Zależy jaki niedosłuch. Jeżeli był znaczny w dzieciństwie, to problemy mogą być na poziomie budowania systemu języka, bo mózg miał inną stymulację niż mózg dziecka słyszącego. -- Darkness crept back into the forests of the world.
Jedno drugiego nie wyklucza, choc podejrzewam, że to taczej matka, nie dziecko. Dziecko jest zwolnione z drugiego języka, bo niedosłuch to utrudnia, a język jest obowiązkowy wszędzie. Łacina to rzadkość, na dodatek jeśli problem jest w szumie czy lokalizacji dźwięku, to nie różni się od matematyki
adehadowiec mógł się uczyć, bo intelektualnie ma wysokie możliwości, ale nie wśród niemal trzydziestki dzieciaków, którym rozwala lekcje, bo nie wyrabia. Żeby nadwrażliwiec miał ciszę i spokój w kameralnej klasie. Z niedosłuchem odpowiednie warunki i oprzyrządowanie (u nas jest zwolniony z drugiego języka i
, dopasowuje aparat i potem dostosowuje sposób pracy z dzieckiem. Przy tym drugim, już nie jest takie oczywiste, ludzie są różni, mogą mieć różne problemy, różne potrzeby itd., a tu przychodzi psycholog i załatwia tego człowieka z tabeli, jak z bańki ;-) Bardzo mi się to nie podoba, jest diagnoza i potem
Ales dała przykład. Mam syna z niedosłuchem. Był w masowej szkole. Orzeczenia nie miał. Aparaty wyciszają takie odgłosy. Technologia już dawno poszła do przodu. To raz a po drugie słuch można operacyjnie naprawić. A na koniec. Uczyłam cztery lata w integracyjnej szkole. W każdej klasie dzieci z