Dodaj do ulubionych

nie zabiję karpia

13.12.10, 12:53
ani żywej kury
brrrrrrrrrr
Obserwuj wątek
    • Gość: j2 Re: nie zabiję karpia IP: *.lublin.mm.pl 13.12.10, 12:56
      a martwą kurę byś zabił?
    • pogarda Re: nie zabiję karpia 13.12.10, 12:58
      Ale indora w gwiazdki i bialo-czerowne paski to bys utlukl! Troche patriotyzmu! Polski karp powinien zginac od polskiego noza i uzmazony na polskiej patelni z uzyciem polskiego oleju z polskiego (oh! przepraszam... pierwszego) tloczenia!
      pzdr
    • empi Re: nie zabiję karpia 13.12.10, 12:59
      ale je zjem :). Kto własnoręcznie zabija późniejsze pożywienie ma coś z myśliwego, pożywianie się wcześniej zabitym przez kogoś innego pożywieniem to padlinożerstwo, tak mi tłumaczył sąsiad skazany przez żonę na coroczne mordowanie karpi ;)
      Niemniej temat zasługuje na dyskusję!
      pzdr.
      • pogarda Re: nie zabiję karpia 13.12.10, 13:19
        Ja nawet nie zjem... Tu gdzie mieszkam karpia nie kupisz, bo nikt go nie sprzedaja, a jak pytam gdzie moge kupic karpia na uboj to patrza na mnie jakbym pytal gdzie moge nabyc kota na grilla...
        Taki kraj...
        pzdr
      • qqbek Re: nie zabiję karpia 13.12.10, 14:59
        empi napisał:

        > ale je zjem :). Kto własnoręcznie zabija późniejsze pożywienie ma coś z myśliwe
        > go, pożywianie się wcześniej zabitym przez kogoś innego pożywieniem to padlinoż
        > erstwo, tak mi tłumaczył sąsiad skazany przez żonę na coroczne mordowanie karpi
        > ;)
        > Niemniej temat zasługuje na dyskusję!
        > pzdr.

        Coś tam sąsiad może i wie.
        Ale chyba najważniejsze jest to, że karpia kupionego przed świętami da się w miednicy/wannie odpowiednio odchudzić przez dzień-dwa (jak masz w domu kota lub psa, to na 100% będzie miał biedak odpowiednią dawkę ruchu), dzięki czemu nie smakuje po usmażeniu jak stłuszczony 15-letni sum.
        Poza tym przy n-tym karpiu zabijanym w życiu robisz to już na tyle humanitarnie, że wysiłki bezrobotnego zatrudnionego przy zabijaniu karpia na stoisku w markecie na czas przedświąteczny przypominają przy twoim krótkim "łup w łeb i na deskę" wymyślne tortury.

        Tak więc wszystkim ekologom i obrońcom praw zwierząt pokażę i w tym roku środkowy palec... młotek ślusarski 60dag już czeka na to jedno, doroczne zamachnięcie, po którym nie trafia w gwóźdź lub inny metal. Dla was jestem zapewne obleśnym mordercą... ale i tak mi to zwisa :)
        • empi Re: nie zabiję karpia 13.12.10, 15:05
          To trochę w myśl zasady, że jak nie widzimy tej procedury to jest ok!. W najgorszym wypadku to nie my jesteśmy winni :). Brak gwarancji, że gdzieś tam "fachowcy" zrobią to humanitarnie (jeśli można mówić o humanitarnym sposobie zadawania śmierci).
          pzdr.
          • qqbek Re: nie zabiję karpia 13.12.10, 15:13
            empi napisał:

            > To trochę w myśl zasady, że jak nie widzimy tej procedury to jest ok!. W najgor
            > szym wypadku to nie my jesteśmy winni :). Brak gwarancji, że gdzieś tam "fachow
            > cy" zrobią to humanitarnie (jeśli można mówić o humanitarnym sposobie zadawania
            > śmierci).
            > pzdr.

            Też racja. Ale widziałem raz (ponad 20 lat temu) prawdziwe wiejskie świniobicie i jak nadal lubię wiejską kiełbasę, kaszankę, szyneczkę i wiele innych dóbr z takiej świnki wytwarzanych, tak na samodzielne zabicie świniaka bym się nie zdecydował. Wolę zostawić to fachowcom, uśmiercającym świnki w dużo bardziej humanitarny sposób (albo porażenie prądem albo specjalny pistolet pneumatyczny) w ubojniach.

            Co do humanitarnych metod pozbawiania karpia życia, to słyszałem od znajomego o "zabójstwie zamrażalnikowym"... czyli o zamykaniu żywej ryby w zamrażarce (podobno dla rybki bezbolesne). Tylko nie po to kupuję żywego karpia, żeby na Wigilię jeść dzwonka z mrożonej ryby (blee).
            • empi Re: nie zabiję karpia 13.12.10, 15:17
              Masz rację, takie wiejskie świniobicie to okrutna rzecz. W "dawnych" czasach proceder na wsi nagminny, dzieci przy takim zabiegu nie odizolowywano!
              pzdr.
              • Gość: bosman te dzieci to dzisiaj... IP: 178.56.3.* 13.12.10, 15:19
                np. j(ołop)2 lub aaaaaaaronek. Elan nie, bo u niego w rodzinnym domu wieprzowiny nie jedli :-)
                • qqbek Re: te dzieci to dzisiaj... 13.12.10, 19:08
                  Gość portalu: bosman napisał(a):

                  > np. j(ołop)2 lub aaaaaaaronek. Elan nie, bo u niego w rodzinnym domu wieprzowin
                  > y nie jedli :-)

                  Znam rabina (autentyk) który zjadł kiedyś wieprzowinę, mieszka biedak w Hajfie i do dziś pluje sobie w długą, siwą brodę... przez przypadek zjadł, ale mniejsza o to... być może więc i tak, że u Elana zjedzono kiedyś kawałek świnki :)
                  • Gość: bosman nie wierzę! IP: *.centertel.pl 14.12.10, 12:07
                    Elan się ugryzł???
            • Gość: bosman wystarczy... IP: 178.56.3.* 13.12.10, 15:17
              duży ostry nóż, tzw. nóż szefa kuchni i jedno zdecydowane cięcie na karku u nasady czaszki - przecinasz kręgosłup i "po ptokach".
              • empi Re: wystarczy... 13.12.10, 15:22
                a krewka na kaszankę? :)
                pzdr.
                • Gość: bosman krewkę zlizujesz... IP: 178.56.3.* 13.12.10, 15:29
                  jak tylko "zatniesz" :-) Zapytaj "wampiórka"
                  • czarownica.z.tubtina Re: krewkę zlizujesz... 13.12.10, 19:21
                    Krwi nie oddaje sie wampirom, tylko lekko zakwaszona octem zostawia sie do przygotowania karpia w szarym sosie z rodzynkami, migdalami, gotowanego w wywarze z lba karpiowego (jeszcze lepiej, gdy nie bedzie to tylko jeden leb), jarzyn z mnostwem selera, pietruszki i cebuli... Dobrze przygotowany sos jest czysciutki i klarowny, oczywiscie szary, a karp - po prostu niebo w gebie! Mozna dodac zasmazke z lyzki maki i masla, ale dla mnie to juz jest profanacja. Czekam na tego karpia - nic wiecej w swieta moge nie jesc... ;-)))))).
                    • wampir-wampir Re: krewkę zlizujesz... 13.12.10, 19:29
                      czarownica.z.tubtina napisała:

                      > Krwi nie oddaje sie wampirom, tylko lekko zakwaszona octem zostawia sie do przy
                      > gotowania karpia w szarym sosie

                      Oświadczam, że się nie znam. U mnie w wigilię żadnego karpia nie ma, bo nikt nie lubi. Żremy fileciki z soli z ziołami oraz grenadiera z domowym chrzanem, pierogi z kapustą, barszcz z uszkami z prawdziwków, kluchy z makiem i bakaliami i takie inne, które się zmieniają.
                      • empi Re: krewkę zlizujesz... 13.12.10, 19:46
                        > Żremy fileciki z soli z ziołami oraz grenadiera z domowym chrzanem
                        jak się domyślam to chodzi o soję a nie sól :). Opisz dokładniej tego grenadiera.
                        pzdr.
                        • qqbek Re: krewkę zlizujesz... 13.12.10, 20:00
                          empi napisał:

                          > > Żremy fileciki z soli z ziołami oraz grenadiera z domowym chrzanem
                          > jak się domyślam to chodzi o soję a nie sól :). Opisz dokładniej tego grenadier
                          > a.
                          > pzdr.

                          Mam nadzieję, że to ironia. Solea solea to gatunek ryby (sola zwyczajna).
                          Grenadier to rodzina ryb.
                          Gratuluję wyboru... zawsze wolałem ryby morskie... ale jednak karp zawsze u mnie gości na Wigilię Bożego Narodzenia (zazwyczaj w towarzystwie pstrąga, którego daleko bardziej lubię i morskiego/rzecznego łososia)
                          • Gość: bosman sola - zacna rybka, paluchy lizać, ale... IP: *.centertel.pl 14.12.10, 12:09
                            karp to karp - mniam mniam mniam! Z ziemniaczkami i surówką z kiszonej kapustki!
                        • czarownica.z.tubtina Re: krewkę zlizujesz... 13.12.10, 20:01
                          Chodzi o solę (az ogonka musialam uzyc ;-P), pyszna, delikatna rybe o wyjatkowo bialym miesie. Mnie najbardziej smakuje duszona krociotko w masle, smietanie i podlewana bialym winem, posypana swiezym koperkiem. I koniecznie podawana na szpinaku ;-).
                          • empi Re: krewkę zlizujesz... 13.12.10, 20:09
                            szczególnie chodzi mi o przepis na grenadiera z domowym chrzanem. Może jakiś link do przepisu? Wszystko co z domowym chrzanem bardzo mi smakuje :).
                            pzdr.
                            • wampir-wampir Re: krewkę zlizujesz... 13.12.10, 20:24
                              empi napisał:

                              > szczególnie chodzi mi o przepis na grenadiera z domowym chrzanem.

                              Marynuje się rybę w soku z cytryny z chrzanem, solą i niewielką ilością białego pieprzu 1,5-2 godziny, potem panieruje i podaje też z chrzanem tylko tartym. Najprostsze co być może :-)))
                            • czarownica.z.tubtina Przepis na domowy chrzan... 13.12.10, 20:33
                              Ubierasz sie cieplo, wkladasz gogle, bierzesz miseczke, tarke i oczyszczony chrzan i szukasz murku, scianki, lawki (niepotrzebne skresl), na ktorym bedzie mozna ten chrzan zetrzec na tarce i nie przyprawic calej rodziny o szlochy ;-P.

                              A juz na powaznie, w zastepstwie wampira - mysle, ze chodzi mu o zwykla rybe smazona, zjadana z chrzanem.

                              Ja czasami robie rybe w smietanie (maslo, smietana, wino), do ktorej dodaje chrzan lub salatke z chrzanu tartego, jajek na twardo drobno posiekanych ze smietana, doprawiona cukrem, sola (slona) i kwaskiem cytrynowym. Ta salatka doskonala jest tez do pasztetu - oczywiscie wlasnej roboty. Aaaa - no i te rybki smietanowe to na wigilie mi sie nie nadaja, jako, ze u mnie w domu w wigilie nie jadlo sie jajek i smietany, podtrzymuje te tradycje :-)
                              • wampir-wampir Re: Przepis na domowy chrzan... 13.12.10, 21:47
                                czarownica.z.tubtina napisała:

                                > A juz na powaznie, w zastepstwie wampira - mysle, ze chodzi mu o zwykla rybe sm
                                > azona, zjadana z chrzanem.

                                No jak panierowana to i smażona, oczywiście. A do startego chrzanu - trę ja, w chałupie i bez gogli - dodaje się cytrynę, sól i cukier.
                                • czarownica.z.tubtina Re: Przepis na domowy chrzan... 13.12.10, 22:01
                                  Ty panierowales rybe, ja rozmawialam przez telefon i puscilam post, nie sprawdzajac co sie wydarzylo w watku i w ten sposob doszlo do oczywistej oczywistosci, chociaz... bardzo lubie knelki z ryby, panierowane w drobno startych orzechach wloskich i gotowane w oleju, wiec moze byc panierowane, a nie smazone...
                                  • wampir-wampir Re: Przepis na domowy chrzan... 13.12.10, 22:08
                                    czarownica.z.tubtina napisała:

                                    > bardzo lubie knelki z ryby, panierowane w drobno startych orzechach
                                    > wloskich i gotowane w oleju, wiec moze byc panierowane, a nie smazone...

                                    Właściwie tak. Jak lubię panierowane pieczarki albo brokuły w oleju gotowane, ale czy na pewno gotowane one są? To frytki też by były w takim razie, a mówi się przecież "smażyć frytki". Ja te pieczarki i brokuły wrzucam po prostu do frytkownicy na krótko. Powiedzmy więc, że frytkuję :-)))
                                    • czarownica.z.tubtina Re: Przepis na domowy chrzan... 13.12.10, 22:20
                                      no i mamy wieszczowe "golono - strzyzono", czyli nasze gotowano, czy smazono? ;-))))))))
              • pogarda Re: wystarczy... 13.12.10, 15:35
                Przeciecie tetnicy szyjnej jest podobno najlepszym rozwiazaniem. Swinka dzieki temu bezbolesnie "usypia", miesko jest prawie koszerne i nieprzekrwione, co sie czesto zdarza, kaszanki w brod a i oskorowac potem latwiej.
                z resza zaden liczacy sie i majacy szacunek dla wlasnego zawodu rzeznik, ktory wie co robi nie zacznie rozbierac poltuszy przed uplywem 21 dni, kedy to mieso "sezonuje". Sezonowane miesko jest smaczniejsze i latwiejsze w obrobce.
                pzdr
                • Gość: bosman dla jasnośći - pisałem o zaszlachtowaniu karpia... IP: 178.56.3.* 13.12.10, 15:40
                  a nie wieprza. Świni w życiu nie zabiłem, a przydało by się kilka świń zatłuc. Ale nie warto - zarżniesz świnię, odsiedzisz jak za człowieka.
                  • pogarda Re: dla jasnośći - pisałem o zaszlachtowaniu karp 13.12.10, 15:43
                    Ah! Karpia...
                    Przypomina mi sie dowcip opowiadany przez mojego dziadka za strony matki:
                    Starowinka podchodzi do oddzialu milicji i pyta:
                    - Przepraszam, czy panowie sa z ZOMO?
                    - Tak, a dlaczego obywatelka pyta?
                    - A bo mam prosbe: zabijecie panowie dla mnie karpia?

                    pzdr
                • empi Re: wystarczy... 13.12.10, 15:46
                  Pogara, Ty tamtejszym tubylcom zwierzałeś się, że kaszankę lubisz? Procedurę produkcji znają? ;)
                  pzdr.
                  • qqbek Re: wystarczy... 13.12.10, 16:16
                    empi napisał:

                    > Pogara, Ty tamtejszym tubylcom zwierzałeś się, że kaszankę lubisz? Procedurę pr
                    > odukcji znają? ;)
                    > pzdr.

                    Anglicy panie dzieju jedzą też flaki dla przykładu (zwie się toto u nich "tripe"). Więc jeżeli o Anglię chodzi, to raczej nie poczują się obrzydzeni kaszanką. Niemcy i Austriacy też jedzą kaszankę. Coś co w Stanach byłoby postrzegane za obrzydliwstwo, u nas na kontynencie (i wokół) uchodzi za normę.
                  • pogarda Re: wystarczy... 13.12.10, 16:29
                    A widzisz tubylcom niczego nie trzeba wyjasniac... Tutaj kaszanka (a w sasadzie jej odpowiednik rowniez wytwarzany z krwi) nazywa sie Black Pudding i jest ogolnie dostepny w sklepach. Malo tego - jest to nieodlaczny element Full English Breakfast w sklad ktorego wchodza:
                    # dwie kielbaski (podobne do naszych serdelkow, z tym ze bez smaku)
                    # dwa plasterki bekonu (polski bekon nawet z wygladu nie przypomina brytyjskiego)
                    # dwa jaja na twadro
                    # fasola w sosie pomidorowym
                    # dwa plasterki kaszanki (omawianego powyzej Black Pudding)
                    # dwa tosty z maslem
                    # smazony pomidor (opcjonalnie)
                    # Brown sause (nie widzialem w polsce odpowiednika)
                    ;D
                    pzdr.
                    • pogarda PS 13.12.10, 17:12
                      Empi! Zapomnialem dodac, ze do tego, co wymienilem powyzej dochodzi rowniez wiaderko frytek (w UK nasze frytki nazywaja sie fries a jako frytki - chips - sprzedaje sie grubasne i tluste kawalki ziekniaka, wygladajace jak frytki z nadwaga ;D).
                      W moim lokalnym pubie mozesz sobie zamowic takie sniadanko z dodatiem 3 pints (cos ok 3,5 poslkich piw). Jesli uda ci sie zjesc i wypic wszystko twoje zdjecie trafi na tablice "Breakfast Heroes" a na domiar ty i twoi wspolbiesiadnicy nie musza placic.
                      Dodam, ze zdjec na razie jest tylko 6 od poczatku istnienia pubu tj: 1917r ;D
                      Masz ochote sprobowac?
                      pzdr
                      • empi Re: PS 13.12.10, 17:31
                        moja znajomość angielskich obyczajów kulinarnych ogranicza się do doświadczenia z śsiadłym mlekiem którym poczęstowałem Anglika. Smakoało mu, przeszło mu gdy dowiedział skąd się biuerze :) . Dla niego było to już wtedy tylko stare, popsute mleko.
                        Co ci Angole jedzą w święta, może tylko w pubie siedzą i ciągną piwsko? :)
                        pzdr.
                        • pogarda Re: PS 14.12.10, 11:42
                          qqbek napisal:
                          Co do Black pudding, to nie zgodzę się- skład jest inny - poza krwią używa się podrobów, mięsa, zmielonej słoniny, tartej bułki i płatków owsianych. Tak więc jakkolwiek podobna optycznie do kaszanki, kaszanką nie jest (choć również nieźle smakuje:)


                          Owszem, napisalem przeciez, ze jest to odpowiednik, bo robiony w glownej mierze z krwi, ale, tu sie zgadzam w calej rozciaglosci - na tym podobienstwo sie konczy w temacie skladnikow, chociaz na prawde black pudding smakuje bardzo podobnie do kaszanki, o ile spozywane sa na zimno.

                          empi napisal:
                          Co ci Angole jedzą w święta, może tylko w pubie siedzą i ciągną piwsko?


                          Tak i nie. Tak, siedza w pubach i ciagna piwsko ale tylko w Boxing Day, kiedy to calymi rodzinami wybieraja sie na obiad do pubu (taka tradycja).
                          A jedza indyka. Rowniez tracydyjnie. Podawanie indyka wywodzi sie stad, ze indyki swego czasu (dawno dawno temu) byly najdrozszym, a co za tym idzie ekskluzywnym miesem jakie mozna bylo nabyc droga kupna, tak wiec indyka podawano wylacznie na specjalne okazje, czyli Boze Narodzenie.
                          Tradycja ta zostala przejeta i zaadaptowana za oceanem. Indyka podaje sie w Thanksgiving Day z tych samych powodow. Indyk stal sie symbolem wyjatkowosci, wielkiej fety itd.
                          Niestety jesli zapytasz przecietnego amerykanina dlaczego podaja indyka, niewielu zna wlasciwa odpowiedz.
                          • empi Re: PS 14.12.10, 11:48
                            >Indyka podaje sie w Thanksgiving Day z tych samych powodow. Indyk stal sie symbolem >wyjatkowosci, wielkiej fety itd.
                            Chyba tak nie jest :). W Ameryce Północnej indyk żył na dziko i był łatwo dostępny dla uboższych warstw społeczeństwa, zwłaszcza osadników.
                            pzdr.
                            • pogarda Re: Indyk 14.12.10, 12:17
                              Empi owszem, ale pamietaj, ze w swiadomosci osadnikow indyk byl juz zakorzeniony jako symbol ekskluzywnosci. Ta siwadomosc przyplynela do ameryki wraz z Irlandczykami (ktorzy ciagneli do ameryki calymi komunikami) i anglikami - indyk zostal zaadaptowany tak latwo jako czesc celebracji wlasnie ze wzgledu na latwosc zdobycia. Przypomne rowniez, ze indyk przyplynal wraz z innymi zwierzetami wraz z osadnikami i zostal sztucznie wtloczony do ekosystemu ameryki.

                              Zwracam twoja uwage na fakt, ze w australii ten zwyczaj sie nie przyjal wlasnie ze wzgledu na brak mozliwosci, czy tez trudnosci w zdobyciu indykow. Nawet po tym, jak indyk stal sie dosc zwyczajnym zwierzaczkiem do Indyczej Tradycji nie powrocono.
                              pzdr.
                              • empi Re: Indyk 14.12.10, 12:40
                                > Przypomne rowniez, ze indyk przyplynal wraz z innymi zwierzetami wraz z osadnikami i >zostal sztucznie wtloczony do ekosystemu ameryki.
                                Masz zupełne przekonanie, że się nie mylisz? :)pzdr.
                                • empi Re: Indyk 14.12.10, 12:42
                                  PS.
                                  Indyki zostały udomowione przez Azteków w czasach prekolumbijskich. Do Europy sprowadził je w 1497 roku przez Giovanni Caboto. Istotne dla rozwoju hodowli stały się ptaki przywiezione w XVI wieku. Do Polski trafiły w następnym wieku.
                                  pzdr.
                                • pogarda Re: Indyk 14.12.10, 12:51
                                  Mam bardzo zle doswiadczenia z Wiki, wiec pozostane sceptyczny w stosunku do informacji tam zamieszczanych, mimo ze Indyczy Temat jest tam calkiem niezle opracowany.
                                  Indyk, owszem byl znany w ameryce srodkowej, ale jego intodukcje w ameryce polnocnej (od Ohio w gore az do Kanady) jak najbardziej (przynajmniej wg mojego nauczyciela od historii) zawdzieczamy osadnikom i zeglarzom. Podobnie jak Australia zawdziecza im Dingo :)
                                  Nie przecze, ze byly tam jakies indyki w sladowych ilosciach, ale to lasnie fakt, ze zostaly introdukowane do ekosystemu (nie posiadajac zbyt wielu naturalnych wrogow) mogly rozwijac sie w ogromnym tempie.

                                  Powyzsze prosze traktowac jako "to, co pamietam z lekcji" a nie wywod ostateczny w temacie. Moja i twoja teoria wzajemnie sie nie wykluczaja.
                                  pzdr.
                                  • empi Re: Indyk 14.12.10, 13:34
                                    O indykach
                                    O jakich śladowych ilościach mówisz? :) Może osadnicy najpierw szystkie zjedli i musiano je sprowadzać zpowrotem z Europy, lecz wtedy nzywa się to reintrodukcja. Takie postawienie pogodzi nasze teorie. :)
                                    pzdr.
                                    • pogarda Re: Indyk 14.12.10, 13:40
                                      A co tam! Zgadzam sie w calej rozciaglosci!
                                      Moj nauczyciel mowil, ze zeglarze zawijali gdzie sie tylko dalo odwiedzajac coraz to nowe miejsca poruszajac sie "w gore", kupujac i sprzedajac od plemienia do plemienia. W ten oto sposob indyk mialby byc introdukowany do ekosystemow nawet bez udzialu europy...
                                      Nie twierdze, ze mial racje, stary byl i mogl miec mozg wyerodowany przez jedze skleroze...
                                      pzdr
                            • Gość: bosman z tego co pamietam..... IP: *.centertel.pl 14.12.10, 12:18
                              to Jankesi zżerają indyki na pamiątkę pierwszej zimy przeżytej w Nowym Świecie - tym północnym. I tylko dzięki tym indykom - fakt, dzikim - przeżyli bo podobno tyle tego tam było. Stąd Dzień Dziękczynienia.
                              • pogarda Re: z tego co pamietam..... 14.12.10, 12:41
                                Sprostuje nieco: przezyli nie dzieki indykom, ale dzieki calej gamie dzikiego ptactwa, ktore to ptactwo bylo darowywane przez ludnosc autochtoniczna, mylnie zwana indianami. Dzieki indianom i temu ptactwu (w sklad ktorego wchodzily rowniez i indyki) pierwsza zima byla do przezycia.
                                Osadnicy nie omieszkali podziekowac pozniej Indianom za uratowanie ich od pewnej smierci glodowej w dosc specyficzny sposob. Wyzuli ich z ich wlasnej ziemi, spedzili do rezerwatow. Jedna z form podziekowania byly polowania na "dzikich". Za skalpy mordowanych indian placono niezla gotowke.
                                Niech Zyja Postep i Humanitarne Odruchy Ludzkosci ;D
                                pzdr.
                      • qqbek Ja poproszę o adres tego pubu :) 13.12.10, 17:41
                        pogarda napisał:

                        > Empi! Zapomnialem dodac, ze do tego, co wymienilem powyzej dochodzi rowniez wi
                        > aderko frytek (w UK nasze frytki nazywaja sie fries a jako frytki - chips - spr
                        > zedaje sie grubasne i tluste kawalki ziekniaka, wygladajace jak frytki z nadwag
                        > a ;D).
                        > W moim lokalnym pubie mozesz sobie zamowic takie sniadanko z dodatiem 3 pints (
                        > cos ok 3,5 poslkich piw). Jesli uda ci sie zjesc i wypic wszystko twoje zdjecie
                        > trafi na tablice "Breakfast Heroes" a na domiar ty i twoi wspolbiesiadnicy nie
                        > musza placic.
                        > Dodam, ze zdjec na razie jest tylko 6 od poczatku istnienia pubu tj: 1917r ;D
                        > Masz ochote sprobowac?
                        > pzdr
                        >

                        Nie raz udało mi się spałaszować pełne "English breakfast" i przeżyć. Nawet jak porcje będą wielkie, dam radę :)
                        3 pinty sików pokroju Tetley's lub innego angielskiego lagera też jakoś przejdą (chyba, że można zamiast lagera wziąć ale, wtedy na pewno przejdą, bez najmniejszego problemu). Pinta to 0,57 czy 0,58 litra... 3 pinty to 3,5 piwa w naszych warunkach tylko, jeżeli za odnośnik przyjmiemy jakiś festyn, gdzie "przypadkowo" nie dolewają do pełnego kubka :)

                        Co do Black pudding, to nie zgodzę się- skład jest inny - poza krwią używa się podrobów, mięsa, zmielonej słoniny, tartej bułki i płatków owsianych. Tak więc jakkolwiek podobna optycznie do kaszanki, kaszanką nie jest (choć również nieźle smakuje:)
                        • pogarda Re: Ja poproszę o adres tego pubu :) 14.12.10, 11:45
                          Pinta to 5.68 litra a co do adresu:

                          Dear's Lips
                          Cwmrhydyceirw (wymawia sie kumridikajru)
                          Swansea

                          albo:
                          Black Swan
                          Morriston
                          Swansea

                          Zapytaj jakiegokolwiek taksowkarza a bez pudla cie zawiezie ;)
                          • qqbek Re: Ja poproszę o adres tego pubu :) 14.12.10, 14:39
                            pogarda napisał:

                            > Pinta to 5.68 litra a co do adresu:
                            >
                            > Dear's Lips
                            > Cwmrhydyceirw (wymawia sie kumridikajru)
                            > Swansea
                            >
                            > albo:
                            > Black Swan
                            > Morriston
                            > Swansea
                            >
                            > Zapytaj jakiegokolwiek taksowkarza a bez pudla cie zawiezie ;)

                            A obiecywałem sobie, że do Walii już nie pojadę ;)
                            Kurcze, mam masę znajomych w Liverpoolu, więc może znasz podobny pub gdzieś na północy Walii (okolice Chester)? Swansea to jednak wycieczka z noclegiem na miejscu by musiała być (z drugiej strony nigdy nie byłem,czego serdecznie żałuję w Cardiff, a od Swansea to już niedaleko).
                            No i Walia śliczna jest (w weekendy lubiłem pochodzić sobie po ślicznej Snowdoni)... a niektórzy moi znajomi miast tego jechali nachlać i porzygać się na kolejce w Blackpool (co uważam za szczyt adaptacji do zwyczajów typowego Smitha czy Jonesa;)
                            • pogarda Re: Ja poproszę o adres tego pubu :) 14.12.10, 16:49
                              Jesli juz tak lubisz sobie pozygac, to sugeruje wizyte w Oakwood Park ;)
                              Wiem, ze jest taki pub w Bangor, ale gdzie to nie mam pojecia... Walia to po lasach tropikalnych najbardziej mokre (deszczowe) miejsce na ziemi, wiec nie dziwie ci sie, ze nie lubisz tu przyjezdzac :D
                              Sprubuje ci wyguglac ten pub w bangor.
                              pzdr.
                              • pogarda Re: Ja poproszę o adres tego pubu :) 14.12.10, 16:59
                                PS: Na swieta wyjezdzam do brata, wiec zobacze, czy maja taki pub w Plymouth ;)

                                Jesli idzie o piffko, to na pewno maja kilka doskonalych pubow, z tego co pamietam...
                                Pamietam niewiele - a to zawsze nieomylny znak, ze pub jest swietny ;D
                                pzdr.
    • Gość: bosman spróbuj małpiaty karpia... IP: 178.56.3.* 13.12.10, 15:04
      utopić.
      • Gość: malpa Re: spróbuj małpiaty karpia... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 13.12.10, 16:24
        kiedyś walnąłem muchę
        a dziecko mi na to: no niebij jej!
        co do karpia - strasznie śmierdzi mułem ( nie mylić z muzułmanami)
        w TV pokazywali , jakie były w Krakowie kolejki po karpia , ludzi było więcej niż za komuny , bo karpie sprzedawali o 1 zł taniej
        no to ja kupiłem wino
        ps. a czerninę lubicie?
        • wampir-wampir Re: spróbuj małpiaty karpia... 13.12.10, 19:35
          Gość portalu: malpa napisał(a):

          > ps. a czerninę lubicie?

          Nigdy tego nie jadłem, a był taki prześmiewczy film made in USA, w którym zrobiono z tego polską potrawę narodową. Polish wedding chyba.
        • Gość: bosman malpiaty - kupuj karpia tam... IP: *.centertel.pl 14.12.10, 12:25
          gdzie sprzedają go z bieżącej, przezroczystej wody. Wtedy jest wyszlamowany i nie śmierdzi mułem.
    • Gość: Pingwinek Re: nie zabiję karpia IP: *.enterpol.pl 13.12.10, 16:36
      Karpia można internowac na noc w zamrażarce, do rana problem sam się rozwiąże.
      • qqbek Re: nie zabiję karpia 13.12.10, 19:06
        Gość portalu: Pingwinek napisał(a):

        > Karpia można internowac na noc w zamrażarce, do rana problem sam się rozwiąże.

        Sugerowałem wyżej to rozwiązanie... podałem także powody, dla których nie opowiadam się za tą, podobno "humanitarną" postacią jego uśmiercenia.
        Wystarczy poczytać posty innych, zanim wypowiemy się samodzielnie.
        • Gość: pingwinek Re: nie zabiję karpia IP: *.enterpol.pl 13.12.10, 19:10
          > Wystarczy poczytać posty innych, zanim wypowiemy się samodzielnie.

          A za podłączeniem do prądu już były wypowiedzi? Chcemy się upewnić, czy już ktoś się wypowiedział, bie przeczytaliśmy wszystkich postów innych i nie wiemy, czy możemy wypowiedzieć się samodzielnie.
          • Gość: bosman do tej pory byłem przekonany... IP: *.centertel.pl 14.12.10, 12:22
            że pingwiny "rąbią" rybeńki tak jak je złowią czyli żywcem. Pierwsze słyszę by je tłukły pradem! :-D
            • Gość: pingwinek Re: do tej pory byłem przekonany... IP: *.enterpol.pl 14.12.10, 13:52
              Mówiłem powaznie z tym prądem. Jak by włożyć karpia do małej miedniczki, a potem zanurzyć w wodzie przewód pod napięciem, to by zdechł od razy czy by się męczył przez jakiś czas. Ma ktoś odwagę spróbować?
              • empi Re: do tej pory byłem przekonany... 14.12.10, 13:58
                pingwinek, podstawy fizyki już przerabialiście? :)
                pzdr.
                • Gość: pingwinek Re: do tej pory byłem przekonany... IP: *.enterpol.pl 14.12.10, 14:05
                  Empiczku, ja nie mówię, żeby tego karpia prądować w wannie, tylko w małej miedniczce.
                  • empi Re: do tej pory byłem przekonany... 14.12.10, 14:16
                    hoacynku, wszelkie zabawy z prądem oraz dyskusje i porady o pseudonaukowym charakterze mogą doprowadzić do tragedii. Kryminaliści w więzieniach nawet gotują wodę w wiaderku za pomocą prądu i dwóch żyletek :). Czy należy tę metodę popularyzować w gospodarstwach domowych ze względu na prostotę ? :)
                    pzdr.
                    • czarownica.z.tubtina Re: do tej pory byłem przekonany... 14.12.10, 14:19
                      A za co empi odstrzeliles hoacyna? teraz bedzie sie pingwinil?
                      • empi Re: do tej pory byłem przekonany... 14.12.10, 14:24
                        ja go nie odstrzeliłem, nie posiadam takich uprawnień :). Centrala to zrobiła. Powstał nowy mechaniżm który bada i klientów mnożących konta z jednego kompa. Wszystkie takie konta i próby ich tworzone są blokowane automatycznie.
                        pzdr.
                        • Gość: pingwinek Re: do tej pory byłem przekonany... IP: *.enterpol.pl 14.12.10, 14:38
                          > ja go nie odstrzeliłem, nie posiadam takich uprawnień :). Centrala to zrobiła.
                          > Powstał nowy mechaniżm który bada i klientów mnożących konta z jednego kompa. W
                          > szystkie takie konta i próby ich tworzone są blokowane automatycznie.

                          Empiczku, święta się zbliżają, a ty tak brzydko sobie poczynasz. Po pierwsze, nie powstał żaden taki mechanizm, a mój ban byl wynikiem tego, że jedno z moich kont zawierało sugestię co do poczynań pani prezydentowej i dlatego zostało zablokowane. Nie ma to nic wspólnego z "mnożeniem kont".

                          Po drugie, wcale nie mnożę kont, tylko je zmieniam - jedne tworzę, a poprzednie unicestwiam, więc ogólna ich ilość się nie zmienia :)

                          Po trzecie, właśnie zablokowanie dotychczasowych kont skłania ludzi do zakładania nowych, które działają do momentu pierwszego wylogowania. O tym juz zresztą wczoraj napisałem w wątku, który tak cię zafascynował :)
                    • Gość: pingwinek-hoacynek Re: do tej pory byłem przekonany... IP: *.enterpol.pl 14.12.10, 14:23
                      Ja też gotowałem wodę w szklance grzałką z dwóch zyletek jak mieszkałem w internacie, do tego wcale nie trzeba być kryminalistą. Zagotowuje się w 10 sekund.

                      Zastanawiam się jednak, czy bardziej humatarne jest zamrożenie karpia czy sztachnięcie prądem. W Australii ludzie zbierają ropuchy agy do worków i wkładaja je na noc do zamrażarek, żeby zdechły bezboleśnie, a karp w sumie też jest zmiennocieplny, czyli nie powinien zmarznąć przed śmiercią. Chyba będę musiał wypróbować jedną i druga metode osobiście, bo widzę, że nie ma tu doświadczonych karpiobójców.
                      • qqbek Re: do tej pory byłem przekonany... 14.12.10, 17:35
                        Gość portalu: pingwinek-hoacynek napisał(a):

                        > Ja też gotowałem wodę w szklance grzałką z dwóch zyletek jak mieszkałem w inter
                        > nacie, do tego wcale nie trzeba być kryminalistą. Zagotowuje się w 10 sekund.

                        O ile bezpieczniki nie strzelą. Też mi się zdarzyło kiedyś na OHP, jak grzałka "made in GDR" mi siadła a nikt inny w pokoju grzałki nie miał. Ale 10 sekund toto nie jest.

                        > Zastanawiam się jednak, czy bardziej humatarne jest zamrożenie karpia czy sztac
                        > hnięcie prądem. W Australii ludzie zbierają ropuchy agy do worków i wkładaja je
                        > na noc do zamrażarek, żeby zdechły bezboleśnie, a karp w sumie też jest zmienn
                        > ocieplny, czyli nie powinien zmarznąć przed śmiercią. Chyba będę musiał wypróbo
                        > wać jedną i druga metode osobiście, bo widzę, że nie ma tu doświadczonych karpi
                        > obójców.

                        Toteż usłuchaj porady doświadczonego (kilkanaście sezonów świątecznych) karpiobójcy - młotek metalowy lub pałka drewniana i celujesz w łepek stworzonka, tuż nad oczami. Przyda się ścierka lniana, żeby delikwenta przed ukatrupieniem przytrzymać (śliska bestia będzie- w 1 ręce nie utrzymasz). Jak już stworzenie zakończy pośmiertne drgawki, kładziesz na desce i jednym cięciem ostrym nożem odcinasz łeb. Potem delikatne cięcie (nie głębiej niż 5mm) wzdłuż powłok brzusznych i już możesz cieszyć się karpiem bez flaczków (czasami trzeba sobie przy tym łapką pomóc, ostrych narzędzi stosować nie radzę, ze względu na zawartość pęcherzyka żółciowego i przewodu pokarmowego).

                        Zamrażanie nie dość, że zepsuje smak mięsa, to jeszcze skaże ciebie na czekanie z wypatroszeniem aż ryba zupełnie rozmarznie (spróbuj łuski z mrożonej ryby usunąć).
                        Co do elektryczności... raz niebezpieczne, dwa - wątpliwa skuteczność tej metody (karp prawdopodobnie wyfrunie z miednicy poparzony prądem i cierpieć będzie jeszcze większe katusze).
                        • Gość: bosman tak sobie qqbku pomyślałem... IP: *.centertel.pl 15.12.10, 09:26
                          że pingwinek-hoacynek to, jak mawia tajnos - pitok czyli ptaszydło. To może by karpia zadziobał? Jak na pitoka przystało :-)
                          • tajnos.agentos Re: tak sobie qqbku pomyślałem... 15.12.10, 12:25
                            Co taki "ą" i 'e" dzisiaj, kaca leczy? Pitokiem to se ewentualnie można dziobnąć, ale niekoniecznie karpia.:P
                            • Gość: bosman sorki tajnosie... IP: *.centertel.pl 15.12.10, 14:08
                              że nie skojarzyłem, że Ty po prostu masz go za ....pitoka :-D Kaca nie leczę - w tygodniu nie zasysam. Ot, mam taki dzień dobroci dla ...pitoków.
                              • Gość: lili Poziom forum IP: 173.212.232.* 15.12.10, 14:13
                                określenie "lubelasy" mówi samo za siebie
                                • tajnos.agentos Re: Poziom forum 15.12.10, 14:21
                                  Łołołoło... "Warsiafka" się odezwała?:D
                                • qqbek Re: Poziom forum 15.12.10, 15:05
                                  Gość portalu: lili napisał(a):

                                  > określenie "lubelasy" mówi samo za siebie

                                  Określenie "szczuropolacy" zaś najlepiej określa naszą emigrację (IP ze Stanów sugeruje, że powinnaś trollować gdzieś indziej:)
                                • Gość: bosman lili - wiesz dlaczego... IP: *.centertel.pl 15.12.10, 15:09
                                  błona dziewicza nie odrasta? - Bo nie ma czasu.
                                  U ciebie miała. Ale to nie nasza wina że na ciebie już nawet żyrandol nie poleci.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka