W razie czego zostaniesz ze zdewastowanym pokojem albo rotacja co miesiąc. I bedzie syf. Co znam z autopsji to zawilgocone pokoje bo każda studentka suszyła u siebie, każdej bylo szkoda prądu na suszarkę. Praly oddzielnie po 5 razy dziennie, pralka padła po po pół roku, druga po roku. Trzymały garnki w pokojach, zeby druga nie ukradła chyba ze wspólnej kuchni.
Tak wiec pranie jest co najwyzej podsuszone ale nie wysuszone. Podsuszone w stopniu mniejszym niz po wirowaniu w pralce. Tak wiec daruj sobie to zawilgocenie. Pomiajam ze u mnie w domu posciel schnie w ciagu kilku godzin, wiec akurat to najmniejszy problem a zima to suszace sie pranie jest calkiem pozytyczne bo powietrze jest niestety bardziej suche z powodu ogrzewania.
Nie, nie używa się detergentu :) Ubranie może być lekko zawilgocone - tak, jak byś potraktowała ubrania parą z dzióbka z czajnika :) Z ubrankami nie powinno się też stać nic złego, chociaż wiadomo - z jedwabnymi materiałami raczej bym uważał. Natomiast do ubrań z bawełny czy poliestru - nic nie...
Możesz sprawdzić czy coś nie zaległo w filtrze i czy masz dobrze podłączony odpływ, ale skoro przy wyjęciu z pralki wszystko wygląda normalnie, to raczej obstawiałabym zawilgocenie "suszarni".
U mnie w domu bieliznę i skarpetki trzeba było prać ręcznie, bo uwaga uwaga trzeba było oszczędzać pralkę, teraz w dorosłości to sobie odbijam, nawet drogie staniki piorę w pralce, w woreczku i na delikatnym programie, ale zawsze. Jak nie przepadam za arweną, to tu muszę przyznać jej rację. Pranie rzeczy po obozie różni się od zwyczajnego prania.
Nie było też możliwości ugotować wody i zrobic sobie kawy poza śniadaniem lub kolacją. Można było zamówić w barze za 4 zł. W ośrodku nie było też pralki, suszarki ani suszarni, a w naszym klimacie i zawilgoconych pokojach nic nie schło (jak na złość cały tydzień było zimno i lało). Najgorzej, że moje dzieci wróciły chore w tym jeden na szkarlatynę - myślę, że złe warunki sanitarne mogły sie do tego przyczynić, więc mój synek teraz nadal nie uczestniczy w zajęciach terapeutycznych na miejscu.
przestrzegam przed zakupem pralki Electrolux zepsuła się dwukrotnie w ciągu 5 tygodni odmówili naprawy gwarancyjnej za każdym razem zepsuł się programator Electrolux twierdzi że zepsuł go czynnik zewnętrzny tj zbyt dużo ilość proszku, która nadmiernie się spieniła i spowodowała nadmierne zawilgocenie programatora sprawa ciągnie się już dwa i pół miesiąca pralka zepsuła się podczas prania a wg nich to czynnik zewnętrzny przestrzegam przed oszustami
Mnie tylko to zawilgocone mieszkanie zastanowilo, w sensie ze dla dziecka to pewnie nienajszczesliwsze miejsce do przebywania, ale skoro ojciec chce zmienic... czasami tez zwracam uwage na to ze dzieci sa brudne, ale ruszyloby mnie to pewnie tylko w takiej sytuacji ktora opisala jedna z forumowiczek - dzieci widziane czesto, rodzice dobrze sytuowani, a ubrania dzieciece pralki nie widzialy.
Nie liczcie ze pojdziecie do darmowej szkoly jezykowej, bo musicie prawcowac na utrzymanie, a praca najprostsza i fizyczna skutecznie pozbawi was energii i zapalu do nauki, a po 12 godzinnej zmianie bedziecie marzyli o cieplym lozku w zimnym zawilgoconym domu, i prysznicu, ktorego nie mozecie wziac bo wlasnie kapie sie Hindus z pokoju z naprzeciwka :)
My naszej babci kupiliśmy nową wersalkę, bo starą, na której śpi, ma co najmniej 40-letnią, wygniecioną, zawilgoconą. I co? Nawet przez furtkę nie pozwoliła jej przenieść. Nie i już (a przecież pralka prądu ani wody nie zużywa, nie wymaga skomplikowanej obsługi itd). No to trudno, musieliśmy zabrać prezent i jeszcze była wielka obraza pt "Ja też jestem stara i schorowana, mnie też wyrzućcie" :-/