Gość: Krzysztof IP: *.wha.la 01.07.03, 22:07 Psy największym problemem Lublina. Tak proszę Państwa! Nie kilkukrotna podwyżka kosztów przejazdów MPK, nie brak pieniędzy na oświetlenie ulic, ale właśnie psy. Pozdrawiam Krzysztof Odpowiedz Link Zgłoś Obserwuj wątek Podgląd Opublikuj
Gość: Leon Re: Lubelskie psy będą oznakowane IP: *.lublin.mm.pl 02.07.03, 07:58 Bardzo cenny pomysł . godny upowszechnienia. Proponuję aby go rozszerzyć na nowo urodzone dzieci(bedzie wiadomo jaka matka porzuciła na śmietniku,) na blokersów, bezdomnych szalikowców i innych pseudokibiców. Ponadto poza wszelką kolejnością - wiązniowie kryminalni. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: cedet Re: Lubelskie psy będą oznakowane IP: *.lublin.pl 02.07.03, 08:40 Jak rozumię, to miasto zapłaci za znakowanie psów. Ja od 9 lat płacę podatek za posiadanie psa. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: ANia Re: Lubelskie psy będą oznakowane IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 02.07.03, 08:54 no i swietnie!@ szkoda ze nie beda chipowane w calej Polsce - moze skonczyloby sie podrzucanie psow do lasow, przywiazywanie pod schroniskami itd. Wreszie moznaby nieodpowiedzialnym ludziom dawac kary za pozbywanie sie psa jak smiecia. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Dobromir- pomysłowy Re: Lubelskie psy będą oznakowane IP: *.motor.taninet.pl / 192.168.4.* 02.07.03, 11:20 A moze by tak oznakować całą Radę Miasta Lublina i wszystkich "włodarzy" - by nigdy się nie pogubili i byli widoczni na ulicy - tylko nie za nasze pieniądze. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: gość Re: Lubelskie psy będą oznakowane IP: 195.205.244.* 02.07.03, 11:25 b. dobry pomysł, wszystkie psy obowiązkowo do czipowania, nieoczipowane do uśpienia i koniec problemu Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: piotrdk Re: Lubelskie psy będą oznakowane IP: *.umcs.lublin.pl 02.07.03, 11:46 Tak, może znakować złodziei, bandytów, łapówkarzy, pedofilów. Co łamanie praw człowieka? Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: jjjjjj Proponuję oznakować całe SLD-ich kacyków i prominentów IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 02.07.03, 11:53 Czy Sejm potrafi zmienić ordynację z proporcjonalnej na większościową przedkładając interes Polski nad grupowy? Zamknięty system partiokracji RYS. LESZEK OŁDAK MICHAŁ WOJCIECHOWSKI Gdy media zalewają odbiorców relacjami o bieżącym stanie polityki, nigdy dosyć przypominania o przyczynach złych zjawisk. Jedną z najważniejszych jest sposób dobierania rządzących. Dziś w Polsce zwykły człowiek pyta: Dlaczego korupcja w kręgach władzy? Dlaczego niestałość i niesłowność rządów? Dlaczego kłótnie w Sejmie? Przyczynę widzi w osobistej nieuczciwości polityków albo w spiskach i od udziału w życiu publicznym się odsuwa. Jest to część prawdy - lecz niecała. Takie zjawiska jak rozdrobnienie i nieodpowiedzialność Sejmu, brak większości rządzącej, samowola partii rządzącej, która bynajmniej nie zdobyła w wyborach znaczącej większości, nie wzięły się znikąd. Nie wziął się też znikąd system prawny, który chroni polityków przed odpowiedzialnością i uniemożliwia zmiany. Wybory proporcjonalne Trzeba przypominać, że trzonem tego systemu jest sposób wybierania posłów i senatorów - ordynacja wyborcza. Skoro w wyborach chodzi o wyłonienie przyszłej władzy przez ogół obywateli, o wartości ordynacji stanowią dwa sprawdziany: 1. Jakie uprawnienia daje ona wyborcy? 2. Czy z wyborów może się wyłonić dobrze funkcjonująca władza? W obu tych testach ordynacja, według której miejsca w parlamencie dzielone są proporcjonalnie do liczby uzyskanych przez różne partie głosów (jak to przewiduje polska ordynacja i niestety konstytucja), wypada fatalnie. Przy ordynacji proporcjonalnej wolność wyboru głosującego jest na rozmaite sposoby ograniczana. Najpierw przez podział na listy, czyli typową sprzedaż wiązaną. Głosujemy na jednego - podciągamy i innych, na ogół nie wiadomo kogo. Wolność wyboru jest też bardzo pomniejszona przez niedobór informacji o kandydatach. Jeśli list jest wiele, a na nich widać po kilkunastu kandydatów, ogół obywateli może w tej sytuacji tylko wybrać na chybił trafił jakąś etykietkę partyjną. A ci, co chcieliby wybrać świadomie, nie mogą - i zostają w domu. Szczególnie dotkliwe jest to w warunkach polskich, gdzie brak dobrej prasy informacyjnej, a państwowe programy telewizyjne forsują jedną opcję - lewicową. O składzie list decydująÉ o właśnie, kto? Układający listy mają na skład parlamentu wpływ większy niż ogół obywateli, i oczywiście ich kosztem. A raz wybrany poseł daleko więcej będzie się liczył z partyjną górą niż z wyborcami, bo od owej góry zależą przyszłe kadencje i inne korzyści. Ordynacja proporcjonalna ma zdaniem jej zwolenników tę zaletę, że każda tendencja może być odpowiednio w Sejmie reprezentowana. Nie całkiem tak jest. Jest to w gruncie rzeczy tylko prawo do niewielkiej procentowo opozycji. Prawa mnogich politycznych mniejszości wzajemnie się ograniczają albo wręcz znoszą. Większość zaś nie ma żadnych praw, bo jej samej nie ma! W dodatku nasza ordynacja wcale nie jest w pełni proporcjonalna; przecież SLD zawsze uzyskuje w wyborach większy procent miejsc niż oddanych głosów. Zasadą faktyczną jest (nie) proporcjonalność na rzecz partii większych, realizowana przez próg 5-proc. i sposób dzielenia mandatów w okręgach. Wątpię zresztą w zgodność tego stanu rzeczy z zapisem konstytucji. Ordynacja senacka jest teoretycznie większościowa, ale też została popsuta. Kiedyś była przewidziana druga tura, teraz nie. Można być wybranym mając tylko parę procent głosów, jeśli tylko głosy oddane na innych podzielą się jeszcze bardziej. Senator też reprezentuje raczej jedną frakcję niż wyborców. Następstwa Skutki ordynacji proporcjonalnej dla przyszłych rządów to rozdrobnienie i niestabilność. System ten bardzo utrudnia stworzenie trwałej większości w parlamencie. Gdy partii u władzy jest kilka albo choćby dwie, rząd może zostać w każdej chwili obalony, zaś nowy sojusz parlamentarny zmieni kierunek ustawodawstwa. Sama możliwość takiego obrotu sprawy - a tym bardziej jego faktyczne zajście - destabilizuje gospodarkę i odwraca uwagę rządu od rządzenia na rzecz paktowania z parlamentem, jak też naraża go na lekceważenie zagranicy. Wszelkie reformy są częściowe i niezdecydowane. Faktycznie nie rządzi ani parlament, ani rząd, ani też prezydent, lecz przywódcy frakcji, którzy mogą zmieniać sojusze albo szantażować rząd wycofaniem poparcia. Tak właśnie się nieraz działo! Jest to recepta na zastój, bo każda konkretna propozycja może się nie spodobać którejś z partii koalicji rządzącej. Trudno też sobie wyobrazić zgromadzenie większości dwóch trzecich głosów do poprawienia konstytucji (która służy utrzymaniu złego systemu...). System taki zabezpiecza interesy partii politycznych kosztem państwa i obywateli. Nieduże partie myślą głównie o zwiększeniu popularności, co najłatwiej osiągnąć przez obietnice i krytykanctwo, a nie przez wzięcie na siebie ciężaru odpowiedzialności. Tę sytuację trudno zmienić. Przecież w Sejmie "proporcjonalnie" podzielonym partie są dość małe. Ordynacja proporcjonalna gwarantuje im, że jeśli zachowają swoje 5, 7, 10, 20 procent partykularnego poparcia, w tejże liczbie zostaną w Sejmie. Bardzo to utrudnia stworzenie większych, jednoznacznych i odpowiedzialnych obozów politycznych. Widać, jak wolno się one w Polsce rodzą. Także stronnictwo największe, SLD, takich cech bynajmniej nie ma. Jeśli wyborca stwierdza, że jakkolwiek głosuje, partie, posłowie, radni zachowują się tak samo, rezygnuje z udziału w wyborach. Drugą przyczyną stałego spadku frekwencji wyborczej jest takie przedstawianie świata polityki przez media, że budzi on nieufność i niechęć. Jest to zgodne z interesami lewicy, gdyż jej wyborcy dość bezmyślnie głosują na "swoich", natomiast liczni zdezorientowani wyborcy "S", a potem partii prawicowych, dali się wmanewrować w pozostanie w domu. Zjawisko spadku frekwencji sprzyja też partiom skrajnym, gdyż ich klientela również ma sekciarskie podejście do wyborów, jako walki o miejsce dla swoich. Jedni i drudzy wywierają więc decydujący wpływ na politykę, dysponując poparciem dość niewielkim. Geneza złej ordynacji Odpowiedzialność za taką właśnie ordynację i jej skutki dla Polski ponoszą komuniści i ich sojusznicy. Jest oczywiste, że w latach 1989 i następnych przy głosowaniu większościowym ich szanse na wejście do przyszłego parlamentu byłyby wyraźnie mniejsze. Nasi byli okupanci wymusili na odchodnym ordynację dla siebie korzystną - i tak już zostało. Część obozu solidarnościowego poparła niestety ordynację typu proporcjonalnego. Da się może zrozumieć poparcie tej ordynacji wobec braku innych możliwości. Wydaje się jednak, że wchodziła tu w grę sympatia do systemu partiokracji, w którym niby tak łatwo zachować swoje wpływy. W systemie większościowym trzeba ryzykować, a wygrawszy wziąć pełną odpowiedzialność za rządyÉ Podejrzewam też ignorancję co do złych skutków proporcjonalności, znanych choćby z Polski lat dwudziestych, Włoch, przedwojennej Francji. W szkole tego nie uczyli, a nie każdy, jak to się trafiło piszącemu te słowa, miał za dziadka posła przedwojennego, uważającego system proporcjonalny za fatalny. Ostatecznie, zasadę proporcjonalności wyborów wpisano do konstytucji. Doraźny interes partyjny postkomunistów, PSL i UW wygrał. Potem przez ordynację proporcjonalną upolityczniono też samorządy, czyniąc je żerowiskiem dla działaczy partyjnych niższego szczebla, czy to lewicowych, czy ludowych, związkowych albo jeszcze innych. Rozwiązanie Jak mógłby wyglądać dobry system wyborów dla Polski? Okręgi jednomandatowe sprawdziły się w krajach demokratycznych najlepiej, choćby w USA, Anglii, Francji. Z tych systemów "większościowych" do warunków Polski z jej aktualnym rozdrobnieniem politycznym najlepszy wydaje się system podobny do francuskiego - wi Odpowiedz Link Zgłoś