Napiszę jeszcze jedną ważną rzecz- idę do liceum na profil polski-historia-angielski nie dlatego,że nienawidzę przedmiotów ścisłych ( w końcu taką chemię na przykład lubię), ale ponieważ uwielbiam nauki humanistyczne. Uważam,że warto to podkreślić, bo wiele osób wybiera taki profil ze względu na swoje trudności z przyswajaniem przedmiotów ścisłych. Smutne,ale prawdziwe.
zdecydowanie
Ja też humanistyczne, chociaż liceum konczyłam ekonomiczne. -- https://fotoforum.gazeta.pl/photo/0/eh/vd/rdjm/KbjG0xEecvd0NAJyIA.jpg
mam jutro,trudne są? są środki stylistyczne?
U mnie są jutro(humanistyczne) i potem kolejno: w czwartek(ścisłe) i czwartek(językowe). Mam nadzieję, że nie będzie źle. Powodzenia wszystkim trzecioklasistom (;
Nienawidzę matmy !!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!! :sciana: Bardzo lubię j.polski , rzadko popełniam błędy ortograficzne , lubię pisać opowiadania . Lubię też historię . Ale najbardziej interesuje mnie biologia . A matma,chemia,fizyka blee nienawidzę i WF też nienawidzę !
Chciałam tylko ilustracyjnie przybliżyć o co chodzi: www.ceremoniehumanistyczne.pl/ Może admin nie skasuje...
Czy człowiek potrzebuje ceremonii do przetrwania i rozwoju? Nie, ale przyzwyczaił się. Stąd oferta ceremonii humanistycznych dla osób pragnących odciąć się od swoich korzeni, ale mimo to potrzebujących ceremonii. To odcięcie pępowiny nie było jednak takie całkowite, skoro sentyment do ceremonii pozostał. Czy tradycja wspólnych spotkań rodzinnych przy wigilijnym stole jest zła?
Zachciało mi się coś napisać o postmodernizmie w polityce, wklepałem słowa kluczowe i wpadł mi w oko artykuł niejakiego Karpińskiego, bloger salonu 24, zwolennika pisu i J.K. Warstwa merytoryczna ok., ale bloger właśnie zwyczajem postmodernistów, odwraca kota ogonem, bo nie wskazuje kto w polskiej polityce uprawia politykę postmodernistyczną, a czyni to właśnie jego guru – dualistyczna scena polityczna, migotanie środka, maksymalizacja skrajności, bo minimalizuje się wtedy centrum polityczne, bełkotliwa nowomowa – to wszystko są idee fixe Kaczyńskiego. Przytoczę tekst w całości (z jednym wycięciem linku), gdyż nie cierpię sytuacji, kiedy mówi się jedno, a robi drugie, jak ta cała zakichana postmodernistyczna „prawica”. Postmodernizm wyrządził i wyrządza najwięcej szkód w polityce, a ta pośrednio wpływa na inne dziedziny życia społecznego; Sokal ośmieszył postmodernizm z informatycznego punktu widzenia; w następnej części odniosę się, jak on wygląda w polityce z logicznego i fizycznego punktów, choć to zadanie karkołomne skoro założyciel nurtu twierdzi, że rzeczywistości nie ma. „Jak łatwo zostać filozofem postmodernistycznym, pokazuje eksperyment Sokala, .... dla tych, którym nie chce się czytać ( a warto!) streszczę o co chodziło. Jest to historia o amerykańskim fizyku, który w jeden moment ośmieszył cały niby intelektualny dorobek, filozofów tak zwanego postmodernizmu (jak niektórzy twierdzą nazwa ta z braku laku przylgnęła do naszego czasu). Alan Sokal zrobił z elity (głównie francuskich tuz filozofii postblablabla) stado dobrze ubranych baranów i to w ich własnym czasopiśmie. Pokazał, że nie wiedzą o czym piszą, używają efekciarskich niezrozumiałych dla nich pojęć i kiszą się we własnym sosie, uwielbiani przez zgraje postmatołków, którzy też przecież nie wiedzą "o co tu biega". Dzieła upokorzenia dokonał informatyk, który napisał program komputerowy do konstruowania tekstów filozoficznych postmodernimu. Każdy więc może zostać grubą rybą filozofii. Nie ukrywam, że dowiedziałem się o eksperymencie Sokala stosunkowo niedawno i sprawił mi ten fakt niewysłowioną radość, że wreszcie ktoś zrobił to co od dawna wielu wiedziało i mówiło. Dość o filozofach, przejdźmy do polityków. Analogia z tymi pierwszymi nasuwa się, aż zbyt nachalnie. Jednak stosując ją uzyskałem coś co od dawna było dla mnie nieuchwytne, czyli idelane określenie na polityków zachowujących pozory intelektualne i na ich wyborców. I tak utworzyłem sobie nazwy postpolityków i postwyborców(zresztą wpadła mi w ręce ostatnio książka Andrzeja Nowaka o Postpolityce). Ci pierwsi charakteryzują się po pierwsze bełkotem. Bełkot to coś szczególnie bliskie sercu postmodernizmu, mówić trzeba dużo, wtrącać nie do końca jasne koncepcje, które w gruncie rzeczy są "puste". Po drugie tchórzostwo i nieróbstwo intelektualne. Postpolityk nie ma odwagi na oryginalne koncepcje,a tym bardziej nie ma odwagi na wprowadzanie ich w życie, postpolityk ma trwać i świecić, przebłyskami bełkotu. Postpolityk nie zadaje sobie trudu wyznaczania nowych celów, głębszej wizji, utrwala zastane stany rzeczy i powiela błędy poprzedników postpolityków. Po trzecie opiera swoje wszelkie działania i siłę na autorytetach (postautorytetach oczywiście), lubi ich cytować, zasłaniać się nimi, używać ich do swoich celów. Postpolityk to też pragmatyk w najgorszym wydaniu. Jego pragmatyzm koncentruje się na utrzymaniu stada matołków czyli postwyborców, i trzeba przyznać, że jest w tym mistrzem. Aby stać się postwyborcą trzeba w postpolityków uwierzyć, trzeba im zaufać i trwać przy nich, tak jak lewicowa młodzież francuska przy swoich filozofach, nawet w obliczu sytuacji, gdy "król jest nagi". Nie ma bowiem innej możliwości utrzymania się "na fali" w postmodernistycznej rzeczywistości. Jedyne co mnie zastanawia to to, jak wyglądałby teraz świat, gdyby przedrostek "post" zatruł świat wcześniej. Jak wyglądałyby takie zjawiska jak sztuka, społeczeństwo, rodzina. Czy w ogóle by istniały? Co by było gdyby Aleksander Wielki, Cezar, Karol Wielki, Bolesław Chrobry, Napoleon czy Piłsudski byli postpolitykami? Wiem co byłoby na pewno; bełkot. I cieszę się, że nie dożyję całkowitego triumfu bełkotu i postpolityków. Cieszę się bardzo.” Jak widać z tekstu, autor mieniący się gdzieś indziej patriotą w rozumieniu polskiej „prawicy”, w podtekście wskazuje: postmoderniści to nie my, to „oni” – zaczyna się zjadanie własnego ogona. cdn.
II. Dlaczego w tytule jest „inżynieria”? Bo to przykład zawłaszczenia desygnatu przez owych „humanistów”. Od czasów greckich filozofia cierpi na skłonność podpieranie swoich idei nauką: spójrzmy jak w świetle obecnej nauki wygląda „podparcie” postmodernizmu w polityce – pomijam bełkot nieliczący się z autorytetami. Po pierwsze trzeba przyznać, że postmodernizm polityczny w przeciwieństwie do filozofii dualistycznych, zauważył istnienie środka, co było jego największym osiągnięciem, i na tym się skończyło – zaczęto układ trzech „mas wyborczych” upraszczać i sprowadzać do działania dwóch – środek albo wykluczano, albo „migotał”, albo nie brano go pod uwagę, chociaż największy matoł wie, że bez środka nie ma końców, skrzydeł, frakcji, itp. elementów podziału. Fizyka nie potrafi na razie opisać ruchu trzech ciał, więc nie będę się wymądrzał (właśnie skasowałem cały akapit opisu w stylu „opowiadaczy” i skrótowo przedstawię o co mi chodzi z punktu elementarnej logiki. Mamy zbór P (partia obojętne jaka, lecz nie centrowa) i zbór C (centrum włącznie z niegłosującymi) – w wyniku wyborów P przejmuje z C część zbioru tworząc nie sumę lecz iloczyn. Dlaczego? Bo w parlamencie ci z C nie identyfikują się całkowicie z wektorem działania P lecz częściowo go wzmacniają: (mamy sumę) do czasu powstania iloczynu wektorowego, czyli postawienia się tej grupy sztorcem (prostopadle); lecz iloczyn wektorowy nie jest przemienny, tj. a x b = - i współpraca się kończy. Przykładów mamy multum. Reasumując: Postmodernistyczne odnośniki do całości sceny politycznej są humbugiem; wykluczanie środka jest niemożliwe; a jeśli coś w rodzaju „migotania” ma miejsce, to tylko w tej sytuacji, którą opisałem, a nie w odniesieniu do całości. Prawo trychotomii działa nie tylko w matematyce :-)
Po każdym jednym kierunku da się twórczo wykorzystać to, czego się nauczyło, do ustawienia siebie na rynku. Problem jest taki, że trzeba mieć na to pomysł, wypływający ze swojego wnętrza. Wszystko, co narzucone, będzie raczej niesatysfakcjonujące. Można kamienie tłuc na drodze, jeśli się widzi w tym sens - i będzie to praca, która da zadowolenie i satysfakcję. A propos - czytałam kilka lat temu, że jakaś grupka (bezrobotnych? więźniów? dalibóg, nie pamiętam) uczyła się właśnie tłuczenia kamieni. Kilka lat temu żył jeszcze w Polsce człowiek, jedyny - dodam - człowiek, który potrafił wysłuchać kamień. Facet był brukarzem. Otóż da się ponoć tak uderzyć kamień, żeby rozpadł się, tworząc dwie poziome powierzchnie - ale trzeba wiedzieć, w którym miejscu przyłożyć siłę, w jakim kierunku ma być skierowana oraz jak mocno trzeba stuknąć. I ten starszy pan uczył grupki z artykułu tej umiejętności, żeby nie odeszła wraz z nim w niepamięć. -- Profesjonalna bra-fitterka maheda.eu Czy POTRAFISZ założyć stanik?
maheda napisała: > Po każdym jednym kierunku da się twórczo wykorzystać to, czego się nauczyło, do > ustawienia siebie na rynku. też jestem tego zdania. z małym ale. Najczęściej nie da sie przeżyć z tychże twórczych wykorzystań na naszym rynku pracy bez duuuużej dozy szczęscia lub znajomości. Powiem tak - znam chłopaka, pasjonata motoryzacji, zrobił chyba wszystkie mozliwe kategorie prawa jazdy. W normalnych warunkach (dziś kierowcy przynajmniej w moim regionie nie mają zbyt wielu możliwości pracy) nie miałby ciekawych ofert - robiłby to co uwielbia (tak, można uwielbiać prowadzić autobus) za grosze i ulegał frustracji, albo przeniósłby się za granicę. Ale jego ojciec ma firmę, w której zatrudnia kierowców autobusów.. młody jeździ na dalekie wycieczki, dobrze zarabia, cieszy się, że ma pracę.
"oraz doktorat i tak dalej " - ciekawe jak to robiłeś pisząc z takimi błędami i tak topornym językiem?! .cyt. " A na myśl o matematyce robiło się nam nie dobrze." No, no - z ciebie humanista jak z koziej d..y trąba!
maturę robiłem dawno, studia humanistyczne oraz doktorat i tak dalej. Na co dzien korzystam ze zdobyczy statystyki za pomocą komputera. Gdyby kiedyś, nie ściągi na maturze, to bym matury nie zdał. W trakcie studiów uzupełniających na zachodzie miałem często z podobnymi ludźmi do czynienia.
bo będziesz najnormalniej w świecie bezrobotna. Chyba na dwójce leciało jakiś czas temu. Lepiej wybierz jakąś szkołę techniczną, albo liceum z przedmiotami ścisłymi, żeby na technicznych studiach (mam na myśli Politechnikę) dać sobie radę.
Dobrze radzę, zacznij łapać przedmioty ścisłe.
Jak to jest z tym ZA? Syn czyta powieści (według pani psycholog jako ZA nie powinien, bo nie powinien ogarniać akcji), bardzo dobrze, jak na swój wiek, pisze- ma dobre pomysły i pisze spójnie, ładnie, dowcipnie. I lubi to. Czy to się jakoś nie wyklucza? -- Prawo Katza - ludzie i narody będą działać racjonalnie wtedy i tylko wtedy, gdy wyczerpią już wszystkie inne możliwości
Moja córa (łagodne ZA) jak najbardziej ma zdolności humanistyczne: książki wszelakie pochłania z prędkością światła, wchodzi w przedstawiony świat, lubi omawianie lektur w szkole i dostaje dobre oceny... Także się nie wyklucza.... Ja bym się zastanowiła, czy diagnozuje dziecko właściwa osoba... bo jak słyszę, że "to na pewno ZA bo... lub "to na pewno nie ZA bo..." i tu następuje argument rodem z internetu to zapala mi się czerwona lampka.