w szkole. Wymóg zawożenia dziecka co dzień pod szkołę - jak dziecko nawet 15 letnie idzie samo to patologia, Obowiązkowe wręcz fundowanie korepetycji i zajęć dodatkowych, jak nie to patologia, Nawet takie cholerne kasztany na zajęcia - było piętnowanie że ktośtam nie przyniósł... Widzicie
, napisano, że była celująca w angielskim/niemieckim/francuskim, że dodatkowo chodziła na zajęcia z lektorem i napisano, że po rzuceniu studiów (sensu tego rzucenia nie podejmuję się znaleźć) dorabiała tłumacząc jakieś listy/dokumenty nie wymagające pieczęci tłumacza przysięgłego - ok. Albo, że załapała się
login.na.raz napisała: > U mojej córki w szkole jest nauczyciel dla klas 1-3. > Do tej pory panowie nauczyciele, których spotkalam, uczyli "konkretnych" przedm > iotów w starszych klasach. U nas jest bardzo dużo nauczycieli mężczyzn w podstawówce i w przedszkolu, często
, > wręcz dojrzali ludzie, a - wg mnie - zachowywali się jak przedszkolaki wobec u > lubionej pani. Tylko pani w przedszkolu daje dzieciom w zamian swój czas i uwag > ę, a co robiła Gabrysia? Dobrze. To zbierzmy może do kupy te przykłady, w których Gabrysia okazała się: 1. wspierająca życiowo
twierdzi, że to ja niedostatecznie komunikuje co ma robić. Mam wrażenie, że o ile część kwestii mogę dodatkowo komunikować, tak informowanie, że GOTUJĘ, albo IDE SIKU i ma się zająć w tym czasie własnymi dziećmi, albo wybrać, że dziecko jest ważniejsze, niż pies który i tak sika pod siebie, jest dla mnie
rano albo zebranie w szkole o 15. Odpracuje się innym razem. Szkoły i przedszkola mamy tuż obok, nie trzeba nigdzie dojeżdżać. Na zajęcia dodatkowe dzieci docierają same, bo to wszystko jest tak blisko, że bez problemu dojadą na rowerach. Podobnie sklepy, lekarze, najważniejsze punkty. Ze względu na
gdy drugie było na angielskim, potem to pierwsze było starsze, a pierdółki załatwiałam podczas jego zajęć dodatkowych. Zdarzyło mi się nawet być u dentysty z sobą i dzieckiem. Dentystka znająca naszą rodzinę, a dzieci mieliśmy jakieś takie zdyscyplinowane tzn jak im się powiedziało, że to wyjątkowe
galaxyhitchhiker napisała: > To jest fajne sąsiedztwo o ile szkoła działa tylko pn-pt, bez zajęć dodatkowych w weekendy, czyli jak jakieś 99,99% polskich szkół > i tylko dla tych, którzy wychodzą do pracy zanim zaczną się lekcje i wracają po tym jak dzieci już się rozejdą do
w przedszkolu. Jeśli Aurelia też chodziła do zerówki przyszkolnej, to koło g. 12-13 mogła byc spokojnie juz po zajęciach i wracać do domu. Nie ma nic niemożliwego w tym, że była gdziekolwiek indziej o g. 14 -- Mózg stanowi zaledwie około 1-2% masy ciała człowieka, a zużywa 20–25% energii
Edukację zdrowotną można by z powodzeniem zacząć w klasie 2. Dzieci mają wtedy jeszcze na tyle mało lekcji, że i tak większość rodziców zapycha im wolny czas zajęciami dodatkowymi, więc ta jedna godzina lekcyjna ledwie zostałaby zauważona. I wcześniej można by u tych dzieci faktycznie wzbudzać
relaks, odpoczynek, bo to i zajęcia dodatkowe, i stadnina itd.