BTW, znałam rodzinę z trojka dzieci. Oboje wykształceni, po studiach. Mieszkali z tymi dziećmi w kawalerce w centrum Krakowa, tyle ze na tyle wysokiej, ze sobie tam zrobili antresole. Dzieci spały w pokoju, rodzice w kuchni. Tylko zapiecka brakowało. Wtedy jakoś nikogo to nie dziwiło specjalnie
angazetka napisała: > Ale wiesz, że w blokach są mieszkania o więcej niż jednej izbie? > Nie, serio? A ja myślałam ze w blokach to same kawalerki. BTW, znałam rodzinę z trojka dzieci. Oboje wykształceni, po studiach. Mieszkali z tymi dziećmi w kawalerce w centrum Krakowa, tyle ze na
Kiedyś miałam praktykę na wsi i mieszkałam u gospodyni. Całe 2 tygodnie. W pokoju, który zajmowałam był piec, podobny do tego, z zapieckiem. O, matko.....ile się na tym zapiecku wylezałam, jak cudnie, cieplutko było...
U mojego wujka w mieszkaniu dzielonym z moją babcią był zapiecek. Jak tam było tego nie wiem, wemigrowałem z tego domu w bardzo wczesnej młodości, nic nie pamiętam z tego że tam mieszkałem. Dzisiaj jak wróciłem rano do domu było niestety mniej niż na zdjęciu
Pewna pani we wsi Strzelecka Mieszkała tutaj od dziecka Tak się przyzwyczaiła Że nigdzie nie była A nie! Raz pojechała do Zapiecka.
Pewna pani we wsi Strzelecka Mieszkała tutaj od dziecka Tak się przyzwyczaiła Że nigdzie nie była A nie! Raz pojechała do Zapiecka.
Pewna pani we wsi Strzelecka Mieszkała tutaj od dziecka Tak się przyzwyczaiła Że nigdzie nie była A nie! Raz pojechała do Zapiecka.
>Ale wiesz, że poza amerykańską elitą są na świecie zupełnie zwyczajni ludzie mieszkający w kawalerce. I oni - o zgrozo! - miewają jakieś życie seksualne także po pojawieniu się dziecka? Tak, a 100 lat temu seks uprawiało się śpiąc w jednym łóżku z czwórką dzieci i z bonusem w postaci dziadka
Bardzo mnie sie ta opowiesc spodobala, Xur. Choc, oczywiscie, mam zastrzezenia do twojej teorii o wiezieniu kota w mieszkaniu. Ale koty za ploty. Moje wczesne dziecinstwo tez bylo kocie. Byly to koty bezimienne, pol-dzikie, dachowce. Przychodzily, my je dokarmialismy, mialy swoje kąty u nas, jesli
kocynder napisała: > Ale fakt, > że autorka nie widzi nawet tego, że jej chłopak "dom" mówi i myśli o zapiecku > u mamuni a nie życiu z nią Raczej trudno mówić "dom" o miejscu, które nie istnieje. Oni nie mieszkają razem, -- Gdzie wszyscy myślą tak samo - nikt nie
Antonino - nie do końca. Mam fajnych rodziców, świetne rodzeństwo, jestem z nimi zżyta. Ale jeśli mówię "dom" - to mam na myśli to miejsce gdzie mieszkam z ukochaną osobą, a nie to, gdzie mamusia, tatuś, braciszek i siostrzyczka. I całkiem serio - pal licho bratanicę czy tam siostrzenicę - teraz ma
street! What is it? It's rainning! What the fuck! Nagle zobaczyła kelnerkę i pyta się jej: gdzie jest właściciel tej restauracji? Kelnerka opowiedziała, że jest na dole. Więc ta pomaszerowała (jak stara babcie w kapciach po swoim mieszkaniu, gdyż te baletki były mokre i ciężkie, i o zgrabnym poruszaniu