varsava
16.09.04, 11:03
www.rzeczpospolita.pl/dodatki/nieruchomosci_040913/nieruchomosci_a_10.html
Mieszkanie czy dom Jakie są różnice w cenach
Nasze drogie bloki
Porównując różne segmenty rynku nieruchomości mieszkalnych, możemy dojść do
wniosku, że nie ma nic tańszego niż dom wolno stojący. Chodzi oczywiście o
cenę za jeden metr kwadratowy, a nie o cenę za poszczególną nieruchomość.
- Niemal dwukrotna różnica ceny metra kwadratowego prowadzi do sytuacji, w
której przeciętne stumetrowe mieszkanie w Warszawie kosztuje tyle, ile nowy,
wykończony dwustumetrowy dom, położony w odległości 15 - 20 minut jazdy od
Pałacu Kultury - mówi Tomasz Lebiedź z Agencji Lebiedź i Lebiedź s.j.
Stereotyp komfortu
- Czy mieszkania o powierzchni 102 mkw. na Rakowcu za 570 tys. zł, 101 mkw.
na Kabatach za 560 tys. zł lub 105 mkw. na Szczęśliwicach za 640 tys. zł - to
taka wielka okazja w porównaniu z kosztującym 630 tys. zł dwustumetrowym,
wolno stojącym, rocznym domem w Łomiankach, gdzie sama pusta działka, na
której stoi ten budynek, kosztowałaby około 170 tys. zł? - pyta Tomasz
Lebiedź. - Czy peryferyjne dzielnice Warszawy są aż o tyle lepsze od
miasteczka graniczącego ze stolicą? Czy dalej jest do sklepu, szkoły, teatru
i dlatego taniej?
Pośrednicy przypominają, że rozwój miast europejskich i amerykańskich w XX
wieku cechuje wynoszenie się ludzi na przedmieścia. Generalnie obowiązuje
zasada: im większa zamożność rodziny, tym dalej mieszka ona od centrum. Już
klasa średnia przeprowadza się do podmiejskich osiedli, a najzamożniejsi
budują swoje wielkie posiadłości jeszcze dalej.
Tymczasem u nas metr wcale nieluksusowego mieszkania w centrum kosztuje 4
tys. zł, a domu za miastem - 2 tys. zł. I tak wiele osób wybiera ten droższy
wariant. Dlaczego?
- Można wymienić kilka przyczyn. Pięćdziesięciometrowe mieszkanko po 4 tys.
zł za mkw. to nadal "tylko" 200 tys. zł, a więc znacznie mniej niż dom.
Nasza "klasa średnia" dopiero powstaje. Funkcjonuje też silny
stereotyp "komfortu" życia w mieście oraz kompletnego "braku cywilizacji" pod
miastem - wyjaśnia Tomasz Lebiedź. - Ponadto w ostatnich miesiącach do
zwiększenia dysproporcji pomiędzy ceną metra mieszkania a ceną metra domu
przyczyniła się panika przedunijna, która dotknęła rynek mieszkań.
Ponieważ wszystkie te czynniki mają charakter przemijający, bo przecież po
przedunijnej gorączce zakupów pozostały już tylko wspomnienia, a wraz z
rozwojem gospodarki powiększa się grupa ludzi należących do klasy średniej,
powinniśmy spodziewać się stopniowego zmniejszania dysproporcji cen.
- Decydując się dziś na kupno nieruchomości, powinniśmy bardzo poważnie
zastanowić się, czy za dziesięć lat stumetrowe mieszkanie na Rakowcu będzie
kosztować tyle samo, ile dwustumetrowy dom na Młocinach - podkreśla Tomasz
Lebiedź.
To się opłaca
- Dom jest tańszy nie tylko w budowie, ale także w eksploatacji - podkreśla
Adam Bronisz z agencji BB Nieruchomości.
Okazuje się, że roczne opłaty za mieszkanie o powierzchni 36 mkw. są
porównywalne z opłatami za dom o powierzchni 200 mkw. Za mieszkanie trzeba
zapłacić około 3 tys. zł (250 zł miesięcznie), a za dom 3400 zł (bez kosztów
energii elektrycznej).
Trzymając się tych przeliczników: za mieszkanie o powierzchni domu - czyli
200 mkw. - trzeba byłoby płacić 1500 zł miesięcznie, czyli 18 tys. zł rocznie
(o 15 tys. zł więcej niż za roczne utrzymanie domu o pow. 200 mkw.).
Oczywiście, jeśli liczymy koszty, lepiej jeżeli dom położony jest dalej od
centrum, gdzie coraz droższe są opłaty za użytkowanie wieczyste. Na Mokotowie
za większe parcele niektórzy muszą bowiem już płacić około 8 tys. zł rocznie.
- Dom ma wyższą wartość i niższe opłaty. Jeśli ma się własną studnię, to
wtedy woda nic nie kosztuje i możemy podlewać swój ogród bez ograniczeń. Być
może osoby młode, samotne wolą mieszkanie, ale rodzinom na pewno będzie się
lepiej mieszkało we własnym domu - doradza Adam Bronisz.