hymn pochwalny za hymnem, drudzy udają, że każdy gest Trumpa to dowód osobistej przyjaźni i geopolitycznego geniuszu Nawrockiego. Tyle że polityka to nie fanclub i nie konkurs na najbardziej egzaltowany wpis. Przypisywanie Nawrockiemu zasług za amerykańskie korekty wynikające z wewnętrznej presji
Jeszcze rok temu prawica opowiadała Polakom bajki o „najsilniejszym sojuszu w historii”, o „specjalnych relacjach” i o tym, że wystarczy robić Amerykanom dobrze przy każdej okazji, żeby Polska była bezpieczna. Klaskali Trumpowi jak fanclub na zlocie idola, kupowali sprzęt za miliardy bez
słabszemu przywalić. Gdy pojawia się silniejszy gracz, nagle cisza. Zachwyt. Pokłony. Modlitwa o uwagę. Polska jako fanclub Trumpa. Państwo sprowadzone do roli komentarza pod cudzym tweetem. To nie jest sojusz. To nie jest realizm. To czyste lizusostwo. Mentalność kolonialna ubrana w patriotyczne hasła
Imponujące, naprawdę :) Myślę, ze pozytywny fanclub Ci tu rośnie. Bardzo lekko i ciekawie piszesz o trudnych sprawach. Poza tym Twój świat jest dla większości z nas zupełną egzotyką, do której bez Ciebie pewnie nie mielibyśmy szans zajrzeć.
towarzyszka_leila napisała: > Dla mnie wątek dnia! Kocham pęczak, możemy założyć fanclub. 🙂
Dla mnie wątek dnia! Kocham pęczak, możemy założyć fanclub.
Roberta Bąkiewicza popiera niewątpliwie wielokrotnie więcej Polaków niż jest popierających fan-club ryżego.