Dodaj do ulubionych

Warszawiacy wolą logo "Leonardo"

20.11.07, 21:38
Jak rozumiem "logo" kosztowało już 61 tys pln.
Gratuluję "gospodarności".
Obserwuj wątek
    • czarnyzajaczek Re: Warszawiacy wolą logo "Leonardo" 20.11.07, 22:24
      Zauważ że logo ma nam służyć przez wiele lat więc nie można sobie pozwolić na jakiś szajs w imię oszczędzania

      Dla porównania na słynne już lodowisko poszło 700 tys pln, a logo przynajmniej przez kilka - kilkanaście lat będzie pomagać w promowaniu miasta. I takie badanie jak są kojarzone propozycje logo są bardzo ważne, bo jak widać okazuje się że jedna z propozycji nie nadaje się do promowania Lublina, a w drugą warto było zainwestować
      • japolan Re: Warszawiacy wolą logo "Leonardo" 20.11.07, 23:54
        Dobry wieczór,

        Wychodzi - w świetle powyższych wypowiedzi - na to, że dotychczas logo kosztowało (prawie) 10% kosztów budowy lodowiska.
        A może tak zamiast loga dać buźkę szefa / szefowej od - faktyznej - kompromitacji miasta, jeśli taki szef / taka szefowa istneje? Mam na uwadze szefa rzeczywistego, a nie formalne obsadzanie określonych stanowisk. Zwyczajnie: trudno uwierzyć, że ktoś może sią aż tak wysilać z tak złym skutkiem. Przykre to. Smutne to. Szkoda. Można się o bawiać, iż niektórzy uwierzą, że to takie prawdziwie lubelskie postępowanie.

        A może tak mieszkańcy zrzucą się i składkowo zamówią Mszę Świętą w intencji oświecenia speców od promowania miasta? Ważne - u pobożnego księdza.

        Z poważaniem,
        • Gość: :))) japolan... IP: *.chello.pl 21.11.07, 00:49
          panie Marku, a może zrzutka dla pana na herbatkę?
          • robertw18 P. Bielesz jak niemowlę w rękach p. Krawczyka. 23.11.07, 19:08
            Tamten mu wciska swoje hasła, a on nie umie się spytać ani jak dobierano osoby do badań, ani ile wypytywano (a ile odmówiło odpowiedzi) i jaki odsetek był wśród różnych rodzajów odpowiedzi.
            Zadowolony, że: "Czytelne, ciekawe, wysublimowane - tak ocenili je badani." Ale w jakiej liczbie, dwóch? Spośród ilu, stu?
            Tak sobie gadać możemy w nieskończoność...
            Pozdr.
    • shawman Re: Warszawiacy wolą logo "Leonardo" 21.11.07, 00:54
      To logo jest czytelne? Rozumiem, że respondentom najpierw wyjaśniono, jakiego
      miasta to logo, bo chyba sami by nie rozczytali... :>
      • robertw18 11 tys. płacimy, by p. Krawczyk ocalił stołek! 22.11.07, 19:14
        Do ocalenia stołka po tym, jak wywalił 50 tys. nieudolnym gościom z Warszawy, teraz zatrudnił innych "cwaniaków" z tegoż miasta, by dostarczyli mu podkładki, że coś z tego "logo" można zrozumieć...
        Płacimy za to p. Krawczykowi, tzn. jego warszawskim pomocnikom, 11 tys.
        Pozdr.
    • Gość: lubelak Warszawiacy wolą logo "Leonardo" IP: *.vlan215.dengo.lubman.net.pl 21.11.07, 01:10
      Ciekawe ile Krawczyk, vide PO, płaci GW za reklamę. Już widzę, jakby jakiś
      urzędas za czasów Pruszona robił taką jazdę, to szanowni dziennikarze Gazety, by
      go rozjechali. A tu nie dość, że obiektywnie nie relacjonują, to na dodatek
      pomagają jak się tylko da. Po prostu żenada.
      • marcinskrzypek Re: Warszawiacy wolą logo "Leonardo" 21.11.07, 08:06
        Za czasów Pruszona pracowano nad logo w kształcie tunelu, ale było dużo droższe.
        No i była jeszcze piosenka "lublin jest, jest de best" oraz medal dla Brathanków
        (zaraz, zaraz, dla kogo?) za piosenkę "W kinie w Lublinie".

        Teraz - to jest jednak zupełnie inna jazda.
        • robertw18 "Wolą"? To nich biorą, a nam zwrócą 50 tys. zł! 23.11.07, 19:11
          Ale oczywiście znajdą się zaślepieni poplecznicy PO, którzy będą wmawiać, że obecnie przy korycie to "zupełnie inny poziom".
          Pozdr.
    • Gość: Mia Warszawiacy wolą logo "Leonardo" IP: *.resetnet.pl 21.11.07, 08:26
      Oj, coś czuję że część forumowiczów jeszcze sobie nie odpowiedziała
      na pytanie dlaczego miastu potrzebne jest logo.
      Gadanie o tym, jak to źle ktoś inny wydaje pieniądze to nasza polska
      tradycja. Sami oczywiście zrobilibyście logo za darmo i jeszcze
      wszyskim by się od razu podobało.
      Czy naprawdę uważacie, że sprawdzenie oddziaływania loga jest bez
      sensu?
    • Gość: grant LUBCIE LUBLIN !!!! IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 21.11.07, 13:50
      Co za kretyn lansuje i forsuje to paskudne logo oraz idiotyczny,
      wydumany parol "renesans inspiracji"? I to wszystko za nasze,
      podatników pieniądze!
      Logo, ze swej istoty, musi coś symbolizować, a co symbolizują
      jakieś dziwaczne figury geometryczne widoczne na fotografii, którą
      zamieszcza Gazeta? W jaki sposób figury te wiążą się z Lublinem? No
      i ten pretensjonalny "renesans inspiracji". Renesans czyli
      odrodzenie, a kiedy w takim razie były te "pierwotne inspiracje"? I
      na czym polegały- dajmy na to - w lubelskim średniowieczu?
      Bzdura na bzdurze i bzdurą pogania!
      Przeglądając projekty logo, zamieszczone w Kurierze Lubelskim,
      zauważyłem jeden z nich zwierający hasło: "Lub Lublin". Jakżesz to
      proste, urocze i bezpretensjonalne!!!! A przy tym BEZDYSKUSYJNE, bo
      co można zarzucić wdzięcznemu, miłemu zaproszeniu do lubienia
      naszego miasta?? Z hasłem tym nie da się polemizować w żaden
      sposób, nie można przyczepić się do niego z żadnej strony -
      zarzucić braku związku, nieadekwatności itp.
      No, proszę, niech jakiś mądrala, z urzędu czy z ulicy, wytoczy
      jakąś merytoryczna "armatę" przeciwko temu wezwaniu do sympatii dla
      Lublina! Śmiało, Państwo Mądralińscy - eksperci domorośli i
      urzędowi!
      Jeśli chodzi zaś o symbol, to Lublin nie ma chyba takiego, który
      rozpoznawalny byłby w kraju, a tym bardziej za granicą. W tej
      sytuacji trzeba taki symbol wykreować, jednak nie może nim być
      żaden furiozalny bohomaz ani wydumane "kwadratowate haczyki", jak
      te, zaprezentowane przez warszawskich, pożalsięboże "specjalistów"
      od siedmiu boleści, wysoko - niestety - opłaconych.
      Jedynym, w miarę rozpoznawalnym symbolem Lublina jest Brama
      Krakowska i to właśnie jej symboliczny, uproszczony (ale
      artystycznie) zarys może być skutecznym medium budowania skojarzeń
      z naszym miastem (można by rozważyć ewentualnie zarys frontonu
      Zamku Lubelskiego, który też jest bardzo charakterystyczny).
      Weźmy taki oto przykład: mieszczący się nie w żadnym historycznym
      bynajmniej budynku Sejm RP również nie ma żadnego oczywistego
      symbolu. Ale używany od lat szkicowy zarys charakterystycznego
      okrągłego dachu z powiewającą na jego szczycie flagą przyjął się
      bardzo dobrze i funkcjonuje już w świadomości bardzo wielu
      obywateli RP budząc jednoznaczne skojarzenie.
      Podobnie może być z symbolicznym zarysem Bramy Krakowskiej (czy
      Zamku), który - umieszczony na logo Lublina - nawet osobie nie
      będącej nigdy w naszym mieście - musiałby sugerować, iż chodzi o
      jakąś budowlę ważną i charakterystyczną dla lubelskiego pejzażu. Z
      czasem (jak długim, to zależy od częstotliwości i powszechności
      używania i propagoowania logo) symbol ten utrwaliłby się w
      publicznej pamięci i świadomości i doskonale pełnił swoją rolę.
      W ten sposób, rozumując logicznie, można stworzyć "algorytm", a
      następnie wytworzyć logo według "receptury", zamiast błądzić po
      omacku i rozpatrywać kwintale i tony mniej lub bardziej udanych
      projektów, wymyślonych na zasadzie "co się komu kojarzy".
      Tyle na ten temat. I proszę ewentualnych polemistów nie pierniczyć
      trzy po trzy ogólnych banałów o nowoczesności, inspiracjach itp.
      bzdur, tylko odnieść się konkretnie do rzeczy.
      1. CO TAKIEGO ZŁEGO JEST W UZNANIU ZA SYMBOL LUBLINA BRAMY
      KRAKOWSKIEJ I JAKI EWENTUALNIE SYMBOL JEST LEPSZY I DLACZEGO???
      2. DLACZEGO HASŁEM, MAJĄCYM ZJEDNYWAĆ PRZYJACIÓŁ NASZEMU MIASTU,
      NIE MOŻE BYĆ "LUB LUBLIN" I JAKIE HASŁO PEŁNIŁOBY TAKĄ FUNKCJĘ
      LEPIEJ I JAKIE SĄ NA TO DOWODY??
      • Gość: grant Re: Lubcie Lublin! IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 21.11.07, 14:00
        Chociaż napisaną emocjonalnie i "ad hoc", proszę potraktować moją
        powyższą wypowiedź jako LIST OTWARTY do władz miasta rozpatrujących
        projekty logo Lublina.
        Myślę, że obywatelom Lublina należą się poważne wyjaśnienia na
        temat dotychczasowych poczynań urzędników od promocji miasta i
        poważne, rzeczowe argumenty, a nie jakiś biurokratyczny bełkot,
        który niczego nie uzasadnia i zmierza tylko do usprawiedliwienia
        niekompetencji i niegospodarności.
        • japolan Re: Lubcie Lublin! 21.11.07, 23:21
          Dobry wieczór,

          Pomysł z obiektem - bardzo dobry, moim skromnym zdaniem. Proszę, ewentualnie, rozważyć Bramę Trynitarską.
          "Lub Lublin" - tak, jeśli chodzi o wezwanie do lubienia, a nie propozycję wyboru (spójnik "lub"). Aczkolwiek, mam na uwadze hasło jeszcze bardziej nośne - zamierzam przedstawić, jeśli mi zapłacą (czyn społeczny, w tym zakresie, mnie nie interesuje).

          Z poważaniem,
          • marcinskrzypek hasło to nie wszystko 21.11.07, 23:37
            Dla ścisłości: nie LUB LUBLIN tylko POLUB LUBLIN.

            To fajna gra słów, która da sie ograć grafiką. Ale sama grafika zaproponowana
            przy haśle - wdzieliście ją? Jest trochę jesienna.

            Problem z tym całym zamieszaniem jest taki, że nie chodzi o hasło czy logo, lecz
            cały system znaków służący zbudowaniu wizualnej identyfikacji miasta. Za to była
            ta kasa. Nie za samo hasełko, które każdy może wyjąć z rękawa.
      • marcinskrzypek prosba do opiniodawców 22.11.07, 00:07
        Ludzie, zapoznajcie się z przedmiotem waszych uwag, zanim coś napiszecie.

        www.um.lublin.pl/um/index.php?t=200&id=48212
        Na tej stronie na dole jest prezentacja pdf obu znaków. Warto się z nią zapoznać.

        > Logo, ze swej istoty, musi coś symbolizować

        - Nie musi. Co jasno pokazują przykłady znaków innych miast dostępne na
        powyższej stronie. Tzn., dla ścisłości - wiele z nich coś symbolizują, ale
        często nie wiadomo, co.

        > jakieś dziwaczne figury geometryczne widoczne na fotografii, którą
        > zamieszcza Gazeta? W jaki sposób figury te wiążą się z Lublinem?

        - No właśnie - to wyjaśnia prezentacja w pdf. Klik - i wszystko będzie jasne.
        Będzie można napisać nowy, ale już bardziej kompetentny post zaczynający się od
        słów "Co za kretyn..."

        Ten znaczek da się rozebrać na wiele innych składowych, z których każda coś
        znaczy i którymi można grać osobno, a jednak grać na rzecz jednego systemu
        wizualnego. To jest na prawdę sprytne.

        > zauważyłem jeden z nich zwierający hasło: "Lub Lublin". Jakżesz to
        > proste, urocze i bezpretensjonalne!!!! A przy tym BEZDYSKUSYJNE, bo
        > co można zarzucić wdzięcznemu, miłemu zaproszeniu do lubienia
        > naszego miasta??

        - Dla ścisłości: POLUB LUBLIN. Hasło fajne, ale można mu zarzucić, że jest tylko
        hasłem. Grafika jest trochę smutnawa i konwencjonalna.
        A nam w tym momencie chodzi nie o hasło czy logo, ale cały system identyfikacji
        wizualnej, zrozumiały również dla nieznających polskiego.

        > nie można przyczepić się do niego z żadnej strony -
        > zarzucić braku związku, nieadekwatności itp.
        > No, proszę, niech jakiś mądrala, z urzędu czy z ulicy, wytoczy
        > jakąś merytoryczna "armatę" przeciwko temu wezwaniu do sympatii dla
        > Lublina! Śmiało, Państwo Mądralińscy - eksperci domorośli i
        > urzędowi!

        - To prawda, sprytna gra słów, ale nie odpowiada na pytanie, dla jakich walorów
        mamy polubić Lublin. Co w nim jest takiego? W tym całym zleceniu niewłaściwie
        kojarzonym tylko z logo Lublina chodziło o taki znak, który powie, Z CZYM ludzie
        mają kojarzyć Lublin.

        Warto zapoznać się ze zrozumieniem z założeniami tego zlecenia za 50 tys. Nie
        wszędzie jest to bełkot.

        Samo hasło "polub Lublin" jest fajne, bo sie fajnie splata z nazwą, ale nic poza
        tym. I - jednak - jest trochę płytkie. Coś jak: "Przyjedź do Ciecierzyna, będzie
        fajnie".

        > 1. CO TAKIEGO ZŁEGO JEST W UZNANIU ZA SYMBOL LUBLINA BRAMY
        > KRAKOWSKIEJ I JAKI EWENTUALNIE SYMBOL JEST LEPSZY I DLACZEGO???

        - Złego jest to, że jest to jednak Brama KRAKOWSKA. No, niestety, trzeba zwracać
        na takie szczegóły uwagę. Czy Kraków użyłby do promocji dajmy na to "Bramy
        Warszawskiej"?
        Koziara użył Bramy Krakowskiej, ale u niego jeszcze hasło "na wschodzie Lublin"
        i słoneczko, dla których warto ten znak promować.

        Z Zamkiem - też są problemy. Po pierwsze nie bez przyczyny ktoś powiedział o nim
        "sowa". Po drugie - było to więzienie i miejsce kaźni. Po trzecie - ktoś, kto
        tam pójdzie zwiedzać i "polubić Lublin" może wyjść z uczuciem niedosytu.

        Z tym "renesansem inspiracji" jest właśnie tak, jak piszesz nt. kreowania
        symbolu Sejmu. To hasło logicznie nic nie znaczy. Ale zacznie znaczyć, jak się
        je wylansuje. Tak jak coca-cola.
        • clavi Re: prosba do opiniodawców 22.11.07, 08:26
          Mysle, ze batalia o logo jest juz przegrana. Czarne tzw "leonardo"
          zostanie nam "wcisniete". Mamy juz ulice Leonarda, czas na logo.

          Wszelkie argumenty wraz z koronnym, ze logo NIE kojarzy sie nam
          z Lublinem zostaly uznane za niemerytoryczne.

          Na koniec te kosztowne badania... Moze mialy dowiesc, ze lublinianie
          po prostu nie znaja sie na rzeczy i nalezalo sie dowartosciowac
          opinia warszawiakow? Ci dopiero gadali merytorycznie!
          I jak szybko rozpoznali czcionke Mistrza!

          Proponuje teraz zwrocic sie do krakowian. Oni nie palaja miloscia
          do warszawiakow i moga poprzec nasze zdanie. To z kolei nas
          dowartosciuje. Ze to bedzie kosztowac?

          W 1994 r. Bill Gates zapłacił 30 800 000 $ za 18 stron notatek
          Leonarda. To i my wysuplamy jakies grosze; wszak wszyscy razem
          jestesmy bogatsi od Billa.
          • marcinskrzypek "logo" nie jest dla nas 22.11.07, 15:18
            (Pisząc logo, mam na myśli oczywiście nie logo, lecz system identyfikacji
            wizualnej - czyli kampanie budowania wizerunku Lublina w świadomości
            nie-lublinian przy użyciu różnych obrazków w róznych kontekstach)

            > Wszelkie argumenty wraz z koronnym, ze logo NIE kojarzy sie nam
            > z Lublinem zostaly uznane za niemerytoryczne.

            - Sęk w tym, że to "logo" nie musi "wyrażać" Lublina (czyli się z nim kojarzyć
            nam), lecz dopiero budować nowe skojarzenia nt. Lublina w świadomości
            nielublinian. Dlatego w tej kampanii ważne są idee, z którymi CHCEMY być
            kojarzeni (ALE niekoniecznie już istniejące typu Brama Krakowska), a potem
            dalsze pieniądze - tak, tak - pójdą na puszczenie tego wizerunku w ruch. I stąd
            weźmie się jakiś odbiór Lublina w świadomości mieszkańców innych miast.
            Budowanie tego odbioru, zakładając, że powinien sie opierać na NASZYM odbiorze
            nie jest najszczęśliwsze. Jak juz za coś płacić, to za to, żeby ten odbiór
            naszego miasta przez obcych był lepszy od naszego. Tak mi się wydaje.

            > Na koniec te kosztowne badania... Moze mialy dowiesc, ze lublinianie
            > po prostu nie znaja sie na rzeczy i nalezalo sie dowartosciowac
            > opinia warszawiakow?

            - Adresatami "logo" są właśnie m.in. warszawiacy czyli ogólnie ludzie spoza
            Lublina. Można by było zrobić badania na większej grupie, ale to by więcej
            kosztowało.

            Natomiast widzę, że zadziałał tu podpuszczający tytuł w GW, na zasadzie: o,
            warszawiaków się pytali, a co my gorsze? :-)
            • Gość: grant Re: "logo" nie jest dla nas IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 22.11.07, 20:00
              marcinskrzypek napisał:
              "- Sęk w tym, że to "logo" nie musi "wyrażać" Lublina (czyli się z
              nim kojarzyć nam), lecz dopiero budować nowe skojarzenia nt.Lublina
              w świadomości nielublinian. Dlatego w tej kampanii ważne są idee, z
              którymi CHCEMY być kojarzeni (ALE niekoniecznie już istniejące typu
              Brama Krakowska), a potem dalsze pieniądze - tak, tak - pójdą na
              puszczenie tego wizerunku w ruch. I stąd weźmie się jakiś odbiór
              Lublina w świadomości mieszkańców innych miast. Budowanie tego
              odbioru, zakładając, że powinien sie opierać na NASZYM odbiorze nie
              jest najszczęśliwsze. Jak juz za coś płacić, to za to, żeby ten
              odbiór naszego miasta przez obcych był lepszy od naszego. Tak mi
              się wydaje."

              Sęk w tym, Panie Marcinie, że faktycznie tak tylko się Panu wydaje.
              Kto i na jakiej podstawie postanowił, że należy tworzyć
              jakieś "nowe skojarzenia nt.Lublina w świadomości nielublinian"?
              Znacznie łatwiej, a przede wszystkim efektywniej jest poprawnie
              zidentyfikować istniejące skojarzenia i wykorzystać je do
              skutecznego promowania miasta.
              Twierdzi Pan, że nowe idee oraz pieniądze, które "pójdą w ruch"
              wytworzą jakiś nowy "odbiór Lublina w świadomości mieszkańców
              innych miast". Niestety, są to tylko słowa. A jeśli "nowe idee" i
              pieniądze nie wytworzą żadnego "odbioru"? Jakie są wiarygodne
              przesłanki pańskiego twierdzenia, jak je "obliczono", jakie sa
              dowody na poparcie tej śmiałej tezy?
              Przepraszam za porównanie, ale pańskie wywody (będące w istocie
              powtórzeniem spekulacji autorów logo i feralnego hasła) są tylko
              wańkowiczowskim chciejstwem, bez jakiegokolwiek uprawdopodobnienia
              ich słuszności.
              Niestety, wygląda na to, że ponad pół starego miliarda złotych
              (bardziej działa na wyobraźnię) wyrzucono w błoto, a w każdym razie
              bez żadnych gwarancji powodzenia przedsięwzięcia, na które fundusze
              wydatkowano.
              Zapowiada się wielka, piękna katastrofa, godna Greka Zorby.
              • marcinskrzypek Re: "logo" nie jest dla nas 22.11.07, 23:51
                > Kto i na jakiej podstawie postanowił, że należy tworzyć
                > jakieś "nowe skojarzenia nt.Lublina w świadomości nielublinian"?
                > Znacznie łatwiej, a przede wszystkim efektywniej jest poprawnie
                > zidentyfikować istniejące skojarzenia i wykorzystać je do
                > skutecznego promowania miasta.

                - Z tego, co mi sie przypomina te skojarzenia nie są zbyt ciekawe - Budka
                Suflera, Majdanek, Unia Lubelska... O promocje na bazie Unii Lubelskiej
                postuluje od dawna, ale to trudne. Problem w tym, że tych skojarzeń nie ma.

                > Twierdzi Pan, że nowe idee oraz pieniądze, które "pójdą w ruch"
                > wytworzą jakiś nowy "odbiór Lublina w świadomości mieszkańców
                > innych miast". Niestety, są to tylko słowa. A jeśli "nowe idee" i
                > pieniądze nie wytworzą żadnego "odbioru"?

                - Wytworzą, bo po prostu reklama jest już nauką, a nie zgadywanką. To jest już
                profesjonalna sztuka a nie spekulacje. To jest piąta - czy tam już szósta - władza.

                > Niestety, wygląda na to, że ponad pół starego miliarda złotych
                > (bardziej działa na wyobraźnię) wyrzucono w błoto, a w każdym razie
                > bez żadnych gwarancji powodzenia przedsięwzięcia, na które fundusze
                > wydatkowano.
                > Zapowiada się wielka, piękna katastrofa, godna Greka Zorby.

                - Bez paniki. Proszę mi uwierzyć, że Pańska uwaga, którą Pan omiata TV i
                bilbordy na ulicach jest starannie zważona i to jeszcze w relacji do Pańskiego
                portfela i przyzwyczajeń. Wszyscy już od dekady jesteśmy homo pugilares. Niech
                Pan sobie kupi jakieś pismo na ten temat np. "Press"... albo nie, niech Pan nie
                kupuje. Będzie Pan szczęśliwszy.
        • Gość: grant Lubcie Lublin! IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 22.11.07, 13:13
          marcinskrzypek napisał:
          > Ludzie, zapoznajcie się z przedmiotem waszych uwag, zanim coś
          napiszecie.
          > www.um.lublin.pl/um/index.php?t=200&id=48212

          Dzięuję za informację, zapoznałem się. Niestety, nie znalazłem tam
          rzetelnej i trafnej argumentacji, a tylko zawiłe objaśnienia w
          stylu "co poeta miał na myśli".

          > > jakieś dziwaczne figury geometryczne widoczne na fotografii,
          którą zamieszcza Gazeta? W jaki sposób figury te wiążą się z
          Lublinem?

          > - No właśnie - to wyjaśnia prezentacja w pdf. Klik - i wszystko
          będzie jasne... Ten znaczek da się rozebrać na wiele innych
          składowych, z których każda coś znaczy i którymi można grać osobno,
          a jednak grać na rzecz jednego systemu wizualnego. To jest na
          prawdę sprytne.

          Niestety, nic nie jest jasne, choć - istotnie - twórcom
          tej "szarady" nie można odmówić sprytu. Logo nie wytwarza się
          jednak po to aby spotykający je miał rozwiązywać "rebusy" i
          kombinować co znaczy ta czy tamta linia lub ów kwadracik, jakie
          jest jego pochodzenie, asocjacje historyczne itp.
          LOGO - to ze swej istoty - prosty komunikatywny znak, który ma
          tylko kojarzyć się obserwatorowi z konkretnym desygnatem.
          Oczywiście, kojarzyć się pozytywnie i jest to jedyne wymaganie w
          stosunku do logo. Nadmiar argumentacji, zaprezentowanej przez -
          sprytnych niewątpliwie - twórców "systemu identyfikacji wizualnej"
          jest więc całkowicie zbędny i - moim zdaniem - zaciemnia tylko
          jasny cel.

          A teraz o haśle. Pragnę Pana uspokoić; przytoczenie przez mnie
          hasła LUB LUBLIN, w tej właśnie formie, nie jest bynajmniej
          wynikiem nieścisłości czy nieuwagi, a rozmyślną modyfikacją. Hasło
          POLUB LUBLIN brzmi boowiem nie najszczęśliwiej, z kliku powodów. Po
          pierwsze, tryb imperatywny czasownika polubić jest sam w sobie
          pewną niezręcznością i jego frekwencja w języku polskim jest
          minimalna, a zatem nie jest to forma "osłuchana" i odbierana łatwo
          i pozytywnie. Również i z tego powodu, że ostatnia sylaba
          pierwszego wyrazu jest tożsama z pierwszą sylabą wyrazu następnego,
          co powoduje pewne utrudnienie artykulacyjne i obniża atrakcyjność
          fonetyczną. PRZEDE WSZYSTKIM jednak - wbrew temu co Pan twierdzi -
          nie ma w tym sformułowaniu żadnej GRY SŁÓW. GRA rozpoczyna się
          dopiero wówczas, gdy powstaje pewna wieloznaczność, a ta występuje
          wtedy, gdy POLUB zamienimy na LUB, będące zachętą do sympatii wobec
          Lublina na dwa różne sposoby - wprost (jako czasownik) i jako
          alternatywa dla innych miast (spójnik). Czy to jasne?
          Ponieważ hasło LUB LUBLIN ma nadal cechę, o której wyżej, a
          mianowicie pewną niezgrabność fonetyczną, można je ewentualnie
          zamienić na LUBCIE LUBLIN. W stosunku do POLUB LUBLIN jest to
          forma jeszcze o tyle lepsza, że wyraża zachętę do lubienia Lublina
          przez wszystkich (także tych, którzy już polubili) i permanentnie,
          a nie tylko sugeruje aby polubić czyli apeluje do nieprzekonanych i
          ogranicza proces w czasie.
          I jeszcze drobne sprostowanie: czerpiąc fragment hasła z jednego z
          projektów nie sugerowałem bynajmniej, że akceptuję także grafikę
          towarzysząca temu hasłu. Tego aspektu w ogóle nie poruszałem.

          Pisze Pan, że LUB LUBLIN "... nie odpowiada na pytanie, dla jakich
          walorów mamy polubić Lublin. Co w nim jest takiego?"
          I dalej, że "W tym całym zleceniu niewłaściwie kojarzonym tylko z
          logo Lublina chodziło o taki znak, który powie, Z CZYM ludzie mają
          kojarzyć Lublin. Warto zapoznać się ze zrozumieniem z założeniami
          tego zlecenia za 50 tys. Nie wszędzie jest to bełkot."

          Być może Państwa zlecenie istotnie obejmnowało tak szeroki zakres,
          o jakim Pan pisze, jednak - moim zdaniem - zupełnie niepotrzebnie.
          W efekcie otrzymaliśmy bowiem coś w rodzaju teoretycznego studium,
          które stanowi czystą spekulację intelektualną, ma się nijak do
          rzeczywistości, a jego wdrożenie wymagałoby bardzo wiele czasu oraz
          forsownych i kosztownych metod realizacyjnych, nie mówiąc już o
          pewnej presji czy wręcz przymusie wobec podmiotów, producentów itp.
          Proszę zauważyć, że żadne z - prezentowanych w projektach
          porównawczo - logo znanych miast nie zawiera żadnych objaśnień ani
          uzasadnień. Nie taka jest funkcja logo, nie wymagajmy więc aby
          symbol miasta dodatkowo jescze strzygł, golił i wiązał krawaty.
          Twórcy logo największego miasta Holandii ograniczyli się tylko do
          stwierdzenia: "Jestem Amsterdamem", a inni nawet nie użyli tego
          najprostszego czasownika. Umieszczając w logo napis: "LUBCIE
          LUBLIN" sugerowalibyśmy, że miasto warte jest sympatii ZE WSZECH
          MIAR, a nawet POMIMO rozmaitych niedostatków. Czyż to nie
          wystarczające uzasadnienie?
          LUBCIE LUBLIN, bo jest! - można by sparafrazować znane powiedzenie
          pierwszego zdobywcy Mount Everestu.

          Kiedy zapytałem: co złego jest w uznaniu Bramy Krakowskiej za
          symbol Lublina, odpowiedział Pan:
          "- Złego jest to, że jest to jednak Brama KRAKOWSKA. No, niestety,
          trzeba zwracać na takie szczegóły uwagę. Czy Kraków użyłby do
          promocji dajmy na to "Bramy Warszawskiej"?
          Przepraszam, ale tym argumentem rozbawił mnie Pan, że tak powiem,
          doszczętnie. Przecież to jest tylko nazwa, która ma historyczną
          genezę, ale nic więcej - niczego nie reklamuje, nie promuje, a w
          logo nawet się nie pojawia. Czy nie wydaje się Panu, że zarzut, iż
          Plac Litewski promuje Litwę byłby śmieszny, a Mińsk (Mazowiecki)
          powinien zmienić nazwę, bo kojarzy się ze stolicą reżimu
          Łukaszenki? Nie przesadzajmy!
          Podobnie i z Zamkiem Lubelskim. Jest to bardzo okazała, wyrazista i
          wręcz monumentalna budowla o pięknym, charakterystycznym frontonie,
          a prowadzące doń lubelskie "hiszpańskie schody" mają - wraz z całą
          oprawą - niepowtarzalny urok, widoczny wspaniale chocby w telewizji
          (przywołuję tu transmisje z wielu imprez). I żadne perypetie
          historyczne zamku nie mają znaczenia - odwołujemy się bowiem do
          jego wielkości, potęgi i chlubnych dziejowych tradycji, a nie
          przykrych incydentów, którym poświecamy właściwą uwagę, cześć i
          skupienie w stosownych symbolach pamięci - tablicach pamiątkowych
          itp.
          Oczywiście nie upieram się bynajmnej przy Zamku, bowiem - jak
          słusznie zauważył jeden z przedmówców - "w kolejce" czeka jeszcze
          Brama Trynitarska, której zarys już obecnie znajduje się na
          prezydenckiej firmówce (papierze korespondencyjnym) i wygląda
          całkiem zgrabnie wraz z symbolicznym zarysem dachów ścisłego
          centrum Lublina. Być może należało pójść tym właśnie tropem i
          wykorzystać wylansowany juz częściowo symbol, a nie szukać na siłę
          nowych "inspiracji".
          Co do tych ostatnich, to - doprawdy - trudno o bardziej nieudane
          hasło. Pomijając fakt, że zawiera ono dwa wyrazy obcego pochodzenia
          (tzw. makaronizmy), które brzmią pretensjonalnie, to faktycznie nie
          wyraża ono żadnej adekwatnej treści. Argumentacyjna ekwilibrystyka,
          do której uciekają się w omówieniu projektów twórcy "systemu
          identyfikacji wizualnej", jest czystą spekulacją i konfabulacją,
          nie mającą żadnych realnych odniesień. To po prostu - mówiąc
          brutalnie - uzasadnienie do słonego rachunku, jaki firma wystawiła
          miastu i nic więcej! Przykro tylko, że misato zatrudnia na
          odpowiedzialnych stanowiskach ludzi, którzy za taki humbug płacą
          owe słone rachunki bez należytej, kompetentnej refleksji.
          Życzę więc ojcom miasta aby wystąpił u nich "renesans inspiracji" i
          spojrzeli na dobro wszystkich Lublinian okiem mniej napuszonym i
          pysznym, a bardziej skromnym i prostolinijnym. A przede wszystkim
          bardziej kompetentnym.
          Lublin to nie coca-cola, której wystarczyło raz spróbować, żeby
          zauważyć i powiedzieć, iż "to jest to!" Wylansowanie szmańskiego
          zaklęcia w postaci "renesansu inspiracji" z pewnosćią zajęłoby
          mnóstwo czasu, o ile w ogóle okazałoby się możliwe w stosunku do
          miasta, które - obiektywnie rzecz biorąc - ani nie kojarzy się
          nikomu z renesansem ani do niczego specjalnie nie inspiruje. Po
          prostu jest; pięknie położone, nieżle zbudowane, urokliwe i
          czarujące, a - miejmy nadzieję - w nieodległej prz
          • Gość: grant Re: Lubcie Lublin! IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 22.11.07, 13:18
            (dokończenie obciętego przez system tekstu)

            ... a - miejmy nadzieję - w nieodległej przyszłości także
            nowoczesne, wygodne i zasobne.
            I dlatego mieszkańcy Lublina kochają swoje miasto, zaś wszystkich
            innych - znajomych i neznajomych zachęcają: LUBCIE LUBLIN! To nic
            nie kosztuje, a może dać wiele pożytk i radości.
            • joannabarska Lub Lublin,durniu! 22.11.07, 16:38
              Napracował sie grant, podziwiam, ale mnie sie nie chce, bo temat mi
              nie lezy. Oczywiscie,jesli już, to Lub Lublin, bo propozycja POLub
              Lublin moze wg pewnego kręgu osób być ...polityczna (PO !)
              Ja,gdyby problem mnie zainteresował, siegnęłabym do "Poematu o
              Lublinie" Józefa Czechowicza. "Lublin nad łąką przysiadł..." - jaka
              to myśl cudowna! W sumie nie trzeba sie spieszyc, lepiej dobrze
              pomyśleć, przemyślec niz - jak to u nas bywa - spieprzyc za
              przeproszeniem. "Przede wszystkim l u b Lublin, durniu!" (Widzę tu
              ukłon w stronę Amerykanów!) To hasełko nie dla idiotów! Brama
              Krakowska - OK (kontrargumenty idiotyczne), więc moze grant , chcąc
              nie chcąc, zainicjował tu wreszcie poważną dyskusję.
              • Gość: cl Re: Lub Lublin,durniu! IP: 217.5.205.* 22.11.07, 18:19
                Widze, ze niektorzy sie obudzli z reka w nocniku. I jeszcze medrkuja.
                Dyskusja o logo - to juz byla (na roznych forach).
                • Gość: T.Rawski Re: Lub Lublin,durniu! IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 22.11.07, 19:42
                  Gość portalu: cl napisał(a):
                  > Widze, ze niektorzy sie obudzli z reka w nocniku. I jeszcze
                  medrkuja.
                  > Dyskusja o logo - to juz byla (na roznych forach)

                  No, tak, "Rzym postanowił, sprawa zamknięta". Czy Koledze nie
                  pomyliły się przypadkiem epoki?
                  • Gość: cl Re: Lub Lublin,durniu! IP: 217.5.205.* 22.11.07, 21:20
                    My, Rzym decyzje podejmiemy 29 listopada.
                    I informowalismy juz o tym.
                    miasta.gazeta.pl/lublin/1,35640,4585019.html
              • marcinskrzypek Brama Krakowska 22.11.07, 23:58
                Brama Krakowska to pomysł na grafikę, ale - jak słusznie zauważył prof. Bagiński
                - reklama jest sztuką sprzedawania idei a nie landszaftów. W tym sensie Brama
                Krakowska nie niesie żadnych idei, poza tą, że sobie jest w Lublinie i że nic
                poza nią prawie nic nam się z naszym miastem nie kojarzy.

                Brama Krakowska wychodziła kiedyś na Kraków. Znaczeniowo - płycizna.
          • marcinskrzypek Re: Lubcie Lublin! 23.11.07, 00:47
            > www.um.lublin.pl/um/index.php?t=200&id=48212
            >
            > Dzięuję za informację, zapoznałem się. Niestety, nie znalazłem tam
            > rzetelnej i trafnej argumentacji, a tylko zawiłe objaśnienia w
            > stylu "co poeta miał na myśli".

            - No ale każdy z nas robi na tym forum dokładnie to samo: proponuje coś i
            wyjaśnia, co ma na myśli lub wyjaśnia, dlaczego mu sie nie podoba to, co
            zrozumiał z propozycji jakiegoś innego poety. :-)

            > LOGO - to ze swej istoty - prosty komunikatywny znak, który ma
            > tylko kojarzyć się obserwatorowi z konkretnym desygnatem.

            - No tak - jest to proste w przypadku firmy produkującej coś. Ale miasto jest
            bardzo niekonkretnym desygnatem. Jedynym czymś, co miasto produkuje i widać to z
            daleka, to jego własny wizerunek. Czyli coś co właśnie musimy stworzyć.

            A Lublin - trzeba to jeszcze raz jasno powiedzieć - z niczym konkretnym się
            większości ludzi w Polsce i na świecie nie kojarzy. Może z biedą, Ścianą
            Wschodnią, zacofaniem.
            No, może poza Żydami. Dla nich Lublin to ważne miejsce, z tradycjami, ale za to
            dla większości lublinian Żydzi nie są ważni.

            > pierwsze, tryb imperatywny czasownika polubić jest sam w sobie
            > pewną niezręcznością

            - Wg mnie z dwóch możliwości LUB i POLUB, ta pierwsza jest bardziej niezręczna.
            W zestawieniu z LUBLIN robi sie klaster jak dla mnie na pierwszy rzut ucha
            niezrozumiały, dziwaczny. Co do gry słów w POLUB LUBLIN, to jest ona pokazana w
            graficznym rozwiązaniu hasła, można sprawdzić w jakiejs gazecie.

            > Lublina na dwa różne sposoby - wprost (jako czasownik) i jako
            > alternatywa dla innych miast (spójnik). Czy to jasne?

            - Jasne. Ale byłbym z tym ostrożny. To zestawienie wg mnie przechodzi jeszcze
            okres karencji po przygodzie z "lub czasopisma".

            > Ponieważ hasło LUB LUBLIN ma nadal cechę, o której wyżej, a
            > mianowicie pewną niezgrabność fonetyczną, można je ewentualnie
            > zamienić na LUBCIE LUBLIN.

            - Mi się POLUB LUBLIN podoba głównie ze względu na grę sylab. Inne warianty
            robią się jak dla mnie pretensjonalne. Po prostu wszelkie "lubienie Lublina"
            jest zbyt szablonowe.

            > Być może Państwa zlecenie istotnie obejmnowało tak szeroki zakres,
            > o jakim Pan pisze, jednak - moim zdaniem - zupełnie niepotrzebnie.

            - Ja nic nie zlecałem. Nie reprezentuje miasta. Jestem PR-owcem amatorem, bo
            nienawidzę reklam. I tylko dlatego coś o nich wiem.

            > W efekcie otrzymaliśmy bowiem coś w rodzaju teoretycznego studium,
            > które stanowi czystą spekulację intelektualną, ma się nijak do
            > rzeczywistości

            - Sęk w tym, że również i tego twierdzenia nie da sie uargumentować bez
            spekulacji intelektualnych. No nie da się dyskutować mówiąc jednocześnie, że
            dyskusja jest bez sensu.

            > Proszę zauważyć, że żadne z - prezentowanych w projektach
            > porównawczo - logo znanych miast nie zawiera żadnych objaśnień ani
            > uzasadnień.

            - Bo to nasze, to nie jest logo tylko część systemu identyfikacji wizualnej. Z
            logiem Krakowa czy W-wy nie da sie zrobić już nic więcej, a to nasze służy
            właśnie do tego, żeby je łączyć z różnymi kontekstami.

            > Nie taka jest funkcja logo, nie wymagajmy więc aby
            > symbol miasta dodatkowo jeszcze strzygł, golił i wiązał krawaty.

            - J.w. Nieporozumienie w definicji problemu - zaczęło sie w naszych gazetach od
            prezentacji napisów LUBLIN o powierzchni jednej piątej pola wyglądającego na
            miniaturę bilbordu.

            > Twórcy logo największego miasta Holandii ograniczyli się tylko do
            > stwierdzenia: "Jestem Amsterdamem", a inni nawet nie użyli tego
            > najprostszego czasownika.

            - W kategorii logo - mam propozycje analogiczą do LOND-ON.
            LUBL-IN - get in, come in, be inside, wszelkie prawa zastrzeżone. :-)

            > "- Złego jest to, że jest to jednak Brama KRAKOWSKA. No, niestety,
            > trzeba zwracać na takie szczegóły uwagę. Czy Kraków użyłby do
            > promocji dajmy na to "Bramy Warszawskiej"?
            > Przepraszam, ale tym argumentem rozbawił mnie Pan, że tak powiem,
            > doszczętnie. Przecież to jest tylko nazwa, która ma historyczną
            > genezę, ale nic więcej - niczego nie reklamuje, nie promuje

            - Tak się tylko Panu wydaje, niestety.

            > Czy nie wydaje się Panu, że zarzut, iż
            > Plac Litewski promuje Litwę byłby śmieszny

            - Nie byłby. W istocie "promuje". No, nie celowo, ale przypomina. Przecież
            reklama nie została wymyślona przez "sprytnych" manipulantów, tylko
            intensyfikuje naturalne zjawiska. Hm, słyszał Pan o takiej książce "Naga małpa"?
            Tam jest odpowiedź na pytanie, co promuje np. malowanie przez kobiety ust. Też
            rodzaj systemu identyfikacji wizualnej.

            > I żadne perypetie
            > historyczne zamku nie mają znaczenia - odwołujemy się bowiem do
            > jego wielkości, potęgi i chlubnych dziejowych tradycji

            - Przecież on został zbudowany na pocz. XIX wieku. Z chlubnych dziejowych
            tradycji na wzgórzu i Podzamczu nie zostało prawie nic, na pierwszy rzut oka. A
            okolica jest reprezentacyjna, bo miała wskazywać na chlubną dziejową nową
            świecką tradycję PRL-u.

            Właśnie problem w tym, że my potrzebujemy jakiegoś symbolu, który by coś mówił,
            a nie takiego, o którym byśmy powiedzieli, że nie musimy zwracać uwagi na to, mówi.

            Np. rynek krakowski w logo Krakowa, to miejsce spotkań, tradycja jeszcze
            średniowieczna, symbol "miejskości", organizacji. My niestety - wśród tych
            narzucających się budowli - niczego takiego nie mamy.

            Może wzgórza i doliny okolic lokacyjnych? W końcu Lublin jest miastem "górzystym".
            • Gość: grant Re: Lubcie Lublin! IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 23.11.07, 20:23
              marcinskrzypek napisał:
              > A Lublin - trzeba to jeszcze raz jasno powiedzieć - z niczym
              konkretnym się większości ludzi w Polsce i na świecie nie kojarzy.
              Może z biedą, Ścianą Wschodnią, zacofaniem.
              > No, może poza Żydami. Dla nich Lublin to ważne miejsce, z
              tradycjami, ale za to dla większości lublinian Żydzi nie są ważni.

              Czy się kojarzy czy nie - zależy jaki "target" (jak mówią
              reklamowcy) o to zapytamy. O Unii Lubelskiej MUSIAŁ słyszeć każdy
              Polak, o ile, oczywiście, jego rodzice respektowali ustawowy
              obowiązek szkolny :) Na "szerokim świecie" z pewnością jest już
              znacznie gorzej z identyfikacją naszego miasta. Nawet wielu
              Europejczyków myli je ze stolicą Irlandii, czemu zresztą trudno się
              dziwić, skoro i w Polsce Lublin dość często jest utożsamiany z
              Lubinem.
              Proszę jednak wskazać choć jednego przypadkowego przechodnia,
              któremu Lublin kojarzy się z "renesansem inspiracji", "okiem
              proroka" czy inną figurą stylistyczną lub geometryczną
              wykonfabulowaną przez "specjalistów" od marketingu z warszawskiej
              firmy. (Piszę: "warszawskiej firmy", bowiem jej nazwy wciąż nie
              mogę zapamiętać, tak jest świetnie wymyślona i tak świetnie trafia
              do świadomości. A to najlepiej świadczy o kwalifikacjach jej
              pracowników.)
              Wiem, wiem, odpowie Pan natychmiast, że mamy dopiero wytworzyć te
              skojarzenia. Pytanie jednak czy jest to możliwe i jakim kosztem?
              Niestety, większość asocjacji powstaje u człowieka samorzutnie, na
              ogół pod wpływem emocji, zarówno pozytywnych jak i negatywnych, a
              nie na skutek usilnych nawet, celowych oddziaływań. Jeśli powołuje
              się Pan na reklamę, jako naukę (notabene z tą nauką to gruba
              przesada, możemy co najwyżej, mówić o pewnej dziedzinie wiedzy), to
              badania marketingowe bardzo wyraźnie wykazują, że przedmiot reklamy
              rzeczywiście jest częściej nabywany (czy - ogólniej - kojarzony),
              ale tylko wtedy, kiedy ... jest reklamowany. Po zaprzestaniu
              emitowania reklamy jego popularność wraca do stanu wyjściowego. Czy
              zatem mamy reklamować lubelski "system identyfikacyjny"
              permanentnie, czy też tylko do chwili kiedy skończą się fundusze? :)

              > > Ponieważ hasło LUB LUBLIN ma nadal (...) pewną niezgrabność
              fonetyczną, można je ewentualnie zamienić na LUBCIE LUBLIN.

              > - Mi się POLUB LUBLIN podoba głównie ze względu na grę sylab.
              Inne warianty robią się jak dla mnie pretensjonalne. Po prostu
              wszelkie "lubienie Lublina" jest zbyt szablonowe.

              Już Panu objaśniałem, że w haśle POLUB LUBLIN nie ma żadnej "gry",
              jest tylko owa "klastrowość", o której sam Pan wspomniał. Gra
              zaczyna się wówczas, gdy zwrot można rozumieć wieloznacznie, a
              zatem dopiero w LUB LUBLIN, w którym jednak "klaster" jest nadal
              obecny. Dlatego wydaje mi się, że użycie liczby mnogiej: LUBCIE
              LUBLIN jest fortunniejsze.
              Nie widzę jednak żadnego powodu aby wzdragać się przed - jak Pan to
              nazywa - szablonowością w zachęcie do sympatyzowania z naszym
              miastem. A o co mamy apelować, o "docenienie walorów i historycznej
              roli oraz współczesnych osiągnięć"? Niech Pan nie żartuje! I w
              ogóle odnosze wrażenie, że pański sposób interpretacji jest jakoś
              trochę obciążony tzw. teorią spisku, która każe doszukiwać się we
              wszystkich propozycjach jakiegoś "drugiego dna" i nieoczekiwanych,
              nadzwyczajnych zagrożeń.
              Jak już mówiłem - nie oczekujmy od hasła, że będzie ono edukowało,
              wyjaśniało, reklamowało i perswadowało. Ma, po prostu, być krótkie,
              jasne, sympatyczne i zachęcające. LUBCIE LUBLIN spełnia wszystkie
              te warunki, w odróżnieniu od "renesansu inspiracji", który NIE MA
              ŻADNEJ Z WYMIENIONYCH, POŻĄDANYCH CECH.
              Jak zatem szeroko trzeba zakroić akcję reklamową i ile wydać na nią
              pieniędzy aby wtłoczyć paru ludziom do głów, że ów "renesans" ma
              jakiś sens. I kto w ogóle w to uwierzy? Podobnie jest z "magicznymi
              kwadracikami" z "sygnetu" i "okiem proroka".

              Kolejnej kwestii nie rozpocznę cytatem, bo byłby zbyt długi, ale od
              razu przejdę do rzeczy. Otóż, Panie Marcinie, wcale mie się nie
              wydaje, że ani nazwa Brama Krakowska ani Plac Litewski niczego nie
              reklamują ani nie propagują. Są na to dostateczne dowody w postaci
              wielu badań psychologicznych i socjologicznych, które wskazują na
              wyraziste intuicyjne oddzielanie nazw od funkcji desygantów. Czy
              uważa Pan, że spotykając pana Rybaka lub Szewca mamy wyobrażenia
              jak oto pierwszy z nich zapuszcza sieci, a drugi siedzi przy
              kopycie? Koniecznie proszę, Panie Marcinie uzupełnić swoją
              spontaniczną wiedzę "antyreklamową" o składniki socjo- i
              psychologiczne. To, że Panu "wszystko się kojarzy" z chytrym i
              podstępnym oddziaływaniem na podświadomość odbiorcy, to jeszcze za
              mało aby uznać to za fakt dowiedziony naukowo.

              Co do Zamku Lubelskiego, nie będę się upierał, choć podtrzymuję, że
              wybierając symbole odwołujemy się zawsze do ich pozytywnych
              znaczeń, a nie perypetii czy wątpliwości. Nie ma bowiem w
              historii "rycerzy bez skazy i zmazy"; na krakowskim Wawelu przez
              kilka lat rezydował hitlerowski okupant i oprawca, gubernator
              Frank. Czy ma to podważać kwalifikacje Wawelu do roli narodowego
              panteonu?

              Ale mniejsza o Zamek, jako się rzekło. Może być Wieża Trynitarska
              (niesłusznie nazywana bramą). Albo inny obiekt czy wręcz zarys
              pejzażu śródmiejskiego, jak to jest na prezydenckiej firmówce.
              Celowo użyłem tu słowa "pejzaż" aby nawiązać do - przytoczonego
              przez Pana - komentarza artysty plastyka D.Bagińskiego, iż w
              reklamie "nie sprzedaje się pejzaży, tylko idee".
              Jako bon-mot jest on może i efektowny, ale niekoniecznie prawdziwy.
              Między pejzażem, a ideą nie musi zachodzić sprzeczność, a często są
              one wręcz tożsame, bo pejzaż kojarzy się jakąś ideą, a nawet z
              całym systemem pojęć, znaczeń, poglądów i wydarzeń. Choćby
              wspomniany juz wyżej Wawel; czy to tylko budynek, fragment
              karakowskiego "landszaftu" czy symbol polskiej państwowości,
              historycznej wielkości, królewskiego miasta? Fakt, że Kraków nie
              użył w swoim logo zarysu Wawelu niczego nie zmienia, użył detalu
              budowlanego ze swych historycznych obiektów (otok logo jest jakby
              ze starych kamieni w murze), nie bojąc się bynajmniej pomówień
              o "banalność i szablonowość".
              Zresztą motywy "krajobrazowe" są obecne w wielu logotypach
              miejskich, choćby w logo Berlina, w którym spotykamy Bramę
              Brandenburską, także bez obawy o ewentualne negatywne skojarzenia
              (stoi tuż obok b. Kancelarii Rzeszy i przez ponad 10 lat powiewała
              na niej flaga ze swastyką).

              Miło się z Panem rozmawia, Panie Marcinie, szkoda jednak, że do
              tej - merytorycznej przecież - wymiany zdań nie odniesie się żaden
              z tzw. decydentów. Niestety, władza prawie zawsze uważa, że wie
              lepiej. "Ten typ już tak ma" - jak mawiali mechanicy o polonezie,
              bezradni wobec jego "zalet".
              • marcinskrzypek Re: Lubcie Lublin! 23.11.07, 22:55
                > > A Lublin - trzeba to jeszcze raz jasno powiedzieć - z niczym
                > konkretnym się większości ludzi w Polsce i na świecie nie kojarzy.
                > Czy się kojarzy czy nie - zależy jaki "target" (jak mówią
                > reklamowcy) o to zapytamy.

                - No, Polakom się nie kojarzy. Tak czytałem w prasie.

                > Proszę jednak wskazać choć jednego przypadkowego przechodnia,
                > któremu Lublin kojarzy się z "renesansem inspiracji", "okiem
                > proroka" czy inną figurą stylistyczną lub geometryczną
                > wykonfabulowaną przez "specjalistów" od marketingu z warszawskiej
                > firmy.

                - Nie chodzi o to, żeby zastąpić uzurpatorsko nowym znakiem stare znaki, tylko
                żeby w tym konkretnym czasie zainteresować Lublinem przynajmniej Polskę - żeby
                "wstrzyknąć" tymi znakami odbiorcom do świadomości jakieś pozytywne ogóle
                znaczenia typu: rozkwit, pomysłowość. To nie jest kontrakt na stałe. Chodzi w
                sumie o jeden "zabieg".

                > (Piszę: "warszawskiej firmy", bowiem jej nazwy wciąż nie
                > mogę zapamiętać, tak jest świetnie wymyślona i tak świetnie trafia
                > do świadomości. A to najlepiej świadczy o kwalifikacjach jej
                > pracowników.)

                - No bo nie jest Pan jej targetem.

                > Wiem, wiem, odpowie Pan natychmiast, że mamy dopiero wytworzyć te
                > skojarzenia. Pytanie jednak czy jest to możliwe i jakim kosztem?
                > Niestety, większość asocjacji powstaje u człowieka samorzutnie, na
                > ogół pod wpływem emocji, zarówno pozytywnych jak i negatywnych, a
                > nie na skutek usilnych nawet, celowych oddziaływań.

                - No właśnie, dlatego walczymy z tą przypadkowością z uyciem znacznych środków.
                Np. szkołą. A inni walczą modami, reklamami. Koszty tej wojny są duże. To jest
                rzeczywiście rodzaj wyścigu zbrojeń.

                Jeśli powołuje
                > się Pan na reklamę, jako naukę (notabene z tą nauką to gruba
                > przesada, możemy co najwyżej, mówić o pewnej dziedzinie wiedzy),

                - No, pewna dziedzina wiedzy z zakresu: socjologii, psychologii, ekonomii, kultury.

                > badania marketingowe bardzo wyraźnie wykazują, że przedmiot reklamy
                > rzeczywiście jest częściej nabywany (czy - ogólniej - kojarzony),
                > ale tylko wtedy, kiedy ... jest reklamowany. Po zaprzestaniu
                > emitowania reklamy jego popularność wraca do stanu wyjściowego. Czy
                > zatem mamy reklamować lubelski "system identyfikacyjny"
                > permanentnie, czy też tylko do chwili kiedy skończą się fundusze?

                - Częściowo permanetnie np. przez organizację imprez o ogólnokrajowym
                rezonansie. Poprzez wygrywanie konkursów jak np. na Europejska Stolicę Kultury,
                poprzez spektakularne inwestycje itp.

                Częściowo również poprzez rzeczywisty rozwój miasta (np. w edukację, więzi
                społeczne), żeby przyjezdni nie byli rozczarowani naszą mentalnością.

                Częściowo będzie się to odbywać poprzez "propagandę szeptaną". Jak Pan był np. w
                Poznaniu czy gdzieś, to chwali Pan (już za darmo) to miasto znajomym i dzięki
                temu utrzymuje się ono w świadomości odbiorców. Poza tym środowisko produktów w
                markecie jest nieco inne od środowiska wizerunków miast. Rywalizacja nie jest
                tak zajadła (choć jest ostra). Miast raczej nie przybywa.

                > Już Panu objaśniałem, że w haśle POLUB LUBLIN nie ma żadnej "gry",

                - No jest bo widziałem logo. Poziomie gołej morfologii i fonologii w tych
                rozważaniach mnie nie interesuje.

                > Jak już mówiłem - nie oczekujmy od hasła, że będzie ono edukowało,
                > wyjaśniało, reklamowało i perswadowało. Ma, po prostu, być krótkie,
                > jasne, sympatyczne i zachęcające. LUBCIE LUBLIN spełnia wszystkie
                > te warunki, w odróżnieniu od "renesansu inspiracji", który NIE MA
                > ŻADNEJ Z WYMIENIONYCH, POŻĄDANYCH CECH.

                - Bez badań fokusowych nie razbieriosz. Ale to kosztuje.

                > Kolejnej kwestii nie rozpocznę cytatem, bo byłby zbyt długi, ale od
                > razu przejdę do rzeczy. Otóż, Panie Marcinie, wcale mie się nie
                > wydaje, że ani nazwa Brama Krakowska ani Plac Litewski niczego nie
                > reklamują ani nie propagują. Są na to dostateczne dowody w postaci
                > wielu badań psychologicznych i socjologicznych, które wskazują na
                > wyraziste intuicyjne oddzielanie nazw od funkcji desygantów. Czy
                > uważa Pan, że spotykając pana Rybaka lub Szewca mamy wyobrażenia
                > jak oto pierwszy z nich zapuszcza sieci, a drugi siedzi przy
                > kopycie?

                - Rozmawiamy o miastach i krajach. Więc wizerunki zawodów - i to rzadkich - są
                spoza obszaru, który nas interesuje. Co innego, gdybyśmy byli przedstawicielami
                jakichś cechów czy związków zawodowych i np. konkurowali o unijne dotacje. Ale
                wtedy słowo "Szewc" mogłoby w nas wywoływać wzrost ciśnienia.

                > historii "rycerzy bez skazy i zmazy"; na krakowskim Wawelu przez
                > kilka lat rezydował hitlerowski okupant i oprawca, gubernator
                > Frank. Czy ma to podważać kwalifikacje Wawelu do roli narodowego
                > panteonu?

                - Porównanie jest bez sensu. Wawel większością swoich kamieni pamięta, że przez
                większość czasu był siedzibą królów lub miał jakieś inne reprezentacyjne
                funkcje. Ważna jest ta dominanta znaczeniowa, która wynika z historii a nie
                epizody. Nasz zamek przez znaczną część swojego istnienia był więzieniem i w
                większości swojej substancji ma zaledwie ok. 190 lat.

                > Między pejzażem, a ideą nie musi zachodzić sprzeczność, a często są
                > one wręcz tożsame, bo pejzaż kojarzy się jakąś ideą

                - To prawda, ale ma za dużo detali jak na logo i jest za mało identyfikowalny z
                miastem. Jak ktoś mieszka w Lublinie, to zna jego panoramę. Ale dla innych jest
                to po prostu jakaś panorama, jedna z wielu.

                > Fakt, że Kraków nie
                > użył w swoim logo zarysu Wawelu niczego nie zmienia, użył detalu
                > budowlanego ze swych historycznych obiektów (otok logo jest jakby
                > ze starych kamieni w murze),

                - To jest wg mnie zarys rynku. Użyli go, bo jest prosty, geometryczny - zarys
                budowli może byś ciekawy w tej roli, ale tez musi spełniać pewne warunki. Np.
                Brama Brandenburska jest spełnia - bo jest INNA, charakterystyczna.

                > miejskich, choćby w logo Berlina, w którym spotykamy Bramę
                > Brandenburską,

                - Brama JEST znana, to powszechnie znana "ikona". W Lublinie takich powszechnie
                znanych ikon nie mamy.
                • Gość: grant Re: Lubcie Lublin! IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 23.11.07, 23:33
                  >> wcale mi się nie wydaje, że ani nazwa Brama Krakowska ani Plac
                  Litewski niczego nie reklamują ani nie propagują. Są na to
                  dostateczne dowody w postaci wielu badań psychologicznych i
                  socjologicznych, które wskazują na wyraziste intuicyjne oddzielanie
                  nazw od funkcji desygantów. Czy uważa Pan, że spotykając pana
                  Rybaka lub Szewca mamy wyobrażenia jak oto pierwszy z nich
                  zapuszcza sieci, a drugi siedzi przy kopycie?

                  > - Rozmawiamy o miastach i krajach. Więc wizerunki zawodów - i to
                  rzadkich - są spoza obszaru, który nas interesuje. Co innego,
                  gdybyśmy byli przedstawicielami jakichś cechów czy związków
                  zawodowych i np. konkurowali o unijne dotacje. Ale wtedy
                  słowo "Szewc" mogłoby w nas wywoływać wzrost ciśnienia.

                  Panie Marcinie, na litość boską!
                  Przecież napisałem wyraźnie: "pana Rybaka lub Szewca". Napisałem z
                  dużej litery, a więc chodzi o ludzi, KTÓRZY NAZYWAJĄ SIĘ RYBAK I
                  SZEWC, a o których nikt nie myśli jako o (zawodowym) rybaku czy
                  mistrzu kopyta i zelówek. Jest to dowód na to, że nazwa własna jest
                  tylko nazwą i nic więcej. Przepraszam za dosadność i aspekt
                  osobisty, ale niech Pan zapyta ludzi czy kiedy Pan się przedstawia
                  i słyszą pańskie nazwisko, to doznają wyobrażenia w postaci faceta
                  machającego smyczkiem? Po prostu słyszą tylko wyraz: Skrzypek i
                  kodują go jako przypisany do pańskiej postaci. Nic więcej!
                  • marcinskrzypek słowa i kontekst 25.11.07, 19:06
                    > słowo "Szewc" mogłoby w nas wywoływać wzrost ciśnienia.
                    >
                    > Panie Marcinie, na litość boską!
                    > Przecież napisałem wyraźnie: "pana Rybaka lub Szewca". Napisałem z
                    > dużej litery

                    - Ja też.

                    > Przepraszam za dosadność i aspekt
                    > osobisty, ale niech Pan zapyta ludzi czy kiedy Pan się przedstawia
                    > i słyszą pańskie nazwisko, to doznają wyobrażenia w postaci faceta
                    > machającego smyczkiem? Po prostu słyszą tylko wyraz: Skrzypek i
                    > kodują go jako przypisany do pańskiej postaci. Nic więcej!

                    - Jeżeli chodzi o moje nazwisko, tak się składa, że gram w zespole i często
                    jestem przedstawiany ze sceny lub w kontekście muzyki - i wtedy moje nazwisko
                    zaczyna budzić różne refleksje i skojarzenia: ktoś inny gra na skrzypcach i nie
                    nazywa się Skrzypek, a ja nazywam się Skrzypek, ale skrzypkiem nie jestem.

                    Po prostu słowo nabiera znaczenia zależnie od kontekstu. Nie możemy w tych
                    naszych rozważaniach porównywać znaczenia słów "abstrakcyjnie" wyjąwszy je z
                    okoliczności, do których się odnoszą. Nazwy własne pochodzące od innych słów
                    rzeczywiście z reguły nie są z nimi kojarzone, ale w pewnych kontekstach
                    nabierają znaczenia. I tak, kiedy mówimy o miejscach, skojarzenia z miejscami w
                    nazwach własnych moga stac się zauwżalne.
                • Gość: grant Re: Lubcie Lublin! IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 23.11.07, 23:46
                  >> na krakowskim Wawelu przez
                  >> kilka lat rezydował hitlerowski okupant i oprawca, gubernator
                  >> Frank. Czy ma to podważać kwalifikacje Wawelu do roli narodowego
                  >> panteonu?

                  > Porównanie jest bez sensu. Wawel większością swoich kamieni
                  pamięta, że przez większość czasu był siedzibą królów lub miał
                  jakieś inne reprezentacyjne funkcje. Ważna jest ta dominanta
                  znaczeniowa, która wynika z historii a nie epizody. Nasz zamek
                  przez znaczną część swojego istnienia był więzieniem i w
                  większości swojej substancji ma zaledwie ok. 190 lat.

                  Ma Pan rację, że "ważna jest dominanta znaczeniowa", ale myli się
                  Pan, że w świadomości społecznej Zamek Lubelski funkcjonuje jako
                  byłe więzienie i jako obiekt relatywnie młody. Wprost przeciwnie; o
                  więziennej funkcji zamku mało kto wie, a o jego młodym wieku (w
                  obecnej formie) jeszcze mniej. Jego monumentalna sylweta i dostojny
                  fronton budzą bardzo wyraziste "historyczne" skojarzenia i niemal
                  wszyscy obcy turyści, którm zamek pokazywałem, wyrażali sie o nim z
                  szacunkiem albo wręcz z podziwem. Być może to swoiste "zaburzenie
                  identyfikacyjne" powstaje za sprawą kaplicy i baszty, niemniej
                  takie właśnie są wrażenia, a o nie wszakże chodzi, nie zaś o detale.
                  • marcinskrzypek Zamek i jego nieznane konotacje 25.11.07, 19:13
                    > myli się
                    > Pan, że w świadomości społecznej Zamek Lubelski funkcjonuje jako
                    > byłe więzienie i jako obiekt relatywnie młody. Wprost przeciwnie; o
                    > więziennej funkcji zamku mało kto wie, a o jego młodym wieku (w
                    > obecnej formie) jeszcze mniej.

                    - Owszem, o przeszłości Zamku mało kto wie. Jednak gdyby Zamek stał sie logo
                    Lublina, to przeszłość tego miejsca by wyszła na jaw i mogłaby zepsuć cały
                    efekt. Lepiej stawiać na budowle, których bliższe poznanie dodaje wartości znakowi.
    • Gość: kinky Warszawiacy wolą logo "Leonardo" IP: 212.182.86.* 23.11.07, 00:30
      i tak przy okazji haslo "renesans inspiracji" jest łatwo przetłumaczalne na inne
      jezyki, ale to tylko szczegol bo nie wazne jest czy haslo i logo podoba sie
      ewentualnym adresatom kampanii promocyjnej. ma sie podobac lublinianom, ktorzy
      nie rozumieja, z czym ich miasto jest kojarzone chocby po drugiej stronie wisly,
      a nawet jak wiedza to nie ich problem tylko tych co maja zle skojarzenia.
      lublin trzeba lubic i kropka.
      a po angielsku "come to like lublin" brzmi zajebiscie i oddaje idee, nie???
      ps. a moze "or lublin"? zawsze trzeba miec jakas alternatywe.
      • marcinskrzypek LUBL-IN - moj pomysl na logo 23.11.07, 00:54
        Analogicznie do LOND-ON
        Może i nie jesteśmy "do przodu", ale za to mamy wnętrze.
        Get in, come in, in-side.
        Wejdź do środka.

        Wszelkie prawa zastrzeżone. Czasem pisanie bez nicka sie przydaje :-)

        By the way - kinky - dzięki za głos rozsądku.
        • clavi Re: LUBL-IN - moj pomysl na logo 23.11.07, 08:30
          LUB-IN - wszelkie prawa zastrzezone...
          Poza prawem krytyki, chyba?

          "A niechaj narodowie wżdy postronni znają..."
          Tak pisal nasz Rej w okresie (nomen omen) Renesansu,
          gdy rozpowszechniala sie moda na pisanie po lacinie.

          I warto to przypomniec.
          Polacy nie GESI jezyk, lecz swoj wlasny, POLSKI jezyk maja.
          Tym jezykiem mozna wszystko wyrazic bez potrzeby siegania po
          angielszczyzne. Zwlaszcza; gdy "na wschodzie Lublin".

          I slowko o renesansie inspiracji. Niech nam nikt nie isynuuje,
          ze przezywamy w tej mierze jakis renesans. Inspiracje mielismy
          zawsze, brakowalo dobrego Gospodarza.
          • marcinskrzypek Re: LUBL-IN - moj pomysl na logo 23.11.07, 10:31
            > "A niechaj narodowie wżdy postronni znają..."
            > Tak pisal nasz Rej w okresie (nomen omen) Renesansu,
            > gdy rozpowszechniala sie moda na pisanie po lacinie.

            - Raczej rozpowszechniała się wówczas moda na języki narodowe? Łacina panowała
            wówczas od wieków. Istniała kultura języka łacińskiego, ale nie kultury języków
            narodowych były bardzo ubogie. Teraz jest odwrotnie: nastąpił czas dzielenia się
            kulturami narodowymi. Raczej nie nastąpi to w ten sposób, że wszyscy się nauczą
            polskiego. Skoro u nas są opory nawet przed angielskim?

            > Polacy nie GESI jezyk, lecz swoj wlasny, POLSKI jezyk maja.

            - Ojej, przecież to już wiedzą. I rozumieją go mniej więcej tak, jak język gęsi.
            Logo Lublina jest właśnie dla tych, którzy szukają wspólnych znaczeń. Przyimki
            IN ON są takimi właśnie nośnikami uniwersalnych znaczeń.

            Od ich stosowania korona Piastów i Jagiellonów nam z głowy nie spadnie.
            • clavi Re: LUBL-IN - moj pomysl na logo 23.11.07, 12:35
              Napisalem wyraznie: rozpowszechniala sie moda na pisanie po lacinie.
              Czyli moda na tworczosc w jezyku ojczystym. I tak to nalezy zrozumiec

              Przywolam jeszcze przyklad J. Kochanowskiego.
              Znal kilka jezykow, lecz najlepsze swe dziela stworzyl w j polskim.
              Post napisalem w obronie polskosci. Musze wiec dodac:
              Przyimkom IN oraz ON - mowimy OFF!

              Panski argument ze "Ojej, przecież to już wiedzą. I rozumieją go
              mniej więcej tak, jak język gęsi" - jest raczej poza zasiegiem
              jakiejkolwiek polemiki. Jesli go dobrze zrozumialem...

              Na koniec fragment poezji M. Jastruna

              Człowiek ze swoją mową zrośnięty jest ciaśniej
              Niż drzewo z ziemią. Jakże wiec nie kochać baśni
              Twego dzieciństwa, mowo, nad której kołyską
              Szumiały wieki księgą lasów świętokrzyską,
              Gdzie słowa formowały się, zdźwięczały głoski
              Rdzeń wyrazów obrastał w zielone odrostki,
              I ten język szlachecki, mieszczański i chłopski
              Twarda kora okrywał się, oblekał w dzieje –
              I długo pracowali prości kołodzieje
              I stroiciele luteń w gwarze gospodarstwa
              Słowotwórczego, zanim dźwięk sztuka drukarska
              Przełożyła na znaki odciśniętych liter.
              Tak rósł potoczny język Rzeczypospolitej...”
              • marcinskrzypek Re: LUBL-IN - moj pomysl na logo 23.11.07, 21:50
                > Napisalem wyraznie: rozpowszechniala sie moda na pisanie po lacinie.
                > Czyli moda na tworczosc w jezyku ojczystym. I tak to nalezy zrozumiec

                - Niestety, nie rozumiem.

                > Post napisalem w obronie polskosci. Musze wiec dodac:
                > Przyimkom IN oraz ON - mowimy OFF!

                - Hm, dobra, poddaje się.

                > Panski argument ze "Ojej, przecież to już wiedzą. I rozumieją go
                > mniej więcej tak, jak język gęsi" - jest raczej poza zasiegiem
                > jakiejkolwiek polemiki. Jesli go dobrze zrozumialem...

                - Byłem kiedyś w miasteczku portugalskim Mertola. Weraz wszedłem na stronę. Jest
                cała po portugalsku. Być może w obronie portugalskości.
                Znalazłem tam na górze strony takie jakby motto:

                Bem-Vindo a Mértola - Vila Museu

                Chyba jest to hasło promocyjne Mertoli. Kto wie. Może to znaczy "Polub Mertole,
                bo to piękne miasto jest". Byłem, to wiem, że piękne. Ale jak ktoś nie był, to
                się tego hasła nie dowie. Prościej tego nie wyrażę.
        • Gość: grant Re: LUBL-IN - moj pomysl na logo IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 23.11.07, 10:38
          marcinskrzypek napisał:

          > Analogicznie do LOND-ON
          > Może i nie jesteśmy "do przodu", ale za to mamy wnętrze.
          > Get in, come in, in-side.
          > Wejdź do środka.
          > Wszelkie prawa zastrzeżone. Czasem pisanie bez nicka sie
          przydaje :-)
          > By the way - kinky - dzięki za głos rozsądku.

          Rozumiem upór (no, powiedzmy konsekwencję), z jakim lansuje
          Pan "kalambur" LUBL-IN, niemniej trzeba sobie otwarcie powiedzieć,
          że poza anglojęzycznym drugim członem nie oznacza on nic
          konkretnego, a stanowi tylko utrudnienie artykulacyjne i - w
          efekcie - niezgrabność fonetyczną. Niech Pan sam spróbuje
          powiedzieć kilka razy po kolei LUBL. Przecież to język może się na
          tym złamać. Natomiast "na oko" wygląda to jak .. rejestracja
          samochodowa. Przepraszam, ale dziekuję za ten projekt.
          Chętnie natomiast wróciłbym do romowy na temat, wspomnianej przez
          Pana, Unii Lubelskiej jako symbolu naszego miasta. Jest to symbol
          dość nośny i - poprzez obowiązkową w szkołach naukę historii -
          nieżle chyba utrwalony w świadomości Polaków. Jednak rozumując w
          sposób, jaki zaprezentował Pan na przykładzie Bramy Krakowskiej,
          można by natychmiast wyciągnąć argument przeciwny, a mianowicie
          taki, że Litwinom unia kojarzy się z kilkuwiekowym zniewoleniem i
          polonizacją Litwy. (Moim zdaniem to bzdura, bo na unii skorzystały
          zarówno Polska jak i Wielkie Księstwo Litewskie, choć polonizacja
          sporej części litewskich elit, a także osadnictwo polskie na
          ziemiach litewskich są faktami). Niemniej sprawę uważam za godną
          dalszych przemyśleń i projektów.
          Wbrew pozorom, cała kwestia nie jest bynajmniej zamknięta. Obecna
          Rada Miasta może sobie uchwalić jakieś logo czy "system
          identyfikacji", a nawet tezę, że Ziemia jest kwadratowa, jednak -
          jak mówi stare powiedzenie - "Dłużej klasztora niż przeora". Na
          obecnej Radzie Miasta historia Lublina się nie kończy i kolejne
          rady mogą to szaleństwo zatrzymać oraz odwrócić błędny kierunek
          działania. O tym bowiem, że wymyślanie całkiem nowych symboli
          miasta i forsowanie ich tylko dlatego, że ktoś to zlecił, a drugi
          wykoncypował i wziął za to nieliche pieniądze, jest co najmniej
          błędem (jeśli nie nadużyciem władzy) nie ma co się przekomarzać.
          Łatwo tego dowieść na licznych, podobnych przykładach.
          To na razie tyle. Do drugiego (a właściwie pierwszego, bo
          znajdującego się powyżej) pańskiego listu odniosę się w kolejnej
          wolnej chwili.
          Pozdrawiam.
          • marcinskrzypek Re: LUBL-IN - moj pomysl na logo 23.11.07, 22:09
            > Rozumiem upór (no, powiedzmy konsekwencję), z jakim lansuje
            > Pan "kalambur" LUBL-IN, niemniej trzeba sobie otwarcie powiedzieć,
            > że poza anglojęzycznym drugim członem nie oznacza on nic
            > konkretnego, a stanowi tylko utrudnienie artykulacyjne i - w
            > efekcie - niezgrabność fonetyczną. Niech Pan sam spróbuje
            > powiedzieć kilka razy po kolei LUBL. Przecież to język może się na
            > tym złamać. Natomiast "na oko" wygląda to jak .. rejestracja
            > samochodowa.

            - Chodzi o napis LUBLIN z dwoma ostatnimi literkami innym kolorem. Taka zabawa
            forma i znaczeniem. Wymawiać to się będzie po staremu.

            > Chętnie natomiast wróciłbym do romowy na temat, wspomnianej przez
            > Pana, Unii Lubelskiej jako symbolu naszego miasta. Jest to symbol
            > dość nośny i - poprzez obowiązkową w szkołach naukę historii -
            > nieżle chyba utrwalony w świadomości Polaków. Jednak rozumując w
            > sposób, jaki zaprezentował Pan na przykładzie Bramy Krakowskiej,
            > można by natychmiast wyciągnąć argument przeciwny, a mianowicie
            > taki, że Litwinom unia kojarzy się z kilkuwiekowym zniewoleniem i
            > polonizacją Litwy. (Moim zdaniem to bzdura, bo na unii skorzystały
            > zarówno Polska jak i Wielkie Księstwo Litewskie, choć polonizacja
            > sporej części litewskich elit, a także osadnictwo polskie na
            > ziemiach litewskich są faktami). Niemniej sprawę uważam za godną
            > dalszych przemyśleń i projektów.

            - Ja też. Jest tak, jak Pan pisze - temat jest kontrowersyjny. Może i Litwini to
            frajerzy, że nie doceniają wkładu Polaków w ich historię, ale co zrobić. Tacy
            są. Natomiast myślę, że to nic nie szkodzi. Kto pierwszy przyjmuje kontrowersję
            na swoim polu ten wygrywa. Mamy szansę.

            Wielokulturowy kontekst Lublina - w tym wypadku a propos Unii Lubelskiej - nie
            wyróżnia go na tle wielu innych miast. Ale wyróżnia te z nich, które
            wykorzystują go do swojej promocji.

            Ale - biorąc pod uwagę panującą w narodzie miękkość kręgosłupa narodowego, która
            każe wielu postrzegać świat w kategoriach zagrożenia polskości - czarno widzę
            zdolność naszą do tego typu debat.

            > obecnej Radzie Miasta historia Lublina się nie kończy i kolejne
            > rady mogą to szaleństwo zatrzymać oraz odwrócić błędny kierunek
            > działania. O tym bowiem, że wymyślanie całkiem nowych symboli
            > miasta

            - To już jakieś są?

            > wykoncypował i wziął za to nieliche pieniądze, jest co najmniej
            > błędem (jeśli nie nadużyciem władzy) nie ma co się przekomarzać.
            > Łatwo tego dowieść na licznych, podobnych przykładach.

            - Chętnie poznam z jeden. Ale generalnie - poddaje się. "Dłużej klasztora nie
            przeora". Chyba żyjemy w dwóch różnych rzeczywistościach.
            • Gość: grant Re: LUBL-IN - moj pomysl na logo IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 23.11.07, 23:03
              marcinskrzypek napisał:
              > - Chodzi o napis LUBLIN z dwoma ostatnimi literkami innym
              kolorem. Taka zabawa forma i znaczeniem. Wymawiać to się będzie po
              staremu.

              Wiem, wiem, ale nie wszyscy to wiedzą. Zgodnie z pańskimi poglądami
              (upatrywanie wszędzie zagrożeń) znajdą się zaraz tacy, którzy
              zaczną zastanawiać się co znaczy ów LUBL i co twórca chciał przez
              to powiedzieć. I ... nieszczęście gotowe.

              "Wielokulturowy kontekst Lublina - w tym wypadku a propos Unii
              Lubelskiej - nie wyróżnia go na tle wielu innych miast."

              Jeśli "a propos Unii", Panie Marcinie, to i owszem, Lublin wyróżnia
              się spośród innych miast i to bardzo. Obecnie, w epoce i kontekście
              jednoczenia się Europy, Unia Lubelska nabiera zupełnie nowego
              blasku, a jej znaczenie trudno przecenić. Zawierając w roku 1569
              traktat międzypaństwowy, który nie był tylko unią personalną (jak
              wcześniejsza, horodelska i podobne do niej jej umowy
              międzydynastyczne w wielu krajach europejskich), a praktycznym
              dobrowolnym zjednoczeniem dwóch suwerennych państw, Polska i Litwa
              okazały się prekursorkami idei, która obecnie rozprzestrzenia się
              na cały kontynent. To, że ten precedens historyczny miał właśnie
              miejsce w Lublinie należałoby koniecznie rozpropagować i
              wykorzystać marketingowo. Czas powiedzieć: UNIA EUROPEJSKA? TO
              WŁAŚNIE TU, W LUBLINIE, PRAWIE 500 LAT TEMU WSZYSTKO SIĘ ZACZĘŁO!
              Krócej mówiąc: LUBLIN - CITY OF FIRST UNION! Czyż to nieprawda?

              Moim zdaniem jest więc o czym dyskutować, a zamykanie dialogu i
              pospieszne ustanawianie "systemu identyfikacji wizualnej" w drodze
              uchwały Rady miejskiej uważam za błąd.

              Prosi Pan także o przykład niefortunnego wymyślenia i wprowadzenia
              nowego symbolu, który poniósł klęskę. Służę uprzejmie:
              Otóż, w latach siedemdziesiątych (czego zapewne Pan nie pamięta)
              koncern Fiata uznał dotychczasowe logo tej marki za przestarzałe i
              nie odpowiadające aspiracjom produktów Fiata. Wymyślono więc i
              wkróce wprowadzono nowy znaczek firmowy, zbudowany z czterech
              rombów, z których każdy zawierał wewnątrz jedną literę skrótowca
              nazwy koncernu FIAT (Fabbrica Italiana di Automobili Torino -
              Włoska Fabryka Samochodów w Turynie) i nawiązujące wprost do tego
              znaczka logo w postaci czterech grubych ukośnych kresek. Niestety,
              pomimo forsownej reklamy, znaczek i logo nie znalazły uznania ani u
              klienów ani u fachowców i po przeszło dwudziestu latach męczenia
              się z nim FIAT wrócił do swego starego (ostatnio ciut odświeżonego)
              symbolu. Wymieniać dalej?

              > Ale generalnie - poddaje się. "Dłużej klasztora niż
              > przeora". Chyba żyjemy w dwóch różnych rzeczywistościach.

              Przepraszam, ale nie rozumiem Pana. Kwestionuje Pan prawo
              do "obywatelskiego nieposłuszeństwa" w postaci ... dyskusji?

              Pozdrowienia.
              • marcinskrzypek Potencjał promocyjny UNII Lubelskiej 25.11.07, 19:27
                > Zgodnie z pańskimi poglądami
                > (upatrywanie wszędzie zagrożeń) znajdą się zaraz tacy, którzy
                > zaczną zastanawiać się co znaczy ów LUBL i co twórca chciał przez
                > to powiedzieć. I ... nieszczęście gotowe.

                - E, tam, proszę przeczytać swoje posty - chyba nie jestem bardziej bojaźliwy od
                Pana :-)

                > Jeśli "a propos Unii", Panie Marcinie, to i owszem, Lublin wyróżnia
                > się spośród innych miast i to bardzo. Obecnie, w epoce i kontekście
                > jednoczenia się Europy, Unia Lubelska nabiera zupełnie nowego
                > blasku, a jej znaczenie trudno przecenić. Zawierając w roku 1569
                > traktat międzypaństwowy, który nie był tylko unią personalną (jak
                > wcześniejsza, horodelska i podobne do niej jej umowy
                > międzydynastyczne w wielu krajach europejskich), a praktycznym
                > dobrowolnym zjednoczeniem dwóch suwerennych państw, Polska i Litwa
                > okazały się prekursorkami idei, która obecnie rozprzestrzenia się
                > na cały kontynent. To, że ten precedens historyczny miał właśnie
                > miejsce w Lublinie należałoby koniecznie rozpropagować i
                > wykorzystać marketingowo. Czas powiedzieć: UNIA EUROPEJSKA? TO
                > WŁAŚNIE TU, W LUBLINIE, PRAWIE 500 LAT TEMU WSZYSTKO SIĘ ZACZĘŁO!
                > Krócej mówiąc: LUBLIN - CITY OF FIRST UNION! Czyż to nieprawda?

                - W zupełności się z Panem zgadzam. W 120 procentach. Świetne hasło. Uważam, że
                do wykorzystania na bilbordach. Cieszę się, że ktoś myśli podobnie.
                Moja uwaga była trochę na wyrost, bo mam pewne doświadczenia w dyskusji na ten
                temat na tym forum.
                miasta.gazeta.pl/lublin/1,35638,3928801.html
                Jeżeli nie zaczniemy zawiązywać do tej naszej przeszłości, bardzo się
                sfrajerujemy. Natomiast, szczerze mówiąc, uważam, że Lublin jeszcze nie dorósł
                do swojej przeszłości. Po prostu jest w nas za mało odwagi, że zająć sie tym
                tematem inaczej, jak fasadowo.

                > Prosi Pan także o przykład niefortunnego wymyślenia i wprowadzenia
                > nowego symbolu, który poniósł klęskę. Służę uprzejmie:
                > Otóż, w latach siedemdziesiątych (czego zapewne Pan nie pamięta)
                > koncern Fiata uznał dotychczasowe logo tej marki za przestarzałe i
                > nie odpowiadające aspiracjom produktów Fiata. Wymyślono więc i
                > wkróce wprowadzono nowy znaczek firmowy, zbudowany z czterech
                > rombów, z których każdy zawierał wewnątrz jedną literę skrótowca
                > nazwy koncernu FIAT (Fabbrica Italiana di Automobili Torino -
                > Włoska Fabryka Samochodów w Turynie) i nawiązujące wprost do tego
                > znaczka logo w postaci czterech grubych ukośnych kresek. Niestety,
                > pomimo forsownej reklamy, znaczek i logo nie znalazły uznnia ani u
                > klienów ani u fachowców i po przeszło dwudziestu latach męczenia
                > się z nim FIAT wrócił do swego starego (ostatnio ciut odświeżonego)
                > symbolu. Wymieniać dalej?

                - Tak. Bo wg mnie Fiat wymienił logo dlatego, że miał poważny kryzys. Logo
                kreskowe zdewaluowało się razem z akcjami całej firmy. Nawiązanie odnowionym
                starym logiem do czasów świetności było wg mnie jednym z zabiegów odnowy całego
                wizerunku.
                • Gość: grant Re: Potencjał promocyjny UNII Lubelskiej IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 28.11.07, 01:05
                  marcinskrzypek napisał:

                  > wg mnie Fiat wymienił logo dlatego, że miał poważny kryzys. Logo
                  kreskowe zdewaluowało się razem z akcjami całej firmy. Nawiązanie
                  odnowionym starym logiem do czasów świetności było wg mnie jednym z
                  zabiegów odnowy całego wizerunku.

                  Gdyby logo "kreskowe" było dobre, nie zmienianoby go nawet w
                  obliczu klęski ekonomicznej, bo to nic nie daje. To nie znaczek się
                  sprzedaje tylko produkty. Koreańskie Daewoo nawet "zbankrutowane"
                  nie zmieniło logo i nadal używa tego samego (zresztą w Korei idzie
                  im bardzo dobrze). Kolejny dowód to Mazda, która nie przeżywała
                  żadnego kryzysu, a także zmieniła ostatnio logo, bo - wprowadzony
                  hucznie przed paru laty poprzedni wzór (kółko umieszczone
                  niecentrycznie w większym kółku) - kompletnie się nie przyjął.
                  I niechbym był złym prorokiem, ale uważam, że wydumany "system
                  identyfikacji wizualnej" Lublina (jeśli zostanie uchwalony) także
                  się nie przyjmie i ulegnie zapomnieniu. Szkoda naszych - podatników
                  pieniędzy.
    • marcinskrzypek nasze logo w blogu grafika i linki 26.11.07, 14:24
      Widzę, że wątek zdechł lub go "zatkałem". Szkoda. Nie było to moim celem... Nikt
      nie pisze, ale może ktoś czyta? :-)

      A teraz do rzeczy - Na swoim blogu blog.e-alw.com/ grafik Andrzej-Ludwik
      Włoszczyński pisze:

      Jak wyczytałem w Kurierierze Lubelskim zanosi się na to, że mieszkańcy jednak
      będą mieli coś do powiedzenia. Zaproszono ich na sesję rady miejskiej kiedy
      będzie podejmowana decyzja o przyjęciu lub odrzuceniu logo. Kurier przy okazji
      ujawnia, że na grupach focusowych, w Warszawie i Lublinie, konsultowano (za 12
      tysięcy) jedynie 2 propozycje zrobione przez BNA. Zdziwiłbym się gdyby p.
      Krawczyk konsultował inne projekty, mogłoby się okazać, że te nowe propozycje
      BNA nie uzyskały akceptu i co wtedy?
      Zastanawia mnie tylko dlaczego focus był robiony w dwu miastach i na małych
      grupach, skoro logo ma promować Lublin na zewnątrz. Ale, może reszta świata się
      nie liczy, a logo nie będzie wychodzić z lubelskich opłotków.

      Są tu dwie ciekawe kwestie poruszone:

      - powinno być więcej propozycji do oceny o propozycje "amatorskie".
      - właściwa ocena powinna obejmować więcej grup w różnych miastach.

      Z oboma wnioskami się zgadzam. Gdyby można to zrobić od początku, to trzeba by
      było doprowadzić do sfinalizowania większej liczby propozycji do wyboru i
      starannie je przebadać. Pytanie, czy większa inwestycja w jakość procedury, a
      więc i znaku, obniżyłaby czy zmniejszyła kontrowersje?

      Inne ciekawe linki tego autora, m.in. analizy innych znaków, definicje itp.

      e-alw.com/teksty_logo.html
      e-alw.com/projektowanie_logo.html
      ilustrino.com/
    • marcinskrzypek leniwe i promocja Lublina 26.11.07, 14:40
      Z ta promocja Lublina - jak i z paroma innymi rzeczami u nas - jest trochę tak,
      jak w tym kawale:

      - Dwa razy leniwe proszę, jak szaleć to szaleć!
      - Z tłuszczem czy bez?
      - A po ile z tłuszczem?
      - Po dwa pięćdziesiąt.
      - To raz bez tłuszczu.

      KOMENTARZE:
      - Przecież każdy wie, że dwie ulice dalej dają leniwe po 2 zł. Gratuluje
      gospodarności!
      - Byście się przegłodzili z dzień, to by wam nie zaszkodziło.
      - A te pierogi to ruskie czy z kaszą?
      - Sami byśmy zagnietli, to byłoby taniej i smaczniej.
      - Trzeba było wziąć pół porcji z surówką.
      - [radni] My te kopytka bojkotujemy, bo nikt nam nie pokazał menu, a teraz to
      już za późno.
      • Gość: mojaMAMA Re: leniwe i promocja Lublina IP: *.aster.pl 26.11.07, 22:10
        Czy ktoś z szanownych forumowiczów czytał brief kreatywny do tej
        produkcji?

        Przedstwione propozycje są pewnie efektem założeń wynikających z b.k.

        Do kogo ma być skierowany przekaz promocyjny produktu:
        np
        - wg cech socjograficznych
        - psychograficznych
        - zasieg terytorialny przekazu
        - style of life odbiorcy
        etc
        Czy chcemy kreowac wizerunek miasta na nowo, czy też go zmienić?


        Traktując miasto Lublin jak produkt nie zrobiłbym focusów wśród jego
        mieszkańców ( zbyt mocny zwiazek emocjonalny), lecz przeprowadziłbym
        je w kilku reprezentatywnych grupach wg podziału;
        - zna i nie konsumuje
        - zna i konsumuje
        - nie zna i nie konsumuje

        Takich rzeczy uczą na pierwszym semestrze.

        ==========================================

        Od kilku lat na rynku istnieją jaja kurze "dla niej" żółtawe
        opakowanie i "dla niego" niebieska wytłaczanka. Cena 2x wyższa niż
        jaja no name. Ktoś dobrze wymyślił i na tym zarabia.
        Kury pewnie nie brały udziału w projekcie ;-)
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka