Dodaj do ulubionych

Lucullusi i truciciele - subiektywny ranking

13.06.10, 10:18
Co jakiś czas mam ochotę wyrwać się z kieratu codzienności i miast pichcić w
domu niedzielny obiad udajemy się całą rodziną, często też z naszymi gośćmi do
restauracji, oberży, gospody, karczmy, zajazdu na świąteczny posiłek.
Zwykle korzystamy ze sprawdzonych miejsc i dań, ale czasem warto przerwać
monotonię przyzwyczajeń i na zasadzie eksperymentu lub polecenia spróbować
jadać gdzieś indziej.

Proponuję wymianę doświadczeń - GDZIE i CO mozna w Poznaniu i okolicy dobrze i
zdrowo zjeść, a które miejsca i dania należy omijać, o ile nie chce się
spędzić reszty dnia w toalecie lub co gorsza na ostrym na Lutyckiej.
Liczy się klimat wnętrza, poziom obsługi oraz koniecznie danie lub dania jakie
mozna polecić na podstawie własnych doswiadczeń.
Jednoczesnie mozna przy okazji napięnować tu trucicieli, tych, którzy
najwyraźniej rozminęli się z kulinarnym powołaniem.

Słowem szukam typów - miejsca i potrawy, które sam ktoś wypróbował i może z
czystym sumieniem polecić entuzjastom uczt Lucullusa oraz namiarów na te
przybytki gastronomiczne, które mozna zarekomendować jedynie potencjalnym
samobójcom lub niewybrednym żarłokom o strusich żołądkach.

Zapraszam.
Obserwuj wątek
    • mapo0 Re: Lucullusi i truciciele - subiektywny ranking 13.06.10, 16:49
      Tu podeszli do tego tematu profesjonalnie:
      zjescpoznan.blogspot.com/
      Smacznego i napisz co wybrałaś i czy smakowało!
      Mogę powiedzieć, że Taste Barcelona jest OK
      • conena Re: Lucullusi i truciciele - subiektywny ranking 13.06.10, 18:41
        to samo chciałam zalinkować:-) ten blog jest świetny.
        • wuzet21 Re: Lucullusi i truciciele - subiektywny ranking 13.06.10, 20:17
          Polecam restaurację "Szafoniera" w Puszczykowie - taką golonkę, jaką
          tam przyrządzają (po bawarsku), to istne niebo w gębie (tutaj narażę
          się wegeterrorystom, ale co mi tam...)
          • lili_marleen Golona 15.06.10, 06:42
            wuzet21 napisał:

            > Polecam restaurację "Szafoniera" w Puszczykowie

            Dobra golonka warta pół królestwa. Trochę mam daleko do tego Puszczykowa, ale
            wyśmienity ajsbajn nęci.
            • dziodu Re: Golona 15.06.10, 08:25
              Najlepsza golonka to w Łubowie (jadąc na Gniezno, na rondzie jest lokal, bodajże
              "Karczma"). Za każdym razem jak jadę lub wracam z Bydzi lub Trójmiasta -
              obowiązkowy postój. Szkoda tylko, że to już kawał za Poznaniem.
              • lukask73 Re: Golona 06.09.10, 12:09
                > Najlepsza golonka to w Łubowie
                > Szkoda tylko, że to już kawał za Poznaniem.

                W przyszłym roku to będzie 20 minut samochodem od granic miasta.
                • Gość: mapo Oby :) IP: *.icpnet.pl 09.09.10, 21:29
                  Oby tak było :) Ciekawe czy zrobią S5 na czas.
            • Gość: x dawno temu przymocowywano kość od golonki IP: *.unitymediagroup.de 16.06.10, 21:23
              do zelówek i można było zimą ślizgać się po lodzie. Podobno stąd nazwa Eisbein.
              Jest jeszcze Haxe, Surhaxe. Ja lubię gesottene Surhaxe mit Kartoffelpuree und
              frisch geriebenen Kren. ;)
    • lili_marleen Re: Lucullusi i truciciele - subiektywny ranking 13.06.10, 20:17
      Conena i Mapo wysyłacie mnie na łatwą i prostą ścieżkę proponując skorzystanie z
      gotowca. Mnie tymczasem zależy na Waszej innych kolegów opinii oraz choćby
      skrótowego opisu doznań kulinarnych wyniesionych z przybytków Poznania i okolic.

      Zatem zacznę pierwsza. Nie będę oryginalna, ale doznania mam całkiem świeże,
      albowiem odwiedzilismy dzis w ramach niedzielnej uczty restaurację na poznańskim
      Morasku, a imię jej - Hacjenda.

      W zasadzie to gospoda jednego zestawu dań - niczego innego nie tam polecam bo
      niewielki wybór i nieciekawe menu - tylko czernina i kaczka po poznańsku.
      Restauracja składa się z dwóch sal plus mały wybieg na dworze gdzie przy ładnej
      pogodzie można rozkoszować się, prócz konsumpcji świeżym powietrzem. Pierwsza
      sala urządzona w miarę stylowo, druga - cóż przypomina zaadoptowaną na
      jadłodajnie szklarnię gdzie człowiek czuje się nieco jak na wiejskiej stypie.
      Ludzi opór - gdyby nie wcześniejsze zamówienie stolika zapewne nie załapalibyśmy
      się dziś tam na obiad.

      Po złożeniu zamówienia ładna kelnerka dość sprawnie i szybko przyniosła nam
      wybrane napoje i czarki z czerniną. Rewelacyjna, lekko kwaskowa zupa z
      pływajacymi weń kluseczkami oraz kawałkami kaczych podrobów (żołądki) - idealna
      na przygotowanie trzewi do właściwej uczty dania głownego.
      Po nasyceniu pierwszego głodu ta sama powabna kelnerka z pomocą koleżanki
      jednocześnie ( co bardzo ważne) nam wszystkim podała zamówioną kaczke po
      poznańsku. Na wielkim talerzu przede mną złociła się zarumienioną skórką połowa
      wspomnianego ptaka otoczona pieczonymi jabłkami, obok niej prężyły się dwie
      olbrzymie pyzy - niczym dorodny biust ulubionej modelki Rembrandta. Do tego
      koniecznie trzeba zamówić zasmażaną kapustę modrakową i sos z tejże pieczonej
      kaczki. Mięso - co ważne w przypadku drobiu - łatwo odchodziło od kości, było
      delikatne i sprężyste, skórka niezbyt tłusta, krucha, dająca się łatwo oddzielić
      od mięsa. Pierwsze wrażenia tylko potwierdziły to co było na końcu - objedliśmy
      się nieprzyzwoicie, przy czym obżarcie to wywołało błogostan , a nie jak to
      nieraz bywa - uczucie ciężkości i ospałość.

      Podsumowując - zapłaciliśmy ok 80-90 zł od łebka, lecz uczta była warta tej
      daniny. Mimo dość nieklimatycznego wnetrza rozkosze podniebienia rekompensują tę
      ułomnosć lokalu. Obsługa OK - sprawna, miła i szybka, mimo obłożenia restauracji
      klientelą. Nigdzie nie jadłam tak dobrze przyrządzonej pieczonej kaczki. Polecam
      wszystkim, którzy cenią takie tradycyjne smaki.
      • kiks4 Re: Lucullusi i truciciele - subiektywny ranking 14.06.10, 09:25
        lili_marleen napisała:
        Nigdzie nie jadłam tak dobrze przyrządzonej pieczonej kaczki. Polecam wszystkim,
        którzy cenią takie tradycyjne smaki.

        Smak pieczonej kaczki z jabłkami, pyzami i czerwona kapustą w Hacjendzie
        doceniam od lat 70-tych ubiegłego wieku. Poprzedni właściciele mieli znakomity
        pomysł na deficyt mięsa i jego racjonowanie także dla restauracji. Po prostu
        daleko za miastem (osiedli piątkowskich jeszcze nie było) założyli hodowle
        kaczek i przy niej skromna restaurację. Doprowadzona do perfekcji technologię
        pieczenia przejęli nowi właściciele i chwała im- nic nie spieprzyli, oczywiście
        kaczek już nie hodują. Mając gości z zagranicy najczęściej tam ich prowadziłem
        nie bojąc się ryzyka. Trochę egzotyczne było zamykanie restauracji 0 21-szej,
        zwłaszcza dla Hiszpanów, którzy o tej godzinie wychodzą dopiero z domów do miasta.
        Przy okazji dowiedziałem się, że Hacjenda po hiszpańsku znaczy gospodarstwo i
        wymawia się "asjenda", przy czym "s" trzeba zaseplenić wysuwając język i
        przyciskając go do górnych zębów.
        Ale jak zwał- tak zwał- kaczki nie mają konkurencji.
        • lili_marleen Re: Lucullusi i truciciele - subiektywny ranking 15.06.10, 07:05
          kiks4 napisał:
          > Mając gości z zagranicy najczęściej tam ich prowadziłem
          nie bojąc się ryzyka.

          Z etranżerami to jest zaiste kłopot. Zapraszasz takiego do restauracji,
          pilnujesz by wybrał z menu jakieś bezpieczne żarcie, a on ku twej rozpaczy pyta
          kelnerki o cos takiego typowo polskiego. No i pada propozycja - flaki.
          Już sama melodia, brzmienie tego słowa:

          F-L-A-K-I

          u twojego auslendera budzi eksploracyjne żądze i nie bacząc na twe protesty
          wyrażane mimiką całego ciała przyjmuje tę fatalną propozycję. W trakcie
          konsumowania tej staropolskiej nalewki nasz gosć, któremu to to autentycznie
          smakuje, pyta a z czego w zasadzie robi się to wykwintne danie. Wykrecasz się
          jak możesz od odpowiedzi, ale innostraniec naciska - Please, tell me!
          No to przyparty do muru mówisz - No wiesz, jest taka sobie krowa i ona ma kilka
          żołądków...
          Nawet nie kończysz zdania albowiem twemu gościowi dotychczasowy zapał do
          jedzenia zamówionego dania nieodwracalnie mija.
      • conena Re: Lucullusi i truciciele - subiektywny ranking 15.06.10, 10:02
        już nie bądź taka surowa (nomen omen) dla nas;-)

        nie wiem czy jeszcze istnieje knajpa z jedzeniem hinduskim na ulicy Ratajczaka,
        jeżeli jeszcze jest to myślę, że warto się tam wybrać. jedzenie zaskakujące i
        smaczne, spełniające wyobrażenia o hinduskiej kuchni i bez nachalnego bukietu
        polskich surówek. obsługa zorientowana w daniach. klimat miejsca jest
        najsłabszym punktem, knajpa jest piwniczna, mała, dymiące półmiski zagęszczają
        atmosferę. dosyć drogo, ale do przeżycia.
      • mapo0 Re: Lucullusi i truciciele - subiektywny ranking 15.06.10, 21:34
        No to wysyłam Cię do Taste Barcelona. Jedzonko smaczne, wystrój OK:) gorzej z otoczeniem (stary browar). Zapłaciliśmy około 50 zł za obiad od osoby złożony z ichniego chłodnika gaspacho (pycha) i czegoś tam na drugie z mięsem. Smakowało.
      • marek.es Re: Lucullusi i truciciele - subiektywny ranking 13.08.10, 12:41
        Najlepsze restauracje mają krótką kartę dań.Jeżeli menu przypomina
        książkę, to raczej nic ciekawego nas nie czeka.Chyba,że to lista
        składników, a z kucharzem ustalisz co z tego ugotuje (ale nie znam w
        Poznaniu takiej restauracji). Kiedyś takie fanaberie realizował
        p.Stefan w Vallpolicelli.Każda restauracja ma swoje danie popisowe.
        Pamiętasz hasło-golonka? Odzew-bistro Krakus (św.Marcin). Hacjenda
        zawsze kojarzyła mi się z kaczką,pyzami i modrą kapustą.Co do
        zakwaszonej krwi, to nie dałem się przekonać.Nie jadam sushi. Danie
        przyrządzone z zamrożonej ryby jakoś mnie nie pociąga. Jak gdzieś
        zasłyszałem, sushi wszyscy lubią, tylko mało komu smakuje.Może w
        Japonii byłoby inaczej.Na deser polecam lekturę książki Kill Grill-
        restauracja od kuchni. Autorem jest Anthony Bourdain. Co do innego
        Twojego wątku, to wolę niemiecki "ordnung" w parkowaniu, niż nasze
        chamstwo.
        • lili_marleen Re: Lucullusi i truciciele - subiektywny ranking 13.08.10, 19:54
          marek.es napisał:

          > Co do innego
          > Twojego wątku, to wolę niemiecki "ordnung" w parkowaniu, niż nasze
          > chamstwo.

          Tylko ta niemiecka akuratność, która może budzić zazdrość i podziw wśród
          przyjezdnych jest dla kogoś mieszkajacego tam przez dłuższy czas nudna jak flaki
          z olejem. Mam takie porównanie z ogrodem. Ideałem jest ponoć ogród angielski z
          równo przystrzyżoną trawą, wysypanymi grysem ściezkami, z formowanymi nozycami
          wyselekcjonowanymi krzewami i drzewami. Bardziej pociągajacy jest jednak ogród
          nieco zapuszczony, gdzie obok roslin szlachetnych rosną też samosiejki a trawa
          mieni się zagnieżdżoną koniczyną, żółtym mleczem czy stokrotką. Tak jest w
          Polsce - tu na pewno zyje się na niższym poziomie niż w Reichu ale jakże
          ciekawiej.
          • mapo0 Re: Lucullusi i truciciele - subiektywny ranking 13.08.10, 21:55
            Zgadzam się w 100% co do Twoich obserwacji z Niemiec. Niemiecki Ordnung, choć wygodny i syty, to nudny, czasem nawet męczący. Nasz kraj jest po prostu ciekawszy, i myślę, że w czasach transformacji daje bardzo wiele szans i okazji. Jest jedno ale: trzeba tutaj w Polsce osiągnąć pewien przyzwoity poziom życiowy, który choć jest w zasięgu dla coraz więcej Polaków, to wciąż nie dla wszystkich. Ale wszystko idzie w dobrą stronę. Jak zbudujemy drogi, to w ogóle będzie extra. Choć, z drugiej strony, w Niemczech są one bezpłatne, a my musimy bulić za zboże.
            • Gość: Do mapo0 Re: Lucullusi i truciciele - subiektywny ranking IP: *.versanet.de 13.08.10, 23:00
              Ubawiles mnie mapo az do lez,ze ryje sie az do tej chwili z Twojego
              nieuzasadnionego optymizmu.Oczywiscie,masz do tego pelne prawo i nalezy to
              uszanowac.Kundlujesz sie do Lili jak maly Taksio i wyglada na to,ze probujesz
              sie "zalapac" na swatowanie,hehe.Musze Cie zmartwic,zwykla wymiana
              pogladow,dwojga doswiadczonych przez zycie osob i nic wiecej.Co do Twego
              optymizmu:musisz zjesc jeszcze wiele soli z roznych zup(kopalnia)aby ten temat
              lyknac i przetrawic.Oczywiscie,w wielu punktach zgadzam sie z Lili,lecz Ona
              doswiadczyla tylko zlej strony medalu i miala wielkiego pecha.Radze Ci tak
              szczerze,sluchaj bardzo dokladnie wypowiedzi ekonomisty Krzsztofa
              Rybinskiego,ktory jest dosc bliska nam osoba i wtedy smigniesz patrzaly na
              szerokosc telebimu.Ten facet ma jaja i kuma co sie stanie w najblizszej
              przyszlosci.Trzeba byc naprawde slepcem,aby tego nie widziec i zyc na kredyt z
              pelnym wiktem.Pozdrawiam Ciebie jak i Lili,choc nie jestem tym,za kogo mnie masz.
              • Gość: mapo Re: Lucullusi i truciciele - subiektywny ranking IP: *.icpnet.pl 13.08.10, 23:33
                Nie zgadzam sie, przedstawiam swoje obserwacje zza Odry, gdzie kilka razy w roku bywam i z kraju nad Wisłą. Z moich obserwacji najbardziej na Polskę narzekają emigranci, których tutaj w praktyce nie ma, i nie są w stanie obiektywnie ocenić. Oczywiście jest to spowodowane chęcią podniesienia siebie na duchu. Tymczasem imigracja to zawsze imigracja, nigdy nie jest się u siebie, ani też nie osiąga się takiego poziomu jak równorzędni (wykształceniem, wiedzą, doświadczeniem, wiekiem) tubylcy.
                • Gość: Do mapo0 Re: Lucullusi i truciciele - subiektywny ranking IP: *.versanet.de 14.08.10, 00:37
                  Widzisz mapo,jestem tak ugodowa szuja,ze przyznam Ci racje,ale tylko w punkcie
                  Waszych emigrantow.Reszta jest kompletna bzdura i nie poparta zadnymi
                  dowodami."Stary" uogolniasz temat nie wiedzac kim jest ten delikwent z ktorym
                  prowadzisz konwersacje i jaki ma status narodowosciowy.To ,ze smigam po
                  slowiansku wcale nie swiadczy,ze nim jestem.Teraz co do Waszych
                  rodakow:uwierz,mamy naprawde mase Twoich ziomkow w swoim sasiedztwie i stoja
                  pare polek wyzej niz nazwani przez Ciebie tubylcy.Zadno z nich nie ma na czole
                  napisane,ze sa z za Odry.Ludzie pieknie mowiacy po germansku i tak operatywni,ze
                  sama Angela by nie wykumala z jakiego Landu pochodza.Zaintegrowali sie cudownie
                  i chwala im za to, bo Ojczyzna jest tam,gdzie jestes szanowany,doceniany i zyjac
                  jak Bozia przykazala w swoim krotkim choc nie zawsze zasranym zyciu.No coz,zaraz
                  pewnie bedziesz przytaczal slowa o patryjotyzmie i innych narodowosciowych
                  zobowiazaniach,lecz tym sie przejmuja tzw.nieudacznicy zyciowi i frajerzy.Zyj
                  dale z tym Twoim optymizmem i ani sie ogladniesz jak zycie przeleci w stagnacji
                  i pukniesz sie w banke co ja wtedy pierdzielilem.Nie gniewaj sie,ale dalsza
                  dyskusje uwazam za bezsensowna.Wiec Bywaj Sz.mapo i trzymam za ciebi kciuki!
        • Gość: mapo Re: Lucullusi i truciciele - subiektywny ranking IP: *.icpnet.pl 14.08.10, 15:57
          A według mnie jeszcze dobre restauracje nie mogą mieć dużo klientów. Bo wtedy robią wszystko w pośpiechu i byle jak, byle tylko obsłużyć klientów. W temacie pizzy i dań włoskich polecam Sorellę! Ceny mają niewygórowane, a dania naprawdę smaczne. Zdecydowanie odradzam Mexicana, odkąd zaczęły tam walić tłumy wszystkie dania smakują tak samo i nie są dobre.
    • lili_marleen Re: Lucullusi i truciciele - subiektywny ranking 14.06.10, 07:24
      Teraz coś niepochlebnie.

      W załaczonym przez Conenę i Mapo przewodniku po poznańskich knajpach znalazłam
      wzmiankę o "greckiej" restauracji Myconos na placu Wolnosci. Nie podzielam
      zachwytów nad tym przybytkiem.

      Po któryś kolejnych greckich wakacjach postanowilismy dla podtrzymania wspomnień
      wybrać się tam na obiad. Wzięliśmy suvlaki i musakę. Cóż - zawsze uważałam, że
      każda podróbka jest zawsze gorsza niż oryginał, co sprawdza się i w tym
      przypadku niestety. Na Zachodzie restauracje greckie, włoskie, indyjskie,
      chińskie, tureckie prowadzą z reguły imigranci z rzeczonych krajów i smakując
      tamtejsze dania czuć rekę mistrza genetycznie związanego z miejscem narodzin
      danej potrawy. W Mykonosie, mimo, że właściciel najwyraźniej się przejął i
      zadbał o wystrój wnętrza - brak niestety klimatu greckiej tawerny. Zamówione
      dania bardziej przypominały odpowiednio coś na kształt leczo i szaszłyków
      oferowanych w przydroznym barze leśnym na trasie Poznań - Piła niż rarytasy do
      jakich przyzwyczaiła nas słoneczna i leniwa Hellada.

      Mykonosa nie polecam - no chyba, że ktoś nigdy nie był w Grecji i tym ersatzem
      chciałby zaspokoić swoje snobistyczne tęsknoty.

      • mapo0 Re: Lucullusi i truciciele - subiektywny ranking 14.06.10, 08:39
        Skoro tak piszesz, to na pewno tak jest. Mykonos snobuje i ceny
        zwyżkuje.
        Od czasu do czasu jadam w greckim bistro "Meze" na Ratajczaka lub
        Szkolenej. Jedzonko wyborne, ale inne niż jadałem w Helladzie. W sumie,
        to nawet lepsze niż tam :-) Szef kuchni ponoć jest Grekiem. Może
        spróbuj tam?
        • dziodu Re: Lucullusi i truciciele - subiektywny ranking 14.06.10, 09:10
          "Mykonos", owszem drogi i nieco ostatnim czasem snobistyczny, ale jeszcze nie ma
          tragedii jeśli chodzi o smaki. Odwiedź proszę Lili "Pireusa" (róg Gąsiorowskich
          / Głogowska) , który mieni się grecką tawerną - tam dopiero będziesz mogła
          spróbować, jak można zepsuć najprostsze greckie potrawy. O wiecznie
          naburmuszonej i obrażonej na cały świat obsłudze litościwie nie wspomnę.
          @mapo0 - nie wiem czy Meze i Mykonos to nie ten sam właściciel (jeśli się mylę
          to niech ktoś poprawi)z tym , że Meze ma być z założenia barem na szybko z
          przekąskami - jak sama nazwa wskazuje ;)
          • lili_marleen Re: Lucullusi i truciciele - subiektywny ranking 15.06.10, 07:13
            dziodu napisał:
            > Odwiedź proszę Lili "Pireusa" (róg Gąsiorowskich/ Głogowska) , który mieni się
            grecką tawerną - tam dopiero będziesz mogła spróbować, jak można zepsuć
            najprostsze greckie potrawy.

            Oj byłam, byłam. Makabra. Dokładnie tak jak piszesz - poza nazwą nie rózni się
            wiele od geesowskiej jadłodajni. Odradzam - chyba, że ktoś lubi gastronomiczy
            hard core.
          • mapo0 Re: Lucullusi i truciciele - subiektywny ranking 06.09.10, 09:13
            Według mnie w Meze mimo niższych cen jednak smaczniejsze jedzenie niż w Mykonosie. Bogatsze w
            warzywa dania. W Mykonosie za to bardziej restauracyjna atmosfera, miła i staranna obsługa, panie
            kelnerki bardzo się starałem. Słyszałem, że kiedyś był ten sam szef kuchni Grek w Meze i w Mykonosie,
            ale jakoś się pożarli i ten Grek jest już tylko w jednym z tych 2 przybytków. Ale nie wiem którym z nich.
            Być może slogan reklamowy "My nie udajemy Greka" na szybie Meze, to docinek względem Mykonosa
            po odejściu greckiego szefa kuchni?
    • Gość: x podczas coraz rzadszych wizyt w P-niu IP: *.unitymediagroup.de 14.06.10, 09:57
      zaglądam b.chętnie do Elite Bistro na Strzeleckiej tam, gdzie kiedyś był Santos.
      Fantastyczne domowe jedzenie, potrawy rzadko spotykane gdzie indziej, np. moje
      ulubione ozorki w sosie chrzanowym czy sztuka mięsa. Ta ostatnia konkuruje z
      wiedeńskim Tafelspitz.
      Zdarzało się, że zaglądałem tam jednego dnia na obiad i na kolację. Szkoda, że
      zamykają o 20.
      Wiem, co piszę, z niejednego gara jadłem.
      Hacjendę też mile wspominam, ale poza kachuchą nic nie ma :(
      Ponadto z Elite nie muszę wracać samochodem do chaty, taryfy i bimba pod nosem.
      • lili_marleen Re: podczas coraz rzadszych wizyt w P-niu 15.06.10, 07:16
        Gość portalu: x napisał(a):

        > Hacjendę też mile wspominam, ale poza kachuchą nic nie ma :(

        Tak potwierdzam, Hacjenda to knajpa jednej wyśmienitej potrawy. Poza kaczką
        roztacza się już tylko kosmiczna pustka.
    • lili_marleen Sushi 15.06.10, 07:43
      Ten rodzaj potraw ostatnimi czasy zapełnił kulinarny świat naszych rodzimych
      snobów-japiszonów. Ta póki co nieprzemijająca moda na to orientalne żarcie
      wzbudza we mnie mieszane uczucia.

      Po pierwsze - zajadamy się tym jak nie przymierzając chlebem powszednim. Jak
      chce ktoś w towarzystwie nie wyjść na prostaka to gorąco zapewnia że każdy
      "lancz" to u niego sushi. Takie deklaracje czynią kogoś takiego od razu
      członkiem eksluzywnego klubu sushi-codzienno - żerców.

      Po drugie jakość serwowanej potrawy mówiąc delikatnie pozostawia wiele do
      życzenia. W powstających jak grzyby po deszczu poznańskich sushi barach podaje
      się zwykle towar rozmrażany co jest profanacją samą w sobie. Mięso traci
      charakterystyczną sprężystosć, a smak też pozostawia wiele do życzenia w skutek
      masowego stosowania środków konserwujących co w ogóle już zaprzecza idei tego
      japońskiego żarcia.

      Po trzecie wreszcie fascynaci tej potrawy, którą sami Japończycy jadają raczej z
      rzadka, jakby zapomnieli, że nawet kiepski autentyk jest zawsze lepszy od
      najlepszej kopii. Za komuny oferowano w knajpach śledzie a la łosoś - w tym
      polskim sushi widzę kontynuację tej tradycji

      • kiks4 Re: Sushi 15.06.10, 10:10
        lili_marleen napisała:

        > Ten rodzaj potraw ostatnimi czasy zapełnił kulinarny świat naszych rodzimych snobów-japiszonów.

        Tę modę promował kilka lat temu nasz rodzimy magister elegantiarum Kazimierz Marcinkiewicz, który w jednym z wywiadów użalał się nad sobą, że: człowiek tak jest zapracowany, że niema czasu wyskoczyć na sushi
    • lili_marleen Truciciel 15.06.10, 18:58
      Gospoda Młyńskie Koło Poznań-Antoninek.

      Początki były piekne. Bardzo ładnie połozony lokal otoczony zielenią, ze stawem
      i duzym parkingiem. Budynek w stylu klasycznej austerii ze ścianami z bali
      drzewnych, dach kryty gontem, wewnątrz też taki fajny oldskulowy klimat. Po
      otwarciu karty dań zaskoczenie - nazwy potraw podane w gwarze poznańskiej! Są
      nawet ślepe ryby z myrdyrdą! Myślę - nareszcie cos dla nas!

      Mój stary słusznej postury harpagan z grupa krwi zero walnął sobie od razu
      półmisek trzech rodzajów mięs, a ja z racji upodobań ornitologicznych kaczkę po
      poznańsku. Do tego wzielismy pyry smażone i jakąś surówkę - kapusty modrej nie było.
      By umilić nam czas oczekiwania na realizację zamówienia obsługa podała nam chleb
      ze smalcem - autentycznie pyszny, świezy, jakby własnoręcznie pieczony.

      Na tym jednak koniec zachwytów. Ogromny półmisek chabasów jakie zamówił mój
      stary były jakby z deka odświeżane w mikrofalówce i to kilkakrotnie, pyry chyba
      z siedem razy odgrzewane, takie gumowate, a surówka jakaś podejrzanie zmęczona.
      Mój ptak - cóż ten z Hacjendy to orzeł przy wróblu - nie dość, że kaczka jakaś
      prawie bezmięsna ( jakby wersja dla wegetarian) to jeszcze twarda jak podeszwa.
      Niewiele zjadłam - na szczęście, jak się potem okazało.

      Obsługa dosć leniwa, długo się czekało nawet na zwykle podawane na początku
      napoje. Nawet zapłacenie rachunku ( słonego, oj słonego) trzeba było finalizować
      za kontuarem albowiem kelnerke jakos wywiało na dłużej poza zasięg naszej percepcji.

      Po powrocie do domu - mój stary dosć nerwowo się zachowywał jeszcze w aucie,
      póki nie zamknął się w toalecie. Z odgłosów i westchnień stamtad dochodzących
      mozna było sie zorientować, że półmisek mięsiwa nie podziałał łagodnie na jego
      przewód pokarmowy.

      Cóż, pozory mylą, a mogło być tak pieknie...
      • kiks4 Re: Truciciel 15.06.10, 19:58
        Ja wiedziałem, że tak będzie, gdy tylko zacząłem czytać twojego posta.
        Niestety- samo położenie restauracji nie zastępuje kuchni. A tak na prawdę to
        już sam wygląd zewnętrzny powinien budzić niepokój- góralska chata w Poznaniu na
        kilometr trąci kiczem, więc i po wnętrzu nie można zbyt wiele oczekiwać. Byłem
        tam dwa razy i to dość dawno, więcej nie będę.
    • lili_marleen Cymes czyli szmonces 16.06.10, 07:53
      Knajpa żydowska Cymes. Ten przybytek to jakiś żart.
      Lokal połozony w sercu Poznania przy ul. Woźnej.

      Skuszona orientalną nazwą udałam się tam ze znajomymi na posiłek. Wnętrze dosć
      ciasne, urządzone wg gustu właściciela "po żydowsku" czyli menory, jakieś inne
      judaiki na ścianach i najsmieszniejsze - kolekcja sztućców z fohmarku zawieszona
      w starej ramie. Menu też poprawia humory - najzabawniesze Gęsie Pipki. Owo danie
      chcielismy nawet zamówić, ale kelnerka o przaśnej mazowieckiej urodzie ( taki
      ideał wdzięku kolejnych ideologów rodziny Giertychów ) odradziła nam ten
      przysmak - ze lepiej nie. No to cóż - szukamy dalej. Ostatecznie wzięlismy
      naleśniki z serem bodaj "pejsachowe" i "kugle" ziemniaczane z sosem z bodaj
      pieczarkowym.
      Nalesniki - jak naleśniki, bez szału, ale w miarę dobre. Owe "kugle" - cóz, ktos
      przesadził z maką ziemniaczaną i naruszył ich przepisową zwięzłosć.

      Summa summarum - potwierdza się stara prawda, iż najlepsze żarcie żydowskie
      robią Żydzi, chińskie - Chińczycy a greckie najlepiej smakuje w atmosferze bryzy
      z morza egejskiego. Innymi słowy dla żartu poszliśmy do knajpy nazwanej żydowską
      i sami staliśmy się ofiarami żartu właściciela.
      • Gość: rosenkrantz Re: Cymes czyli szmonces IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 01.07.10, 20:37
        Patrzcie! Żydowskie się jej nie podobało!
        No cóż... antysemityzm wysysa się z mlekiem matki! :-)
        (...gdy nuciła karmiąc - "Lilly Marlen"...)
        • Gość: Do moska Re: Cymes czyli szmonces IP: *.versanet.de 01.07.10, 20:52
          Tej mosiek! Trzym fason,wpierdzielaj mace,odpierdziel kadisza a od Lili na
          Wzgorza Golan!!
          • Gość: rosenkrantz Re: Cymes czyli szmonces IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 01.07.10, 21:42
            Macę wpie...m równo! (Bo muszę!)
            Lily spokoju nie dam, póki nie wyniesie się do DDR, albo choćby na
            Śląsk, czy inne Mazury. Optymalnie by było, gdyby lajsnęła sobie
            krótkie skórzane spodnie na szelkach i popisała się czystym
            jodłowaniem (Jodl)

            Polska dla Poznaniaków! :)
            • Gość: Do moska Re: Cymes czyli szmonces IP: *.versanet.de 01.07.10, 22:26
              Cos mi sie wydaje mosku,ze ty jestes odrzut z Getta.Czasy ci sie POpier.dolily i
              zyjesz komuna.Mur padl w 89 r.a ty o DDR-ach jak zacietrzewiony Stasi.Z lili
              taki germaniec,jak ze mnie Bill Gates,wiec mozesz sobie POmarzyc o Jej wyslaniu
              na banicje.Co do jodlowania,to pewnie lepiej by ci to wyszlo po obrzezaniu i z
              kadiszowym refrenem.Polska dla Poznaniakow-wiec co ty tam robisz pejsiaku w
              Pyrlandowie?? Pewnie bylbys bialym krukiem w skansenie z gwiazda
              piecioramienna.Wykop se sabil i lyknij pare lykow to mozgownice przewietrzysz.
            • lili_marleen Re: Cymes czyli szmonces 03.07.10, 09:41
              Gość portalu: rosenkrantz napisał(a):
              > Polska dla Poznaniaków! :)

              Taaaaa, a Ziemia dla ziemniaków, a Księżyc dla księży...
    • lili_marleen Tylko czemu Bumerang? 16.06.10, 20:03
      Teraz czas na bary.
      W Kiekrzu, mniej wiecej na wysokosci koscioła jest pierogarnia Bumerang.
      Zachodzę w głowę nad związkiem tej nazwy z profilem tego przybytku, ale do
      rzeczy. Jak na bar przystało - w zasadzie o klimacie tu nie może być mowy. Tu
      się nie spędza miło czasu tylko się zamawia i najlepiej bez chwili zwłoki
      dostaje to co ma nam szybko zapełnić pusty żołądek, się płaci i się odjeżdża.
      Innymi słowy - dobrze, że chociaż jest gdzie usiąść.

      Zwykle obawiam sie takich przybytków, albowiem wymagania jakie sobie stawia
      właściciel i standardy jakich spodziewa się potencjalny klient są z reguły
      zgodne czyli równie niskie. Tymczasem miła niespodzianka. Mimo siermiężnej
      fasady w karcie dań chyba ze trzydzieści różnych rodzajów pierogów. Prócz tych z
      mięsem (różne rodzaje) i tych z kapustą i grzybami są jeszcze z owocami, rybne,
      warzywne - no i oczywiście ruskie.

      Miałam problem z decyzją, miła pani poradziła wziąć mieszankę co też uczyniłam.
      Po niedługim czekaniu otrzymałam ładnie podane 21 (!!!) dymiących pierogów
      róznego autoramentu. Ciasto takie jakie lubię - al dente, sprężyste,
      nierozłażące się. Farsz też za każdym razem doskonały. Od razu widać, że nie
      idzie się tu na łatwiznę i nie podaje pierogów z paczki tylko są robione
      wcześniej przez kogoś kto zna się na rzeczy. Muszę przyznać, że zaskoczyła mnie
      ta pierogania bardzo pozytywnie, albowiem ten rodzaj potraw łatwo spieprzyć a
      dobrego kucharza poznać również po tym czy umie zrobić dobre pierogi. Te w
      Kiekrzu sa wyśmienite.

      Nie byłam w stanie zjeść wszystkiego. Resztę zapakowano mi do domu. Pierogarnia
      prowadzi także sprzedaż na wynos, również z dowozem.
      Jak na bar, w zasadzie przydrożny - ceny nie są jakoś specjalnie niskie, ale
      zapewniam warto dać te niecałe 40 zł za 21 pysznych pierogów.
      • Gość: x a wiesz co robi bumerang? IP: *.unitymediagroup.de 16.06.10, 21:14
        powraca!
        więc i Ty kiedyś wrócisz do tej pierogarni;)
      • Gość: V kolumna Re: Tylko czemu Bumerang? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 01.07.10, 21:47
        Lili! Q...a! Uważaj!
        Jako "posiadająca odpowiednie korzenie" winnaś wpie...ć Eisbein z
        kapuchą (Kohl)! Wara Ci od pierogów! Jak by Cię dopadł Goebels....
        I nie oglądaj się za Murzaami i Arabami! To nic, że przystojni! Masz
        być czysta rasowo!
        • lili_marleen Re: Tylko czemu Bumerang? 03.07.10, 09:38
          Gość portalu: V kolumna napisał(a):

          > Lili! Q...a! Uważaj!
          > Jako "posiadająca odpowiednie korzenie" winnaś wpie...ć Eisbein z
          > kapuchą (Kohl)!

          Tobie najwyraźniej brakuje jakichkolwiek korzeni - być może stad ta frustracja.
          BTW - Kohl to Hasefutter lub nazwisko kanclerza, a Eisbein jada się mit Sauerkraut
      • umultowianka Re: Tylko czemu Bumerang? 01.07.10, 22:13
        Drugi bumerang jest w Złotnikach przy lotosie naprzeciwko Nickel
        Technology Park, ruskie wypasior, inne które próbowałam, w tym
        Triolka (zestaw trzech pierogasów), mmmmmmmmmmm
        Hacjenda mmmmmmmmmm
        • mapo0 Re: Tylko czemu Bumerang? 02.07.10, 09:11
          Nie ma to jak pierogi ruskie, nie, kolezanko Lubelanko :)?
          • lili_marleen Re: Tylko czemu Bumerang? 03.07.10, 09:46
            mapo0 napisał:

            > Nie ma to jak pierogi ruskie...

            Kiedyś byłam na jakimś kabarecie, a było to jeszcze za komuny. Satyryk w pewnym
            momencie wyszedł niosąc przed sobą transparent: NIE LUBIĘ RUSKICH... Sala
            zamarła. Po chwili go odwrócił i na rewersie było napisane ...PIEROGÓW.

            Dziś pewnie by taki dowcip nie został nawet zrozumiany...
            • Gość: Do LILI Re: Tylko czemu Bumerang? IP: *.versanet.de 03.07.10, 10:16
              Lili,co Ty pierdykasz? Przeciez to bylo na koszulce napisane i moge sie
              mylic,ale bylo to na Tey i Smolen palce w tym maczal.Jezeli sie myle,bo dekiel
              troszke juz przerdzewial,to prosze o skorygowanie.Lili glosuj zgodnie z glosem
              sumienia i madroscia osobista.Basalykow pozdrowilas?
            • mapo0 Re: Tylko czemu Bumerang? 03.07.10, 12:44
              Hehe, dobry dowcip :) Można to przerobić: Ruskie bardzo dobre są....pierogi! :) A napisz mi jeszcze godziny otwarcia tego magic sklepu z super pieczywem w Krzyżownikach pn-pt, sob, niedziela. Dzięki z góry!!!
            • Gość: nie lubie ruskich Dzisiaj mamy ruskiego sadyste za prezydenta IP: 95.108.0.* 11.10.10, 12:52
              www.blogpress.pl/node/5919
              • Gość: mapo Re: Dzisiaj mamy ruskiego sadyste za prezydenta IP: *.icpnet.pl 11.10.10, 18:23
                jaki to ma związek z tematem? wypad na forum "Polityka"
    • Gość: mapo Ach, gdzie ten ranking? IP: *.icpnet.pl 27.06.10, 23:13
      Ach, gdzie tu ten ranking, Lili Marleen?
    • Gość: pau_ Re: Lucullusi i truciciele - subiektywny ranking IP: *.centertel.pl 27.06.10, 23:49
      może nie w Poznaniu, ale bardzo blisko. i na trasie, którą - jak
      sądzę po natężeniu ruchu i rejestracjach - Poznaniacy często
      wybierają.
      Murowana Goślina, restauracja/hotel? Relaks (nazwa stara, obiekt po
      chyba wielu transformacjach nowa). Fantastyczne miejsce, żeby zjeść
      coś po drodze, ale jak ktoś ma fantazję (i mieszka w okolicach
      Piątkowa) warto poświęcić te 20 minut drogi. mam niewielkie
      doświadczenie, ale z całą odpowiedzialnością polecam:
      1. kotlet de volaille z frytkami i surówkami - pychota; mięsko jak
      należy, po przekrojeniu mypływa masło, surówki świeże i pyszne,
      zrobione z tego, co aktualnie króluje w warzywniakach
      2. drobiowe kieszonki - podane PRZEPIĘKNIE, we kurczakowym cycku
      suszone pomidory i gorgonzola, całość okraszona śmietanowym sosem na
      bazie pora, do tego warzywa na parze, dodatki jak się chce
      3. talerz zbójnicki - mięsa grillowane, ziemniaki grilowane i surówki

      Sumując - obiad dla czterech osób (z napojami) - 100 zł; obsługa
      fantastyczna; miejsce świetne. Polecam.
    • lili_marleen French connection 30.06.10, 20:06
      W sercu Sołacza, na skraju Parku Sołackiego zagnieździł się mały przybytek o
      intrygujacej nazwie Francuski Łącznik. Nazwa budzi nieodparte skojarzenia z
      pamiętnym filmem Friedkina i zadaje się, że o to chodziło pomysłodawcom
      przedsięwziecia. Wystrój dość skromy by nie rzec surowy. Jednak klimat jaki
      wytwarza otoczenie Sołacza sprawia, że to raczej nie przeszkadza.
      A teraz do sedna. Lokal serwuje tarty i kisze (quiche)plus jeszcze jakieś
      drobiazgi, ale tych nie próbowałam. Traktuję ten przybytek jak być może inni (
      sorry z porównanie) Mc Donaldsa. Mozna tam szybko coś przekasić - jednak jakość
      tego żarcia ma się tak do serwowanych w słynnym fast foodzie "potraw" jak
      wykwintne danie z hot dogiem pożeranym na ulicy. Nie będę wchodzić w szczegóły -
      niech każdy sam się tam uda i skosztuje - R E W E L A C J A!

      Uwaga - jadanie we Francuskim Łączniku uzaleznia, wiec nieraz specjalnie omijam
      Sołacz by nie skusiło mnie by tam wstąpić.
      Mozna tam dostać też wszystkie te pyszne rzeczy na wynos - co czasem jak nie ma
      czasu by cos samemu upichcić w domu, w pełni zabezpiecza i zadowala głodną
      rodzinę. Nie trzeba też się wstydzić gdy nawiedzą nas niespodziewani goscie i
      spokojnie zaserwować im jakąś tartę lub kiszę z FŁ, a nawet nałgać, że
      zrobiliśmy to sami.

      Polecam z czystym sumieniem, uzależniona Lili.
      • Gość: Do lili Re: French connection IP: *.versanet.de 30.06.10, 20:42
        No i gicio Lili,ze tylko od tego jestes uzalezniona,bo mialem juz migawy,ze
        ksiezycowa i prochy wchodza w rachube.Jeno trzym fason,aby Arsch sie nie
        przeobrazil w zajezdnie autobusowa i zamiast fotela zydel byl na
        topie.Smacznego,choc wole ruskie,ale tylko pierogi.
        • lili_marleen Re: French connection 30.06.10, 22:58
          Keine Angst, mein Kleiner! Mit meinem Rad bin ich viel in Bewegung. Mein Po ist
          schlank ohne Diät.
          • Gość: Do lili Re: French connection IP: *.versanet.de 01.07.10, 17:48
            No moja malutka pyreczko,rozumiem,ze nadajesz w miare czysto po germansku,ale
            wal w ojczystym,bo wiekszosc nie kuma i posadza nas o spisek w Zasrladowie oraz
            zaczna Ci ublizac.Cieszy mnie,ze masz pupcie jak ziarenko kawy i polykasz km.na
            wibratorze,ale jedna prosba do Ciebie.Zwroc szczegolna uwage na kopytniaki, ja
            juz zaliczylem swojego Jelopka na cacy,bo takie to glupie bydle i pewnie chcial
            jechac ramie.Prosze,pozdrow swojego obskuranta i reszte basalykow.Bywaj!
      • Gość: pau_ Re: French connection IP: *.centertel.pl 01.07.10, 22:26
        żenska odnoga Francuskiego Łącznika, podobnie uzależniająca, to
        Femme Fatale przy ul. Matejki (róg Skrytej). do absolutnego
        polecenia! urocze maleńkie miejsce otoczone secesyjnymi kamienicami.
        co do tart - nie wypowiadam się, bo nie jadam słodkiego, ale quiche
        wyborne. do tego tzw. obsługa nie z tej epoki - przesympatyczne
        kobitki, które już przy drugim podejściu traktują człowieka jako
        stałego bywalca, z lekką flegmą, luzem i dystansem do goniącego
        świata. pyszne na miekscu i pyszne na wynos - cudowna przekąska w
        biurowym matriksie i wspaniała alternatywa w stosunku do pizzy na
        telefon, gdy nie chce się gotować.
        • lili_marleen Re: French connection 02.07.10, 08:57
          Gość portalu: pau_ napisał(a):

          > żenska odnoga Francuskiego Łącznika, podobnie uzależniająca, to
          > Femme Fatale przy ul. Matejki (róg Skrytej).

          Trochę mi na Matejki nie po drodze - chociaż to mój rodzinny Łazarz. Narobiłeś
          mi smaku - chyba się specjalnie wybiorę by oddać się rozkoszom nałogu. Dzięki za
          info.
    • lili_marleen Kebap czyli kebab 11.08.10, 23:25
      Paradoksalnie najlepszy kebap jadłam w Berlinie. Niedawno bawiąc w tym mieście
      również nie omieszkałam rozkoszować się tym tureckim smakołykiem. Mam takie
      swoje stare miejsce na Ku-dammie(Kurfürstendamm) gdzie zawsze ten sam siwiejący
      stary Hasan serwuje swoje wypasione jagnięce kebapy. Nawet te echt tureckie,
      spożywane podczas urlopu w Turcji nie umywają się tych berlińskich.

      Nasze kebaby jakie oferują w Poznaniu to niestety ersatz. Te wszystkie Ali Baby
      i inne przybytki - totalna porażka. Mięso przeważnie z kurczaka, kiepsko
      doprawione, suche i nie pierwszej świeżości.
      Jednak byłabym niesprawiedliwa gdybym potępiła w czambuł rodzime odmiany
      tureckich specjałów. Jest jeden bar, w którym można bez strachu przed
      rozczarowaniem zamówić kebab, który będzie do złudzenia przypominał berliński
      kebap. Przybytek ów mieści się na ul. Dąbrowskiego na odcinku między Żeromskiego
      a pętlą na Ogrodach. Byłam, jadłam i jeszcze wzięłam na wynos. Jak zatęsknię za
      Berlinem to jeszcze tam zajrzę. Polecam - jeśli nie kebap w Berlinie to choć
      jego namiastkę na Dąbrowskiego.

      • Gość: Do Lili Re: Kebap czyli kebab IP: *.versanet.de 12.08.10, 00:08
        Lili! tylko i wylacznie Kebab,natomiast co do jakosci to nie masz racji.Jest
        jedno ale,nie jest moim celem obrzydzenie Ci tego tureckiego specjalu,lecz jak
        bys poznala od tzw. kuchni to mysle,ze bys sobie pofolgowala.Cala zielenina nie
        jest myta i jest siekana jak dotarla z gieldy.Mieso,to nie tylko baranina,sa
        jeszcze inne rodzaje.Wiele pozostawia do zyczenia higiena sprzedajacych
        Turasow,ktorzy sa dalecy od europejskich standartow.Sam bylem swiadkiem jak
        szatkowal salate lodowa lacznie ze slimakiem i olal go.Zapierdzielaja do kibla i
        wracaja bez mycia rak do geszeftu wydajac reszte tymi samymi zasyfionymi rekami
        z kibla.Czyli jak twoj kolega-Azja,panie,Azja.Pozdrawiam
        • lili_marleen Re: Kebap czyli kebab 12.08.10, 07:57
          Co do jakości to pewnie wszędzie, w każdym, nawet w stereotypowo czystym
          skandynawskim przybytku znajdziesz taki, który pozostawia wiele do zyczenia.
          Czego oko nie widzi... - wiesz może lepiej dalej niz za ladę czy kontuar nie
          zaglądać? Fakt pozostaje jednak faktem, że kebapem w Niemczech nigdy się nie
          zatrułam i nie znam takiego przypadku, natomiast w Turcji padłam ofiarą klątwy
          sułtana a i w Polsce bywa z tym nieciekawie. Pzdr znad polskiego śniadania.
          • Gość: Do Lili Re: Kebap czyli kebab IP: *.versanet.de 12.08.10, 11:39
            Zdecydowanie masz raje Lili,ze roznie z tym bywa i wszedzie.Jest jedno ale "jak
            zwykle" po co kusic Borute,skoro z Aniolami mozna trzymac sztame.Mozesz byc
            pewna,wiekszosc rodowitych zachodniakow olewa to badziewie w tym wydaniu i
            jedynie byle demoludy z Azja(hehe) palaszuja te "frykasy".A tak nawiasem
            stokrotko-zdrowo jest pisac posty przy sniadaniu?Zycze milego dnia
            • lili_marleen Re: Kebap czyli kebab 12.08.10, 13:11
              Gość portalu: Do Lili napisał(a):

              > wiekszosc rodowitych zachodniakow olewa to badziewie w tym wydaniu...

              Akurat tam u Hasana na Ku-dammie, zywią się studenci i inna młodzież
              gimnazjalna. Zresztą mam do tego miejsca sentyment - prawie 20 lat temu, jako
              gastarbeiter i potencjalny aussiedler u tegoż Hasana ratowałam mój żołądek przed
              kompletnym przyrosnieciem do kręgosłupa.
              • Gość: Do Lili Re: Kebap czyli kebab IP: *.versanet.de 12.08.10, 15:42
                No i z tym postem sie zgadzam Lili,"ale jest jedno ale" Wiekszosc
                tzw.obszczymurkow i dziurawego wojska palaszuje w ogromnych ilosciach wszystko
                to co jest nie zdrowe i powinno wyladowac w kiblu.Mialem juz przyklad na swoim
                swistaku,ktory majac 3 dychy zaczal rodzic kamienie zolciowe i Bog wie co tam
                jeszcze.Przeciez to jest nie normalne w tym wieku.Mozesz tlumaczyc do
                tzw.usr.smierci i tak robia swoje i nadal wpierdzielaja to badziewie.A jak
                ugotuje sie smaczna zupe,to patrza sie na to jak Zyd na kiepski zastaw.Jestem
                bardzo ciekaw co Cie sklonilo do dezercji,skoro byl to najlepszy ostatni czas do
                zmiany filmu.Pozdrawiam
                • lili_marleen Re: Kebap czyli kebab 12.08.10, 19:02
                  Gość portalu: Do Lili napisał(a):

                  > Jestem
                  > bardzo ciekaw co Cie sklonilo do dezercji,skoro byl to najlepszy
                  > ostatni czas do zmiany filmu

                  Od biedy droga do zmiany dekoracji jest jeszcze ciągle otwarta. Zresztą miałam
                  taki moment niedawno czy aby z niej nie skorzystac gdy w moim wolnym kraju
                  dorwał się do władzy triumwirat PiS - SO - LPR. Wygladało to wszystko bardzo
                  źle, a zdawało się że chłopaki dopiero się rozkrecają. Szczęściem skończyli -
                  tak jak zaczęli - czyli nagle.

                  Co mnie skłoniło do powrotu? Balcerowicz.
                  Jak wyjeżdzałam z PRL to był tu syf, kiła i mogiła. Zero perspektyw, no future
                  w najczystszej postaci. Szalejąca inflacja, brak najprostszych i
                  najpotrzebniejszych rzeczy - nawet takich jak papier toaletowy czy wata - bo o
                  podpaskach nikt nie marzył. No i ten marazm, to ciężkie powietrze, którym się
                  już oddychać nie dawało.

                  Tymczasem po odsunięciu komunistów od władzy zaczęło się wszystko zmieniać.
                  Balcerowicz próbował niemozliwego - z jajecznicy zrobić z powrotem jajko. Cud
                  istny - ale mu się udawało! No to wróciłam. Najpierw Beroliną nieśmiało na
                  przeszpiegi, potem już na stałe z uciułaną kasą na dobry poczatek.

                  Lubię Niemcy i Niemców. Kocham klimat kolorowego Berlina gdzie miałam za
                  sasiadkę grubą jak beczka Brazylijkę z mężem starym leniem z Angoli, na dole
                  mieszkali Wietnamczycy, obok nich dwóch sympatycznych szwuli, a poddasze
                  zasiedlały jakieś niemieckie punki. Fajnie było. Tylko jako emigrant, a nawet
                  aussiedler - czyli niby swój, miałam ograniczone pole do rozwoju. Do dziś pewnie
                  zasuwałabym te swoje acht Stunden w jakimś biurze by wydawać zarobione ojro na
                  Essen, Miete, Kinder und Traumfamilienurlaub auf dem Malediven.

                  Tu w wolnej Polsce jestem u siebie i w życiu nie osiągnęłabym takiej pozycji w
                  Niemczech jaką ma tutaj. Wolę wolność w Polsce ( nawet z tymi wszystkimi
                  problemami) niż życie w drobnomieszczańskiej złotej niemieckiej mentalnej klatce.

                  • lili_marleen I jeszcze jedno 12.08.10, 19:14
                    Do Berlina jest raptem 300 km. Wsiadasz w pociąg czy auto i jesteś w innym
                    świecie. Mam wielu przyjaciół w tym mieście. Kiedy chcę - jadę, wiec tęsknota
                    mnie nie zżera. Paszportów nie potrzeba, nawet granic już nie ma. Byleby komuś
                    nie zaczęło to znowu przeszkadzać....
                  • Gość: Do LIli Re: Kebap czyli kebab IP: *.versanet.de 12.08.10, 21:15
                    Dzieki Lili za zaspokojenie tzw.babskiej ciekawosci i ze zrozumieniem przyjalem
                    Twoja wypowiedz.Lecz jak zwykle"ale jest jedno ale" Przeciez Niemcy sie nie
                    koncza na Berlinie i widze,ze zabraklo tzw.meskiej decyzji co do dalszych
                    losow.Pewnie bylas sama i tesknota Cie pochlonela za Pyrkowem i familia.Co do
                    tego,ze siedzac w stolicy byloby pewnie tak jak piszesz i wstapila bys w faze
                    stagnacji.Mieszkamy razem z zona w Baden-Baden i mamy mase znajomych z
                    Polski,ktorzy sa rowniez super ustawieni i na tzw.poziomie.Ty,znajac perfekt
                    jezyk i jak juz zdazylem zauwazyc nie w ciemie bita(sorry)zawojowala bys ten
                    temat w cuglach.Jest tu naprawde cudownie i mozna spelniac wszystkie swoje
                    kaprysy i zachcianki.Wszedzie jest blisko,Austia,Szwajcaria,Alpy,Jezioro
                    Bodenskie itp.itd."Odleglosci" naprawde sie zmiejszyly,przy terazniejszych
                    blaszakach i prywatnych "motolotniach".Mozna w pare godzin nawet dotrzec do
                    Twego Pyrkowa,czy tez inny zakatek Polski.Zelaznej kurtyny juz nie ma i wolnosc
                    Tomku w swoim domku na calego.No coz,byla to Twoja suwerenna decyzja i nalezy ja
                    uszanowac.Pozdrawiam i zycze kolorowych snow w swoim sultanacie.
                    • lili_marleen Re: Kebap czyli kebab 12.08.10, 22:32
                      Co prawda lwią część mojego emigracyjnego zycia spedziłam w Berlinie, miałam
                      epizod półrocznego osiedlenia sie w Heilbronn (Baden-Wirtemberg). Akuratność i
                      ordnung panujacy w Niemczech może zmęczyć. Tam nawet auta nie możesz zaparkować
                      "pod prąd" tylko równo przodem zgodnie z kierunkiem ruchu pasa przy którego
                      krawężniku chciałeś zaparkować. Hasło, że coś jest "verboten" zamiast salwy
                      śmiechu sprawia, że od razu nastrój robi się poważny. W piekarni nie dostaniesz
                      nic prócz chleba i bułek - o gazecie albo o serku czy maśle na śniadanie
                      zapomnij. Z policjantem nie ma dyskusji i żartów - Strafe muss sein i koniec.
                      Nawet niemieckie top-witze są dla człowieka wychowanego na Tey-u, Pietrzaku czy
                      Federowiczu mało śmieszne. Gottschalk? U nas mógłby co najwyżej dojść do
                      konferansjera w Zielonej Górze.

                      Polska to jednak Polska. Słynne "polnische Wirtschaft" ma swój magnetyczny urok.
                      Ten bałagan, te sprzeczne decyzje, zwariowane pomysły, przeświadczenie, że prawo
                      jest prawem ale zawsze znajdzie się jakieś obejście nadaje zyciu sporo kolorytu.
                      Tego nie ma w Niemczech gdzie ciagle mentalnosc nastawiona jest na Befehl.

                      Polacy w Niemczech? Ty masz inne doświadczenia - dla mnie porażka. Już predzej
                      spodziewałabym się pomocy od członka NPD niż od Polaka. Polacy, których tam
                      widywałam przeważnie jak najszybciej chcieli się wtopić w ten swój upragniony
                      Reich. Niejeden Jan Nowak stawał się wnet Johannesem Novakiem, a dzieciakom
                      zabraniał mówić po polsku. Mój kuzyn kazał mi maluchem parkować dwie ulice dalej
                      by sasiedzi nie widzieli, ze ma Besuch z Polski. Zresztą dość szybko się mnie
                      pozbył wymawiajac się fikcyjnym wyjazdem. Cóż - póki mnie nie przygarneli moi
                      niemieccy znajomi z roboty - kilka nocy przespałam w maluchu, a myłam się na
                      Hauptbahnhof.

                      Poznań to mój heimat. Tu się urodziłam, wychowałam ma podwórku i tu, mam
                      nadzieję, umrę. Dzieci same zadecydują gdzie chcą zyć. Nie będę im bronić
                      wyjazdu - każdy musi sam dojść do tego jak i gdzie chce zyć.
                      • Gość: Do Lili Re: Kebap czyli kebab IP: *.versanet.de 12.08.10, 23:37
                        Powiem Ci Lili,ze zjadlem juz wiele antalow z roznych zup(skojarz z sola)ale dwa
                        razy pojawily mi sie lzy w moich oczach.Pierwsze ze smiechu az do slowa
                        Befehl,ktore podkreslilas cudownym podtekstem i po mistrzowsku.Natomiast
                        dalej,poplakalem sie jak Bobr,czytam to juz enty razy i oczom nie wierze.Wez
                        mnie uszczypnij i powiedz,ze to nieprawda!Bylas tak blisko Edenu,tylko rzut
                        beretem od Baden-Baden i dlaczego nie zglosilas sie do(musisz kumnac co mam na
                        mysli)aby stanac na wlasne nogi.Przeciez tysiace ludzi tak uczynilo bez pomocy
                        famuly i siedza w germanach,albo prysli na inne kontynenty.Mysle,ze
                        "nadal"utrzymujesz scisla wiez z kuzynkiem i corocznie skladasz mu zyczenia
                        urodzinowe.Szkoda,ze go nie znam,bo chetnie bym go odwiedzil i pare niemieckich
                        ogonow mu sprezentowal.Lili,strasznie jest mi Cie zal,ale wierze,ze dajesz sobie
                        super rade,bo jestes facetka z nabialem i pewnie sie teraz z tego smiejesz i
                        tzw.olewasz.Poz.z uklonami
                        • lili_marleen Re: Kebap czyli kebab 12.08.10, 23:59
                          Gość portalu: Do Lili napisał(a):

                          > Lili,strasznie jest mi Cie zal...

                          Wielu chetnych bym znalazła byś zechciał ich pozałować tak jak mnie. Polska to
                          kraj perspektyw. Brak stabilizacji jest atutem, a nie wadą - do wykorzystania
                          przez ludzi, którym się chce pomysleć. Zaprawdę powiadam Ci kto chce - w Polsce
                          i gdziekolwiek znajdzie swoje własne Idaho.
                          • Gość: Do Lili Re: Kebap czyli kebab IP: *.versanet.de 13.08.10, 00:12
                            Swietne stwierdzenie,ktore kumam w calej okazalosci i smiem twierdzic,ze wielu
                            mialoby problemy z rozkumowaniem Twojego ego.Bywaj Lili.
                            • mapo0 Lili i Filip się pogodzili i pokochali? 13.08.10, 08:46
                              Lili i Filip z Baden-Baden się pogodzili i pokochali?
                              :)
                              • mapo0 Re: Lili i Filip się pogodzili i pokochali? 13.08.10, 21:56
                                No i dobrze :) niech się kochają :)
              • Gość: Do Lili Re: Kebap czyli kebab IP: *.versanet.de 12.08.10, 16:04
                Sorry Lili,gwoli scislosci,popierdzielilem z kamica nerkowa.Uklony
    • Gość: zGorczyna Re: Lucullusi i truciciele - subiektywny ranking IP: *.adsl.inetia.pl 12.08.10, 19:36
      Co do barów i niskiej półki cenowej: niestety od paru lat obserwuje
      powolną degrengoladę Złotej Rybki na Kantaka. Kiedyś można tam było
      liczyć na dobrą świeżą rybę. A z czasem jednak jest coraz gorzej z
      tą świeżością. Nie tylko ryb. Ostatnio podali mi jak zwykle ryż z
      owocami morza - niestety, oględziny organoleptyczne ;) wskazywały
      że był wielokrotnie odgrzewany, po prostu niejadalne składniki.
      Dorsz, zawsze biały i miękki od pewnego czasu jest ciemny i zbity,
      smakuje jak trociny.

      Widzę że wiele osób tutaj ceni kuchnię grecką. Polecam sklep z
      bułgarskimi i węgierskimi specjałami który mieści się w Panoramie
      na Górczynie. Co ma wspólnego z kuchnią grecką? Można tutaj kupić
      np marynowane liście winogron w słoikach, jeśli ktoś chciałby sobie
      sam w domu poćwiczyć z dolmadakia - albo w słoikach bułgarską
      wersję tego dania w całości. Oprócz tego wybór oryginalnych serów,
      wędlin i przypraw z południa Europy a także znane ale trochę
      zapomniane po 1989 roku kosmetyki z Bułgarii (róża!). Wspominam o
      tym sklepie dla tych którzy (jak ja) lubią sobie urozmaicić domową
      kuchnię. Od razu zastrzegam że nie mam tam udziałów ;)
      • lili_marleen Re: Lucullusi i truciciele - subiektywny ranking 12.08.10, 23:34
        Gość portalu: zGorczyna napisał(a):

        > niestety od paru lat obserwuje powolną degrengoladę Złotej Rybki na Kantaka...

        To niestety prawda. Już od dawna omijam ten lokal dużym łukiem. Kiedyś gdy nie
        było nic na obiad a mieso się znudziło jeździło się na Kantaka i mozna było na
        wynos dostać i fajnego sandacza albo innego dorsza. Teraz nie dosć że serwuje
        się tam ryby wyłacznie mrozone to jeszcze ich jakosć pozostawia wiele do życzenia.

        Przy okazji. Mam fajny przepis na małe co nieco. Kupuje się mrozone krewetki
        tygrysie ( takie wieksze, nie sałatkowe) delikatnie rozmraza, mozna pod goracą
        wodą na durszlaku, wrzuca całość na gorącą patelnię z roztopionym masłem, do
        tego sporo posiekanej naci pietruszki i gotowa wyżerka - palce lizać. Można jeśc
        ze świeżą bułka albo z pyrami - choć ja preferuję bułkę.

        > Polecam sklep z bułgarskimi i węgierskimi specjałami który mieści się w
        Panoramie na Górczynie.

        Dzieki za info. Uwielbiam bałkańskie smakołyki. Ja ze swej strony polecam
        arabski sklep na ulicy Solnej tuż przy Rynku Wielkopolskim. Mają tam czasem
        pyszny jogurt z prawdziwego mleka - taki co mozna go nozem kroić, mają też
        rewelacyjną baklawę - rodzaj bardzo słodkiego ciasta. Polecam tez ryż -
        szczególnie Layla z Pakistanu - Uncle Ben
        to przy nim kopciuch.
        • Gość: wtopa222 znowu wtopa IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 13.08.10, 00:24
          a miało być tak pięknie:)
          wiadomosci.gazeta.pl/Wiadomosci/1,80273,8246466,Camerimage_w_Bydgoszczy__Podpisali_juz_umowe___Festiwal.html
        • Gość: mapo Re: Lucullusi i truciciele - subiektywny ranking IP: *.icpnet.pl 13.08.10, 23:38
          A pan Arab coś do jogurtu od siebie dodaje? :)
          Z orientalnych przysmaków polecam ormiańskie bistro "Gor" na Starowiejskiej, obok akademików AE i AR. Mają tam pyszne karkandaki, napój jogurtowy tan i jeszcze trochę rzeczy. Kiedyś była i baklawa, ale chyba już nie ma.
          • Gość: mapo Bakława - wiem gdzie jest :) IP: *.icpnet.pl 10.10.10, 16:51
            Bakława wróciła do bistro "Gor" :) Nazywa się tam pachlawa i jest to ormiańska jej wersja. Smakuje pysznie :)
        • Gość: mapo Nowy lokal - ciekawe południowe smaki IP: *.icpnet.pl 24.10.10, 19:37
          Hej, na ulicy Żydowskiej powstał nowy lokal "Poszukiwacze zaginionych smaków". Wystrój może nie najlepszy jeszcze (przypomina bistro), ale jedzenie bardzo pyszne i ciekawe - spróbowałem - dominuje południe Europy i Afryka. I tak są np. serbski pasulj, jugosłowiańska plejskawica, marokański kurczak, marokańskie piersi z kurczaka, gotowane papryki w sosie warzywnym po marokańsku, czarne piersi z kurczaka. Jako dodatki np. gruzińskie smarowidło ze śliwek. Wszystko ciekawie przyprawione. Polecam :)
    • Gość: mapo A gdzie burek? IP: *.icpnet.pl 07.09.10, 21:35
      A w Poz można zjeść gdzieś burek? Albo jego krymską odmianę czeburiek? Bardzo lubię te orientalne przysmaki :)
    • lili_marleen Bary mleczne 10.09.10, 07:36
      Ma może ktoś jakieś doświadczenia gastronomiczne ze współczesnymi barami mlecznymi? Słyszałam, ze się znacznie w tym względzie zmieniło. Moje doświadczenia z tymi przybytkami sięgają lat 90 tych ub. wieku i kojarzą się raczej z nastrojem opisanym w filmie Miś czyli z przykrecanym na śrubę obitym emaliowanym talerzem, aluminiową łyżką na łańcuchu, rozgotowaną gryczaną i szemranym towarzystwem stołującym się tam ochoczo.

      Doszły mnie wieści, że obecnie mozna tam nie tylko tanio ale i czysto, przyjemnie i dobrze zjeśc tradycyjne jarskie potrawy. Ma ktoś może jakieś typy dań i miejsca w Poznaniu gdzie można pójść bez strachu o całosć skóry i żołądek?
      • Gość: mapo Re: Bary mleczne IP: *.icpnet.pl 11.09.10, 12:48
        Za moich studenckich czasów pod koniec ubiegłego tysiąclecia i na początku obecnego stołowałem się czasami w poznańskich barach mlecznych. Według mnie smacznie, czysto, estetycznie i tanio było w Apetycie na Szkolnej, w barze Mlecznym chyba Smakuś na Paderewskiego. Przyzwoicie także było w Kuchciku na św.Marcinie i pod Arkadami na placu Cyryla. Jakiś czas temu zawędrowałem do Baru Mlecznego na Jeżycach, bodajże przy Dąbrowskiego. Nic się nie zmieniło - smacznie, czysto, tanio. Ale nie wiem na dzień dzisiejszy jest z tymi barami mlecznymi. Myślę, że studenci do dziś się w nich stołują.
        • dziodu Re: Bary mleczne 13.01.11, 09:58
          Pod Arkadami (czyli jak to nazywaliśmy Mc Biedzie) to różnie bywało ;) Ja mogę z czystym sumieniem polecić Bar Euruś przy Głogowskiej. Oczywiście, jak to w barze tego typu, raz lepiej -raz gorzej ale ogólnie trzymają poziom no i Panie obsługujące bardzo miłe (co w tego typu przybytkach nie jest regułą)
    • basio42 Re: Lucullusi i truciciele - subiektywny ranking 20.11.10, 13:40
      Ostatnio byłam w Starym Młynie - pierogarnia na Wrocławskiej. Dostałam gratis niezłą przystawkę:) Przeanalizowałam wystrój wnętrza - wygląda trochę jak wiejska chata, ale muszę przyznać, że ze smakiem. W menu jest bardzo duży wybór pierogów - gotowanych, pieczonych, na słodko, słono i ostro, dla wegetarian i mięsożerców. Ogólnie wybrałam pierogi ze szpinakiem i fetą i sos czosnkowy. Fajne zestawienie, ale już w połowie drugiego pieroga byłam najedzona. Przemiła kelnerka zapakowała mi na wynos resztę jedzenia i nawet dała sos w osobnym pojemniczku :)

      Wrażenia bardzo pozytywne, mimo iż czekałam chwilę na swoją porcję, obsługa, klimat i smak pierogów zrekompensował mi to.

      A i jeszcze toalety - były czyste i pachnące, mimo, że prawie wszystkie stoliki były zajęte.
      • Gość: mika sushi IP: *.adsl.inetia.pl 12.01.11, 14:52
        Polecam sushi w Violecie - nowoczesny wystrój, przytulny klimat brązowo-fioletowy i świeże ryby ( !, swiezy losos jest codziennie dostarczany do lokalu). specjalnością zakładu jest tempura. ogólnie to jedna z lepszych sushi knajp w poznaniu
        • Gość: jacenty Re: sushi IP: *.wtvk.pl 12.01.11, 18:32
          A ja tam jadłem i się pożygałem. NIE polecam.
    • bimota Re: Lucullusi i truciciele - subiektywny ranking 13.01.11, 12:33
      Nie zryj tyle tylko wez sie za rower. :P

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka