twój piesek mnie zawsze wzrusza, ma takie łagodne, mądre spojrzenie. I jaką melancholię na pyszczku, charakterystyczną dla niektórych starszych piesków.
Nieco jędzowata i upierdliwa połowica z którą zdaje się nie jest szczególnie szczęśliwy nie spowodowała zdurnienia u pana 60+. Może jakąś lekką melancholię, a może i to nie, nie wnikam. W każdym razie normalny jest. Ci co mają odpały mają też pod ręką wygodne tłumaczenia, wyłącznie tłumaczenia bo przyczyna to któryś z powyższych punktów, albo wszystkie naraz. -- "Nie mam żalu do nikogo, sama sobie krzywdę zrobię"
Zakątek melancholii
dziewczynaengina napisała: > Ja to widzę tak: w październiku saczymy melancholię, jak dobra naleweczke. Kasz > tany, pamiętasz była jesień, cień w dolinie mgieł. Człowiek jest tego głodny. Z > a to w listopadzie przychodzi ciemnica, pizgawica, nostalgia przestaje być igra > szka.
carnivore69x napisał(a): > W październiku/listopadzie należy słuchać mniej melancholijnych kawałków zatem, > bo inaczej łyskacza łatwo nadużyć. Ja to widzę tak: w październiku saczymy melancholię, jak dobra naleweczke. Kasztany, pamiętasz była jesień, cień w dolinie mgieł. Człowiek jest tego głodny. Za to w listopadzie przychodzi ciemnica, pizgawica, nostalgia przestaje być igraszka. I wtedy odcinamy smętne piosenki!
homohominilupus napisała: > Ja tę melancholię odczuwałam długo przed wejściem w middle age > Myśl pozytywnie. MIałaś przedwczesną midlife crisis i teraz może być już tylko lepiej. :-D -- Doczytaj co napisałam kretynko i nie osmieszaj sie - brenya78
Ja tę melancholię odczuwałam długo przed wejściem w middle age -- Uzytkowniczka nellamari do mnie: Baw się z psem na zdrowie na psiej plaży - tam jest twoje miejsce - w końcu cóż innego ci pozostało ? Może nawet od sportu nabierzesz kobiecej sylwetki i przestaną cię mylić z dorastającym nastolatkiem.
Wiem, chandra, melancholia- nie wiem tylko jak to rozumieć w kontekście wątku?
Zderzenie wyłącznie z wizją Prusa stworzyłoby osobę o niezwykle specyficznej, głęboko gorzkiej i chłodnej strukturze psychicznej. Stałaby się analityczną, dystansującą się obserwatorką o cichej skłonności do melancholii. Zyskałaby potężny pancerz ochronny w postaci odporności na tani sentymentalizm i wyczulenia na społeczną obłudę, jednak jej postrzeganie świata zostałoby skażone trwałym sceptycyzmem. U Prusa światem rządzi twardy determinizm, biologizm i mechanika społeczna – człowiek nie jest gospodarzem własnego losu, lecz wypadkową pochodzenia, ekonomii i biologii.
Wyrosłaby na osobę przedwcześnie zgaszoną, lekko zgryźliwą, niezdolną do podjęcia ryzyka czy budowania zdrowej bliskości – prawdziwego wampira melancholii, przerażająco trudnego do zmanipulowania przez jakikolwiek fałsz, ale też całkowicie pozbawionego siły do życia.
Taki np Ignaś by się do tego dobrze nadawał - wszak poza Borejklanem nie ma prawdziwych, dobrych, czułych kobiet z czółkami i alabastrowy ideał dwojga imion musi z dumą i melancholią kroczyć przez życie sam. Wyraźnie jednak widzimy, że tak być nie może, po prostu nie może, bo osoba, która nie jest w związku, jest postrzegana jako niepełnowartościowa i to jest jej wina i to znaczy, że z nią jest problem.
Kiedyś przeczytałam i zapamiętałam: Zamiast podjąć działanie, woli pielęgnować swoje ponure humory i pozwalać, by melancholia trawiła jego trzewia :))
Drzewa na Plantach błyszczały się na żółto i czerwono w zachodzącym słońcu. Jesienne powietrze miało w sobie jakąś melancholię, która przebijała się nawet przez spaliny i smog. Liście szeleściły pod stopami. Mijając kolejne kamienice, nie mógł nie uśmiechnąć się na wspomnienie Roosevelta 5 – wprawdzie, w przeciwieństwie do większości kuzynostwa, nie wychowywał się tam, ale doskonale rozumiał – i troskliwie pielęgnował w sobie – przywiązanie do tradycji.