the_dzidka
18.06.04, 20:02
Wczoraj ojciec pokazał mi na ulicy naszego winogradzkiego dzielnicowego.
Powiedział, że facet jest dobry, ostry i energiczny. "Wytropił" szajkę z
ulicy Owsianej, specjalizującą się m. in. we włamaniach do samochodów (ojciec
sam padł ich ofiarą). Gość udowodnił tym żałosnym bandziorom ich winy,
odważył się doprowadzić ich przed sąd (bo, oczywiście, wszyscy wiedzieli, kto
kradnie, ale nabrali wody w usta). I co? I sąd umorzył sprawę ze względu na
znikomą szkodliwość społeczną czynu!!
I jak tacy ludzie, jak dzielnicowy, mają mieć poczucie, że ich praca jest
potrzebna? Po co w ogóle mają "robić swoje"?