roodanaserio
30.09.02, 21:37
Miasto pelne wariatow, a po ciemku wszystko wylazi.
Przy okazji regulowania oplat za telefon [centrum Idea] zachcialo mi sie
wracac piechota do ronda i przejscia podziemnego.
Start:
zaczynam w sklepie kosmetycznym na Marszalkowskiej, niedaleko skrzyz. z
Piekna, zaraz obok KFC. Godz. 18.45. Wieeeeeeeeeeeeeelka kartka "Promocja"
jakiejs kolorowki. Chcialam zobaczy Revlona [roz, cienie]. Pani zmywa
podloge. Wchodze. Pani sie ociaga, odstawia mopa, pokazuje kosmetyki z
wysilkiem. Ciezko to idzie, ja probuje byc dowcipna i mila, pani - widzac, ze
nic nie kupie jednak, jakos coraz bardziej milczaca ........ :]
Ok.
W Claire [do 19.00, choc wokol sporo sklepow do 20.00]. Wchodze, przesuwam
wzrokiem, macam kufajki. Wychodze i ku mojemu zdziwieniu pani zamyka drzwi od
sklepu .... Kolezanka "Ania, bedziesz MUSIALA pania wypuscic" i nerwowy
chichot. Ja "Dzien dobry, moge wyjsc ?". Ania "Proszszszsz", kolezanka nadal
chichot z piekla rodem.
Ok. W Vero Moda [do 20.00 dla odmiany] nawet fajne ciuchy i promocje, za to
muzyka dudni tak, ze slabne ... Do tego niewyobrazalny gorac - ja w swetrze
welna + anilana plyne.
Kupuje, obserwujac z boku przy kasie rozhiseryzowanego tatusia 12/13-latki,
kupujacego jej dzinsowe wdzianka z kolekcji ONLY, dosc odwazne zreszta
[Lolitki atakuja].
Wychodze. Dalej Americanos w tym wielkim sklepie. Ogladam przy okazji Guessa
[T-shirty za 119 zl, ja kupuje z NY za 60 hehe] oraz bielizne CK. Poniewaz
mam walizke z papierami + siate z VM, pani [a raczej siksa] bacznie mnie
obserwje. Kiedy na koniec, na dole, przychodzi mi do glowy przebrac sie w to,
co kupialam w VM [bo wygodniejsze], juz wisi zza barierki i wybalusza oczeta,
czy nic nie ukradlam ...........
W Jackpotcie kupuje sweter dla meza, tez zreszta okazyjnie. Przy kasie mam
mroczki przed oczami, prawie mdleje. Dzieczyna przede mna wstukuje zamiast
PIN-u do karty PIN od telefonu, czytnik nie przyjmuje ...... Nastepnie po
zaplaceniu [w koncu] bierze MOJA walizka [stoi na ziemi tuz obok] i chce
wychodzc :) Sama sie orientuje i oddaje, a ja nawet nie ma sily sie
usmiechnac ....
Place, ale na bramce piptam. Pani wyciaga dodatkowe [nie liczac zdjetego
duzego chipa] zabezpiczenie - maly chip, przyklejony do wew. warstwy
rekawa. "Zlodzieje maja teraz super pomysly i kradzieze nam wzrosly" tlumaczy
przemila dziewczyna, z ktora wczesniej dyskutowalysmy o bezsensie
wprowadzania do Jackpota w Wola Park nowych marek.
Przy okazji dostalam zaproszenie na otwarcie ich w powiekszonej GM, a w tym
jest 10 % rabat.
Wychodze.
W przejsciu podziemnym wyrasta spod ziemi policjant i legitymuje faceta,
ktory szedl przed nim.
Na przystanku dwie rozwydrzone malolaty - jedna jak z klubu house'owego,
druga jak dziewczyna zlodzieja ze Stalowej. Nerwowo dygaja, z tymze ta z
lepszym gustem wyraznie szuka zaczepki.
Wsiadam w stojaca nieopodal taxe, a kierowca cala droge komentuje [bo nie
omieszkalam sie przyznac, ze nie chcialo mi sie czekac na autobus, bo mam
ciezka walizke i siaty i jadlam cos], jaka to ja jestem bogata [sic!], a ze
tam, gdzie jedziemy, to ladne mieszkanie i DROGIE ... a pod sam koniec zaczal
sie intresowac - gdzie pracuje, co robie, ile zarabiam i ktory nr
mieszkania, "to on mnie odwiedzi z kolegami i zrobi czystke, bo powinnam sie
podzielic".
Chryste :/
A to moja ulubiona korporacja ............ Dobrze, ze nie na telefon, a z
tzw. slupa. Bede go omijac z daleka.
A poza tym chyba bede robic zakupy tylko w weekendy, od poludnia, w bialy
dzien.
Pozdro
rooda z migrena_przez_to_wszystko