu, tzn. mąż co pewien czas rozmawia z nim przez telefon, lub widzi się raz na
fogito napisała: > W mojej bańce są to częste przypadki. Mój szwagier przeprowadził się do miaste > czka, gdzie teściowie mieszkali jak już potrzebowali więcej pomocy. Sprzedał do > m w Waszyngtonie i kupił dom 10 minut od nich W twojej bańce jest zawsze inaczej i tak jak
W mojej bańce są to częste przypadki. Mój szwagier przeprowadził się do miasteczka, gdzie teściowie mieszkali jak już potrzebowali więcej pomocy. Sprzedał dom w Waszyngtonie i kupił dom 10 minut od nich,