przedpokoju i wywietrzyć jakieś pomieszczenie. Kuchnię bodaj. Jak myślicie, sprzątanie było dogłębne, czy takie jak zwykle, powierzchowne? *BTW, kto w końcu te firanki uprał i powiesił? -- Borejki sa centrum swiata i wszechswiata i cokolwiek jest robione, to dla nich lub przeciwko nim, im na zlosc
. Większe sprzątanie z racji Bożego Narodzenia lub Wielkanocy nic tu nie da. Dywany nieprane, firanki zapewne też, wentylacja w kuchni możliwe że słaba, biorąc pod uwagę ilość przygotowanych potraw codziennie. Też jestem flądra, też nie lubię sprzątać, ale jak trzeba to zaciskam zęby i jechanie. Wietrzę
majątku przedślubnego. umówmy się, za 10 lat, gdy związek będzie sie rozpadał, wartość zamortyzowanego mebla, kuchni czy firanek, tudzież malowania będzie oscylować w okolicach zera złotych. pralkę i zmywarkę będzie mogła zabrać ze sobą, jeśli jej będzie wciąż pachniało nowością.
Nie wiem czy pocieszę...nie pracuje na etacie a okno mam umyte jedno - w kuchni aktualnie. Firanek za to nie mam ... Wiec jesteś lepsza ode mnie :)
U mnie pracowicie. Serwis sprzątający po remoncie dał znać wczoraj po południu, że przyjdzie dziś. Jak się umawialiśmy, to ja zrozumiałam, że za tydzień (no w czwartek napisali, że w przyszły poniedziałek, to jak miałam zrozumieć?!), a że miałam im zostawić puste szafki w kuchni, to noc miałam
Pani Fąfarowa przygotowująca w kuchni potrawy wigilijne, słyszy wołanie Jasia: – Mamo, choinka się pali! – Tyle razy mówiłam: nie mówi się „pali”, tylko – „świeci”. Po chwili: – Mamo, firanki się świecą!
Pani Fąfarowa przygotowująca w kuchni potrawy wigilijne, słyszy wołanie Jasia: – Mamo, choinka się pali! – Tyle razy mówiłam: nie mówi się „pali”, tylko – „świeci”. Po chwili: – Mamo, firanki się świecą!
tak gigantycznym pomieszczeniu jak kuchnia na R5, mu > szą być przytłaczające. Żeby nie było, nie jestem wielbicielką aktualnie modnej > estetyki w myśl której wszystko musi być na bialo, szaro i bladobeżowo, oświet > lone jak sala operacyjna, lubię półmrok, niemniej jednak nawet do
, szaro i bladobeżowo, oświetlone jak sala operacyjna, lubię półmrok, niemniej jednak nawet do mnie granatowe ściany nie przemawiają. Do tego cynober firanek i lśniąca czerwień krzeseł stołków i gałeczek, to się gryzie jak wściekłe. Potem mamy idusiną kuchnię w Ruince (CZ): Dopilnowałam w sklepie
przetrwania. Sekundę później – BUM! Mak był wszędzie. Dosłownie wszędzie. Na firankach, suficie, ścianach, w naszych włosach. Kluski z makiem zamieniły się w granat bojowy. W tym samym czasie mama czyściła łazienkę. Gdy usłyszała wybuch, wbiegła do kuchni z oczami jak 5 zł i krzyknęła: „Matko bosko
przetrwania. Sekundę później – BUM! Mak był wszędzie. Dosłownie wszędzie. Na firankach, suficie, ścianach, w naszych włosach. Kluski z makiem zamieniły się w granat bojowy. W tym samym czasie mama czyściła łazienkę. Gdy usłyszała wybuch, wbiegła do kuchni z oczami jak 5 zł i krzyknęła: „Matko bosko
Ja tylko gasiłam płonący w garnku wosk w Andrzejki. Słoikiem z wodą gasiłam. Rezultat: cała kuchnia do remontu, ja z oparzeniami dłoni i karku (tu akurat zaatakowała mnie płonąca firanka) tydzień w szpitalu. Personel miał dużo zabawy i dał mi ksywkę Wróżka