letizia89
13.08.19, 12:18
Podczytuje was od jakiegoś czasu, ale po raz pierwszy proszę was o pomoc, bo może wy jako matki spojrzycie na to z innej perspektywy.
Otóż od około półtora roku jestem w związku wydawałoby się szczęśliwym. W planie mamy już zamieszkanie razem i ślub, jednak ja zaczynam mieć coraz więcej wątpliwości, a wszystko to za sprawą 9-letniej bratanicy i chrześniaczki mego narzeczonego.
Na wstępie muszę napisać, że na co dzień oboje mieszkamy i pracujemy w stolicy. Ja jestem stąd, zaś mój narzeczony pochodzi z mniejszego miasteczka. W ciągu tygodnia wszystko jest okey, gorzej gdy przychodzi wekend i on jedzie do rodziny.
W swoim rodzinnym mieście mieszka w dużym rodzinnym domu, gdzie oprócz rodziców są też jego brat, z żoną i dwójką dzieci (córka 9 lat i synek 2 latka). Jego brat pracuje w nocy i w dzień odsypia, zaś żona pracuje w domu i opiekuje się dwójką dzieci. Starsza (ta 9 latka) od zawsze miała bardzo dobry kontakt z narzeczonym, a po narodzinach braciszka przyczepiła się do narzeczonego jeszcze bardziej, gdyż matka jest zajęta młodszym plus do tego pracuje, więc nie może poświęcić jej aż tak dużo czasu. Ona też jest nieco zazdrosna o braciszka, dokucza mu więc matka jest zadowolona jak mała idzie do wujka. On dużo mi o niej opowiadał i najpierw to fajnie brzmiało, ale po tym jak poznałam jego rodzinę zaczynam mieć dość ich zażyłości. Od momentu przyjazdu dziewczynka jest uczepiona mojego narzeczonego, nigdzie nie można pójść samemu, zawsze w pakiecie również ona. Tym samym uczestniczyłam już na mszy dla dzieci w jej wieku, byłam na urodzinach jej koleżanki, patrzyłam jak narzeczony pomaga jej w lekcjach. Pare razy w miasteczku organizowano tzw. nocne festyny, gdzie wszystko było otwarte, była muzyka. Mieliśmy pójść razem, spędzić romantyczny wieczór. W praktyce wyszło tak, że poszliśmy z bratanicą, bo jej ojciec w pracy, braciszek zasnął już o 20, a matka miała jakąś robotę do skończenia. Oczywiście nikt nie pomyślał o tym, że my może chcemy być razem. Pomysł by bratanica poszła z nami wyszedł od matki narzeczonego, a matka dziewczynki chętnie temu przyklasnęła. Punktem kulminacyjnym było, gdy kiedyś (dojechałam wtedy dzień później) usłyszałam, że matka dziewczynki wkurzała się na narzeczonego, że wieczór wcześniej mała nie umyla zębów. Zapytałam się wtedy czemu jej nie dopilnowała ona. Usłyszałam, że tej nocy córka spała u wujka i to on miał dopilnować. Nic nie powiedziałam, ale wszystko się we mnie zagotowało. Nawet jak jedziemy z narzeczonym na jakąś wycieczkę, to on pierwsze o czym myśli, to by kupić bratanicy prezent. Zaczynam się zastanawiać co będzie jak będziemy mieć własne dzieci, bo ma wrażenie, że on czasem ją traktuje jak własną córkę, czy ta bratanica nie przesłoni naszych dzieci? To okropne, ale zaczynam widzieć w tej dziewczynce wroga, szczególnie jak dowiaduje się, że śpi u niego, że on jej kupuje prezenty, że spędza z nią cały czas. A cała jego rodzina temu przyklaskuje. Powiedzcie mi czy to normalne? Co robić?