california07 15.10.07, 23:37 UMCS jak i caly Lublin-schodzi na "psy".Dobrze,ze wyjechalem z niego 26 lat temu!!! Odpowiedz Link Zgłoś Obserwuj wątek Podgląd Opublikuj
stachenka Re: UMCS - odebrany doktorat 16.10.07, 00:53 Odebrać nieuczciwe zdobyty tytuł = schodzić na psy? Masz rację, dobrze że wyjechałeś. Takich tu nie potrzeba. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: doktorant UMCS - odebrany doktorat IP: 212.106.31.* 16.10.07, 07:45 Wkrótce problem sam się rozwiąże i na UMCS-ie nie będzie doktoratów. A to dlatego że doktorantów uczelnia traktuje jak śmieci. Żadnych praw (poza tymi na papierze – czyli tylko na papierze !!). Żadnych szans na stypendium – no chyba że 20% osób dostanie kwotę 150 – 300 zł ! Jak za to przeżyć? Szanowna pani prorektor Pajdzińska nie ma czasu podpisać wniosków o stypendia złożonych jeszcze w czerwcu (!) taka zapracowana, chyba piciem kawy. Odpowiedz Link Zgłoś
folkatka Re: UMCS - odebrany doktorat 16.10.07, 08:49 Wkrótce problem sam się rozwiąże i na UMCS-ie nie będzie doktoratów. > A to dlatego że doktorantów uczelnia traktuje jak śmieci. Żadnych > praw (poza tymi na papierze – czyli tylko na papierze !!). ================== Tak się dzieje chyba na większości uczelni w Polsce. Robi się wszystko by zniechecić do pracy naukowej jak najwięcej młodych osób. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: bziubzik Re: UMCS - odebrany doktorat IP: 212.106.25.* 16.10.07, 09:40 folkatka napisała: > Tak się dzieje chyba na większości uczelni w Polsce. Robi się wszystko by > zniechecić do pracy naukowej jak najwięcej młodych osób. W takim układzie czemu ma służyć rekrutacja i "przyjęcie" kilkudziesięciu osób? Odpowiedz Link Zgłoś
stachenka Re: UMCS - odebrany doktorat 16.10.07, 16:33 Pozorom? Skończyłam studia magisterskie na UMCS kilka lat temu. Nasz dziekan jasno stawiał sprawę - jeżeli chcemy robić doktoraty (a było nas na specjalizacji kilkoro chętnych), o kasie z uczelni nie mamy co marzyć. Nikt z naszej grupy na UMCSie nie został. Co najmniej połowa w ogóle zrezygnowała z doktoratu. Co z resztą, nie wiem. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Marek Wronski Pazdziernikowe Forum Akademickie IP: *.proxy.aol.com 16.10.07, 14:32 Wlasnie wyszedl z drukarni pazdziernikowy numer miesiecznika FORUM AKADEMICKIE, gdzie mozna przeczytac nastepujacy tekst: SPRAWY ZAKOŃCZONE Marek Wroński Każdy nowy rok akademicki łudzi mnie, że może zmieni się w Polsce traktowanie nieuczciwości naukowej. No cóż, naiwnych podobno nie sieją – sami się rodzą. Nim zacznę znów opisywać kolejne naukowe skandale, chciałbym „rozliczyć” kilka spraw starych. Pożyjemy, zobaczymy Cztery lata temu („FA” 10/2003) opisałem historię pracy doktorskiej Marzeny Tchórzewskiej−Hautt, obronionej w październiku 1999 w Instytucie Historii UMCS (Wydział Humanistyczny). Jej dysertację "Działalność harcerstwa polonijnego we Francji w latach 1919−1946" napisał za pieniądze promotor, dr hab. Marek Szczerbiński z Wydziału Zamiejscowego Kultury Fizycznej w Gorzowie Wlkp. Akademii Wychowania Fizycznego w Poznaniu. UMCS nie wykazał się energią w tej sprawie, ale wszystko przecież ma swój kres... Jak poinformował mnie ostatnio dziekan Henryk Gmiterek, Rada Wydziału Humanistycznego UMCS, opierając się na prawomocnym wyroku Sądu Rejonowego w Gorzowie Wlkp. (który skazał nieuczciwego promotora na rok więzienia w zawieszeniu na 3 lata oraz zakaz wykonywania zawodu nauczyciela akademickiego na rok), w dniu 19 września 2007 podjęła uchwałę odbierającą Marzenie Tchórzewskiej−Hautt nadany 8 lat wcześniej stopień doktora nauk humanistycznych. Uczelnia przesłała swoją decyzję do Centralnej Komisji, ale nie jestem pewien, czy to koniec sprawy. Aby unieważnić stopień naukowy, organ wyższy musi wydać decyzję otwierającą ponownie postępowanie administracyjne w zamkniętej dotąd sprawie. Tak więc przed wydaniem uchwały Rada Wydziału (za pośrednictwem dziekana) powinna zwrócić się do CK z prośbą o wznowienie postępowania. Tego nie zrobiono, więc prawdopodobnie uchwała nie ma mocy prawnej. Co więcej, zapewne powinni być powołani recenzenci, którzy w nowych recenzjach muszą stwierdzić fakt oczywisty, że rozprawa nie została napisana przez doktorantkę. O ile się orientuję, sąd w Gorzowie Wlkp. samej pracy nie badał i mimo że prof. Szczerbiński od początku konsekwentnie wypierał się napisania doktoratu, to p. Tchórzewska−Hautt w czasie śledztwa policyjnego latem 2003 roku złożyła obszerne wyjaśnienia i przyznała się, że pracy nie pisała, bo otrzymała już skończony maszynopis. Moim zdaniem, prawdę materialną łatwo można było wykryć poprzez komputerową analizę lingwistyczną częstości używania poszczególnych słów, co jest charakterystyczne i indywidualne dla każdego piszącego. W Polsce mamy kilku naukowców lingwistów, którzy zajmują się takimi badaniami, w tym prof. Wiesława Lubaszewskiego z Katedry Lingwistyki Komputerowej UJ w Krakowie. KU PRZESTRODZE Los, który czeka dr. hab. Marka Szczerbińskiego, powinien innym służyć za przestrogę. Ten zdolny historyk nauk o wychowaniu fizycznym, życzliwy i lubiany przez studentów i kolegów, promotor 4 doktoratów i aktywny badacz dziejów Polonii, od lat był mianowanym profesorem uczelnianym, pracującym w Zakładzie Historii i Organizacji Kultury Fizycznej (kierownik: dr hab. Leonard Nowak) Wydziału Zamiejscowego poznańskiego AWF w Gorzowie Wlkp. (dziekan: dr hab. Tomasz Jurek). Z początkiem maja 2007, w związku z uprawomocnieniem się wyroku sądowego, automatycznie został zwolniony z pracy na podstawie art. 126 Prawa o szkolnictwie wyższym, które mówi, że stosunek pracy nauczyciela akademickiego wygasa z mocy prawa w przypadku skazania za przestępstwo umyślne. Wprawdzie – jak mi sygnalizowano – wyrozumiali koledzy z Gorzowa chcieli przez ten rok sądowego zakazu zatrudnienia „przechować” skazanego, zatrudniając go w Bibliotece Uczelnianej na stanowisku administracyjnym, tak aby nie był bez środków do życia, ale na to nie zgodził się rektor AWF w Poznaniu, prof. dr hab. Tadeusz Rychlewski. Słusznie, bo nie pozwala na to prawo. Co więcej, ponowne zatrudnienie Marka Szczerbińskiego w charakterze nauczyciela akademickiego – w myśl obecnej litery prawa – będzie możliwe tylko po zatarciu kary skazania, bowiem art. 109 ustawy o szkolnictwie wyższym zabrania zatrudniania osób skazanych uprzednio za przestępstwo umyślne. Przysługa koleżeńska, którą prof. Szczerbiński wyświadczył na początku 1998 swemu ówczesnemu przyjacielowi Kazimierzowi K., aby szybko „załatwić” doktorat jego ówczesnej przyjaciółce, załatwił de facto głównie promotora „gotowego” doktoratu. Historię tę opisuję ku przestrodze innym profesorom, którzy z powodów koleżeńskich, finansowych lub rodzinnych podejmują się napisania komuś pracy doktorskiej lub habilitacyjnej. Zwykle lokalne środowisko naukowe łatwo „wyczuwa” takie kroki. Dlatego zaręczam, że nawet po latach, jeśli znajdzie się rzetelny i dociekliwy dziekan czy rektor, który rzeczywiście zechce sprawdzić takiego „gotowca”, materialnie i procesowo udowodni nierzetelność. Oceniam, że każdego roku w Polsce co najmniej kilkanaście prac doktorskich jest w taki sposób pisanych i bez problemu bronionych. Podobnie dzieje się w przypadku habilitacji. Czekam na listy w tego typu sprawach.(...) Pełny tekst w wydaniu drukowanym. Marekwro@gmail.com Odpowiedz Link Zgłoś