Pamiętam moje wyjazdy na kolonie na koniec 1, 2 i 3 klasy. Bardzo tęskniłam i właśnie wieczory bywały najtrudniejsze, ale też poranki i ogólnie momenty kiedy nic szczególnie się nie działo a robiło się standardowe rzeczy mocno kojarzące się z domem (codzienna toaleta, czekanie na posiłki itp). Ale
Byłam takim dzieckiem, płakałam i tęskniłam, z tym że ja chciałam wrócić do domu. Rodzice mnie nie odebrali, przepłakałam 3 tygodnie. Traumy nie mam, żal do nich trochę mam, ale patrząc wstecz widzę jaka była nasza relacja i te kolonie były tylko częścią całości, spójną z całokształtem podejścia do
zmianę. Skończyła szkołę, pracowała, dzieci wysyłała na kolonie, namiętnie chodziła do teatru i operetki, bilety organizował zakład pracy itd. Kiedyś to było....... różnie. Nie podobał mi się takie mówienie, że było tylko źle i syfiasto. To moim zdaniem przekreśla w pewnym sensie ludzi z tego kiedyś. A
polskich górach, czy nad Bałtykiem, jeździłam na kolonie, zobaczyłam więc kawał Polski. I nie brakowało jakoś pieniędzy, rodzicie chodzili do restauracji i na dansingi, jeździli czasem do Pragi, czy do Berlina Wschodniego skąd przywozili coś ładnego, czego u nas nie było i jeszcze mieliśmy rodzinę na
się priorytetem. Miałam bezpieczne dzieciństwo, wypasiony plac zabaw, lodowisko zimą i wypożyczalnia łyżew, kolonie, piękne okolice, lasy, jeziora. Moi rodzice dostali mieszkanie zakładowe jako młodzi ludzie, potem większe, kiedy urodziło się drugie dziecko. Nie spłacali kredytów. Nie mieli wyższego
kolonie zakładowe - to zależało jaki zakład i trzeba było być obrotnym. Już nie wspomnę o warunkach, w jakich te dzieci później przebywały. Wiem, bo sama jeździłam na takowe (rodzice oboje pracowali, nie mieli pomocy rodziny, co mieli z nami zrobić w wakacje?) - no nie były to obecne kurorty, szczególnie
> ecak był oczywiście dla osoby doroslej),która wyjechała na kolonie i rodzice ni > e wiedzieli nawet, gdzie go położyła. Dalszych zakupów zaprzestałam. Akurat głupie pytania, śmietnik i targowanie robią ludzie nie platforma. Na każdej jest to samo, choć moje doświadczenia raczej są inne: właśnie
mnie vinted od zawsze to było dno i jeden wielki śmietnik. Masa głupich pytań, targowania się lub dla odmiany pisania "dlaczego tak tanio". Sama raz chciałam kupić tam plecak. Okazało się, że konto należy do 12-latki (plecak był oczywiście dla osoby doroslej),która wyjechała na kolonie i rodzice nie
black_halo napisała: > Nie wiem, ja miałam babcie na wsi i babcie w mieście i zawsze był ktoś do zaopi > ekowania. Większość moich rówieśników podobnie. Teraz jest tak samo jak było kiedyś. Jedni mają babcię do zaopiekowania, inni nie. > Ojciec miał tanie kolonie z pracy
Nie wiem, ja miałam babcie na wsi i babcie w mieście i zawsze był ktoś do zaopiekowania. Większość moich rówieśników podobnie. Ojciec miał tanie kolonie z pracy, szkoła była otwarta podczas ferii więc spędzałam 2 tygodnie na lodowisku nie wydając ani grosza, w mojej szkole był gabinet pielęgniarski
No właśnie. Konieczność posiadania smartfona nawet przez dzieci (a wielu rodziców kupuje dzieciom pierwszego smartfona gdy te mają około 7-8 lat, często wtedy gdy idą do szkoły lub jadą na pierwsze kolonie - przynajmniej w moim otoczeniu tak jest) A teraz co w sytuacji gdy babcia 70+ będzie gdzieś
grzeszy rozumem' 'nie grzeszy urodą' 'groszem nie śmierdzi' 'ma pełny trzos'-bogaty 'ma puste kieszenie'-golec 'dostał batem po du..ie' 'zrobili mu kocówę'-na kolonii 'wykopali go ze stanowiska/urzędu' 'ma dziurawą kieszeń'-dużo wydaje 'pieniądze się go nie trzymają' 'nam cie tu nie potrza'-nie jesteś
Też tak jeździłam, pierwszy raz do Egiptu leciałam z Kolonii w latach dziewięćdziesiątych. Jak mieszkałam w Hiszpanii to jeździłam pociągiem do Berlina, spałam na Teglu i latałam EasyJet. Spałam na ławce na lotnisku w Moskwie w drodze na Kubę, w Kijowie w drodze do Tajlandii etc. Jeszcze nie