. Mój sąsiad pode mną pali co najmniej paczkę dziennie. To byłoby w roku 365 euro oszczędności. Ale wiem, że ten idiota kupuje tańsze, bo to czuję nosem, to śmierdzi jak spalane szmaty nasączone starym olejem, to jest jakiś odpad, uj wie skąd, na pewno nie fajki sklepowe.
Lepiej, że paliły zamiast robić inne rzeczy w nadmiarze, np. zjadając tonę słoniny dziennie, albo wylewając swoją frustrację na innych. Palą czterdzieści fajek dziennie i w ogóle mi to nie przeszkadza, bo lubię zapach nikotyny, wręcz kocham fajkowy Amfory, jeżeli kto jeszcze pamięta. Lubię zapach
Jeśli to się zdarza często - to owszem, zgroza. To tak, jakby twój dom nie należał w całości do ciebie. Latami miałam sąsiada, który karał pod balkonem, pod nasza sypialnia. Smród tanich fajek i toksyny ze strumienia bocznego kilkanaście razy dziennie. W dzień zamykalismy okna i drzwi, w nocy nie
spierdalać, poszedłem więc do knajpy zasuwać na dwa zmywaki, ale za stawkę dla jednej osoby, czyli 4 zł za godzinę, w czerwcu 2004, po 12 h, pod koniec pizdolona zaczęła szukać powodu do konfliktu, żeby nie płacić mi nawet tego i pytała, ile policzyć mi za przerwy na fajka, a pewnie z pięć dziennie po pięć
czego odłożyć nawet 100 zł. Regularnie od jakiegoś czasu pod koniec miesiąca pożyczam po 200 zł pewnej kobiecie, której brakuje do 1. A rzeczona pani wraz z mężem wypala dziennie dwie paczki fajek. Pożyczam, owszem, ale trudno traktować ich poważnie. .ichi51e napisała: > Matko czego nie
Pambuk, nikotyna jest mizernym alkaloidem. Owszem wywołuje przyjemny rausz, ale to są góra trzy fajki dziennie. Reszta to nałóg rytuału, stąd bezsens plastrów nikotynowych. Plaster możesz co prawda zwinąć w trąbkę i podpalić, ale prawdziwego papierosa z tego nie zrobisz. Wiem, o czym mówię.
Chyba jak palą dwie paczki fajek dziennie i spędzają całe dni na opalaniu... -- Wiosenne majowe dzieci urodzone w lutym?
I. Leżałem sobie w szpitalu. Przyjęty w trybie nagłym więc miałem jedynkę i balkonik. Więc wychodziłem na balkonik na fajkę bo czemu nie. Był chyba październik albo listopad ale ciepły. Potem się zrobiło zimniej. Mogłem już wychodzić na balkonik bez fajki bo w powietrzu było więcej niż w
tak naprawdę rzuciłbym fajki, gdybym wierzył w złotą jesień życia, ale wyperswadował mi to Zbigniew Zamachowski, albo inny Dworczyk, czy Julia Pitera, i wiem, że na pewno nie doczekam jest to niewątpliwie bezsensowny nałóg, jak nie palę, zaczynam o tym bez przerwy myśleć, a jak palę - nic mi to
"palę" iqosy czyli podgrzewane fajki, kilka dziennie. wyszło trochę przypadkiem, źle się czułam i nie chciało mi się wyjść na balkon. ale wiem, że jakimś cudem nie jestem fizycznie uzależniona. tylko psychika, bo: - to dla mnie przyjemność - chwila zatrzymania, chwila dla siebie - okazja żeby