Pytanie dla mężczyzn, ale także, a może przede wszystkim dla kobiet. Jak odzyskać kobietę, z którą kiedyś się było i którą nadal się kocha? Cały czas istnieje tzw "koleżeństwo". Ale Ona jest teraz w nowym związku. I chyba nie jest to "coś poważnego".
jak miałeś to trzeba było trzymać
czy szeptuchy pomagają w odzyskaniu miłości, w odzyskaniu drugiej osoby?
Jak zrobić skrypt runiczny na wzbudzenie/odnowę uczuć, gdy np. milość stygnie, jest niepewna, zniechęcona...?
Z góry bardzo proszę o poważne potraktowanie tematu i nie ironizowanie na mój temat, jestem już wystarczająco załamana, dlatego proszę mężczyzn o radę. Jesteśmy razem od 12 lat, małżeństwem jesteśmy 8 lat. Mamy rocznego syna. Wszystko zaczęło się psuć w zasadzie od tego momentu. Miałam pretensje do męża, że nie zajmuje się dzieckiem, bo robił to bardzo rzadko i było mi cholernie przykro z tego powodu. Zawsze wydawało mi się, że kiedy mężczyzna ma syna jest najszczęśliwszym człowiekiem na świecie. Zaczęłam być dla niego nie miła. Mąż się starał, pomagał w domu, robił zakupy. Moje dni były wszystkie takie same. Od rana do wieczora sama z dzieckiem. Mąż wychodził do pracy kiedy syn jeszcza spał a wracał kiedy już spał,wiecznie zmęczony, po każdym posiłku musiał się położyć.Zamknęłam się w sobie, odizolowałam od ludzi. Miałam żal do jego rodzicw, że czekali na wnuka, a kiedy już się urodził, nic od nich nie dostaje, nawet na chrzest.BYło też wiele innych sytuacji, mąż ma 2 siostry i dla nich zawsze się coś znajdzie dla nas nic, teraz wiem, że lepiej było nic nie mówić o jego rodzicach i siostrach, bo teraz mam to na talerzu, tutaj akurat uważam, że mam rację, ale widzę, że to drażliwy dla niego temat i lepiej go pominąć.Rosły we mnie żale do niego, a syn bardzo do niego ciągnie, tym bardziej mnie to bolało. Zaczęłam mówić do niego o rozwodzie, tylko dlatego, aby mnie zauważył, aby zaczął spędzać z nami więcej czasu.Tak, zrobiłam się zgorzkniałą babą, teraz bardzo tego żałuję. Wiem, że to był głupi sposób, a mąż wziął sobie to tak do serca, że powiedział mi, że mnie już nie kocha. Zabolało mnie to cholernie, nigdy nie sądziłam, że usłyszę od niego takie słowa, bo kochaliśmy się bardzo, sam mi powiedział, że nikogo tak nie kochał jak mnie, a ja to wszystko zepsułam i nie wiem jak mam to wszystko poukładać spowrotem. Przeprosiłam go za moje zachowanie, bo naprawdę tego żałuję i chcę się zmienić, tylko mąż we mnie nie wierzy, pyta: na jak długo się zmienię, ja wiem, że tego chcę, bo bardzo go kocham. Wczoraj powiedział, że minęły już dwa tygodnie, a jego uczucia względem mnie się nie zmieniły, ale daje nam szansę i czeka. A ja nie wiem co mam robić, jak sprawić, aby mnie na nowo pokochał. Proszę poradźcie, co wy mężczyźni oczekiwalibyście od kobiety w takiej sytuacji. Kocham bardzo mojego męża i nie chcę go stracić. Wszystko popsułam i chcę to naprawić.
masz strasznie roszczeniową postawę wobec świata... bo urodziło ci się (samo) dziecko. Więc Ci się należy ! Po prostu wzięłaś sobie zbyt biednego męża (musi pracować zamiast być w domu, kołysać bachory i sprawdzać prawidłowość naliczonych odsetek od lokat w bankach) -- Some men have died, and some are alive, and others sail on the sea – with the keys to the cage… and the Devil to pay, we lay to Fiddler’s Green!
Ja rak, Ona wodnik, czy myslicie, że jest szansa odzyskania jej uczucia?
nie wchodzi sie dwa razy do tej samej rzeki.ale to moje zdanie,jesli uwazasz,ze warto,to walcz o ta dziewczyne.powodzenia:)
Jesteśmy razem od 12 lat, małżeństwem jesteśmy 8 lat. Mamy rocznego syna. Wszystko zaczęło się psuć w zasadzie od tego momentu. Miałam pretensje do męża, że nie zajmuje się dzieckiem, bo robił to bardzo rzadko i było mi cholernie przykro z tego powodu. Zawsze wydawało mi się, że kiedy mężczyzna ma syna jest najszczęśliwszym człowiekiem na świecie. Zaczęłam być dla niego nie miła. Mąż się starał, pomagał w domu, robił zakupy. Moje dni były wszystkie takie same. Od rana do wieczora sama z dzieckiem. Mąż wychodził do pracy kiedy syn jeszcza spał a wracał kiedy już spał,wiecznie zmęczony, po każdym posiłku musiał się położyć.Zamknęłam się w sobie, odizolowałam od ludzi. Miałam żal do jego rodzicw, że czekali na wnuka, a kiedy już się urodził, nic od nich nie dostaje, nawet na chrzest.BYło też wiele innych sytuacji, mąż ma 2 siostry i dla nich zawsze się coś znajdzie dla nas nic, teraz wiem, że lepiej było nic nie mówić o jego rodzicach i siostrach, bo teraz mam to na talerzu, tutaj akurat uważam, że mam rację, ale widzę, że to drażliwy dla niego temat i lepiej go pominąć.Rosły we mnie żale do niego, a syn bardzo do niego ciągnie, tym bardziej mnie to bolało. Zaczęłam mówić do niego o rozwodzie, tylko dlatego, aby mnie zauważył, aby zaczął spędzać z nami więcej czasu.Tak, zrobiłam się zgorzkniałą babą, teraz bardzo tego żałuję. Wiem, że to był głupi sposób, a mąż wziął sobie to tak do serca, że powiedział mi, że mnie już nie kocha. Zabolało mnie to cholernie, nigdy nie sądziłam, że usłyszę od niego takie słowa, bo kochaliśmy się bardzo, sam mi powiedział, że nikogo tak nie kochał jak mnie, a ja to wszystko zepsułam i nie wiem jak mam to wszystko poukładać spowrotem. Przeprosiłam go za moje zachowanie, bo naprawdę tego żałuję i chcę się zmienić, tylko mąż we mnie nie wierzy, pyta: na jak długo się zmienię, ja wiem, że tego chcę, bo bardzo go kocham. Wczoraj powiedział, że minęły już dwa tygodnie, a jego uczucia względem mnie się nie zmieniły, ale daje nam szansę i czeka. A ja nie wiem co mam robić, jak sprawić, aby mnie na nowo pokochał. Proszę poradźcie jak mam do niego dotrzeć. Kocham bardzo mojego męża i nie chcę go stracić. Wszystko popsułam i chcę to naprawić.
Wczoraj powiedział, że minęły już dwa tygodnie, a jego uczucia > względem mnie się nie zmieniły, ale daje nam szansę i czeka. A ja > nie wiem co mam robić, jak sprawić, aby mnie na nowo pokochał. O laskawca. Moj partner przez dlugi naprawde czas zachowywal sie okropnie, gdy przechodzilismy kryzys, rozmawialismy o rozstaniu - ale nie przestalismy sie kochac. slaba to milosc, ktorej wystarczy triche klotni w sytuacji drastycznej zmiany calego zycia i juz milosc sie konczy. co robic? Byc mila, uprzejma, zyczliwa, ale zdystansowana i nie zabiegac o meza. Maz porzebuje teraz 2 rzeczy - przypomnienia soibie, jaka jestes wspaniala osoba i jak wiele straci tracac ciebie, oraz npoczucie, ze nie jests mu dana raz na zawsze i ze OBOJE (czyli on tez) msicie dbac o wasz zwiazek. -- Being the change you want to see
Z góry bardzo proszę o poważne potraktowanie tematu i nie ironizowanie na mój temat, jestem już wystarczająco załamana, dlatego proszę was o radę. Jesteśmy razem od 12 lat, małżeństwem jesteśmy 8 lat. Mamy rocznego syna. Wszystko zaczęło się psuć w zasadzie od tego momentu. Miałam pretensje do męża, że nie zajmuje się dzieckiem, bo robił to bardzo rzadko i było mi cholernie przykro z tego powodu. Zawsze wydawało mi się, że kiedy mężczyzna ma syna jest najszczęśliwszym człowiekiem na świecie. Zaczęłam być dla niego nie miła. Mąż się starał, pomagał w domu, robił zakupy. Moje dni były wszystkie takie same. Od rana do wieczora sama z dzieckiem. Mąż wychodził do pracy kiedy syn jeszcza spał a wracał kiedy już spał,wiecznie zmęczony, po każdym posiłku musiał się położyć.Zamknęłam się w sobie, odizolowałam od ludzi. Miałam żal do jego rodzicw, że czekali na wnuka, a kiedy już się urodził, nic od nich nie dostaje, nawet na chrzest.BYło też wiele innych sytuacji, mąż ma 2 siostry i dla nich zawsze się coś znajdzie dla nas nic, teraz wiem, że lepiej było nic nie mówić o jego rodzicach i siostrach, bo teraz mam to na talerzu, tutaj akurat uważam, że mam rację, ale widzę, że to drażliwy dla niego temat i lepiej go pominąć.Rosły we mnie żale do niego, a syn bardzo do niego ciągnie, tym bardziej mnie to bolało. Zaczęłam mówić do niego o rozwodzie, tylko dlatego, aby mnie zauważył, aby zaczął spędzać z nami więcej czasu.Tak, zrobiłam się zgorzkniałą babą, teraz bardzo tego żałuję. Wiem, że to był głupi sposób, a mąż wziął sobie to tak do serca, że powiedział mi, że mnie już nie kocha. Zabolało mnie to cholernie, nigdy nie sądziłam, że usłyszę od niego takie słowa, bo kochaliśmy się bardzo, sam mi powiedział, że nikogo tak nie kochał jak mnie, a ja to wszystko zepsułam i nie wiem jak mam to wszystko poukładać spowrotem. Przeprosiłam go za moje zachowanie, bo naprawdę tego żałuję i chcę się zmienić, tylko mąż we mnie nie wierzy, pyta: na jak długo się zmienię, ja wiem, że tego chcę, bo bardzo go kocham. Wczoraj powiedział, że minęły już dwa tygodnie, a jego uczucia względem mnie się nie zmieniły, ale daje nam szansę i czeka. A ja nie wiem co mam robić, jak sprawić, aby mnie na nowo pokochał. Proszę poradźcie jak mam do niego dotrzeć. Kocham bardzo mojego męża i nie chcę go stracić. Wszystko popsułam i chcę to naprawić.
> Wczoraj powiedział, że minęły już dwa tygodnie, a jego uczucia > względem mnie się nie zmieniły, ale daje nam szansę i czeka. Fiu, fiu jaki dobroduszny :D Marzenie nie mąż :) Związek tworzą DWIE osoby, jak jedna ma obskakiwać drugą to nic z tego nie będzie. Proponuję terapię małżeńską, tam może będziecie w stanie dojść do konsensusu. -- Nie jestem ekspertem
Byliśmy ze sobą 3 lata. Były rozstania ale trwające Max 3 dni. Później się godziliśmy i było dobrze. Do czasu następnej kłótni. Sprzeczki mieliśmy głównie o jakieś pierdoly, głównie on się czepiał, często się na mnie obrażał nie mając nawet powodu. Bałam się tej naszej niestabilności, ze potrafimy żyć ze sobą dobrze i szczęśliwie a jak jest jakiś mały powód do kłótni to robi się sprzeczka i jego obrażanie. 3 tygodnie temu zerwał ze m a mówiąc ze to ostateczne. Powodem było to ze nie przywiozłam mu picia i wody do pracy w której siedział cały dzień, mówiąc ze nie może już na mnie liczyć i pokazałam mu jak mi na nim zależy. A ja byłam wtedy w złym stanie, miałam dzień lenia byłam w dresie, nieświeże włosy, niepomalowana i nie chciałam by widział mnie taka zaniedbana dlatego napislaam mu czy nie mógł by pożyczyć od kogoś. A on się tak obraził ze po minucie jak zadzwoniłam ze mu przywiozę to co chce to już nic ode mnie nie chciał. I zerwał. Prosiłam się i błagałam żeby nie robił sobie jaj, myśląc ze znowu zaraz się pogodzimy a on po prostu byk taki zły ze zerwał ze złości. No ale mijały dni a on się nadal upierał na swoim ze ten związek nie ma sensu ze nie ma przyszłości. Ja wiem ze zawiniłam, o taka głupia rzecz ale nie musiał się od razu tak zachowywać bo byłam już gotowa mu pomoc, ale jak nie odbierał to nie wiedziałam co zrobić. Przez te 3 tyg spotkaliśmy się dwa razy bo bardzo chciałam i tęskniłam, ale i tak było złe a on był uparty na swoim. Widział ze boli mnie to i ze go bardzo kocham.. napisałam mu ostatnio zr ja się nie cgce z nim kłócić, żeby przestał szukać problemów i się obrażać od razu. Mamy już ponad 20 lat i ja chce stabilizacji. Wiem ze potrafimy być szczęśliwi ale niestety pojawiają się takie sytacji gdzie on się w ogóle się zachowuje dojrzale tylko się ode mnie odwraca. Zapewniał ze mnie kocha, sle tak musi być. Chce mu pokazać ze nie warto robić wojen o gowna, ale jak? Cgce go przekonać o tym ze w końcu się uda tylko on musi tez trochę zmienić w swoim zachowaniu..
Standardowe tłumaczenie dorosłego dziecka alkoholika. Zawsze ten sam schemat związku: wahanie przed zaangażowaniem, wykorzystywanie partnera, sprawianie mu przykrości. I jeszcze te patetyczne wyznanie: (...) jeśli nagrodą za to cierpliwe wyczekiwanie jest jej miłość, to zamieniam się w Penelopę, która dziesięć lat wypatrywała na horyzoncie łodzi swojego ukochanego Odyseusza. Stary, daj dziewczynie spokój. Już się wystarczająco w życiu nacierpiała. Zasługuje na kogoś lepszego. Ty udaj się na leczenie DDA, może coś z tego będzie. Zauważ, że to szybkie przechodzenie z jednego stanu emocjonalnego w drugi, też jest charakterystyczne dla DDA.
nie wróci. nawet gdyby Ciebie kochała, to nie wróci. wierz mi, no chyba, że jest głupia, albo szalenie naiwna. wiesz dlaczego? bo ona po prostu nie uwierzy w Twoją miłość, nie będzie Ci ufać. może po wielu latach jak się spotkacie, to się zmieni, ale wątpię by po tak krótkim czasie. aczkolwiek życzę powodzenia.
Wybory jakosik przesły.Teroz myśle ło tym j.w Ej narobiłek troche głupot,Boze przeboc! Gorzy bedzie z mojom kobitkom-bo Pon Bucek jakosi wybocy,ale Maryna -nie.Godo mi,ze górolki nie wybocajom.Mom se przypomnieć com godoł przed ksiendzem .Teroz pamientom,ino na chwile mi sie zabocyło-ale podobno juz za póżno.Jestem przekreślony i mom zmiatać hań,do tamtej.Dlo Maryny nie istnieje. Godojciez co tu robić chłopy,kiej opamientanie przysło za póżno.
tego kwiatu-to pół światu.