kakq
29.01.07, 08:53
Ratujmy Foksika, on nie przeżyje powrotu do schroniska!! Potrzebny domek od
zaraz, choćby na razie tymczasowy!!!
Moja historia jest bardzo smutna i pewnie niedługo się skończy. Chociaż...tak
bardzo chciałbym żyć. Ale niestety tak to już jest że moje pieskie życie nie
jest usłane różami. Pamiętam byłem malutki jak Pani zabrała mnie od mojej
rodzonej mamy. Bardzo szybko pokochałem ją i jej dzieci ,z którymi bawiem się,
biegałem. Owszem, czasem zdarzało się że moja Pani zapomniała mi przez dwa dni
dać jedzonka, ale i tak ją uwielbiałem, to w końcu była moja Pani, jedyna i
najlepsza. Dlatego zupełnie nie zrozumiałem dlaczego pewnego dnia moja Pani
odniosła mnie do schroniska i zostawiła. Słyszałem tylko, jak powiedziała pani
w biurze że że urosłem za duży i już mnie nie chce. Patrzyłem błagalnie jak
odchodziła, próbowałem biec za nią, ale jakieś silne, męskie ręce mnie
przytrzymały i zaprowadziły do zimnej, małej klatki. Długo czekałem, mając
nadzieję że Pani po mnie wróci, ale niestety tak się nie stało. Byłem już
coraz bardziej zrezygnowany, siedziałem ciągle w budzie, aż
wreszcie...szczęście się do mnie uśmiechnęło! Przyszła jakaś pani i
powiedziąła do wolontariuszki, jedynej osoby, która tu do mnie przychodziła,
że chciałaby pieska. Pies miał być grzeczny i młody. Moja wolontariuszka
zaproponowała mnie, powiedziała że spełniam te warunki, że zna mnie już pół
roku i wie że jestem niekonfliktowy i baaaardzo kochany. Pani powiedziała że
będę mieszkał w mieszkaniu wraz z całą jej rodziną. Niestety nigdy nie
poznałem jej rodziny, zabrała mnie na działkę i tam mieszkaliśmy oboje. To
znaczy głównie ja mieszkałem bo pani pracowała po kilkanaście godzin dziennie.
Ale i tak byłem szczęśliwy. Żyłem w zgodzie ze wszystkimi działkowymi psami,
bawiłem się, bo ja tak bardzo lubię się bawić (tylko tam w schronisku nawet o
tym nie wiedziałem). I tak bardzo się cieszyłem gdy wieczorami moja Pani
wracała do domu. Nawet gdy na jednej z działkowych imprez ktoś z pani kolegów
zdeptał mi łapę i kulałem przez parę dni to i tak byłem szczęśliwy. Rozumiałem
że mojej Pani ledwo starcza na papierosy i wino i po prostu nie stać ją na
lekarza. Moje szczęście trwało 3 miesiące..Nawet nic nie podejrzewałem gdy
pewnego dnia zaczęła się pakować. Słyszałem tylko jak powiedziała jednemu ze
swoich kolegów, że daje mi tylko parę dni, że muszę wrócić do schroniska, gdyż
ona pogodziła się z rodzicami, wraca do nich a ja....nie jestem jej już
potrzebny. Wzięła mnie gdy poszła mieszkać na działki, bo chciała się czuć
bezpiecznie, a teraz nic tu po mnie, już mnie nie potrzebuje. Myślicie że Pies
nie potrafi płakać? Moje oczy, moje serce całe toną we łzach. Tak bardzo,
bardzo chciałem kochać ,widocznie nie dane mi to było. A może to moja wina że
urosłem za duży, do wzięcia na ręce się nie nadaję a na psa obronnego jestem
za mały i delikatny, zbyt wrażliwy by przeżyć powrót do schroniska. Pewnie
niedługo nastąpi koniec moich cierpień...Ale...ja tak bardzo chciałbym żyć
,chciałbym jeszcze poznać co znaczy prawdziwa, obustronna miłość, tylko czy
mam jakieś szansę ???
kontakt amelka0@wp.pl