diabollo
17.04.26, 07:31
Monika Płatek: Chcemy dzieci. I ustawowo stać nas na równe praworządne traktowanie [POLEMIKA z M. Matczakiem]
Monika Płatek
obiety chcą od partnera stabilności emocjonalnej, życzliwości i lojalności; a od władzy, by i ta wydoroślała.
Po lekturze felietonu Marcina Matczaka: "Nie chcemy mieć dzieci, bo dla innych stajemy się wówczas niewidzialni", poczułam irytację. Matczak pisze o współczesnej kulturowej, a więc nienaturalnej, sztucznie i władczo wytworzonej izolacji matek małych dzieci i kobiet ciężarnych. Rzecz w tym, że nie tylko ją dostrzega, również ją reprodukuje.
Tytuł jest neutralny płciowo. Jakiś czas autor operuje pojęciem "osoby". Pozornie więc dotyczy kobiet i mężczyzn i ich niechęci do posiadania dzieci. Bo? Z powodu narcystycznego rozbuchania.
Wymaga ono bycia zauważonym, dobrze płatnej, sensownej pracy i "budowania wizerunku kompetentnego »ja«". Zajmowanie się dzieckiem ma być syzyfowym, brudnym, śmierdzącym, pozbawionym satysfakcji i płacy wyrobnictwem. W efekcie "osoba zajmująca się małym dzieckiem żyje w deficycie potwierdzenia". Niby robi najważniejszą rzecz, kształtując nową osobę, ale podobno nie czuje tego, bo odebrany jest jej narcystyczny podziw.
Marcin Matczak wskazując, jak temu zaradzić, zdradza jednocześnie, że w istocie rzecz dotyczy kobiet. Nie należy więc, jak twierdzi, mówić kobietom, że "nie rodzą, bo dają w szyję". Zamiast tego należy je uhonorować, pokazując światu tę niewidzialną pracę kobiet, "ile jest warta i ile kosztuje w walucie utraconej przez kobiety kariery i emerytury". W tym momencie zaklęłam.
Skąd w ogóle pomysł, że ludzie/kobiety w Polsce nie chcą mieć dzieci? Nie jest to prawda. Z tego, że ich nie posiadają, nie wynika, że nie chcą. Z raportu Anny Gromady, socjolożki, doradczyni ONZ i Parlamentu Europejskiego do spraw polityki społecznej wynika, że wśród osób w wieku 18-40 zaledwie 6 procent mężczyzn i 10 procent kobiet deklaruje, że na pewno chce być bezdzietna. Zdecydowana większość chce więc mieć dzieci.
W czym problem? Niekoniecznie wyłącznie w kiepskiej polityce mieszkaniowej. Także w postawie, która wybrzmiewa z felietonu o tym, że "w końcu pisanie felietonów dla »Wyborczej« i występowanie w TVN są dużo bardziej atrakcyjne niż zmiana brudnej pieluchy." Stąd, aby kobiety zaczęły rodzić, należy je "uhonorować" felietonem o utraconych szansach, fetorze codzienności i brudnych pieluchach. Autor pomija, że to mężczyzna mógłby zmienić pieluchy, a kobieta w tym czasie napisać felieton. Umyka mu, że i mężczyzna w ten sposób zyskuje szansę na nawiązanie bliskiej więzi z dzieckiem. Jest dowiedzione, że to, co nazywamy instynktem macierzyńskim – nie istnieje (Sarah Blaffer Hrdy, "Matki i inni").
Więź rodzicielska, ojcowska, matczyna rodzi się, rozwija. To proces. Wymaga wspólnego z dzieckiem czasu. Jego częścią są nieprzespane noce, dziecięcy płacz, brudne pieluchy, ale i pierwszy uśmiech małego człowieka, wyciągnięte do przytulenia rączki, jego spokojny sen na dorosłym ramieniu, wzajemna czułość i bliskość. Do tego potrzeba, by być. I potrzeba móc od tego odpocząć, dzieląc tę podróż z innym, dojrzałym dorosłym. Nie trzeba kobiecie felietonów, że macierzyństwo wymaga, by o sobie zapomniała. Potrzeba pamiętać, że nie istnieje specjalny żeński gen na umiejętność zmieniania pieluch i opiekę na dzieckiem. To kwestia praktyki. Ta w równym stopniu czyni mistrzynię, co i mistrza.
Dzietność spada, gdy dla niej ma to być proces samotny, brudny i śmierdzący, a dla niego czas samorealizacji i pisania felietonów o honorowaniu utraconych przez kobietę szans. Kobiety chcą od partnera stabilności emocjonalnej, życzliwości i lojalności; a od władzy, by i ta wydoroślała. Są zdolne do samodzielnych decyzji, kiedy i czy chcą urodzić dziecko. Władza ma obowiązek to zapewnić od 1996 roku w "Ustawie o planowaniu rodziny". Wciąż się uchyla.
Ciąża, dopóki będzie przymuszaniem do roli "matki Polki" i jednoczesnym narażeniem na pogardę, odczłowieczenie, kryminał i śmierć nie musi być atrakcyjną myślą.
Anna Gromada wskazuje, że dużo dzieci jest tam, gdzie albo panuje konserwatyzm i brak równości, jak w Turcji, albo liberalizm i równość w pracy, w domu i wsparciu państwa w opiece, jak w Skandynawii. Polkom bliżej do Skandynawii. Oferta Marcina Matczaka jest konserwatywna. Nie pasuje ani u nas, ani już i w Turcji. Turczynki, pytane o wybór, podobnie jak większość kobiet na świecie, chcą najwyżej dwójki dzieci (Nicholas D. Kristof, Sheryl WuDunn, "Half the sky. Turning oppresion into opportunity for women worldwide").
Tymczasem, w badanej przez Gromadę grupie w wieku 18-40, co czwarta osoba wychowywała się bez ojca. Śmierć była rzadkością, odejście w siną dal dominowało. W efekcie niedowidzi się, że spadek dzietności to efekt także dojrzałego lęku samych mężczyzn przed rolą ojca z braku wzoru, którego byli pozbawieni.
Marcin Matczak to wybitny prawnik, świetny publicysta, wrażliwy na teoretyczne problemy praworządności. Czy ta ma coś wspólnego z rodzeniem dzieci? Zdecydowanie tak. Konstytucja tam, gdzie mowa o niedyskryminacji (art. 32), równości kobiet i mężczyzn (art. 33) czy sprawiedliwości społecznej (art.2) wymaga, aby polityka pronatalistyczna gwarantowała równe prawa i szanse mężczyzn i kobiet tak w życiu publicznym, jak i prywatnym. To się odnosi zarówno do miejsca dla ojca na czas z dzieckiem i zmianę pieluchy jak i do czasu dla matki na pisanie felietonu. Jak to zrobić? Wykorzystując już dostępne instrumenty prawne.
CDN...