Dodaj do ulubionych

Lubelskie psy będą oznakowane

IP: *.wha.la 01.07.03, 22:07
Psy największym problemem Lublina.

Tak proszę Państwa! Nie kilkukrotna podwyżka kosztów przejazdów
MPK, nie brak pieniędzy na oświetlenie ulic, ale właśnie psy.

Pozdrawiam
Krzysztof
Obserwuj wątek
    • Gość: jjjjjj Proponuję oznakować całe SLD-ich kacyków i prominentów IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 02.07.03, 11:53
      Czy Sejm potrafi zmienić ordynację z proporcjonalnej na
      większościową przedkładając interes Polski nad grupowy?
      Zamknięty system partiokracji




      RYS. LESZEK OŁDAK

      MICHAŁ WOJCIECHOWSKI

      Gdy media zalewają odbiorców relacjami o bieżącym stanie
      polityki, nigdy dosyć przypominania o przyczynach złych
      zjawisk. Jedną z najważniejszych jest sposób dobierania
      rządzących.

      Dziś w Polsce zwykły człowiek pyta: Dlaczego korupcja w kręgach
      władzy? Dlaczego niestałość i niesłowność rządów? Dlaczego
      kłótnie w Sejmie? Przyczynę widzi w osobistej nieuczciwości
      polityków albo w spiskach i od udziału w życiu publicznym się
      odsuwa. Jest to część prawdy - lecz niecała. Takie zjawiska jak
      rozdrobnienie i nieodpowiedzialność Sejmu, brak większości
      rządzącej, samowola partii rządzącej, która bynajmniej nie
      zdobyła w wyborach znaczącej większości, nie wzięły się znikąd.
      Nie wziął się też znikąd system prawny, który chroni polityków
      przed odpowiedzialnością i uniemożliwia zmiany.

      Wybory proporcjonalne

      Trzeba przypominać, że trzonem tego systemu jest sposób
      wybierania posłów i senatorów - ordynacja wyborcza. Skoro w
      wyborach chodzi o wyłonienie przyszłej władzy przez ogół
      obywateli, o wartości ordynacji stanowią dwa sprawdziany: 1.
      Jakie uprawnienia daje ona wyborcy? 2. Czy z wyborów może się
      wyłonić dobrze funkcjonująca władza? W obu tych testach
      ordynacja, według której miejsca w parlamencie dzielone są
      proporcjonalnie do liczby uzyskanych przez różne partie głosów
      (jak to przewiduje polska ordynacja i niestety konstytucja),
      wypada fatalnie.

      Przy ordynacji proporcjonalnej wolność wyboru głosującego jest
      na rozmaite sposoby ograniczana. Najpierw przez podział na
      listy, czyli typową sprzedaż wiązaną. Głosujemy na jednego -
      podciągamy i innych, na ogół nie wiadomo kogo. Wolność wyboru
      jest też bardzo pomniejszona przez niedobór informacji o
      kandydatach. Jeśli list jest wiele, a na nich widać po
      kilkunastu kandydatów, ogół obywateli może w tej sytuacji tylko
      wybrać na chybił trafił jakąś etykietkę partyjną. A ci, co
      chcieliby wybrać świadomie, nie mogą - i zostają w domu.
      Szczególnie dotkliwe jest to w warunkach polskich, gdzie brak
      dobrej prasy informacyjnej, a państwowe programy telewizyjne
      forsują jedną opcję - lewicową.

      O składzie list decydująÉ o właśnie, kto? Układający listy mają
      na skład parlamentu wpływ większy niż ogół obywateli, i
      oczywiście ich kosztem. A raz wybrany poseł daleko więcej
      będzie się liczył z partyjną górą niż z wyborcami, bo od owej
      góry zależą przyszłe kadencje i inne korzyści.

      Ordynacja proporcjonalna ma zdaniem jej zwolenników tę zaletę,
      że każda tendencja może być odpowiednio w Sejmie
      reprezentowana. Nie całkiem tak jest. Jest to w gruncie rzeczy
      tylko prawo do niewielkiej procentowo opozycji. Prawa mnogich
      politycznych mniejszości wzajemnie się ograniczają albo wręcz
      znoszą. Większość zaś nie ma żadnych praw, bo jej samej nie ma!

      W dodatku nasza ordynacja wcale nie jest w pełni
      proporcjonalna; przecież SLD zawsze uzyskuje w wyborach większy
      procent miejsc niż oddanych głosów. Zasadą faktyczną jest (nie)
      proporcjonalność na rzecz partii większych, realizowana przez
      próg 5-proc. i sposób dzielenia mandatów w okręgach. Wątpię
      zresztą w zgodność tego stanu rzeczy z zapisem konstytucji.

      Ordynacja senacka jest teoretycznie większościowa, ale też
      została popsuta. Kiedyś była przewidziana druga tura, teraz
      nie. Można być wybranym mając tylko parę procent głosów, jeśli
      tylko głosy oddane na innych podzielą się jeszcze bardziej.
      Senator też reprezentuje raczej jedną frakcję niż wyborców.

      Następstwa

      Skutki ordynacji proporcjonalnej dla przyszłych rządów to
      rozdrobnienie i niestabilność. System ten bardzo utrudnia
      stworzenie trwałej większości w parlamencie. Gdy partii u
      władzy jest kilka albo choćby dwie, rząd może zostać w każdej
      chwili obalony, zaś nowy sojusz parlamentarny zmieni kierunek
      ustawodawstwa. Sama możliwość takiego obrotu sprawy - a tym
      bardziej jego faktyczne zajście - destabilizuje gospodarkę i
      odwraca uwagę rządu od rządzenia na rzecz paktowania z
      parlamentem, jak też naraża go na lekceważenie zagranicy.
      Wszelkie reformy są częściowe i niezdecydowane.

      Faktycznie nie rządzi ani parlament, ani rząd, ani też
      prezydent, lecz przywódcy frakcji, którzy mogą zmieniać sojusze
      albo szantażować rząd wycofaniem poparcia. Tak właśnie się
      nieraz działo! Jest to recepta na zastój, bo każda konkretna
      propozycja może się nie spodobać którejś z partii koalicji
      rządzącej. Trudno też sobie wyobrazić zgromadzenie większości
      dwóch trzecich głosów do poprawienia konstytucji (która służy
      utrzymaniu złego systemu...).

      System taki zabezpiecza interesy partii politycznych kosztem
      państwa i obywateli. Nieduże partie myślą głównie o zwiększeniu
      popularności, co najłatwiej osiągnąć przez obietnice i
      krytykanctwo, a nie przez wzięcie na siebie ciężaru
      odpowiedzialności. Tę sytuację trudno zmienić. Przecież w
      Sejmie "proporcjonalnie" podzielonym partie są dość małe.
      Ordynacja proporcjonalna gwarantuje im, że jeśli zachowają
      swoje 5, 7, 10, 20 procent partykularnego poparcia, w tejże
      liczbie zostaną w Sejmie. Bardzo to utrudnia stworzenie
      większych, jednoznacznych i odpowiedzialnych obozów
      politycznych. Widać, jak wolno się one w Polsce rodzą. Także
      stronnictwo największe, SLD, takich cech bynajmniej nie ma.

      Jeśli wyborca stwierdza, że jakkolwiek głosuje, partie,
      posłowie, radni zachowują się tak samo, rezygnuje z udziału w
      wyborach. Drugą przyczyną stałego spadku frekwencji wyborczej
      jest takie przedstawianie świata polityki przez media, że budzi
      on nieufność i niechęć. Jest to zgodne z interesami lewicy,
      gdyż jej wyborcy dość bezmyślnie głosują na "swoich", natomiast
      liczni zdezorientowani wyborcy "S", a potem partii prawicowych,
      dali się wmanewrować w pozostanie w domu. Zjawisko spadku
      frekwencji sprzyja też partiom skrajnym, gdyż ich klientela
      również ma sekciarskie podejście do wyborów, jako walki o
      miejsce dla swoich. Jedni i drudzy wywierają więc decydujący
      wpływ na politykę, dysponując poparciem dość niewielkim.

      Geneza złej ordynacji

      Odpowiedzialność za taką właśnie ordynację i jej skutki dla
      Polski ponoszą komuniści i ich sojusznicy. Jest oczywiste, że w
      latach 1989 i następnych przy głosowaniu większościowym ich
      szanse na wejście do przyszłego parlamentu byłyby wyraźnie
      mniejsze. Nasi byli okupanci wymusili na odchodnym ordynację
      dla siebie korzystną - i tak już zostało.

      Część obozu solidarnościowego poparła niestety ordynację typu
      proporcjonalnego. Da się może zrozumieć poparcie tej ordynacji
      wobec braku innych możliwości. Wydaje się jednak, że wchodziła
      tu w grę sympatia do systemu partiokracji, w którym niby tak
      łatwo zachować swoje wpływy. W systemie większościowym trzeba
      ryzykować, a wygrawszy wziąć pełną odpowiedzialność za rządyÉ
      Podejrzewam też ignorancję co do złych skutków
      proporcjonalności, znanych choćby z Polski lat dwudziestych,
      Włoch, przedwojennej Francji. W szkole tego nie uczyli, a nie
      każdy, jak to się trafiło piszącemu te słowa, miał za dziadka
      posła przedwojennego, uważającego system proporcjonalny za
      fatalny.

      Ostatecznie, zasadę proporcjonalności wyborów wpisano do
      konstytucji. Doraźny interes partyjny postkomunistów, PSL i UW
      wygrał. Potem przez ordynację proporcjonalną upolityczniono też
      samorządy, czyniąc je żerowiskiem dla działaczy partyjnych
      niższego szczebla, czy to lewicowych, czy ludowych, związkowych
      albo jeszcze innych.

      Rozwiązanie

      Jak mógłby wyglądać dobry system wyborów dla Polski? Okręgi
      jednomandatowe sprawdziły się w krajach demokratycznych
      najlepiej, choćby w USA, Anglii, Francji. Z tych
      systemów "większościowych" do warunków Polski z jej aktualnym
      rozdrobnieniem politycznym najlepszy wydaje się system podobny
      do francuskiego - wi

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka