wynika, że wśród osób w wieku 18-40 zaledwie 6 procent mężczyzn i 10 procent kobiet deklaruje, że na pewno chce być bezdzietna. Zdecydowana większość chce więc mieć dzieci. W czym problem? Niekoniecznie wyłącznie w kiepskiej polityce mieszkaniowej. Także w postawie, która wybrzmiewa z felietonu o tym
bliżej kafelkarza. Bezdzietnych kawalerów 40+ na rynku matrymonialnym jest dużo bo zdecydowana większość to odpady atomowe.
Jak wiadomo sensowni mężczyźni bez "bagażu" byłych żon i dzieci należą się tylko superkobietom w postaci pięknych i młodych aktorek i modelek, oczywiście wyłącznie bezdzietnych. Swoją drogą, jak mnie chłop rzuci i wróci na rynek matrymonialny też będzie bezdzietnym kawalerem 40 +😜
a23a23 napisała: > kokosowy15 napisał(a): > > > Nawet jak trafisz na takie złośliwe drzewo, przy 40 km/godz przeżyjesz z > nie wi > > elkimi obrażenia i. > > Jak zawsze najwięcej do powiedzenia na ten temat mają ci, którzy autami nie jeż
kokosowy15 napisał(a): > Nawet jak trafisz na takie złośliwe drzewo, przy 40 km/godz przeżyjesz z nie wi > elkimi obrażenia i. Jak zawsze najwięcej do powiedzenia na ten temat mają ci, którzy autami nie jeżdżą. Podobnie jak najwięcej świetłych uwag na temat wychowania dzieci
niekochania) -wiem że to nie zawsze jest tylko miód i cud i ze ta miłośc która jest wg mnie darem ( a nie osiągnięciem) sprawia, że nie popełniłam wykroczen i przestępstw przeciw zdrowiu małoletniego :P :P :P -oczywiście to żart gdyby komuś zechciało się drążyć mam przyjaciółkę bezdzietną, mam bezdzetne
Ale ja niczego takiego nie napisałam… Rzuciłam, pół żartem pół serio, kilka czynników które składają się na to z czym się zmaga organizm i czym gospodaruje. Które mogą (nie muszą i nie są jedynymi) wpływać na to, że 40letnie, bezdzietne prawniczki, biegające w szpilkach do sądu, pokonując z buta
ciąży. Jako bezdzietna tego nie doświadczasz. Innym problemem jest PCOS, połączony też zwykle z inuslinoopornością, ale tu stopnień zaawansowania choroby się liczy. To pewnie chciano ci przekazać. Do tego bardzo bym uważała z prognozami na temat wagi, gdy ma się zaledwie 40 lat. Cała masa do tej
bezdzietnych kobiet to traktowanie kobiety na poziomie krowy, która nie ma pojęcia czego chce (chociaż porównanie nietrafione bo jestem dziwnie pewna że większość zwierząt doskonale wie czego chce i do tego dąży). Z racji utknięcia w kranu gdzie dużo kobiet nie ma dzieci znam sporo bezdzietnych po 40
No 40, a ile mam pracować? Chociaż przyznaję, że się spoźniam po 20-30 minut. Jako moda, silna, bezdzietna lambardziara pracowałam dużo więcej.
U mnie najmłodsza kobieta ma ponad 35 lat i ma małe dziecko o które dość długo się starała z mężem. Jeszcze 2 są przed 40stka też mają po dziecku. Reszta kobiet jest po 40stce z czego zdecydowana większość to 45+, kilka dobija do 50tki I kilka po 50tce. Chciałabym mieć chociaż jedną bezdzietna
Dokładnie. Teraz wysyp wnuków w pracy ,wśród znajomych więc jest ciężko....ciężko być jedyną bezdzietną w pracy gdzie spędza się 40h tygodniowo, ciężko być jedyną bezdzietną w rodzinie, ciężko być jedyną bezdzietną w gronie znajomych.....ten ból, smutek zawsze wraca, prędzej czy później....
Zanim zdiagnozujesz u mnie ślepotę, potrenuj czytanie ze zrozumieniem. Piszę o moim pokoleniu sparowanych i dzieciatych 40+, a nie o pryszczatych bezdzietnych konfederatach i ich emocjonalnych polucjach.
, bo widzę że chyba inaczej nie dotrze - oczywiście że każdy z nas, także bezdzietne lambadziary, powinien 'inwestować w relacje międzyludzkie" i pewnie każdy z nas czyni to m.in.z nadzieją, że w przypadku starości czy choroby czy innych trudnych chwil będzie mial wsparcie. To co wykpiwam, to