Dodaj do ulubionych

Czas pracy profesora w Polsce

22.03.26, 18:51
wyborcza.pl/7,75398,32676954,profesor-ginekolog-w-czasie-pracy-kupuje-manekina-na-targu-staroci.html

Prof. Andrzej Witek przychodzi do pracy w klinice tylko "na trochę". Od zajmowania się pacjentkami woli wyjazd do parku rozrywki albo na targ staroci. Jego szef doniósł o tym dyrektorce szpitala. Dyrektorka zareagowała - zwolniła szefa.

I trochę szczegółów:

Prof. Witek pozostał jednak pracownikiem kliniki (ma dwa etaty: szpitalny i uczelniany). Pracuje w niej „na swoich zasadach"

Teoretycznie prof. Witek powinien przebywać w pracy od godz. 7 do 14.35. To nie zdarza się jednak nigdy. Profesor przyjeżdża rankiem, podpisuje listę obecności, zaznaczając na niej, że rozpoczyna pracę o 7. Po godzinie, dwóch lub trzech na ogół wychodzi. Lista obecności pracowników jest wówczas schowana. Portier kładzie ją na stoliku dopiero po południu. Dlatego prof. Witek na ogół wpisuje, że wyszedł o godz. 14.35 dopiero następnego dnia rano.

Z takim materiałem prof. Nowosielski poszedł 22 stycznia do dyrektorki szpitala. Renata Wachowicz odpowiedziała mu 30 stycznia. „Pracodawca stwierdza, że przekazany raport został sporządzony z naruszeniem obowiązujących przepisów prawa, w szczególności przepisów o ochronie danych osobowych oraz zasad dopuszczalności monitorowania pracowników"

Po prostu - gdy ktoś coś wymaga od profesora to narusza prawo. A gdy jest to profesor medycyny to jeszcze ryzykuje zdrowiem albo nawet życiem.
Obserwuj wątek
    • dobrycy Re: Czas pracy profesora w Polsce 23.03.26, 07:34
      Ja znam lepsze, liste wyciąga się na koniec miesiąca i uzupełnia braki ;-)
      • sendivigius Re: Czas pracy profesora w Polsce 23.03.26, 08:44
        dobrycy napisał:

        > Ja znam lepsze, liste wyciąga się na koniec miesiąca i uzupełnia braki ;-)

        To chyba najlepiej pokazuje że nie wystarcza prawo potrzebna jest jeszcze kultura. A to samo w innej kulturze nie oznacza to samo.

        Oczywiście pracownicy naukowi uniwersytetu są w kategorii "exempt"* - nie maja godzin pracy, nikt nic nie wypełnia i nie uzupełnia. Tym niemniej, przynajmniej w US, jest kultura że do pracy się jednak chodzi i gdy ktoś z patologii robi sobie normę to są ciała które to zauważą, szurną i żadne bełkotliwe prawo nie pomoże.

        *) była jakiś czas temu sprawa w PL ze nauczyciele domagali się wypłaty nadgodzin za wywiadówki i wycieczki. I zdaje się że wygrali. Tu by tak nie było - jak nie masz określonych godzin to też nie masz nadgodzin. Albo albo.
        • pan.toranaga Re: Czas pracy profesora w Polsce 23.03.26, 14:20
          Tu chyba chodzi o co innego, bo bohater artykułu to nie tylko profesor, ale też "doktór", znaczy się lekarz. I on nie siedzi w klinice, znaczy nie leczy.
          >Tym niemniej, przynajmniej w US, jest kultura że do pracy się jednak chodzi
          W PL z tym jest bardzo różnie, szczególnie w naukach "biurowych", tj. nielaboratoryjnych. Ponieważ bardzo długo gabinety mieli tylko wybrani, na moim wydziale praktycznie rzecz biorąc jedynie funkcyjni, reszta była przypisana razem z 10 innymi osobami pokoju, w którym raz w tygodniu miała dyżur, to nawet zalecano, żeby nie przychodzić do pracy kiedy nie ma się zajęć. Ludzie tak się do tego przyzwyczaili, że nawet jak mają wypasione gabinety to wolą pracować w domu.
          Podobno tak było nawet w niektórych instytutach PAN, również z wydziałów z numerami >1.
          Czy to dobrze? Nie, to źle. Oczywiście te gabinety kosztują słono, mój wydział np. finansowo na tej ciasnocie wychodził bardzo dobrze (podobno). Ale totalny brak interakcji między uczonkami jest fatalny.
          • dobrycy Re: Czas pracy profesora w Polsce 24.03.26, 04:56
            pan.toranaga napisał:


            > Czy to dobrze? Nie, to źle. Oczywiście te gabinety kosztują słono, mój wydział
            > np. finansowo na tej ciasnocie wychodził bardzo dobrze (podobno). Ale totalny
            > brak interakcji między uczonkami jest fatalny.

            Czy ja wiem. Jak wszyscy nie mają co robić w domu i siedzą w pracy jak np. fizycy
            to poziom toksyczności w pracy jest jak po katastrofie w Bhopalu.
            Każdy szacuje co sie komu nie należało, kogo dopisano, że wcześniej wyszedł do domu,
            że ma mało punktów i g*wniane prace, lub na odwrót dużo i go dopisują. Ci co bywają w cyrku
            od święta raczej nie sprawiają takich problemów. Pozytywne efekty interakcji są dużo rzadsze, poza tym
            żeby zapełniać sloty powinniśmy plotkować z ludźmi z zewnątrz a nie kolegami. z pokoju obok. To konkurencja.
          • sendivigius Re: Czas pracy profesora w Polsce 24.03.26, 20:25
            pan.toranaga napisał:

            , to nawet zalecano,
            > żeby nie przychodzić do pracy kiedy nie ma się zajęć.

            To jeszcze nic. Znalem takiego co nawet mieszkał w USA i do pracy w Polsce jeździł raz w roku odbierać naskładaną pensję. Humanista.

            Czasami szedł do biblioteki, brał 3 czasopisma (aby nie było) - przetłumaczył, wymieszał, wydał po polsku i miał publikację.

            Zajęcia za niego prowadził kolega który za to dostawał jakąś działkę, też się cieszył bo nie szukał nadgodzin nie wiadomo gdzie. A tak naprawdę to połączył 2 grupy: swoją i tego w Stanach.

            Po jakimś czasie poszedł do biblioteki wziął kilka książek, przetłumaczył, wymieszał, wydał po polsku i miał habilitację.

            Czasami taka sama metoda robił publikacje dla szefa - bo tak zupełnie za darmo by go nie krył. Nie dlatego że taki uczciwy, ale że biznes musi się bilansować, bo chętnych na słodkie nieróbstwo za publiczną kasę jest wielu i za dostęp do korytka trzeba płacić myto.



            • pan.toranaga Re: Czas pracy profesora w Polsce 24.03.26, 21:27
              Uwierzę bez trudu, choć z trudem uwierzę, że to humaniści...
            • dobrycy Re: Czas pracy profesora w Polsce 25.03.26, 12:39
              sendivigius napisał:

              > pan.toranaga napisał:
              >
              > , to nawet zalecano,
              > > żeby nie przychodzić do pracy kiedy nie ma się zajęć.
              >
              > To jeszcze nic. Znalem takiego co nawet mieszkał w USA i do pracy w Polsce jeźd
              > ził raz w roku odbierać naskładaną pensję. Humanista.
              >
              > Czasami szedł do biblioteki, brał 3 czasopisma (aby nie było) - przetłumaczył,
              > wymieszał, wydał po polsku i miał publikację.

              3-4 dekady temu nie było nic dziwnego - nie tylko u humanistów.
              Np. jaką wartość dodaną miały prace publikowane przez diamenta z agh, byłego rektora?
              U nas mało kto znał języki, więc wiele habilitacji i profesur tak powstało.
              No i ponieważ kiedyś, ktoś jechał na zachód nazbierał wyników, wydał jako swoje
              i dostał haba czy profesure, to teraz reformatorzy (profesorowie z tego wzorca)
              wymuszają umiędzynarodowienie, bo wiedzą, że tylko podpatrując i kradnąc coś na zachodzie
              da sie zrobić kariere bez większych środków i otoczenia do badań. Stąd te wszystkie wymogi
              jeżdzenia i umiędzynarodowiania, najlepiej w jak najlepszych ośrodkach.
        • dobrycy Re: Czas pracy profesora w Polsce 24.03.26, 05:06
          sendivigius napisał:

          Tym niemniej, przynajmniej
          > w US, jest kultura że do pracy się jednak chodzi i gdy ktoś z patologii robi s
          > obie normę to są ciała które to zauważą, szurną i żadne bełkotliwe prawo nie po
          > może.
          >
          Słyszałem, że siedzieli tam do wieczora od rana głównie ci przyjezdni naukowcy z innych krajów
          bo nie ma co robić, po chodniku sie nie pochodzic bo go nie ma, ośrodek na zadupiu to jedynie praca zostaje.
          Ale słyszałem też, że to w ostatniej dekadzie też sie zaczęlo psuć, i ci przyjezdni już nie tak dobrzy jak wcześniej.
          A macie tam w USA na uni czy w instytutach listy obecności rano i wieczorem? Czy wszyscy wynoszą z domu (np w polsce) że trzeba świecić światło bo jak nie to sie. nie pracuje.
          • sendivigius Re: Czas pracy profesora w Polsce 24.03.26, 20:50
            dobrycy napisał:

            > sendivigius napisał:
            >
            > Tym niemniej, przynajmniej
            > > w US, jest kultura że do pracy się jednak chodzi i gdy ktoś z patologii
            > robi s
            > > obie normę to są ciała które to zauważą, szurną i żadne bełkotliwe prawo
            > nie po
            > > może.
            > >
            > Słyszałem, że siedzieli tam do wieczora od rana głównie ci przyjezdni naukowcy
            > z innych krajów
            > bo nie ma co robić, po chodniku sie nie pochodzic bo go nie ma,

            Wbrew mitom jest. A na pewno na campusach. To regiony "do chodzenia" zreszta czesto z bardzo dobrą architekturą.

            ośrodek na zadu
            > piu to jedynie praca zostaje.

            Nawet tzw. college towns maja swoje ulice knajp i imprezowni, sale koncertowe, sportowe i widowiskowe, tereny rekreacyjne etc. Zastanów się. 40 tys. studentek i studentów już jest społecznością samą dla siebie. Plus faculty, plus inni, plus reszta.

            > Ale słyszałem też, że to w ostatniej dekadzie też sie zaczęlo psuć, i ci przyje
            > zdni już nie tak dobrzy jak wcześniej.

            Tak mówią. Zaczęło się psuć dwie i pół dekady temu. Coraz więcej Indii, coraz mniej Chin, zupełnie wyschła Europa wschodnia.


            > A macie tam w USA na uni czy w instytutach listy obecności rano i wieczorem? Cz
            > y wszyscy wynoszą z domu (np w polsce) że trzeba świecić światło bo jak nie to
            > sie. nie pracuje.

            Nie wiem jak było w czasach przed-sieciowych, bo nie byłem na etapie aby się interesować. Teraz bywa że pracownicy maja listy, cos jak tabelka w Excelu, które się samowypełniają. To znaczy jeżeli nie napisze ze go nie ma to wypełnia się automatycznie że jest. Oczywiście pracownicy "non-exempt" mają normalne listy. Tu jednak generalnie obowiązuje zasada "wasal mojego wasala nie jest moim wasalem". To bezpośredni przełożony rozlicza i jeśli chce to kontroluje podwładnych. Centralna administracja tego nie robi i się nie interesuje dopóki ktoś jej nie powie że jest problem i ma się zainteresować.


            • dobrycy Re: Czas pracy profesora w Polsce 25.03.26, 12:48
              sendivigius napisał:

              > Wbrew mitom jest. A na pewno na campusach. To regiony "do chodzenia" zreszta cz
              > esto z bardzo dobrą architekturą.
              >
              Zależy gdzie. Od kilku osób co byli (jako postdoci czy doktoranci), słyszałem że tam nie było
              co robić pośrodku pustki. No ale on nie byli pewnie w najdroższych uni, gdzie płaci sie za "edukacje"
              po to aby zdobyć przyszłe kontakty i zrobić kariere.


              > Nawet tzw. college towns maja swoje ulice knajp i imprezowni, sale koncertowe,
              > sportowe i widowiskowe, tereny rekreacyjne etc. Zastanów się. 40 tys. studentek
              > i studentów już jest społecznością samą dla siebie. Plus faculty, plus inni, p
              > lus reszta.

              Na a ile jest takich 40 tys ? Pewnie kilka albo kilkanaście. Góra kilkadziesiąt.

              >
              > > Ale słyszałem też, że to w ostatniej dekadzie też sie zaczęlo psuć, i ci
              > przyje
              > > zdni już nie tak dobrzy jak wcześniej.
              >
              > Tak mówią. Zaczęło się psuć dwie i pół dekady temu. Coraz więcej Indii, coraz m
              > niej Chin, zupełnie wyschła Europa wschodnia.
              >
              No bo za chińczyków płacił ich rząd. Za nas nikt nie płacił, więc chińczyk nas wygryzł
              w wyścigu do amerykańskiego korytka.
              Teraz, od może póżnego Obamy Chińczyków nie lubią, bo się nie dają wykorzystywać, to
              przyszedł czas indian. W porównaniu z kalkutą albo bombajem, to i amerykańskie zadupie
              i praca od rana do wieczora do raj.



              >
              > Nie wiem jak było w czasach przed-sieciowych, bo nie byłem na etapie aby się in
              > teresować. Teraz bywa że pracownicy maja listy, cos jak tabelka w Excelu, które
              > się samowypełniają. To znaczy jeżeli nie napisze ze go nie ma to wypełnia się
              > automatycznie że jest.
              U nas są listy na portierni. Kiedyś niektórzy mieli u siebie w szufladzie, albo była
              u sekretarki, więc pod koniec miesiąca się korygowało. Oczywiści n-d to
              nie dotyczyło, ale na fizyce raczej oczekiwano że się jest w pracy. A gdzie indziej,
              że do pracy przychodzą tylko ci co mają nieznośną żone albo małe dzieci.

              Oczywiście pracownicy "non-exempt" mają normalne listy.
              > Tu jednak generalnie obowiązuje zasada "wasal mojego wasala nie jest moim wasal
              > em". To bezpośredni przełożony rozlicza i jeśli chce to kontroluje podwładnych.
              > Centralna administracja tego nie robi i się nie interesuje dopóki ktoś jej nie
              > powie że jest problem i ma się zainteresować.

              U nas było różnie. Kiedyś tak jak piszesz, potem przyszło korpo i centralizacja. I nie można
              już mieć listy u siebie w biurku, albo wypisywać sobie dzień wcześniej że sie jest rano.
              • pan.toranaga Re: Czas pracy profesora w Polsce 25.03.26, 16:34
                >kalkutą albo bombajem
                Obecnie: Kolkatą i Mumbajem.
    • pan.toranaga Re: Czas pracy profesora w Polsce 23.03.26, 14:22
      Miałem napisać, że medycyna to zupełnie inna planeta, więc tam nic mnie nie dziwi.
      Tyle, że ja mam pojęcie o medycynie żadne. Tylko jakieś wyobrażenia, czasem strzępy plotek. Zupełnie jak Dobrycy o społ-humach, które niby (zwłaszcza humy) mają jakieś tłumy studentów i nieprzeliczone etaty :-).
      • dobrycy Re: Czas pracy profesora w Polsce 24.03.26, 05:02
        pan.toranaga napisał:

        > Miałem napisać, że medycyna to zupełnie inna planeta, więc tam nic mnie nie dzi
        > wi.
        > Tyle, że ja mam pojęcie o medycynie żadne. Tylko jakieś wyobrażenia, czasem str
        > zępy plotek. Zupełnie jak Dobrycy o społ-humach, które niby (zwłaszcza humy) ma
        > ją jakieś tłumy studentów i nieprzeliczone etaty :-).
        No to wynika z dziury w mózgu albo raczej zwarcia, które powoduje że zawsze pierwsze skojarzenie to
        humanista=społecznik (socjolog, filozof, spycholog), a ci ostatni chyba mają tłumy.

        • pan.toranaga Re: Czas pracy profesora w Polsce 24.03.26, 12:26
          Ze społ-humów to pewno prawdziwą masówką jest prawo, finanse, zarządzanie. Psychologia by była, gdyby nie wąskie gardło. Czyli kierunki, które (przynajmniej w teorii) dają dobrą pracę.
          No chyba jeszcze politologia jest dość masowa. Kiedyś była moda na pedagogikę, to były czasy dla pedagogów, nie było ich tak dużo, więc habilitowanych prywatne uczelnie brały jak świeże bułeczki. Ale tylko parę lat. Skąd się ta moda wzięła nikt chyba nie wie.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka