przyjaciel ruszył - chapeaux bas! - do Magadanu, do
Magadanu,
pojechał sobie, bo tak chciał, nie na zesłanie, nie na zesłanie,
nie żeby miał szczególnie dość, nie dla efektu, nie na złość,
nie żeby nowy przetrzeć szlak,
ale ot tak, ale ot tak.
Spytacie pewnie, co za sens tak idiotycznie odmieniać życie,
przecież tam łagrów pełno jest, a w nich bandyci, a w nich bandyci,
odpowie: - Bzdura, plotki, łżą, bandyci teraz wszędzie są,
jadę, bo cel przed sobą mam:
to Magadan, to Magadan...