>Wydaje mi się że Bi i mąż nie uciekli tylko otrzymali propozycję nie do odrzucenia. Jasne, jasne... Sama tu kiedyś pisała, jak to z mężem łazili po plaży i "goraco" dyskutowali, czy zwiać, czy jednak nie. Najwyraźniej postanowili dać nogę. Takie były wtedy realia, wielu moich kolegów zwiało w
tym na obiad ślaj-zupka gotowana naprędce z wczoraj i halibut z ziemniakami. Zimno. Chciałam wyjechać w góry, mój ogródek czeka i już tęskni, ale jakoś przy tej pogodzie zupełnie nie mam weny. Majówkę spędzę nad książką, pogryzając dobre rzeczy, a jeśli koleżanka nie wyjedzie do siebie na wieś, to
No wiadomo. Dupki zbyt ciężkie, by podnieść je z leżaka i wyjechać na parę godzin poza resort. -- volta2 napisała: > z litości mogę ci własnego męże podesłać, on wiecznie napalony, a przy okazji zawsze dobrze płaci za usługi.
Wstałam rano0 5:30,wyszłam z Przyjacielem na spacerek,wypiłam kawę i o 6:30 wyjechałam na trening na crossfit,dla męża i synka zrobiłam pyzy z mięsem,pozdrawiam Was serdecznie i życzę miłego,spokojnego dnia 🌻🪻🌷🌺🌹
Mam starsze dzieci od twojego syna i nie wyjechałabym na wakacje na kilka dni zostawiając je same. Nie leczą się na depresję i nie sprawiają żadnych problemów wychowawczych a jednak nie mam takich pomysłów jak twój mąż i w ogóle nawet nie rozważałabym takiej opcji. -- Nie głosuję na darmową
zwraca uwagę na jakośc żywności, lubią ćwiczyć, biegać, siłować się. Ale czy zostanie im to na późniejsze lata? Zobaczymy za 20-40 lat :) Jaguś w tamtych latach wychodziło się za mąż wcześnie, miałam 20 lat. Bardzo chciałam wyjść z domu, niestety nie udało mi się.... mieszkaliśmy z rodzicami trzy lata
przenioslam tu. jaga_22 Re: kiedy to bylo 10.04.26, 10:16 Wędrówko wspomniałaś Mierzyn i przypomniałam sobie wakacje u koleżanki, miałam wtedy naście lat.Wracałyśmy rowerami i ja znalazłam się w rowie,ale nic złego mi się nie stało.Koleżanka wyszła za mąż za Niemca i wyjechała i tak to się
Wędrówko wspomniałaś Mierzyn i przypomniałam sobie wakacje u koleżanki, miałam wtedy naście lat.Wracałyśmy rowerami i ja znalazłam się w rowie,ale nic złego mi się nie stało.Koleżanka wyszła za mąż za Niemca i wyjechała i tak to się skończyło.A ja wtedy mieszkałam w Lubuskiem.
Średniego syna zostawiałam z mężem i wyjechałam na delegację. Po powrocie zastałam dziecko odpieluchowane, kierowana doświadczeniem to samo zrobiłam z najmłodszym. Znów to samo :D.
Przykro, jak się mieszka w keaju, z którego w bardzo niewiele miejsc można wyjechać, co, żenadko? -- volta2 napisała: > z litości mogę ci własnego męże podesłać, on wiecznie napalony, a przy okazji zawsze dobrze płaci za usługi.